Soros oskarża Merkel


 

wPolityce.pl

 

Soros oskarża Merkel: To ona doprowadziła do klęski europejskiego projektu. „Niemcy dbali tylko o własny interes w UE”

opublikowano: wczoraj

Fot. georgesoros.comFot. georgesoros.com

Kanclerz Niemiec Angela Merkel doprowadziła do klęski europejskiego projektu. Unia się kończy. Wszystko dlatego, że Niemcy dbali wyłącznie o swój interes. A nie o interes europejskiej wspólnoty

– pisze amerykański miliarder i finansista George Soros na łamach portalu „Project Syndicate”.

Inaczej niż USA po II wojnie światowej Niemcy narzucili pozostałym narodem program oszczędnościowy, zamiast pomóc im po bankructwie w 2008 roku banku Lehmann Brothers nowym planem Marshalla

-przekonuje finansista, który dzięki spekulacji na rynku walut zyskał znacząco na kryzysie finansowym.

Gdy Lehman upadł Niemcy nie czuły się wystarczająco bogate, by wziąć na siebie kolejne zobowiązania. Gdy europejscy ministrowie finansów zadeklarowali, że nie pozwolą innym istotnym dla systemu bankom zbankrutować, kanclerz Merkel oznajmiła, że każde państwo członkowskie powinno same dbać o swoje instytucje. To był początek procesu rozkładu Unii

—grzmi amerykański miliarder i założyciel Open Society Foundation. Zdaniem Sorosa Brexit, zwycięstwo Trumpa i włoskie referendum to elementy, które „jeszcze przyspieszą rozkład UE”.

Trump to dyktator z Bożej łaski. Jego rząd składa się z niekompetentnych ekstremistów i emerytowanych generałów

—dodaje finansista. Według niego to „Putin doprowadził do zwycięstwa Trumpa za pomocą propagandy i fake news”, a za chwilę „zrobi to samo we Franci i wybory wygrają tam Francois Fillon albo Marine Le Pen”.

Gdy tak się stanie dominacja Putina nad Europą będzie faktem dokonanym

—zaznacza Soros. Na temat kryzysu uchodźczego ma o wiele mniej do powiedzenia. To dziwne, bo to w końcu on od lat propaguje Europę „otwartych granic”.

Kryzys uchodźczy wymknął się nieco spod kontroli

—zauważa lapidarnie. Bo Merkel „popełniła błędy”. Tymczasem to właśnie finansowana przez Sorosa „Europejska Inicjatywa Stabilności” (ESI) podsunęła pani kanclerz pomysł umowy z Turcja, przez co Berlin stał się, a warz z nim Europa, zależny od Ankary.

Soros przedstawia także swoją prognozę na 2017 rok. Według niego „będziemy świadkami kryzysu otwartych społeczeństw”.

Zobaczymy postępujący upadek demokracji i pojawienie się niedemokratycznych porządków i państw mafijnych

—utrzymuje. Jak twierdzi to „skutek globalizacji, a raczej tego, że polityka nie potrafiła równomiernie rozłożyć zyski z procesu globalizacyjnego na wszystkie warstwy społeczne”.

Ryb, FinanzNachrichten.de, Project Syndicate

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

autor: Zespół wPolityce.pl

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: redakcja@wpolityce.pl. Zapraszamy też do księgarni z najlepszymi książkami: wSklepiku.pl.

Skandaliczne życzenia Donalda Tuska


Jedynie prawda jest ciekawa

logo-info-w

 

Skandaliczne życzenia Donalda Tuska

 01.01.2017

 

SAM7923t569e22a1m800xdf070dacSkandaliczne życzenia Donalda Tuska

Donald Tusk ponownie zabłysnął na Twitterze. Tym razem postanowił napisać życzenia noworoczne. Na skandaliczny post szybko zareagowali internauci, który odpowiedzieli mu wprost: „nie wracaj, to może się spełni”.W nowym 2017 roku – Ojczyznę wolną od zła i głupoty, Panie— takie życzenia Noworoczne złożył w internecie Donald Tusk.

Na dziwaczny wpis odpowiedzieli inni użytkownicy Twittera. I nie byli dla Donalda Tuska wyrozumiali…

„Taka będzie, tylko bez powrotów prosimy” – napisał na Twitterze internauta pod pseudonimem Bodzio’o.

Z kolei Grzegorzy Wysocki odniósł się do drugiej ojczyzny Tuska: 

„Niestety, w pańskiej ojczyźnie nadal rządzi merkel, w Polsce już nie. Długich lat w Brukseli, albo gdzieś”.

Trudno orzec, co właściwi szef RE miał na myśli i o jaką „Ojczyznę” mu chodziło. Jeśli o Polskę, to być może słowa o złu i głupocie są efektem ostatnich, skandalicznych wybryków jego koleżanek i kolegów z Platformy Obywatelskiej?

wt/Twitter

[fot. wPolityce.pl]

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/skandaliczne-zyczenia-donalda-tuska,18942184010#ixzz4UWOqXkHo

Opinia ukraińskiego eksperta


 

Novorossia Today

 

Żdanow: Wojsko Polskie może w kilka dni zająć zachodnią Ukrainę

Żdanow: Wojsko Polskie może w kilka dni zająć zachodnią Ukrainę

on: Październik 24, 2016

Zdaniem ukraińskiego eksperta wojskowego Wojsko Polskie osiągnęłoby przedwojenne granice w ciągu pięciu dni, a okupacja mogłaby cieszyć się poparciem lokalnej ludności.

W rozmowie jaką opublikował uznawany za związany z nacjonalistyczną “Swobodą” ukraiński portal vgolos.com.ua, rozważany jest możliwy atak Polski na Ukrainę. Zdaniem redaktorów portalu, zarówno polska polityka związana z dążeniami do uznania rzezi wołyńskiej za ludobójstwo, jak i pojawianie się filmów takich jak “Wołyń” wskazuje, że Polska moża dążyć do wojny z Ukrainą. Redaktorzy sugerują również związki niektórych polskich polityków, takich jak chociażby Janusz Korwin Mikke, z Rosją.

Portal zaprezentował także dyskusję pomiędzy dziennikarzem Ołeksijem Arestowyczem, wykładowcą Akademii Kijowsko-Mohylańskiej Ołeksijem Kurinnyjem oraz ekspertem wojskowym Olegiem Żdanowem. Kurinnyj stwierdził, że dążenie Polski do uznania rzezi wołyńskiej za ludobójstwo jest wstępem do wystąpienia przez nasz kraj o odszkodowanie. Zdaniem wykładowcy żądanie poprzedzone będzie widocznymi już teraz działaniami propagandowymi. Jak twierdzi, później zostaną wysunięte roszczenia finansowe bądź terytorialne.

Dalej rozmówcy rozpatrywali realność scenariusza polskiego ataku mającego na celu przyłączenie terenów dawnej II Rzeczypospolitej aż po rzekę Zbrucz. Według Olega Żdanowa, chociaż na razie Polska pozostaje w bloku NATO-wskim, który nie pozwali na atak na sąsiada, można wyobrazić sobie sytuację w której nasz kraj opuści Sojusz Północnoatlantycki i skieruje swoją agresję na Zachodnią Ukrainę.

Rozmówcy nie zgadzają się jednak ze sobą w rozważaniach nad wynikim takiego starcia. Według Arestowicza, wojna taka przyniosłaby łatwe zwycięstwo armii Ukrainy, posiadającej znaczące doświadczenie bojowe zdobyte podczas wojny w Donbasie. Przeczy temu jednak Żdanow, który podkreśla, że Wojsko Polskie, chociaż jest mniej liczne, jest dużo nowocześniejsze od ukraińskiego, dostosowane do standardów NATO. Według eksperta wojskowego polskie uderzenie w ciągu dwóch do pięciu dni osiągnęłoby granice z 1939 roku i tam przeszło do defensywy, skutecznie broniąc zajętego terytorium.

Żdanow podkreśla, że ludność ukraińska mogłaby powitać z radością polską armię, widząc w Polsce szansę na wejście do prawdziwego Zachodu, cywilizowanego świata i Unii Europejskiej. Zdaniem eksperta bardzo dużo zależałoby od tego jaki model okupacji przyjęłoby Wojsko Polskie, ale według niego nie można byłoby liczyć na rozbudowane podziemie antypolskie.

kresy.pl / vgolos.com.ua

Najpierw zaplanował rabunkową "powszechną prywatyzację". Dzisiaj twierdzi, że "Polska to chore ogniwo UE"


Najpierw zaplanował rabunkową „powszechną prywatyzację”. Dzisiaj twierdzi, że „Polska to chore ogniwo UE”
wpis z dnia 29/12/2016

foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Janusz Lewandowski stwierdził ostatnio, że Polska jest „chorym ogniwem Unii Europejskiej”. Zamiast wygadywać farmazony powinien lepiej zastanowić się nad tym, co takiego zrobił do tej pory dla Polski, albo – inaczej – co takiego zrobił Polsce? W tym kontekście warto przypomnieć jego najważniejsze „osiągnięcie”, czyli Program Powszechnej Prywatyzacji, nazywany również „najdroższą porażką III RP”. Afer i przekrętów przy przymusowej prywatyzacji 500 przedsiębiorstw było bez liku. Oto prawdziwie „chore ogniwo” transformacji po 1989 r…

Przypomnijmy – pomysłodawcą programu powszechnej prywatyzacji był wspomniany powyżejJanusz Lewandowski, który w rządzie Hanny Suchockiej pełnił rolę ministra przekształceń własnościowych. Do programu włączono 512 należących do państwa przedsiębiorstw, których ówczesną wartość szacowano na około 6 miliardówzłotych (uwzględniając zmiany w sile nabywczej pieniądza spółki te dzisiaj byłyby warte wielokrotność wspomnianej kwoty). Były one zarządzane przez tzw. narodowe fundusze inwestycyjne (NFI), którymi mogły kierować firmy konsultingowe, banki komercyjne oraz konsorcja wybrane metodą przetargu. Każdy dorosły Polak otrzymał tzw. powszechne świadectwo udziałowe stanowiące dowód na to, że jest współwłaścicielem prywatyzowanych przedsiębiorstw. Świadectwa te można było sprzedawać dowolnemu podmiotowi lub zamienić na akcje NFI.

