Anatomia ludobójstwa


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

 

Anatomia ludobójstwa

rom.jpg
Współcześni epigoni i pogrobowcy nacjonalizmu ukraińskiego głoszą, że OUN i UPA były rzekomo ukraińskim „ruchem wyzwoleńczym”, że nigdy nie dopuściły się żadnych zbrodni na Polakach, Żydach i innych narodowościach, ani tym bardziej ludobójstwa, że nie ma jakoby żadnych dowodów potwierdzających przygotowanie i przeprowadzenie ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego przez banderowców.

To jest stała melodia z repertuaru pana Wołodymyra Wiatrowycza i „Naszego Słowa” oraz polonobanderowców z „Gazety Wyborczej”, „Gazety Polskiej” i „Nowej Europy Wschodniej”. Ku zdziwieniu przynajmniej niektórych polonobanderowców znalazły się jednak dowody na przygotowywanie ludobójstwa na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich już na początku lat 30. XX wieku. Dowody te nie mogą nie być znane panu Wiatrowyczowi, ponieważ pochodzą one z archiwów ukraińskich, w tym Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Dlatego nie może on tym razem twierdzić, że jest to „rosyjska (sowiecka) propaganda”.

Na początku grudnia br. na stronie internetowej rosyjskiej Federalnej Agencji Archiwów opublikowano dokumenty Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów świadczące o tym, że organizacja ta planowała przyszłe ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej już od zarania swojego istnienia. Są to cztery dokumenty: broszura z 1931 roku pt. „Jak i za co walczymy z Polakami” – pochodząca z Archiwum Państwowego Obwodu Lwowskiego i opublikowana po raz pierwszy w 2003 roku we Lwowie, „Doktryna wojskowa ukraińskich nacjonalistów” z 1938 roku – pochodząca z Archiwum OUN w Kijowie i opublikowana po raz pierwszy w 2013 roku, instrukcja „Walka i działalność OUN podczas wojny” z 1941 roku – pochodząca z Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i opublikowana po raz pierwszy w 2006 roku w Kijowie oraz notatka wojennego referenta OUN-Zachód Łuki Pawłyszyna z odbytej w październiku 1942 roku konferencji wojskowej OUN-B – pochodząca z Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy i opublikowana po raz pierwszy w 2005 roku w Kijowie.

Publikację tych dokumentów przygotował dyrektor Fundacji „Pamięć Historyczna” Aleksander Diukow. Historyk ten znany jest m.in. z badań nad antypolską współpracą służb specjalnych III Rzeszy i Litwy w latach 1939-1940, której poświęcił wydaną w 2013 roku książkę pt. „Protektorat Litwa”.

Dokumenty te pokazują ewolucję, jaką przeszła OUN w podejściu do rozwiązania „sprawy polskiej” od 1931 do 1942 roku. Już na samym początku swojego istnienia – w broszurze „Jak i za co walczymy z Polakami” – OUN za podstawę swojego programu i cel działalności uznała rozniecanie nienawiści narodowej do Polaków w społeczeństwie ukraińskim. „Doktryna wojskowa ukraińskich nacjonalistów” z 1938 roku przewidywała organizowanie ataków zbrojnych na ludność polską w ramach powstania zbrojnego w celu „wypędzenia jej” z Kresów Wschodnich. Planowano też likwidację polskich gospodarstw i zaangażowanie szerokich mas ukraińskiego chłopstwa w wystąpienia antypolskie, tak jak miało to miejsce w latach 1943-1944. Po raz pierwszy podjęto próbę realizacji takich działań w porozumieniu z Niemcami hitlerowskimi we wrześniu 1939 roku w ramach tzw. dywersji OUN na Kresach Wschodnich. Była to pregenocydalna faza późniejszego ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego. Rozpoczynające się wtedy ludobójstwo ukraińskie na Polakach powstrzymała Armia Czerwona, wkraczając na Kresy Wschodnie 17 września 1939 roku.

Opracowana w maju 1941 roku – a więc tuż przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej – instrukcja „Walka i działalność OUN podczas wojny” wprowadziła dalsze uszczegółowienie planów OUN w sprawie „rozwiązania kwestii polskiej”. Postanowiono nie wypędzać części polskich chłopów z tzw. zachodniej Ukrainy, lecz przeprowadzić ich przymusową asymilację. Planowano jednak zabójstwa „polskich działaczy”, co istotnie nastąpiło latem 1941 roku (mord profesorów lwowskich, egzekucja inteligencji stanisławowskiej w Czarnym Lesie, mord na inteligencji krzemienieckiej). Z tym, że zbrodni tych dokonały niemieckie formacje SS i gestapo, a współudział ukraiński polegał na wskazaniu ofiar. „Program wojskowy” OUN-B z końca 1942 roku przewidywał już fizyczną likwidację wszystkich Polaków, którzy nie zgodzą się na „dobrowolne” opuszczenie terenów Wołynia i Małopolski Wschodniej. To już była bezpośrednia zapowiedź tego, czego banderowcy dokonali w latach 1943-1944.

Nie ulega zatem wątpliwości, że ludobójstwo wołyńsko-małopolskie było stopniowo planowane przez nacjonalistów ukraińskich co najmniej od 1931 roku. Próbowano je zrealizować już w 1939 i 1941 roku. Ostateczna realizacji powiodła się przy trzecim podejściu w latach 1943-1944.

Broszura „Jak i za co walczymy z Polakami” z 1931 roku została wydana przez Krajową Egzekutywę OUN. Jej autorzy zrzucali winę za rzekomo „ciężką sytuację narodu ukraińskiego na zachodnich ziemiach ukraińskich” na państwo polskie i na Polaków jako naród. Ich zdaniem „naród polski chce się umocnić na tych ziemiach należących od dawien dawna do Ukrainy i dlatego chce zlikwidować Ukraińców”. W przeszłości, „zalewając Ukrainę morzem krwi i łez, Polacy podzielili między sobą ziemie ukraińskie i wzbogacili się na nich”, natomiast obecnie Polacy dzielą należące do ukraińskich chłopów ziemie między polskich „zaborców-kolonistów”. Sformułowania te brzmią jakże znajomo dla każdego kto zna współczesną publicystykę neobanderowską, chociażby z łam „Naszego Słowa”. Wymowny to dowód na to, że nacjonalizm ukraiński niewiele się zmienił przez ponad 80 lat.

Sformułowany przez autora broszury skrajnie negatywny obraz Polaków miał usprawiedliwiać zastosowanie przeciwko nim najbardziej brutalnych środków. „Naród ukraiński nie przestaje walczyć z Polakami, wierząc, że przyjdzie godzina krwawego porachunku z ciemiężycielami” – czytamy w broszurze. Kilka akapitów dalej dowiadujemy się, że „naród ukraiński dopiero wówczas odzyska swoje prawa, kiedy z bronią w ręku wystąpi przeciwko Lachom-okupantom i wypędzi ich ze swoich ziem”. Zapowiadane powstanie zbrojne przeciwko Polakom Krajowa Egzekutywa OUN wiązała z „przyszłą wojną”, a na razie wzywała swoich zwolenników do bojkotu ekonomicznego „polskich kolonizatorów” i odwetowych akcji zbrojnych, czyli ataków terrorystycznych na instytucje i funkcjonariuszy II RP, które istotnie miały wówczas miejsce.

Przygotowana w połowie 1938 roku „Doktryna wojskowa ukraińskich nacjonalistów” przewidywała już likwidację i wypędzenie mniejszości narodowych, czyli ludobójcze działania eksterminacyjne, a także stworzenie homogenicznego narodowo i politycznie państwa ukraińskiego. „Zadaniem naszego powstania – czytamy – jest nie tylko zmiana ustroju politycznego. Powinno ono oczyścić Ukrainę z cudzego wrogiego elementu i z niedobrego własnego. Tylko podczas powstania będzie okazja, aby wymieść dosłownie do ostatniej nogi element polski z ZUZ (ziem zachodnioukraińskich – uzup. BP) i w ten sposób położyć kres pretensjom Polaków co do polskiego charakteru tych ziem. Element polski, który będzie okazywać opór, powinien polec w walce, a pozostałych należy sterroryzować i zmusić do ucieczki za Wisłę. Dlatego też nie można dopuścić, żeby po odzyskaniu ZUZ element polski mógł mieszkać tutaj obok Ukraińców. ZUZ przyszłego mocarstwa ukraińskiego powinny być czyste z narodowego punktu widzenia, ponieważ ziemie te mają szczególne znaczenie dla przyszłości państwa ukraińskiego (…). Trzeba pamiętać, że im więcej wrogiego elementu polegnie podczas powstania, tym łatwiej będzie budować mocarstwo ukraińskie i tym silniejsze ono będzie”.

Planowano przeprowadzenie ludobójczej czystki etnicznej nie tylko na Polakach, lecz również na Żydach. Autorzy cytowanego dokumentu dali temu wyraz w następujących słowach: „Nie ma wątpliwości, że gniew narodu ukraińskiego wobec Żydów będzie szczególnie straszliwy. Nie powinniśmy tłumić tego gniewu, wręcz przeciwnie, [mamy go] podsycać, bo im więcej Żydów zginie podczas powstania, tym lepiej dla państwa ukraińskiego, ponieważ Żydzi będą jedyną nacją, jakiej nie odważymy się objąć polityką denacjonalizacyjną. Wszystkie inne mniejszości, które wyjdą żywe z powstania, będziemy denacjonalizować.” W „Doktrynie wojskowej” nakazywano również niszczyć należące do Polaków dwory, w przeciwnym razie „Polacy rozpuszczą plotki, że nacjonaliści boją się niszczyć polskie dwory w obawie, że Polacy znowu tu wrócą i się zemszczą. Taka propaganda ostudzi poryw mas do powstania, co sprawi, że zajmą one pozycję oczekującą (…). Bez tego zniszczenia nasze powstanie nie zyska niezbędnego okrucieństwa. Powstanie nacjonalistyczne powinno być wulkanem, w którym spłonie wszystko, co wrogie, martwe czy żywe”.

W datowanej na maj 1941 roku instrukcji „Walka i działalność OUN podczas wojny” zasady polityki OUN wobec mniejszości narodowych zostały sformułowane następująco:

„Mniejszości narodowe dzielą się na: a) przyjazne nam, a więc członkowie wszystkich zniewolonych narodów; b) wrogie nam, Moskale, Polacy, Żydzi.
a) Mają te same prawa, co Ukraińcy, mogą wrócić do ojczyzny.
b) Są likwidowani w walce oprócz tych, którzy bronią reżymu: tych należy przesiedlić na ich ziemie, likwidować należy przede wszystkim inteligencję, której nie wolno dopuszczać do żadnych instytucji rządowych, uniemożliwiając w ogóle pojawienie się inteligencji, a więc dostęp do szkół itd. Na przykład tak zwanych polskich chłopów należy zasymilować, uświadamiając ich, tym bardziej w tych gorących, pełnych fanatyzmu czasach, że są oni przymusowo zasymilowanymi Ukraińcami, lecz obrządku łacińskiego. Kierowników likwidować. Żydów izolować, usunąć z instytucji rządowych, żeby uniknąć sabotażu, tym bardziej Moskali i Polaków. Jeśli zaistniałaby nieunikniona konieczność pozostawienia w aparacie państwowym Żyda, postawić nad nim naszego milicjanta i zlikwidować za najmniejsze przewinienie. Kierownikami poszczególnych dziedzin życia mogą być tylko Ukraińcy, a nie obcy wrogowie. Asymilacja Żydów jest wykluczona”.

Kolejny, 17 punkt rozdziału wyjaśniał: „Nasza władza powinna budzić postrach wśród jej przeciwników. Terror dla obcych wrogów i swoich zdrajców”.
Mamy tu więc zarysowany plan nie tylko eksterminacji mniejszości narodowych na ziemiach zamieszkałych przez większość ukraińską, ale plan stworzenia totalitarnego i faszystowskiego państwa ukraińskiego na wzór hitlerowski. Znalazło to swój wyraz także w deklaracji tzw. rządu Jarosława Stećki z 30 czerwca 1941 roku, gdzie identycznie jak we wspomnianej instrukcji z maja 1941 roku zapowiedziano, że „władza nasza będzie okrutna”.

Od Służby Bezpieczeństwa OUN i przyszłej policji ukraińskiej wymagano „zduszenia w zarodku wszelkich prób przejawienia przez cudzy element jakiejkolwiek organizacji na Ukrainie”. Wątpliwości co do planowanego ludobójstwa nie pozostawia następujący fragment instrukcji OUN z maja 1941 roku: „Jest to czas rewolucji narodowej, dlatego więc nie powinno być żadnej tolerancji względem dawnych przybyszów”.

