W ostatnim roku Obamy USA zrzuciło ponad 26 tysięcy bomb w siedmiu krajach świata


 

 

Sputnik Polska

07 STYCZEŃ 2017

W ostatnim roku Obamy USA zrzuciło ponad 26 tysięcy bomb w siedmiu krajach świata

© AFP 2016/ EPA PHOTO/PA/TIM OCKENDEN ŚWIAT 12:35 07.01.2017(zaktualizowano 17:53 07.01.2017) Krótki link30770230 W 2016 roku USA zrzuciło 26 171 bomb w siedmiu krajach świata – pisze amerykański ekspert ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Mika Zenko na stronie Council on Foreign Relations (CFR). © SPUTNIK. VLADIMIR SERGEEV MSZ Rosji komentuje przyłączenie się USA do formatu normandzkiego 12 192 z nich zostało zrzuconych w Syrii, 12 095 w Iraku, 1337 w Afganistanie, 496 w Libii, 34 w Jemenie, 12 w Somalii i 3 w Pakistanie. Zenko podkreśla, że te liczby są zaniżone, ponieważ dokładnymi danymi dysponuje się tylko w przypadku Pakistanu, Jemenu, Somalii i Libii, a jedno uderzenie z powietrza może składać się z kilku bomb zrzuconych jednocześnie. Według słów eksperta w ubiegłym roku USA zrzuciły 3027 bomb więcej niż w 2015 roku. Oprócz tego Libii w 2015 nie było na liście. © SPUTNIK. SERGEY GUNEEV Odchodzący ze stanowiska szef Pentagonu poskarżył się na Putina Dane dotyczące Syrii i Iraku Zenko i jego współpracowniczka Jennifer Wilson zebrali, korzystając z raportów Pentagonu i archiwum internetowego. Udało im się wyjaśnić, że w 2016 roku 79% ataków koalicji przeprowadzonych z powietrza na obiekty PI, w ramach operacji Inherent Resolve, należało do USA. Na początku grudnia koalicja do walki z PI opublikowała w prasie oświadczenie, w którym poinformowała o śmierci 173 cywilów podczas tej operacji.

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201701074565121-2016-bomby-usa-obama/

Elitarne apanaże


WPfinanse

 

Nie 160 tys. zł, a ponad 300 tys. zł. Oto odprawa prof. Andrzeja Rzeplińskiego

Mateusz Ratajczak, ITRZ, Money.pl | aktualizacja (11:04) | 626 opinii

AAA

337993i2.jpg

Eastnews / EastNews/STANISLAW KOWALCZUK

Prof. Andrzej Rzepliński 19 grudnia spędził ostatni dzień jako przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego. Na pożegnanie dostał prawie 160 tys. zł odprawy. Okazuje się jednak, że to nie wszystko. Jak podaje „Fakt”, otrzyma kolejne 150 tys. zł. Za co? To ekwiwalent za niewykorzystany urlop.

 

Jak dowiedział się „Fakt” w biurze prasowym TK, były prezes nie wykorzystał aż 114 dni przysługującego mu urlopu wypoczynkowego. W ciągu 6-letniej kadencji, przez ponad cztery lata nie robił sobie ustawowego wolnego. Za to wypłacą mu dodatkowe 150 tys. zł. W sumie na odchodne dostanie ponad 300 tys. zł. Prof. Andrzej Rzepliński z głodu nie umrze. Będzie teraz dostawał 21 tys. zł miesięcznie emerytury.

Ile zarabiają sędziowie Trybunału Konstytucyjnego?

W tej chwili ich miesięczne zarobki to 23 tys. zł brutto miesięcznie, czyli 16,1 tys. zł „na rękę”. Wynagrodzenie sędziów jest ustalone ustawowo i wynosi 5-krotność przeciętnego wynagrodzenia z II kwartału ubiegłego roku. W 2015 roku było to 3854 zł. Pięciokrotność tej kwoty daje 19,2 tys. zł. Do tego dochodzi jeszcze dodatkowe 4 tys. zł.
Co to za pieniądze? To tak zwany dodatek stażowy. Po 20 latach pracy zawodowej sędziowie mogą liczyć na dodatkowe 20 proc. do wynagrodzenia. I stąd suma 23 tys. zł miesięcznie.
Warto dodać, że taki dodatek przysługuje nie tylko sędziom Trybunału, ale również sędziom sądów powszechnych, Sądu Najwyższego, Naczelnego Sądu Administracyjnego, prokuratorom, członkom korpusu służby cywilnej, żołnierzom, funkcjonariuszom służb mundurowych a nawet pracownikom urzędów państwowych.
Na podobnych zasadach wynagradzani są również sędziowie Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. Jednak w ich przypadku mnożnik przeciętnego wynagrodzenia jest nieco niższy. Na początku jest to 4,13, by po 7 latach zwiększyć się do 4,7495.
Na większą wypłatę mogą liczyć prezes i wiceprezes Trybunału. Co miesiąc dostają dodatek funkcyjny, który wynosi 1,2 (dla prezesa) i 0,8 (dla wiceprezesa) podstawy naliczenia. W przypadku prof. Rzeplińskiego mówimy więc o dodatkowych 4,5 tys. zł brutto. Co miesiąc jego pensja wynosi ponad 27 tys. zł brutto. Na rękę dostaje z tego 18,8 tys. zł.
Prof. Rzepliński musiał się pożegnać z częścią wypłaty. Gdy skończyła się jego kadencja automatycznie stał się sędzią w stanie spoczynku. Każdy taki sędzia ma prawo do pobierania 75 proc. ostatniego wynagrodzenia. W ten sposób ustawodawca zabezpieczył sędziów przed koniecznością ubiegania się o względy polityków lub potencjalnych pracodawców.
Mało tego, sędzia przechodząc w stan spoczynku dostaje również 6-miesięczną odprawę. Dla prof. Rzeplińskiego to więc prawie 160 tys. zł brutto.
Biuro Trybunału Konstytucyjnego zastrzega jednak, że „analogicznie odprawy emerytalne do wysokości sześciomiesięcznego wynagrodzenia przysługują również członkom korpusu służby cywilnej, pracownikom urzędów państwowych, żołnierzom i funkcjonariuszom służb mundurowych”.

Dodatkowe przywileje

Inne dodatki sędziów Trybunału to nagrody jubileuszowe. Pierwszą dostają po 20 latach pracy zawodowej i później co 5 lat (do 45-lecia). Poza tym sędziowie mogą otrzymywać ryczałt samochodowy za korzystanie z prywatnego auta do celów służbowych. Ryczałt dotyczy tylko i wyłącznie terenu Warszawy i jest limitowany. Sędzia nie może wyjeździć więcej jak 700 km na miesiąc.
Lepiej mają sędziowie, którzy mieszkają poza Warszawą. Co miesiąc otrzymują 400 zł z tytułu „rozłąki z rodziną”, mają zapewnione bezpłatne zakwaterowanie w stolicy oraz zwrot kosztów przejazdu z miejsca zamieszkania do miejsca pracy. W przypadku dojazdów jest jedno „ale”. Pieniądze można dostać tylko za korzystanie z kolei.

Łzy w Białym Domu


Znalezione obrazy dla zapytania MIchelle Obama

dzisiaj 09:29

Ostatnie przemówienie Michelle Obamy

CNN

Michelle Obama zachęcała wczoraj w swym ostatnim oficjalnym wystąpieniu młodych Amerykanów do kontynuowania nauki na wyższych uczelniach. Wzywając, aby nie byli przestraszeni, lecz zdeterminowani, przyrzekała, że zawsze ich będzie wspierać. Pierwszej Damie USA ciężko było ukryć wzruszenie i łzy.

  • Wzmacniajcie się dzięki dobremu wykształceniu. Potem wykorzystajcie tę wiedzę do budowy kraju wartego waszych poświęceń. Bądźcie przywódcami dającymi przykład, wypełnieni nadzieją. Nigdy się nie bójcie. Wiem, że będę z wami, dopingując was, starając się was wspierać, przez resztę mojego życia. I wiem, że to prawda dla każdego, który tutaj dzisiaj jest. Także dla wychowawców i orędowników, którzy codziennie rano wstają i bardzo ciężko pracują, by kształcić naszą młodzież – mówiła Obama.

Pierwsza Dama wyraziła też swoją wdzięczność dla wszystkich, którzy przyczyniają się do wzrostu i budowy wspólnego dobra. – Jestem bardzo wdzięczna wszystkim za ich pasję, oddanie i ciężką pracę na rzecz kolejnych pokoleń. I myślę, że nie ma lepszego sposobu, aby zakończyć mój czas na stanowisku Pierwszej Damy. Więc chcę zakończyć dzisiejszy dzień mówiąc proste dziękuję. Dziękuję za wszystko, co robicie dla naszych dzieci i dla naszego kraju. Bycie waszą Pierwszą Damą to największy zaszczyt w moim życiu i mam nadzieję, że dałam wam powody do dumy – zwróciła się do zgromadzonych Michelle Obama.

Pierwsza Dama USA zachęca młodych do edukacji i przyrzeka swe wsparcie
  • Jeśli zawsze w światłach rampy pozostaną zawodowi sportowcy, artyści, lub gwiazdy Hollywood i jeśli będą to jedyne osiągnięcia, które celebrujemy, to dlaczego mielibyśmy kiedykolwiek oczekiwać, że dla dzieci szkoła stanie się priorytetem – ostrzegała Michelle Obama, która ukończyła prawo na uniwersytecie Harvarda.

