Pekin gotowy do starcia o przywództwo


 

Xi Jinping, fot. Lintao Zhang

Pekin gotowy do starcia o przywództwo

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Środa, 25 stycznia 2017 o godz. 21:09:00

Chiny umacniają swoją pozycję w świecie jako globalnego lidera w gospodarce. Mało jest krajów na świecie, które nie zabiegałyby o ich względy, a zwłaszcza o inwestycje. Choć Stany Zjednoczone nie wywiesiły jeszcze białej flagi, a ich polityka wobec Chin realizowana przez nowego prezydenta jest wciąż wielką niewiadomą, to ich dominująca rola w gospodarce będzie zdaniem wielu obserwatorów maleć. Chiny stawiają na integrację ze światową gospodarką i tworzą kolejne szlaki swojej ekspansji.

 

    W ubiegłym roku wartość inwestycji Chin za granicą wyniosła 170 mld USD. Tyle wynika z informacji Państwowego Komitetu do Spraw Reform i Rozwoju. W porównaniu z 2015 r. oznacza to wzrost o 55,3 proc. Chińczycy prowadzą też pod względem inwestycji w najnowsze technologie. W produkcję najnowszych źródeł energii zainwestowali 32 mld USD. Ich inwestycje nie mają jednak charakteru finansowego. Polegają one na kredytowanym eksporcie do zainteresowanych państw chińskich maszyn i urządzeń. Tego typu „inwestycyjny eksport” ma w Chinach absolutny priorytet. By go ułatwić, Pekin rozwija nowe drogi transportowe ze wschodu na zachód. Korzysta już z 39 szlaków kolejowych, które wiążą 16 chińskich ośrodków i 15 europejskich. Wykorzystują do tego linie kolejowe , biegnące przez Azję Centralną, Iran, Turcję, Rosję, Białoruś, Polskę. Pociągi towarowe z Chin docierają już do Hiszpanii, a w początku stycznia bieżącego roku pierwszy skład wyruszył do Londynu.

ZOBACZ TAKŻE: Nowy pociąg połączy Azję i Europę na osi północ – południe

    Społeczeństwo chińskie według oficjalnych danych staje się coraz zamożniejsze. Nikt już w Chinach nie chce pracować za miseczkę ryżu. Począwszy od 2000 r. klasa średnia w Chinach podwoiła swoją wielkość i stanowi już 37 proc. ogółu ludności. Analitycy zaznaczają, że dochody ludności i to zarówno miejskiej, jak i wiejskiej nie przestają rosnąć… Według badań Wydziału Socjologii Chińskiej Akademii Nauk Społecznych średnie dochody osiąga w Chinach 37,4 proc. ludności. Połowa z nich 18,5 proc. osiąga dochody, które pozwalają zaliczyć ich do zamożnych, czy nawet bogatych. 18,9 proc. Chińczyków osiąga dochody znacznie niższe, ale jak na chińskie warunki stosunkowo wysokie. 

    W miastach chińskich żyje się obecnie znacznie lepiej niż na wsi. Dochody ludności miejskiej są 2,8 razy wyższe od tych osiąganych przez mieszkańców wsi. Wzrost dochodów ludności wiejskiej wyniósł w minionym roku 6,5 proc., a miejskiej  5,7 proc. Chociaż wskaźnik wzrostu zarobków jest korzystniejszy dla wsi, to jednak wciąż jest on zbyt niski, żeby zlikwidować dysproporcje. 

ZOBACZ TAKŻE: Jak wyglądałaby wojna USA z Chinami?

    Obecnie według badań socjologicznych 57 proc. Chińczyków mieszka w miastach, mimo to chińskie miasta wciąż odczuwają napływ mieszkańców ze wsi. Przewiduje się, że w 2010 r. około 60 proc. ich ludności będzie zamieszkiwać miasta. Jednak zdaniem obserwatorów szczyt urbanizacji Chiny mają już za sobą. Tempo przesiedlania się mieszkańców wsi do miast ulegnie spowolnieniu.

    Umacnianie się w Chinach klasy średniej nie będzie bynajmniej oznaczało rozwoju demokracji, jak naiwnie sądziło wielu zachodnich analityków. Wszystko wskazuje na to, że pozycja partii komunistycznej w państwie wzrośnie. Nie jest nawet wykluczone, że częściowo kraj cofnie się do czasów Mao Zedonga, od kultu którego Pekin formalnie nigdy się nie odciął.

ZOBACZ TAKŻE: Wojskowy potencjał Chin

    W Pekinie krążą wieści, że obecny przewodniczący ChRL i lider partii komunistycznej Xi Jinping nie ma zamiaru odchodzić na polityczną emeryturę, ale po raz trzeci pod rząd chce być wybrany na funkcję generalnego sekretarza. W zasadzie idea pozostawienia go na stanowisku krąży wśród chińskich elit od dawna. Plenum Centralnego Komitetu przyznało mu m.in. tytuł „fundamentalnego przywódcy”, czyli wodza, któremu przysługuje ostatnie słowo we wszystkich kwestiach, w tym w decyzjach kadrowych na szczytach władzy, które zostaną dokonane na XIX zjeździe Komunistycznej Partii Chin.

    Także zachodni analitycy przyznają , że przy obecnym sekretarzu generalnym system kolektywnego kierowania krajem, wprowadzony w Chinach po śmierci Mao przestał funkcjonować. Tak twierdzi m.in. Wall Street Journal. Całą władzę w Chińskiej Republice Ludowej miał wziąć w swoje ręce Xi Jinping. Miał on sobie podporządkować armię i wszystkie inne organy w państwie, a przede wszystkim w znacznym stopniu także zarządzanie chińską gospodarką. 

ZOBACZ TAKŻE: Ekipa Trumpa chce twardej polityki wobec Chin i Rosji

    Xi Jinping kończy obecnie pierwszą kadencję i czeka go jeszcze druga, ale to, czy będzie mógł pozostać na trzecią  rozstrzygnie się na zbliżającym się XIX Zjeździe KPCh. By Xi mógł pozostać na trzecią kadencję, XIX Zjazd nie może wyznaczyć jego następcy. Jeżeli tego nie zrobi, Xi trzecią kadencję będzie miał w kieszeni. Po jej zakończeniu będzie miał 69 lat. Wówczas będzie mógł oczywiście podjąć walkę o czwartą kadencję.

    Znaczna część partyjnych liderów popiera ponoć pozostanie obecnego sekretarza generalnego na stanowisku. Uważają bowiem, że Chinom potrzebny jest teraz mocny przywódca, który będzie w stanie kontynuować ich rozwój ekonomiczny, a jeżeli zajdzie taka sytuacja, podjąć wyzwanie Zachodu. W Pekinie mówi się, że Xi ma jeszcze szereg pomysłów, ale dla ich zrealizowania potrzebuje czasu i trzeba go najzwyczajniej mu go dać. Chińska tradycja uczy bowiem, że ich kraj dla rozwoju potrzebuje stabilności.

    Niektórzy chińscy partyjni dygnitarze uważają, że w Chinach trzeba wprowadzić podobny system prezydencki, jaki jest w Rosji. Umożliwiałby on kandydatowi wyznaczonemu przez partię obejmowanie stanowiska prezydenta. 

    Chińscy analitycy zdają sobie też sprawę, że w świecie coraz bardziej popularna jest idea podjęcia starcia z Chinami. Wielu ekspertów jest zdania, że jeżeli przywódcy zachodni będą uchylać się od starcia z Chinami, to będą bezradnie przyglądać się niszczeniu własnych gospodarek przez chińską ofensywę realizowaną pod płaszczykiem WTO.

    Możliwości podjęcia wojny celnej z Chinami nie wykluczył nowy prezydent USA Donald Trump. Jeżeli ją podejmie, wraz z innymi działaniami ograniczającymi ich ekspansję w świecie, Chiny się zakołyszą i dlatego potrzebny jest im silny przywódca. 

    Marek A. Koprowski

Skandaliczna dezinformacja Onetu


Skandaliczna dezinformacja Onetu! News o „30 luksusowych limuzynach za 35 mln zł” był całkowitą nieprawdą!
wpis z dnia 31/01/2017

foto: youtube.com

Kilka dni temu należący do niemieckiej grupy medialnej polskojęzyczny portal Onet.pl informował, że „Ministerstwo Obrony Narodowej kupiło 30 luksusowych limuzyn za prawie 35 milionów złotych”. Problem w tym, że informacja ta była zupełnie nieprawdziwa. W rzeczywistości na potrzeby szczytu NATO w 2016 r. MON kupiło 3 luksusowe limuzyny (a nie 30), 12 samochodów klasy średniej oraz 22 samochody zabezpieczające i pomocnicze za łączną kwotę 13,2 mln zł (a nie blisko 35 mln). Oto jak wygląda dezinformacja level HARD!

 


Kilka dni temu na stronach należącego do Ringier Axel Springer portalu Onet.pl pojawił się artykuł pt.: „MON kupiło 30 limuzyn za prawie 35 milionów złotych. Dwie z nich rozbiły się pod Toruniem”:

r e k l a m y


Artykuł wywołał oczywiście gigantyczne emocje. Wśród blisko 4 tys. komentarzy umieszczonych przez internautów pod tekstem, dominowały te zdecydowanie negatywne wobec MON, Macierewicza czy PiS.Problem w tym, że informacja o zakupie przez MON „30 luksusowych limuzyn za prawie 35 milionów złotych” okazała się być zupełnie nieprawdziwa.
W oficjalnym komunikacie MON stwierdził, iż nieprawdą jest, że na zakup samochodów wydano blisko 35 mln zł: „Wszystkie koszty związane z pozyskaniem niezbędnych środków do przewozu i ochrony gości wyniosły 13,2 mln zł. W tej sumie mieści się pozyskanie: 3 BMW 7, 12 samochodów klasy średniej i 22 samochodów zabezpieczających i pomocniczych”.
Ministerstwo poinformowało również, że domaga się od portalu Onet.pl, który jako pierwszy zamieścił dezinformację na temat kosztów oraz od innych mediów i osób publicznych zaprzestania szerzenia dezinformacji i oficjalnych przeprosin.

Źródło: MON kupiło 30 limuzyn za prawie 35 milionów złotych. Dwie z nich rozbiły się pod Toruniem (Onet.pl)
Źródło: Komunikat MON z 29.01.2017 (Mon.gov.pl)

wpis z dnia 31/01/2017

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

Niezrozumiała choroba Najjaśniejszej Pani


prawica.net

 

Najjaśniejsza w agonii?

Pacjentka w białej bluzeczce i czerwonej spódnicy opadła bezwładnie na lekarską kozetkę. Jej ciało, choć piękne i smukłe, nie pozostawiało wątpliwości, iż nie jest w kwitnącym stanie. Zmrużone oczy, zdawały się wołać o pomoc, co chwila zwilżając się bolesną łzą. Kiedy zebrane konsylium przeglądało medyczne papiery pacjentki na ich obliczach malowało się zdziwienie, że w tak wymęczonym ciele bije wyjątkowo silne serce, stanowiąc ostatnią nić łączącą tę umęczoną postać z doczesnością.

  • Co się z nią dzieje? – wyszeptał jeden ze znamienitych medyków, zbliżając się do prowadzącego lekarza.
  • Pacjentka wyczerpana wewnętrznym i zewnętrznym atakiem pasożytów. Skupiska pasożytnicze o różnym pochodzeniu, tworzą ogniska zapalne, eksploatując ponad miarę jej wątły organizm. W 1989 roku nastąpiła operacyjna próba odbudowy wewnątrzkomórkowej, jednak uśpione kolonie zabójczych bakterii niemal natychmiast się odbudowały, niszcząc regenerowaną tkankę. Kreowany podział pasożytów na główne stronnictwa doprowadził do bezpardonowej walki wewnętrznej, skutecznie dewastując strukturę żywicielki. – głośno wyrecytował historię choroby jegomość w białym kitlu.

  • A co z przeciwciałami? – zapytał, któryś z uczestniczących.

  • Na wyczerpaniu. – Szybko odparował główny prelegent. – Nie widziałem u nikogo na świecie, by układ pasożytniczy tak skutecznie pozbawił wszystkie przeciwciała jakiejkolwiek broni. Teraz pomimo chęci walki o swój organizm, szlachetne komórki są bezbronne. To jednak normalne, bowiem każdy pasożyt walczy o utrzymanie przy życiu organizmu żywiciela, bojąc się jednak jego zbyt dobrej, zbrojnej kondycji. Zatem wiele łatwiej jest utrzymać przeciwciała uzbrojone w atrapy broni, niż narazić się na skuteczną walkę o dobro macierzy. Trzeba tylko wmówić im, iż walczymy o to samo, i gdy uwierzą, można poprowadzić ich na rzeź w kierunkach wskazanych przez pasożytnicze gremium, pod kłamliwym sztandarem walki o dobro żywiciela.

