Atak ukraińskiego „Naszego Słowa” na dr.Zapałowskiego


BLOG dr. ANDRZEJA ZAPAŁOWSKIEGO

 

Moje książki

Granica w ogniu

Bezpieczeństwo Polski

Przyjaciele

Polecane strony

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Atak Naszego Słowa

PostDateIconczwartek, 05 stycznia 2017 08:32 | PDF

Nigdy nie myślałem, ze będę „promował” ten tygodnik (tłumaczenie). W poniższym tekście zaatakowano mnie i Ewę Siemaszko. Redakcja idzie w zaparte. Piłsudski to terrorysta! Nie dopisali tylko ponownie, ze większy od Bandery.

Tygodnik ukraiński „Nasze Słowo”,

nr 52 (3098), 25 grudnia 2016, s. 2

Igor Szczerba,

sekretarz redakcji „Naszego Słowa”

Nie właźcie z butami do naszej duszy!

Prawdziwy chrześcijanin z błogosławioną cierpliwością spotyka wszelkie obelgi, ba, nawet podstawia do ciosu drugą szczękę. Na szpaltach „Naszego Słowa” w przeciągu ostatnich miesięcy niejeden raz pisaliśmy o kolejnych terrorystycznych działaniach polskich nacjonalistów (bo wszelką przemoc trzeba nazywać  terroryzmem) przeciw ukraińskim mogiłom, przeciwko ukraińskim kulturalnym wydarzeniom, przeciwko ukraińskim narodowym strojom (wyszywankom), przeciwko ukraińskiej historii.

Śledząc wydarzenia, rzetelnie przedstawiamy także przebieg posiedzeń wszelkich wspólnych z mniejszościami narodowymi komisji (parlamentarnych i rządowych), ze smutkiem zawiadamiamy o postanowieniach lokalnych prokuratur o wstrzymaniu śledztw przeciwko mowie nienawiści, wymieniamy apele Związku Ukraińców w Polsce do władz w sprawie znalezienia i ukarania inicjatorów antyukraińskich wybryków w Przemyślu.

„Aż tu masz, babo, prosię!”.

Na „ząb” wziął „Nasze Słowo” na stronie internetowej kresy.pl Andrzej Zapałowski, a temat „pociągnęła” potem w gazecie „Nasz Dziennik” Ewa Siemaszko.

Otóż, A. Zapałowski, kierowany nadsańskim świętym oburzeniem, ogłasza: „na łamach ‘Naszego Słowa’, tygodnika ukraińskiej mniejszości w Polsce, wydawanego dzięki podatkom polskich obywateli, napisano, że to Józef Piłsudski, a nie Stepan Bandera odpowiada kryteriom ‘międzynarodowego terrorysty’. Dla mnie to rzecz absolutnie skandaliczna” – podsumowuje komentator.

Dla zainteresowanych tematem trzeba powiedzieć o co chodzi, dlatego warto przypomnieć artykuł, drukowany w „NS”, który wywołał takie oburzenie A. Zapałowskiego (chodzi o tekst „Prowokacyjna publikacja”, „NS” nr 46, 13.11.2016 r. –red.). Oświadczenie A. Zapałowskiego brzmi ostro, ale jednak, gdy przyjrzeć się dokładniej treści, wynurza się pytanie, jak w definicji terroryzmu klasyfikują się działania Bojowej Organizacji Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS),  w której strukturach działał Józef Piłsudski. Wśród licznych poczynań (między innymi zabójstwa przedstawicieli rosyjskiej państwowej władzy ówczesnego Królestwa Polskiego) Bojowa Organizacja PPS (licząca wtedy 6500 bojowników) 26 września 1908 roku pod dowództwem J. Piłsudskiego dokonała napadu na kurierski pociąg, w następstwie czego zrabowano 200 tys. rubli. Polscy historycy podobne napady nazywają eksploracyjnymi akcjami, czyli zdobywaniem funduszy na działalność partyjną.

Dzisiaj wszystko jest względne, nawet kwestia międzynarodowego terroryzmu. Teraz możemy się sprzeczać, czy większy terrorystą był Jasir Arafat, lider organizacji el-Fatah (zanim otrzymał pokojową Nagrodę Nobla), czy Ernesto Che Guewara – towarzysz broni El-komendanta Fidela Castro, albo syryjski dyktator Baszszar al- Asad. A może wspomnieć teraz Władymira Putina, którego na Ukrainie często nazywają największym międzynarodowym terrorystą?

W komentarzu A. Zapałowskiego nawet nie robi wrażenia zarzut w stronę „NS”, że ono wychodzi w Polsce za płacone przez Polaków podatki. Jednak warto by wiedział o tym, że obywatele Polski, potomkowie 147 tysięcy Ukraińców deportowanych w ramach Akcji „Wisła” w 1947 r., TAKŻE płacą rzetelnie podatki, a nawet ten mityczny milion ukraińskich groszorobów, na pewno nie wymówi by  się od tego, żeby ze swoich podatków, które oni pozostawiają w Polsce, wydzielić kopiejkę na ukraińskie wydawnictwo.

Po niedawnym „antybanderowskim” musztrowaniu ukraińskiej mniejszości narodowej przez „kresowych bulterierów”, wydaje się, że przyszła kolej na to, żeby „kresowiane” oczy wzięły na obrachunek ukraińskie życie duchowe i zaczęły nam wskazywać jedynie słuszne priorytety w życiu – i wiernych, i Ukraińskiej Greckokatolickiej Cerkwi w ogóle (w Polsce i na Ukrainie). Pomimo nonsensów i tendencyjnie dobranych faktów (choćby deklaracja, że Ukraina – to sezonowe państwo), którymi są wypełnione teksty A. Zapałowskiego, warto wspomnieć  jeszcze jeden aspekt jego wypowiedzi. To ważne, ponieważ potem ten temat kontynuowała E. Siemaszko na stronach dziennika „Nasz Dziennik” („Niechciany ukraiński prorok”).

Otóż, jeszcze raz odwiedźmy stronę internetową Kresy.pl. Tam czytamy: „Według doktora Zapałowskiego, sprawa biskupa Chomyszyna, która od niedawna stała się bardziej znana, pokazała konflikt w ukraińskiej greckokatolickiej cerkwi [opuszczone, a nie zaznaczone: w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej. – W swojej diecezji bp Chomyszyn zwalczał nacjonalizm w kościele grekokatolickim.] Oprócz tego, na terenie dzisiejszej Polski przed wojną podzielono  przemyską diecezję. Dlatego, że na jej czele stał nacjonalista, biskup Jozafat Kocyłowski. Wydzielono wtedy część Łemkowszczyzny, gdzie apostolskim administratorem został Wasyl Maciuch, mający biskupie uprawnienia. On wyrzucił z parafii, które były na połowie ówczesnego Podkarpacia, duchownych nacjonalistów”.

Według mnie, należy zwrócić szczególną uwagę na ostatnią frazę A. Zapałowskiego.

To dlatego, że E. Siemaszko w swoich wypowiedziach stawia „kropkę nad i” do wypowiedzi A. Zapałowskiego.

Ona uważa, że obecnie powodem „walki” przedstawicieli Ukr. Greckokatolickiej Cerkwi  z książką-wspomnieniami biskupa G. Chomyszyna („Dwa królestwa” – red.) jest banderowskie nacjonalistyczne zaślepienie niektórych hierarchów cerkiewnych Ukr. Greckokatolickiej Cerkwi na Ukrainie.

W szczególności, mają na uwadze krytyczne uwagi biskupa G. Chomyszyna, które irytują cerkiewnych nacjonalistów odnośnie do niektórych poczynań metropolity Greckokatolickiej Cerkwi Andreja Szeptyckiego, o którego beatyfikację stara się ta Cerkiew – zauważa E. Siemaszko.

Moim zdaniem, może nadejdzie taki czas (a co nie daj Boże), kiedy „trójki kresowych aktywistów” nie tylko będą odwiedzać nasze wydarzenia kulturalne, jak to bywało dotąd, ale w cerkwiach będą słuchać kazań duchownych. Wtedy jakiś miejscowy „Pawka Morozow” napisze gdzie trzeba doniesienia o tym, że duchowny w kazaniu dobrym słowem wspomina metropolitę A. Szeptyckiego, a nie biskupa G. Chomyszyna. Co wtedy? Poseł na Sejm Beata Mateusiak-Pielucha już wie wcześniej: deportować takiego „ojca-nacjonalistę” z Ukrainy, który nie uznaje wartości duchowych uznawanych przez Polaków. Tu przed nami stoi pytanie, a ilu duchownych UGC z Ukrainy pracuje w parafiach w Polsce? To może być skrajność, jednak, myślę, kiedy podejmuje to pytanie nie kto inny, a wpływowy „Nasz Dziennik”, to może wyniknąć problem, że ta sprawa niedługo będzie mieć istotne znaczenie i dla parafii, i w ogóle dla UGC w Polsce.

Otóż nie dopuścimy, żeby ktoś stawiał nas pod cerkiewną, albo jedynie słuszną „ideologiczną ścianką” i z butami właził do naszej duszy.

Pasażerskie drony


WPROST.pl

„Kormoran” za 14 milionów dolarów. Pasażerskie drony wkrótce trafią na rynek?