W swym wystąpieniu wiązała zachowanie i ochronę wolności młodych ludzi z dobrym wykształceniem. Dzięki temu bowiem – jak zaznaczyła – mogą być aktywnymi i produktywnymi obywatelami. Przekonywała zarazem, że nie powinni tracić nadziei, nawet w obliczu nieuchronnych przeszkód.

  • To jest nasza fundamentalna wiara w siłę nadziei, która pozwoliła nam wznieść się ponad głosy zwątpienia i podziału, gniewu i strachu z którymi spotykaliśmy się w naszym życiu i w życiu tego kraju. (…)Miejmy nadzieję, że jeśli będziemy pracować wystarczająco ciężko i wierzyć w siebie, możemy spełnić nasze marzenia, niezależnie od ograniczeń, które mogą nam narzucać inni – mówiła Pierwsza Dama.

Michelle Obama zyskała sobie uznanie większości społeczeństwa. W sondażach miała lepsze notowania niż prezydent Obama.

  • Kiedy ludzie widzą nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy, to być może, też ich to zainspiruje, aby wznieść się na szczyt swoich możliwości – mówiła przypominając swojego ojca, który pracował w elektrowni wodnej z nadzieją, że jego dzieci pójdą do college’u i zdobędą szanse życiowe o jakich sam nawet nie marzył. Jak dodała, taką nadzieję trzeba przekazywać młodzieży, ponieważ posuwa to kraj do przodu.

(sp/ PAP)

Dmuchanie tęczowych baloników z antypolskim podtekstem


Newsweek.pl

Antyrasistowska demonstracje w Polsce. Dziś m. in.Poznań i Ozorków, jutro Warszawa

Data publikacji: 07.01.2017, 17:20Ostatnia aktualizacja: 07.01.2017, 17:37

uczestnicy manifestacji

fot. Jakub Kaczmarczyk  /  źródło: PAP

Kto ludzi bije, temu serce gnije – skandowali uczestnicy sobotniej manifestacji na placu Wolności w Poznaniu. W demonstracji, która odbyła się pod hasłem „Stop przemocy na tle rasowym”, mimo srogiego mrozu uczestniczyło według policji ok. 250 osób. Podobny protest odbył się także w podłódzkim Ozorkowie, gdzie kilka dni temu pobito obywatela Pakistanu.

Zgromadzeni przynieśli ze sobą m.in. tęczowe flagi oraz transparenty, skandowano – „Ludzka rasa, jedna rasa”, „kto ludzi bije, temu serce gnije”, „Polska przeciw rasizmowi”.

Organizator demonstracji Kuba Kapral powiedział, że „dzisiejsza manifestacja odnosi się w szczególności do ostatnich wypadków, do agresji skierowanej wobec obcokrajowców, czy ludzi o odmiennym kolorze skóry”.

  • Niestety tych przypadków przemocy wobec tzw. +innych+ jest w Polsce dużo; co roku ludzie są bici, obrażani, czasem zabijani, ale w ostatnich dniach tej agresji jest więcej. Dlatego właśnie postanowiłem zorganizować zupełnie oddolną, niepolityczną manifestację, na którą zaprosiłem ludzi, którzy też chcą powiedzieć, że w Polsce oprócz takich, co biją, są też tacy, którzy chcą opierać relacje międzyludzkie na szacunku, na miłości bliźniego – dodał.

Swoje słowa do manifestujących skierował w liście także przewodniczący Rady Naczelnej Ligi Muzułmańskiej w RP imam Youssef Chadid, który podkreślił, że mimo iż żyjemy w XXI wieku, wciąż jeszcze spotykamy „osoby myślące prymitywnie”.

  • Są wśród ludzi osoby niecywilizowane, myślące agresywnie. Obecne ataki ksenofobiczne na muzułmanów w Polsce i na ciemnoskórych obcokrajowców wykorzystywane są przez niektórych polityków i prowadzi nas to do współczesnego apartheidu – podkreślił.

Dodał, że są to w dużej mierze zdarzenia wynikające z „braku wykształcenia i wiedzy osób, które dopuszczają się tych aktów agresji”, ponieważ – jak zaznaczył – „wiemy, że społeczeństwo polskie nie jest ksenofobiczne. Ludzie w większości są nastawieni pokojowo do drugiego człowieka”.

Zaapelował do władz, do organizacji pozarządowych, do wszystkich ludzi żyjących w Polsce o poszanowanie praw człowieka bez względu na kolor skóry, wyznanie, pogląd czy orientacje seksualne.

W trakcie manifestacji głos zabrała także 9-letnia Kika. – Chciałam powiedzieć, że w mojej klasie są dziewczynki: jedna z Ukrainy, druga z Korei. Dobrze się z nimi przyjaźnię i nie jest tak, że w mojej szkole ktoś kogoś bije, bo ma inną skórę niż nasza. My po prostu się przyjaźnimy, lubimy i dobrze się uczymy – mówiła do zgromadzonych dziewczynka. Przemówienie Kiki spotkało się z dużym aplauzem manifestujących.

 

Wśród zgromadzonych był także 14-letni Maciej, który wraz z mamą trzymał transparent z napisem „Kto Ty jesteś? Polak mały: czarny, żółty albo biały”. „Jestem tu, bo nie jestem obojętny na cierpienie drugiego człowieka” – mówił dziennikarzom. „Obserwuję bardzo duże zamknięcie na drugiego człowieka, na bliźniego, obserwuję ataki na innych ludzi, i wielką obojętność na to, że do takich ataków dochodzi” – powiedział.

Uczestnicząca w manifestacji pełnomocniczka prezydenta Poznania ds. przeciwdziałania wykluczeniom Marta Mazurek powiedziała, że ataki, do których dochodzi ostatnio w kraju są przerażające, i jak dodała „bez względu na to, czy to będzie jeden atak na tle rasistowskim, czy pięć ataków – to to i tak jest o te pięć za dużo”.

  • Dzisiaj nie wystarczy nie być rasistą, nie być homofobem, nie być osobą nietolerancyjną – dzisiaj należy być także przeciwko. Takie mamy czasy, że należy to manifestować. Dzisiejsza demonstracja to bardzo ważny sygnał zwłaszcza dla tych osób, które mieszkają w Poznaniu; dla obcokrajowców, dla imigrantów, i dla tych, którzy wybrali Poznań na swój dom – powiedziała

Ozorków: Protest po pobiciu Pakistańczyka

Kilkadziesiąt osób wzięło udział w proteście przeciwko rasizmowi jaki zorganizowano w sobotę w Ozorkowie (Łódzkie). To w tym mieście kilka dni temu został brutalnie pobity obywatel Pakistanu. Protestujący podkreślali, że zebrali się, bo nie godzą się na przemoc, ksenofobię i rasizm.

Wśród protestujących był m.in. nauczyciel akademicki Andrzej Kompa, który zwrócił uwagę, że w naszym kraju dochodzi coraz częście do zdarzeń na tle rasistowskim. Według niego coraz więcej osób jest poniżanych, bitych, prześladowanych ze względu na kolor skóry, wyznanie czy orientację seksualną. – Solidaryzujemy się ze wszystkimi. Chcemy, aby Polska była dla wszystkich – mówił Kompa.

Protestujący w Ozorkowie podkreślali w wystąpieniach, że zebrali się tu, bo nie godzą się na przemoc, ksenofobię i rasizm. Jaki mówili, są dumni z naszej tradycji jako narodu tolerancyjnego. Zwracali uwagę, że nigdy wcześniej nie było tak zmasowanych ataków na obcokrajowców, jak w ostatnim czasie.

Zdaniem uczestników protestu należy patrzeć na ręce polityków, bo zachowanie wielu z nich, ich wypowiedzi i komentarze powodują, że dochodzi do takich sytuacji jak np. w Ozorkowie. Ocenili też, że pobicie obywatela Pakistanu mogło być konsekwencją wydarzeń w Ełku z sylwestrowej nocy.

W sylwestrową noc w Ełku właściciel i pracownik baru z kebabami szarpali się z 21-letnim chłopakiem, który ukradł z ich lokalu dwie butelki coli; zadali mu trzy ciosy nożem. Raniony zmarł; we wtorek sąd w Ełku tymczasowo aresztował Tunezyjczyka i Algierczyka. Są podejrzani o zabójstwo chłopaka. Po zabójstwie Polaka pod barem z kebabami doszło do burd, kamieniami wybijano szyby w barze, rzucano kamieniami i butelkami w policję, niszczono mienie.

Protestujący w Ozorkowie, wśród których byli m.in. działacze KOD, Partii Razem, SLD zaapelowali, aby nie bać się przeciwstawiać się takim zachowaniom. „Wszyscy jesteśmy odważni, aby reagować. Ci ludzie potrzebują naszej odwagi” – mówiła jedna z uczestniczek protestu.

To nie koniec wieców antyrasistowskich. Podobne wydarzenie zapowiedziano m. in. jutro w Warszawie na placu pod stacją metra „Centrum” (czyli popularną patelnią).