W opracowanym pod koniec 1942 roku „Programie wojskowym” OUN-B znajdujemy bezpośrednie odniesienia do „Doktryny wojennej” Mychajło Kołodzińskiego (1902-1939), opublikowanej po jego śmierci w 1940 roku. Oprócz wizjonerskich fantazji o rozpadzie ZSRR program wojskowy zawiera jasno sformułowane propozycje usunięcia tzw. „mniejszości narodowych”. Czytamy o tym w poniżej zacytowanym fragmencie.

„Dowództwo Główne wymaga od krajowych dowództw wojskowych:
Z chwilą rozpoczęcia walki o niepodległość zlikwidować za wszelką cenę kwestię mniejszości narodowych. W celu zlikwidowania tej kwestii należy wytępić mniejszości narodowe – wrogów narodu.
1. Rosyjską mniejszość narodową trzeba pozostawić w spokoju, ponieważ zżyła się ona z ukraińskim narodem i nie stanowi żadnego zagrożenia. Razem z narodem ukraińskim (głównie chłopstwo) wspólnie przeżywa ona różne wydarzenia polityczne. Rosyjskich działaczy walczących z Ukraińcami należy wytępić, najpierw dokonując ich rejestracji, głównie w małych miasteczkach, ponieważ są oni wrogami Ukraińców.
2. Żydów nie należy mordować, lecz wysiedlić z Ukrainy, umożliwiając im wywiezienie części majątku. Należy się z nimi liczyć, ponieważ mają oni duży wpływ w Anglii i w Ameryce.
3. Wszystkich Polaków należy wysiedlić, dając im możliwość wzięcia z sobą tego, co zechcą wziąć, ponieważ ich również będzie bronić Anglia i Ameryka. Tych, którzy nie będą chcieli wyjechać – wymordować. Najaktywniejszych wrogów, a spośród nich wszystkich członków organizacji przeciwukraińskich wymordować na dzień przed ogłoszeniem mobilizacji. Zostaną oni zarejestrowani odpowiednio wcześniej przez rejonowe i powiatowe dowództwa wojskowe. Likwidacją będzie się zajmować żandarmeria, a w poszczególnych przypadkach „SB”. Zabrania się wykorzystywać w tym celu żołnierzy armii.”

Wykonanie „punktów narodowych” programu wojskowego miało być powiązane w czasie z „rozpoczęciem walki o niepodległość”. Prawdopodobnie na początku chodziło o dość odległy termin, dlatego plan zagłady „mniejszości narodowych” nie został sformułowany radykalnie. Jednak dynamiczna zmiana sytuacji wojennej na przełomie 1942/1943 roku – w tym perspektywa powrotu polskiej państwowości na Kresy Wschodnie po spodziewanej klęsce Niemiec – spowodowała radykalizację pierwotnego planu. Po III Konferencji OUN (17-23 lutego 1943 roku) oraz dezercji do formacji OUN-B i UPA kilku tysięcy funkcjonariuszy ukraińskiej policji pomocniczej w marcu i kwietniu 1943 roku, dowódca UPA-Północ Dmytro Kłaczkiwśkij (pseudonim „Kłym Sawur”) przystąpił do realizacji „programu wojskowego”, która przybrała postać zorganizowanego ludobójstwa ludności polskiej.

Upublicznione w internecie przez rosyjskiego historyka Aleksandra Diukowa dokumenty bezsprzecznie dowodzą, że ludobójstwo wołyńsko-małopolskie nie było przypadkiem, ale na długo wcześniej stopniowo i precyzyjnie planowaną akcją. Wyłania się z nich jaskrawy obraz anatomii przyszłej zbrodni, ukraińskiego szowinizmu i skrajnego antypolonizmu. Już tylko te źródła historyczne pokazują szatańskie i groźne oblicze nacjonalizmu ukraińskiego sprzed 80-70 lat, które zasadniczo nie zmieniło się do dzisiaj.

Niestety siły polityczne Polski pookrogłostołowej za swojego sojusznika na Wschodzie uznały właśnie nacjonalizm ukraiński. Przez ponad ćwierć wieku bagatelizowały jego radykalnie antypolski charakter i współuczestniczyły w wybielaniu jego zbrodniczej historii, by na koniec razem z USA i Niemcami umożliwić mu powrót do głównego nurtu życia politycznego na Ukrainie w wyniku przewrotów z 2004 i 2014 roku. I to jest najbardziej przerażające.

Bohdan Piętka
Na zdjęciu: Roman Szuchewycz
Myśl Polska, nr 1-2 (1-8.01.2017)

Kaliningradzkie lotnisko zostało zamknięte z powodu sytuacji nadzwyczajnej


Sputnik Polska

04 STYCZEŃ 2017

Kaliningradzkie lotnisko zostało zamknięte z powodu sytuacji nadzwyczajnej

© Sputnik. Igor Zarembo ŚWIAT 08:29 04.01.2017(zaktualizowano 18:59 04.01.2017) Krótki link22304135 Kaliningradzkie lotnisko Chrabrowo jest zamknięte do godz. 10:00 (09:00 czasu polskiego) z powodów technicznych po wymuszonym lądowaniu samolotu A320 – poinformowało biuro prasowe głównego zarządu Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych w obwodzie kaliningradzkim. Wczoraj wieczorem samolot Airbus A321 linii lotniczych Aerofłot, który leciał z Moskwy do Kaliningradu, podczas lądowania wyjechał poza pas startowy. Na pokładzie znajdowało się siedmiu członków załogi i 168 pasażerów. Trzech z nich potrzebowało pomocy lekarskiej. Zostało uszkodzone podwozie maszyny.

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201701044553676-kaliningrad-lotnisko-sytuacja-nadzwyczajna/

Poroszenko a sprawa polska


 

Foto: wikimedia.org

Poroszenko: Nie ma alternatywy dla strategicznego partnerstwa Polski i Ukrainy

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Środa, 04 stycznia 2017 o godz. 16:04:15

Ukraiński prezydent twierdzi, oba kraje zbudowały podstawy pod silne wzajemne relacje, dzięki którym łatwiej będzie pracować na przyszłość w zjednoczonej Europie.

 

Poroszenko wypowiedził się przy okazji dwudziestopięciolecia nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Polską a Ukrainę. Prezydent tego kraju przypomniał o wsparciu jakie Ukraina otrzymała od Polski, a także podkreślił, że to właśnie Polska była pierwszym krajem który uznał niepodległość Ukrainy.

Głowa ukraińskiego państwa stwierdziła, że jest szczególnie wdzięczna, za spójne i przmyślane działania Polski mające budować szerokie międzynarodowe wsparcie dla Ukrainy. Poroszenko zaznaczył, że jego kraj przeżywa teraz szczególnie trudne chwile w związku z przeciwdziałaniem rosyjskiej agresji.

CZYTAJ TAKŻE:
Duda i Poroszenko chcą honorować Ukraińców ratujących Polaków i Polaków ratujących Ukraińców

Poroszenko stwierdził: Dzisiejszy wysoki poziom stosunków ukraińsko-polskich zawdzięczamy mądrości i dojrzałości naszych narodów, które nauczyły się doceniać przyjaźń i wzajemne braterstwo po tragicznych wydarzeniach historycznych. Wierzę, że wobec strategicznego partnerstwa ukraińsko-polskie nie ma alternatywy i będzie się ono dalej rozwijać się w duchu zaufania, szacunku i wzajemnego wsparcia.

kresy.pl / unian.info

Klęska Mieszkowskiego


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

4 stycznia 2017

 

To pewnie zabolało posła Nowoczesnej. Jego akcja okazała się totalną klapą

 

Dodano: 04.01.2017 [19:01]

To pewnie zabolało posła Nowoczesnej. Jego akcja okazała się totalną klapą - niezalezna.pl

foto: A. Witwicki/Gazeta Polska

Dzisiaj w Teatrze Polskim zakończyło się referendum pracowników organizowane przez NSZZ „Solidarność”. Prawie 70 procent wszystkich uprawnionych, i ponad 95 procent biorących udział w referendum, poparło nowego dyrektora teatru Cezarego Morawskiego.
Referendum aktorów to odpowiedź środowiska na protest grupy aktorów związanych z byłym dyrektorem Krzysztofem Mieszkowskim, obecnym posłem Nowoczesnej. Wzięło w nim udział 107 z 170 pracowników Teatru Polskiego. Aż 102 osoby poparły nowego dyrektora Cezarego Morawskiego, dwie były przeciw, trzy wstrzymały się od głosu. W komisji wyborczej poza dwoma członkami NZSS „Solidarność” Teatru Polskiego zasiadło dwóch członków niezrzeszonych. W referendum, mimo zaproszenia ze strony związku, nie wzięli udziału reprezentanci „Inicjatywy Pracowniczej”, którzy chcieli zorganizować referendum na swoich warunkach. Żądali, aby wzięli w nim udział jedynie aktorzy teatru.

Jestem zaskoczony – wyniki są jednoznaczne, znaczna większość poparła nowego dyrektora Cezarego Morawskiego. Mimo to, jesteśmy wciąż gotowi do rozmów, np. z Inicjatywą Pracowniczą

– mówi „Gazecie Polskiej Codziennie” aktor Stanisław Melski, jeden z organizatorów referendum z NZSS „Solidarność”.

Aż tak dużej frekwencji się nie spodziewaliśmy, widać, że większość ludzi było umęczonych i stłamszonych tą sytuacją i dlatego dali nam, „Solidarności” kredyt zaufania. Chcemy działać zgodnie z prawem, nie chcemy uprawiać swojej, agresywnej polityki, tak jak pozostała grupa związana z byłym dyrektorem Krzysztofem Mieszkowskim

– komentuje z kolei aktorka Monika Bolly. – Publiczności nie można dzielić na lepszą i gorszą. Mam nadzieje, że do Wrocławia wróci teatr wielostylistyczny, różnorodny i wolny od tak agresywnej polityki – podkreśla aktorka. – Mam nadzieje, że do teatru wrócą widzowie, którym nie odpowiadała polityka poprzedników – dodaje.
Według aktorów, w ostatnich latach teatr stracił około 70 procent widzów. Zwolennicy Krzysztofa Mieszkowskiego i byłego dyrektora d.s. artystycznych Piotra Rudzkiego już zapowiedzieli, że będą kontynuować protest.
– To się nie wyciszy – piszą na stronie „Teatr Polski w podziemiu” cytując artykuły „Gazety Wyborczej” i Radia Wrocław, które od kilku miesięcy relacjonowały sprawę jednostronnie, przedstawiając tylko jedną stronę konfliktu. Tą głośniejszą, ale jak widać, mniej reprezentatywną. 

Autor: Magdalena Nowak

Źródło: niezalezna.pl

Ośmieszony lider opozycji


Newsweek

Ośmieszony lider opozycji

Data publikacji: 03.01.2017, 20:30Ostatnia aktualizacja: 04.01.2017, 18:22

Ryszard Petru

5ZOBACZ GALERIĘ
5 ZDJĘĆ

fot. Rafał Guz  /  źródło: PAP

Jakub Majmurek

JAKUB MAJMUREK

Jeśli nad światem czuwa jakaś opatrznościowa siła, to chyba lubi Jarosława Kaczyńskiego. Do prezesa PiS gwiazdka przyszła co najmniej dwukrotnie w tym sezonie. Po raz drugi, gdy na początku Nowego Roku internet obiegło zdjęcie Ryszarda Petru udającego się do Portugalii w towarzystwie posłanki Joanny Schmidt.

Jeszcze kilka dni wcześniej Petru w bardzo ostrych słowach krytykował prezydenta Dudę, że ten w środku największego chyba po roku ’89 kryzysu parlamentarnego wyjeżdża na narty. Miał rację. Polityk ma prawo do wakacji. Może wyjeżdżać w wolnym czasie tam gdzie i z kim chce. Ale sytuacja polityczne napięcia, jakie panuje w Polsce od 16 grudnia to nie jest czas wolny. Ani dla prezydenta, ani dla osoby aspirującej do tego, by być liderem nie-PiSowskiej Polski.

Strzał w stopę lidera

A w takiej roli wielu obsadziło Ryszarda Petru po grudniowym kryzysie. Konflikt w parlamencie mocno spolaryzował społeczeństwo. Na tej polaryzacji zyskały najbardziej PiS i Nowoczesna. Młodszy, bardziej dynamiczny od Schetyny, nieobciążony grzechami z poprzednich parlamentarnych kadencji Petru, zaczął wyrastać na głównego aktora oporu przeciw sejmowemu bezprawiu marszałka Kuchcińskiego i prezesa Kaczyńskiego.

View image on Twitter

View image on Twitter

Follow

Radek @bogdan607

Dzień dobry @Schmidt_PL czy może pani potwierdzić czy to zdjęcie z 31 grudnia, Lot do Portugalii? Dziękuję za odpowiedź.