Dodano: 3 stycznia 2017,  20:046 021233

Dron Kormoran

Dron Kormoran / Źródło: sceen, YouTube @UrbanAero

Izraelska firma technologiczna Urban Aeronautics do 2020 roku planuje wprowadzić na rynek pasażerskiego drona – podaje agencja Reutera.

Pasażerski dron o nazwie „Kormoran” waży 1,5 tony i ma wielkość samochodu osobowego. Będzie mógł transportować ładunek o masie 500 kg z prędkością 185 km/h. W listopadzie 2016 roku odbył się pierwszy lot próbny pasażerskiego drona.

Firma Urban Aeronautics podkreśla, że Kormoran korzysta z wirników wewnętrznych zamiast śmigieł i przekonuje, że dron mógłby być wykorzystany np. do ewakuacji ludzi, albo podczas różnych misji wojskowych. Założyciel Urban Aeronautics Rafi Yoeli stwierdził, że nowy dron ma przewagę nad tradycyjnym śmigłowcem, ponieważ może m.in. latać pod liniami energetycznymi bez ryzyka wypadku.

Szacuje się, że dron pasażerski będzie kosztował ok. 14 milionów dolarów. Konstruktorów czeka jeszcze jednak mnóstwo pracy, zanim Kormoran trafi na rynek. W obawie przed konkurencją izraelska firma zarejestrowała 39 patentów w ramach prac nad tą rewolucyjną maszyną.

Cormorant UAV (formerly AirMule) Completes First Fully Autonomous Pattern Flight Over Terrain / Źródło: YouTube

/ Źródło: Reuters

https://www.wprost.pl/_thumb/02/cf/cace84bcb467ec6e6526e4ac5cf3.jpeg” data-id=”10037346″ data-type=”1″ class=”embedwprost-plugin1″>„Kormoran” za 14 milionów dolarów. Pasażerskie drony wkrótce trafią na rynek?

Izraelska firma technologiczna Urban Aeronautics do 2020 roku planuje wprowadzić na rynek pasażerskiego drona – podaje agencja Reutera.

 

MORZE ZABRAŁO PLAŻĘ



INTERIA

 

 

MORZE ZABRAŁO PLAŻĘ W MIĘDZYZDROJACH. FALE WYBIŁY OKNA W RESTAURACJI

W Międzyzdrojach woda zabrała plażę. Fale były tak silne, że wyłamały okna w pobliskim lokalu gastronomicznym. Pracownicy w ostatniej chwili zdążyli wynieść część wyposażenia. Wzburzone fale zalały też kutry i wejścia do smażalni.
– Trzeba było ewakuować wszystkie loże, bo zaczęła cała podłoga pływać. Pierwszy raz widziałem coś takiego. Straszny sztorm – powiedział jeden z pracowników restauracji.
(TVN24/x-news)

"Tagesspiegel": premier Brandenburgii zaniepokojony przejazdem wojsk USA do Polski



onet.
wiadomości

 

PAP

dzisiaj 09:32

„Tagesspiegel”: premier Brandenburgii zaniepokojony przejazdem wojsk USA do Polski

Premier Brandenburgii Dietmar Woidke (SPD) wyraził zaniepokojenie ws. przejazdu przez jego land do Polski brygady USA; brandenburska Lewica zapowiada protesty – pisze „Tagesspiegel”. Wypowiedzi polityków SPD i Lewicy skrytykowała CDU, będąca w landowym parlamencie w opozycji. Pierwszy statek z żołnierzami USA zacumował w niemieckim porcie w Bremerhaven.

 

Dietmar WoidkeFoto: THOMAS KIENZLE / AFPDietmar Woidke

  • Jeżdżące po obu stronach granicy tam i z powrotem czołgi nie pomagają nam w rozwiązywaniu problemów – powiedział Woidke podczas przyjęcia noworocznego w izbie rzemieślniczej w Cottbus.
  • Uważam, że pomimo wszystkich problemów powinniśmy szukać dialogu z Rosją – dodał polityk SPD. Woidke ostrzegł przed pogorszeniem relacji z Moskwą. – Mam nadzieję, że wszyscy zachowają zimną krew – wtrącił.

Woidke jest koordynatorem rządu Niemiec do spraw niemiecko-polskiej współpracy międzyspołecznej i przygranicznej.

Szef brandenburskiej Lewicy Christian Goerke zapowiedział protesty swojej partii przeciwko transportowi. – Czołgi nie przyczyniają się do pokoju. Nigdzie! – oświadczył. Przesunięcie żołnierzy USA do Europy Wschodniej jest jego zdaniem prowokacją.

Wypowiedzi polityków SPD i Lewicy skrytykowała CDU, będąca w landowym parlamencie w opozycji. Szef klubu parlamentarnego chadeków Ingo Senftleben zwrócił uwagę, że amerykańska brygada przybyła na wyraźne życzenie Polski. Polityk CDU wyraził zdziwienie, że Woidke – polityk odpowiadający w rządzie federalnym za kontakty z Polską – „ceni bardziej dialog z rosyjskimi biznesmenami niż bezpieczeństwo Polski”.

„Der Spiegel” w dzisiejszym wydaniu internetowym ocenia, że „gest” w postaci rozmieszczenia wojsk „raczej nie zrobi wrażenia na Putinie”. „Czas pracuje dla Putina, 20 stycznia Biały Dom przejmuje Donald Trump, który zapowiedział już, że nie chce konfliktu z Putinem. Optymiści widzą w tym szansę na odprężenie między Wschodem a Zachodem. Kraje NATO położone na wschodnich rubieżach Sojuszu obawiają się natomiast, że padną ofiarą tej nowej męskiej przyjaźni” – czytamy w internetowym wydaniu „Spiegla”.

Dzisiaj rozpocznie się rozładunek pierwszego z trzech statków transportowych USA, który zacumował w niemieckim porcie Bremerhaven. W ramach operacji Atlantic Resolve do Polski przerzuconych zostanie 4 tys. amerykańskich żołnierzy wraz ze sprzętem – czołgami, transporterami opancerzonymi i haubicami. Baza Bundeswehry w Garlstedt pod Bremą ma pełnić funkcję centrum logistycznego.

Granicząca z Polską Brandenburgia będzie jednym z landów, przez które – koleją i po drogach – będą się przemieszczać amerykańskie jednostki. Lehnin na zachód od Berlina ma być punktem odpoczynku dla amerykańskich żołnierzy.

Rozmieszczenie brygady USA w Polsce jest efektem decyzji podjętych latem 2016 roku na szczycie NATO w Warszawie. Celem jest wzmocnienie obecności USA na wschodniej flance sojuszu.

(PG)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Dziwisz chce dobro budować ponad jałowymi sporami partyjnymi


onet.kraków

 

PAP

dzisiaj 11:47

Kard. Dziwisz: naszym obowiązkiem jest wznosić się ponad jałowymi podziałami partyjnymi

Naszym obowiązkiem jest wznosić się ponad jałowymi podziałami partyjnymi, niszczącymi tkankę społeczną, zrywającymi międzyludzkie więzi, prowadzącymi donikąd – powiedział podczas mszy św. poprzedzającej Orszak Trzech Króli kard. Stanisław Dziwisz. Duchowny wskazał także, jaka jest odpowiedź Kościoła na „na permanentne napięcia, spory i konflikty występujące na polskiej scenie politycznej”.

 

Kard. Stanisław DziwiszFoto: Norbert Litwiński / OnetKard. Stanisław Dziwisz

W homilii wygłoszonej w Katedrze na Wawelu kard. Dziwisz mówił, że gigantycznym orszakiem wiary były ubiegłoroczne Światowe Dni Młodzieży, na które młodzi z całego świata przybyli w ślad za Chrystusem i za św. Janem Pawłem II – „szczególnym świadkiem Chrystusa na przełomie XX i XXI wieku”.

  • Takiego świadectwa jedności potrzebuje nasz podzielony świat, w którym rodzą się uprzedzenia, lęki i niechęci wobec braci i sióstr mówiących innymi językami, posiadającymi inny odcień skóry lub wyznających inną religię. W sercu św. Jana Pawła II było miejsce dla wszystkich, dla wszystkich kultur, tradycji i języków, dlatego nie bójmy się go naśladować – mówił.

Podkreślił, że krakowski Orszak Trzech Króli jest wyrazem wdzięczności za „lipcowy młodzieńczy pochód wiary na ulicach i placach Krakowa”.

  • Potrzeba nam takich świadectw, aby w publicznej przestrzeni naszego miasta było mniej anonimowości, a znalazło się miejsce na zdrową radość, entuzjazm, wzajemną życzliwość i poczucie braterstwa – powiedział kard. Dziwisz. – Taka jest nasza odpowiedź na ciemności, zalegające na wielu obszarach współczesnego świata. Taka jest również nasza odpowiedź na permanentne napięcia, spory i konflikty występujące na polskiej scenie politycznej – dodał.

Jak podkreślił kardynał, zdaje sobie sprawę, że „dalecy jeszcze jesteśmy od Izajaszowej wizji pokoju, w którym »wilk zamieszka wraz z barankiem«, a »cielę i lew paść się będą pospołu”.