  • Kto do cholery doprowadził do takiego stanu pacjentkę. – żachnął się profesor stojący nieco na uboczu.

  • Do czasu pierwszej operacji – rzeczowo kontynuował prelegent – organizm pacjentki dewastowała wschodnia plaga. Od 1989 roku pasożytnicze ogniska przechrzciły się w plagę zachodnią. Co dla skutecznego niszczenia życia pacjentki, nie ma większego znaczenia.

  • Może warto poprosić o pomoc znane, światowe autorytety medyczne? – padło pytanie z drugiego rzędu zebranych.

  • Było wiele czynionych prób konsultacji. Jednak, o dziwo, żadnemu z obcych autorytetów nie zależało na poprawie stanu naszej chorej. – odparł prowadzący, szukając wzrokiem zadającego pytanie. – Amerykańscy uczeni chętnie pomogą, tylko po to by trzymać łapę nad równowagą między wschodnią i zachodnią plagą, nie zapominając oczywiście o ukrytych bogactwach naszej chorej. Niemieccy naukowcy, pod hasłem pomocy, myślą tylko o drenażu organizmu pacjentki i utrzymaniu jej przy życiu w statusie niewolnicy. Ruscy dobrodzieje, choć dostrzegają wspólne korzenie, nie bardzo przejęli by się zgonem chorej. Izraelscy luminarze najchętniej podłączyli by naszej pacjentce bolesną lewatywę, drenując jej ciało z ostatnich dóbr, w oczekiwaniu na testamentowe nadania. Chińscy lekarze chcieli przeprowadzić transfuzję, ale szybko usłyszeli od wiodących decydentów, iż nie pasuje ich grupa krwi dla naszej pacjentki. Zresztą z karty choroby wynika, że na przestrzeni historii, krew naszej chorej pasowała każdemu biorcy. Wielu zatem korzystało z tak rzadkiej grupy krwi, nie licząc się jednak nigdy, ze stanem zdrowia dawczyni, wysysając ją niemal do cna. Była także propozycja przeszczepu z angielskiej kliniki. Szybko jednak okazało się, iż Angole chcieli przeszczepić niezniszczalne serce chorej, zastępując je własną, skarlałą i niewydolną pompą. Nasza pacjentka ledwie uniknęła zabójczego zabiegu, lecz brytyjskie propozycje stają się coraz bardziej nachalne. Tylko sugestia węgierskich uczonych, gruntownego odkażenia organizmu pacjentki, zdaje się być sensowna. Zwłaszcza, iż ta metoda zyskuje coraz więcej zwolenników w Europie.

  • I to cała nadzieja dla chorej? – zapytał najgodniej wyglądający uczestnik całego naukowego gremium.

  • Na pewno jedna z ostatnich. – szybko odparł prowadzący, wertując kolejne strony swoich notatek.

  • Czyli przeciwciała nie dadzą rady? – kontynuował dociekania pytający.

  • Może i by sobie poradziły, ale sprawne i uzbrojone komórki są wysyłane poza ciało tej pięknej kobiety. Ona sama, natomiast leczona jest amerykańskimi antybiotykami, które w niczym jej nie pomagają.

  • To kto jest odpowiedzialny za jej leczenie, do jasnej cholery!? – uniósł głos wzburzony profesor.

Zapadła cisza. Wszyscy zaczęli rozglądać się wokół siebie, jakby szukając winnego stanu pacjentki. Prowadzący nerwowo przewracał kolejne kartki ze swoich zapisków.

  • Kto jest lekarzem prowadzącym!? – grzmiał głos profesora.

Spocony prelegent dotarł wreszcie do karty choroby, wieńczącej kilka stron bezładnych notatek. Nasunął głębiej okulary, przybliżając skrawek papieru. Na jego twarzy odmalowało się nerwowe skupienie. Podniósł okulary, mrużąc jednocześnie oczy.

  • Podpis nieczytelny. – Wymamrotał – Ale to chyba nikt z naszych – dodał po chwili, lekko się prostując.


Leszek Posłuszny

Prawnik. przedsiębiorca, pisarz. Opublikowane książki: „Pod oknem suflera” i „Masz 30 nieprzeczytanych wiadomości”.

Niemieckie obozy śmierci. Znaleźć współwinnego – Rozmowa z prof. Tadeuszem Wolszą


Bibuła.pl

Niemieckie obozy śmierci. Znaleźć współwinnego – Rozmowa z prof. Tadeuszem Wolszą

Aktualizacja: 2017-01-27 2:35 pm

W Niemczech panuje powszechna zmowa milczenia. Mało tego! Większość niemieckich instytucji nie była i nie jest zainteresowana ściganiem winnych. Wręcz przeciwnie: gdy pojawia się tego typu „niebezpieczeństwo”, to rozpoczyna się akcja ukrywania i rozgrzeszania zbrodniarza!” – mówi w rozmowie z portalem PCh24.pl prof. Tadeusz Wolsza, członek Rady oraz Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

Kim byli niemieccy naziści?

Niemieccy naziści byli współtwórcami zbrodniczego systemu, który doprowadził do gehenny i śmierci milionów ludzi w Europie. Na początku zgotowali oni piekło obywatelom III Rzeszy w 1933 roku, po dojściu Hitlera do władzy. Potem te same metody zaczęli praktykować w okupowanej Europie. Ich pierwszą „zagraniczną ofiarą” były ziemie polskie, gdzie zaczęto wykorzystywać do mordowania ludzi różnego rodzaju zbrodnicze techniki, których wcześniej nikt nie stosował.

Gazowanie na masową skalę mężczyzn, kobiet i dzieci umieszczonych w obozach zagłady nie było przecież wcześniej praktykowane. Pierwsze takie próby miały miejsce w obozie w Chełmnie nad Nerem. Mordowano tam gazami spalinowymi w bardzo szczelnych pomieszczeniach, do których były podłączone specjalne przewody doprowadzające spaliny samochodowe. Z zachowanych dokumentów wynika, że metoda ta sprawdzała się w 100 procentach. Była jednak zbyt droga i „za mało wydajna”, dlatego postanowiono wdrożyć nowe technologie związane z gazem – cyklonem. Poligonem doświadczalnym był niemiecki obóz zagłady w Auschwitz – Birkenau.

Dlaczego tak wiele obozów śmierci Niemcy zlokalizowali na polskich ziemiach?

Było to związane z „niemieckim pragmatyzmem”. Niemcy na wszelki wypadek postanowili ukryć miejsca swoich zbrodni i dlatego też najbardziej mordercze obozy były zlokalizowane „gdzieś daleko na Wschodzie” w Bełżcu, w Sobiborze, w Treblince, w Auschwitz – Birkenau i innych „ustronnych miejscach”. Do każdego z nich dobudowano specjalne linie kolejowe umożliwiające dostarczanie kolejnych ofiar niemieckich zbrodni. Dodatkowo w Polsce gros społeczeństwa stanowili Żydzi. Można było ich bez większych problemów i bez większych dodatkowych środków dostarczyć do „fabryk śmierci”, jakimi były niemieckie obozy zagłady.

Kiedy Niemcy doszli do wniosku, że mordowanie na masową skalę jest możliwe do przeprowadzenia w warunkach obozowych?

Najprawdopodobniej jeszcze przed wojną, przynajmniej w skali zamierzeń. Potem podczas konferencji w Belinie w styczniu 1942 roku podjęli decyzję o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej”. Następnie skrupulatnie wdrażali ją życie. Wszystko w myśl planów Adolfa Hitlera, które zakładały eksterminację Żydów, Słowian, Romów i wszystkich innych ludzi, których uznawali za gorszych. Nie jest więc uzasadnione twierdzenie, że wszystkie te działania były przypadkiem. Była to akcja przygotowana z premedytacją i miała „pomóc” w zdobyciu nowej przestrzeni życiowej dla „wybranego narodu niemieckiego”.

Dziełem przypadku nie była również działalność niemieckich kolei państwowych. Miały one podpisaną z władzami specjalną umowę, zgodnie z którą za każdą osobę dostarczoną na śmierć otrzymywały „zwrot kosztów podróży”. Brzmi to nieprawdopodobnie, ale było wypełnieniem niemieckiego porządku. Powtarzam: wszystko było zaplanowane, obliczone w kosztach i wręcz nastawione na zysk! Na tym „interesie” zarabiało wiele osób. Trudno mówić, że odpowiada za to jeden szaleniec, ponieważ w cały ten „przemysł śmierci” zaangażowały się dziesiątki tysięcy Niemców. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

Czy Zachód w czasie wojny wiedział o niemieckim „przemyśle śmierci”?

Informacje o niemieckich zbrodniach przekazywały na Zachód struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Polscy kurierzy, m.in. Jan Karski dostarczali odpowiednie raporty do Stanów Zjednoczonych. Wiedzę o obozach przekazał rotmistrz Witold Pilecki, w swoim bezcennym raporcie z Auschwitz. To dokumenty wskazujące na zbrodniczy charakter niemieckiego systemu obozowego w okupacyjnej Polsce. Zachodni alianci doskonale znali polskie dokumenty, ale nie chcieli dać im wiary. Nie dopuszczali do swojej świadomości, że „przemysł śmierci” może działać na tak ogromną skalę.

Kiedy przedstawiciele Polskiego Państwa Podziemnego przygotowywali raport dla Brytyjczyków z myślą o nagłośnieniu sprawy, prof. Adam Pragier, który był członkiem Rady Narodowej RP w Londynie, powiedział rzecz straszną: „Propaganda by była skuteczna, musi mieć przynajmniej jakiś związek z prawdą lub prawdopodobieństwem. Jak można uwierzyć w zabicie 700 tys. ludzi? Bund powinien był napisać, że zabito 7 tys. ludzi. Wtedy moglibyśmy tę wiadomość podać Anglikom, z jako taką szansą, że w to uwierzą. W mojej wyobraźni nie mieściło się, że zabijanie ludzi można zorganizować na sposób przemysłowy…”.  Wydaje się, że działacz PPS, niestety, trafnie przewidział reakcję Anglosasów.

Żadne działania polskich polityków nie otwarły im oczu?

Absolutnie nic. Nawet tragiczna śmierć Szmula Zygielbojma, członka Rady Narodowej w Londynie, który 13 maja 1943 roku jeszcze w okresie powstania w getcie warszawskim, popełnił samobójstwo na znak protestu przeciwko bierności świata wobec zbrodni niemieckich. Zrobił to myśląc, że w ten sposób nagłośni informacje o masowych zbrodniach, o likwidacji getta oraz przewiezieniu do obozów kolejnych osób skazanych na zagładę. Niestety… Jego poświęcenie poszło na marne.

Anglosasi uwierzyli w skalę niemieckich zbrodni dopiero po wojnie, kiedy żołnierze amerykańscy na własne oczy zobaczyli, co działo się w obozach śmierci w Niemczech. Nie zobaczyli jednak tego, co działo się w Polsce. Niemcy kończyli bowiem akcję zacierania śladów. Przykładem jest Treblinka, którą zburzono, likwidując jednocześnie całą tamtejszą infrastrukturę. Po doświadczeniach katyńskich, kiedy Niemcy zorientowali się, że ciała ofiar zakopane w ziemi mogą świadczyć przeciwko nim, podjęli decyzję o rozkopaniu obozowych grobów i spaleniu wszystkich zwłok. Była to „działalność perspektywiczna” likwidująca wszystkie dowody.

To samo Niemcy robili na warszawskiej Woli w czasie powstania warszawskiego, kiedy to w czasie rzezi wymordowali kilkadziesiąt tysięcy cywili. Ich ciała były potem palone na podkładach kolejowych. Podobnie postępowali w Poznaniu, na Kresach, wszędzie! Ślady zbrodni zacierali również w Auschwitz – Birkenau. W obozie zamierzali wysadzić w powietrze komory gazowe i krematoria. Akcji nie dokończyli. Przerwali ją tuż przed wkroczeniem do obozu wojsk sowieckich. Ale dowody zostały.

Niemieckie obozy istniały nie tylko na ziemiach polskich. Ciężko jednak znaleźć w mediach informacje o nich…

Jeśli popatrzymy na mapę okupowanej Europy, to zauważymy, że nie było kraju, w którym nie istniałby ani jeden niemiecki obóz koncentracyjny, czy też obóz pracy. Francja, Holandia, Czechosłowacja, Węgry, kraje bałkańskie, kraje nadbałtyckie etc. – niemieckie obozy śmierci były wszędzie!