HO, PAP

Będą bronić zachodniej flanki Polski


Wyborcza.pl

Sobota07.01.2017

 

Pierwsi amerykańscy żołnierze w Polsce. Będą wzmacniać wschodnią flankę NATO

PAP

07 stycznia 2017 | 16:32

Wrocław, 07.01.2017. Przylot żołnierzy z Armored Brigade Combat Team (ABCT), którzy na co dzień stacjonują w Fort Carson w stanie Colorado w Stanach Zjednoczonych. Ich obecność w Polsce ma wzmocnić wschodnią flankę NATO5 ZDJĘĆ

Wrocław, 07.01.2017. Przylot żołnierzy z Armored Brigade Combat Team (ABCT), którzy na co dzień stacjonują w Fort Carson w stanie Colorado w Stanach Zjednoczonych. Ich obecność w Polsce ma wzmocnić wschodnią flankę NATO(KRZYSZTOF KANIEWSKI/East News)

 

Pierwsze grupy amerykańskich żołnierzy przybyły w sobotę na lotnisko we Wrocławiu oraz na poligon koło Żagania (Lubuskie). To część pancernej brygady, która wzmocni wschodnią flankę NATO.

Schulz w rozpaczy


ParezjaParezja

 

Schulz w rozpaczy: „Socjaldemokracja jest zagrożona jak nigdy wcześniej”

Przez

Redakcja

  • 7 stycznia 2017

 

Niemiecki polityk rozpacza nad stanem socjaldemokracji w Europie.

Kończący swoją kadencję na stanowisku przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Martin Schulz udzielił wywiadu, przedstawiając swoją wizję Europy i stanu europejskiej demokracji. Zaznaczył, że demokracja i sprawiedliwość społeczna są coraz częściej podważane.

„Jeśli ludzie nie czują się chronieni przez system demokratyczny, poszukują alternatyw” –tłumaczył Schulz popularność populistycznych ugrupowań w Europie. Apelował również o jasne sprzeciwianie się tendencjom populistycznym.

Martin Schulz nadal przedstawiany jest jako jeden z możliwych kandydatów na stanowisko kanclerza Niemiec z ramienia Socjaldemokratycznej Partii Niemiec.

Kto stoi za atakami na Polskę?


W Polsce niemieckiej agencji nikt nie podskoczy


 

default

 

BLOG – INFOGRAFIKI – YOUTUBE – MEMY

Niemiecka agencja działająca w Polsce przyznaje, że nie jest przychylna polskiemu rządowi. Za takie słowa we Francji wyleciałaby z hukiem!
wpis z dnia 7/01/2017

Deutsche Welle to państwowa agencja telewizyjno-informacyjna kontrolowana przez niemiecki rząd (odpowiednik polskiego TVP Info / PAP). Kilka dni temu na twitterze polskiego oddziału tej agencji pojawił się wpis, w którym oficjalnie potwierdzono, że niemieckie media nie są przychylne obecnemu rządowi w Warszawie. I tu dochodzimy do istoty problemu – gdyby jakiekolwiek medium zagraniczne we Francji opublikowało taki komunikat, z końcem miesiąca straciłoby możliwość działania w tym kraju.
Prawda jest taka, że we współczesnym świecie to media kształtują zbiorową rzeczywistość i percepcję wydarzeń. To jak odbieramy daną sytuację w dużej mierze zależy od narracji kreowanych przez środki masowego przekazu. Telewizje, gazety, duże portale internetowe to zbyt ważny obszar, zbyt silnie wpływający na poglądy i działania obywateli, aby całkowicie oddawać go we władanie zagranicznego kapitału, który najczęściej reprezentuje interesy państwa z jakiego pochodzi.
Doskonale zdają sobie z tego sprawę we Francji, gdzie istnieją ustawowe ograniczenia w zakresie możliwości kontrolowania mediów przez kapitał zagraniczny. Tam nie mogłoby dojść do sytuacji, w której trzema największymi wydawcami prasy w Polsce są należące do Niemców wydawnictwa: Bauer, Ringier Axel Springer Polska oraz Polska Press Grupa. Nie mogłoby, bowiem nad Sekwaną przedsiębiorstwa prasowe wydające ogólnokrajowe dzienniki muszą być kontrolowane przez rodzimy kapitał. Obecność kapitału zagranicznego ograniczono w tym przypadku do zaledwie 20 proc. udziałów. We Francji nie byłoby możliwe, aby niemiecka agencja telewizyjno-informacyjna przyznała, że jest oficjalnie nieprzychylna tamtejszemu rządowi, bowiem niemal natychmiast straciłaby możliwość prowadzenia działalności.
Co innego w Polsce – u nas, w wyniku błędnej polityki dopuszczającej w nieograniczonych ilościach zagraniczny kapitał do środków masowego przekazu, media kontrolowane przez Niemców realnie wpływają na poglądy zwykłych Polaków, a wspominana Deutsche Welle może sobie pozwolić na zupełnie prowokacyjny komentarz. Pozostaje mieć nadzieję, że prędzej czy później stan ten ulegnie zmianie, a rynek medialny w Polsce będzie zbliżony do tego jaki funkcjonuje we Francji.

Źródło: Eryk Mistewicz (twitter.com)
wpis z dnia 7/01/2017

Wrzucają mu do ogródka zużyte środki antykoncepcyjne


 

Pikio.pl

Pikio.pl

 

Plaga zużytych prezerwatyw w ogrodzie Stuhra. Jest ich coraz więcej

Autor:

Wiadomości Pikio

  • Sty 7, 2017

 

Maciej Stuhr skarży się, że jego dom jest nawiedzany przez zwolenników obecnej władzy, którzy wrzucają mu do ogrodu zużyte prezerwatywy. Ma to być efekt antyrządowej postawy 42-letniego aktora.

Nie od dziś wiadomo, że Maciej Stuhr jest jednym z aktorów, którzy są najmniej lubiani przez zwolenników obecnej władzy. 42-letni aktor na tyle podpadł Prawu i Sprawiedliwości, że Telewizja Polska zrezygnowała z transmisji prestiżowej filmowej gali we Wrocławiu właśnie dlatego, że to on ją prowadził.

Stuhr przekazał, że ktoś nawiedza jego dom i wrzuca mu do ogrodu zużyte prezerwatywy. Takich przypadków jest coraz więcej.

– W zeszłym tygodniu wrzucili nam do ogródka zużytą prezerwatywę i stos papierów – mówi Stuhr.

Aktor nie czuje się bezpiecznie i obawia się, że teraz jego przeciwnicy wrzucają do ogrodu zużyte prezerwatywy, a za chwilę będą ciskać kamieniami.

– Boję się o siebie i najbliższych. Ktoś wrzuca mi do ogródka zużyte prezerwatywy, a wkrótce mogą to być kamienie.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego

Jana Marii Rokity widzenie świata


 Gazeta wSieci

 

Rokita we „wSieci”: Rok tyranów i liberałów

opublikowano: 29 grudnia 2016

 

Rokita we "wSieci": Rok tyranów i liberałów

Doświadczony polityk podejmuje próbę analizy tego, w jakim kierunku będzie zmierzał świat w nadchodzącym roku.  

W 2017 r. coraz lepiej mieć się będą autokraci, a nawet zbrodniczy dyktatorzy. Rządy demokratycznych krajów niemal całkowicie porzucą politykę upominania się o „prawa człowieka”. Poza tym czeka nas powrót do ekonomii liberalnej – pisze w najnowszym noworocznym numerze tygodnika „wSieci” Jan Rokita.

W światowej polityce rok 2017 zacznie się nerwowym wyczekiwaniem na pierwsze faktyczne (a nie tylko zapowiadane) ruchy prezydenta Donalda Trumpa i jego ekipy, złożonej z bankierów, nafciarzy i generałów. Największe znaczenie mieć będą wielce prawdopodobne zmiany polityki amerykańskiej w Azji oraz na Bliskim Wschodzie. Tymczasem gra, jaką w obu tych newralgicznych punktach dzisiejszego świata zamierza podjąć Trump, nie jest na razie jasna. Jeśli rzeczywiście wycofa Amerykę z umowy TPP (o transpacyficznym wolnym handlu), której nieskrywanym celem było ograniczenie ekspansji handlowej Chin w Azji, w Pekinie krok taki zostanie przyjęty z satysfakcją – pisze Rokita.

Tyle tylko, że jak zauważa publicysta „wSieci” deklarowane cele Trumpa są zupełnie sprzeczne z tym założeniem. Podczas kampanii wyborczej miliarder często powtarzał, że będzie dążył do ograniczenia chińskiej nadwyżki w handlu z USA, ponieważ taki jest interes amerykańskiego przemysłu.

Sprzeczne dążenia będą także miotać amerykańską polityką na Bliskim Wschodzie. Jeśli Trump chce wypowiedzieć „antyatomowy układ” z Iranem (którego Persowie nie przestrzegają), do czego jest mocno popychany przez liderów republikanów na Kapitolu, Ameryka wejdzie nie tylko w ostry spór z Moskwą, coraz bardziej zaprzyjaźnioną z szyickimi ajatollahami, lecz także z Berlinem, gdzie ów układ traktowany jest jako część planu „cywilizowania” perskiej polityki. Jednak z taką strategią koliduje inny plan ekipy Trumpa, chcącej doprowadzić do rozbicia ISIS rękami Moskwy i wojsk jej aliantów: Damaszku i Teheranu, a w konsekwencji do podziału Syrii oraz Iraku na faktyczne strefy wpływów mocarstw. Tylko jakaś koronkowa robota dyplomatyczna mogłaby sprawić, że Ameryka potrafiłaby jednocześnie wcielać w życie obie te strategie, ale w nowej ekipie nie widać chytrych lisów na miarę Henry’ego Kissingera. Świat więc będzie śledzić w napięciu, na co naprawdę zdecyduje się ekipa Trumpa: czy zacznie od otwartego konfliktu z Teheranem, czy od porozumienia z Rosją ws. podziału Syrii.­ – analizuje publicysta i dodaje, że powrót do ostrego konfliktu USA ze światem szyickim leży w polskim interesie, radykalnie bowiem ograniczyłby pole geopolitycznej gry prowadzonej przez Putina.