  • Tym niemniej naszym obowiązkiem jest wznosić się ponad jałowymi podziałami partyjnymi, niszczącymi tkankę społeczną, zrywającymi międzyludzkie więzi, prowadzącymi donikąd. Naszym obowiązkiem jest budować cywilizację dobra, wzajemnego szacunku, społecznego dialogu i braterstwa – mówił kard. Dziwisz.
  • Czy nie stać nas, aby w życie parlamentarne i polityczne wprowadzić chociażby ułamek z braterskiej atmosfery Orszaku nie jednego, mającego wyłączną rację »króla«, ale Trzech Króli, a więc będących symbolem pluralizmu i jedności? – pytał.

Orszak Trzech Króli jest organizowany w Krakowie po raz siódmy. Wyruszy on z trzech różnych punktów miasta, by spotkać się na Rynku Głównym.

(NZ)

Onet Kraków

Źródło: PAP

Komu służy polski Biełsat?


WP.PLStrona główna serwisu

 

 

Luiza Łuniewska

akt. 05.01.2017, 16:55

Biełsat będzie istniał. Premier daje gwarancje.

Istnieniu telewizji Biełsat nic nie zagraża – zapewniła premier Beata Szydło. Agnieszka Romaszewska, szefowa stacji ma w ciągu miesiąca ustalić z MSZ nowe warunki współpracy.

Beata SzydłoBeata Szydło (

WP

)

Pani Premier zapewniła mnie że istnieniu @Bielsat_pl nic nie zagraża. Przez miesiąc ustalimy z MSZ dalsze zasady współpracy – napisała na twitterze szefowa stacji, Agnieszka Romaszewska.
W grudniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych zapowiedziało, że zamierza obciąć dotacje dla białoruskojęzycznej telewizji Biełsat z 17 do 5 mln zł. De facto oznaczało to koniec istnienia stacji, co spotkało się z protestami zarówno w Polsce, jak i wśród białoruskiej opozycji demokratycznej. – Biełsat to największa instytucja soft-power jaką stworzyliśmy w ciągu 27 lat istnienia polskiej demokracji – tłumaczyła Romaszewska. Dodając, że Polska nie powinna cofać swojego poparcia dla demokratyzacji Białorusi.
Minister Witold Waszczykowski przekonywał, że w zamian za Biełsat Białorusini wpuszczą do siebie TV Polonia. Słynna stała się jego wypowiedź, że dzięki temu Białorusini nauczą się polskiego. Z ustaleń wp.pl wynika jednak, że minister „sprzedał” wspierającą opozycję stację w zamian za poprawę stosunków z Łukaszenką. Widział w nim nowego sojusznika z którym ułożenie stosunków będzie łatwiejsze niż z nieprzewidywalną Ukrainą. W mediach społecznościowych cały czas trwała kampania na rzecz ratowania stacji.

“S” ma zamiar wyjść na ulice Warszawy


WP.PLStrona główna serwisu

 

 

oprac.Adam Styczek

akt. 05.01.2017, 05:48

NSZZ Solidarność wyjdzie na ulice. Celem obrona zasad demokratycznych

Nie będziemy wychodzić na ulicę w obronie rządu PiS, tylko w obronie zasad demokratycznych – podkreślił w środę przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda. Zapowiedział, że 10 stycznia związek ogłosi termin manifestacji.

Piotr DudaPiotr Duda (

Newspix / MICHAL CHWIEDUK / FOKUSMEDIA

)

Dudę, który był w środę gościem TVP Info, pytano m.in. o jego wcześniejsze zapowiedzi zorganizowania manifestacji w odpowiedzi na grudniowe protesty opozycji i KOD. Szef NSZZ Solidarność mówił wówczas m.in.: „to, co się dzisiaj dzieje, to wielka hucpa. Jeśli druga strona myśli, że będziemy się temu biernie przyglądać, to się myli. Ja dostaję setki telefonów z pytaniem: Co robimy? Przygotowujemy się do wyjścia na ulice i policzenia się. Jeśli druga strona chce się policzyć na ulicy, to się policzymy. My ich czapkami przykryjemy”.
W środę Piotr Duda oświadczył, że ta jego wypowiedź „spotkała się z hejtem”; przyznał m.in., że część osób zwracała mu uwagę, iż związkowcy „mają zajmować się sprawami pracowniczymi, a nie wychodzić na ulicę”.
„My nie będziemy wychodzić na ulicę w obronie rządu PiS, tylko w obronie zasad demokratycznych. To (jest to), o czym mówił pierwszy przewodniczący (Lech Wałęsa – PAP) głośno do mnie, że od tego, aby zmieniać rząd, jest kartka wyborcza. Skoro został wybrany rząd PiS, trzeba go szanować” – podkreślił w środę przewodniczący NSZZ Solidarność.

 

Dodał, że przedstawiciele związku spotkali się już ze środowiskami patriotycznymi, m.in. – jak wymienił – „Gazety Polskiej”, „Radia Maryja”. – Chcemy wyjść na ulice i policzyć się, ale przede wszystkim być razem i pokazać, że w Polsce demokracja ma się bardzo dobrze. Komitet obrony swojej demokracji nie ma patentu na manifestowanie w naszym kraju – zaznaczył.
Dodał, że NSZZ Solidarność „zajmuje się sprawami ważnymi dla polskiego społeczeństwa”.
– Jeśli chodzi o te sprawy pracownicze, to właśnie się tym zajmujemy, chroniąc polskich obywateli przed takim szkodnikiem jakim jest pan Petru (Ryszard). Bo pan Petru i jego ugrupowanie Nowoczesna to są szkodnicy, to są ludzie, którzy działają antypracowniczo i najlepszym tego przykładem są głosowania w Sejmie, które były w ostatnim roku – mówił P. Duda, wymieniając głosowania nad płacą minimalną czy m.in. stawką godzinową. – Niech pan Petru i jego partia szkodników zajmie się polityką, ale polityką przez duże P, czyli byciem normalną, a nie śmieszną opozycją – dodał.

 

Poinformował, że decyzja o terminie manifestacji zapadnie 9 stycznia w Gdańsku, podczas nadzwyczajnego posiedzenia Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. Zaapelował też do wszystkich o wzięcie udziału w tym proteście, którego termin zostanie ogłoszony dzień później.
Piotr Duda pytany był też o reformę edukacji i zapowiedź PO, że wesprze referendum w tej sprawie. – PO (jest) tak obywatelska, która w parlamencie nie wyraziła zgody, gdy 3 mln obywateli podpisało się pod wnioskiem o referendum ws. podwyższenia wieku emerytalnego. (…) A panu Broniarzowi (Sławomirowi, prezesowi Związku Nauczycielstwa Polskiego) powiem tak, żeby się wstydził iść ramię w ramię z tymi, którzy podwyższali wiek emerytalny – kończy Duda.

PAP

Polub WP Wiadomości

Zamienia stryjek siekierkę na kijek


 

logo gazetaprawna.pl

 

 

statystyki

Macierewicz: Amerykańska brygada pancerna przybędzie do Polski 12 stycznia

05.01.2017, 23:50; Aktualizacja: 06.01.2017, 08:24

 

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewiczźródło: Agencja Gazeta

Amerykańska brygada pancerna przybędzie do Polski za tydzień, 12 stycznia – poinformował w czwartek wieczorem szef MON Antoni Macierewicz.

Minister potwierdził tym samym nieoficjalne informacje PAP, która napisała w czwartek, że najpewniej 12 stycznia odbędzie się powitanie amerykańskich żołnierzy z udziałem przedstawicieli MON i ambasady USA w Polsce. W piątek do portu w niemieckim Bremerhaven zaczną przybywać siły i sprzęt amerykańskiej brygady pancernej, która będzie stacjonować m. in. w Polsce. W przyszłym tygodniu pierwsi żołnierze tej grupy mają być w Żaganiu.

 

„Zespoły, które przygotowują obecność ciężkiej brygady amerykańskiej, są już od grudnia w Polsce: objeżdżają i przygotowują poszczególne miejsca dyslokacji, a ciężka brygada będzie – nie wiem czy ja to mogę powiedzieć, ale zaryzykuję – 12 stycznia” – powiedział Macierewicz w TVP 1.

Szef MON mówił, że do Polski przybędzie łącznie (nie tylko w ramach brygady pancernej) blisko 7 tys. żołnierzy. Jak ocenił, „dużo ponad to, co kiedykolwiek sobie wyobrażano”, choć jednocześnie „można powiedzieć, że ciągle za mało”.

Zobacz także:

„Gdyby tak się stało – co nie jest możliwe, nie jest realne – że Rosja postanowiłaby zaatakować Polskę wszystkimi siłami, to oczywiście nie jest to siła, łącznie z polską armią, która gwarantuje nam zwycięstwo. Będzie konieczne uruchomienie tych posiłków, które stacjonują w innych krajach europejskich i amerykańskich” – zaznaczył Macierewicz.

Z niemieckiego portu sprzęt amerykańskiej brygady pancernej zostanie przewieziony koleją, konwojami wojskowymi i komercyjnymi w rejon Żagania (Lubuskie) i Drawska Pomorskiego (Zachodniopomorskie). Od lutego żołnierze i sprzęt z brygady zaczną się dyslokować w regionie, by ćwiczyć w europejskimi sojusznikami.