W najbardziej znanym obozie niemieckim – Auschwitz Birkenau – wymordowano 1,1 mln osób! W Treblince 800 tys. osób. W obozach Europy zachodniej liczba ofiar była mniejsza – od kilku do kilkunastu tysięcy osób – ale powtarzam: było to podyktowane potrzebą ukrycia „przemysłu ludobójstwa” przed Zachodem. Łatwiej było zamordować 2 mln osób w Auschwitz i Treblince, bo przy odpowiedniej dozie szczęścia świat mógł nigdy się o tym nie dowiedzieć.

Przyznam szczerze, że nigdy nie spotkałem się z określeniem „czeski obóz zagłady w Terezinie”. Bezprawne, ale celowe używanie określenia „polskie obozy koncentracyjne” jest konsekwencją polityki historycznej realizowanej przez Niemców. Przez wiele lat mogli oni praktykować to bezkarnie, zwłaszcza kiedy władze polskie unikały zabierania głosu w tej sprawie. Mało tego: jeśli w wypowiedzi byłego prezydenta podczas przemówienia na Westerplatte nie pojawia się ani razu sformułowanie „niemiecka odpowiedzialność”, tylko bliżej nieokreślona „nazistowska odpowiedzialność”, to jest to tylko i wyłącznie zachęta do dalszego fałszowania historii na jeszcze większą skalę.

I tak też się dzieje! Niemiecka polityka historyczna, która nie ma absolutnie nic wspólnego z prawdą jest prowadzona na coraz większej liczbie frontów propagandowych.

Absolutnie tak! Niemcy wpadli na wspaniały z ich punktu widzenia propagandowy pomysł „dzielenia się” odpowiedzialnością za obozy koncentracyjne, za Holocaust, za śmierć milionów cywili, za zrujnowaną Europę etc. Sprzyjają temu, niestety, najsilniejsze media i pasywna postawa niektórych polityków, którzy nie reagują w sposób zdecydowany, choć powoli się to zmienia. Efektem niemieckiej polityki historycznej był pomysł przygotowania wspólnego podręcznika do historii dla kilku krajów Unii Europejskiej, w którym Polska została przedstawiona, jako zło konieczne, wręcz odpowiadające nawet za faszyzację Europy, z fotografią Józefa Piłsudskiego. To wręcz skandal!

Podręczniki, filmy fabularne, seriale, wystawy etc., pokazywane na całym świecie i inne niemieckie działania tworzą obraz, w którym Niemcy nie do końca odpowiadają za swoje zbrodnie. Powiem więcej: coraz częściej powielane są kłamstwa mówiące, że zbrodni dokonywali Polacy, którzy nie mieli nic do roboty, więc codziennie z samego rana polowali na Żydów. Zdaniem niektórych Niemców zbrodni dokonywali również żołnierze Armii Krajowej, która wedle tej propagandy była organizacją antyżydowską.

Nie chcę powiedzieć oczywiście, że w Polsce nie było szmalcowników. Niestety byli. Jednak ich liczba to kropla! Kropla w morzu Polaków, którzy ratowali Żydów, którzy ryzykując życie swoje i bliskich udzielali Żydom schronienia i pomocy. Bohaterska rodzina Ulmów to tylko jeden przykład tego typu działań Polaków. Badania IPN pokazują setki takich ludzi jak Ulmowie. Dokumentacja w YadVashem też to potwierdza. Polacy stanowią najliczniejszą grupę „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”

Jednak porucznik Eilert Dieken, który odpowiada za śmierć rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów wraz z ich siódemką dzieci, w powojennych Niemczech robił dość błyskotliwą karierę.

Nie tylko on! Co jakiś czas pojawiają się informacje, że w niemieckim mieście, miasteczku burmistrzem był oficer SS, który ma na sumieniu zagładę tysięcy osób. Po 30-40 latach, gdy sprawa wychodzi na jaw, ludność jest w szoku. „Jak to? Przecież to taki dobry człowiek. Tyle zrobił dla naszego miasta! A kogo obchodzi historia z lat 1939-1945?”. Tak zwykli Niemcy komentują takie sprawy. W latach powojennych ci, którzy nie zdołali uciec do Ameryki Południowej nadal żyli na terytorium Zachodnich Niemiec, pracowali, mieli rodziny, wielu było szanowanymi urzędnikami, naukowcami. Przecież nic nie stało na przeszkodzie, żeby pociągnąć ich do odpowiedzialności. Tyle, że w Niemczech nie było takiej potrzeby. Nie zależało im na prawdzie!

Krzysztof Kąkolewski opisał w książce „Co u Pana słychać?” swoje spotkania z dziesięcioma „zapomnianymi” zbrodniarzami z Niemiec. Każdy z nich stosował tą samą formę obrony: Sąd mnie uniewinnił, więc nic złego nie zrobiłem…

Książka Kąkolewskiego została po raz pierwszy wydana w latach 70. Niedawno zaś ukazała się książka na ten temat (Trudny spadek dysydentów III Rzeszy w RFN) autorstwa polskiego historyka Sebastiana Fikusa. Jest ona dowodem na to, że w Niemczech panuje powszechna zmowa milczenia. Mało tego! Większość niemieckich instytucji nie była i nie jest zainteresowana ściganiem zbrodniarzy. Wręcz przeciwnie: gdy pojawia się tego typu „niebezpieczeństwo”, to rozpoczyna się akcja ukrywania i rozgrzeszania zbrodniarza!

Czyli procesy na które powołuje się tak wiele osób, w których 90-letnich SS-manów wnosi się na noszach do sali sądowej, to w rzeczywistości procesy pokazowe?

A czy wie Pan ile było takich procesów przez kilkanaście ostatnich lat?

Nie wiem.

Myślę, że moglibyśmy je policzyć na palcach jednej ręki. Ludzie, o których pan pyta powinni być ukarani 50 – 70 lat temu! Wtedy nikt nie chciał tego zrobić, bo nie było na to zapotrzebowania! Zapotrzebowanie było, ale na ich ukrywanie! Obecnie, jeśli dochodzi do procesów, to najczęściej sądzi się najniższych rangą strażników obozowych. Tego typu akcjom zawsze towarzyszy program „dzielenia się” odpowiedzialnością za zbrodnie z innymi.

Jest to bardzo prosty mechanizm. Z jednej strony formułowany jest przekaz: zobaczcie – my tu sądzimy nawet tych, którzy mają 90 lat. W zasadzie to szkoda karać takiego biednego i schorowanego człowieka. Ale musimy to zrobić, aby sprawiedliwości stało się za dość. Z drugiej zaś strony dodaje się: zobaczcie – Polacy nie dość, że współuczestniczyli, to nigdy nikogo nie rozliczyli!

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Kolanek

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2017-01-27)

Polska palestra hołubiona przez niemiecką skłonność ku państwu prawa


WARSZAWSKA GAZETA.pl

TYLKO W WARSZAWSKIEJ GAZECIE! POLSCY PROFESOROWIE NA NIEMIECKIM WIKCIE!

  • 27 Sty 2017
  • Napisane przez  Dr Leszek Pietrzak

 

fot: YouTubefot: YouTube

Najbardziej wpływowi polscy prawnicy są opłacani i honorowani przez Niemców. Dzięki temu nasi zachodni sąsiedzi mają wpływ na kształt nie tylko naszego prawa, ale i naszej demokracji.

19 grudnia zakończyła się ostatecznie epoka kierowania Trybunałem Konstytucyjnym przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Na pewno przejdzie ona do historii polskiego konstytucjonalizmu, zapisując w niej swój własny rozdział, tyle tylko, że nie będzie on chlubny. Głównie dlatego, że były szef TK, zamiast stać na straży polskiej Konstytucji, tak naprawdę stanął ponad nią. Stronnicy Rzeplińskiego w Trybunale do ostatnich chwil zapewniali go, że „jest wieczny”, jak zrobił to sędzia Stanisława Biernat. Jednak zapewnienia te mogły co najwyżej utwierdzić Rzeplińskiego w przeświadczeniu, że jest osobą wyjątkową. Rzepliński musiał odejść i wreszcie odszedł. Jego miejsce zajęła sędzia Maria Przyłębska, która teraz pokieruje Trybunałem i być może uda jej się wreszcie wyciszyć atmosferę wokół TK i przywrócić mu właściwe miejsce. Tego na pewno oczekuje zdecydowana większość Polaków, zmęczona „trybunalskimi” wyczynami Rzeplińskiego. W każdym razie możemy sobie tego życzyć. Rzepliński na pewno nie pozostanie w cieniu naszego życia publicznego. Jego osobiste ambicje sięgają daleko, co zresztą wiele razy wydawał się sugerować jeszcze jako prezes TK. Czas pokaże, czy znajdą one rzeczywiście swoje spełnienie i Rzepliński dopisze nowy rozdział do swojej biografii, jeszcze ważniejszy od poprzednich. Biografia byłego prezesa TK zasługuje na uwagę z wielu powodów. Ale jeden z nich zawsze gdzieś umykał tym, którzy się jej przyglądali.

Honorowany przez Niemców

To pochwały i wyróżnienia, jakie spotkały go ze strony naszych zachodnich sąsiadów – Niemców. Tak naprawdę opinia publiczna po raz pierwszy szerzej dowiedziała się o tym dopiero w czerwcu ub.r., gdy Wydział Prawa Uniwersytetu w Osnabrücku nadał mu tytuł doktora honoris causa za, jak podkreślono, „niezłomne występowanie w obronie rządów prawa”. To była czysto polityczna decyzja strony niemieckiej, która przede wszystkim miała uderzyć w polski rząd. Stał za nią guru niemieckiego prawa, jakim jest dzisiaj prof. Christian von Bar, specjalista w zakresie prawa cywilnego, międzynarodowego oraz porównawczego, od lat związany z uniwersytetem w niemieckim Osnabrücku. Von Bar to także postać wpływowa nie tylko w Niemczech, ale i w całej UE. W latach 2010–2014 był m.in. doradcą unijnej komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding, która pełniła także funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej José Barroso. Von Bar zna i pozostaje w bliskich relacjach ze wszystkimi unijnymi politykami. Tak naprawdę, żadna unijna rezolucja w sprawie przestrzegania prawa i jakości demokracji w krajach członkowskich nie może nie przejść przez jego ręce, pomimo że oficjalnie nie pełni on już żadnych funkcji w unijnych instytucjach. Von Bar jest po prostu takim unijnym „autorytetem” w dziedzinie prawa i może naprawdę wiele. To właśnie on postanowił uhonorować Rzeplińskiego tytułem doktora honoris causa i wskazać go unijnym przywódcom jako autorytet z Polski, na który warto postawić. Zresztą polscy profesorowie prawa, zwłaszcza konstytucjonaliści, traktują von Bara niczym swojego europejskiego zwierzchnika i podejmują wiele zabiegów, aby go uhonorować. Von Bar otrzymał już tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego (UWM), Uniwersytetu Śląskiego (UŚ), a w kolejce do niego czekają już następne polskie uczelnie.