12:51 AM – 2 Jan 2017

  • 109109 Retweets

  • 239239 likes

  • Sprawa niefortunnego wyjazdu jest dla lidera Nowoczesnej i całej protestującej w Sejmie opozycji strzałem w stopę. Sam polityk przyznał, że wyjazd był „niezręcznością”. Szkoda, że nie pomyślał o tym wcześniej.
    W obecnej sytuacji w każdej chwili czekać nas może polityczne przesilenie. Nie wiadomo, czy przywódcy opozycji nie będą potrzebni w Sejmie, pod nim, na ulicach, negocjacjach w Pałacu Prezydenckim, czy poufnych rozmowach w gabinecie faktycznie tym wszystkim kręcącej osoby na Nowogrodzkiej. Każdy kto poważnie myśli o grze o najwyższe polityczne stawki, siedzi w takim momencie na miejscu, w Warszawie.
    Nie można z jednej strony mobilizować Polaków do oporu przeciw bezprawiu władzy, nie można uderzać w najbardziej poważne polityczne tony, straszyć zagrożeniem dla demokracji, po czym robić sobie przerwę i wyjeżdżać na wczasy. Trudno się dziwić, że dla wielu wyborców będzie to zachowanie w najlepszym wypadku niepoważne.

    Nie wiem, czy Ryszard Petru nie był w stanie ocenić tego ryzyka. Czy też liczył na to, że nikt go w samolocie do Portugalii nie zauważy i nie sfotografuje. W dobie, gdy każdy ma aparat w komórce, a dzięki mediom społecznościowym może swoje zdjęcie od razu udostępnić całemu światu nie można jednak liczyć na taką anonimowość. Dziś politycy muszą być dziesięciokrotnie bardziej ostrożni niż jeszcze dekadę temu.

    Trollerska wirówka

    Zwłaszcza, że współczesna polityka w Polsce nie jest grą fair. Każda okazja jest dobra, by uderzyć w przeciwnika. Media stają bardziej stabloidyzowane i brutalne. Zwłaszcza te prawicowe, które dziennikarstwo mylą często z politycznym trollingiem i z lubością powielają słabo sprawdzone, a pasujące im do narracji informacje. W ten sposób działa na przykład telewizja Jacka Kurskiego, ciągle zwłaszcza główne źródło (dez)informacji o Polsce i świecie, zwłaszcza dla starszych i gorzej wykształconych wyborców.

    Czytaj też: Wyjazd Petru: partyjny czy prywatny? Nowoczesna gubi się w oświadczeniach

    Petru od początku obecnej kadencji Sejmu był obiektem prawicowego trollingu. Faktem jest, że czasami sam się podkładał. Zaliczył kilka wpadek, palnął niejedną gafę. Z drugiej strony trudno znaleźć polityka, który gaf nie popełnia, a każda nieszczęśliwa wypowiedź Petru rozdmuchiwana była przez prawicowe media ponad wszelkie proporcje. Można się też spodziewać, że gdyby Petru gaf nie popełniał, byłby atakowany przez te same media, jako bezduszny cyborg.

    Wyjazd w środku kryzysu dostarcza „mediom niepokornym” nowej amunicji. Z Petru robią główny temat dnia i wałkują go na wszystkie sposoby, zadowolone z siebie tak, jakby pracujący w nich dziennikarze dokonali odkrycia na miarę afery Watergate. Nie wahają się przy tym wypuszczać w śliskie i niegodne aluzje na temat osobistego życia lidera Nowoczesnej.

    Wyśmiać ciamajdan

    Przede wszystkim mielą temat w trollerskiej wirówce tak, by Petru ostatecznie ośmieszyć. A przy okazji cały protest w Sejmie.

    Wobec kryzysu parlamentarnego z końca grudnia bliskie PiS media uprawiały dwie narrację. Jedna mówiła o puczu, próbie siłowego przejęcia władzy przez opozycję, zagłuszaniu sygnału TVP przez wrogie siły itd. Druga, wyśmiewała wydarzenia z Sejmu i ich aktorów, jako „Ciamajdan”, niepoważną ruchawkę nieudolnych i skompromitowanych polityków, którym nawet okupacja Sejmu nie wychodzi dobrze.

    Oczywiście, jedna narracja wyklucza z drugą. Albo mamy prawdziwy pucz albo „Ciamajdan”. Nie przeszkadzało to prawicowym mediom atakować opozycji za pomocą tych dwóch narracji jednocześnie. Tak jak propaganda putinowska, medialny front „dobrej zmiany” przyjmuje zasadę, że nieważne jak niespójne są nasze własne argumenty, ważne by wywołując chaos podważyły wiarę w argumenty przeciwnika.

    Czytaj też: #Misiewicze. Jak .Nowoczesna pogrążyła „dobrą zmianę” w spółkach skarbu państwa?

    Obrazek Petru na wczasach w środku kryzysu wzmacnia narrację „ciamajdanową”. Patrzcie – oto protest tak niepoważny, że nawet jego liderzy uznają, że nie ma on sensu i lepiej jechać na wczasy – mówią funkcjonariusze medialnego frontu „dobrej zmiany”.

    Nie wróży to wszystko dobrze rozwiązaniu obecnego kryzysu parlamentarnego.

    Potrzebne wyjście z klinczu

    A to on jest naprawdę fundamentalnie poważnym problemem polskiej sfery publicznej, nie noworoczny wyjazd Petru. I to nim się powinny zajmować media. Mamy bowiem budżet, który został przyjęty w sposób budzący spore wątpliwości co do jego legalności i podejrzenie co najmniej poważnego naruszenia zasad parlamentaryzmu przez marszałka Kuchcińskiego.

    Jeśli PiS nie wykona pół kroku w tył grozi nam scenariusz, w którym do końca kadencji będziemy mieli dwa parlamenty. Jeden kadłubowy PiS, w Sali Kolumnowej gładko przyklepujący kolejne ustawy; i drugi – opozycji. Taki stan rzeczy jeszcze bardziej oddali Polskę od standardów demokracji liberalnej. Normą w niej jest bowiem to, że opozycja bierze udział w parlamentarnych pracach i stanowieniu prawa.

    Oczywiście, Jarosław Kaczyński i jego sojusznicy w TVP, Polskim Radio i Republice będą się starali zrzucić winę za to na opozycję. Ta mogłaby z pewnością lepiej rozgrywać ten kryzys. Nie ma jednak wątpliwości, że to PiS – jako strona silniejsza, dysponująca władzą – powinien szukać konstruktywnych rozwiązań, dających się zaakceptować także przez drugą stronę. Zamiast znęcać się nad Petru w PiSowskich mediach, posłowie rządzącej partii powinni zająć się taką pracą.

    Oblał żonę perfumami i podpalił


    TVN24

    Oblał żonę perfumami i podpalił. Cały blok ewakuowali 0

    4 stycznia 2017, 12:31 59 

    śląska policja Pożar bloku socjalnego nagrał świadek Nocna akcja sześciu zastępów straży pożarnej, ewakuacja 50 lokatorów, doszczętnie spalone mieszkanie. Wszystko przez perfumy, którymi 50-latek oblał głowę swojej żony i podpalił. Groził jej, że to zrobi i poczekał, aż położyła się spać. We wtorek przed godz. 22 policję w Żorach zaalarmowała kobieta, że pali się w bloku socjalnym na ulicy Promiennej. Wysłani na miejsce mundurowi już w chwili dojazdu do budynku zauważyli, że z okna jednego z mieszkań na parterze wydobywają się gęste kłęby dymu i płomienie. Sylwester w hostelu z nieznajomymi. Para pobiła 36-latkę na śmierć. „Alkohol i zazdrość” 36-latka spędzała… czytaj dalej » Pożar szybko się rozprzestrzeniał. Policjanci błyskawicznie przystąpili do ewakuacji wszystkich 50 lokatorów z budynku. Gdy pomagali im opuścić mieszkania, podbiegła do nich 40-letnia kobieta. – Mąż próbował mnie podpalić – miała oświadczyć stróżom prawa. Mundurowi zatrzymali 50-letniego sprawcę podpalenia. W tym samym czasie na miejscu pojawiło się 6 zastępów straży pożarnej i pogotowie. Położyła się do łóżka, wtedy spełnił groźbę 50-latek w chwili zatrzymania miał ponad 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu, poparzone palce dłoni i przedramię. Mężczyzna jednak nie zgodził się na udzielenie mu pomocy medycznej. Trzeźwieje w policyjnym areszcie, dlatego jeszcze nie został przesłuchany. – Małżeństwo mieszka w Żorach od niedawna. Dlatego na razie nic nie wiemy, czy przemoc domowa była tam wcześniej. Wiadomo, że sprawca podpalenia był karany za kradzieże – mówi Kamila Siedlarz, rzeczniczka żorskiej policji. Jak wstępnie ustalili policjanci, zanim doszło do pożaru małżonkowie pokłócili się. 50-latek w czasie awantury zagroził żonie, że ją spali. Groźbę spełnił, gdy kobieta położyła się w łóżku i próbowała zasnąć. Wtedy mężczyzna oblał jej głowę perfumami i podpalił. Dzięki refleksowi 40-latka uniknęła poważnych oparzeń. Miała tylko spalone włosy i okopconą twarz. Jednak doszczętnie spłonęło jej mieszkanie. Ogień zajął tapczan, a następnie wszystkie pomieszczenia i zmusił małżonków do ucieczki. Po zakończeniu akcji ratowniczej wszyscy lokatorzy mogli wrócić do swoich mieszkań. Nic im się nie stało. 40-letnia ofiara podpalacza znalazła schronienie u znajomych. Jej oprawcą po wytrzeźwieniu zajmą się śledczy. O treści zarzutów i dalszym losie 50-latka zadecyduje prokurator.

    Źródło: śląska policja Blok po akcji ratowniczej

    Autor: mag/i /

    Źródło: TVN 24 Katowice

    (http://www.tvn24.pl)

    Komorowski pojechał na przegląd okresowy


    TVN24

    Bronisław Komorowski w szpitalu

    04 stycznia 2017, 17:37

    Komorowski przechodzi badania w szpitalu Były prezydent Bronisław Komorowski trafił na rutynowe badania do Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie – poinformował współpracownik byłego prezydenta Jerzy Smoliński. Również Instytut Bronisława Komorowskiego zamieścił w środę na Facebooku potwierdzenie, że były prezydent przebywa w szpitalu, gdzie przechodzi badania.   Według nieoficjalnych informacji Bronisław Komorowski trafił do szpitala ze względu na gorsze samopoczucie. Teraz czuje się dobrze, ale lekarze zatrzymali go co najmniej do czwartku, by dobrze przebadać pacjenta.

    Autor: mart\mtom /

    Źródło: PAP

    (http://www.tvn24.pl)

    Austriaczki napastowane przez macantów


    SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

     

    Austria: skargi o napastowanie seksualne w noc sylwestrową w Innsbrucku

    04.01.2017 16:46

    • Austriacka policja prowadzi dochodzenie w sprawie bezprecedensowej liczby skarg o napastowanie seksualne przez grupę mężczyzn w sylwestrowy wieczór w stolicy Tyrolu Innsbrucku. Skargi wniosło 18 kobiet – podała w środę lokalna policja.

    (zdjęcie ilustracyjne)

    (zdjęcie ilustracyjne)Foto: FLICKR/α/CC BY 2.0

    Kobiety twierdzą, że zostały otoczone przez grupę dziesięciu mężczyzn podczas sylwestrowej zabawy na głównym placu w Innsbrucku, gdzie zgromadziło się 25 tys. ludzi – powiedział funkcjonariusz policji Ernst Kranebitter, dodając, że nic podobnego nie miało tam dotąd miejsca.
    – Tańczyli wokół ofiar i nagle rzucili się na nie, chwytając za piersi lub wpychając im ręce między nogi. Dlatego trudno było to zauważyć innym uczestnikom świętowania – powiedział. 

    (Film – Zuchwałe ataki na kobiety w Niemczech. Policja: Nie mieliśmy do tej pory z czymś takim do czynienia. Źródło: DE RTL TV/X-NEWS)

    Podejrzani o agresję seksualną byli, jak powiedział Kranebitter, starszymi nastolatkami.
    Amatorskie nagranie wideo tej napaści nie pomogło w zidentyfikowaniu sprawców, ponieważ jest nieostre.

    Rok po napaściach w Kolonii
    Do incydentu w Innsbrucku doszło w rok po wydarzeniach w Kolonii, gdzie w poprzedniego sylwestra doszło do masowych napaści seksualnych i napadów rabunkowych na kobiety. Sprawcami byli głównie imigranci z Afryki Północnej.

    (Film – Po serii napadów na kobiety szef policji w Kolonii przeniesiony na wcześniejszą emeryturę. Źródło: DE RTL TV/TVN)

    W Wiedniu, żeby nie dopuścić do podobnych incydentów, policja rozdała kobietom 6 tys. kieszonkowych alarmów.
    W całej Austrii na czas świętowania Nowego Roku zwiększono w związku z atakiem terrorystycznym w Niemczech obecność sił policyjnych. 

    dcz

    Zobacz więcej na temat: świat austria europa

    “Deutsche Welle” przyznała na Twitterze, że nie odpowiada jej… polski rząd


    środa, 4 stycznia 2017 roku

     


    wPolityce.pl

     

    Miłujące porządek i dokładność niemieckie media starają się „porządnie i dokładnie” dyskredytować obraz Polski rządzonej przez PiS

    opublikowano: 29 minut temu · aktualizacja: 2 godziny temu

    fot. YouTubefot. YouTube

    Tego jeszcze nie było: redakcja Deutsche Welle przyznała na Twitterze, że nie odpowiada jej… polski rząd.