Jaki był efekt tej operacji? Większość Polaków świadectwa udziałowe natychmiast sprzedała uzyskując za nie równowartość około 100 zł. Skupowali je często zwykli spekulanci, którzy w momencie dematerializacji świadectw i ich zamiany na akcje NFI dorabiali się szybkich fortun. Niestety sama idea działania NFI została wypaczona przez zarządzających nimi ludzi (często byli to kumple lub znajomi polityków). Podejmowali oni decyzje o sprzedaży za bezcen majątku przedsiębiorstw wchodzących w skład danego NFI. Na tym tle doszło do mnóstwa gospodarczych afer i przekrętów. Po kilku latach wartość większości NFI stała się śmieciowa. Wielomiliardowy majątek rozpierzchł się po prywatnych spółkach kolesi i pseudobiznesmenów, którzy w porozumieniu z zarządzającymi NFI ustawili się na lata kosztem naszego państwa.
Teraz wracamy do czasów współczesnych – co dzisiaj robi Janusz Lewandowski, czyli jeden z głównych pomysłodawców programu powszechnej prywatyzacji? Otóż jest europosłem z ramienia Platformy Obywatelskiej, który w Brukseli bryluje sformułowaniami o tym, że „Polska jest chorym ogniwem UE”. Jak widać wymyślenie systemowej platformy do robienia wałków nie załamało mu politycznej (europejskiej) kariery…

Źródło: Lewandowski w PE: Polska jest chorym ogniwem wspólnoty (GazetaPrawna.pl)
Źródło: NFI – najdroższa porażka III RP (Interia.pl)
Źródło: Narodowe Fundusze Interesików (Wprost.pl)

wpis z dnia 29/12/2016

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

"American Dream" to mit. Przepaść między bogatymi a biednymi rośnie


 

Forsal.pl

Forsal.pl

 

statystyki

„American Dream” to mit. Przepaść między bogatymi a biednymi rośnie

1 stycznia 2017, 12:50

 

źródło:PAP

Widok na Manhattan z wieżowca One World Trade Center. Widać The Empire State (po lewej) i budynek Chrslyer. fot. Craig Warga/Bloomberg

Widok na Manhattan z wieżowca One World Trade Center. Widać The Empire State (po lewej) i budynek Chrslyer. fot. Craig Warga/Bloombergźródło: Bloomberg
autor zdjęcia: Craig Warga

W USA pogłębia się przepaść między nieliczną grupą bogatych a połową ludności sytuującą się na przeciwnym biegunie. Obecnie 1 proc. Amerykanów zarabia średnio 1,3 mln dolarów rocznie.

Omawiając badania ekonomistów Thomasa Piketty’ego, Emmanuela Saeza i Gabriela Zucmana, telewizja CNN w programie Money nazywa najbardziej zamożnych maszynkami do robienia pieniędzy. Zarabiają oni teraz trzy razy więcej niż w latach 80., gdy ich dochody wynosiły średnio 428 tys. dolarów.

 

Jednocześnie 50 proc. populacji USA w latach 80. miała średnie dochody brutto wynoszące ok. 16 tys. dolarów rocznie; trzy dekady później, uwzględniając inflację, niewiele się zmieniło.

Jak wynika z raportu Equality of Opportunity Project, dla ogromnej większości American Dream (amerykańskie marzenie) staje się nieosiągalnym mitem. 92 proc. osób urodzonych w latach 40. zarabiało więcej niż ich rodzice, ale od tego czasu sytuacja pogarsza się systematycznie. Wśród urodzonych w latach 50. takich osób było jeszcze 79 proc., a wśród millenialsów, urodzonych w latach 80., stanowią tylko połowę.

Coraz większą część dochodów zgarniają zamożni. O ile w latach 70. na 1 proc. najbogatszych przypadało nieco ponad 10 proc. wszystkich dochodów, obecnie jest to ponad 20 proc. Jednocześnie o ile przez większą część lat 70. do połowy mniej zasobnych Amerykanów trafiło ponad 20 proc. dochodu narodowego, teraz jest to tylko 12 proc.

Punkt zwrotny nastąpił ok. 1980 roku. W połowie lat 90. plasujący się na szczycie 1 proc. Amerykanów wyraźnie się bogacił. Dochody połowy populacji na dolnych szczeblach amerykańskiej drabiny gwałtownie spadały.

Piketty, Saez i Zucman zaobserwowali, że z powodu wywołanej kryzysem finansowym recesji w latach 2009-2010 nierówność zmniejszyła się, ponieważ także bogaci doznali strat. Ale od tamtego czasu różnice majątkowe znowu są coraz większe.

Zamożni przezwyciężyli skutki kryzysu znacznie szybciej m.in. dzięki wzrostowi na giełdzie. Także wartość nieruchomości osiągnęła poziom sprzed recesji. Tymczasem płace dolnej części społeczeństwa nie drgnęły.

W 1980 roku 1 proc. najbardziej majętnych Amerykanów zarabiał średnio 27 razy więcej niż 50 proc. na dole, a obecnie jest to 81 razy więcej.

Z Nowego Jorki Andrzej Dobrowolski (PAP)

>> Czytaj też: „Epidemia” bezdomności w Kalifornii. Wskaźnik na rekordowym poziomie

„Rosyjska Kim Kardashian”


Sputnik Polska

01 STYCZEŃ 2017

„Rosyjska Kim Kardashian” zapewniła o naturalności swoich kształtów

© Zdjęcie: VK/Nastya Kvitko ŚWIAT 15:52 06.12.2016Krótki link42100327 Urodzona w Kaliningradzie Anastasija Kwitko, której figura jest podobna do figury amerykańskiej gwiazdy Kim Kardashian uparcie zapewnia, że nie robiła żadnych operacji plastycznych. O tym pisze rosyjski portal Lenta.ru powołując się na „Daily Mail”.  Kwitko opowiedziała o tym, jak ciężko pracuje nad swoją figurą. 22-letnia dziewczyna regularnie zauważa ulepszenie swojej formy dzięki zajęciom fitness.   “Podoba mi się Kim Kardashian, ale nie lubię, kiedy nas porównują. Ona wygląda gorzej ode mnie” – powiedziała Rosjanka. Dziewczyna stwierdziła również, że w odróżnieniu od niej, amerykańska gwiazda przeprowadziła operację powiększenia pośladków.   …
Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201612064346389-rosyjska-kim-kardashian-ma-naturalne-ksztalty/

14515668_1781305362121291_3390982001380032512_n

Przywódca ISIS JEST W EUROPIE


 

Pikio.plPikio.pl

 

Jakim cudem na to pozwolono?! Przywódca ISIS JEST W EUROPIE z mnóstwem ludzi i planuje…

Autor:

Maksymilian Tomanek

  • Gru 30, 2016

 

Zdaniem włoskiej gazety L’Espresso, do Europy przybył jeden z przywódców Państwa Islamskiego. Terrorysta sprowadził ze sobą mnóstwo ludzi i ma plany zamachów.

Według L’Espresso na Stary Kontynent udało się dotrzeć Lavdrimowi Muhaxheriemu. To jeden z wysokich rangą liderów Państwa Islamskiego. Zanany również jako Abu Abdullah al Kosova, był odpowiedzialny m. in. za rekrutowanie ekstremistów z rejonów Albanii.

W 2012 roku Lavdrim Muhaxheri uciekł do Syrii. Jakim cudem teraz udało mu się wrócić do Kosowa? Nie wiadomo, jednak nie jest to przypadkowy cżłowiek. Zanim oficjalnie stał się terrorystą, Muhaxheri pracował dla organizacji takich jak Kosovo Force czy… NATO! Nie ulega więc wątpliwości, że może mieć swoje sposoby niedostępne dla zwykłych obywateli.

Jak twierdzą dziennikarz L’Espresso, terrorysta ma na starym kontynencie około 400 podległych sobie ludzi. Jeśli wierzyć ich źródłom, przygotowuje obecnie ataki terrorystyczne na ludność cywilną ale i instytucje państwowe oraz międzynarodowe

Orędzie noworoczne Prezydenta Rosji Władimira Putina


Sputnik Polska

01 STYCZEŃ 2017

Orędzie noworoczne Prezydenta Rosji Władimira Putina

© Sputnik. Alexei Druzhinin ŚWIAT 21:59 31.12.2016(zaktualizowano 08:02 01.01.2017) Krótki link421236831 Prezydent Rosji Władimir Putin złożył życzenia rodakom z okazji nadchodzącego 2017 roku. Szanowni Obywatele Rosji! Drodzy Przyjaciele! Kończy się 2016 rok. To był trudny rok, ale trudności, z którymi mieliśmy do czynienia, zjednoczyły nas, pobudziły do odkrycia ogromnych rezerw naszych możliwości, by pójść naprzód. Najważniejsze – wierzymy w siebie, w swoje siły, w swój kraj. Pracujemy, pracujemy dobrze i dużo się nam udaje. Chciałbym szczerze podziękować Wam za zwycięstwa i osiągnięcia, za zrozumienie i zaufanie, za prawdziwą, serdeczną troskę o Rosję. Mamy ogromny, niezwykły i piękny kraj! Jednoczą nas wspólne troski i wspólne radości, łączy stara, dobra tradycja witania Nowego Roku z rodziną, z nadzieją na lepsze. Ale nie wszyscy zasiądą dziś do świątecznego stołu. Wielu naszych rodaków, w tym z dala od domu rodzinnego, zapewnia bezpieczeństwo Rosji, pracuje w zakładach i dyżuruje w szpitalach, kieruje pociągami i siedzi za sterami samolotów. Każdemu, kto dziś pracuje i pełni służbę życzę wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku. Drodzy Przyjaciele! Teraz niecierpliwie czekamy na bicie kurantów na Moskiewskim Kremlu i jak nigdy wcześniej wyraźnie odczuwamy upływ czasu, czujemy, jak zbliża się przyszłość. Dzieje się tak tylko w tych momentach, w to wspaniałe, przez wszystkich uwielbiane święto. A kryje się w nim swoja tajemnica. Na przykład, każdy z nas w Sylwestra może być po części czarodziejem. Aby tak się stało, trzeba z miłością i z wdzięcznością traktować rodziców, otaczać uwagą i troską swoje dzieci, swoją rodzinę, szanować kolegów w pracy, pielęgnować przyjaźń, bronić prawdy i sprawiedliwości, być miłosiernym, pomagać tym, którzy czekają na wsparcie. Oto cała tajemnica. Niech spełnią się wszystkie wasze życzenia, czyste pomysły i dobre zamiary. Niech w każdym domu króluje radość i miłość. Niech stają się piękniejsze i atrakcyjniejsze drogie naszemu sercu ulice, miasta i wsie. Pokój i dobrobyt naszej wspólnej, wielkiej Ojczyźnie – Rosji. Życzę szczęścia, zdrowia, pomyślności. Szczęśliwego Nowego Roku 2017!

Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201612314542545-oredzie-noworoczne-prezydenta-rosji-wladimira-putina/

Dlaczego III RP pozwala Jugendamtom odbierać polskie dzieci?


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

Niemcy chcieli odebrać jej dzecko. Jaki jest problem? Jugendamty!

 

Dodano: 01.01.2017 [14:12]

Niemcy chcieli odebrać jej dzecko. Jaki jest problem? Jugendamty! - niezalezna.pl

foto: zdjęcie archiwalne sprzed kilku lat

Polska w takich sprawach powinna podejmować zgodne z prawem, ale suwerenne decyzje, a nie ciągle oglądać się na inne instytucje – podkreśla Beata Pokrzeptowicz, której niemieccy urzędnicy zabronili na wiele lat kontaktować się z synem, podczas rozmowy z Waldemarem Maszewskim.
Jak Pani ocenia proponowane przez polski rząd zmiany prawne, które mają polegać na większej ochronie dziecka wydawanego przez polskie sądy za granicę?
To bardzo dobry krok. Doskonale, że sprawami związanymi z wydawaniem dzieci za granicę będzie się zajmować 11 wyspecjalizowanych sądów okręgowych, a nie jak dotąd liczne sądy rodzinne, natomiast odwołaniami będzie zajmował się tylko Sąd Apelacyjny w Warszawie.
CZYTAJ WIĘCEJ: Koniec z uprowadzeniami rodzicielskimi. Polscy rodzice otrzymają wsparcie
Zna Pani doskonale system niemiecki w tej materii, jak on funkcjonuje?
Po zmianach, jakie proponuje polskie ministerstwo sprawiedliwości, będziemy mieli podobne standardy jak w Niemczech. Moim zdaniem to dobra zmiana, ale zawsze pozostaje pytanie czy sądy te będą przestrzegały prawa w celu ochrony dobra dzieci? Oby nie były to decyzje umotywowane politycznie (poprawne politycznie) – tak jak ma to w zwyczaju oczekiwać strona niemiecka.
Jak Pani ocenia proponowaną zasadę, że dziecko będzie mogło być wydane za granicę dopiero po uprawomocnieniu się wyroku, a nie jak dziś już po wyroku w pierwszej instancji?
To jest bardzo dobrze! Tak fundamentalne decyzje sądu powinny i muszą być dogłębnie i szczegółowo sprawdzone.
A jak ocenić nowe uprawnienia Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego, który będzie mógł składać skargę kasacyjną w sytuacjach, które uzna za szczególnie niesprawiedliwe. Uprawnienie takie otrzyma również Rzecznik Praw Obywatelskich i Rzecznik Praw Dziecka.
Też to oceniam bardzo dobrze! Obecnie polskich sądów nikt nie kontroluje, a opinia Polaków na temat ich pracy jest bardzo zła, dlatego – moim zdaniem – musi być takie zabezpieczenie dla dobra polskich dzieci. Popieram ten kierunek, bowiem Polska w takich sprawach powinna podejmować zgodne z prawem, ale suwerenne decyzje, a nie ciągle oglądać się na inne instytucje.
Minister Sprawiedliwości, chce wprowadzić tak zwany przymus adwokacki. Będzie on obowiązywał we wszystkich sprawach dotyczących wydania dziecka za granicę. Ma to zapewnić odpowiednie przygotowanie merytoryczne do tak skomplikowanych spraw. Osobom, których nie stać na pełnomocnika będzie przysługiwał obrońca z urzędu. Czy to dobre rozwiązanie?
To szczególnie ważne dla polskich obywateli. Którzy wobec swoich partnerów z (bogatej) zachodniej Europy czy też wobec niekontrolowanej instytucji Jugendamt nie dysponują takimi środkami finansowymi, jak ich przeciwnicy. Tak to także jest dobre rozwiązanie. W tego typu sprawach moim zdaniem ważne jest, aby polscy rodzice w konfrontacji z niemieckim partnerem, uzyskali więcej gwarancji (dającej się sądownie wyegzekwować), że polski sąd zapewni (zabezpieczy) kontakt dziecka z jego polskim rodzicem zanim dziecko zostanie wydane do Niemiec. Musi to być zagwarantowane sądownie i być prawnie wiążące.
Jak Pani ocenia prawo niemieckie w tym zakresie i prace niemieckich urzędników Jugendamtów?
Problemem w Niemczech nie jest prawo, które jest stosunkowo dobre, tylko Jugendamty oraz system prawa rodzinnego (sądów rodzinnych), którym brakuje fachowej kontroli. A przecież Jugendamty mają decydujący wpływ na decyzję sądów rodzinnych i w konsekwencji na los wielu rodzin. Moim zdaniem brak odpowiedniej kontroli generuje złą prace tych urzędów.

Autor: Waldemar Maszewski

Źródło: niezalezna.pl

Kaczyńskiemu to mogą…wyprowadzać kota…jeśli im na to pozwoli


 

wPolityce.pl

A Kaczyńskiemu, to możecie wyprowadzać kota na spacer, jeśli się na to zgodzi

opublikowano: 27 grudnia 2016

fot. Fratria/wPolityce.plfot. Fratria/wPolityce.pl

Politycy wielkiego formatu są narażeni na brutalne ataki ze strony swoich przeciwników. Przede wszystkim poprzez próby pozbawienia ich godności w oczach społeczeństwa.

Telewizja i internet stwarzają niemal nieograniczone możliwości opluwania osobistości wybijającej się na tle politycznej, bezwartościowej drobnicy. Przy pomocy pisma obrazkowego – odpowiedniego skadrowania postaci, uchwycenia jej z grymasem na twarzy lub z przekrzywionym krawatem albo spożywającego sałatkę na sali sejmowej pracuje się na ośmieszenie polityka, przedstawienia go jako osoby niepoważnej. Żyjemy w epoce pisma obrazkowego, wzmocnionego obelgą, zwłaszcza obelgą powtarzaną wielokrotnie, przez lata, w nadziei, że przyczyni się ona do pozbawienia wybijającej się jednostki funkcji, załamania nerwowego i rezygnacji z celów, do których dąży. Do wyeliminowania z życia państwa.

Przedmiotem tak skrojonej propagandy nienawiści jest prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński. Technikę stosowania obelg pod jego adresem podrzuciły naszym mediom głównego ścieku media niemieckie. Po dojściu PiS do władzy w 2005 roku ukuły przezwisko „kartofel”, powtarzane z lubością przez gazetę Michnika i różne portale.

Ale Polacy ze społecznych dołów nie gęsi i wpadli na pomysł nazwania prezesa PiS „kurduplem”, jako, że jest małego wzrostu. W powtarzaniu tej obelgi specjalizują się portale będące na usługach byłego establishmentu, to znaczy byłych elit spod znaku PO, PSL, Nowoczesnej i lewicy. Hejterzy wynajęci do brudnej roboty propagandowej za każdym razem, gdy mowa o wystąpieniu czy deklaracjach szefa PiS – u, masowo stosują argument z rynsztoka nazywając Jarosława Kaczyńskiego „kurduplem”.

Jarosław Kaczyński jest wyższy ponad to i nie reaguje, co tym bardziej złości mainstream, korzystający bez ograniczeń z hasła Owsiaka „róbta co chceta”. Lecz bez sukcesów. Oto prezes PiS został uznany przez czytelników i redaktorów wpływowego portalu „Politico” za jednego z czterech czołowych polityków nadających kształt Europie, wyprzedzając m.in George’a Sorosa. Według portalu „Formalnie Kaczyński jest jednym z 460 posłów polskiego parlamentu. W rzeczywistości były premier i obecny szef partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość jest najpotężniejszym człowiekiem w Polsce”. A cztery dni temu wpływowa agencja Reuters przedstawiła ranking twarzy 2017 roku. Na pierwszym miejscu znalazł się Donald Trump, na drugim Jarosław Kaczyński.

I kto tu jest „kurduplem”, drogi establishmencie? To wy jesteście kurduplami, politycznymi, intelektualnymi i moralnymi. Pozbawionymi jakichkolwiek ideałów i ba, nawet poglądów, walczącymi o powrót do władzy wszelkimi środkami, z próbą rozwalenia państwa włącznie. No bo jak nazwać tych biedaków przesiadujących w sali posiedzeń Sejmu, epatujących obywateli swoimi obliczami pozbawionymi myśli i uczuć. Obliczami bez wyrazu. Oni naiwnie wierzą, że ich protesty oraz protesty lewactwa z LGBT i esbeków doprowadzą do użycia przemocy przez organa władzy , a nawet do przelewu ich bezcennej krwi, do rewolucji, w wyniku której dojdzie do przejęcia władzy przez miernoty, czyli używając ich nomenklatury – przez kurdupli. Ale to się nie uda, bo władza ma mandat społeczny do rządzenia i będzie skutecznie przeprowadzać zapowiedziane reformy, korzystne dla obywateli. I odbudowywać państwo, które te kurduple zawłaszczyły i doprowadziły na skraj upadku. Polacy nie dadzą się już nabrać na ciepłą wodę w kranie i hasła o obronie wolności, bo cieszą się wolnością – wreszcie. Bez łaski byłych władców III RP, z własnego wyboru.