Polsko-niemiecka „przyjaźń”

Von Bar decyduje również o tym, który z polskich prawników może wypłynąć na szerokie „europejskie wody”. Od lat promuje byłego szefa TK prof. Andrzeja Zolla, który wielokrotnie gościł w Osnabrücku. Ten, jak pamiętamy, wydatnie wspierał Rzeplińskiego w jego walce z PiS-em. Zoll może zawsze liczyć na zaproszenie strony niemieckiej, suty grant, a także publikację w prestiżowych niemieckich wydawnictwach prawniczych. Obecnie w Osnabrücku wykłada jego syn Fryderyk, także profesor prawa. Młody Zoll to członek wielu europejskich korporacji prawniczych i wschodząca gwiazda europejskiego prawa, wypromowana przez Niemców, nie pierwsza zresztą. W 2009 r. z inicjatywy von Bara uniwersytet w Osnabrücku uhonorował tytułem doktora honoris causa także prof. Irenę Lipowicz, która w 2010 r. (po śmierci Janusza Kochanowskiego, który zginął w katastrofie smoleńskiej) objęła stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Lipowicz w 2006 r. miała być z rekomendacji PO sędzią TK, ale jej kandydatura nie uzyskała wówczas wystarczającej większości. Gdy w 2007 r. PO doszła do władzy, Lipowicz została dyrektorem Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, oczywiście za przyzwoleniem strony niemieckiej. Ona również nie ma najmniejszych problemów z tym, aby zostać wykładowcą niemieckich uczelni czy uzyskać finansowe wsparcie ze strony którejś z potężnych niemieckich fundacji. Na pieniądze i zaszczyty od Niemców mogą liczyć także inni koledzy Rzeplińskiego z prawniczej branży. Przez lata otrzymywał je jego stary „kumpel” – prof. Witold Kulesza, z którym Rzepliński wspólnie stworzył w 1998 r. koślawą ustawę o IPN-ie, uzależniając jego funkcjonowanie od polskich służb (UOP, WSI), albowiem to one w praktyce decydowały o tym, jakie akta i komu mogą zostać udostępnione. Zanim Kulesza został szefem pionu śledczego IPN-u i zastępcą jego pierwszego prezesa – prof. Leona Kieresa, odbył w Niemczech wiele staży naukowych, będąc m.in. stypendystą Fundacji im. Alexandra von Humboldta. W 2004 r. wyszło na jaw, że w IPN-ie brakuje tysięcy dokumentów archiwalnych z prowadzonych kiedyś przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (poprzedniczkę IPN) śledztw w sprawach dotyczących zbrodni popełnionych w Polsce przez niemiecki Wermacht. Okazało się, że zostały one przekazane Niemieckiej Centrali Ścigania Zbrodni w Ludwigsburgu. Sprawę ujawnił wówczas tygodnik „Wprost”, wskazując jasno, że odpowiedzialnym za to jest właśnie prof. Witold Kulesza. Można było wówczas zadawać pytanie, czy przypadkiem ten „archiwalny dar” dowodzący niemieckich zbrodni w naszym kraju, których IPN nie mógł zbadać, nie był przypadkiem zapłatą za stypendia i granty, jakie Kulesza otrzymywał od Niemców. Na zaproszenia z Niemiec i publikacje w niemieckich wydawnictwach może również liczyć inny kolega Rzeplińskiego, wspomniany już przez nas prof. Leon Kieres, dzisiaj urzędujący sędzia TK.

Odniemczyć polskie prawo

Profesorów prawa, którzy są opłacani i nagradzani przez Niemców, jest dzisiaj w Polsce znacznie więcej. Dotyczy to w szczególności tych, których w III RP mianowano prawniczymi autorytetami. Skutek tego jest jednak taki, że nie tylko reprezentują oni niemiecką filozofię prawniczą, ale i są emanacją niemieckich interesów w naszym kraju. O tym, że tak jest, mogliśmy się w ostatnich latach przekonać wiele razy. Wystarczy wspomnieć, że niedawne obchody 30. rocznicy utworzenia TK zostały sfinansowane przez niemiecką Fundację Adenauera i było na nich wielu gości z Niemiec. To były prawdziwie niemieckie obchody rzekomo polskiego Trybunału Konstytucyjnego. Dowodów świadczących o zniemczeniu naszego prawa, zwłaszcza konstytucyjnego, możemy znaleźć znacznie więcej. Najwyższy czas, aby zmienić tę sytuację i uruchomić proces „odniemczania”.

Nieuchronny konflikt między USA i ChRL?



31 stycznia 2017

NEon24.pl

TALBOT

Chińska armia zaczęła przygotowania

Wojna między Chinami a USA jest nieunikniona – twierdzą media w Chinach

Chińska armia zaczęła przygotowania na wypadek konfliktu z USA – donosi „South China Morning Post”. Gazeta cytuje komunikat na stronie chińskiej armii: „‚Wojna ze Stanami Zjednoczonymi przed upłynięciem kadencji [Trumpa]’ to nie jest slogan, ale coś co staje się praktyczną rzeczywistością’”

Komunikat napisany przez urzędnika z departamentu mobilizacji obrony narodowej Centralnej Komisji Wojskowej ostrzega, że ze względu na zapowiadaną zmianę strategii USA wobec Chin na bardziej asertywną, „coraz bliżej zapłonu” są punkty zapalne w stosunkach obu krajów, w tym aktywność marynarki USA na Morzu Południowochińskim i instalacja tarczy antyrakietowej w Korei Południowej.

Inny komunikat, opublikowany w „Dzienniku Ludowym”, organie prasowym Komunistycznej Partii Chin, mówi o tym, że Pekin nie cofnie się przed przeprowadzaniem na ćwiczeń wojskowych pełnym morzu, „niezależnie od zagranicznych prowokacji”.

Wypowiedzi chińskich oficjeli są jak dotąd mniej wojownicze, lecz też ostrzegają Waszyngton przed nierozważnymi krokami. Rzeczniczka MSZ Hua Chunying powiedziała, że „USA muszą być ostrożne w swoich działaniach i słowach aby nie szkodzić pokojowi i stabilności w regionie”.

To reakcja na zapowiadaną przez nową administrację w Waszyngtonie bardziej konfrontacyjną politykę wobec Pekinu. Jeszcze przed objęciem rządów nowy prezydent Donald Trump podważył wieloletnią „politykę jednych Chin” stanowiącą podstawę stosunków obu państw od lat 70-tych. Z kolei Rex Tillerson, nowy szef amerykańskiej dyplomacji, zapowiedział zablokowanie Chinom dostępu do budowanych przez nie sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim. Obietnicę tę podtrzymał później także rzecznik Białego Domu Sean Spicer. Wszystko to może być zwiastunem niebezpiecznej konfrontacji między potęgami.

– Bardzo mało prawdopodobne jest, że Chiny ugną się pod presją USA. Możemy być pewni, że ten spór będzie stawał się coraz bardziej ryzykownym punktem zapalnym – powiedział cytowany przez „SCMP” Ian Storey, ekspert Instytutu ISEAS-Yusof Ishak w Singapurze.

http://www.koniec-swiata.org/wojna-miedzy-chinami-a-usa-nieunikniona-twierdza-me…

Polska w ocenie znaczącego Rosjanina


Konserwatyzm

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

 

YOU ARE AT:Home»Formacyjne»Zawodzińska: Czy trzeba się bać Dugina?

Dugin

 

Zawodzińska: Czy trzeba się bać Dugina?

0

BY ADAMWIELOMSKI ON 23 STYCZNIA 2017FORMACYJNE

A jeśli tak, to dlaczego? Dwa pytania, które nasuwają się po lekturze wpisów na facebooku, komentarzy i rozmaitych artykułów. Dugin jawi się w nich jako niemalże wcielenie zła, może nawet gorsze od samego Putina. Dugin-Putin, Putin-Dugin odmieniani przez wszystkie przypadki. Przesada? Jeśli nawet, to niewielka. Bo czy nie jest przesadą przedstawianie Dugina jako czołowego ideologa Kremla, wręcz inspiratora działań Władimira Putina? Zastanawiające, że ci sami, którzy straszą Duginem, obruszają się, gdy im przypomnieć, kim jest i jakie poglądy głosi Tiahnybok. „Dlaczego ciągle straszycie tym człowiekiem?” Ano dlatego, że w przeciwieństwie do Rosjanina, ewidentnie nawiązuje on do zbrodniczej ideologii – nie tylko nigdy się od niej nie odciął, ale wręcz zaprzecza zbrodniom popełnianym przez banderowców na Polakach. Dugin do żadnej zbrodniczej ideologii nie nawiązuje. Owszem, wypowiadał się negatywnie o Polsce i jego słowa, zwłaszcza te o polskim katolicyzmie i wspieraniu wszystkiego, co go niszczy, mogą brzmieć niepokojąco. Ale czy naprawdę możemy i powinniśmy wymagać od Rosjanina, aby nas kochał? On ma swoją ojczyznę! I tak samo, jak każdy z nas mógłby powiedzieć za Dmowskim: „Polakiem jestem i mam obowiązki polskie”, on powie: „Rosjaninem jestem i mam obowiązki rosyjskie”. Tak trudno to zrozumieć? Widocznie trudno, jeśli się patrzy na geopolitykę przez pryzmat emocji i własnych zachcianek. Żaden prawdziwy patriota nie przedłoży interesów cudzego kraju ponad interesy swojego, ani też nie będzie chciał „dołożyć” sąsiadowi własnym kosztem! Wtedy, w 1998, bo z tego roku pochodzi niechętny Polsce tekst („Czekam na Iwana Groźnego”, rozmowa z Aleksandrem Duginem, „Fronda” nr 11-12, 1998 r.), Dugin stwierdził, że Polska nie jest potrzebna na arenie międzynarodowej. Widocznie uznał, że im mniej na niej graczy, tym lepiej. Czy nadal tak uważa? Trudno stwierdzić, bo swojej myśli już nie powtórzył. Powiedział za to coś zupełnie innego: „Tak, Polacy są inni niż Rosjanie. I między nami było wiele nieporozumień. Często my, Rosjanie, byliśmy nie tylko nietaktowni czy też niesprawiedliwi wobec Polaków, ale też zbrodniczy. To smutne, ale tak właśnie jest. Rywalizowaliśmy jednak ze sobą niemal jak równi i były momenty, kiedy to Polska brała nad nami górę. Polacy byli na Kremlu. Czuli się na Rusi, jak w domu. Mimo wszystko, trzeba odnaleźć siły by to przezwyciężyć”. Co, po przeczytaniu tych słów, pomyśli przeciętny rusofob? „Faktycznie, facet ma rację, może warto zmienić swoje stanowisko?” Nie! On pomyśli: „Tak tylko mówi, żeby uśpić naszą czujność! To Rusek!” Po czym odwróci się na pięcie i pójdzie spijać z ust Obamy słowa o przyjaźni i znaczeniu Polski. Przez myśl mu nie przejdzie, że „on tak tylko mówi”, chociaż za tymi słowami nie idą żadne konkrety. Polakowi wystarczy kawałek marchewki…

Ideolog nie musi walczyć o głosy wyborców, nie interesuje go, czy ma poparcie takiej czy innej frakcji, partii lub innego polityka. Ideolog mówi to, co myśli. A co myśli Dugin?

Przede wszystkim „za wydarzeniami w Kijowie stoją Stany Zjednoczone” i jest „to tylko epizod w geopolitycznej walce Lądu i Morza”. Kwestionować geopolitykę dzisiaj mogą tylko „kompletni ignoranci” lub „ludzie chcący świadomie ukryć prawdę”. (Czyli – jak mawiał pewien ksiądz – „głupi albo specjalnie”. Trzeciego wyjścia nie ma.) Geopolityka wyjaśnia wszystko. Można polemizować z twierdzeniem, iż z jej punktu widzenia każde pojęcie posiada dwa znaczenia. Znaczenie jest jedno, ale może być różnie interpretowane. A zatem, nie – jak twierdzi Dugin – separatyzm ma różne znaczenia, tylko co innego jest nazywane separatyzmem. Dla USA odebranie Serbii rdzennie serbskiego Kosowa będzie przykładem „realizacji prawa narodów do samostanowienia”, a powrót bynajmniej nie ukraińskiego (historycznie) Krymu do Rosji – przykładem separatyzmu. Kryterium jest jedno – własny interes „Morza”, czyli USA, NATO. (Oczywiście inne kraje nie mają prawa kierować się własnym interesem.) I teraz w zależności od tego, po czyjej stronie się opowiemy, inaczej będziemy rozumieć wydarzenia na świecie. Zwolennicy „Lądu” dostrzegą różnice między sytuacją Kosowa a sytuacją Krymu, a nasz rusofob już nie. (Dlaczego? Bo według niego Rosja nie ma racji z zasady. Nie, bo nie. I jak wytłumaczyć, że może być inaczej, nawet hipotetycznie?) Kontrowersje dotyczą także takich pojęć, jak demokracja, legitymizacja, wolny rynek, czy nawet faszyzm. Demokracja, według Zachodu, to władza mniejszości (oczywiście nigdy się do tego oficjalnie nie przyzna, ale tak właśnie jest – ma rządzić mniejszość, nieważne jaka, etniczna czy seksualna). Putin w oczach Zachodu zawsze będzie dyktatorem (chociaż popiera go większość Rosjan – można powiedzieć przecież, że mają „wyprane mózgi”), a władze w Kijowie (choć wcześniej siłą obaliły demokratycznie wybrany rząd) – legalnie i prawowicie wybranym parlamentem. Legitymizacja dla atlantystów to coś, co odpowiada ich interesom, uważają oni też, że wolny rynek istnieje tylko na zachodzie i w krajach zokcydentalizowanych. W innych trzeba go dopiero wprowadzić, podobnie jak demokrację (najlepiej siłą). Najciekawiej sprawa wygląda z faszyzmem. Okazuje się bowiem, że faszystą nie jest ten, kto się sam faszystą nazywa (Prawy Sektor, Tryzub, Swoboda…), tylko ten, kto nie ulega Zachodowi. Niepokorny = faszysta. Główny faszysta to oczywiście Putin i zdecydowana większość Rosjan, w ogóle wszyscy eurazjaci. Rosyjscy neonaziści, opowiadający się za dezintegracją swojej ojczyzny, dla USA są „demokratami”. „Wszystko to przenika debaty nad polityką wewnętrzną i międzynarodową” – pisze Dugin. Są eurazjaci i są atlantyści. „Jedni i drudzy interpretują na swoją korzyść każdy termin polityczny, prawny czy socjologiczny”. Ciekawie brzmi to zdanie u Dugina – „jedni i drudzy”. Jeśli USA mówi, że faszystą jest Putin, a nie „hajlujący” przy portrecie Hitlera neobanderowcy (pomijając w tym momencie niuanse związane z pojęciami faszyzm – nazizm), a Rosja mówi, że faszystami są jedynie neobanderowcy, to kto interpretuje to pojęcie na swoją korzyść? I jedni, i drudzy?