    Dla ścisłości, określiła to jako „niesprzyjanie”… Podobno nie jej niesprzyjanie. Kto nie sprzyja i komu? Tu pojawia się problem. Gdy spytałem bezpośrednio szefa sekcji polskiej w DW Bartosza Dudka, jak tłumaczy wpis jego redakcji, odpowiedział (pisownia zgodna z oryginałem):

    Niestety to jest przekręcona i wyjęta z kontekstu wypowiedź. Jej sens był taki: obecny polski rząd nie ma w Niemczech dobrej prasy z czym Pan się chyba zgodzi .

    Jasne? Jasne! W twitterowej wymianie zdań redakcji DW z internautami było też, że nie wszyscy Polacy popierają PiS… Pominę milczeniem fakt, że nie wszyscy Niemcy popierają koalicyjny rząd CDU/CSU-SPD Angeli Merkel, około połowa wyborców w RFNodsunęłaby ją najchętniej od władzy, bo nie w tym rzecz. Sprawa dotyczy percepcji wyłonionych w demokratycznych wyborach polskich władz, ich wizerunku kształtowanego w Niemczech przez niemieckie media.

    Napisać i powiedzieć można wszystko. Dla przykładu, dziennikarka telewizji publicznej ARD Griet von Petersdorff poinformowała z Warszawy w „korespondencji” na temat okupowania polskiego parlamentu przez część opozycji, że „w Wigilię do Sejmu zabrano dzieci”… Żeby było bardziej poruszająco, ażeby uzmysłowić przecietnym Schmidtom i Millerom jak wielka jest determinacja antypisowskiego sojuszu Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, zilustrowano to zdjęciami zdesperowanych, koczujących w Sejmie rodziców z kalekimi dziećmi, którzy w 2014 r. domagali się od rządu PO-PSLnależytej troski państwa i pomocy w ich trudnej sytuacji.

    Obrazki poszły w świat i nikt tego już nie cofnie. Gdyby nie interwencja z polskiej strony, nikt też pewnie nie próbowałby prostować tej manipulacji. Skończyło się na oświadczeniu ARD, że jej przykro, że z dostępnego w internecie materiału wycięto „pomyłkową” ilustrację. Do ilu z milionów tych, którzy ją wcześniej zobaczyli, dotarło to „sprostowanie”? To samo można powiedzieć o ZDF, drugim kanale telewizji publicznej, który z wyroku polskiego sądu miał opublikować na głównej stronie swego portalu przeprosiny za użyte sformułowanie… „polskie obozy zagłady”. Stacja zamieściła je jako grafikę, której nie pojawia się automatycznie w przeglądarce internetowej…

    Ot, takie niby pomyłki Niemców, tak ceniących sobie porządek i dokładność. Jak wygląda ów porządek i dokładność w doniesieniach i komentarzach na temat sytuacji w naszym kraju? Można by to ująć w zdaniu: należy „porządnie i dokładnie” dowalać polskiemu rządowi.

    Prawo i Sprawiedliwość jest solą w oczach niemieckich mediów już od dawna. Doświadczyli tego zarówno prezes tej partii, były premier RP Jarosław Kaczyński, jak i jego brat Lech Kaczyński. Zanim śp. prezydent po raz pierwszy przyjechał do Berlina, już miał przyszyte przez zaodrzanskie media łaty nienawidzącego Niemców szaleńca, katofundamentalisty, nacjonalisty i homofoba. „Lesbijki i pederaści żyją w Polsce niebezpiecznie”, grzmiał „Der Spiegel””; miliony Niemców dowiedziało się z tego tygodnika, jak to polscy geje byli rzekomo ścigani przez policję konną, bici i wyrzucani z pracy „Prześladowani przybyli nad Szprewę, aby demonstrować przeciw deptaniu praw homoseksualistów i innych mniejszości” w Polsce, zagrzewał „Spiegel”. Za ilustrację do tego „komentarza” posłużyło zdjęcie grupy polskich gejów, którzy przywieźli i rozpostarli przed Ambasadą RP (sic!) transparent z napisem: „Czemu chcecie nas wysłać do gazu?”

    Ten paskudny „happening” na wyjeździe Polaków kochających inaczej miał się stać i stał się w niemieckich mediach zdarzeniem pierwszoplanowym. Gdy Lech Kaczyński usiłował wygłosić na Uniwersytecie Humboldta referat pt. „Solidarna Europa”, w hallu nie mieścił się tłum fotoreporterów z całego świata. Dziwnym sposobem do auli udało się wedrzeć grupie homoseksualistów, którzy wrzaskami i gwizdami przez godzinę nie dopuszczali prezydenta do głosu. Kaczyński nie opuścił sali, (co byłoby jak najbardziej uzasadnione), czekał na uciszenie awanturników przez policję. Potem długo tłumaczył zebranym, że nie ma nic przeciw zjednoczonej Europie, lecz z poszanowaniem interesów państw członkowskich UE, bez narodowych egoizmów i tracenia z oczu tych, którzy pukają do jej drzwi. Ówczesny prezydent Horst Köhler przeprosił gościa z Polski za „zajście” i skomentował, że pod przemyśleniami Lecha Kaczyńskiego mógłby podpisać się każdy niemiecki polityk. Jednak w medialnych relacjach więcej miejsca zajęła gejowska burda, niż treść wystąpienia prezydenta RP i jego niemieckiego odpowiednika.

    Na marginesie mogę dodać, że w tym samym czasie minister spraw socjalnych Badenii-Wirtembergii Andreas Renner stracił posadę za patronat nad paradą gejów i lesbijek, jednak protestów przeciw jego zdymisjonowaniu nie było. Niemieckie media milczały też o nakazie ministra obrony RFN dla żołnierzy, by omijali z daleka gejowskie przybytki – jak uzasadniano, chodziło o uniknięcie „negatywnego wizerunku Bundeswehry”. Za okrzyknięcie Polski przez niemieckie media enfant terrible demokracji wystarczyło odwołanie Parady Równości w Poznaniu, notabene przez rządzącą tam wówczas spółkę PO i SLD, co pomijano w doniesieniach niemieckiej prasy…

    Medialne „relacje” z gejowsksiej hecy w Berlinie znalazły odbicie w innych krajach. W oparciu o niemiecka prasę francuski „Le Monde” czy belgijski „Le Soir” opisywały Lecha Kaczyńskiego, jako personifikację zacietrzewionego, polskiego nacjonalisty i prześladowcy mniejszości seksualnych. W tekstach „Spiegla” prezydent był „małym człowieczkiem w przydużym garniturze, który nie krył populistycznych poglądów”. Głośnym echem odbiła się publikacja niszowego, lewackiego dziennika „die tageszeitung” („taz”), który przedstawił w karykaturze głowę państwa polskiego, jako ziemniaka. Po fali oburzenia w Polsce gazeta przeprosiła… kartofla za porównanie do prezydenta RP. Na braciach Kaczyńskich i rządzie PiS nie zostawiano suchej nitki, im gorszy był ich obraz, tym „lepiej”… W niemieckich mediach z najweselszego baraku w obozie socjalistycznym staliśmy się najśmieszniejszym w całej UE. Dla przykładu, „Die Welt” zafundował czytelniom instrukcję, co powinni zrobić, aby Polacy ich polubili: zastąpić papieża Josepha Ratzingera spreparowanym trupem Karola Wojtyły, ufundować nam rurociąg z wódką z Rosji, zostawiać dla polskich złodziei otwarte auta itp. Niemcy uczyli nas swego osobliwego poczucia humoru…

    Przykłady można mnożyć. Powód był i jest jeden: PiS odrzucało i odrzuca bezwolne posłuszeństwo wobec Berlina i nie tylko, i otwarcie zapowiedziało i broni polskich interesów. Choć istniał niemiecko-francusko-polski Trójkąt Weimarski, rzekomo partnerskie Niemcy nie uznały za stosowne wtajemniczanie naszego kraju w ich umowę z Rosjanami o budowie gazociągu Nord Stream, zaś francuski prezydent Jacques Chirac zalecał nam (na marginesie konfliktu irackiego), trzymanie języka za zębami w sprawach międzynarodowych. Co więcej, Berlin i Paryż wywróciły do góry nogami ustalenia ze szczytu UE w Nicei i przygotowały bez żadnych konsultacji z polskim „partnerem” projekt eurokonstytucji, osłabiający naszą siłę głosu. Gdy w tym kontekście prezydent Kaczyński zrezygnował z udziału w fecie z okazji piętnastolecia „Trójkąta”, będącego tylko propagandową wydmuszką, posypały się na niego kolejne gromy. Bulwarowy „Bild” kwitował, że Polską rządziły „jadowite karły” (bracia Kaczyńscy) zatruwające klimat w Europie, a „Frankfurter Allgemeine Zeitung” rozpisywał się o „polskiej bandzie krwi”’.

    Prezydent Köhler, zahaczony przeze mnie na jednej z konferencji o tak skrajnie negatywny obraz Polski w niemieckich mediach, przyznał do mikrofonów, że także go to „zaniepokoiło”, że zlecił analizę artykułów rodzimej prasy i stwierdził, iż faktycznie nie było w niej pozytywnych treści. Zastrzegł jednak, że nieprzychylne teksty nie były… „zorganizowaną akcją”. Ten medialny lincz zapewne „akcją” nie był, wystarczyły sygnały z  wygranej w 2005r. kampanii wyborczej PiS, że Polska nie będzie podporządkowywała się dektatom zagranicy. Mówiąc wprost, im gorszy był wizerunek naszego kraju, tym słabsza pozycja na arenie międzynarodowej, w tym przy załatwianiu kwestii spornych z Niemcami.

    Zabieganie o własne interesy przez Berlin, Paryż czy Londyn było czymś normalnym, w przypadku Polski każdy głos w naszym narodowym interesie poczytywany był za niewdzięczność wobec UE, „której Polacy zawdzięczają prawie wszystko” – komentował „Die Welt” i inne, opiniotwórcze gazety. Niewdzięczna Polska, jak dorzucał „Spiegel”, stała się „warchołem Europy”, gotowym „wysadzić w powietrze cały proces integracji”. Rzecz jasna, ani słowa o tym, że dla samych Niemiec nasz kraj stał się blisko 40 mln rynkiem zbytu dóbr wszelakich, celem gospodarczej ekspansji niemieckich firm i ich zysków bez obciążeń podatkowych, z tanią siłą roboczą.

    Dalszy ciąg na następnej stronie ===>

    12

    następna strona »

    Zdjęcie Piotr Cywiński

    autor: Piotr Cywiński

    Dziennikarz, publicysta, reporter i autor książek. Specjalizuje się w problematyce międzynarodowej. Wieloletni komentator parlamentarny, akredytowany w Bonn, Brukseli i Berlinie, autor licznych wywiadów z szefami rządów państw UE, Komisji Europejskiej i NATO, a także reportaży z krajów Europy, Azji i Afryki, w tym z terenów objętych wojną, m.in. z Bałkanów i Ruandy. W latach 1989-2011 pracował w tygodniku „Wprost”, następnie był komentatorem „Uważam Rze”. Opublikował książki „Sezon na Europę” i „Koniec Europy” (napisane wspólnie z Rogerem Boyesem z „The Times”). Publikuje także w opiniotwórczej prasie zagranicznej. Obecnie jest stałym publicystą-komentatorem tygodnika „Sieci” i portalu wPolityce.pl.

    Sprofanowali w Humaniu symbol kultu religijnego


    Humań, zniszczony krucyfiks. Fot. facebook.com

    Ukraina: nastoletni obywatele Izraela sprofanowali krucyfiks w Humaniu

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Środa, 04 stycznia 2017 o godz. 10:10:41

    Ukraińska policja zatrzymała dwóch nastoletnich braci, obywateli Izraela, którzy w Sylwestra mieli zniszczyć i sprofanować pamiątkowy krucyfiks w Humaniu.

     

    31 grudnia w Humaniu zgłoszono uszkodzenie i sprofanowanie krucyfiksu, postawionego w 2013 roku nad brzegiem stawu z okazji 1025. rocznicy chrztu Rusi. Gipsowa figurka Chrystusa została zerwana z drewnianego krzyża.

    Jak poinformował rzecznik prasowy policji obwodu czerkaskiego, policja zatrzymała w Humaniu dwóch podejrzanych: braci, obywateli Izraela w wieku 16 i 18 lat. Ukraińska policja poszukuje jeszcze trzeciego sprawcy. Zatrzymanym grozi kara pozbawienia wolności do ośmiu lat.