A Kaczyńskiemu to możecie panie i panowie z byłego establishmentu wyprowadzać kota na spacer, jeśli się na to zgodzi.

Zdjęcie Krystyna Grzybowska

autor: Krystyna Grzybowska

Krystyna Grzybowska. Publikuje w tygodniku „wSieci”. Urodzona w Wilnie. Dziennikarka, publicystka. Po 13 grudnia 1981 nie przeszła tak zwanej weryfikacji i wyemigrowała do Niemiec. W latach 90. była korespondentką „Rzeczpospolitej” w Bonn. Teraz mieszka w Polsce, zajmuje się polityką zagraniczną Polski, stosunkami polsko-niemieckimi i Unią Europejską. Inicjatorka nagród „Złotej Ryby” im. śp. Macieja Rybińskiego dla młodych felietonistów.

To jest mój rząd mówi Gadowski


Telewizja Republika.pl

 

Gadowski: My, Polacy, wybaczymy Kmicicom, ale nie wybaczymy zdrajcom, którzy będą sprzedawać Polskę

 

MD

17:00 31 grudnia 2016

Telewizja Republika

  • Sądząc po efektach roku rządów Prawa i Sprawiedliwości, to był dobry rok. To jest polski rząd, z wadami i zaletami, ale po raz pierwszy od dawna mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mamy polski rząd, z którym co prawda się spieram, o którym czasami mówię źle, ale jest to mój rząd – powiedział publicysta Witold Gadowski w swoim cyklu programów „Komentarz tygodnia”.

„To jest rząd, który słucha Polaków”

  • Pierwszy raz od dłuższego czasu czuję, że coś ode mnie zależy, że ktoś mnie słucha. Rząd popełnia błędy, sam piętnuje je, co tydzień rozmawiając z Państwem, ale to jest nasz rząd, rząd, który słucha Polaków. Sądząc po efektach roku rządów Prawa i Sprawiedliwości, to był dobry rok. To jest polski rząd, z wadami i zaletami, ale po raz pierwszy od dawna mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mamy polski rząd, z którym co prawda się spieram, o którym czasami mówię źle, ale jest to mój rząd – powiedział Gadowski.
  • Nie bójcie się Państwo, bo po pierwsze, nie jesteśmy sami, a po drugie – jest nas bardzo wielu i obronimy ten rząd przed zamiarami zarówno zewnętrznych agresorów, jak i wewnętrznych sprzedawczyków. Od 16 grudnia grudnia w Sejmie trwa szopka, a z Sejmu uczyniono targowisko. Tych przekupnych można by jeszcze pejczem, jak nasz Mistrz, rozgonić, poroztrącać stragany i porozrzucać pieniądze – dodał publicysta, komentując to, co dzieje się w Sejmie od 16 grudnia.

  • Kurczy się w Polsce antypaństwo, w którym zarządzali oficerowie i te pacynki, które występują jako twarze opozycji. Oni miesiąc w miesiąc słabną, a my rośniemy, dlatego musimy wytrwać jak najdłużej – powiedział Witold Gadowski.

Wariant rumuński

Obniż swoje rachunki z nc+! Wybierz pakiet TV + Internet od 39,98 zł miesięcznie. Sprawdź ofertę.

Chcę dowiedzieć się więcej.

Nie, dziękuję. (pokaż inny program)

  • Spróbowano wariant rumuński, czyli wariant, w którym Securitate obaliło Nicolae Ceaucescu i aby już nic nie powiedział, to zastrzelono go później z żoną. Securitate przeprowadziło w Rumunii rewolucję i wszystko się zmieniło. Zapanowała „demokracja” pod ich rządami. W Polsce wariant rumuński zastosowano jako wariant okrągłego stołu. Teraz Petru, Schetyna i to, co zostało z PO próbowali zastosować wariant rumuński – zająć parlament, zablokować publiczną telewizję, potem ją przejąć i od Warszawy zacząć sterować Polską. To się im nie udało – podkreślił dziennikarz.

„Wybaczymy Kmicicom”

Gadowski stwierdził, że ten zamach ma również trzeci etap, związany z działaniem oficerów dawnych WSI i blisko powiązanych środowisk. – To poważne grono od mokrej roboty, które ma na rękach krew niejednego człowieka. Wcale nie jest do śmiechu. Trzeba być uważnym, poważnym i spokojnym. Nie bójmy się jednak, my mamy rację, więc oni przegrają. Czas działa na ich niekorzyść, bo codziennie tracą przywileje i codziennie robią coś głupiego – zaznaczył Witold Gadowski.

  • Najlepiej będzie, gdy osoby z obozu rządzącego, które mają jakieś papiery „bezpieczniackie”, sami się do tego przyznali i oczyścili atmosferę. Dla dobra rządu niech to zrobią, my im wybaczymy. My, Polacy, wybaczymy Kmicicom, ale nie wybaczymy zdrajcom. Nie wybaczymy tym, którzy za pieniądze będą sprzedawać Polskę – mocno stwierdził Gadowski.

Źródło: youtube.com

Podcięto skrzydełka gołąbkowi Pokoju na Bliskim Wschodzie


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka01.01.2017

 

Palestyna/Świat: Syjoniści grożą wojną… Nowej Zelandii

30 grudnia 2016 20:18

W ubiegły piątek Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję 2234, żądającą od Izraela natychmiastowego wstrzymania budowy osiedli na okupowanych terytoriach palestyńskich (Zachodnim Brzegu Jordanu, Strefie Gazy i Jerozolimie Wschodniej, czyli na ziemiach, które Izrael zdobył w wojnie z krajami arabskimi w 1967 roku). Za przyjęciem rezolucji opowiedziało się 14 państw wchodzących w skład Rady Bezpieczeństwa ONZ (4 z pięciu stałych członków RB, oraz wszyscy członkowie niestali); Stany Zjednoczone, tradycyjny sojusznik Izraela który dotychczas blokował wszelkie tego typu inicjatywy, wstrzymały się od głosu.

Światowe media zgodnie określiły przyjęcie rezolucji mianem „wielkiej klęski” dyplomacji izraelskiej – podobnie zresztą jak żydowskie media i czynniki polityczne. Syjonistyczny minister energetyki Juwal Szteinic lamentował: „To nie jest rezolucja przeciwko osiedlom, to jest antyizraelska rezolucja, przeciwko Żydom i państwu Żydów. Stany Zjednoczone po prostu opuściły swego jedynego przyjaciela na Bliski Wschodzie”.

Jak powiedział prezydent Palestyny Mahmud Abbas, rezolucja stanowi  „jasne oświadczenie społeczności międzynarodowej, według której budowa osiedli na terytoriach okupowanych od 1967, włącznie z Jerozolimą, jest nielegalna. Czekaliśmy 35 lat na to, aby świat przemówił (licząc od ostatniej rezolucji RB ONZ w tej sprawie), i wreszcie tak się stało.”

Wkrótce po głosowaniu wyszło na jaw, że władze syjonistycznego tworu w Palestynie próbowały użyć wszelkich sposobów, by zmusić państwa Rady Bezpieczeństwa ONZ do głosowania według własnej woli – osiągając jednak skutki odwrotne do zamierzonych. Do sensacyjnej informacji dotarł dziennik „Haaretz”, a następnie potwierdził ją minister spraw zagranicznych Nowej Zelandii, Murray McCully: otóż bezpośrednio przed piątkowym głosowaniem zadzwonił doń premier Netanjahu, ośmielając się zagrozić Nowej Zelandii… wojną. Przywódca syjonistycznego tworu miał mu powiedzieć: „Jeśli będziecie nadal wspierać tę rezolucję, to z naszego punktu widzenia będzie to deklaracja wojny. Spowoduje załamanie naszych wzajemnych stosunków i będzie miało swoje konsekwencje. Wezwiemy ambasadora z Nowej Zelandii do Jerozolimy”.

Nie tylko Netanjahu starał się wywrzeć presję na Nowej Zelandii – przedstawiciel izraelskiego MSZ miał skontaktować się z ambasadorem Nowej Zelandii w Izraelu i zagrozić, że popieranie rezolucji może skutkować zamknięciem ambasady Izraela w Nowej Zelandii.

Pomimo oburzenia władz syjonistycznych, już teraz można dostrzec pierwsze skutki rezolucji: kilka dni temu rada miejska Jerozolimy wycofała z porządku obrad plan zatwierdzenia budowy 600 nowych domów dla osadników żydowskich na okupowanych terenach Jerozolimy Wschodniej.

Niestety, pojawiają się też pewne wskazówki co do tego, jak syjoniści zamierzają walczyć z postanowieniami ONZ – pozyskując do współpracy Donalda Trumpa i jego ludzi, popieranych lub powiązanych ze środowiskami bigotów protestanckich w USA (wśród których spotyka się nawet wierzenia, że „silny Izrael” jest niezbędny do… powtórnego przyjścia Chrystusa):

„Izrael odrzuca tę haniebną rezolucję ONZ i nie zastosuje się do niej. Zamierzamy współpracować z prezydentem Donaldem Trumpem i naszymi przyjaciółmi w amerykańskim Kongresie, aby zlikwidować negatywne skutki tej absurdalnej rezolucji”– oświadczył gniewnie  Netanjahu. Z kolei wyznaczony przez Trumpa nowy ambasador USA w Izraelu David Friedman (amerykański żyd) zdecydowanie popiera jego pomysł by przenieść ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, uznając w ten sposób „prawa” syjonistów do całości miasta – jednak taki krok może spowodować wrzenie na całym Bliskim Wschodzie, a w skrajnym scenariuszu nawet doraźne zjednoczenie się części skłóconych wzajemnie środowisk arabskich przeciwko wspólnemu wrogowi. Do bliskiej współpracy z syjonistami nakłania też Trumpa jego zięć Jared Kushner – miliarder i wnuk polskich Żydów, przez wielu uważany za szarą eminencję w otoczeniu prezydenta-elekta. „Izraelu, pozostań silnym! 20 stycznia zbliża się wielkimi krokami” – napisał na Twitterze w środę Trump, mając na myśli datę swojej inauguracji. Jego zdaniem państwo żydowskie „nie może być traktowane z pogardą”. Jednak aby cofnąć postanowienia ONZ, Trump musiałby uzyskać poparcie pozostałych czterech stałych członków Rady Bezpieczeństwa (Chin, Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii) oraz dziesięciu niestałych członków dla nowej rezolucji, która uznawałaby legalność okupacji terytoriów palestyńskich – co wydaje się niemożliwe.