W swojej analizie Jan Rokita sporo uwagi poświęca również Europie. Komentator sugeruje, że zbliżający się rok upłynie pod znakiem zwycięstw partii eurosceptycznych.

Europę Zachodnią będą w 2017 r. elektryzować z jednej strony nieuniknione kolejne islamskie zamachy terrorystyczne, z drugiej – postępy trójki coraz bardziej wpływowych prawicowych liderów (a raczej głównie liderek), postulujących walkę z imigracją oraz likwidację Unii Europejskiej. Trójkę tę tworzą: Holender Geert Wilders, Francuzka Marine Le Pen i Niemka Frauke Petry. W mediach i polityce głównego nurtu te trzy postaci będą przedstawiane iście jako wysłannicy piekieł, i to tym bardziej, im bliżej będzie do terminu wyborów powszechnych w Holandii (marzec), Francji (maj) i Niemczech (wrzesień). Cała trójka zmierza do zasadniczej odmiany stosunków politycznych w Europie i opowiada się za powrotem kontynentu do dawnego modelu „suwerenności narodowej”, nie znaczy to jednak, by kierowane przez nich partie zagrażały swobodom obywatelskim albo demokracji politycznej – podsumowuje autor analizy.

Zachowujmy się przyzwoicie wobec moskiewskich Słowian



7 stycznia 2017

NEon24.pl

KRZYSZTOFJAW

 

 

Nowa geopolityka: nasze stosunki z Kremlem (1)

 

W. Putin jest realistą i wytrawnym „graczem politycznym” i z pewnością też jakoś strategicznie będzie niejako zmuszony porozumieć się z Polską jako sojuszniczką USA a Polska też powinna rozpocząć rozmowy z Kremlem

Rozpoczął się rok 2017, który geopolitycznie być może będzie przełomowy dla świata.

Za kilkanaście dni funkcję prezydenta USA obejmie republikański (prawicowy) D. Trump i jego prezydentura jest wielką niewiadomą, ale jako przywódca największego mocarstwa na świecie będzie decydował w najbliższych latach o obliczu geopolitycznych relacji międzynarodowych. W tym też roku odbędą się wybory prezydenckie i parlamentarne we Francji, gdzie w tych pierwszych zapewne ostatecznie zmierzą się prawicowi kandydaci: reprezentant Republikanów Francois Fillon i szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen.  Dodatkowo odbędą się też jedne z najważniejszych wyborów w Europie: parlamentarne w Niemczech, które decydować będą o fotelu Kanclerza Niemiec. Z polskiego punktu widzenia ważne też będą w tym roku wybory parlamentarne w Norwegii. Na wpływ światowej polityki i postawy określonych państw będzie miał także fakt, iż 2017 roku będzie rokiem przedwyborczym wyborów parlamentarnych w 2018 roku, w: Austrii (wygra prawdopodobnie prawica Norberta Hofera), Bułgarii, Luksemburgu czy nawet Mołdawii.

Oceniając te wszystkie wydarzenia jedno jest pewne: świat zwraca się powoli w stronę prawicy i to nieraz tzw. prawicy populistycznej, choć to pojęcie wykreowane zostało przez dotychczasowe i skompromitowane totalnie elity lewacko-demoliberalne.

W odniesieniu do Polski najważniejszym elementem światowej geopolityki będą relacje międzymocarstwowe, w tym przede wszystkim: USA-Rosja-Chiny-UE a też ogólnie kraje BRICS.

Polska – po Brexicie  – jest dziś tak naprawdę newralgicznym krajem UE, która może doprowadzić do zmiany kierunku rozwoju UE i eliminacji z niej dotychczasowych elit. To nie są małe i oddalone od centrum Węgry. Stąd też jest taki atak zniemczonej starej UE na nowe władze polskie, bowiem Polska buduje wokół krajów Grupy Wyszehradzkiej alternatywę politycznego oblicza UE. Po nominacji D. Trumpa kraje te (w tym Polska) zostaną znacznie wzmocnione, co bardzo nie podoba się dotychczasowym elitom UE a najbardziej Niemcom.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że nasz kraj nie jest geopolitycznym mocarstwem i nasza polityka musi opierać się na jakimś sojuszu z wielkimi tego świata. Na takim sojuszu, w którym możemy najwięcej „ugrać” spraw polskich. Dotychczasowa i poddańcza wobec zniemczonej UE i Rosji polska polityka za czasów rządów PO-PSL była całkowicie pozbawiona zdeterminowanej postawy dbania o interes Polski i Polaków. Można nawet powiedzieć, że była antypolska i antypaństwowa. Teraz to się zmienia a stawiając na sojusz z USA możemy osiągnąć konkretne korzyści i zdecydowanie zwiększyć międzynarodowe znaczenie Polski, co zresztą już się dzieje. A ten wzrost znaczenia przekłada się też na możliwość ograniczonego (ale jednak) samodzielnego i suwerennego kształtowania naszych wzajemnych relacji międzynarodowych. Jaskrawym tego przykładem są chociażby nasze (pozytywne) relacje z Chinami, co stanowi dla nas pewną „tarczę ochronną” przed całkowitym poddaniem się polityce USA. 

Prawdopodobnie też będziemy musieli ułożyć sobie jakieś w miarę poprawne stosunki z Rosją, która przecież – podobnie jak Chiny – tworzy porozumienie krajów BRICS (Brazylia, Rosja, Chiny, Indie, RPA).

Będzie to bardzo trudne zważywszy, że Rosja, czyli Moskwa W. Putina cały czas marzy o odbudowaniu swojej strefy wpływów i najchętniej powróciłby do geopolitycznej sytuacji Układu Warszawskiego i pełnego uzależnienia Polski od siebie. Powoli jednak staje się to niemożliwe a potwierdzeniem tego jest sukcesywne realizowanie ustaleń Szczytu NATO w Warszawie, czyli przede wszystkim militarnego wzmocnienia  Polski i innych krajów tworzących tzw. wschodnią flankę NATO: już 12 stycznia do Polski przybędą amerykańscy żołnierze wraz z ciężkim sprzętem bojowym. Sądzę też, że polityki tej nie zmieni D. Trump, choć na pewno nastąpi jakieś nowe porozumienie USA-Rosja, co wcale nie oznacza uległości D. Trumpa wobec W. Putina.

W. Putin jest realistą i wytrawnym „graczem politycznym” i z pewnością też jakoś strategicznie będzie niejako zmuszony porozumieć się z Polską jako sojuszniczką USA a Polska też powinna rozpocząć rozmowy z Kremlem, czego pierwsze przesłanki już widać po wypowiedziach prezydenta A. Dudy. I dobrze, bo nie możemy mieć cały czas totalnego wroga  po naszej wschodniej stronie (choć zawsze będzie w pewnym stopniu takim wrogiem) a do tego mamy przykład Węgier, które jakoś „dogadują” się z Kremlem. Ponadto Rosja gospodarczo jest w sumie bardzo słaba i W. Putin o tym dobrze wie.

Mam wielką nadzieję, że chyba nadszedł już czas abyśmy wzajemnie zaczęli traktować się z szacunkiem, po partnersku, na równych międzynarodowych zasadach i jako niestety lub stety sąsiedzi, tak czy inaczej zdani  na owe stałe sąsiedztwo. Myślę, że nadszedł już czas na zbudowanie fundamentów przyszłej wzajemnej partnerskiej sąsiedzkiej współpracy… nie ma przeto lepszych fundamentów niż te stworzone z cegieł prawdy, pełnej prawdy o naszej historii, wzajemnych losach, ale też ta prawda musi dotyczyć również teraźniejszości. Bez tej prawdy, może nieraz trudnej do przyznania po obydwu stronach każda próba zbudowania „domu pojednania” bez fundamentów zakończy się porażką i zburzeniem owego „domu”. A każde kolejne burzenie będzie coraz chyba tragiczniejsze w skutkach…

Dzisiaj – gdy jeszcze to faktyczne, moim zdaniem, równoprawne traktowanie nie występuje a działania Kremla wobec Polski oceniłbym często negatywnie – najważniejsze jest jednak to, żeby właśnie krytykując lub oceniając działania władz Federacji Rosyjskiej odnosić się do Kremla – jako źródła ich powstawania a nie do Rosji jako całości czy też Rosjan jako jej mieszkańców.