Brygadowa grupa bojowa przywozi ok. 3500 ludzi, ponad 400 pojazdów gąsienicowych i ponad 900 kołowych, w tym 87 czołgów, 18 samobieżnych haubic Paladin, ponad 400 samochodów Humvee i 144 bojowe wozy piechoty Bradley.

  1. Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (Armored Brigade Combat Team – ABCT) z 4. Dywizji Piechoty w Fort Carson w Kolorado rozpocznie pierwszą dziewięciomiesięczną zmianę w ramach operacji Atlantic Resolve. Kolejne mają następować tak, by między poszczególnymi rotacjami nie było przerw, a w regionie stale przebywały amerykańskie siły.
Zobacz także:

Ma to zwiększyć amerykańskie zdolności do odstraszania i odpowiedzi na potencjalne kryzysy oraz do obrony sojuszników i partnerów w Europie.

Dowództwo brygady, pododdziały zabezpieczenia i bataliony wsparcia, pułk artylerii polowej, szwadrony kawalerii mają stacjonować w Żaganiu, Świętoszowie, Skwierzynie i Bolesławcu.

Kompanie jednego z batalionów zostaną rozmieszczone w krajach bałtyckich, drugi zostanie rozlokowany w Bułgarii i Rumunii, kolejny batalion będzie stacjonował w bawarskim Grafenwoehr, a do jego zadań będą należeć szkolenia i konserwacja sprzętu.

Element dowodzenia z 4. Dywizji Piechoty będzie stacjonował w niemieckim Baumholder, gdzie od 2015 r. działa jedno z regionalnych dowództw USA w Europie. Brygada pozostanie pod amerykańskim dowództwem.

Amerykańskie siły w regionie wzmocni też 10. Brygada Lotnictwa Bojowego, która w lutym rozpocznie przebazowanie z Fort Drum w stanie Nowy Jork. Przywiezie ona ok. 10 ciężkich śmigłowców transportowych Chinook, 50 Black Hawków i ok. 1800 żołnierzy. Do brygady dołączy batalion z Fort Bliss z południowego zachodu USA, z ok. 400 ludźmi i 24 śmigłowcami bojowymi Apache.

Dowództwo brygady lotniczej będzie się mieścić w bawarskim Illesheim, a wysunięte bazy śmigłowców znajdą się na Łotwie, w Rumunii i Polsce. Jak powiedział w czwartek szef MON, amerykańska jednostka lotnicza przybędzie w marcu do Powidza (Wielkopolskie).

Zobacz także:

Operacja Atlantic Resolve odbywa się w ramach programu zwiększenia amerykańskiej obecności w Europie (European Reassurance Initiative – ERI), zainicjowanej w 2014 r. wobec rosyjskiej agresji na Ukrainie. Częścią operacji Atlantic Resolve były dotychczasowe pobyty amerykańskich pododdziałów w Polsce i sąsiednich krajach.

Po pierwszych ćwiczeniach w Polsce i rozlokowaniu pododdziałów w Bułgarii, Rumunii i krajach bałtyckich, amerykańskie kompanie pozostaną tam dopóki na miejsce nie przybędą wielonarodowe bataliony NATO.

Sojusznicze wzmocnienie regionu, potwierdzone na warszawskim szczycie NATO, zakłada, że od kwietnia w Polsce i regionie ma być obecna także wielonarodowa batalionowa grupa bojowa, podlegająca dowództwu NATO. Jej siły mają być umieszczone głownie w Orzyszu i pobliskim Bemowie Piskim.

Trzonem wielonarodowej jednostki będzie ok. 800 żołnierzy z ok. 70 wozami Stryker z amerykańskiego batalionu kawalerii pancernej, stacjonującego na co dzień w bawarskim Vilseck. Kawalerzyści znają już Orzysz, w którym jednostka kilkakrotnie ćwiczyła, przejeżdżali także przez Polskę w „Rajdach Dragonów”.

Oprócz Amerykanów w skład wielonarodowej grupy batalionowej w Polsce wejdą żołnierze z Rumunii i Wielkiej Brytanii. Polska natomiast wyśle żołnierzy do sojuszniczej batalionowej grupy bojowej na Łotwę oraz pododdział do Rumunii.Natowski batalion ma współdziałać z 15. Brygadą Zmechanizowaną w Giżycku i być „pod taktyczną kontrolą” polskiej brygady.

Kontynuacja posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej


 

Tok FM

 

Eksperci: Kontynuacja posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej w pełni zgodna z konstytucją i Regulaminem Sejmu

jsx, PAP

05.01.2017 16:46

 

Blokada mównicy przez posłów opozycji

Blokada mównicy przez posłów opozycji (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Sejm na swoich stronach zamieścił opinie trzech konstytucjonalistów. Ich zdaniem marszałek Marek Kuchciński działał zgodnie z konstytucją i Regulaminem Sejmu, przenosząc 16 grudnia posiedzenie Sejmu do Sali Kolumnowej.

Kontynuacja posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej była w pełni zgodna z konstytucją i Regulaminem Sejmu – to wniosek z opinii prof. zw. dr. hab. Bogusława Banaszaka. Również według dr. hab. Pawła Sobczyka, działania marszałka Marka Kuchcińskiego były zgodnie z Regulaminem. Ich opinie, kolejną prof. UW, dr. hab. Jarosława Szymanka i dwie opinie uzupełniające można przeczytać na stronach sejmowych.

Od 16 grudnia w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji – PO i Nowoczesnej – którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby. Protestowali też przeciwko zmianom w zasadach pracy dziennikarzy, domagając się zachowania dotychczasowych reguł. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową.

Decyzja marszałka zgodna z prawem

Opozycja uważa, że głosowania były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum. Marszałek zapewnił, że brała w nich udział wymagana w konstytucji liczba posłów. W środę opublikowano nagrania z trzeciej kamery w Sali Kolumnowej.

„Kontynuacja w dniu 16 grudnia 2016 r. 33 posiedzenia Sejmu w Sali Kolumnowej była w pełni zgodna z Konstytucją RP i Regulaminem Sejmu” – wnioskuje w swojej opinii prof. Banaszak. Dr hab. Paweł Sobczyk podkreśla w ekspertyzie, że ocenił działania Marszałka Sejmu pod kątem legalności na podstawie stanu faktycznego ustalonego na podstawie notatki szefa Kancelarii Sejmu.

„Należy mieć jednak na uwadze…”

Jak skwitował, działania marszałka Kuchcińskiego „uznać należy za zgodne z Regulaminem Sejmu”. „Należy mieć jednak na uwadze, iż Marszałek Sejmu mógł także podjąć inne decyzje – zgodne z obowiązującym stanem prawnym” – podkreślił.

Z kolei dr hab. Jarosław Szymanek zaznaczył, że marszałek Sejmu „jako podmiot regulaminowo zwołujący posiedzenia Sejmu może – w szczególnych przypadkach – zwołać posiedzenie plenarne izby w innej sali aniżeli sala określana mianem sali posiedzeń, albo sali obrad”.

 

TokFm

Fan Belzebuba


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

6 stycznia 2017

 

Poseł PO zapytany o imiona Trzech Króli. UWAGA! „Kacper, BELZEBUB, Melchior”

 

Dodano: 06.01.2017 [08:36]

Poseł PO zapytany o imiona Trzech Króli. UWAGA! "Kacper, BELZEBUB, Melchior" - niezalezna.pl

foto: screen TVP Info

Poseł Platformy Obywatelskiej był dzisiaj „Gościem Poranka” na antenie TVP Info. I długo Arkadiusz Myrcha zapamięta ten występ, bo będzie obiektem kpin. Zapytany przez dziennikarza o imiona Trzech Króli, wymienił wśród nich… Belzebuba.
Z oficjalnych biogramów wynika, że poseł Myrcha jest prawnikiem. W ostatnich wyborach parlamentarnych startował z pierwszego miejsca na liście Platformy Obywatelskiej, w Sejmie zasiada pierwszą kadencję. Dotychczas nie był zbyt znany, ale teraz zapewne to się zmieni.
Ponieważ dzisiaj święto Objawienia Pańskiego, to podczas rozmowy w programie „Gość Poranka” gospodarz Adrian Klarenbach zapytał polityka PO o imiona Trzech Króli. Odpowiedź Myrchy przejdzie do klasyki.

A tutaj jeszcze dowód, czyli krótkie nagranie:

Obserwuj

Piotr Lis @Piotr_Lis_

Klarenbach: Pamięta Pan imiona Trzech Króli?
Myrcha: Kacper, BELZEBUB i Melchior.

07:38 – 6 sty 2017

  • 132132 podane dalej

  • 207207 polubień

  • Autor: gbŹródło: niezalezna.pl, Twitter, TVP Info

    Ukraiński minister chce sprowadzić szczątki Bandery na Ukrainę


    Fot. khaos.su

    Ukraiński minister chce sprowadzić szczątki Bandery na Ukrainę

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Piątek, 06 stycznia 2017 o godz. 08:08:40

    Po przymusowej ekshumacji ukraińskiego pisarza w Pradze, władze w Kijowie rozważają sprowadzenie na Ukrainę szczątków kilku Ukraińców pochowanych za granicą – w tym lidera OUN, Stepana Bandery.