Geopolityki nie wymyślił Dugin. Jego poglądy wynikają z tzw. determinizmu geograficznego, rozpatrującego przestrzeń „jako pewną rzeczywistość, nie tylko geograficzną, lecz i jakościową, która wpływa na typ cywilizacji ukształtowanej na tej przestrzeni”. Metodę geopolityczną sformułował po raz pierwszy niemiecki uczony Fryderyk Ratzel, a termin „geopolityka” wprowadził do nauki szwedzki prawnik, profesor geografii i nauk politycznych Rudolf Kjellen. Zasadę konfrontacji cywilizacji lądowych i morskich odnajdujemy w poglądach geografa Haldorfa Mackindera. Uważał on, iż wewnątrz Afryki, Azji i Europy jako całości znajduje się Serce Lądu – przestrzeń najbardziej odpowiednia dla kontroli nad światem. Dugin przyjął tezę Mackindera, że Serce Lądu jest ostoją cywilizacji lądowej, a za podstawową zasadę geopolityki uznał dualizm cywilizacyjny między Lądem a Morzem, światami, które znajdują się w opozycji kulturowej. Temu antagonizmowi odpowiada podział na Wschód (tradycyjny) i Zachód (liberalny). Alternatywą dla „nowego światowego porządku” ma być Eurazja. Europa, gdyby była przyjazna wobec Rosji i wolna od dominacji USA, nie stanowiłaby zagrożenia dla Eurazji, a współpraca z nią przynosiłaby korzyści obu stronom. Do tego nie jest potrzebny podbój – wystarczy pokojowo „zreorganizować przestrzeń europejską”. Ciekawe, że Dugin uważał, iż Polska powinna znaleźć się w UE, aby nie stała się narzędziem „antyrosyjskiej polityki atlantyckiej”. Czas pokazał, jak bardzo w tej kwestii się mylił…

Proamerykańska Polska budziła nieufność Dugina już przed rokiem 2000 i trudno się temu dziwić. Poczynania naszych polityków u sąsiadów mogą w najlepszym przypadku wywoływać skrajne zdumienie – jak można do tego stopnia szkodzić własnym interesom, ignorując jednocześnie i prawdę historyczną, i współczesne realia. „Nie ma Trzeciej Drogi” – mówi Dugin. Trzeba wybrać: Ląd lub Morze, eurazjaci lub atlantyści. Trzeba przy tym pamiętać, że atlantyści to USA, świat jednobiegunowy i światowa oligarchia, a eurazjaci to kontynentaliści, świat wielobiegunowy z różnymi modelami ekonomicznymi. Dlatego „nawet jeśli nie lubicie Rosjan lub są wam obojętni, zgodnie z prawami geopolityki, powinniście być po stronie Eurazji. Tylko tędy wiedzie droga do świata wielobiegunowego. (…) Ci zaś, którzy nie są ani zimni ani gorący, i nie chcą dokonać wyboru, ci od tej pory pozbawieni będą jakiekolwiek podmiotowości”. Dotyczy to również Polski. Ale jeśli Polska wybiera Waszyngton, jak może nazywać siebie Chrystusem Europy? „Naprawdę nie widzicie, że Zachód to czysta cywilizacja antychrysta?” Trudno w to uwierzyć, ale są tacy, co nie widzą. Albo nie chcą widzieć, bo tak naprawdę gotowi są sprzymierzyć się z samym diabłem, byle przeciw Rosji.

Ostatnia wypowiedź Dugina dla „Do Rzeczy” jest jeszcze bardziej propolska: „Jesteśmy braćmi, którzy się kłócą. Odnoszę się do polskich braci z wielkim szacunkiem. Rozumiem waszą niechęć do Rosji. To, że aktualnie jesteśmy od was silniejsi, nie oznacza, że jesteśmy lepsi. Uwielbiam polską literaturę, czytam Witkiewicza, tłumaczyłem nawet Leśmiana. Macie fascynującą tradycję i kulturę, pełną sprzeczności między Wschodem a Zachodem. Mam dla was więcej zrozumienia niż dla zachodnich Ukraińców, którzy nienawidzą Polaków, Rosjan, czarnych… Nie uznaję czegoś takiego jak polonofobia. To tak samo szkodliwe zjawisko jak rusofobia. Niestety, my, Rosjanie, często bywamy szowinistami. Zamiast zrozumieć głębię bogactwa naszych braci, zatracamy się w nienawiści”. Dalej wyjaśnia, iż konieczność zniszczenia „kordonu sanitarnego” oddzielającego Zachód od Rosji nie oznacza likwidacji takich państw jak Polska, Węgry, Bułgaria, Czechy, Ukraina czy Rumunia. Po prostu nie powinny pełnić tej antyrosyjskiej funkcji – we własnym, dobrze pojętym interesie.

Dugina można się bać jak termometru, który pokazuje -30C. Ale czy to termometr nam zagraża? Czy jeśli stłuczemy termometr, nie będzie mrozu? Nie bez powodu Aleksander Dugin budzi skrajne emocje. W końcu „Za największego wroga ludzie mają tego, kto mówi im prawdę”. Nie chodzi o to, aby bezgranicznie mu ufać i zgadzać się z nim w każdej kwestii. Ale nie chodzi też o to, aby negować każde jego słowo tylko dlatego, „że ruski”.

Marzena Zawodzińska

Aleksander Dugin, Geopolityka znaczenia. Semantyczna wojna wokół Ukrainy
http://niniwa22.cba.pl/rosja10.htm
http://narodowcy.net/blogi/czego-uczy-nas-aleksander-dugin
http://www.mysl-polska.pl/1108

Olśnienie Pana Prezesa


 

15:34 31 STYCZEŃ 2017

 

Flaga Ukrainy i flaga Polski, Warszawa, Polska

Relacje polsko-ukraińskie, czyli olśnienie prezesa Kaczyńskiego

© AP Photo/ Czarek Sokolowski

OPINIE

11:31 31.01.2017Krótki link

Leonid Sigan

8832301

Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z byłym posłem na Sejm, politologiem, publicystą i wykładowcą akademickim doktorem Andrzejem Zapałowskim.

— Łacińska sentencja „tempora mutantur et nos mutamur in illis” nie straciła na aktualności. W pamięci utkwiło mi zdjęcie z kijowskiego euromajdanu, kiedy na trybunie w „dostojnym towarzystwie” stał prezes Jarosław Kaczyński i klaskał w takt banderowskich okrzyków „Sława Ukrainie! Herojom sława!” Upłynęło niewiele niż trzy lata i pan prezes doznał olśnienia w TVP Rzeszów, bo tam właśnie powiedział: „Mamy w tej chwili do czynienia z takimi posunięciami strony ukraińskiej, które nakazują się zastanowić, w którą stronę skręca Ukraina”. Co się stało, że padły te słowa?

Jarosław Kaczyński

© AFP 2016/ WOJTEK RADWANSKI

Kaczyński spogląda w stronę Ukrainy. I ma wątpliwości

– Takim momentem przełomowym było to, że prezydent Przemyśla otrzymał zakaz wjazdu na Ukrainę. A trzeba wiedzieć, że prezydent Przemyśla jest bezpośrednio związany z Marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim, czyli jedną z ważniejszych osób u Kaczyńskiego. Myślę, że to był ten moment, kiedy także w PiS-ie zauważono, że jego polityka w stosunku do tej części nacjonalistycznych elit Ukrainy donikąd nie prowadzi. Pierwszym symptomem było to, że Jarosław Kaczyński musiał wyrazić zgodę, żeby PiS przegłosował uchwałę o ludobójstwie w lipcu ubiegłego roku. To był pierwszy przełomowy moment.  Jest jeszcze jedna kwestia. Otóż, strona ukraińska, przede wszystkim środowiska nacjonalistyczne, ale też obecne władze, które w znacznym stopniu, co prawda koniunkturalnie, ale bazują na nacjonalizmie ukraińskim, idą w kierunku konfrontacji nie tylko z Rosją, lecz też z Polską i Węgrami. Ten szalony zamiar Ukrainy powrotu do programu nacjonalizmu sprzed 70-80 lat jest po prostu chory. PiS, mam nadzieję, że w końcu zaczyna rozumieć, że ta droga prowadzi donikąd.

— Wszystko świadczy o tym, że grudniowe rozmowy Poroszenki i Kaczyńskiego były nieproste, skoro pan prezes stwierdził, że miały one taki przebieg, że prezydent Ukrainy nie może mieć wątpliwości, iż Polska na taką sytuację, w której oprawcy, masowi mordercy czy ludobójcy są na Ukrainie bohaterami, się nie zgadza”… Jak dalej mogą się potoczyć relacje polsko-ukraińskie i to na tle prezydentury Donalda Trumpa?

Władze Ukrainy zezwoliły na udział obcych wojsk w międzynarodowych ćwiczeniach NATO na terytorium kraju w 2017 roku

© SPUTNIK. STRINGER

Czy Ukraina jest tego warta?

– Donald Trump będzie jednoznacznie stawiał na złagodzenie napięć z Rosją i w tym kontekście kwestia ukraińska będzie bardzo ważna. Jest to przecież państwo ponad 40-milionowe znajdujące się na skraju upadku ekonomicznego. Dziś na świecie nie ma państwa, które chciałoby podtrzymywać i dotować Ukrainę bez głębokiej reformy tego obszaru. Nie stać na to nawet Rosji ani Stanów Zjednoczonych. W związku z tym nastąpią działania, które będą wspólnie wyznaczać drogę i Rosji i USA, w jaki sposób ustabilizować sytuację na Ukrainie. A głównym problemem będą tu nacjonaliści ukraińscy. Wszelkie próby ułożenia stosunków na Ukrainie będą torpedowane przez te środowiska. Zachowanie Kaczyńskiego jest związane z tym przeświadczeniem.

— Czy Pan jest dobrej myśli odnośnie rozwiązania sprawy Ukrainy?

Witold Waszczykowski

© AFP 2016/ MICHAL CIZEK

Orgazm Prezesa

— Myślę, że będzie to trudna sprawa, ale nie ma innego wyjścia. Ponieważ gospodarka jest na tyle zdestabilizowana, społeczeństwo na Ukrainie na tyle rozbite, że trzeba będzie olbrzymiego wysiłku. Pierwsze, co powinny zrobić Stany Zjednoczone, Rosja i także Polska to bardzo ostre i jednoznaczne przeciwstawienie się nacjonalizmowi ukraińskiemu, który jak mówiłem będzie destabilizował wszelkie próby podniesienia Ukrainy z tej zapaści, w której się obecnie znajduje. Oczywiście, zawsze między państwami jest jakiś obszar rywalizacji. Ale Polska i Rosja muszą rozmawiać, żeby jako bezpośredni sąsiedzi Ukrainy, ustabilizować ten obszar. Stany Zjednoczone są tym czynnikiem globalnym, który może pomagać albo przeszkadzać temu procesowi. Ale nic i nikt w tej kwestii nie zastąpi nawiązania na nowo dobrych stosunków między Polską a Rosją.