Sam naród rosyjski, Rosjanie są większości nam przychylni jako ludzie, co było bardzo widoczne obserwując rekcję zwykłych Rosjan na polską tragedię smoleńską. Te łzy i kwiaty mówią więcej niż słowa, czy inne gesty. Rosjanie, jako naród mają wspaniała kulturę, mieli i mają wielu zacnych i znanych pisarzy, artystów, naukowców… Zwykli Rosjanie, mieszkańcy Rosji (też Moskwy oczywiście) są często jakże podobni do nas: mamy podobny temperament, słowiańską gorącą krew, cechuje nas podobna tradycyjna już gościnność i wiele, wiele jeszcze mamy innych „rzeczy wspólnych”. Na nienawiści i wzajemnej niechęci możemy tylko stracić, my wszyscy, czyli oba nasze narody. Nie lepiej wzajemnie się akceptować a może nawet wspierać? Po co mamy w tym dzisiejszym, tak chaotycznym i wzbudzającym tyle złych emocji świecie jeszcze  fundować sobie dodatkowe pokłady złych uczuć? Może właśnie zacznijmy budować nasze dobre relacje oddolnie, nawet poprzez zwykłe kontakty interpersonalne, osobiste. Bądźmy życzliwi dla każdego Rosjanina to także on i nie tylko on będzie (będę) życzliwy (życzliwi) dla nas. I raczej wystrzegajmy się też uogólnianiu nawet negatywnych zjawisk na wszystkich Rosjan… Przypomnijmy sobie, jak my potrafimy się buntować przeciw określaniu nas np. w Niemczech jako złodziei czy nacjonalistów: sprzeciwiamy się , aby mówiono tak ogólnie o całym naszym narodzie…

Szanujmy Rosję i Rosjan tak samo jak chcemy by szanowali nas. Bądźmy empatyczni i krytykując czy oceniając działania polityczne, których źródłem jest rząd rosyjski w Moskwie, mówmy Kreml jako synonim władzy w Federacji Rosyjskiej, bo tam tak naprawdę zapadają wszelkie decyzje… a obecnie stoimy przed daleko idącymi zmianami w sytuacji międzynarodowej i w naszym interesie jest kreowanie wzajemnie partnerskich relacji ze wszystkimi (o ile to możliwe) państwami, a sąsiadami szczególnie, w tym oczywiście z Rosją.

Pozdrawiam

(w kolejnych częściach: bardziej szczegółowe omówienia nowych możliwych relacji geopolitycznych, które będą miały potencjalny wpływ na Polskę)

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad…

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Leninowska rusofobia w interpretacji Łagowskiego


Konserwatyzm

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

 

Łagowski: Leninowska rusofobia i jej dzisiejsze skutki

0

BY ADAMWIELOMSKI ON 5 STYCZNIA 2017PUBLICYSTYKA

W polityce polskich rządów wobec Rosji z pewnością istnieje element racjonalnej kalkulacji, niewiele jednak on waży w porównaniu z tym, co nazywamy rusofobią, pewnym stanem umysłów przypominającym świadomość pierwotnej wspólnoty plemiennej. Służy raczej umacnianiu jedności niż oświecaniu, nie poddaje się krytycznemu rozważaniu, wzmaga panikę, gdy ta się pojawi, lub budzi nastrój bojowy, gdy niebezpieczeństwa nie widać. Nie jesteśmy oczywiście w pełni wspólnotą plemienną, lecz zróżnicowanym społeczeństwem, które w znacznej swojej części jest przyzwyczajone do myślenia w kategoriach abstrakcyjnych, i rusofobia występuje też w formie politycznego światopoglądu, który systematyzuje wszystkie informacje dotyczące Rosji, sprowadzając je do tezy głównej. Głównym źródłem rusofobii – co do tego nie ma wątpliwości – jest realna historia, zwłaszcza okres kilkudziesięciu lat powojennych, gdy Rosja radziecka panowała nad Polską za pomocą komunizmu. Należałoby wyjaśnić, dlaczego wzmaga się, w miarę jak oddalamy się od tego okresu. Te przyczyny są trywialne, warto tylko odnotować zaostrzający się konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Rosją, w którym Polacy chcą uczestniczyć po stronie Ameryki, jak kiedyś przyłączyli się z entuzjazmem do wyprawy Napoleona na Rosję.

Zasadnicza treść światopoglądu rusofobicznego została wyrażona w podniosłej i płomiennej formie przez poetów romantycznych, zwłaszcza przez Mickiewicza. Skrajniejszy był Zygmunt Krasiński, który do nienawiści plemiennej dodawał jeszcze przepowiednie o komunizmie jako kierunku działań Rosji (co bardzo dziwiło studentów, gdy się o tym dowiadywali w czasach PRL), ale pod względem siły wyrazu nie może on się równać z Mickiewiczem, jak zresztą nikt nie może. Kto chodził do szkoły, pamięta treść lub przynajmniej uczucia nienawiści, jakimi przeniknięta była jego patriotyczna poezja, „Dziady, część III”, a nawet ewangelicznie wystylizowane „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”, które papież Grzegorz VII nazwał „dziełkiem pełnym złości i lekkomyślności”. O Królestwie Polskim z czasów Aleksandra I, gdy było jednym z bardziej liberalnych krajów w Europie, miało polskie wojsko, polskie szkolnictwo, wybieralny Sejm, polską administrację i rozwijającą się gospodarkę, Mickiewicz pisze w przedmowie do „Dziadów, części III”: „Całą administrację nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow”.

Mickiewicz wiedział, że jego pisma mogą się nie podobać także rosyjskim opozycjonistom, z którymi się zaprzyjaźnił podczas pobytu w Rosji, toteż swój pełen hipokryzji wiersz „Do przyjaciół Moskali” kończy perfidnie: kto z was będzie się skarżył na to, co piszę o Rosji, „dla mnie jego skarga / Będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży / Do cierpliwie i długo noszonej obroży, / Że w końcu gotów kąsać – rękę, co ją targa”. Interesujące jest, że to, co Mickiewicz pisał o Rosji, było całkowicie sprzeczne z tym, co tam osobiście przeżył. W zmitologizowanej i niesamowicie wyolbrzymionej sprawie prześladowań filomatów i filaretów śledztwem objęto niewiele ponad 100 osób, a na więzienie (12 i 6 miesięcy) skazano dwie osoby. Podręczniki historii podają, że pozostałych „dwudziestu zesłano w głąb Rosji”. Temu „zesłaniu w głąb” warto poświęcić parę zdań. Mogli oni wybrać sobie dowolne miasto na osiedlenie i starać się o posadę w dowolnej instytucji państwowej. Były wówczas dwie uczelnie, dwa licea o najwyższym poziomie i najsławniejsze: jedno w Carskim Siole, drugie w Odessie, założone przez księcia Richelieu. Minister oświaty Szyszkow skierował Mickiewicza do tego liceum na stanowisko profesora, mimo że jego kwalifikacje pozostawiały nieco do życzenia. Akurat nie było wówczas wolnego etatu, ale mimo to Mickiewicz mieszkał i żywił się na koszt liceum. Poprosił o posadę w stolicy i ten rzekomy czy rzeczywisty konspirator, „zesłaniec”, tylko dlatego nie został urzędnikiem w archiwum ministerstwa spraw zagranicznych, ponieważ płace były tam bardzo niskie. Jego utwory, „Konrad Wallenrod” i inne, ukazywały się drukiem i były omawiane z wielkimi pochwałami w prasie polskojęzycznej. Moskiewskie salony i kręgi literackie przyjmowały go z życzliwością. Senator Nowosilcow przeczytał „Konrada Wallenroda” i sporządził raport dla cara, podkreślając, że wprawdzie utwór ma wymowę niemoralną – pochwala zdradę – i cenzura nie powinna była na publikację pozwolić, ale o jakimkolwiek pociąganiu autora do odpowiedzialności nie może być mowy. Car tym się nie zainteresował, ale z jego polecenia powołano trzyosobową komisję złożoną z samych zwolenników Mickiewicza, nic dziwnego, że opinia, jaką wydali, była laudacją.

Poeta podczas pobytu w Odessie i na Krymie był podobno szpiegowany, ale proszę uważać na słowo „szpiegowanie”. Życzyłbym sobie być tak szpiegowany. Tajną agentką była piękna hrabina Karolina z Rzewuskich Sobańska, skąd­inąd kochanka Mickiewicza. O tym też warto pamiętać, oglądając „Dziady” w teatrze.

Utwory Mickiewicza z ich antyrosyjską treścią nigdy nie były tak masowo czytane jak w PRL, gdy były lekturą obowiązkową w całym szkolnictwie, bo też scholaryzacja nigdy przedtem nie była tak masowa i nie trwała tak długo. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Sowieci i polscy komuniści na to się godzili. Jak wiadomo, ci ostatni, jeśli nie wszyscy, to w znacznej części, nie mieliby nic przeciw temu, aby Polska została wcielona do Związku Radzieckiego na prawach Ukrainy czy Białorusi. Nie taki jednak był plan Stalina; nakazał on komunistom polski patriotyzm, zaczynając od nazwy Związku Patriotów Polskich. Nie zgodził się na zmianę hymnu i przypuszczam, że orzełek w koronie także by mu nie przeszkadzał. Tu trzeba sięgnąć do zagranicznej uczonej, żeby rzecz nieco wyjaśnić, bo polscy autorzy w sprawach tak rosyjskich, jak radzieckich są niewiarygodni. Hélène Carrère d’Encausse pisze (w książce „Eurazjatyckie imperium. Historia Imperium Rosyjskiego od 1552 do dzisiaj”), że władza radziecka na początku swego panowania dokonała zdumiewającego aktu „skruchy” wobec narodów i narodowości podbitych przez Imperium Rosyjskie.

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do takich aktów „skruchy” wyrażanych przez byłe państwa kolonialne wobec swoich byłych poddanych, ale początek zrobili komuniści rosyjscy. Bolszewicy potępili totalnie historię Rosji przedrewolucyjnej. Jeżeli Rosja carska była absolutnym złem, to narody przez nią uciskane słusznie się buntowały i ich powstania były słuszne. Tym buntującym się narodom należy dać satysfakcję i uhonorować ich bohaterów. Do tej rewizji historii i „skruchy” wzywał przede wszystkim Lenin, który – jak skądinąd wiadomo – wytykał Dzierżyńskiemu i Stalinowi, że jako nie-Rosjanie za bardzo chcą być Rosjanami i przyjmują rosyjski punkt widzenia.