     

    We wtorek w Pradze odbyła się przymusowa ekshumacja ukraińskiego pisarza Ołeksandra Ołesia. Spoczywają tam także inni Ukraińcy, których  zdaniem ukraińskich mediów może czekać ten sam los, ze względu na konieczność uiszczania opłat (równowartość 3,2 tys. zł raz na 10 lat). W sprawie pisarza interweniował sam prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, zlecając zorganizowanie mu pogrzebu w Kijowie.

    Sytuacja ta wywołała jednak dyskusję ws. innych znanych Ukraińców, pochowanych poza jej granicami. W sprawie zdecydowanie wypowiedział się minister infrastruktury, Wołodymy Omelian. Jak napisał na portalu społecznościowym:

    – Oni powinni powrócić do domu. Doroszenko, Hołowatyj, Ołeś, Bandera, Szuchewycz, Konowalec, Skoropadskij, Petlura, Winnyczenko. Setki bohaterów, którzy żyli Ukrainą, a Ukraina żyje dzięki ich ofiarności. Ostatni spoczynek powinna dać im ziemia ukraińska.

    Pomysł Omeliana, poparł szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, znany negacjonista wołyński Wołodymyr Wiatrowycz.

    Stepan Bandera jest pochowany na cmentarzu w Monachium. – W Polsce nazwisko to kojarzy się z czystkami etnicznymi przeprowadzanymi na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej – pisze na łamach „Rzeczpospolitej” Rusłan Szoszyn.

    Bandera był przywódcą jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnej za ludobójstwo na ludności polskiej, dokonywanego przez swoje zbrojne ramię – Ukraińską Powstańczą Armię, dowodzoną przez Romana Szuchewycza. W wyniku ich działalności ukraińscy nacjonaliści zamordowali od 100 do 150 tys. osób.

    Nowy pomnik ku czci Bandery postawiono na jego grobie w listopadzie 2015 roku, po tym, gdy w sierpniu został zdewastowany przez nieznanych sprawców. W lutym i w maju ub. roku pomnik ponownie stal się celem ataków.

    ZOBACZ:

    Grób Stepana Bandery ponownie zdewastowany [+FOTO]

    Kolejna dewastacja grobu Stepana Bandery [+FOTO]

    Sowieckie symbole i polskie napisy – grób Bandery ponownie zdewastowany [+FOTO]

    17 października 2016 roku w Monachium miała miejsce uroczysta konsekracja odnowionego pomnika na grobie przywódcy OUN-B, Stepana Bandery. W uroczystości wziął udział greckokatolicki biskup Piotr Kryk, eparcha apostolski Niemiec i Skandynawii, a także przedstawiciele Konsulatu Generalnego Ukrainy oraz dzieci „bohaterów ATO”.

    We wrześniu podawaliśmy, że według jednego z ukraińskich deputowanych rodzina Bandery zgodziła się na przeniesienie jego szczątków z Niemiec na Ukrainę. Stawiała jednak warunki – domagała się m.in. utworzenia na Ukrainie Panteonu Bohaterów, gdzie lider OUN miałby zostać pochowany. Podobne warunki rodzina Bandery stawiała w 2010 roku. Wówczas jednak nie chciała sprowadzenia jego prochów na Ukrainę, obawiając się konfliktów i sprofanowania grobu przywódcy ukraińskich nacjonalistów. Wówczas krewni lidera OUN proponowali, żeby pochować go w specjalnie zbudowanym Panteonie Chwały, wspólnie z Symonem Petlurą i Jewhenem Konowalcem. W październiku 2010 roku na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie pochowano sprowadzone z cmentarza Waldfriedhof w Monachium prochy Lwa i Darii Rebetów, bliskich współpracowników Bandery, a od 1956 roku liderów rozłamowej grupy OUN-Za granicą.

    Jewhen Konowalec, inny lider OUN, jest pochowany w Rotterdamie, zaś dowódcę wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej Symon Petlura pochowano w Paryżu.

    Rp.pl / Kresy.pl

    USA: No, gdzie ci „rosyjscy hakerzy”?


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka06.01.2017

     

    USA: No, gdzie ci „rosyjscy hakerzy”?

    4 stycznia 2017 10:47

    Na koniec 2016 r. Donald Trump odniósł się do twierdzeń administracji Baracka Obamy, że do jego zwycięstwa wyborczego doprowadzili „rosyjscy hakerzy”.

    Chcę, żeby byli pewni, bo to jest poważne oskarżenie, więc chcę żeby mieli pewność. A jeśli popatrzeć na sprawę broni masowego rażenia [aluzja do agresji USA na Irak w 2003 r.] – to była katastrofa, byli w błędzie. Więc chcę, żeby byli pewni. Bo jeśli nie wiedzą, to jest nieuczciwe. Wiem trochę o hakerstwie, jest to bardzo trudna sprawa do udowodnienia. – powiedział dziennikarzom prezydent-elekt. Zapowiedział również rychłe spotkanie z szefami służb wywiadowczych.

    2 stycznia w wywiadzie dla telewizji Fox News do teorii o „rosyjskich hakerach” odniósł się również rzecznik prasowy Trumpa, Sean Spicer. Jak powiedział, „nie ma żadnych dowodów na to, że oni faktycznie wpływali na wybory”.

    (Na podstawie prawica.net i kresy.pl)

    Nieruchawość niemieckich specsłużb


    Deutsche Welle

    Sprawa Amriego: dużo wiedzieli i co z tego?

    Berliński zamachowiec Amis Amri miał się posługiwać co najmniej 14 tożsamościami. A mogło ich być więcej. Służby bezpieczeństwa wiedziały o nim dużo. Lecz dlaczego nie udało im się zażegnać zamachu?

    Fahndungsfoto Anis Amri (picture-alliance/dpa/Bundeskriminalamt)

    Informację o tym, że zamachowiec z Berlina posługiwał się wieloma tożsamościami ujawnił w czwartek (05.01.2016) Dieter Schuermann na specjalnym posiedzeniu parlamentarnej komisji spraw wewnętrznych w parlamencie Nadrenii Północnej-Westfalii. Dyrektor Krajowego Urzędu Kryminalnego opowiadał posłom w Duesseldorfie o tym, co robili śledczy, żeby udowodnić pochodzącemu z Tunezji Amriemu zamiar przygotowania zamachu terrorystycznego. W końcu służbom bezpieczeństwa pionu centralnego i landowego nawet razem nie udało się zebrać konkretnych informacji, które mogłyby potwierdzić podejrzenia. A śledczy wykorzystali „absolutnie wszystkie stosowne uprawnienia, aby powstrzymać zagrożenie” – zaznaczył Schuermann.

    Śledczy wiedzieli o nim dużo

    Szef resortu spraw wewnętrznych w rządzie Nadrenii Północnej-Westfalii Ralf Jaeger też przyznał przed komisją, że zamach został dokonany przez człowieka, „o którym służby bezpieczeństwa w całym kraju wiedziały bardzo dużo”. Jednakże pomimo „stałej i ścisłej obserwacji” przez Policję Federalną i służby krajowe nie można było uzyskać faktów wskazujących na konkretne przygotowania do zamachu – powiedział Jaeger.

    Nadrenia Północna-Westfalia była obok Berlina jednym z głównych miejsc stałego pobytu Amriego, który 19 grudnia uprowadził w Berlinie ciężarówkę polskiego spedytora spod Szczecina i wjechał nią w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym. W wyniku zamachu śmierć poniosło 12 osób, w tym Polak, kierowca ciężarówki. Rannych zostało ponad 50 osób, w tym kilkadziesiąt ciężko.

    REDAKCJA POLECA

    Niemiecka prasa o zamachowcu z Berlina: „Policja go po prostu nie doceniła. Kropka”

    Komentatorzy piątkowej prasy analizują uchybienia i niedociągnięcia władz popełnione w przypadku domniemanego zamachowca z Berlina. (30.12.2016)

    Zamachu w Berlinie można było uniknąć?

    Ekspert: nie zawiodło państwo, tylko biurokracja

    Tunezyjczyk był zarejestrowany w Urzędzie ds. Cudzoziemców w Kleve. Jednakże od lutego 2016 roku Amri przeważnie przebywał w Berlinie – poinformował Jaeger. Wiele służb bezpieczeństwa już dawno uznało, że Amri stanowi zagrożenie jako islamista.

    Czy zostały wyczerpane wszystkie środki?

    Na nadzwyczajnym posiedzeniu parlamentu krajowego Nadrenii Północnej-Westfalii partie opozycyjne CDU, FDP i Piraci chcą dowiedzieć się od rządzącej koalicji SPD/Zieloni, dlaczego imigranci, którym odmówiono przyznania azylu, mogą swobodnie poruszać się po Niemczech i w końcu zniknąć z pola widzenia służb bezpieczeństwa. „Błędy popełnione w przypadku zamachu dokonanego przez Amriego muszą zostać wyjaśnione” – powiedział przed posiedzeniem szef klubu poselskiego chadeków Armin Laschet.