Każdy ma herosa na jakiego zasługuje


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

31 stycznia 2017

 

A co tam biegli! Schetyna i Petru wiedzą swoje. Dla nich Wałęsa to heros bez skazy

 

Dodano: 31.01.2017 [15:06]

A co tam biegli! Schetyna i Petru wiedzą swoje. Dla nich Wałęsa to heros bez skazy - niezalezna.pl

foto: Fotomag/Gazeta Polska

„Decyzja IPN ws. Lecha Wałęsy to realizacja politycznego zamówienia i wynik politycznej wojny z Lechem Wałęsą” – tak lider Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna odniósł się do informacji Instytutu Pamięci Narodowej na temat wydanej przez biegłych ekspertyzy dotyczącej teczki TW „Bolek”.
Jak informowaliśmy już na łamach portalu niezalezna.pl IPN poinformował, że z opinii biegłych Instytutu Sehna w Krakowie dot. teczki TW „Bolek” jednoznacznie wynika, że zobowiązanie do współpracy z SB podpisał Lech Wałęsa. Szef pionu śledczego IPN Andrzej Pozorski podkreśla, że autentyczne są podpisy Wałęsy pod odręcznymi pokwitowaniami odbioru pieniędzy za informacje przekazane funkcjonariuszom SB. Autentyczne okazały się również doniesienia z podpisem „Bolka”.
CZYTAJ WIĘCEJ: Biegli nie mają wątpliwości. Według ich ekspertyzy Wałęsa to TW „Bolek”
Niezależnie od opinii biegłych i przedstawionych przez nich faktów murem za Lechem Wałęsą stoi Platforma Obywatelska. Grzegorz Schetyna przekonuje nawet, że sprawa teczki TW „Bolka” to… wynik wojny politycznej z samym Wałęsą.

– Decyzja IPN ws. Lecha Wałęsy to realizacja politycznego zamówienia. To niszczenie polskiej historii,niszczenie autorytetów. Na zlecenie PiS.  […] Jarosław Kaczyński kilka dni temu zostaje Człowiekiem Wolności, a Lech Wałęsa jest wyklinany od czci i pamięci, robi się z niego agenta komunistycznych służb. To jest skala absurdu i nienormalności polityki PiS – mówił na konferencji prasowej Schetyna.

Follow

Grzegorz Schetyna @SchetynadlaPO

Decyzja IPN ws. Lecha Wałęsy to realizacja politycznego zamówienia. To niszczenie polskiej historii,niszczenie autorytetów. Na zlecenie PiS.

2:34 PM – 31 Jan 2017

  • 3737 Retweets

  • 7676 likes

  • Follow

    PlatformaObywatelska

    @Platforma_org

    .@SchetynadlaPO: Decyzja IPN to wynik politycznej wojny z Lechem Wałęsą.

    12:56 PM – 31 Jan 2017

  • 44 Retweets

  • 1414 likes

  • Follow

    PlatformaObywatelska

    @Platforma_org

    .@SchetynadlaPO: JK zostaje człowiekiem wolności,a L. Wałęsa zostaje współpracownikiem tajnych służb.To wyraz zakłamywania polskiej historii

    1:07 PM – 31 Jan 2017

  • 1212 Retweets

  • 2727 likes

  • Follow

    PlatformaObywatelska

    @Platforma_org

    .@SchetynadlaPO: Dziś PiS ma większość w #Sejm.ie, wydaje wyrok na Lecha Wałęsę i na polską historię. To bardzo symboliczne.

    12:59 PM – 31 Jan 2017

  • 99 Retweets

  • 1515 likes

  • Schetynie wtóruje lider Nowoczesnej. Ryszard Petru nawołuje, aby o Wałęsie pamiętać, jako o tym, który „przeskoczył przez płot” i obalił komunizm.

    – Większość z nas miała to szczęście, że nie musiała żyć w tamtych czasach i nie musiała zderzać się z ubecją. Trzeba oceniać całość. Najmniej ryzykowali ci, którzy siedzieli w domach, albo spali do południa. Trzeba pamiętać o tym, jakie Lech Wałęsa miał zasługi dla Polski. Pamiętajmy Lecha Wałęsę jako tego, który przeskoczył płot i pomógł nam obalić komunizm – mówił Ryszard Petru.

    Autor: rzŹródło: niezalezna.pl, PAP

    Cywilizacja prawdy. Alternatywnej


    WTOREK, 31 STYCZNIA 2017, 15:35:07

     

    Obserwator polityczny

     

    Cywilizacja prawdy. Alternatywnej

    31 STYCZNIA 2017 04:10 KOMENTARZY: 4 AUTOR: ADAM JASKOWAAA

    graf. red.Nadejście nowej epoki ogłoszono oczywiście w Stanach Zjednoczonych, bo tam bije centrum cywilizacji. Że bije naprawdę mocno co jakiś czas przekonują się niedowiarkowie albo pechowcy.

    Jednak tak naprawdę w tej nowej epoce żyjemy od dłuższego czasu.

    Tym bardziej trzeba administracji Prezydenta Trumpa powędkować za szczerość.

    Na szczerość stać bowiem tylko silnych… lub nierozważnych. Dotychczas mówiliśmy o alternatywnej przyszłości jako o zbiorze możliwych scenariuszy. Teraz mamy alternatywne fakty, interaktywną rzeczywistość i alternatywną historię.

    Jednak szczere wyznanie to jedno a rzeczywistość może być inna. Tak naprawdę epoka alternatywnej rzeczywistości zaczęła się dawno temu. Żyjemy w niej już długo, choć niektórzy nie zdają sobie sprawy. Być może dlatego, że spoza alternatywnych faktów nie są w stanie dostrzec tej rzeczywistości, która przypadkiem się jednak wydarzyła.

    Zakończona sukcesem kampania na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii ze wspólnej Europy była przecież oparta na alternatywnych faktach. Prawdziwe były jednak wydane na nią pieniądze w tym również nominowane w Euro.

    Alternatywne fakty tworzył przecież Silvio Berlusconi, tak skutecznie, że jeszcze dziś uchodzi u dużej części Włochów za kandydata na zbawcę ojczyzny. Zresztą jeden z jego  najbliższych współpracowników został ostatnio wybrany na przewodniczącego parlamentu europejskiego i pewnie niektórzy wierzą, że może uchronić Europę ode złego.

    Fakt, najlepszymi specjalistami od alternatywnych faktów są mimo wszystko Amerykanie. Wszystkie wojskowe interwencje Irak, Afganistan, Libia, Syria, Bośnia poprzedzane były kampaniami alternatywnych wiadomości. Za Irak kajał się Tony Blair, choć dopiero jak już przestał by premierem. Dziwne jak na Anglika, bo przecież dżentelmeni nigdy nie przepraszają.

    Tę zasadę przyswoili sobie Amerykanie, spadkobiercy Imperium, nad którym słońce nie zachodzi.

    Obama wpadł z wizytą do Hiroszimy i coś tam mówił o tym że II Wojna światowa „dotknęła cywili, dorosłych i dzieci”.  Myślę, że o wiele bardziej poczuli się dotknięci za sprawą Enoli Gay. Dużo mniejsze masakry cywilów, niż Hiroszima i Nagasaki przywykliśmy nazywać zbrodniami wojennymi. Zresztą wzorem Amerykanów.

    Ale to oczywiście jeszcze nie powód, by jakiś amerykański polityk za coś przepraszał. Szczerze mówiąc Obama mógł sobie darować odwiedziny miejsca tryumfu amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego oraz strategii wojskowej.

    Neoliberalna szkoła alternatywnych faktów ekonomicznych zdaje się dominować w tzw. cywilizowanym świecie. Przekonywała o tym Premier Wielkiej Brytami na ostatniej pielgrzymce do sanktuarium ostatniej nadziei białego człowieka.

    Ale alternatywne fakty to nie tylko domena polityki. Mamy alternatywną naukę, alternatywną medycynę, alternatywną dietetykę. Media, telewizja, Internet pełną są alternatywnych faktów.

    Jest ich o wiele więcej niż opisów rzeczywistości, takiej która się zdarzyła i która miała tą szczególną właściwość, że nie posiadała alternatywy.

    Można powiedzieć, że żyjemy w świecie  pełnym różnorodności i bogatym w alternatywy.

    Mózg człowieka jest tak zbudowany, że konstruuje wyjaśnienia, całe światy ze szczątków informacji i małych bodźców. Często nie potrzebujemy weryfikacji tych wyjaśnień. Tym łatwiej grzęźniemy w mazi alternatywnych prawd. A rzeczywistość jest, co możemy powiedzieć z wysokim prawdopodobieństwem jedna. Co gorsza jest obojętna na to, czy zdajemy sobie z niej sprawę, czy też pozostajemy w świecie  alternatywnym.

    Nasze krajowe społeczeństwo podąża za światowymi trendami w modzie, medycynie, dietetyce, nauce. Teraz śmiało dołączyliśmy do światowych trendów w polityce. Od Smoleńska do Torunia. Od wraku samolotu do wraków BMW. Wrakom to zresztą wszystko jedno.

    Tylko śmierć jest bezalternatywna choć ma wiele odcieni.

    A po śmierci wracamy by stać się częścią atomów kosmosu.

    Adam Jaśkow

    Rosja przebije amerykańską tarczę antyrakietową


     

    Fot. Ibtimes.com

    Rosja przebije Tarczę?

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Wtorek, 24 stycznia 2017 o godz. 14:02:18

    W Rosji z powodzeniem dokonano próby perspektywicznego bojowego bloku, przeznaczonego do przenoszenia rakiety „Sarmat”, która także znajduje się w fazie eksperymentów. Według rosyjskich źródeł blok jest w stanie rozwijać prędkość 7 tys. km na godzinę i manewrować w czasie lotu. Rosyjscy eksperci twierdzą też, że rakieta ta bez trudu poradzi sobie ze współczesnym systemem obrony przeciwrakietowej USA. Sugerują również, że jest ona bronią na zapas. Do przebicia obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych, ich zdaniem, wystarczą Rosji już te rakiety, którymi obecnie dysponuje.

     

        Była to już druga próba tego bloku. Została ona wykonana z rejonu stacjonowania 13 rakietowej dywizji wojsk Rakietowych Strategicznego Przeznaczenia, stacjonującej w pasiołku Dombarowskim w obwodzie orenburskim. W prasie rosyjskiej nowy blok jest określany kryptonimem „obiekt 4202”. 

    ZOBACZ TAKŻE: Zamaskowany Diabeł

        Prace nad nowym blokiem dla nowej Międzykontynentalnej Rakiety Balistycznej zaczęły się nie później niż w 2009 r. Wtedy, przynajmniej, po raz pierwszy blok rakiety pojawił się w dokumentach wytwórni maszyn w Reutowie pod Moskwą. Od 18 marca 2011 r. pieczę nad nim przejął główny konstruktor i zastępca dyrektora generalnego fabryki Paweł Aleksandrowicz Sudjukow. W 2012 r. zakład został poddany rekonstrukcji, w ramach której wymieniono w nim oprzyrządowanie produkcyjne i badawcze, by umożliwić seryjną produkcję bloku nośnego dla nowej rakiety. Jakiś czas później ogłoszono, że bloki te będą służyć rakiecie „Sarmat”. Ma być ona uzbrojona w 16 głowic bojowych i być zdolną do pokonania 17 tysięcy kilometrów.

    ZOBACZ TAKŻE: Rosyjski generał: jesteśmy w stanie przebić Tarczę

        Do zakładu mającego wytwarzać bloki został włączony Uralski Naukowo-Badawczy Instytut Materiałów Kompozytowych. W jego gestii znajduje się również własna wytwórnia materiałów niemetalowych, przeznaczonych do budowy konstrukcji wytrzymujących obciążenie wysokich temperatur w ponaddźwiękowych rakietach.

        Według rosyjskich źródeł rakiety „Sarmat” wyposażone w blok, nad którym są prowadzone doświadczenia, będą w stanie, lecąc z szybkością ponaddźwiękową, wykonywać manewry zarówno w pionie, jak i w poziomie. Dzięki temu będą w stanie przebić każdy perspektywiczny system przeciwrakietowy konstruowany dopiero w USA. Tak twierdzi naczelnik sztabu Wojsk Rakietowo-Kosmicznej Obrony generał lejtnant Anatolij Skołotjanyj. Według jego słów każda przeciwna rakieta leci bowiem w określony punkt na trajektorii lotu, w którym ma się spotkać z rakietą balistyczną. Punkt ten bardzo łatwo obecnie obliczyć , używając do tego cyfrowych „narzędzi”. Antyrakieta jest skuteczna, jeżeli w wyznaczonym punkcie uderzy w rakietę. Jeżeli się z nią nie spotka, ta leci dalej i uderza w przeciwnika. Rosyjski generał przypomina też, że cały system obrony przeciwrakietowej jest oparty na hipotezie o równomiernym ruchu celu po balistycznej trajektorii. Jeżeli jednak bojowy blok leci na hiperdźwiękowej szybkości i wykonuje manewry na trajektorii lotu, to jest on celem trudnym dla obrony przeciwrakietowej, a w większości przypadków niemożliwym do zestrzelenia. Odnosi się to zwłaszcza do przypadków , w których przeciwrakiety będą chciały przechwycić cel poza atmosferą. 