Bolszewicka „skrucha” miała służyć integracji narodów znajdujących się wewnątrz Związku Radzieckiego i sprzyjać ogólnoradzieckiemu patriotyzmowi, ale w rzeczywistości doprowadziła do wzmocnienia narodowej samowiedzy nie-Rosjan, a w dalszym następstwie do nacjonalizmów mniejszości i rozpadu ZSRR. Z inspiracji, a niekiedy nakazów Lenina granice republik wytyczano ze szkodą Rosjan. Dziś neobanderowska Ukraina raczej wybierze wojnę z Rosją, niż da sobie odebrać terytoria przyznane jej przez „skruszonych” bolszewików, Lenina, Stalina i Chruszczowa.

W okresie przygotowań do wojny, a zwłaszcza podczas wojny ojczyźnianej, Stalin skorygował nihilistyczne potępienie całej historii Rosji i zaczęła się rehabilitacja rosyjskiego imperium. Jednak w Polsce po wojnie Sowieci zastosowali bolszewicki schemat „skruchy” za krzywdy wyrządzone nam przez Rosję carów; nurt powstańczy został podniesiony do poziomu, na jakim postawiła go poezja romantyczna. Nurty ugodowe, konserwatywne w polskiej polityce czasów PRL były potępiane i stąd pochodzi komiczne zjawisko, że „antykomuniści”, zwłaszcza młodszego pokolenia, przyjmują konserwatyzm jako decorum, a politykują jak radykałowie insurekcjoniści, apologeci powstań.

Okres PRL charakteryzował się ideologiczną dwuwładzą: „przyjaźń” ze Związkiem Radzieckim i naśladowanie jego ustroju z jednej strony i systematyczne podtrzymywanie antyrosyjskiej tradycji powstańczej. Po upadku ZSRR pozostał tylko monopol rusofobicznej ideologii powstańczej.

Bronisław Łagowski

Tekst ukazał się w „Przeglądzie” oraz na stronie internetowej pisma:

https://www.tygodnikprzeglad.pl/leninowska-rusofobia-dzisiejsze-skutki/

Sawczenko pogania do roboty ukraińską ubecję


 

Foto: 112.ua

Sawczenko zapowiada ujawnienie listy ukraińskich jeńców wojennych w Donbasie

Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Sobota, 07 stycznia 2017 o godz. 16:04:48

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) ostro krytykuje deputowaną do Rady Najwyższej Ukrainy.

 

Nadia Sawczenko napisała na swoim profilu w serwisie facebook: Już niedługo obublikuję wykazy jeńców wojennych i zaginionych w akcji, które otrzymałam w wyniku spotkania [z przywódcami separatystycznych republik Doniecka i Łukańska – Red.] w Mińsku, a także zebrane od czasu mojego uwolnienia z rosyjskiej niewoli.

Z kolei doradca szefa SBU Jurij Tandyt powiedział w wywiadzie dla kanału 112 ukraińskiej telewizji, że służby znają treści tych list i pracuje nad nimi. Zaznaczył jednocześnie, że listy te nie powinny być wykorzystywane do partykularnych polityczynych celów, ani w zmanipulowany sposób zaangażowane w polityczny PR. Zaznaczył, że ważne jest, aby pamiętać, że za listami kryją się ludzkie życia i należy zrobić wszystko, aby uwolnić tych jeńców. Tandyt dodał także, że SBU jest gotowe na współpracę z Sawczenko w celu pracy nad uwolnieniem jeńców.

CZYTAJ TAKŻE:
Sawczenko: liderzy DRL i ŁRL nie są terrorystami
Sawczenko: wojnę w Donbasie można zakończyć w ciągu dwóch miesięcy

Nadia Sawczenko, spotkała się z przywódcami separatysytcznych republik podczas swojej wizyty w Miński. Deputowana zaznaczył później, że rozmowy dotyczyły m.in. kwestii wymiany jeńców.

kresy.pl / unian.info

Ukraina będzie prowokować Rosję


 

Foto: korrespondent.net

Ukraina będzie przeprowadzać kolejne testy broni rakietowej w rejonie Krymu?

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Sobota, 07 stycznia 2017 o godz. 14:02:35

Ukraiński minister obrony zapowiedział, że jego kraj nie będzie pytał się nikogo o pozwolenie.

 

Minister obrony Ukrainy Stephan Połtorak zapowiedział możliwość przeprowadzenia kolejnych ćwiczeń wojsk rakietowych w pobliżu Krymu. Jak stwierdził: Nie zamierzamy nikogo pytać o to jakie ćwiczenia będziemy przeprowadzać na naszym terytorium. Manewry wojsk rakietowych będą przeprowadzane za każdym razem kiedy zajdzie tego potrzeba.

CZYTAJ TAKŻE:
Ukraina rozpoczyna ćwiczenia rakietowe w rejonie Krymu

Połtorak ocenił również ćwiczenia jakie przeprowadzono 1-2 grudnia w rejonie Chersonu w pobliżu Krymu za bardzo skuteczne i użytecznie. Jak dodał: Moskwa jest bardzo nerwowa, próbuje zastraszyć nas, że będziemy musieli ponieść konsekwencje za użwanie naszych rakiet. Liczymy się z taką możliwością. Ale Ukraina jest suwerenna, ćwiczenia przeporowadzamy na naszym terytorium, nie naruszamyu żadnego traktatu międzynatodowego, a musimy sprawdzać sprawność naszych systemu obronnych.

kresy.pl / korrespondent.net

Projektantka zjechała opozycję


Telewizja Republika

Eva Minge: Lepiej mieć kota za partnera życiowego, jak gustować w cudzych żonach

 

lml13:45 6 stycznia 2017

Zrzut ekranu z youtube.com

Do fatalnej passy opozycji odniosła się na swoim Facebooku znana projektantka Eva Minge. Jak zaznaczyła – nie jest sympatyczką żadnej partii politycznej, ani nie sympatyzuje z żadnym ugrupowaniem.

ewa1

Projektantka tłumaczyła dalej w komentarzach do postu:

minge2

Za zimno, żeby pograć w piłkę? Teraz w nc+ gorący sportowy pakiet TV tylko 59,99 zł nawet do pół roku!

Chcę dowiedzieć się więcej.

Nie, dziękuję. (pokaż inny program)

minge3

minge4

Źródło: http://www.facebook.com/evamingedesign, telewizjarepublika.pl

Stochowi i Polsce zagrali serbski hymn


 

wPolityce.pl

 

Po wygranej Stocha w TCS zagrano serbski hymn! Austriackie MSZ powinno przeprosić

opublikowano: 9 minut temu

fot. PAP/EPA/CHRISTIAN BRUNAfot. PAP/EPA/CHRISTIAN BRUNA

Kibice sportowi uszczęśliwieni 11 grudnia 2016 r. zwycięstwem Kamila Stocha, które okraszone zostało dodatkowo drugim miejscem Macieja Kota, oczekiwali w euforii na norweskim, niegdyś olimpijskim stadionie zimowym w Lillehammer zwieńczenia triumfu Polaków. Czekali na odegranie hymnu. Tak samo czekali na to zawodnicy i kamery telewizyjne. Tymczasem organizatorzy zawodów Pucharu Świata przegonili dyskretnie zawodników z podium wskazując im wyjście – polski hymn zaś sobie darowali.

CZYTAJ WIĘCEJ: Hymn czy marsz żałobny? Organizatorzy nie popisali się podczas dekoracji zwycięzców Turnieju Czterech Skoczni. WIDEO

Zdumienie kibiców było jednak równe ich oburzeniu. Tłumaczenie, że dzień wcześniej Norwegowie nie zagrali też hymnu Słoweńcom było tylko podnoszeniem stopnia irytacji, bo przecież swój hymn Norwegowie grają na zawołanie i to nie tylko we własnym kraju. Grają go również swoim naszprycowanym zawodniczkom udającym dogorywające astmatyczki. To, że lekceważą Słoweńców lub inną nację, naprawdę nie może być żadnym usprawiedliwieniem dla nikogo. Także dla organizatorów zawodów, których obowiązuje przecież międzynarodowy regulamin Pucharu Świata, a ten przewiduje odegranie hymnu, co też dotychczas działo się bez problemów.

Wiele jednak zmienia się ostatnio w Europie – do głosu dochodzą „faszyści”, w Polsce nawet przejęli władzę, więc trzeba protestować przeciwko demokratycznym wyborom polskiego narodu. Lewacka logika wdarła się także do sportu. Niestety w Lillehammer brak było wobec takich zachowań jakiejkolwiek interwencji zarówno ze strony władz Polskiego Związku Narciarskiego, jak i naszych służb dyplomatycznych. A bezkarność, jak wiadomo, tylko rozzuchwala. Nie trzeba więc było długo czekać, by o tym się przekonać i to w skali od wiele szerszej i bardziej podłej. To bowiem, co się stało na stadionie narciarskim w Bischofshofen w święto Trzech Króli woła o pomstę do nieba, choć w Polsce natychmiast znalazły się siły, niestety także w obozie patriotycznym, które wszelkimi sposobami usiłowały i usiłują zatuszować policzek wymierzony tak naszym znakomitym (nienaszprycowanym!) zawodnikom, jak i całej naszej Ojczyźnie.