    Wiceprzewodniczący klubu poselskiego liberałów Joachim Stamp zastanawia się, „dlaczego Nadrenia Północna-Westfalia rezygnuje z zastosowania surowych wymogów meldunkowych” wobec imigrantów. Stamp zastanawia się też, dlaczego szef resortu spraw wewnętrznych nie wyciągnął osobistych konsekwencji z powodu fiaska organizacyjnego służb bezpieczeństwa w Nadrenii Północnej-Westfalii w przypadku Amriego.

    Cem Özdemir odniósł się do głosów domagających się wyciągnięcia konsekwencji z berlińskiego zamachu. Lider Zielonych zaznaczył, że nikt nie zamyka się na tę debatę. Ale obecnie jednak bardziej pilne jest wyjaśnienie otwartych kwestii dotyczących postępowania niemieckich służb bezpieczeństwa wobec sprawcy przed dokonaniem zamachu – powiedział Özdemir rozgłośni Deutschlandfunk. „Podstawy prawne umożliwiające ujęcie sprawcy przed zamachem, są w pełni dostępne” – podkreślił polityk Zielonych.

    tagesschau.de/ Barbara Cöllen

    Cenne zbiory z Lwowskiej Galerii Sztuki rozkradzione


    WPROST.pl

    Kultura

    KULTURAWYDARZENIAKRAJ

    Cenne zbiory z Lwowskiej Galerii Sztuki rozkradzione. Proceder trwał latami

    Dodano: wczoraj 18:461 213

    Wnętrza Lwowskiej Galerii Sztuki

    Wnętrza Lwowskiej Galerii Sztuki / Źródło: Wikipedia / Lestat, CC BY-SA 3.0

    Ukraińskie media informują o kradzieżach, do których przez lata dochodziło w Lwowskiej Galerii Sztuki. Jej dyrektor, Taras Woznak poinformował, że zbiory zostały uszczuplone o niemal 100 cennych starodruków.

    Z dotychczasowych ustaleń pracowników galerii wynika, że zgrabionych zostało 95 starodruków, których wartość na czarnym rynku może sięgać dziesiątek milionów dolarów. – Po sprawdzeniu i inwentaryzacji zbiorów, w których zgromadzone są pisma tworzone cyrylicą, odkryliśmy brak 95 spośród 586 ksiąg oraz dwóch spośród 58 starych rękopisów – poinformował dyrektor Lwowskiej Galerii Sztuki w czwartek podczas konferencji prasowej. – Chcemy tę sprawę maksymalnie nagłośnić, tak by nie udało się jej zatuszować – podkreślił Taras Woznak.

    – Oczywistym jest, że było to rozkradane przez dziesięciolecia. Na razie jeszcze nie sprawdzaliśmy archiwów w językach: niemieckim, polskim oraz w innych – poinformował Wozniak. Jak podkreślił, właśnie te dzieła są najbardziej pokupne na rynkach zagranicznych. Dyrektor na razie nie chce spekulować odnośnie szacunkowych strat, jakie poniosła galeria. Sprawą osobno zajmuje się już policja.

    Cenne zbiory

    Lwowska Galeria Sztuki jest jednym z największych muzeów we Lwowie. W swojej kolekcji gromadzi około 50 tys. eksponatów, które mieszczą się w kilkunastu oddziałach we Lwowie i poza nim. Kolekcja muzeum została stworzona na bazie przedwojennej miejskiej galerii obrazów oraz włączonych w okresie okupacji radzieckiej Lwowa innych galerii i zbiorów kościelnych i prywatnych, które do wybuchu II wojny światowej znajdowały się w jurysdykcji państwa polskiego. W galerii obejrzeć można wiele dzieł polskich malarzy, m.in. Jana Matejki,Józefa Chełmońskiego i Józefa Mehoffera.

    / Źródło: ZAXID.NET

    Kwestia koreańskich “sióstr pocieszycielek” dla japońskich wojowników


    WP.PLStrona główna serwisu

     

     

    akt. 06.01.2017, 05:44

    Japonia wezwała swego ambasadora w Korei Płd. do powrotu do kraju

    Japonia wezwała w piątek swego ambasadora w Korei Płd. do powrotu do kraju. Wstrzymała też wymianę walut z Koreą Płd. – poinformował szef gabinetu premiera Japonii. Ma to związek z odsłonięciem pomnika ku czci niewolnic seksualnych z lat japońskiej okupacji.

    AFP

    Pomnik ten został przed paroma dniami odsłonięty przed wejściem do budynku Konsulatu Generalnego Cesarstwa Japonii w południowokoreańskim mieście Pusan.
    – Tego typu działania wywierają niepożądany wpływ na stosunki dwustronne i dla nas jest to nie do przyjęcia – podkreślił Yoshihide Suga, szef gabinetu premiera Japonii Schinzo Abe podczas konferencji prasowej zwołanej w piątek w Tokio. Jednocześnie poinformował, że ambasador Jasumasu Nagamine został czasowo odwołany z Korei Płd.
    Spór o upamiętnienie losu Koreanek, które podczas II wojny światowej były zmuszane do prostytucji przez japońskie władze okupacyjne i odszkodowania dla nich jest powodem ciągłych zadrażnień w relacjach między Japonią i Koreą Południową.

     

    W sierpniu ub.r. w stolicy Korei Południowej uroczyście otwarto Miejsce Pamięci, przypominające o losach Koreanek wykorzystywanych przez wojsko japońskie jako niewolnice seksualne podczas drugiej wojny światowej.
    Kamienie, w których wyryto nazwiska tych kobiet i opisy losu, którego doświadczyły, ustawiono w centrum Seulu, w miejscu, w którym znajdowała się niegdyś rezydencja japońskich gubernatorów generalnych Korei. Upamiętnienie koreańskich niewolnic seksualnych było inicjatywą obywatelską.
    Dzień otwarcia Miejsca Pamięci wybrano nieprzypadkowo. 29 sierpnia 1910 roku ogłoszony został i wszedł w życie podpisany tydzień wcześniej traktat, na mocy którego Japoniaanektowała Koreę.

     

    Do odsłonięcia pomnika doszło w kilka dni po tym, gdy rząd Japonii postanowił ostatecznie przeznaczyć 1 miliard jenów (9,8 mld USD) na wsparcie byłych koreańskich niewolnic seksualnych – „sióstr pocieszycielek”, jak je eufemistycznie nazywano w imperialnej Japonii. Był to rezultat porozumienia, zawartego w grudniu 2015 roku przez władze Japonii i Korei Południowej.
    W grudniu 2015 r. rząd w Seulu informował, że żyje jeszcze 46 kobiet zmuszanych w latach 1940-1945 do świadczenia usług seksualnych japońskim żołnierzom. Przysługiwało im odszkodowanie w wysokości 100 mln wonów (ok. 90 tys. dolarów), a rodzinom zmarłych ofiar – 20 mln wonów (18 tys. dolarów).
    oprac. Michał Kurek

    PO do POlek i POlaków


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Zarząd PO apeluje do „Polek i Polaków” o dalsze wspieranie protestu opozycji

    05.01.2017, 15:31

     

    Lider PO Grzegorz Schetyna w Sejmie

    Lider PO Grzegorz Schetyna w Sejmie / Polska Agencja Prasowa / Jacek Turczyk

    Zarząd krajowy PO zwrócił się w czwartek z apelem „do Polek i Polaków, do organizacji obywatelskich o dalsze wsparcie” protestu opozycji w Sejmie, a do partii opozycyjnych „o jedność w działaniu”. 10 stycznia zarząd podejmie decyzję ws. formy protestu posłów i senatorów PO.

    Szef klubu PO Sławomir Neumann podkreślił na briefingu w Sejmie, że stanowisko zarządu PO zostało przygotowane „w związku z wywołanym przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego oraz posłów PiS kryzysem parlamentarnym, u którego podstaw legły naruszenie postanowień konstytucji oraz regulaminu Sejmu”.

    Protest posłów i senatorów PO dotyczy kwestii fundamentalnych dla przyszłości demokracji w Polsce. Żądamy przywrócenia ładu parlamentarnego, oczekujemy, że budżet państwa zostanie przyjęty w sposób zgodny z demokratycznymi zasadami. Pełną odpowiedzialność za wywołanie, eskalację oraz utrzymywanie się obecnego kryzysu parlamentarnego ponosi marszałek Sejmu oraz Prawo i Sprawiedliwość – podkreślono w stanowisku zarządu PO.

    Czytaj więcej

    Udawali posłów? Schetyna: Asystenci PiS przebywali na Sali Kolumnowej. Kancelaria Sejmu: Mieli do tego prawo

    Zarząd krajowy PO wzywa marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego do powrotu na salę plenarną i prawidłowego wykonywania obowiązków, które nakłada na niego konstytucja RP i ustawy – głosi stanowisko.

    PO wyraża w nim ponadto wdzięczność Polakom za to, że „tak masowo czynnie i solidarnie, wsparli demokratyczny protest”. Zwracamy się jednocześnie z apelem do Polek i Polaków, do organizacji obywatelskich o dalsze wsparcie naszego protestu, a do partii opozycyjnych o jedność w działaniu – zaznaczono.