    Wspomniany krucyfiks został sprofanowany także wcześniej, niedługo po jego postawieniu. W gipsowej figurze Chrystusa wyryto obraźliwe słowa w języku hebrajskim. Sprawców nie zdołano ująć. Części społeczności żydowskiej nie podoba się, że krzyż postawiono w rejonie, gdzie odbywają się ich rytualne kąpiele.

    Jak informowaliśmy wcześniej, w grudniu grupa napastników zaatakowała w nocy żydowskich pielgrzymów w synagodze w Humaniu, przy grobie rabina Nachmana z Bracławia. Rozpylili gaz łzawiący, rozlali farbę przypominającą krew i podrzucili świński łeb z wyrytą swastyką. Dwóch obywateli Izraela trafiło do szpitala, podaje rabin Yisrael Elhadad z synagogi w miejscu grobu  Rabbiego Nachmana z Bracławia. Jego zdaniem napastnikami byli „neonaziści”.  Portal Izrus podaje z kolei, że do synagogi wdarła się grupa ukraińskich nacjonalistów, którzy zagrozili obecnym tam Żydom zastosowaniem przemocy. Oburzeni izraelscy politycy wzywali władze Ukrainy do reakcji.

    W przeszłości dochodziło już do starć pomiędzy miejscowymi a pielgrzymami. W kwietniu jeden z przywódców ukraińskich Żydów ujawnił, że hotel w Humaniu odmawiał przyjmowania Żydów, powołując się na incydent, w wyniku którego żydowscy pielgrzymi zdemolowali jeden z pokoi hotelowych. Sami Żydzi skarżą się z kolei na ukraińskich nacjonalistów, którzy w ostatnich latach zorganizowali kilka wieców przeciwko ich obecności w mieście. Oburzyły ich również plany ustawienia krzyża w rejonie, w którym żydowscy pielgrzymi odbywają rytualne kąpiele. Oskarżają też miejscowych Ukraińców, że celowo rozsypują tam na dnie potłuczone szkło.

    Z kolei w czerwcu br., jak informowaliśmy, pijani obywatele Izraela strzelali do przechodniów. W zamieszkach, które wybuchły w Humaniu po tym, jak przypadkowy ukraiński przechodzień został trafiony pociskiem wystrzelonym z wiatrówki, wzięli udział m.in. działacze neobanderowskiej Swobody, a także ortodoksyjni Żydzi.

    Zik.ua / pravda.com.ua / procherk.info / Kresy.pl

    Sukcesy Anielicy zza Odry


     

    Urbanowicz Haft - od 01.01.2017

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    ŚRODA 04 STYCZNIA

    „Sukcesy” polityki Angeli Merkel: zamachy, gwałcone kobiety i dzieci. Tak imigranci ubogacili Niemcy

    Data publikacji: 2017-01-04 11:30

    Data aktualizacji: 2017-01-04 09:45:00

    „Sukcesy” polityki Angeli Merkel: zamachy, gwałcone kobiety i dzieci. Tak imigranci ubogacili  Niemcy

    http://media2.s-nbcnews.com/

    Polityka „otwartych ramion” prowadzona przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel okazała się być tragiczna w skutkach dla zarządzanego przez nią państwa. Tylko w ubiegłym roku, z udziałem tak serdecznie witanych uchodźców, doszło do 7 zamachów, w których zginęły 22 osoby, a 112 zostało rannych.

    Jak przypomina „Gazeta Polska”, za zamachami – przeprowadzanymi na róże sposoby – stało tzw. Państwo Islamskie, a wykonawcami najczęściej byli azylanci z Syrii lub Afganistanu. Jednakże ponadmilionowa fala imigrantów, to także inne, przemilczane problemy. To seksualne napaści i gwałty, także na nieletnich.

    Według danych przytaczanych przez „GP” w ubiegłym roku w Niemczech i Austrii odnotowano w sumie 2788 napaści seksualnych i gwałtów, których sprawcami byli uchodźcy. Niemal trzecia część tych przestępstw dotyczyła nieletnich. O takich przypadkach w niemieckich mediach się nie mówi z uwagi na „polityczną poprawność”.

    „Do przemocy seksualnej na dzieciach dochodzi nie tylko w mieszkaniach i miejscach publicznych lecz także w samych ośrodkach dla uchodźców” – pisze „GP”, wymieniając tragiczną dla dzieci listę zdarzeń z udziałem importowych zboczeńców.

    Wymiar sprawiedliwości jest bezradny wobec napastników kierujących się „nagłą potrzebą seksualną” i potem wyrażających ogromne zdziwienie, że ich czyny kogokolwiek oburzają. „GP” przytacza tu przykład Irakijczyka, który zostawił w domu rodzinę, pojechał do Europy i po czterech miesiącach zgwałcił 10 – letniego chłopca, bo naszła go „nagła seksualna potrzeba” i tłumaczył się, że „od czterech miesięcy nie uprawiał seksu”. Bez żadnej skruchy przyznał się do stawianych mu zarzutów.

    Źródło: „Gazeta Polska Codziennie”

    MA

    Read more: http://www.pch24.pl/sukcesy-polityki-angeli-merkel–zamachy–gwalcone-kobiety-i-dzieci–tak-imigranci-ubogacili–niemcy,48559,i.html#ixzz4UnkLECf0

    Zachodni historycy o manipulacjach W. Wiatrowycza, szefa IPN w Kijowie


    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Rozmyślania w blogu…

    Zachodni historycy o manipulacjach W. Wiatrowycza, szefa IPN w Kijowie

    You are here:

    1. Home
    2. Rozmyślania w blogu

    Josh Cohen, artykuł w Foreign Policy, 2 maja 2016 r., zachodni historycy wystawiają „laurkę” Wjatrowyczowi.

    d gz13a

    The Historian Whitewashing Ukraine’s Past

    Historyk wybiela przeszłość Ukrainy

    Wołodymyr Wjatrowycz wymazuje rasistowską i krwawą kraju historię — usuwając pogromy i czystki etniczne z oficjalnych archiwów.

    Jeśli chodzi o politykę i historię, dokładna pamięć może być rzeczą niebezpieczną.

    Na Ukrainie, ponieważ kraj ten zmaga się ze swoją tożsamością, jest to podwójnie prawdziwe. Podczas gdy ukraińskie partie polityczne starają się przepchnąć kraj w kierunku Europy lub Rosji, młody, rozwijający się ukraiński historyk o nazwisku Wołodymyr Wjatrowycz ulokował się w centrum tej walki. Propagując nacjonalistyczną, rewizjonistyczną historię, gloryfikującą dążenie kraju do niepodległości — oczyszczając krwawe i oportunistyczne jej rozdziały — Wjatrowycz próbuje przeredagować współczesną historii kraju w celu wybielenia zaangażowania ukraińskich grup nacjonalistycznych w Holokauście i w masowej czystce etnicznej Polaków podczas II wojny światowej. I właśnie teraz on zwycięża.

    W maju 2015 roku Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał ustawę, która zleciła przekazanie całości materiałów archiwalnych kraju, z „sowieckich organów represji”, takich jak KGB i jego następczyni, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), do organizacji rządowej noszącej nazwę Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej. Prowadzony przez młodego naukowca — i zobowiązany do „realizacji polityki państwa w dziedzinie przywracania i zachowania narodowej pamięci narodu ukraińskiego” — Instytut otrzymał miliony dokumentów, w tym informacje na temat dysydentów politycznych, kampanii propagandowej przeciwko religii, działalności ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, działalności wywiadowczej i kontrwywiadowczej KGB i spraw karnych związanych z czystkami stalinowskimi. Pod ochroną ustawy o archiwach, jednej z czterech „ustaw pamięci” napisanych przez Wjatrowycza, łagodnie brzmiący mandat instytutu jest jedynie przykrywką do prezentowania tendencyjnego i jednostronnego poglądu na współczesną historię Ukrainy — i zarazem jedynego, mogącego kształtować szlak, którym kraj podąży.

    Kontrowersje koncentrują się na dyskursie o historii II wojny światowej, który wzmacnia przekaz o zbrodniach sowieckich i gloryfikuje nacjonalistycznych bojowników ukraińskich, jednocześnie eliminując z przekazu informacje o istotnej roli odgrywanej przez nich w czystce etnicznej Polaków i Żydów w latach 1941 – 1945, po nazistowskiej inwazji na ZSRR. Wizja historii Wjatrowycza zamiast tego opowiada o bojownikach – partyzantach, prowadzących odważną walkę o niepodległość Ukrainy z przytłaczającą potęgą sowiecką. Wysyła również przekaz do obywateli nie identyfikujących się z etniczno-nacjonalistycznymi twórcami mitów narodowych – licznych rosyjskojęzycznych mieszkańców wschodniej Ukrainie, którzy nadal celebrują heroizm Armii Czerwonej podczas II wojny światowej – że to oni są po stronie zła. Mówiąc bardziej dosadnie, naukowcy obawiają się teraz, że grożą im represje za nie przestrzeganie oficjalnej linii – lub za wytykanie Wjatrowyczowi jego historycznych, zniekształcających rzeczywistość, manipulacji. Pod panowaniem Wjatrowycza kraj może zostać skierowany na drogę prowadzącą do nowej i przerażającej epoki cenzury.

    Choć wydarzenia sprzed 75 lat mogą wydawać się odległą historią, stanowią dużą część wojny informacyjnej szalejącej pomiędzy Rosją i Ukrainą.

    Rewizjonizm koncentruje się na dwóch ukraińskich grupach nacjonalistycznych: Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), które walczyły o utworzenie niepodległej Ukrainy. W czasie wojny grupy te zabiły dziesiątki tysięcy Żydów i przeprowadziły brutalną kampanię czystek etnicznych, w wyniku której zginęło nie mniej niż 100 tysięcy Polaków. Utworzona w 1929 roku w celu uwolnienia Ukrainy spod kontroli sowieckiej, OUN przyjęła definicję etnicznie czystego narodu ukraińskiego. Po agresji nazistowskiej na Związek Radziecki w 1941 roku OUN wraz ze swoim charyzmatycznym liderem, Stepanem Banderą, z zadowoleniem przyjęła informację o inwazji traktując ją jako krok ku niepodległości Ukrainy. Członkowie OUN przeprowadzili pogrom we Lwowie, który kosztował życie 5000 Żydów, a bojówki OUN odegrały ważną rolę w aktach przemocy wobec ludności żydowskiej na zachodniej Ukrainie. Szacuje się, że w tych pogromach zginęło łącznie nawet do 35.000 Żydów.

    Jednak Hitler nie był zainteresowany przyznaniem Ukrainie niepodległości. W 1943 r. OUN siłą przejęła kontrolę nad UPA i zadeklarowała się jako przeciwnik zarówno wycofujących się Niemców, jak i nadchodzących Sowietów. Wielu żołnierzy UPA już wcześniej wspierało nazistów w charakterze ukraińskiej policji pomocniczej w eksterminacji setek tysięcy Żydów na zachodniej Ukrainie w 1941 i 1942 roku, i oni teraz stali się żołnierzami piechoty w kolejnej rundzie czystek etnicznych na zachodniej Ukrainie od 1943 do 1944 roku, w tym czasie skierowanej głównie przeciwko Polakom. Gdy w 1944 roku zbliżali się Sowieci, OUN wznowiła współpracę z Niemcami i kontynuowała walkę z Sowietami w latach 1950., aż ostatecznie została zniszczona przez Armię Czerwoną.

    To dziedzictwo poświęcenia w walce przeciwko Sowietom nadal skłania wielu ukraińskich nacjonalistów do postrzegania Bandery i OUN-UPA jako bohaterów, których męstwo podtrzymywało przy życiu marzenie o ukraińskiej państwowości.

    Teraz, gdy Ukraina stara się uwolnić z uścisku Rosji, ukraińscy nacjonaliści dostarczają maszynie propagandowej Kremla pożywki na poparcie twierdzenia, że post-rewolucyjna Ukraina jest opanowana przez faszystów i neonazistów. Nowa ustawa ostrzegająca ludzi „publicznie demonstrujących lekceważący stosunek” wobec tych grup lub „negujących zasadność” walki o niepodległość Ukrainy w XX wieku, że będą ścigani przez prawo (choć wymiar kary nie został określony), oznacza również, że niepodległa Ukraina jest częściowo budowana na sfałszowanej narracji Holokaustu.

    Poprzez przekazanie kontroli nad archiwami narodowymi Wjatrowyczowi nacjonaliści ukraińscy upewnili się, że zarządzanie pamięcią historyczną narodu jest teraz we „właściwych” rękach.