Na 15 stycznia, czyli pięć dni przed inauguracją Trumpa, została zwołana w Paryżu konferencja pokojowa, której celem będzie ustalenie, jak wprowadzić w życie rezolucję ONZ. Władze żydowskie już odmówiły w niej udziału. Palestyńczycy zapowiedzieli jednak, że pozwą syjonistycznych przywódców do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, jeśli rezolucja 2334 nie zostanie wprowadzona w życie.

(na podst. Guardian, RP.pl oprac M. M.)

Komentarz Redakcji: Pozostaje mieć nadzieję, że Trump nie stanie się zakładnikiem najbardziej bigoteryjnej części elektoratu protestanckiego w USA – i jako wieloletni, doświadczony gracz (zarówno biznesowy jak i polityczny) pewnie ostatecznie uzna, że bezwarunkowe wspieranie syjonizmu jest sprzeczne z interesami USA.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu addresses the opening of the winter session of the Israeli parliament, or Knesset, on October 31, 2011 in Jerusalem. AFP PHOTO/GALI TIBBON

Laureat Pokojowej nagrody Nobla z wojowniczym przytupem opuszcza Biały Dom


Deutsche Welle

POLITYKA

Końcówka z przytupem: co kryje się za agresywną polityką zagraniczną Obamy?

Sankcje wymierzone w Rosję, rezolucja ONZ przeciw Izraelowi: w ostatnich tygodniach urzędowania Barack Obama sięga po drastyczne środki nacisku politycznego. Czy to praca nad swoją schedą, czy wyzwanie rzucone Trumpowi?

Obejrzyj wideo01:54

Pięć osiągnięć Baracka Obamy

Barack Obama opuszcza Biały Dom tak, jak się do niego wprowadził: w świetle jupiterów skierowanych na światową politykę. Tuż przed końcem swojej kadencji zdaje się nie unikać konfliktów. Wręcz przeciwnie – jego sankcje wymierzone w Rosję nie sprowokowały wprawdzie bezpośredniej reakcji Moskwy, ale ponownie wyraźnie pogorszyły stosunki rosyjsko-amerykańskie – tuż przed objęciem urzędu przez Donalda Trumpa. Kryzys grozi także stosunkom z Izraelem, po tym jak USA umożliwiły przyjęcie rezolucji RB ONZ przeciwko żydowskiemu osadnictwu na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Frustracja z ośmiu lat prezydentury

Dziwi, że tuż przed końcem swoich rządów Obama przyjmuje tak agresywny kurs.

Patrick Horst: Politikwissenschaftler am Institut für Anglistik, Amerikanistik und Keltologie der Universität Bonn (Privat)

Patrick Horst nie wyklucza, że Obama chce ratować, co możliwe przed objęciem rządów przez Trumpa

Patrick Horst, politolog z Instytutu Anglistyki, Amerykanistyki i Celtologii na Uniwersytecie w Bonn nie uważa, żeby przy podejmowaniu tak drastycznych kroków wobec Rosji i Izraela Obamie chodziło o własny testament polityczny. Na pokazowe projekty znacznie bardziej by się nadawały inne przykłady, choćby umowa o wolnym handlu TPP albo umowa z Iranem. – Myślę raczej, że Obama jeszcze raz chce jasno pokazać wobec historii swoje stanowisko w kwestiach polityki zagranicznej – twierdzi Horst.

Zarazem sankcje wobec Rosji i rezolucja ONZ ws. Izraela mogą też jednak być efektem nagromadzonej frustracji. – Zwłaszcza stosunki z Izraelem, rozwiązanie oparte na dwóch osobnych państwach, Izraelu i Palestynie, od początku prezydentury Obamy było jego wielkim projektem. Zainwestował w niego wiele czasu, tak jak John Kerry i także Clinton. Przypuszczalnie go to gryzie – tłumaczy boński politolog.

Ratować, co się da

Innym wytłumaczeniem takiego odejścia Obamy z przytupem, może być przypuszczenie, że chce dokończyć wszystko to, co za Trumpa nie będzie już możliwe.

DW Irwin Collier Quadriga (DW)

Irwin Collier: „Nałożeniem sankcji na Rosję Obama wyświadczył sobie niedźwiedzią przysługę”

– Rząd Obamy prowadził walkę wyborczą w przeświadczeniu, że prezydentem zostanie Hillary Clinton – mówi Irwin Collier, dyrektor Instytutu Studiów Północnoamerykańskich na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie. – Zamiast przekazać po prostu pewne problemy swojej prezydentury następnemu rządowi, chce ratować pracę polityczną ze swoich obydwóch kadencji – wyjaśnia Collier.

W kwestii rezolucji RB ONZ ws. Izraela Obama mógł tylko działać. Innej możliwości właściwie nie miał. – USA miały do wyboru: albo wyrazić swoje zdanie teraz, albo pozostać bezczynnymi tak długo, jak długo rząd Trumpa będzie kontrolował politykę zagraniczną – twierdzi Collier.

REDAKCJA POLECA

Prezydent Obama zapowiada odwet za ataki rosyjskich hakerów

Prezydent Obama nie chce puścić płazem cyberataków rosyjskich hakerów. Jego zdaniem Stany Zjednoczone muszą podjąć działania, gdy obcy rząd próbuje manipulować walką wyborczą w USA. (16.12.2016)

Komentarz: Obama odchodzi, wyzwania pozostają

Obama żegna się z Europą. „Gorszy świat”

Sankcjami nałożonymi na Rosję Obama zrobił nie tyle przyszłemu prezydentowi USA, ile sobie niedźwiedzią przysługę, uważa Irwin Collier. – W ten sposób stwarza Trumpowi okazję przedstawienia Obamy jako ‚Bad Cop’ i inscenizowania siebie jako ‚Good Cop’ – argumentuje naukowiec z Berlina.

„Nie wiem, czy było coś podobnego

Z historycznego punktu widzenia nie jest niczym nowym, że prezydenci, którzy mają za sobą dwie kadencje, w ostatnich dwóch latach koncentrują się na polityce zagranicznej i swoim politycznym testamencie, uważa Patrick Horst. Ronald Reagan na przykład w ostatnich dwóch latach urzędowania zawarł umowy rozbrojeniowe z Gorbaczowem, George W. Bush doprowadził do porozumienia atomowego z Indiami. – Coś podobnego próbował ostatnio także Obama, chociażby wznowieniem stosunków z Kubą – mówi Horst.

Mimo to politolog jest zdania, że kończenie prezydentury skandalem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest czymś wyjątkowym. – Nie wiem, czy coś podobnego miało już kiedyś miejsce, rzeczywiście było to raczej niezrozumiałe posunięcie. Ale Obama cieszy się opinią polityka, który w kwestiach polityki zagranicznej ignoruje swoich doradców. Może i tym razem tak było – konkluduje Horst.

Helena Kaschel / Elżbieta Stasik

Kontynuacja książki “SB a Lech Wałęsa”


WPROST.pl

Ta książka wywoła kolejną burzę? Cenckiewicz zapowiedział kontynuację „SB a Lech Wałęsa”

Dodano:przedwczoraj 11:07219 1261650

Były prezydent Lech Wałęsa

Były prezydent Lech Wałęsa / Źródło: Newspix.pl / Roman Bosiacki

Prof. Sławomir Cenckiewicz, wiceprzewodniczący kolegium IPN, zapowiedział na antenie Polskiego Radia 24, że szykuje „kontynuację” książki „SB a Lech Wałęsa”.

Specjaliści z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie od kilku miesięcy pracują nad przygotowaniem opinii grafologicznej dotyczącej dokumentów znalezionych w domu Czesława Kiszczaka, wskazujących na współpracę Lecha Wałęsy z SB. Wyniki ich pracy miały być podane opinii publicznej w połowie listopada, jednak tak się nie stało. Dotychczas specjaliści nie wskazali kolejnego terminu, w którym taką opinię wydadzą. W jednym z komunikatów wskazywano na „wnikliwość badań”. Sprawę opóźnień opisywaliśmy także na Wprost.pl.

Prof. Cenckiewicz stwierdził w Polskim Radio 24, że nie wie, dlaczego tyle trwają te badania. Podkreślił też, że analiza trwa „już bardzo długo”, a zlecona została jeszcze przez poprzedni zespół kierujący prokuraturą IPN. Historyk wyraził również nadzieję, że jest już coraz bliżej zakończenia tej analizy grafologicznej.

„Po raz pierwszy mogę powiedzieć…”

Wiceprzewodniczący IPN skomentował też sugestie, jakoby akta Lecha Wałęsy zostały sfałszowane. – Musielibyśmy założyć, że jakiś zespół superfałszerzy fałszuje nie tylko wytwór agenturalnej pracy Lecha Wałęsy – czyli jego rękopiśmienne doniesienia agenturalne – ale również wszystkie zawarte w nich opisy rękopiśmienne – powiedział.

Podczas wizyty w radio, prof. Cenckiewicz wspomniał również o napisanej przez siebie książce „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, w której wspólnie z Piotrem Gontarczykiem opisywał agenturalną przeszłość byłego prezydenta. – Po raz pierwszy mogę powiedzieć, że w nieodległym czasie ukaże się kolejna książka, która będzie niejako kontynuacją tego tytułu – mówił.

/ Źródło: Polskie Radio 24

“GROZI NAM DEMOGRAFICZNA KATASTROFA”–a kto ją spowodował?