Po fantastycznym zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni, po potężnym ciosie zadanym Austriakom, Norwegom i Niemcom wszyscy oczekiwali na stosowną dekorację zwycięzców. Czekali na polskie flagi na maszcie i w końcu na odegranie polskiego hymnu. Podczas dekoracji zwycięzców w poprzednich trzech konkursach Turnieju Czterech Skoczni czołowa trójka zawodników kroczyła po czerwonym dywanie aż na podium, by potem wysłuchać hymnów najpierw austriackiego (30 grudnia 2016), potem dwukrotnie (1 i 4 stycznia br.) norweskiego. Daremnie jednak my Polacy czekaliśmy na odegranie hymnu polskiego, co powinno nastąpić dwukrotnie: pierwszy raz po zwycięstwie Kamila Stocha w czwartym konkursie, a drugi raz za jego zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Oczekiwanie było bardzo długie, aż wreszcie zwycięzców zawodów w Bischofshofen przegoniono z podium. Kibicie i komentatorzy rozumowali zatem, że stało się tak, aby nie grać dwa razy tego samego hymnu, i że Mazurek Dąbrowskiego zostanie zaprezentowany po dekoracji za zwycięstwo w całym turnieju. Już samo takie myślenie było jednak haniebne, bowiem odegranie hymnu to nie koncert pieśni, ale oddanie honoru zwycięskiemu zawodnikowi i krajowi, który on reprezentuje. Nigdy dotychczas nie praktykowało się takiego sumarycznego traktowania oddawania honorów na imprezach sportowych.

Wszyscy czekali więc dalej na Mazurka Dąbrowskiego, wreszcie orkiestra odegrała coś, co polskim hymnem nie było. Na zbliżeniu telewizyjnym widzieliśmy jak Kamil Stoch próbował do tej dziwnej melodii śpiewać, ale nie dało się. Podobnie nie udało się to polskim kibicom zgromadzonym tłumnie w Bischofshofen. Melodia była podobna, to prawda, ale jednak nie ta! Komentatorzy telewizji publicznej, dowodzeni jeszcze przez red. Szaranowicza, udawali, że wszystko jest cacy. Sprawozdawcy z Eurosportu, bardziej krytycznie nastawieni, nie szczędzili słów potępienia. Przypuszczali jednak, że mamy do czynienia z przypadkiem takim, jak na piłkarskich mistrzostwach świata w Korei Południowej i Japonii w 2002 r., kiedy hymn odśpiewała Edyta Górniak dokonując dziwacznej interpretacji „artystycznej”, zwalniając melodię, tracąc rytm – oburzeni wówczas byli wszyscy, a kibice nie zapomnieli Górniak tej drwiny z hymnu do dziś.

Czytaj dalej na następnej stronie

12

następna strona »

Zdjęcie Miesięcznik WPIS

autor: Miesięcznik WPIS

Miesięcznik „WPIS – Wiara, Patriotyzm i Sztuka” http://www.e-wpis.pl

Trump i Putin – zbliżenie czy konfrontacja?


Deutsche Welle

POLITYKA

Trump i Putin – zbliżenie czy konfrontacja?

Wciąż jeszcze nie wiadomo, w jakim kierunku pójdą stosunki Stanów Zjednoczonych z Rosją.

Russische Puppen Putin und Trump (picture-alliance/dpa/M. Pochuyev)

Amerykański prezydent-elekt Donald Trump chce wszystko robić inaczej. Jest dealmakerem, jak mówi o sobie, i także prezydentowi Putinowi zależy na dobrym dealu; jakoś się już dogadają. Opinia publiczna nie ma jednak pojęcia, czy Trump ma w ogóle jakiś plan, podobnie zresztą jak na innych polach polityki. Pewne jest jedno. Swoim ministrem spraw zagranicznych Trump chce zrobić Rexa Tillersona. Szef amerykańskiego koncernu naftowego ExxonMobil utrzymuje ścisłe kontakty z Kremlem. Magazyn „Der Spiegel” nazwał go wręcz „pełnomocnikiem ds. Rosji”.

U komentatorów politycznych retoryka, jaką posługuje się Trump mówiąc o Rosji, budzi dyskomfort. – Twierdzą, że może być to już trzeci z kolei prezydent USA, który daje wodzić się za nos Putinowi i koniec końców Stany Zjednoczone znowu zostaną oszukane przez Rosję – uważa politolog Sebastian Feyock, pracownik naukowy berlińskiego think tanku – Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej.

Czysta retoryka

REDAKCJA POLECA

„Financial Times“: Na Merkel spoczywa teraz przywództwo liberalnego świata Zachodu

Londyński „Financial Times” (FT) komentuje przyszłą rolę kanclerz Angeli Merkel w światowej polityce. (03.01.2017)

Końcówka z przytupem: co kryje się za agresywną polityką zagraniczną Obamy?

Niemiecki ekspert: Wybór Tillersa to powód do nadziei, a nie paniki

Komentarz: Putin na drodze do Białego Domu

Podobne niebezpieczeństwo dostrzega Volker Weichsel z redakcji czasopisma „Osteuropa”. – Dzień zadrażnień nadejdzie – przepowiada. Weichsel nie uważa, żeby osobiste przyjaźnie odgrywały w polityce istotną rolę: – Bardzo możliwe, że będziemy świadkami krótkotrwałego fajerwerku zbliżenia, który równie szybko się wypali.

Zdaniem Weichsela nie powinno się zbyt poważnie traktować wypowiedzi obydwu stron. Decydujące są raczej czynniki strukturalne – konkurencja panująca pomiędzy obydwoma państwami, pozostanie. Trzeba pamiętać, że na własnym podwórku reżim Putina uzasadnia swoją politykę antyamerykanizmem. – Permanentnie podsycany jest negatywny wizerunek: jesteśmy atakowani przez USA i musimy się bronić, USA ponoszą winę za wszystko – za upadek Rosji, za złą sytuację gospodarczą. Osoba Trumpa tego nie zmieni – twierdzi Volker Weichsel.

Jego zdaniem, nie jest przy tym sprzecznością, że Putin przychylnie wypowiada się o prezydencie-elekcie Trumpie. Retoryka skierowana na zewnątrz jest bowiem inna niż retoryka adresowana do własnych obywateli. Dopóki Trump zapowiada rzeczy, które leżą w interesie Rosji – jak choćby mniejszy wpływ USA w Europie Wschodniej – chwalenie go nie zaszkodzi. Cel jest jeden – „udobruchanie przeciwnika”. Na swojej dorocznej konferencji prasowej w grudniu 2016 Putin powiedział o Trumpie: „Nikt nie wierzył w jego zwycięstwo – poza nami”.

Weichsel może sobie wyobrazić, że Rosja będzie chciała teraz przetestować stosunek Trumpa do krajów bałtyckich. – W chwili, kiedy Trump nakreśli czerwoną linię, będzie to oznaczało koniec pozornego zbliżenia – argumentuje. Najważniejsze jednak, co stanie się do tego czasu.

Trump nie będzie sam

Jako prezydent Donald Trump nie może sam decydować o polityce wobec Rosji. A swoim zbliżeniem do Rosji sprzeciwia się swojej partii. Niektórzy Republikanie od dawna są już senatorami i ich kariera nie zależy od łaski czy niełaski Trumpa, argumentuje Feyock. I wielu z nich ma dawno wyrobione zdanie o Rosji, z reguły nader krytyczne.

Należą do nich John McCain i Lindsey Graham. Obydwaj energicznie angażują się na rzecz powołania komisji śledczej, która miałaby zbadać aktywności rosyjskiego wywiadu podczas kampanii wyborczej w USA. Ze względu na postępowanie Moskwy amerykański Kongres „musi zaostrzyć sankcje przeciwko Rosji” – powiedział McCain stacji telewizyjnej Fox News. Zdaniem Feyocka obydwaj senatorzy jasno opowiedzieli się przeciwko Trumpowi, który podaje w wątpliwość wtrącanie się Rosji w amerykańskie wybory i powoływanie komisji śledczej uważa za zbędne.

Ukraine Präsident Poroschenko US Senator McCain (Reuters/Ukrainian Presidential Press/M. Palinchak)

Senator John McCain spotkał się z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenką pod Mariupolem

McCain i Graham byli też w ostatnich dniach w krajach bałtyckich, w Gruzji i na Ukrainie, by zapewnić te państwa o wsparciu USA – mimo zbliżenia Trumpa do Rosji. McCain domaga się stałej obecności amerykańskich wojsk w krajach bałtyckich i dostaw broni na Ukrainę do walki z prorosyjskimi siłami na wschodzie kraju.

– Widać po tym, że w kształtowaniu przyszłej polityki USA-Rosja, Kongres będzie nastawiony na konfrontację z prezydentem – ocenia Feyock. Nawet gdyby Trump zniósł sankcje wobec Rosji, Kongres może nałożyć własne albo zablokować prezydenta decyzjami budżetowymi, odmawiając mu pieniędzy na pewne wydatki lub zmuszając go do wydatków na pewne cele.

Uta Steinwehr / Elżbieta Stasik

Brak roztropności w polskiej polityce


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

 

Kijowski, Petru i inni

kijowski.jpg
Większość polskich polityków jest jak góra lodowa. Na powierzchni pokazują tylko małą część tego kim są. Większość schowana jest pod powierzchnią oficjalnego życia i to ta skrywana część jest zazwyczaj dla nich mocno kłopotliwa jeżeli nie kompromitująca.