    _MG_903bm


    Na początku swojej kariery był zdolnym i obiecującym nowicjuszem. Uzyskał tytuł naukowy, będący odpowiednikiem tytułu doktora, na Uniwersytecie Lwowskim, znajdującym się w zachodnio-ukraińskim mieście, gdzie się urodził. Jest elokwentny i wypowiada się z pasją, choć czasami nie potrafi opanować emocji. 35-letni naukowiec stawiał pierwsze kroki w nauce w Centrum Badań Wyzwoleńczego Ruchu, znanym pod ukraińskim skrótem CDWR, organizacji założonej w celu promowania heroicznej narracji o OUN-UPA, gdzie rozpoczął pracę w 2002 r. W tym samym roku został dyrektorem organizacji. W tym czasie opublikował książki gloryfikujące OUN-UPA, stworzył programy mające pomóc młodym ukraińskim uczonym w promowaniu nacjonalistycznego punktu widzenia i utrzymywał kontakty z ultra-nacjonalistami z diaspory, którzy w dużej mierze finansują CDWR.

    W 2008 roku, pomimo jego roli w CDWR, Wiktor Juszczenko, ówczesny prezydent, mianował Wjatrowycza szefem archiwów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Juszczenko uczynił promocję mitologii OUN-UPA zasadniczą częścią swojego dziedzictwa, przepisując podręczniki szkolne, zmieniając nazwy ulic i uhonorowując przywódców OUN-UPA tytułami „bohaterów Ukrainy”. Jako wiodący menedżer pamięci przy boku Juszczenki  – zarówno w CDWR jak i w SBU – Wjatrowycz był prawą ręką prezydenta w tej krucjacie. Kontynuował nacisk na sponsorowaną przez państwo ukraińskie heroiczną prezentację OUN-UPA i jej przywódców, Bandery, Jarosława Stećki i Romana Szuchewycza. „Ukraińskie zmagania o niepodległość są jednym z filarów naszej narodowej samoidentyfikacji”, napisał Wjatrowycz w czasopiśmie Prawda w roku 2010 r. „Ponieważ bez UPA, bez Bandery, bez Szuchewycza, nie byłoby współczesnego państwa ukraińskiego, nie byłoby współczesnego narodu ukraińskiego”. Wjatrowycz jest również często cytowany w ukraińskich mediach, posuwając się nawet tak daleko, aby bronić ukraińskiej dywizji SS Galizien, która w czasie II wojny światowej walczyła po stronie nazistów.

    Po zwycięstwie wyborczym Wiktora Janukowycza w 2010 roku Wjatrowycz zniknął z pola widzenia. Janukowycz pochodził ze wschodniej Ukrainy, był przyjacielem Rosji i nie podzielał nacjonalistycznej interpretacji historii młodego naukowca. W tym okresie Wjatrowycz spędzał czas w Ameryce Północnej, uczestniczył w serii wykładów, jak również pracował krótko w charakterze pracownika naukowego w Instytucie Badań Ukraińskich Harvarda, (Harvard Ukrainian Research Institute, HURI). Kontynuował również swoją działalność akademicką, pisząc książki i artykuły promujące heroiczną narrację o OUN-UPA. W 2013 roku starał się rozbić i zakłócić warsztaty na temat ukraińskiego i rosyjskiego nacjonalizmu odbywające się w Instytucie Harrimana w Kolumbii. Kiedy rewolucja Majdanu odsunęła Janukowycza od władzy w lutym 2014 r, Wjatrowycz wrócił do ważnej gry na Ukrainie.

    W marcu 2014 roku Wjatrowycz został powołany przez Radę Ministrów na stanowisko szefa Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej — prestiżowa nominacja dla stosunkowo młodego uczonego. Jednak nie jest jasne, co doprowadziło do takiej decyzji. Poprzednia służby Wjatrowycza pod władzą Juszczenki niewątpliwie zapewniła mu niezbędne referencje od nacjonalistów; jego powołanie było najprawdopodobniej łupem politycznym nacjonalistów, którzy popierali rewolucję Majdanu. Nacjonaliści dostarczyli wielu umięśnionych osiłków do walki z siłami bezpieczeństwa Janukowycza w czasie rewolucji i tworzyli trzon prywatnych batalionów, takich jak Prawy Sektor, który odegrał kluczową rolę w walce z siłami separatystycznymi w Donbasie po rosyjskiej aneksji Krymu.

    Choć jego polityczna gwiazda nadal wznosiła się do góry, uczciwość Wjatrowycza jako historyka była powszechnie atakowana w krajach zachodnich, jak również przez wielu szanowanych historyków na Ukrainie. Według Jareda McBride’a, pracownika naukowego Instytutu Kennana i członka Memoriału-Muzeum Holokaustu Stanów Zjednoczonych (United States Holocaust Memorial Museum) „gloryfikacja OUN-UPA nie ma związku z historią jako nauką. Jest to aktualnie istniejący projekt polityczny konsolidujący bardzo jednostronny pogląd wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego, który realnie ma głęboki oddźwięk tylko w zachodniej Galicji”.

    Tak więc pomimo faktu, że punkt widzenia Wjatrowycza jest popularny na zachodniej Ukrainie, gdzie istnieje wiele pomników Bandery i nazw ulic (sama CDWR znajduje się przy ulicy Bandery we Lwowie), wielu Ukraińców na południu i wschodzie kraju nie ceni nacjonalistycznego dziedzictwa ery II wojny światowej. W Ługańsku, na wschodzie kraju, i na Krymie, lokalne samorządy zbudowały pomniki ofiar OUN-UPA. W związku z tym narzucenie nacjonalistycznej wersji historii na terenie całego kraju wymaga wykorzenienia przekonań i tożsamości wielu innych Ukraińców, którzy nie podzielają narracji nacjonalistów.

    Aby to osiągnąć, Wjatrowycz odrzucił wydarzenia historyczne niezgodne z tą narracją jako „sowiecką propagandę”. W jego książce z 2006 r., Stosunek OUN do Żydów: kształtowanie stanowiska na tle katastrofy, próbował uwolnić OUN od zarzutu kolaboracji w Holokauście, ignorując przeważającą masę literatury historycznej. Książka była dogłębnie i szeroko skrytykowana przez zachodnich historyków. Profesor University of Alberta, John-Paul Himka, jeden z czołowych badaczy historii Ukrainy od trzech dekad, opisał książkę jako „wykorzystującą szereg wątpliwych procedur: odrzucanie źródeł kompromitujących OUN, bezkrytycznie akceptowanie ocenzurowanych źródeł pochodzących ze środowisk emigracji OUN, nie rozpoznawanie antysemityzm w tekstach OUN”.

    Jeszcze bardziej niepokojąca, gdy chodzi o uczciwe zasady w archiwach Ukrainy w przyszłości pod władzą Wjatrowycza, jest jego zła sława wśród zachodnich historyków z powodu jego skłonności do domniemanego ignorowania lub nawet fałszowania dokumentów historycznych. „Naukowcy z jego zespołu pracowników publikują zbiory dokumentów, które zostały sfałszowane”, powiedział Jeffrey Burds, profesor historii rosyjskiej i sowieckiej na Northeastern University. „Wiem to, ponieważ widziałem oryginały, wykonane kopie i porównałem ich transkrypcje z oryginałami.”

    Burds opisał 898-stronicową książkę zawierającą transkrypcje dokumentów wykonanych przez jednego z kolegów Wjatrowycza, których on wykorzystuje do wspierania swojego twierdzenia, że udostępni z archiwów Ukrainy każdy dokument do wglądu dla naukowców. Burds jednak opisał książkę jako „pomnik oczyszczania i fałszowania przy pomocy usuwania słów, zdań, całych akapitów. Co zostało usunięte?” Burds kontynuuje. „Wszystko, co krytyczne dla ukraińskiego nacjonalizmu, przejawy niechęci i konfliktów wewnątrz kierownictwa OUN/UPA, sekcje, w których osoby przesłuchiwane współpracowały i składały zeznania przeciwko innym nacjonalistom, zapisy okrucieństw”.

    Doświadczenie Burdsa nie było niczym niezwykłym. Korespondowałem oraz przeprowadzałem wywiady z wieloma historykami przed napisaniem tego artykułu, a ich pretensje wobec Wiatrowycza były wyjątkowo zgodne: ignorowanie [dawno] ustalonych faktów historycznych, fałszowanie i preparowanie dokumentów i ograniczanie dostępu do archiwów SBU pod jego nadzorem.

    „Miałem problemy pracując w Archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, kiedy Wjatrowycz był za to odpowiedzialny”, powiedział Marco Carynnyk, ukraińsko-kanadyjski emigrant i wieloletni niezależny badacz historii ukraińskiej w XX wieku. „Mam też dowód, że Wjatrowycz sfałszował historyczny zapis w jego własnych publikacjach, a następnie znalazł wymówkę, aby nie pozwolić mi zobaczyć zapisy, które mogłyby to wykazać.”

    McBride powtarza poglądy Carynnyka, z zaznaczeniem: „Kiedy Wiatrowycz był głównym archiwistą w SBU, stworzył cyfrowe archiwum otwarte dla obywateli ukraińskich i obcokrajowców. Pomimo tego generalnie pozytywnego rozwoju, on i jego zespół zadbał, aby wykluczyć z archiwum wszelkie dokumenty, które mogą postawić w negatywnym świetle OUN-UPA, łącznie z ich zaangażowaniem w Holokaust i inne zbrodnie wojenne.”

    Jak można wnioskować na podstawie frustrujących doświadczeń tak wielu historyków, już doznanych z powodu Wjatrowycza, umieszczenie wszystkich najbardziej wrażliwych archiwów narodowych pod jego kontrolą wskazuje na to, że będzie tylko gorzej. W oparciu o jego historię, od Wjatrowycza można oczekiwać ścisłej kontroli, co jest – a co nie jest – dostępne w archiwach Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.

    przemawia dowódca Ukraińskiej Ochotniczej Armii


    Ukraińscy historycy otwarcie okazują irytację, gdy mowa o tym, jak nowa ustawa o archiwach wpłynie na ich badania. Związek Archiwistów Ukrainy wyraził sprzeciw wobec ustawy, a ukraiński historyk Stanisław Serhijenko traktuje ją jako okazję dla Wjatrowycza i jego Instytutu Pamięci do „zmonopolizowania i ograniczenia dostępu do pewnego znaczącego okresu warstw dokumentalnych, które nie są zgodne z jego prymitywną wizją współczesnej historia Ukrainy lub, w najgorszym przypadku, może doprowadzić do niszczenia dokumentów. Bezstronne badania sowieckiej historii, OUN, UPA, etc., będą niemożliwe.” Siedemdziesięciu historyków podpisało list otwarty do Poroszenki z prośbą o zawetowanie projektu ustawy zakazującej krytyki OUN-UPA. Wjatrowycz odparował: „Zaniepokojenie możliwą ingerencją polityków w dyskusje akademickie, co było jedną z głównych powodów napisania tego listu, jest bezzasadne.”

    Obawy Serhijenki jednak są zasadne, a niedawny incydent pokazuje naciski wywierane na ukraińskich historyków, aby wybielali zbrodnie OUN-UPA.

    Po opublikowaniu listu otwartego wnioskodawca ustawy Jurij Szuchewycz zareagował wściekłością. Szuchewycz, syn przywódcy UPA Romana Szuchewycza i wieloletni skrajnie prawicowy aktywista polityczny, wysłał list do Ministra Edukacji Serhija Kwita, twierdząc, że to „rosyjskie służby specjalne” wyprodukowały list i zażądał od „patriotycznych” historyków odcięcia się od niego. Kwit, także wieloletni działacz skrajnej prawicy i autor apologetycznej biografii jednego z głównych teoretyków ukraińskiego nacjonalizmu etnicznego, ze swojej strony złowieszczo podkreślił nazwiska ukraińskich historyków, sygnatariuszy, na swojej kopii listu. Następnie Kwit zwrócił się do co najmniej jednego z tych ukraińskich historyków, o ugruntowanej pozycji zawodowej i dobrze postrzeganego uczonego, i zażądał napisania odpowiedzi na list otwarty, jego potępienia i wycofania swojego stanowiska w tej sprawie.

    W liście napisano, że „litera i duch” czterech ustaw „są sprzeczne z jednym z najbardziej podstawowych praw politycznych: prawem do wolności słowa… W ciągu ostatnich 15 lat, Rosja Władimira Putina zainwestowała ogromne środki w upolitycznienie historii. Byłoby zgubne, gdyby Ukraina poszła tą samą drogą, choćby tylko częściowo lub tylko wstępnie.”

    Jeśli ukraińscy historycy nie mogą bezpiecznie podpisywać zwykłego listu nawiązującego do wolności słowa, to jaka jest szansa, że będą oni mogli przeprowadzać obiektywne badania na drażliwe tematy, gdy Wjatrowycz zdobył kontrolę nad kluczowymi archiwami narodowymi?

    W odpowiedzi na e-mail wysłany do Wjatrowycza w dniu 24 lutego 2016 r. (w którym zawiadomiłem go o zamiarze opublikowania tego artykułu, a także poprosiłem o komentarz odnośnie prezentowania ukraińskich organizacji nacjonalistycznych z czasów II wojny światowej na współczesnej Ukrainie) on stanowczo zaprzeczył oskarżeniom wysuniętym przeciwko niemu w tym artykule.