    ZOBACZ TAKŻE: Nie możemy usunąć Iskanderów z Kaliningradu z powodu tarczy antyrakietowej

        Według generała Skołotjanego użycie bloków manewrujących może też zakłócać nawet działalność klasycznego systemu ostrzegania o zbliżającym się rakietowym jądrowym uderzeniu. Obecnie działający na podstawie dwóch namierzeń celów oblicza trasę lotu rakiety jej cel i czas, w którym go osiągnie. Jeżeli jednak rakiety zaczną manewrować w czasie lotu, przewidzenie ich trajektorii i celu ataku będzie o wiele trudniejsze.

        Z przecieków, do których dotarły rosyjskie media wynika, że idea stworzenia manewrujących bloków powstała jeszcze w czasach sowieckich, gdy w USA lansowano koncepcję „wojen gwiezdnych”. Zrealizowano ją dopiero teraz przy pomocy „wysokich technologii”, odpowiadając na amerykańską „tarczę przeciwrakietową”. 

        Obecnie zdaniem rosyjskich wojskowych władze kraju muszą tylko wybrać, ile rakiet nowego typu ma stawać na wyrzutniach. Według nich nie musi być ich wiele. Wystarczy 10-15 sztuk. Twierdzą, że rakiety te są na razie Rosji niepotrzebne z dwóch powodów. Po pierwsze USA nie mają w kosmosie żadnego systemu przeciwrakietowego i w dającej się realnie przewidzieć perspektywie go nie stworzą. Po drugie rakiety, które są i wchodzą w skład uzbrojenia rosyjskiej armii są w stanie przebić tworzoną przez USA obronę przeciwrakietową. 

    ZOBACZ TAKŻE: Śmierć frajerom

        Dla Rosjan nowe rakiety będą elementem przetargowym w rozmowach z nową waszyngtońską administracją. Wiedzą też, że nie tylko oni pracują nad tego rodzaju bronią. W Stanach Zjednoczonych też trwają prace nad nowymi rodzajami broni, które w ewentualnej przyszłej wojnie mają służyć realizacji koncepcji „szybkiego globalnego uderzenia”. Pracują nad nią nie tylko instytucje wojskowe, ale także NASA. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że prowadzą prace nie tylko nad rakietami, ale także latającymi aparatami i samolotami wypełniającymi polowe zadania. Rakiety mają się pojawiać w latach 2017- 2020. Samoloty 10 lat później. 

        Także Chiny według zachodnich analityków prowadzą prace nad blokami do nowych rakiet. Miały przeprowadzić już 6 prób z blokiem WU-14. Według źródeł w Pentagonie rozwijały one prędkość 5 machów. Są więc wolniejsze o 1 mach od rosyjskich. 

    ZOBACZ TAKŻE: Kreml nie boi się chińskich rakiet

        Marek A. Koprowski

    Mary Wagner siedzi w więzieniu – napisz do niej na urodziny


    GOŚĆ.pl

    NOWE WYDANIE!

    GN 4/2017

    Zamknij

    gosc.plWiadomościMary Wagner siedzi w więzieniu – napisz do niej na urodziny

    Mary Wagner siedzi w więzieniu – napisz do niej na urodziny

    fk

    DODANE 25.01.2017 08:28 ZACHOWAJ NA PÓŹNIEJ

    Mary Wagner znów siedzi w więzieniu – trzeba ją wesprzećJAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ

    Dzięki jej odwadze i świadectwu wiele dzieci może w ogóle obchodzić własne urodziny. Niech nie czuje się samotna. Pokażmy, że ją kochamy.

    Mary Wagner od 12 grudnia siedzi w kanadyjskim więzieniu. Kolejny raz. W sumie odsiedziała już ponad 4,5 roku tylko za to, że przekonuje kobiety chcące poddać się aborcji, aby tego nie robiły. Wręcza kobietom róże, proponuje rozmowę, a tym, które są gotowe zmienić decyzję, oferuje pomoc.

    – Państwo ma prawny obowiązek chronić każde niewinne życie ludzkie. Kiedy państwo uchyla się od swoich obowiązków, ludzie mogą tę pozostawioną przez państwo lukę wypełnić poprzez wykonywanie moralnego i prawnego obowiązku ratowania życia ludzkiego – mówił podczas ostatniego procesu obrońca Mary Wagner. Takie argumenty nie przemawiają jednak do świata, który nazywa aborcję prawem człowieka i z tego „prawa” czerpie wielkie zyski. Mary więc znów znalazła się za kratami.

    Jej ofiara już przynosi namacalne owoce. 12 grudnia, zanim została aresztowana w klinice aborcyjnej, zdążyła odwieść jedną z przebywających tam kobiet od planów zabicia swego dziecka.

    Mary Wagner nie powinna jednak pozostać sama, w poczuciu opuszczenia i izolacji.

    12 lutego przypadają jej urodziny, dlatego na pewno podniosą ją na duchu listy z życzeniami od nas, którzy doceniamy jej niezwykłe świadectwo. Niech wie, że nie tylko Bóg jest jej wdzięczny, niech doświadczy też miłości wielu ludzi. Wystarczy kilka słów, najlepiej po angielsku, mogą też być rysunki od dzieci.

    Poniżej więzienny adres Mary Wagner:

    Mary Wagner
    Vanier Centre for Women
    655 Martin St. Box 1040
    Milton, Ontario L9T 5E6
    Canada

    List priorytetowy z Polski dociera w ciągu 7 dni, znaczek kosztuje 6 zł.

    | 1 |

    Skandalistka chciała wysadzić Biały Dom


    Telewizja Republika.pl

    Madonna chciała wysadzić Biały Dom. I …

     

    sm

    13:18 31 stycznia 2017

    Twitter

    Podczas marszu przeciwko Donaldowi Trumpowi, znana piosenkarka i skandalistka Madonna w ostrych słowach odniosła się do polityki Donalda Trumpa. Powiedziała, że po wyborach miała ochotę wysadzić Biały Dom. To stwierdzenie spowodowało, że dyrekcja jednej z rozgłośni radiowych w Texasie nałożyła dożywotnie embargo na utwory królowej popu.

    Madonna podczas Women’s March dała upust swojej frustracji z powodu zwycięstwa Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich: – W tych wyborach nie wygrało dobro, ale to dobro ostatecznie zwycięży. (…) Więc dziś zaczyna się początek naszej historii. Tu zaczyna się rewolucja. Walka o prawo do bycia wolnym, do bycia sobą, do bycia równym. (…) A wszystkim hejterom, którzy uważają, że ten marsz nic nie zmieni mówię: Pier**cie się!” Tak, bardzo długo myślałam o tym, żeby wysadzić w powietrze Biały Dom – krzyczała wokalistka i satanistka.

    Po tych słowach zarząd teksańskiej rozgłośni radiowej HITS 105 zapowiedział… dożywotnie embargo na twórczość Madonny na falach stacji: – Zakaz emisji piosenek Madonny to nie kwestia polityki, lecz patriotyzmu. Nie można puszczać jej utworów, płacić jej tantiemów, gdy wiemy, że ma nieamerykańskie podejście.  – uzasadnił decyzję Terry Thomas z radia HITS 105.

     

    Źródło: niezalezna.pl

    Chcą wszystkich przymusić do płacenia abonamentu


    WPROST.pl

    Opłata za media publiczne nie ominie nikogo? Wkrótce poznamy szczegóły projektu

    Kraj

    WYDARZENIAKRAJ

    Opłata za media publiczne nie ominie nikogo? Wkrótce poznamy szczegóły projektu

    Dodano: dzisiaj 13:5011 28

    Telewizja

    Telewizja / Źródło: Fotolia / Deyan Georgiev

    6,33 zł – tyle mogą zapłacić wszyscy podatnicy zamiast obecnego abonamentu RTV – informuje Wirtualna Polska.

    Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji chce, aby pobierać miesięcznie 6,33 zł. Jak ustaliła Wirtualna Polska, opłatę najprawdopodobniej musiałyby płacić także firmy i przedsiębiorcy. Opłata miałaby być doliczana do PIT. Rocznie wyniosłaby 80 zł. Dzięki takiemu rozwiązaniu Telewizja Polska i Polskie Radio będą mogły liczyć na wpływy w wysokości ok. 2,7 mld zł rocznie.

    Minister kultury Piotr Gliński po spotkaniu z premier Beatą Szydło w ramach przeglądu resortów zapowiedział, że projekt, który umożliwi ściąganie abonamentu radiowo-telewizyjnego jest na końcowym etapie przygotowania. Minister podkreślił, że nowe rozwiązania w tej kwestii powinny być gotowe za 2-3 tygodnie. 

    Potrzebne „wsparcie finansowe z prawdziwego zdarzenia”

    W połowie stycznia Jacek Kurski w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl przyznał, że jeżeli telewizja publiczna ma przetrwać, to „wsparcie finansowe z prawdziwego zdarzenia musi nastąpić w ciągu kilku najbliższych tygodni”. Kurski stwierdził, że ostatni rok dla zarządu TVP był bardzo ciężki, ale jednocześnie owocny. Poinformował też, że jest wiarygodny projekt sprawnego uszczelnienia poboru abonamentu radiowo-telewizyjnego. Ponadto Kurski zapowiedział, że telewizja publiczna zamierza kontynuować formaty, które podobają się widzom. – Mamy przygotowanych mnóstwo projektów i jesteśmy w blokach startowych, gotowi do rozpoczęcia ich realizacji – dodał.

    Kurski o problemach w TVP. „Potrzebne wsparcie finansowe, jeśli TVP ma przetrwać”Prezes TVP Jacek Kurski w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl przyznał, że jeżeli telewizja publiczna ma przetrwać, to „wsparcie finansowe z prawdziwego zdarzenia musi nastąpić w ciągu kilku najbliższych tygodni”.WPROST.pl

    / Źródło: Wirtualna Polska, Wprost.pl

    Polski rząd usuwa banderowskie napisy na cmentarzu w Bykowni


     

     

     

     

    RMF FM: TO NIE UKRAIŃCY PORZĄDKUJĄ CMENTARZ W BYKOWNI

    ŚWIAT

    55 minut temu

    To nie jak wcześniej podawano ukraińscy aktywiści, ale polska ekipa czyści zdewastowany w zeszłym tygodniu cmentarz w Bykowni pod Kijowem – dowiedział się nieoficjalnie ze źródeł dyplomatycznych reporter RMF FM Krzysztof Zasada.

    Zdewastowany cmentarz w Bykowni /SERGEY DOLZHENKO /PAP/EPA

    Zdewastowany cmentarz w Bykowni /SERGEY DOLZHENKO /PAP/EPA

    Obraźliwe napisy namalowane czerwoną farbą na tablicach i nagrobkach mogą zostać usunięte jeszcze w tym tygodniu. Według rozmówców RMF FM, ekipa została wysłana z Polski, bo strona ukraińska nie miała pieniędzy na usunięcie zniszczeń. Za wszystko zapłaci polski rząd. Koszty mają się zamknąć w 100 tysiącach złotych.

     

    Na razie usuwane są napisy z polskiej części cmentarza w Bykowni. Remontowane są też kolumny przy wejściu do nekropolii. Rozważane jest również wyczyszczenie farby z ukraińskiej części cmentarza.

    „To ma być gest dobrej woli” –  tłumaczy jeden z rozmówców reportera RMF FM.

    Nazwy ukraińskich organizacji nacjonalistycznych na grobie pomordowanych Polaków /SERGEY DOLZHENKO /PAP/EPA

    Nazwy ukraińskich organizacji nacjonalistycznych na grobie pomordowanych Polaków /SERGEY DOLZHENKO /PAP/EPA

    Cmentarz w Bykowni znajduje się w sosnowym lesie tuż za rogatkami Kijowa. Jest to miejsce upamiętnienia m.in. 3,5 tys. polskich ofiar NKWD na Ukrainie. To czwarta po cmentarzach w Lesie Katyńskim, Charkowie i Miednoje nekropolia upamiętniająca polskie ofiary NKWD. Został otwarty przez prezydentów Polski i Ukrainy: Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza 22 września 2012 roku.

    Dokładna liczba ofiar zbrodni NKWD znana jest dzięki ujawnieniu tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Lista zawiera dane 3435 aresztowanych polskich obywateli. Kopia dokumentu została przekazana polskim prokuratorom przez stronę ukraińską w 1994 roku, co umożliwiło rozpoczęcie poszukiwań szczątków ofiar.