    Neumann dodał, że co do dalszego protestu posłów i senatorów PO, co do szczegółów, czy formy protestu, jaka będzie 11 stycznia, to decyzje o tym zapadną 10 stycznia na zarządzie krajowym PO.

     

    Źródło: PAP

    Tagi: po, platforma obywatelska, APEL, protest, pis, opozycja, sejm, wsparcie

    Opozycja totalitarna nie chce ludowej korekty w systemie niesprawiedliwości społecznej


    Znalezione obrazy dla zapytania Wyzysk

     

     

    piątek, 6 stycznia 2017 roku

     

    wPolityce.pl

     

    Prof. Nowak: „Wojna wypowiedziana przez część opozycji nie skończy się dobrze, ani dla demokracji, ani dla Polski, ani dla jej mieszkańców”

    opublikowano: 28 grudnia 2016

    YTYT

    W społeczeństwie demokratycznym protesty są zjawiskiem normalnym, ale takie wezwania to przekraczanie granic, anarchia

    — mówi prof. Andrzej Nowak, komentując w rozmowie z „Gościem Niedzielnym” kryzys polityczny w Polsce i coraz ostrzejsze protesty i demonstracje środowisk opozycyjnych.

    Zdaniem historyka działania części posłów PO czy Nowoczesnej sprawiają, że opozycja nie jest już totalna, ale totalitarna.

    To jest taka, dla której fakty, rzeczywistość, nie mają żadnego znaczenia. Zanurzeni w bańce swoich „mediów”, „przekazów dnia”, mogą z przekonaniem twierdzić, że są „suwerenem”. Zapominają, że suweren w społeczeństwie demokratycznym to wyborcy, wszyscy wyborcy, wśród których trzeba uzyskać większość, żeby sprawować rządy. Do wygrania wyborów parlamentarnych trzeba u nas 5–6 milionów głosów, do wygrania wyborów prezydenckich – 8–9 milionów. Należy te głosy pozyskać. Argumentami, pracą, nie krzykiem kilku tysięcy aktywistów. Tu nie wystarczy głos „Deutsche Welle” czy innych zagranicznych stacji, które wyrażają nadzieję na obalenie legalnego rządu w Polsce. Wspierana z zagranicy wojna demokracji wypowiedziana przez część opozycji nie skończy się dobrze, ani dla demokracji, ani dla Polski, ani dla jej mieszkańców. Wierzę, że Opatrzność pokrzyżuje złe plany i przyniesie opamiętanie

    — czytamy.

    W ocenie historyka opozycja traktuje wynik wyborów jako patologię i drogę do dyktatury. Skąd tak ostra reakcja?

    Krytycy PiS określają działania tej partii jako kontrrewolucję. I to być może jest trafne określenie. Po 1989 r., z dwoma krótkimi okresami rządów prawicy, mamy do czynienia z próbą przemodelowania polskiej rzeczywistości według pewnego schematu

    — ocenia prof. Nowak, przywołując reformy Balcerowicza i modernizację kulturową jako cechy stałe tego schematu.

    Dziś – zdaniem prof. Nowaka – rządy PiS upominają się o słabszych, a także uderzają w korporacyjne interesy licznych środowisk wymiaru sprawiedliwości.

    Uderzenie w TK pokazało, że środowisko prawników tworzą nie półbogowie, lecz ludzie bardzo uwikłani w swoje polityczne wybory, sympatie, grę interesów korporacyjnych. Oni zeszli z piedestału i pokazali często kompromitującą wręcz miałkość, nawet swoich zawodowych kompetencji.

    Ale rządzącym potrzebna jest i krytyka.

    Problem polega na tym, że od sukcesu można dostać zawrotu głowy. PiS nie do końca odnajduje się w zupełnie nowej sytuacji, w której nie trzeba się z nikim dogadywać, nikomu ustępować i wszystko można w Sejmie przeforsować. Dochodzi więc niekiedy w tej parlamentarnej wszechmocy do absurdów

    — tłumaczy prof. Nowak, wymieniając przy tym senacki projekt zmiany ustawy o zakazie propagowania totalitaryzmu.

    WIĘCEJ: Ustawodawcy kłopoty pamięcią. Twórczy zapał jakiejś części posłów nie zna granic. Także granic elementarnego rozsądku

    Jeśli pojawi się jakaś racjonalna, uzasadniona krytyka, to przedstawiciele władzy uważają często, że stoją za nią takie same pobudki jak u tych, którzy wzywają do bojkotu państwa i donoszą na Polskę do międzynarodowych instytucji. To jest sytuacja chora, a ozdrowienie jest bardzo trudne, bo potrzeba dobrej woli z obu stron. Warto przy tym mieć świadomość, że zawsze większa odpowiedzialność spoczywa na stronie rządzącej

    — dodaje.

    TAKŻE: Święta wojny czy pokoju? Czy niektórymi miotają już podobne emocje, co mordercą Marka Rosiaka?

    Pytany o realizację postulatów ważnych dla środowisk katolickich, historyk odpowiada:

    Przytoczę tu łacińską formułę: „Tantum intende in republica, quantum tuis civivus probavi possis” – tyle zamierzaj w rzeczypospolitej, ile swoich obywateli możesz przekonać

    — zaznacza prof. Nowak, przekonując przy tym, że politycy rządzącej partii powinni zrobić więcej, by przekonać Polaków do zmiany ustawy antyaborcyjnej tak, by prawo nie pozwalało na tzw. aborcję eugeniczną.

    fim, „Gość Niedzielny”

    Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

    autor: Zespół wPolityce.pl

    Wojna o resortowe dzieci


    Newsweek

    Ustawa dezubekizacyjna. Kolejna odsłona demolowania wojskowych służb

    Data publikacji: 05.01.2017, 07:00Ostatnia aktualizacja: 05.01.2017, 07:36

    wojsko

    fot. Jakub Porzycki  /  źródło: Forum

    Wojciech Cieśla

    WOJCIECH CIEŚLA

    Niemal trzydzieści lat po upadku komunizmu i weryfikacji byłych oficerów SB, dekadę po weryfikacji wojskowych służb, przyszedł czas na weryfikację ostateczną. Taką, przy której wszystkie inne będą się mogły schować.

    Za chwilę Sejm wysmaży ustawę, która zmniejsza emerytury wszystkim wojskowym i ludziom służb, którzy choćby otarli się o pracę w PRL. Ustawa jest jak tępa brzytwa: nie odróżnia klasycznych ubeków od oficerów wywiadu i kontrwywiadu. Nie była poddawana żadnym konsultacjom ani ocenom merytorycznym, a jedyna opinia prawna na jej temat nie zostawia na projekcie suchej nitki. 

    O co chodzi? PiS chce dopaść wszystkich ludzi służb, których do tej pory dopaść nie zdołał. Nie ma zbyt wiele możliwości, więc zamierza obciąć im emerytury. Do jednego worka wrzuca więc ubeków, prześladowców, oprawców i ludzi, którzy po 1989 roku dobrze służyli Polsce w wywiadzie i kontrwywiadzie. Mówi: odbieramy emerytury złoczyńcom, pomagierom Kiszczaka. Taki komunikat to miód na serce żelaznego elektoratu.  

    Czytaj też: Czystki w wojsku Antoniego Macierewicza

    W rzeczywistości to nic innego jak stosowanie zbiorowej odpowiedzialności, działanie prawa wstecz. W sprawie ustawy byli oficerowie wywiadu napisali list otwarty:  „Wielu z nas po 1990 roku oddało życie i wróciło do kraju w „full metal jacket”, wielu z nas straciło zdrowie, liczni aż po granice inwalidztwa. Służyliśmy w krajach niestabilnych i w strefach działań wojennych. Strzelano do nas. Próbowano zastraszać nas lub naszych bliskich. Musieliśmy radzić sobie z obcymi kontrwywiadami i brutalnymi służbami bezpieczeństwa. (…) Spodziewaliśmy się wszystkiego najgorszego. Tak nas wyszkolono. I byliśmy na to przygotowani, bo byliśmy pewni, że stoi za nami nasze Państwo i jego obywatele”.

    Dziś rząd PiS uświadamia byłym agentom RP, że wciąż mogą się spodziewać wszystkiego najgorszego. Że gdy Polska zawiera z kimś umowę, wybacza mu służbę w SB i przyjmuje do wywiadu, to zawsze po paru latach może zmienić zdanie i kopnąć swojego agenta w tyłek. Nic dziwnego, że ci biją na alarm: ustawa to komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej przyjazne dostaną dzięki niej wygodną pozycję do werbowania zgorzkniałych, ale świetnie wyszkolonych, byłych funkcjonariuszy. Argument o państwie nielojalnym wobec własnego urzędnika może przekonać czasem najbardziej nieprzejednanych. 

    Ustawa to komunikat rządu do służb specjalnych innych państw. Te mniej przyjazne dostaną dzięki niej wygodną pozycję do werbowania zgorzkniałych, ale świetnie wyszkolonych, byłych funkcjonariuszy.

    Gdzie tu sens i logika? Zgodnie z wykładnią polityków PiS, powtarzaną przez „Wiadomości”, kto nie wspiera rządu, nie jest patriotą. Dla ludzi z PiS społeczeństwo to tak naprawdę ich społeczność, ich grupa. Nie jesteś z nimi, jesteś poza. Prawa strona ma dziś w Polsce monopol na patriotyzm. 