    Wjatrowycz nazwał zarzuty zachodnich historyków o ignorowanie lub fałszowanie dokumentów historycznych „bezpodstawnymi”. W odpowiedzi na pytanie o to, czy obawy Związku Archiwistów Ukrainy były uzasadnione, Wjatrowycz odpowiedział: „Podczas całej mojej pracy związanej z archiwami pracowałem wyłącznie na rzecz ich otwarcia, w związku z tym nie widzę żadnych powodów do obaw, że będę teraz ograniczać dostęp do nich.”

    W tej samej odpowiedzi Wjatrowycz zaprzeczył również, jakoby OUN i UPA dokonywały czystek etnicznych Żydów i Polaków po nazistowskiej inwazji na ZSRR, odrzucając oskarżenia jako „integralną część wojny informacyjnej ZSRR przeciwko ukraińskiemu ruchowi wyzwoleńczemu począwszy od II wojny światowej”.

    Chociaż Wjatrowycz przyznał (poprzez e-mail), że niektórzy członkowie OUN mieli antysemickie poglądy, to jednak argumentował, że „największą grupę członków OUN stanowili tacy, którzy uważali, że eksterminacja Żydów przez nazistów nie była ich problemem, ponieważ ich głównym celem była obrona ludności ukraińskiej przed niemieckimi represjami” W konkluzji napisał: „To z tego powodu [na początku 1943 r.] oni [OUN] stworzyli UPA. Oskarżenia, że żołnierze tej armii brali udział w Holokauście, są bezpodstawne, ponieważ w chwili jej powstania naziści prawie zakończyli zniszczenie Żydów.”

    Problem polega na tym, że obrona OUN i UPA przez Wjatrowycza nie uwzględnia szczegółowych dowodów przedstawionych przez wielu zachodnich historyków. Ideologia OUN była otwarcie antysemicka, opisując Żydów jako „przeważnie wrogie ciało w naszym narodowym organizmie” i używając takiego języka jak „zwalczamy Żydów jako zwolenników moskiewsko-bolszewickiego reżimu” i „Ukraina dla Ukraińców! … Śmierć moskiewsko-żydowskiej komunie!” W rzeczywistości, nawet przed nazistowską inwazją na Związek Radziecki, przywódcy OUN, tacy jak Jarosław Stećko, wyraźnie aprobowali niemieckie metody eksterminacji Żydów.

    57c9b01f045bc_p

    Logika Wjatrowycza w kwestii UPA również brzmi fałszywie. Setki zeznań ocalałych Żydów – liczne z nich zostały wyczerpująco udokumentowane przez Himkę – potwierdzają, że UPA dokonała rzezi wielu Żydów wciąż żyjących na zachodniej Ukrainie w 1943 r. Ponadto, podczas gdy Wjatrowycz przedstawia zabicie przez UPA od 70.000 do 100.000 Polaków w latach 1943-1944 jako skutek uboczny „wojny polsko-ukraińskiej”, dokumentacja historyczna ponownie mu zaprzecza. W rzeczywistości raporty UPA potwierdzają, że grupa ta zabijała Polaków tak samo systematycznie, jak naziści robili to z Żydami. Wysoki dowódca UPA Dmytro Kliaczkiwśkyj wyraźnie stwierdził: „Musimy przeprowadzić akcję likwidacyjną na dużą skalę przeciwko polskiemu elementowi. Podczas odwrotu armii niemieckiej powinniśmy znaleźć odpowiedni moment, aby zlikwidować całą męską populację w wieku między 16 a 60 rokiem życia.” Biorąc pod uwagę, że ponad 70 procent czołowych kadr UPA posiadało doświadczenie w mordowaniu w charakterze kolaborantów nazistowskich, nic z tego nie jest zaskoczeniem.

    Wrażenie, że debaty Wjatrowycza z zachodnimi historykami mają akademicki akademickich, jest  dalekie od prawdy. W czerwcu ubiegłego roku Minister Edukacji Kwit wydał dyrektywę do nauczycieli dotyczącą „konieczności podkreślania patriotyzmu i moralności działaczy ruchu wyzwoleńczego”, w tym prezentowania UPA jako „symbolu patriotyzmu i ducha ofiarnej walki o niepodległą Ukrainę”, a Bandery jako „wybitnego przedstawiciela narodu ukraińskiego”. Zupełnie niedawno Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej Wjatrowycza zaproponował, aby miasto Kijów zmieniło nazwy dwóch ulic na cześć Bandery i byłego naczelnego dowódcy zarówno UPA, jak i nadzorowanego przez nazistów batalionu Schutzmannschaft, Romana Szuchewycza.

    Konsolidacja demokracji ukraińskiej – nie wspominając o jej ambicji przystąpienia do Unii Europejskiej – wymaga od kraju uporania się z ciemniejszymi aspektami jego przeszłości. Ale jeśli Wjatrowycz podąży swoją drogę, to rozliczenie może nigdy nie nastąpić, i Ukraina nigdy się całkowicie nie rozliczy ze swojej skomplikowanej przeszłości.

    Faszystowskie i antysemickie hasła na marszu banderowców w Kijowie


    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Rozmyślania w blogu…

    Faszystowskie i antysemickie hasła ma marszu banderowców w Kijowie

    You are here:

    1. Home
    2. Rozmyślania w blogu

    List od Internauty

    Żadne polskie media nie napisały o antysemickich okrzykach na marszu neonazistów ku czci Bandery w Kijowie. Dlaczego? Pod linkiem można te okrzyki usłyszeć – fragment wideo. Nikt w Europie nie reaguje. Co na to GazWyb i Michnik?

    Zobacz video

    Na Marszu Bandery uczestnicy żądali wypędzenia Żydów z Ukrainy – wznosili okrzyki „Jude – Het’ ! „, pierwsze słowo zapożyczone od niemieckich nazistów oznacza Żydów, drugie słowo ukraińskie oznacza „precz!” albo „won!”

    W Kijowie, na marszu z pochodniami na cześć Stepana Bandery nacjonaliści zażądali wydalenia Żydów z Ukrainy, wykrzykując slogan „Jude – Het’ ! „.

    Odpowiedni fragment wideo opublikował dyrektor Ukraińskiego Komitetu Żydowskiego Eduard Doliński na swojej stronie na Facebooku.

    „Polecamy Państwa uwadze obejrzenie fragmentu wideo z wczorajszego [z 1 stycznia 2017] marszu z pochodniami na cześć urodzin Stepana Bandery, poświęconego rozwiązaniu kwestii żydowskiej” – napisał.

    On również zażartował, że „niektórzy eksperci” usłyszeli w okrzykach protestujących frazę „Jura – Hej”, zamiast „Jude – Het’ !”

    Przypomnijmy, że w Kijowie w dniu 1 stycznia setki zwolenników Bandery wzięli udział w marszu z pochodniami. Uczestnicy przemaszerowali przez centrum stolicy, nieśli na czele kolumny ogromny portret Bandery, a także transparenty z napisem „Zwyciężymy drugi Chanat Chazarski”, „Nasza religia – nacjonalizm! Nasz prorok – Stepan Bandera!” Wydarzenie odbyło się bez żadnych naruszeń. W sumie w akcji wzięło udział około 800 osób.

    Wiesław Tokarczuk

    Specjaliści od przestępstw z “nienawiści”


    Telewizja Republika.pl

     

    Bodnar próbował manipulować danymi dot. przestępstw z nienawiści? Policja odpowiedziała

     

    lml13:34 4 stycznia 2017

    Telewizja Republika

    Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar poinformował Radio ZET o rzekomym „trzykrotnym wzroście przestępstw z nienawiści dokonywanych wobec muzułmanów i Arabów”. Twierdził, że powołał się na oficjalne dane policji. Z oficjalnego Twittera policji rzekome „oficjalne” dane szybko obalono.

    3 sty

    Radio ZET NEWS

    @RadioZET_NEWS

    Trzykrotnie wzrosła liczba przestępstw z nienawiści wobec muzułmanów i Arabów – informuje RPO @Adbodnar, powołując się na dane policji

    Obserwuj

    Polska Policja @PolskaPolicja

    @RadioZET_NEWS@Adbodnar W 2015 roku odnotowano łącznie 768 przestępstw z art.119,256 i 257 KK a w 2016 o 3 mniej -765 przestępstw

    15:54 – 3 sty 2017

  • 2828 podanych dalej

  • 7373 polubienia

  •  

    Jak dalej poinformowała policja, wspomniane przez Bodnara przestępstwa z nienawiści stanowią zaledwie… 0,1 proc. wszystkich wszczętych postępowań w roku 2016…

    3 sty

    Radio ZET NEWS

    @RadioZET_NEWS

    Trzykrotnie wzrosła liczba przestępstw z nienawiści wobec muzułmanów i Arabów – informuje RPO @Adbodnar, powołując się na dane policji

    Obserwuj

    Polska Policja @PolskaPolicja

    @RadioZET_NEWS @Adbodnar 765 przestępstw (z art.119,256,257 kk) w 2016 roku w stosunku do 717141 wszczętych postępowań daje zaledwie 0,1%

    17:25 – 3 sty 2017

  • 1616 podanych dalej

  • 7575 polubień

  • Adam Bodnar próbował tłumaczyć się za pośrednictwem Facebooka:

    adambodnar

    Źródło: twitter.com, telewizjarepublika.pl

    Męczeńska droga cierniowa ulubieńca służb specjalnych


    Wałęsa: Zamachów na moje życie było kilka!

     

    lml12:27 4 stycznia 2017

    Telewizja Republika

    Były prezydent twierdzi, że w latach 80-tych było kilka zamachów na jego życie. Poinformował o czterech: na Śląsku, w Rzymie, Gdańsku i w Genewie.

    „Zamachów na moje życie było kilka o czterech informowałem podając świadków. Dane świadków podałem organom ścigania za komuny i kolejny raz już w wolnej Polsce i co i nic” – poinformował Lech Wałęsa na Facebooku.

    walesa_03

    .com, telewizjarepublika.pl

    Prokuratura nie odpuszcza w sprawie wypadku prezydenckiej limuzyny


    • Telewizja Republika.pl

    Prokuratura zamówiła kolejną ekspertyzę dot. wypadku prezydenckiej limuzyny. Poprzednia wzbudza wiele wątpliowści

     

    lml

    14:15 4 stycznia 2017

    YOUTUBE.COM/ BRZEG24.P

    Jak dowiedziało się RMF FM, prokuratura zamówiła drugą ekspertyzę, dotyczącą wypadku, który miał miejsce 4 marca 2016, kiedy to w prezydenckiej limuzynie pękła opona. Zdaniem prokuratury poprzednia ekspertyza jest sprzeczna z dotychczasowymi dowodami i ustaleniami.

    Prokuratura ma wątpliwości m. in. dotyczące mechanizmu w limuzynie, w której przebywał prezydent Andrzej Duda. Kolejną sprawą, która wzbudza wątpliwości prokuratury to moment, w którym z opony limuzyny całkowicie zeszło powietrze.

    RMF FM poinformowało, że biegli do końca stycznia mają odnieść się do wątpliwości prokuratury oraz na wydanie kolejnej ekspertyzy.

    4 marca na autostradzie A4 w okolicach Lewina Brzeskiego k. Opola doszło do groźnej sytuacji z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Podczas jazdy w limuzynie prezydenta pękła tylna opona. Dzięki wysokim umiejętnościom kierowca zdołał uniknąć zderzenia i bezpiecznie zjechać na pobocze. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

     

    Źródło: rmf24.pl, telewizjarepublika.pl

    Marine Le Pen kwestionuje istnienie UE oraz NATO


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka04.01.2017

     

    Francja: „Nie” dla UE i NATO, „tak” dla Krymu w Rosji

    4 stycznia 2017 10:09

    3 stycznia Marine Le Pen, kandydatka Frontu Narodowego w tegorocznych wyborach prezydenckich we Francji, wyraziła opinię, iż aneksja Krymu dokonana przez Rosję w 2014 r. nie była naruszeniem prawa.

    „Absolutnie nie uważam, że miała miejsce nielegalna aneksja. Odbyło się referendum, mieszkańcy Krymu życzyli sobie przyłączenia na powrót do Rosji.” – powiedziała Le Pen w wywiadzie radiowo-telewizyjnym. „Nie widzę powodu, by podważać to referendum.” – podsumowała, stwierdzając, że Krym jest teraz integralną częścią Rosji.

    Le Pen zakwestionowała też zasadność istnienia NATO po rozpadzie ZSRR. Zadeklarowała, iż w przypadku wygranej w wyborach prezydenckich, które odbędą się wiosną, wyprowadzi Francję z „co najmniej zintegrowanych struktur dowodzenia” sojuszu.