 

 

GROZI NAM DEMOGRAFICZNA KATASTROFA

W 2050 roku urodzi się zaledwie ok. 250 tys. dzieci /123RF/PICSEL

OpozdaKrystyna Opozda

KRYSTYNA OPOZDA

Wtorek, 25 października 2016 (06:00)

Coraz mniej dzieci przychodzi na świat, kurczy się liczba Polaków, osoby w wieku produkcyjnym nie nadążają z utrzymywaniem gospodarki, a Polska ma twarz emeryta. Nie jest to apokaliptyczna wizja naszego kraju, a jedynie obraz, jaki rysuje Główny Urząd Statystyczny na okres do 2050 roku. Eksperci nie mają wątpliwości – albo będziemy z tym walczyć, albo w ciągu najbliższych 34 lat Polska zmieni się nie do poznania.

GUS bije na alarm

W prognozie ludności na lata 2014-2050, jaką sporządził Główny Urząd Statystyczny, nie brakuje alarmujących doniesień.

Liczba urodzeń, która już od lat jest zmorą demografów, ma się stopniowo zmniejszać. Jak wynika z prognozy, w 2050 roku urodzi się zaledwie ok. 250 tys. dzieci. To o ok. 100 tys. mniej niż rodzi się aktualnie, choć już teraz mówi się o bardzo niskim wskaźniku urodzeń.

W parze z malejącą liczbą urodzeń będzie szła wzrastająca liczba zgonów. Z ok. 380 tys. aktualnie do ponad 420 tys. w 2050 roku.

Prognozowana liczba zgonów i urodzeń /INTERIA.PL

Prognozowana liczba zgonów i urodzeń /INTERIA.PL

Nietrudno się domyślić, że taka dysproporcja między urodzeniami a zgonami, doprowadzi do zmniejszenia się populacji Polaków. Jak przewiduje GUS – w 2050 roku będzie nas aż o ok. 4,5 miliona mniej.

Prognozowana liczba ludności /INTERIA.PL

Prognozowana liczba ludności /INTERIA.PL

Główny Urząd Statystyczny wskazuje również na wiele innych niepokojących kwestii – malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym, a więc tych, którzy są odpowiedzialni za rozwój gospodarczy państwa, czy rosnący wiek Polek, decydujących się na urodzenie dziecka.

  • To jest bardzo realny scenariusz. Zmiany, które dotyczą struktury wieku ludności, są zmianami, które wynikają z procesów już trwających. Jeżeli popatrzymy na liczbę urodzeń, to w Polsce już od dosyć dawna odnotowujemy niski wskaźnik dzietności, jest to ok. 1,3. To oznacza, że przeciętnie na jedną kobietę w wieku, w którym z reguły rodzi się dzieci, przypada 1,3 urodzonego dziecka. Żeby populacja się odnawiała, wskaźnik ten powinien wynosić nieco ponad 2 – mówi w rozmowie z Interią demograf dr Agnieszka Chłoń-Domińczak.
Kraj emerytów

Jeśli prognozy GUS rzeczywiście się sprawdzą, Polska stanie w obliczu bardzo poważnego kryzysu. Więcej osób w wieku poprodukcyjnym niż młodych, zdolnych do pracy, to ogromne zagrożenie dla gospodarki i rozwoju państwa.

  • Prognozy GUS powodują, że z pewnością musimy dostosować cały system polityki rynku pracy i społecznej do zmieniających się warunków. W związku z tym powinniśmy pracować dłużej, wiek emerytalny powinien być wyższy. To jest element konieczny do tego, aby ustabilizować system emerytalny, gdyż on wymaga trzymania stabilnej relacji pomiędzy liczbą osób pracujących i liczbą osób, które dostają emeryturę – wskazuje dr Chłoń-Domińczak. 
  • Na pewno należy także pomyśleć o kwestii opieki zdrowotnej, jak i opieki nad osobami starszymi, bo w polskim społeczeństwie będzie w przyszłości wielu seniorów. Do tego należy dostosować politykę społeczną – dodaje.

O prognozę dotyczącą zmniejszania się liczby Polaków zapytaliśmy również socjologa prof. dr hab. Tomasza Szlendaka. Jak zaznaczył, istnieje sposób, aby liczba ludności naszego kraju nie zmalała w tak drastyczny sposób.

  • Może to być postrzegane przez Polaków jako zagrożenie lub szansa – wskazuje.

A o czym mowa? Jak wyjaśnia socjolog, Polska jest na wysokim poziomie, jeśli chodzi o poziom życia, co będzie przyciągać ludzi z zewnątrz.

  • Mimo naszej homogenicznej struktury, do Polski będą przybywać cudzoziemcy. Już w tej chwili w Polsce jest bardzo wielu Ukraińców. Jestem przekonany, że ze zdestabilizowanych krajów będą do Polski napływać kolejne osoby. To, co jest nie do uzupełnienia przez naszą „substancję narodową”, jest do uzupełnienia przez migrację, tak się zawsze działo – dodaje.
Jedno dziecko i… koniec

Wydaje się, że aby utrzymać swoją homogeniczną strukturę, Polacy nie mają innego wyjścia, niż rodzenie większej liczby dzieci. To jednak teza prosta jedynie w założeniu.

Niemniej jednak, co się stało, że jeszcze w ubiegłym stuleciu nikt nawet nie myślał o problemie związanym z liczbą urodzeń, a dziś jest to prawdziwa zmora demografów?

Jak wskazuje dr Agnieszka Chłoń-Domińczak, powodem zmian nie jest niechęć Polaków do zakładania rodzin, a okoliczności, które temu nie sprzyjają.

  • To jest zmiana, która nastąpiła w Polsce na początku lat 90. Od tego czasu obserwujemy niższe poziomy dzietności. Ta zmiana nazywana jest w demografii drugim przejściem demograficznym. Oznacza ona, że mamy inne podejście do sposobu zawierania związków. Dziś kobiety i mężczyźni wchodzą w związki później, niż to miało miejsce 20, czy 30 lat temu. Później też podejmują decyzję o pierwszym dziecku, czy o ich większej liczbie. To także jest związane z tym, że na decyzję o posiadaniu dziecka wpływa szereg ważnych rzeczy – m.in. związanych z aktywnością zawodową, poczuciem stabilnej sytuacji na rynku pracy, czy stabilnej sytuacji mieszkaniowej. To ma dziś większe znaczenie niż w przeszłości – wskazuje demograf. 

Prof. dr hab. Tomasz Szlendak również wymienia liczne okoliczności niesprzyjające posiadaniu dzieci w Polsce.

  • Wydłużył się czas wejścia kobiet na rynek pracy. Pierwsze dziecko, często także jedyne, pojawia się wobec tego bardzo późno. Polacy nie decydują się na dzieci nie tylko ze względów ekonomicznych, ale także czasowych. Polska rozwijająca się klasa średnia musi bardzo mocno walczyć o swoje – utrzymanie na rynku pracy zabiera mnóstwo czasu. W okolicznościach, w których panuje „dziki kapitalizm”, wspomagany przez rozmaite obostrzenia podatkowe, całe finanse państwa ciążą na klasie średniej. To nie zachęca do powiększania rodzin – tłumaczy.
  • Aby rozwiązać ten problem, trzeba się przyjrzeć sytuacji Polek i Polaków w klasie średniej. W tej grupie dzieci jest najmniej, a to przecież ta grupa utrzymuje całe państwo. To jest kategoria ludności, która najczęściej ma jedno dziecko. Potrzebne zmiany powinny polegać na zbudowaniu bezpiecznego środowiska dla Polek. Chodzi np. o zabezpieczenie kobiet na rynku pracy, co z kolei wymaga wsparcia dla przedsiębiorców. Większość Polek pracuje w małych firmach, których nie stać na to, żeby kobieta poszła na urlop macierzyński. Kobiety wymuszają swoje prawa na przedsiębiorcach, ci z kolei nie chcą młodych kobiet wcale zatrudniać. W tej kwestii potrzebna jest ingerencja państwa, ale niestety jest to bardzo trudne. Każda instytucja ma bowiem odmienne regulacje w tej dziedzinie, co już stanowi problem – dodaje.

  • Prof. dr hab. Szlendak wskazuje również, że do posiadania dzieci nie zachęca polski rynek mieszkaniowy.

    • Inna sprawa – polscy mężczyźni unikają wyprowadzania się z domu rodzinnego, mamy po Włoszech największy odsetek mężczyzn, którzy długo mieszkają ze swoimi rodzicami. Kobiety wyprowadzają się chętniej i częściej, ale też, mówiąc brutalnie, nie mają z kim tych dzieci mieć. Zawęża się bowiem rynek interesujących partnerów, ze względu na to, że kobiety są coraz lepiej wykształcone, a brakuje mężczyzn o tych samych parametrach. Ten problem jest bardzo dobrze zbadany na Zachodzie, na przykład w Wielkiej Brytanii. Tam ok. 30 proc. kobiet z tytułem licencjata, nigdy nie znajdzie partnera długoterminowego – dodaje.

    Zdaniem socjologa, wspomniane procesy coraz bardziej się nasilają. – Polacy coraz częściej nie przejawiają chęci ani na długoterminowe związki, ani na inwestowanie w przyszłość. Kultura związków bardzo się zmieniła. Do 35., a nawet 40. roku życia mamy do czynienia z układanką kawałków – tu pożyję z jedną osobą, tu zwiążę się z drugą, albo przez chwilę pobędę sam/sama. Nie ma już tak często  tradycyjnego systemu reprodukcyjnego, jakim były stałe związki zwieńczone małżeństwem. Od trzech lat mamy taki trend, że powiększa się liczba urodzeń pozamałżeńskich, najczęściej w związkach kohabitacyjnych – mówi w rozmowie z Interią.

    • Jeśli aktualne tendencje się utrzymają, przy braku wsparcia od państwa w zakresie zwiększenia dzietności, tych dzieci nie będzie, ponieważ Polacy spotykają problemy już na wejściu – przewiduje.
    Zachęcanie czy odstraszanie?