    Za zdemolowanie wojskowych służb w 2007 r. nikt dotychczas nie odpowiedział. Obecnie następuje jej kolejna odsłona. W imię, rzecz jasna, dziejowej sprawiedliwości. jakby politycy PiS zapomnieli, że wyborów nie wygrywa się żelaznym elektoratem. 

    Zobacz też: Szaleństwa Antoniego Macierewicza

    Kiedy smarował panegiryki w cześć solidarnych to był hołubiony


    Najnowszy Newsweek już jest. DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ

    Pan zawsze w komisjach

    Data publikacji: 04.01.2017, 19:00Ostatnia aktualizacja: 05.01.2017, 14:14

    Marcin Wolski

    3ZOBACZ GALERIĘ
    3 ZDJĘĆ

    fot. Andrzej Rybczyński/PAP  /  źródło: PAP

    Dawid Karpiuk

    DAWID KARPIUK

    Kariera Marcina Wolskiego, dyrektora TVP 2, w kilku niespecjalnie śmiesznych zdaniach. O ostatniej szopce noworocznej, którą redaktor-dyrektor wyprodukował dla swojej własnej Dwójki napisano już wszystko. Jest popisem wazeliniarstwa, tandeciarstwa, intelektualnej bezradności.

    Redaktor Marcin Wolski tak już ma, że lubi być na stanowisku. Idealnie dyrektora lub prezesa. Tak się składa, że bezpośrednie sąsiedztwo jego nazwiska z prezesurą ma dość piorunujące skutki dla tej ostatniej. Pamiętają państwo czasy, w których Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich było poważną organizacją? To właśnie w czasach sprzed (wice)prezesury redaktora.

    Czytaj też: Paszkwil w TVP, czyli co pokazała szopka Wolskiego

    Dyrektorem bywał redaktor nie raz. Ostatnio – telewizyjnej Dwójki, wcześniej, w czasach pierwszej IV RP – radiowej Jedynki.

    Jeśli nie prezes i jeśli nie dyrektor, to sekretarz (tuż przed stanem wojennym redaktor był sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej w radiowej Trójce), albo chociaż członek (PZPR, od 1975 do 1981 roku). Nie chodzi o to, żeby redaktorowi coś wyciągać, choć wypadałoby, bo sam redaktor chętnie tropi w życiorysach. Chodzi o to, żeby zrozumieć redaktorski zapał do służenia władzy, tfu, sprawie.

    Noworoczny paszkwil w TVP

    O ostatniej szopce noworocznej, którą redaktor-dyrektor wyprodukował dla swojej własnej Dwójki napisano już wszystko. Jest popisem wazeliniarstwa, tandeciarstwa, intelektualnej bezradności. Prawie półtora roku po wygranych wyborach prawica dalej potrafi tylko opowiadać te same cieniutkie dowcipy o Donku i Bronku, o Ewce i Radziu, jednocześnie waląc czołem przed prezesem. Nie ma nic więcej do powiedzenia i trudno się dziwić, skoro rolą publicystycznego zaplecza prezesa Kaczyńskiego jest powtarzanie przekazów z Nowogrodzkiej i gromadne uzasadnianie pomysłów prezesa. Ostatnio wszyscy mieliśmy okazję oglądać gimnastykę pisowskich publicystów, którzy powtarzali prezesowską historyjkę o „puczu” opozycji. Trzeba chyba coś w sobie nieodwracalnie stłamsić, żeby się do takich rzeczy zmusić.

    TVP polecała noworoczną szopkę jako „zabawę, gdzie można się zdrowo pośmiać ale z dobrodusznością”.

    A wracając do szopki: nie przystoi tak padać na twarz, bo się ją traci. Dla prezesów to nie pierwszyzna. Prezes TVP Jacek Kurski dawał się przeczołgiwać i upokarzać bez końca, aż w końcu dostał nagrodę. Nagroda oczywiście i tak była na kredyt, który teraz prezes Kurski będzie spłacał i spłacał dopóki ktoś go nie zdejmie z funkcji. Marcina Wolskiego nikt nie musiał przeczołgiwać, bo Wolski nie próbował pójść na swoje, tylko ciężko pracował na rzecz najwyższego z prezesów.

    Gwiazdą jego najnowszej szopki jest Jerzy Zelnik. Ten sam, który gra prawicowego rycerza, choć w młodości sam składał donosy esbekom. Kiedy mu to wyciągnięto, bez cienia żenady powiedział, że „nie pamięta”. I że już dawno zapomniał, a gdyby nie zapomniał, toby się przyznał i przeprosił. Ale skoro w nowej Polsce przechodzą nawet takie rzeczy jak wallenrodyzm prokuratora Piotrowicza, to nie będziemy Zelnikowi wyciągać drobnych świństewek.

    Szopka dyrektora Wolskiego ma długą i barwną tradycję. Zaczęła się już w 1969 roku, niedługo po wydarzeniach marcowych. Dyrektor pisał wtedy o złych amerykańskich imperialistach i izraelskich syjonistach. O Zachodzie, co się „tuczy wojną, zbrodnią, krzywdą, zdradą”. Pisał, znaczy, jak trzeba.

    Chorągiewka Wolski

    Jako twórca „Polskiego Zoo”, dyrektor sprzyjał (znienawidzonemu dziś przez PiS) Lechowi Wałęsie, był członkiem Rady ds. Mediów przy prezydencie i to w latach 1993-95, a więc już po „nocy teczek”, która stała się jednym z najważniejszych mitów pisowskiej prawicy. Upadek rządu Jana Olszewskiego, który zgodnie z prawicową narracją był jedynym przed PiS-em rządem niepodległościowym, Wolski całkiem przytomnie wykpiwał w jednym z odcinków „Zoo”. Ale wtedy wiązał jeszcze swoją karierę z innym obozem.

    Czytaj też: Kim jest Marcin Wolski, nowy dyrektor TVP 2

    Źródło: PAP

    Redaktor ma rzeczywiście coś w rodzaju dziennikarskiego nosa, tyle, że najlepiej wyczuwa wiatr zmian. W 2005 roku wszedł w skład honorowego komitetu poparcia Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. Rok później, już za IV RP, został dyrektorem radiowej Jedynki. Po upadku rządu Kaczyńskiego, jak wielu dziennikarzy, na stałe związał swój los z PiS-em. Publikował w pisowskich mediach, pracował nad scenariuszem „Smoleńska”. W 2013 roku pisał: „Niepodległość to brąz na cokołach / lecz na co dzień – mówiąc po prostu / polski dom, polski las, polska szkoła / polska władza i polski Kościół”. Jak zawsze żarliwie i w słusznej sprawie.

    CZYTAJ TAKŻE

    Program „Na ratunek”? TVP potrzebuje 200 mln zł kredytuWIĘCEJ ❯

    Jak ulubieńcy władz PRL-u, pupilami prawicy się staliWIĘCEJ ❯

    Jakub Stefaniak rzecznik PSL był gościem Michała Rachonia w TVP INFO. Prawicowy dziennikarz na długo tę rozmowę zapamięta WIĘCEJ ❯

    Może i sprawy się z biegiem lat zmieniały, ale żarliwość redaktora, dyrektora i prezesa Wolskiego zawsze była równie gorąca. Jakoś tak się składa, że redaktorskie serce zawsze bije po tej właściwiej stronie. Różnym władzom już dyrektor Wolski kibicował, najpierw władza była ludowa, teraz jest narodowo-katolicka. Różnica jest, jak widać, najwyżej kosmetyczna. „Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach”, panie dyrektorze.

    Zobacz też: Wojna domowa w TVP

     

    0:19 / 1:49

    PODZIEL SIĘ

    Polityczny hakowy


    piątek, 6 stycznia 2017 roku

     

    wPolityce.pl

     

    „Niech się pan trzyma!” Żakowski wspiera Kijowskiego w trudnych dla niego chwilach

    opublikowano: wczoraj

    fot. wPolityce.pl/TVP.infofot. wPolityce.pl/TVP.info

    Prowadzący poranny program TOK Fm Jacek Żakowski przerwał rozmowę ze swoimi gośćmi, by zadzwonić do Mateusza Kijowskiego.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ: „Rzeczpospolita”: Wysoka pensja lidera KOD. „Co najmniej 90 tysięcy ze zbiórek trafiło do firmy Kijowskiego”

    Żakowski wytłumaczył Kijowskiemu, że nie ma nic dziwnego w fakcie, że w mediach pojawiły się kwity na przewodniczącego KOD.

    To chyba jest dość proste, ta odpowiedź. Nie ma co się nad nią głowić. Jak jest polityka, to jak jest jakiś hak, to wcześniej czy później on wyskoczy

    – tłumaczył Żakowski Kijowskiemu, który stwierdził, że:

    Nie mam sobie nic do zarzucenia od strony moralnej

    Żakowski podziękował Kijowskiemu za rozmowę słowami:

    Niech się pan trzyma!

    Mly/tok.fm

    Zdjęcie Notujemy ...

    autor: Notujemy …

    Kto, co, o kim…