    Le Pen powtórzyła obietnicę zorganizowania w ciągu pół roku od objęcia władzy referendum w sprawie dalszego członkostwa Francji w Unii Europejskiej, wysuwając postulat „odzyskania przez Francję suwerenności”. Opowiedziała się również za przywróceniem franka jako waluty narodowej i zaostrzeniem zasad przyznawania azylu we Francji.

    Wieczorem tego samego dnia oświadczenie w sprawie wywiadu Le Pen wydało Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Kijowie, grożąc przewodniczącej Frontu Narodowego, że takie wypowiedzi „z całą pewnością będą miały następstwa, jak to było w przypadku francuskich polityków, którym wydano zakaz wjazdu na Ukrainę”. Kijowskie MSZ pouczyło też Francuzów, jak mają głosować w nadchodzących wyborach prezydenckich: „Ukraina liczy, że społeczeństwo francuskie należycie oceni tę nieodpowiedzialną retorykę jednej z pretendentek na najwyższe stanowisko we Francji.”

    (Na podstawie PAP)


    Ciche niemieckie nadzieje, że Putinowi noga się potknie


    Deutsche Welle

     

    POLITYKA

    Komentarz: Post-prawda o sukcesach Putina w roku 2016

    Czy rok 2016 ukazał prawdziwą potęgę Rosji? Tak może się zdawać na pierwszy rzut oka, ale fakty świadczą o czymś zupełnie innym.

    Russland Jahrespressekonferenz Wladimir Putin (picture-alliance/dpa/Y. Kochetov)

    Na pierwszy rzut oka 2016 zdaje się być rokiem sukcesów rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. W przypadku wszystkich ważnych spraw tego roku: Syrii, Turcji, Brexitu, kryzysu uchodźczego, Trumpa, można by uznać, że autokrata z Moskwy skorzystał na rozwoju sytuacji. Ale nie należy wydawać takiego pochopnego osądu, ponieważ nowe globalne znaczenie Moskwy i potęga Rosji są bardzo przeceniane.

    Siła Rosji wynika ze słabości Zachodu

    W roku 2016 Rosja w Syrii tylko dlatego sprawiała wrażenie potężnej, ponieważ Zachód, a przede wszystkim Stany Zjednoczone, w ubiegłych latach zbytnio się w ten konflikt nie angażowały. Prezydent Obama, pamiętny nieudanych amerykańskich interwencji w Afganistanie, Iraku i Libii, w przypadku Syrii zdecydował się na militarną powściągliwość. Po tym jak Obama wzdragał się przed interwencją przeciwko Asadowi, powstała próżnia władzy w regionie konfliktu bliskowschodniego, którą Putin wykorzystał dla swoich celów.

    Nie potrzebował żadnych zmasowanych operacji powietrznych ani wielkich sił specjalnych na lądzie, aby w roku 2015 i 2016, wraz z Iranem, pomóc ustabilizować reżim Asada i przywrócić ważne obszary kraju pod kontrolę Damaszku. Można jednak powątpiewać, czy Rosja jest pod względem wojskowym dość silna, by rozprawić się z oddziałami tzw. „Państwa Islamskiego”.

    Mannteufel Ingo Kommentarbild App

    Ingo Mannteufel: Nie wiadomo, czy Brexit  i prezydent Trump w roku 2017 wyjdą na zdrowie rosyjskiej polityce

    Rosja jest słaba

    Rosji brakuje także siły ekonomicznej do odbudowy Syrii, wyniszczonej wojną. Potworne zbrodnie na ludności cywilnej przesłaniają brak długofalowej rosyjskiej strategii w tym kraju. Podobnie jak na Ukrainie wschodniej, Kreml jest tylko zdolny do podżegania wojny i przemocy. Rosji brak natomiast siły politycznej i gospodarczej dla utworzenia stabilnego i dalekosiężnego ładu. W swojej rzekomej strefie wpływów sama Rosja jest więc słaba.

    Bez wątpienia Brexit wyjdzie Kremlowi na zdrowie, ponieważ wyjście Brytyjczyków z Unii Europejskiej w znacznym stopniu podważa przyszłość Unii Europejskiej. Także wybór Donalda Trumpa na prezydenta jest jak najbardziej po myśli kremlowskiego władcy. Hillary Clinton, zasiadająca w Białym Domu, byłaby dla Rosji dużo większym wyzwaniem.

    Obejrzyj wideo04:30

    Z miłości do Putina. Nowy rosyjski patriotyzm

    Lecz do tej pory nie wiadomo jeszcze, jak bardzo Brexit  i prezydent Trump w roku 2017 wyjdą na zdrowie rosyjskiej polityce. Przy wszelkich wielkomocarstwowych zapędach Kremla na parkiecie międzynarodowym, nie wolno zapomnieć, że sama Rosja jest krajem słabym pod względem ekonomicznym. Gospodarka, kurcząca się w ubiegłych latach, nie wzrosła także w roku 2016. Płace realne są coraz niższe. Nożyce między bogatymi i biednymi coraz szerzej rozwarte. Rosyjska gospodarka jest zależna od eksportu surowców a ceny ropy naftowej nie chcą ruszyć w górę. Bolączką sektora produkcyjnego jest brak innowacji i kapitału, i to przy wciąż ogromnym odpływie rosyjskiego kapitału za granicę. Wszelkie starania o modernizację, podejmowane w ostatnich latach, były całkowicie nieskuteczne. Także w roku 2017 nie należy spodziewać się gospodarczych reform, ponieważ Kreml, do rosyjskich wyborów prezydenckich w marcu 2018, chce uniknąć wszelkich niepokojów. Będziemy więc w dalszym ciągu świadkami gospodarczej stagnacji czy wręcz dalszego upadku w najbliższych latach, o ile ceny ropy nieoczekiwanie nie zaczęłyby znów wzrastać.

    Pozornie wszystko pod kontrolą

    REDAKCJA POLECA

    Polityk CDU: Putin może manipulować informacje, by pozbyć się Merkel

    Szef organizacyjny partii CDU Grosse-Broemer uważa, że Putin mógłby, przy pomocy fałszowanych wiadomości, odsunąć Merkel od władzy. (13.12.2016)

    Przyjaciele Putina w Europie umacniają swoją pozycję

    Prezydent Obama zapowiada odwet za ataki rosyjskich hakerów

    Mogłoby się wydawać, że Kreml politycznie kontroluje cały kraj. Nieliczni opozycjoniści i organizacje obywatelskie czy wolne media marginalizowane są przez represje państwowych służb. Społeczeństwo nie jest wcale skore do protestów. Niska frekwencja wyborcza w rosyjskich wyborach parlamentarnych we wrześniu, przede wszystkim w dużych miastach, obnażyła polityczną apatię. W przypadku przyszłych społecznych, gospodarczych czy politycznych zadrażnień putinowski system władzy mógłby bardzo szybko stracić akceptację ludzi. Tym bardziej, że zaufanie do państwowej administracji jest bardzo niskie ze względu na korupcję i nieudolność działań.

    Putinowska Rosja wkracza więc w nowy rok bez wyraźnego wigoru. Podobnie jak Stany Zjednoczone, Europa, Turcja, Japonia, Chiny, Brazylia i wiele innych krajów, także Rosja stoi w przyszłym roku w obliczu poważnych wyzwań. Z tego względu na Kremlu nikt nie będzie pewnie intonował w Nowy Rok zwycięskich pieśni.

    Ingo Mannteufel / Małgorzata Matzke

    Czeskie halucynacje po spożyciu polskiej herbaty


    WPROST.pl

    Polska herbata wycofana ze sklepów. Może mieć działanie halucynogenne

    Dodano: dzisiaj 08:314 12012667

    Herbata

    Herbata / Źródło: Fotolia / Natalia Klenova

    Zdaniem Czeskiej Państwowej Inspekcji Rolno-Spożywczej herbata Loyd produkowana przez firmę Mokate zawiera substancje, które wpływają na ośrodkowy układ nerwowy. W związku z tym, herbata została wycofana ze sklepów sieci Albert na terenie całych Czech.

    – Klienci są niezwykle rozczarowani, że tak lubiany przez nich produkt został wycofany ze sprzedaży. Cała partia herbaty ziołowej Loyd o smaku żurawinowym musiała jednak zostać usunięta ze sklepów po tym, jak okazało się, że powoduje ona niepożądane skutki uboczne – tłumaczy rzeczniczka sieci sklepów Albert Barbora Vanko dodając, że osoby, które zakupiły herbatę Loyd mogą na podstawie paragonu ubiegać się o zwrot poniesionych kosztów.

    Jak podaje portal Novinky.cz w polskiej herbacie znaleziono 206 mikrogramów atropiny na kilogram oraz 31,7 mikrogramów skopolaminy na kilogram. Czeski inspektor Radoslav Pospichal stwierdził, że taka ilość substancji po przygotowaniu naparu może wywołać halucynacje. Skopolamina jest zaliczana do substancji, które mogą również działać depresyjnie. Złą sławę zyskała w czasach komunizmu, ponieważ była wówczas wykorzystywana podczas przesłuchań więźniów w procesach politycznych. Z kolei nadmierne spożycie atropiny może wywołać zachowania agresywne.

    Według Novinky.cz polski producent może również zostać ukarany za wprowadzenie do sprzedaży zakazanych substancji.

    / Źródło: Novinky.cz

    Rzucanie kochanemu Kajtkowi koła ratunkowego


     

    WP.pl

    Magdalena Wojnarowska

    oprac.Magdalena Wojnarowska

    akt. 04.01.2017, 08:31

    Nieoficjalnie: Kajetan P. cierpi na ciężką, dziedziczną chorobę psychiczną

    Kajetan P., podejrzany o brutalne zabójstwo lektorki Katarzyny J. w Warszawie, cierpi na ciężką, dziedziczną chorobę psychiczną – informuje nieoficjalnie tvp.info. W najbliższym czasie mężczyznę ma zbadać pod kątem psychiatryczno-psychologicznym nowy zespół biegłych, który do końca miesiąca prześle śledczym ekspertyzę w tej sprawie.

    Kajetan P.Kajetan P. (

    Policja

    )

    Kajetan P. od ponad dwóch tygodni przebywa na oddziale psychiatrycznym poznańskiego aresztu. Trafił tam z Radomia po tym, jak w grudniu znacznie pogorszył się jego stan zdrowia.
    Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo lektorki jęz. włoskiego, Katarzyny J. Do morderstwa doszło 3 lutego 2016 r. Mieszkańcy bloku przy ul. Potockiej w Warszawie zaalarmowali straż pożarną, że z jednego z lokali wydobywa się dym. Przybyli na miejsce strażacy odkryli, że pali się duży worek. Jak się okazało, były w nim zwłoki kobiety, pozbawione głowy. Tę odnaleziono w innym pomieszczeniu, ukrytą w plecaku.
    Poszukiwany w związku ze zbrodnią 27-letni Kajetan P. uciekł za granicę. Zatrzymano go 17 lutego na Malcie, skąd planował udać się dalej do Tunezji.

     

    Po zatrzymaniu mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy i złożył zeznania, jednak nie wyraził skruchy. Jednocześnie odmówił korzystania z pomocy renomowanego prawnika, którego wynajęła mu rodzina i zadeklarował, że będzie bronił się sam. Prokuratura przyznała mu jednak obrońcę z urzędu.
    Według śledczych, Kajetan P. decyzję o dokonaniu morderstwa podjął miesiąc lub dwa przez zdarzeniem. Podczas przesłuchań miał tłumaczyć, że był to element samodoskonalenia i dokonał zbrodni, bo chciał udowodnić, że życie ludzkie nie jest warte więcej, niż życie zwierzęcia. Katarzyna J. była przypadkową ofiarą.
    Od kwietnia 27-latek przebywał na obserwacji psychiatrycznej na Oddziale Psychiatrii Sądowej Aresztu Śledczego w Warszawie-Mokotowie. W maju, podczas jednego z obchodów zaatakował psycholog, którą zaczął dusić. Interweniującego oddziałowego ranił natomiast odłamkiem szkła. Po tym incydencie Kajetan P. usłyszał też zarzuty dotyczącego tego zdarzenia.

     

    Obserwacja podejrzanego trwała do czerwca. Później biegli byli proszeni o wydanie jeszcze dodatkowych ekspertyz. W październiku prokuratura otrzymała kompleksową opinię, z której wynika, że mężczyzna jest niepoczytalny. W areszcie Kajetan P. miał pozostać do 4 lutego, bo – jak argumentowano – nadal zachodzi zagrożenie dla życia i zdrowia innych osób ze strony podejrzanego.
    Teraz stołeczni biegli złożyli wniosek o powołanie nowego zespołu biegłych, który ma zbadać 27-latka podczas jednorazowego badania, ponieważ limit zamkniętej obserwacji został już wyczerpany. Ostateczna opinia ekspertów Instytutu Psychiatrii i Neurologii ma być gotowa do końca stycznia. Od niej będzie zależało, jakie będą dalsze kroki śledczych w sprawie Kajetana P.

    tvp.info, Wirtualna Polska

    Polub WP Wiadomości