Na powierzchni robią dobre wrażenie, że się ciężko pracuje dla dobra publicznego i ma to być jak najbardziej bezinteresowne. Pod powierzchnią podejrzane interesy, prostacka pazerność i pogarda dla frajerów, którzy rzeczywiście bezinteresownie chcą coś zrobić dobrego. Najnowszy przykład to lider KOD-u Mateusz Kijowski. Głupota i nikczemność tego człowieka idą w zawody. Gdyby wielki Max Weber pisał swoje dzieło „Polityka jako zawód i powołanie” na podstawie współczesnego życia politycznego w Polsce, to musiałoby ono mieć tytuł „Polityka jako geszeft i udawanie”. Kijowski i setki mu podobnych z lewicy i prawicy, z rządu i opozycji udają, że robią politykę, czyli za Janem Pawłem II, roztropnie dbają o dobro wspólne, a w rzeczywistości załatwiają mniejsze lub większe geszefety.

Na przykład za taki brak roztropnej troski o dobro wspólne uważam zakup kolekcji Czartoryskich. Póki co ta kolekcja i tak byłaby w Polsce. Tymczasem dajemy Ukrainie miliardy dosłownie na rozkurz nic z tego nie mając. Jeżeli już te miliardy trzeba dać Ukraińcom, to czego nie zażądać od nich przynajmniej jakiejś części dzieł sztuki, które niszczeją w magazynach we Lwowie i pod Lwowem. Z punktu widzenia polskiej kultury są to zbiory bezcenne, które przynajmniej w części niszczeją, bo albo Ukraińcy nie mają pieniędzy na ich właściwe przechowywanie i konserwację, albo jest to element świadomej polityki niszczenia śladów polskości. Przykład Kijowskiego i zakup kolekcji Czartoryskich pokazują dwie strony najgorszego oblicza polskiej polityki. Jest to albo obłudne dorabianie się przy każdej okazji, albo nierozważne szastanie publicznym groszem.

Niestety głosy temu przeciwne są pomijane, albo toną w ogólnym harmiderze kłótni o sprawy mało ważne, jak to z kim Ryszard Petru jeździ na wywczasy. Polska coraz bardziej cierpi na brak mężów stanu. Jaka jest różnica między mężem stanu a politykiem najlepiej przedstawił Karl Jaspers. Według niego „Świat wolności politycznej nie mógłby istnieć bez wielkich mężów stanu; cechuje ich odwaga, rozsądek i cierpliwość. Inaczej politycy. Ci są oportunistycznymi realistami, reżyserami nastrojów, ludźmi przebiegłymi. Ten typ polityków traktuje swą działalność nie jako powołanie, lecz zawód dający widoki na przyszłość, dobry dochód i prawo do emerytury”.

Andrzej Szlęzak

Amerykańskie czołgi w Bremerhaven: niemieccy politycy oburzeni


Sputnik Polska

07 STYCZEŃ 2017

Amerykańskie czołgi w Bremerhaven: niemieccy politycy oburzeni

 

Photo/ Patrik Stollarz ŚWIATOWA PRASA 09:31 07.01.2017(zaktualizowano 13:14 07.01.2017) Krótki link Focus 17888373 Duża część niemieckich polityków wyraziła swoje niezadowolenie z powodu przerzutu amerykańskich czołgów do niemieckiego portu Bremerhoven – informuje Focus. © AP PHOTO/ ALIK KEPLICZ Polska szykuje się na przyjęcie amerykańskiej brygady pancernej Premier Brandenburgii, członek Socjaldemokratycznej Partii Niemiec Dietmar Woidke skrytykował inicjatywę Sojuszu Północnoatlantyckiego dotyczącą rozmieszczenia na wschodzie Europy batalionów NATO. Nie będzie nam lżej, jeśli czołgi będą jeździć w tę i we w tę po obu stronach granicy — oświadczył niemiecki polityk. Wezwał on także do „zachowania zimnej krwi” i nie zrywania dialogu z Moskwą, „nie bacząc na wszystkie trudności”. Przybycie do Niemiec amerykańskich czołgów oburzyło także wiceprezydenta niemieckiej lewicy („Die Linke”) Tobiasa Pflügera — podaje Focus. Polityk uważa, że swoimi działaniami kraje NATO prowokują nowy wyścig zbrojeń i pogarszają stosunki z Rosją. Podobne stanowisko Pflüger zajmował odnośnie ćwiczeń NATO „Saber strike”, które odbywały się latem w krajach bałtyckich. ​Partia amerykańskiego sprzętu wojskowego, która przybyła do Bremerhoven, zostanie wysłana do Polski w ramach programu NATO. Później w kraju zostanie rozmieszczonych 3,5 tysiąca amerykańskich wojskowych 4. Dywizji Piechoty USA.

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiatowa_prasa/201701074564119-amerykanskie-czolgi-bremerhoven-polska-nato/

Redaktor naczelna Sputnika odpowiedziała CIA


Sputnik Polska 

07 STYCZEŃ 2017

Redaktor naczelna Sputnika odpowiedziała CIA

 

Vladimir Trefilov ŚWIAT 13:01 07.01.2017Krótki link11590320 Redaktor naczelna RT i Sputnika Margarita Simonian w żartobliwej, a zarazem ostrej formie zareagowała na raport służb specjalnych o rzekomej ingerencji rosyjskich mediów w kompanię wyborczą w USA. Drogie CIA! To, co tu nawypisywaliście, zasługuje na niedostateczny! Temat nie wyczerpany, źródła nie podane, dane wywiadowcze przestarzałe i/albo nieprawdziwe, referat napisany po uczniowsku.  W naszej szkole wywiadowczej dostalibyście rózgi za taką chałturę. A to boli. Trzeba się nam za was wziąć po przyjacielsku.  © SPUTNIK. EVGENY BIYATOV Wywiad USA poświęcił RT i Sputnikowi niemal połowę raportu o „ingerencji Rosji” Oto kilka bazowych faktów, które trzeba by wykorzystać w waszej pracy nad poprawą błędów. Fakty sprawdzone, dowodów mnóstwo. Przy poprawianiu błędów każdy fakt należy dokładnie napisać w trzech linijkach, bez przekreśleń i literówek, ładnym pismem. Po świętach nauczyciel sprawdzi! W 2001 roku w wieku 21 lat relacjonowałam wybory na Krymie. Wówczas, jak i zawsze, były tam silne nastroje prorosyjskie. Po mojej dwutygodniowej delegacji one nie osłabły. Wnioski wyciągnijcie sami.  „Sputnikami” na terytorium byłego ZSRR kieruje mój zastępca i były chłopak Andriej Błagodyrenko. Tę pracę zaproponowałam mu po naszym rozstaniu. Pod jego kierownictwem „Sputniki” wyszły na czołowe pozycje pod względem audytorium w swoich państwach. W ten sposób dowiedziono, że rosyjska propaganda przenoszona jest drogą płciową. Wnioski wyciągnijcie sami.  Kilka razy spotykałam się z Julianem Assangem. Mogą to potwierdzić kamery monitoringu przed wejściem do ambasady Ekwadoru, a także lekkomyślnie napisane przeze mnie twitty. Spotkania odbywały się w Londynie. London is the capital od Great Britain. Wnioski wyciągnijcie sami.  Telewizja RT osiągnęła miliard wyświetleń na Youtube jako pierwszy ze światowych kanałów informacyjnych już w 2013 roku. Każdy rozumie, że rosyjscy hakerzy już wtedy włamali się na konta wszystkich użytkownikó Youtube, ponieważ nie każdy rozumie, jak taka liczba ludzi z własnej woli łapie się na rosyjską propagandę bez miodu. Wnioski wyciągnijcie sami.  © SPUTNIK. ILIYA PITALEV Sputnik i RT zagranicznymi agentami ? Redaktor naczelna RT ripostuje Aleksiej Gromow rzeczywiści jest moim kontaktem na Kremlu. Nasze kontakty są dość częste i niekiedy alkoholowe. Ja wolę niemieckie piwo, a on rosyjską wódkę. Wnioski wyciągnijcie sami.  Kiedyś Aleksiej Gromow, powracając z wyjazdu do lasu po grzyby po drodze przyjechał do mnie do domu i zostawił koszyk prawdziwków. Przekonać się o tym można na podstawie nagrań z kamer monitoringu naszej miejscowości. Potem gościł u mnie obecny pracownik Departamentu Stanu USA. Przekonać się o tym można na podstawie nagrań z monitoringu. Nakarmiłam go smażonymi prawdziwkami, wciskając mu, że to tradycyjna rosyjska potrawa. Wnioski wyciągnijcie sami.  YOUTUBE/ RT Stacja RT na swoje 10-lecie nakręciła humorystyczny film pokazujący Obamę i Kerry’ego Rok temu pokazaliśmy, że po odejściu na emeryturę Obama i Kerry będą oglądać RT u siebie w domach. Ten klip można obejrzeć w swobodnym dostępie w informacyjnej sieci Internet. W tym celu trzeba wpisać adres literami alfabetu łacińskiego albo kliknąć, czyli nacisknąć prawy przycisk myszy, na ten link. Wnioski wyciągnijcie sami.  I ostatnie. Mając 15 lat, nie mając żadnych znajomości ani pieniędzy, wyjechałam do Stanów Zjednoczonych na naukę w ramach wymiany szkolnej opłaconej przez amerykańskich podatników. Już wtedy wysoko postawionym podatnikiem był Donald Trump. Wnioski wyciągnijcie sami.

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201701074564961-Simonian-CIA-odpowiedz/