    W Bykowni pochowane są również ofiary stalinowskiego Wielkiego Terroru w latach 1937-1938. Największą grupę stanowią Ukraińcy i przedstawiciele innych narodowości ZSRR – ofiary represji komunistycznych.

    (ug)

    Krzysztof Zasada

    RMF

    ANGELA MERKEL PRZYJEDZIE DO POLSKI


     

     

    ANGELA MERKEL PRZYJEDZIE DO POLSKI

    POLSKA

    29 minut temu

    7 lutego do Polski przyjedzie kanclerz Niemiec Angela Merkel, w ramach wizyty spotka się z premier Beatą Szydło – poinformowało Centrum Informacyjne Rządu we wtorkowym komunikacie.

    Angela Merkel i Beata Szydło podczas spotkania w sierpniu 2016 roku /AFP

    Angela Merkel i Beata Szydło podczas spotkania w sierpniu 2016 roku /AFP

    Szefowa polskiego rządu informowała wcześniej, że kanclerz przyjeżdża do Warszawy na jej zaproszenie. Jak podkreślała Szydło, spodziewa się, że z Merkel będzie rozmawiała o tym, co jest obecnie najistotniejsze w Europie: Brexicie, migracji, kwestiach bezpieczeństwa i „zmianach, przed którymi stoi Unia Europejska”. „To są te cztery filary rozmowy, która będzie się toczyła między kanclerz Merkel a mną” – mówiła premier.

     

    Pytana w połowie stycznia na konferencji prasowej o ewentualne poparcie kandydatury Donalda Tuska na drugą kadencję w Radzie Europejskiej, Szydło zapowiedziała, że zapyta Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie, czy Donald Tusk będzie kandydatem grupy EPP (Europejskiej Partii Ludowej, której członkiem jest niemiecka CDU, partia Merkel) na przewodniczącego RE.

    Szefowa polskiego rządu zapowiedziała też, że podczas wizyty kanclerz Niemiec w Warszawie planowane są również jej spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą oraz szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

    PAP

    Bolek poległ


    Strona główna serwisu

     

    Violetta Baran

    oprac.Violetta Baran

    akt. 31.01.2017, 11:45

    Piotr Duda: z przykrością musimy przyjąć, że Lech Wałęsa był TW

    Przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda zabrał głos w sprawie opinii biegłych dotyczącej autentyczności teczki TW Bolka. „Z przykrością musimy przyjąć do wiadomości, że nasz pierwszy przewodniczący był tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL” – napisał szef „S” na portalu „Tygodnika Solidarność”.

    WP

    Zdaniem obecnego szefa „Solidarności” dobrze się stało, że sprawa ta została rozstrzygnięta „w sposób jednoznaczny”, bowiem „tylko prawda – bez względu na to jak trudna – jest wartością nadrzędną”. „Czas żeby i sam zainteresowany wreszcie stanął w prawdzie, co powinien już zrobić wiele lat temu. Dzisiaj nie budziłoby to tak dużych emocji” – napisał Piotr Duda.
    Duda dodał, że ocenę działalności Wałęsy pozostawia historykom, „a wybaczenie i rozliczenie pozostawiamy tym, którym jego działalność wyrządziła szkodę”.
    „Nie zmienia to jednak faktu, że Lech Wałęsa ma swoje miejsce w historii i był pierwszym przewodniczącym Komisji Krajowej Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego ‚Solidarność'” – stwierdził Duda.

    tysol.pl. wp

    GUS: w 2015 r. 14 proc. gospodarstw w Polsce z dochodami poniżej granicy ubóstwa



    Puls Biznesu

     

    GUS: w 2015 r. 14 proc. gospodarstw w Polsce z dochodami poniżej granicy ubóstwa

    PAP

    aktualizacja: dzisiaj, 31-01-2017, 11:01

    Według danych GUS w 2015 roku w Polsce było 14 proc. gospodarstw domowych z dochodami poniżej przyjętej granicy ubóstwa, (w 2015 r. próg ten dla gospodarstwa jednoosobowego odpowiadał kwocie 1043 zł).

    Jak podał GUS w publikacji „Regionalne zróżnicowanie jakości życia w Polsce” 9 proc. gospodarstw domowych doświadczało złych warunków życia, czyli występowania co najmniej 10 z 30 symptomów złych warunków życia.
    W zależności od województwa, zasięg ubóstwa dochodowego wahał się od 11 proc. do 27 proc., natomiast ubóstwa warunków życia – od 5 proc. do 12 proc. W najgorszej sytuacji dochodowej, czyli z najwyższą stopa ubóstwa dochodowego, relatywnie najczęściej byli mieszkańcy Polski południowo-wschodniej: w woj. lubelskim ubóstwem dochodowym zagrożonych było 27 proc gospodarstw domowych, w woj. świętokrzyskim – 24 proc., a w woj. podkarpackim – 21 proc.
    Złe warunki życia (najwyższa stopa ubóstwa warunków życia) najczęściej obserwowane były wśród gospodarstw domowych zamieszkujących woj. zachodniopomorskie i woj. warmińsko-mazurskie (po 12 proc. gospodarstw), a także woj. świętokrzyskie i woj. łódzkie (po 11 proc.).
    Jak podaje GUS duży zasięg ubóstwa dochodowego w danym województwie niekoniecznie wiązał się z częstym występowaniem ubóstwa warunków życia. Na ogół jednak w województwach, w których odnotowano wysokie wskaźniki ubóstwa dochodowego, obserwowano również wyższe od średniej wskaźniki ubóstwa warunków życia.
    Z badania GUS wynika, że w 2015 roku 17 proc. gospodarstw domowych osiągnęło relatywnie wysokie dochody (w 2015 r. próg ten dla gospodarstwa jednoosobowego wyniósł 2897 zł). Dobrymi warunkami życia charakteryzowało się 23 proc. gospodarstw domowych w Polsce, czyli brakiem występowania jakiegokolwiek z 30 branych pod uwagę symptomów złych warunków życia.
    Wskaźnik relatywnie wysokich dochodów przekroczył średnią wartość dla kraju jedynie w czterech województwach, tj. w woj. mazowieckim (26 proc.), woj. pomorskim, woj. dolnośląskim (po 21 proc.) oraz w woj. śląskim (19 proc.).
    W dobrych warunkach najczęściej żyły osoby w gospodarstwach domowych w woj. wielkopolskim (31 proc.), kujawsko-pomorskim (27 proc.) oraz podlaskim (26 proc.).
    Jak zauważa GUS województwa o wysokim odsetku gospodarstw domowych żyjących w dobrych warunkach nie zawsze pokrywały się z tymi, w których odnotowano najwyższe wartości wskaźnika wysokich dochodów.
    Przedstawione we wtorek dane pochodzą z II edycji Badania Spójności Społecznej, zrealizowanego w 2015 r. Na zadawane wówczas przez ankieterów GUS pytania odpowiedziało ok. 14 tys. respondentów.

    Podpis: PAP

    Sitwa broni skopromitowanego idola


    Wyborcza.pl

    Wtorek31.01.2017

     

    Jarosław Kurski


    Dla was tylko „Bolek”, dla nas przede wszystkim bohater

    31 stycznia 2017 | 14:10

    Lech Wałęsa, rok 19801 ZDJĘCIE

    Lech Wałęsa, rok 1980 (LOOR/SIPA/East News)

     

    Mamy kolejny etap linczu na Lechu Wałęsie. Już „jest agentem”. Teraz będziemy go sądzić i odzierać z resztek godności.

    Nie wierzę w dobre intencje ludzi, którzy dziś triumfalnie ogłaszają ostateczny upadek Wałęsy. Są w euforii drapieżnika, który dopada ofiarę. Dla nich liczy się tylko on – Lech Wałęsa. Symbol i mit założycielski III RP. Uderzając w symbol, chcą zakwestionować sukces ostatnich 27 lat i powiedzieć: oto dopiero teraz zaczyna się nowa epoka, nowa Polska, odrodzona na sparszywiałym postkomunistycznym trupie tamtej.

    Błąd i moralne pogubienie się młodego robotnika mają zaciążyć na całym jego życiu i dokonaniach, jakby nigdy nie podniósł się z upadku. W kolejnym kroku ideologowie PiS będą chcieli wykazać, że „Bolek” współpracy nigdy nie przerwał, że jako agent stanął na czele sierpniowego strajku i „Solidarności”, że jako agent doprowadził do Okrągłego Stołu – zmowy elit…

    Fakt: sędzia TK beneficjentem warszawskiej reprywatyzacji


     

    PolskieRadio.pl WiadomościInformacje

    Fakt: sędzia TK beneficjentem warszawskiej reprywatyzacji

    31.01.2017 12:29

    Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Stanisław Rymar zyskał na warszawskiej reprywatyzacji? Tak twierdzi dziennik „Fakt”.

    Pałac Kultury i Nauki w Warszawie

    Pałac Kultury i Nauki w WarszawieFoto: flickr/Aldo van Zeeland

    Jak informuje tabloid chodzi o nieruchomość przy ul. Szarych Szeregów w Warszawie, na której w latach 60. grupa mieszkańców stołecznej Woli wybudowała garaże. Grunt należał wówczas do Skarbu Państwa, a wszystko miało odbyć się zgodnie z prawem. Do początku lat 90. garaże użytkowane były na podstawie umowy najmu, by potem miasto zmieniło najem na dzierżawę. „Fakt” zaznacza, że Ratusz miał obiecać użytkownikom nieruchomości oddanie jej w wieczyste użytkowanie, gdy tylko wyjaśni się jej sytuacja prawna.

    reprywatyzacja 1200 free.jpg

    Pierwsze przesłuchania zatrzymanych ws. reprywatyzacji w Warszawie

    Lata mijały, a w sprawie nic się nie zmieniało – pisze tabloid. Aż do marca 2016 roku, kiedy to każdy z właścicieli garaży dostał od stołecznych urzędników pismo, które informowało, że grunty wraz z budynkami zostały oddane w użytkowanie „spadkobiercom przedwojennych właścicieli”.

    W kolejnych pismach reprezentująca spadkobierców kancelaria zażądała zwrotu gruntów i znajdujących się na nich garaży w terminie 30 dni. Wtedy też okazało się, że w nowej księdze wieczystej wśród spadkobierców uwzględniony jest sędzia Rymar i jego dwie córki – donosi „Fakt”.

    Tabloid informuje, że próbował się w sprawie skontaktować z autorem pism wysyłanych do właścicieli garaży w celu uzyskania odpowiedzi, w jaki sposób sędzia Stanisław Rymar i jego córki znalazły się w dokumencie. Jednak przedstawiciel kancelarii odmówił komentarza, w sprawie nie wypowiedział się również sędzia Rymar.

    fakt24.pl/dad

    =====================================

    Wikipedia:

    Stanisław Rymar (prawnik)[edytuj]

    Stanisław Rymar

    Data i miejsce urodzenia
    19 maja 1941
    Kraków

    Sędzia Trybunału Konstytucyjnego

    Okres
    od 3 grudnia 2010

    Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej

    Okres
    od 2001
    do 2007

    Poprzednik
    Czesław Jaworski

    Następca
    Joanna Agacka-Indecka

    Odznaczenia

    Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski

    Stanisław Rymar (ur. 19 maja 1941 w Krakowie) – polskiprawnik, w latach 2001–2007 prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, wiceprzewodniczący Trybunału Stanu, od 3 grudnia 2010 sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

    Życiorys[edytuj]

    Urodził się w rodzinie z tradycjami prawniczymi, adwokatami byli jego dziadek, ojciec i wujek, zaś prawnikiem została także jego matka[1]. W 1963 ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 1966 zdał egzamin sędziowski, a trzy lata później adwokacki. W latach 70. był pracownikiem Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej, a w 1975 wstąpił również do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej[2].

    W 1986 wszedł w skład Naczelnej Rady Adwokackiej, której następnie stał się aktywnym działaczem. W latach 1989–1992 był jej sekretarzem, następnie od 1995 do 1998 wiceprezesem, zaś od 2001 do 2007 pełnił funkcję jej prezesa. 14 listopada 2007 Sejm wybrał go na wiceprzewodniczącego Trybunału Stanu. Został zgłoszony na to stanowisko przez Platformę Obywatelską.

    Równocześnie wciąż prowadził praktykę adwokacką, m.in. w ramach Kancelarii Rymar i Wspólnicy z siedzibą w Warszawie, w której objął stanowisko kluczowego partnera. 26 listopada 2010 został wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, będąc kandydatem zgłoszonym przez posłów Platformy Obywatelskiej. 3 grudnia 2010 złożył ślubowanie.

    Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski (2003)[3] oraz Wielką Odznaką Adwokatura Zasłużonym[4].