    O problemie związanym z dzietnością alarmowano wielokrotnie. Przypomnijmy chociażby akcję społeczną Fundacji Mamy i Taty, która w 2015 roku wzbudziła wiele emocji w debacie publicznej.

    Spot promujący rodzicielstwo zachęcał do nieodkładania macierzyństwa na później.

    Problem związany z późnym decydowaniem się na dziecko jest bowiem bardzo poważny. Jak wynika z szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, Polka rodząca dziecko ma średnio 29 lat. Nienajlepsze są również prognozy na najbliższe 34 lata. W 2050 roku kobieta rodząca dziecko ma mieć bowiem 31 lat.

    Prognozowany wiek Polek rodzących dziecko /INTERIA.PL

    Prognozowany wiek Polek rodzących dziecko /INTERIA.PL

    Wspomniana akcja społeczna spotkała się jednak ze sporym oburzeniem. Wskazywano, że powody, dla których ludzie nie decydują się na powiększenie rodziny, często nie są od nich zależne.

    Oburzenie wielu komentatorów usprawiedliwia prof. dr hab. Tomasz Szlendak.

    • Akcje propagujące rodzicielstwo nie mają zbyt dużego znaczenia. Czy film, w którym ktoś strzela powoduje, że telewidz bierze pistolet do ręki i również idzie strzelać? Nikogo billboard ze szczęśliwą rodzinką nie zachęci do zakładania rodziny. To jest zbyt poważna decyzja, żeby takie rzeczy miały na nią wpływ – mówi w rozmowie z Interią.

    Przy tej okazji wspomina również, że aż 700 tys. par w Polsce nie może mieć dzieci ze względów medycznych.

    500 plus nie pomoże?

    Jeśli kampania społeczna nie zachęci nikogo do powiększania rodziny, to może uczyni to świadczenie, jakie rząd wprowadził w tym roku? Czy program „Rodzina 500 plus” jest dobrą odpowiedzią na demograficzne problemy naszego kraju? Prof. dr hab. Szlendak ma wątpliwości.

    • Wszystkie narzędzia państwa, w tym nawet „500 plus”, które jest moim zdaniem świetnym narzędziem do niwelowania nierówności społecznych, nie zaś do pobudzania dzietności, jest kierowane w te miejsca, które są najniżej i najwyżej w hierarchii społecznej. Dużej części osób z klasy średniej to narzędzie kompletnie nie dotyka. Zaczynanie od takich instrumentów być może jest sensowne w planie wyrównywania nierówności społecznych, natomiast nie w wypadku wspomagania dzietności – tłumaczy.
  • Intencją rządu było zachęcenie programem „500 plus” do posiadania drugiego dziecka, ale ten program oznacza jedynie, że świadczenie dostanie się tu i teraz. Nie ma gwarancji, że za rok również takie świadczenie będzie obowiązywać. W podjęciu decyzji o drugim dziecku zwraca się również uwagę na takie czynniki, o których wspominałem wcześniej, a których pieniądze nie gwarantują. Ta dopłata nie zachęci do posiadania dzieci, tylko tym ludziom, którzy w tej chwili mają drugie, czy trzecie dziecko, pomoże wyrównując szanse na rynku. Jest to więc narzędzie polityki społecznej, mające na celu wyrównanie szans, jednak z całą pewnością nie rozwiąże problemu małej dzietności – dodaje.

  • Nie odwrócimy trendu?

    – Nie uda nam się nadgonić wskaźników na 2050 rok. Ważne są jednak działania, które będą miały na celu poprawę sytuacji. Bardzo istotne są w tym kontekście rozwiązania pozwalające na godzenie pracy i życia rodzinnego. Statystyki pokazują, że więcej dzieci rodzi się w tych krajach, gdzie kobiety mają stabilniejszą sytuację na rynku pracy. Tu pojawia się element opieki przedszkolnej dla dziecka, która usprawni rodzicom możliwość godzenia pracy i opieki nad dzieckiem. To są z pewnością działania, które sprzyjają dzietności – mówi Interii demograf dr Agnieszka Chłoń-Domińczak.

    Podobnego zdania jest socjolog prof. dr hab. Tomasz Szlendak. – Bez skoordynowanej polityki państwa, o którą się staramy od dobrych 10 lat, nie ma szansy na odwrócenie trendu, jaki prognozuje GUS. To, co państwo może w tej materii zrobić także ma swoje ograniczenia ze względu na interes społeczny – wskazuje.

    • Dla porównania, Szwedka ma nie tyle dzieci z mężczyzną, co z państwem, które utrzymuje te dzieci. Polska polityka jest w tym aspekcie nieskoordynowana. Nie sądzę, żeby coś się w tej kwestii zmieniło, także w sferze kulturowej. Dziecko jest z różnych powodów – społecznych, ekonomicznych, kulturowych – bardzo kosztowne. Teraz musiałyby się pojawić spektakularne zmiany, żeby trend niskiej dzietności się odwrócił – dodaje.

    Dr Agnieszka Chłoń-Domińczak jest jednak nieco bardziej optymistyczna. – Zmiany demograficzne nie są zmianami, które dzieją się z dnia na dzień. Perspektywa 2050 roku to jednak prawie 35 następnych lat. Jeżeli odpowiednio się przygotujemy do tych zmian, to 2050 rok nie będzie dla nas zaskoczeniem – podsumowuje. 

    Czy młodzi Polacy będą mieli odpowiednie warunki do zakładania rodzin? Czy finansowa, mieszkaniowa i zawodowa kondycja młodych ludzi pozwoli im na podjęcie decyzji o powiększeniu rodziny? I jak się nie znaleźć u progu gospodarczej zapaści? Odpowiedzi na te pytania będą musieli znaleźć rządzący. Mają na to 34 lata. Wystarczy? 

    INTERIA.PL

    Program Nadieżdy Sawczenko


    Sputnik Polska

    01 STYCZEŃ 2017

    „Program Nadieżdy Sawczenko – oryginalna percepcja świata” © REUTERS/ Gleb Garanich OPINIE 08:10 01.01.2017Krótki link2528180 Deputowana do Rady Najwyższej Nadieżda Sawczenko, skazana wcześniej w Rosji w związku z zabójstwem dziennikarzy w Donbasie i ułaskawiona przez prezydenta Federacji Rosyjskiej, oficjalnie poinformowała o założeniu swego własnego ruchu społecznego RUNA. Celem będzie zbudowanie na Ukrainie decentralizowanego unitarnego państwa. © SPUTNIK. MIKHAIL VOSKRESENSKIY Nadieżda Sawczenko stworzy partię opozycyjną „Pragniemy przedstawić wam dziś naszą platformę społeczną. Nie będzie to żaden projekt polityczny. Partia jest jedynie mechanizmem, pojawi się u nas, gdy zajdzie taka potrzeba. W tej chwili jest to zwykłe, naturalne zjednoczenie ludzi” — powiedziała Sawczenko podczas konferencji prasowej. Sprecyzowała ona, że organizacja społeczna nie ma żadnych sponsorów, że źródłem jej finansowania są składki, wpływające na jej własne konto i na konto samej organizacji społecznej. Program ukraińskiej deputowanej ma za podstawę zasadę federalizacji: zamierza przeznaczyć szerszy zakres uprawnień lokalnym władzom i zapewnić powrót Ukrainy do modelu „sprzed 1654 roku”. © SPUTNIK. MIHAIL VOSKRESENSKIY Sawczenko: blokada Donbasu może doprowadzić do ofiar w ludziach Politolog Aleksander Dudczak uważa program Sawczenko za nader oryginalny: W związku z degradacją przemysłu Ukraina właśnie zbliża się do wskaźników z 1654 roku. Trudno powiedzieć, dlaczego Sawczenko uważa, że właśnie w tamtym okresie Ukraina była krajem idealnym. Ewentualnie, jest to taka oryginalna percepcja świata — powiedział Aleksander Dudczak w wywiadzie dla radia Sputnik. Jego zdaniem dążenie Nadieżdy Sawczenko do utworzenia ruchu społeczno-politycznego jest w pełni zrozumiałe. © SPUTNIK. STRINGER Sawczenko: Szykują na mnie zamach! „Stanowi to potwierdzenie tego, że aktualne władze na Ukrainie są absolutnie niepopularne, i że wszystkie mniej lub bardziej znane osobistości starają się kształtować własne siły polityczne. W przypadku wyborów wielu ma szanse na zajęcie miejsc na politycznym Olimpie. Dlatego Sawczenko także szuka w tym miejsca dla siebie, dopóki ludzie pamiętają jeszcze jej nazwisko. Została ona wydalona z partii i z frakcji partii «Batkiwszczyna», już nie reprezentuje Ukrainy w Europie. Sawczenko działa nie tak, jak życzyłyby sobie aktualne władze: opowiada się za federalizacją, usiłuje prowadzić pertraktacje z liderami republik ludowych Donieckiej i Ługańskiej, które proklamowały niepodległość, zajmuje się wymianą wojskowych. Wszystko to jest irytujące dla władzy. W celu dyskredytacji Sawczenko, podważenia jej image, oskarża się ją o kontakty ze służbami specjalnymi Rosji i z kierownictwem republik Donbasu. Wszyscy jednakże zdają sobie sprawę z tego, że wybory odbędą się już wkrótce, dlatego Sawczenko usiłuje zrobić coś, aby nie być ostatecznie zapomnianą” — powiedział politolog Aleksander Dudczak.

    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/opinie/201701014539525-program-nadiezdy-sawczenko-ukraina-runa-opinia/

    Zamach w tureckim klubie


          Zamach w tureckim klubie. Co najmniej 39 osób zginęło, a 69 jest rannych

        Zamach w tureckim klubie.

         

        10ZOBACZ ZDJĘCIA

         

        Około godz. 1.15 lokalnego czasu napastnik przebrany w strój Świętego Mikołaja wtargnął do jednego z popularnych tureckich klubów nocnych o nazwie Reina w Stambule i oddał strzały do świętujących Nowy Rok osób. Według najnowszych informacji 39 osób zginęło, w tym 16 obcokrajowców, a 69 osób jest rannych. Nie ma wśród nich Polaków. Los napastnika jest nieznany.

        10.30 Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że Turcja nie spocznie w walce z wszelkimi formami terroryzmu. – Jako kraj będziemy walczyć do samego końca, nie tylko ze zbrojnymi atakami grup terrorystycznych i tymi, którzy za nimi stoją, ale także z atakami politycznymi, społecznymi i gospodarczymi. Terroryści próbują wywoływać chaos, demoralizować naszych obywateli i destabilizować państwo okrutnymi atakami na cywilów. Ale my jako nacja zachowamy trzeźwy umysł, będziemy jednością i nigdy nie pozwolimy na to, aby takie nieczyste zagrania miały miejsce w naszym państwie – napisał w specjalnym oświadczeniu Erdogan.

        10.20 Wciąż trwa obława na zamachowca. Z relacji świadków wynika, że po oddaniu na oślep serii strzałów, zdjął on z siebie kurtkę Świętego Mikołaja, pod którą miał marynarkę, następnie wtopił się w tłum i opuścił lokal.

        8.47 Centrum Operacyjne MSZ potwierdziło w rozmowie z Fakt24.pl, że w zamachu na klub Reina w Stambule nie zginęli Polacy. Nie ma także informacji, by obywatele naszego kraju zostali ranni w ataku.

        8.21 Dotychczas zidentyfikowano tożsamość 21 ofiar. Na razie nie wiadomo, czy są wśród nich Polacy.

        8.16 Tureckie władze początkowo podawały, że napastnik zginął podczas wymiany ognia z policjantami. W niedzielę nad ranem tureckie media zdementowały tę informację. Losy zamachowca są nieznane.

        Do zamachu terrorystycznego w tureckim klubie nocnym Reina doszło około godz. 1.15 miejscowego czasu. Do klubu w Stambule wtargnął uzbrojony w karabin kałasznikowa mężczyzna, który miał otworzyć ogień do bawiących się osób. Jak podają tureckie władze, wcześniej miał on zastrzelić policjanta i jednego cywila. Był on przebrany w kostium Świętego Mikołaja. 

        Przez kilkadziesiąt minut krążyły sprzeczne informacje, że zamachowców było dwóch. Władze potwierdzają, że napastnik działał sam i zginął w wyniku wymiany ognia z policją. Media podają jednak, że jego los jest nieznany i na chwilę obecną nie można potwierdzić żadnej informacji na temat tego, czy żyje, czy zginął. Mer Stambułu poinformował o 35 osobach, które zginęły i co najmniej 40 rannych. Jednak najnowsze informacje mówią o 39 ofiarach, w tym 16 obcokrajowcach i 69 rannych. Dotychczas zidentyfikowano 21 ofiar. Wśród zabitych jest jeden policjant. W trakcie ataku w klubie przebywało od 600 do 800 osób.

        Przez pierwsze godziny po zamachu funkcjonariusze wyprowadzali ludzi na ulicę. Policja wstrzymała ruch na ulicach prowadzących do największych placów w Stambule i w stolicy kraju – Ankarze. Agencja prasowa Anadolu informuje, że w Stambule bezpieczeństwa pilnuje 17 tys. policjantów. Zamknięty został rejon przylegający do klubu. Służby ratunkowe przeszukują Bosfor. Według informacji wiele osób miało skakać do wody ratując się przed strzelającym napastnikiem.  – Terrorysta z bronią długolufową brutalnie i okrutnie dokonał tego incydentu, strzelając w niewinnych ludzi, którzy byli tam wyłącznie, żeby celebrować początek Nowego Roku i dobrze się bawić – poinformował Vasip Sahin, gubernator prowincji. Z relacji świadków wynika, że napastnik miał mówić po arabsku. Klub nocny Reina jest jednym z najpopularniejszych w Stambule i odwiedza go wielu zagranicznych turystów.

        Uczestnicy wydarzeń relacjonują ich dramatyczny przebieg. –  Musiałam się wygrzebać spod kilku ciał zanim udało mi się wydostać na zewnątrz – mówi telewizji NBC News Sisin Uyanik, której udało się wydostać z klubu. – Nie widziałem kto strzela, ale usłyszałem strzały i ludzie zaczęli uciekać. Policja szybko weszła do środka – napisał na Twitterze turecki piłkarz Sefa Boydas, który był w klubie w czasie zamachu. W trakcie szturmu pojawiały się tweety osób, które rzekomo znajdowały się w środku klubu Reina. Błagały o pomoc.

        Aykan Erdemir, były turecki parlamentarzysta, powiedział w rozmowie z CNN, że atak przypomina ten, do którego doszło 13 listopada 2015 roku w paryskim klubie Bataclan. – Jest to atak na zachodni styl życia. Atak na świecką Turcję, wielkomiejski sposób życia. Dolane zostało paliwo do bieżących konfliktów kulturowych, które dzielą Turcję – ocenił były polityk.

        New York Times informuje, powołując się na słowa właściciela klubu Reina, że w ciągu ostatnich 10 dni zostały wzmocnione środki bezpieczeństwa po tym, jak amerykański wywiad ostrzegł przed możliwymi atakami. 

        Prezydent USA Barack Obama przesłał władzom tureckim kondolencje, jednocześnie oferując niezbędną pomoc. – Prezydent złożył wyrazy kondolencji wobec utraty życia przez niewinne osoby i polecił swemu zespołowi aby zaoferował, w miarę potrzeb, wszelką niezbędną pomoc władzom tureckim. Polecił też, aby informowano go na bieżąco – poinformował Eric Schultz, rzecznik Białego Domu.

        Obserwuj

        AFP news agency

        @AFP

        #BREAKING White House condemns ‚horrific’ Istanbul attack, ‚savagery’ of gunmen

        02:51 – 1 sty 2017

      • 106106 podanych dalej

      • 5959 polubień

      • Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini napisała na twitterze, że – Rok 2017 rozpoczął się od ataku w Stambule. Nasze myśli są z ofiarami oraz ich bliskimi. Będziemy kontynuować naszą pracę, aby przeciwdziałać takim tragediom. 

        W Turcji dokonano w 2016 roku wielu ataków terrorystycznych, w których zginęło ponad 180 osób. Do ataków przyznawało się tzw. Państwo Islamskie oraz organizacje kurdyjskie.  

        Obserwuj

        Ittihadi Islam @ittihadiislamen

        #Istanbul: Terrorists dressed as Santa and armed with AK-47 & grenades attacked the #Reina Nightclub in #Istanbul.

        01:45 – 1 sty 2017

      • 355355 podanych dalej

      • 177177 polubień

      • 11godz.

        BBC Breaking News

        @BBCBreaking

        Media reports suggest 1 of 2 attackers in Istanbul #Reinanightclub attack still inside clubhttp://bbc.in/2hABnXr

        Obserwuj

        BBC Breaking News

        @BBCBreaking

        At least 35 killed, 40 wounded in #Reina nightclub attack, Istanbul governor sayshttp://bbc.in/2ipMxAk pic.twitter.com/PuPEwv0O5U

        01:21 – 1 sty 2017

        Zobacz obraz na Twitterze

      • 3 3223 322 podane dalej

      • 1 1671 167 polubień

      • Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

        Obserwuj

        ilhan tanir

        @WashingtonPoint

        Attackers w kaleshnikovs reportedly still inside famous #Reinaclub.
        Seen several dead & injured people footage & photos. #IstanbulAttacked.

        00:29 – 1 sty 2017

      • 313313 podanych dalej

      • 7979 polubień

      • Obserwuj

        The Ankara Times @TheAnkaraTimes

        #BREAKING :Terorist attack at #Istanbul‚s Reina nightclub

        00:18 – 1 sty 2017

      • 6868 podanych dalej

      • 3131 polubień

      • Obserwuj

        Sky News

        @SkyNews

        Turkish state media reports one attacker is still inside the nightclub in Istanbul

        00:38 – 1 sty 2017

      • 243243 podane dalej

      • 6969 polubień

      •  

        bcm, KN

        „Internauci turlają się ze śmiechu”


        „Internauci turlają się ze śmiechu”. Tak prawica śmieje się z orędzia noworocznego Petru

        Orędzie noworoczne Ryszarda Petru rozbawiło prawicę.
        Orędzie noworoczne Ryszarda Petru rozbawiło prawicę. Fot. S.Kamiński/AG

        Niektórzy najwyraźniej mocno na to czekali. „JEST!!! Wymarzyłem sobie i jest! Świeża bułeczka. Orędzie lidera opozycji Ryszarda Petru na Nowy Rok!” – to jeden z wpisów na Twitterze. Internauci pamiętają, jak rok temu Ryszard Petru wygłosił swoje pierwsze orędzie noworoczne do narodu. I tym razem też się nie rozczarowali. Kpinom jednak nie ma końca.

        „To sztuka gadać prawie 3 minuty i nie powiedzieć żadnego konkretu” – to jeden z delikatniejszych komentarzy.

        Widziałam orędzie … Pan Ryszard chyba uwierzył, że jest prezydentem. A niech sobie żyje w swoim świecie… Do Siego Roku!!! 🙂

        Uwaga! Dla osób o mocnych nerwach! Orędzie Ryszarda Petru i Nowoczesnej z życzeniami na Nowy Rok http://ln.is/www.youtube.com/1IWxo  przez @YouTube

        Jeszcze nie ma północy a już było orędzie prezyd…. a nie czekaj

        Portal niezalezna.pl skomentował z kolei, że lider Nowoczesnej „chyba poczuł się już nie tylko szefem całej opozycji, ale nawet jakimś alternatywnym premierem czy prezydentem”. „Chyba lepszego prezentu na koniec roku internautom zrobić nie mógł – mają dobrą zabaw” – czytamy. Orędzie ma być specyficzne, gdyż roztacza nad Polakami czarną wizję – na tym właśnie ta specyfika ma polegać.
        – To był trudny rok. Na naszych oczach, w błyskawicznym tempie powstała Polska murów, Polska zamkniętych na dialog drzwi – mówi w orędziu Ryszard Petru.

        %d blogerów lubi to: