USA wydalają 35 rosyjskich dyplomatów. Ciekawe ilu Putin wyrzuci?


Wyborcza.pl

 

USA wydalają 35 rosyjskich dyplomatów. Obama mówi o rosyjskiej ingerencji w wybory

PAP, Maciej Orłowski, Reuters

29 grudnia 2016 | 20:23

Barack Obama i Władimir Putin1 ZDJĘCIE

Barack Obama i Władimir Putin (Fot. KEVIN LAMARQUE REUTERS)

 

To odpowiedź na rosyjską ingerencję w ostatnie wybory prezydenckie w USA. Prezydent Barack Obama zapowiedział, że w najbliższych dniach przedstawi Kongresowi raport na ten temat. Dodał, że sankcje wobec Rosji są wymierzone głównie w rosyjskie służby: FSB i GRU.

Polskie dofinansowanie ukraińskiej gazety


 

Nasze Słowo, fot. eprasa.pl / Nasze Słowo

420 tys. zł dotacji od rządu PiS dla ukraińskiej gazety, która nazwała Piłsudskiego międzynarodowym terrorystą

Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Czwartek, 29 grudnia 2016 o godz. 14:02:11

Ukraiński tygodnik „Nasze Słowo”, na łamach którego publikowano artykuły zawierające antypolską propagandę, otrzyma dotację z budżetu państwa polskiego w wysokości 420 tys. zł. Łącznie w 2017 rok rząd dofinansuje działalność organizacji ukraińskich w Polsce kwotą ponad 1,6 mln zł. Najwięcej otrzyma Związek Ukraińców w Polsce.

 

Według oficjalnych informacji opublikowanych na stronach internetowych MSWiA, Związek Ukraińców w Polsce, kierowany przez negacjonistę wołyńskiego Piotra Tymę, otrzyma 420 tys. złotych na wydawanie swojego tygodnika „Nasze Słowo” w latach 2017-2019. Dofinansowanie w analogicznej wysokości pismo Ukraińców w Polsce otrzymało w ubiegłym roku, przy czym wówczas dotyczyło ono 2016 roku. Ponadto, ZUwP otrzyma także 9 tys. złotych na wydanie w 2018 roku rocznika „Almanach Ukraiński”.

Jak informowaliśmy, posłowie Kukiz’15, Tomasz Rzymkowski, Bartosz Józwiak i Wojciech Bakun skierowali do ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz do ministra spraw wewnętrznych i administracji interpelację ws. szerzenia historycznego fałszu i antypolskiej propagandy, na przykładzie tygodnika Związku Ukraińców w Polsce „Nasze słowo”, wydawanego za pieniądze polskich podatników.

– Czy ukraińskojęzyczny tygodnik „Nasze słowo”, szerzący na swoich łamach historyczny fałsz i wrogą polskiemu państwu propagandę, będzie dotowany przez Państwo Polskie w 2017 roku? – pytali posłowie Kukiz’15. Okazuje się, że tak.

Na łamach „Naszego Słowa”, pisma mniejszości ukraińskiej w Polsce wydawanego za pieniądze polskich podatników napisano niedawno, że to Józef Piłsudski, a nie Stepan Bandera, odpowiada kryteriom „międzynarodowego terrorysty”.

– Ukraina nie wymaga od Polaków, by wyrzucili jego [Piłsudskiego] nazwisko z historii, nie wymaga zburzenia jego pomników. Jednak domaga się, by Polacy przestali wtrącać się w to, kogo Ukraińcy uważają za swoich bohaterów – podkreślał w artykule Myrosław Łewyćkyj. Sugerował również wyraźnie, że wydanie wspomnień bł. bp. Chomyszyna to element wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję, a celem tych działań miałoby być zdyskredytowanie osoby metropolity grekokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego w kontekście jego procesu beatyfikacyjnego. Określa również uchwały wołyńskiej, ws. ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, mianem „haniebnych”.

W rozmowie z Kresami.pl dr Andrzej Zapałowski zwracał uwagę, że „Nasze Słowo” od lat wspiera heroizację UPA. – Tam ukazuje się wiele artykułów na ten temat. Ponadto, „Nasze Słowo” jest tak naprawdę związane z „galicyjskimi Ukraińcami”, reprezentującymi nie całą społeczność ukraińską, tylko zachodnioukraińską. To środowisko jest zasadniczo opanowane przez spadkobierców ideowych OUN i UPA – mówi dr Zapałowski.

Na łamach „Naszego Słowa” ukazywały się również artykuły Bohdana Huka, ukraińskiego szowinisty, którego opinia jako biegłego przyczyniła się do umorzenia postępowania ws. grupy młodych Ukraińców, którzy fotografowali się z flagą OUN-UPA. On sam zasłynął jednak przede wszystkim ze swoich wypowiedzi, które pokazują, że jest on gloryfikatorem banderyzmu, oskarżającym Polski Rząd w Londynie o plany eksterminacji ludności ukraińskiej.

Bogdan Huk na łamach pisma mniejszości ukraińskiej „Nasze Słowo” oburzał się, że Polacy protestują przeciw symbolice OUN-UPA. Sprzeciw Polaków wobec niej porównywał do stalinizmu i hitleryzmu. Oburzało go nawet sformułowanie „Polski Przemyśl”. W artykule na łamach „Naszego Słowa” stwierdził m.in., że barwy UPA to symbol „nowoczesnego ukraińskiego patriotyzmu”, zaś „w Przemyślu w stosunku do Ukraińców nastrój panuje taki, jak w ZSRR za Stalina”, pisząc o „przemyskim rezerwacie im. Berii”. Według Huka Kresy to „polski segregacyjny konstrukt i praktyka przemocy do 1939 roku”, zaś „ideologia „Kresów” jest bliska faszyzmowi”.

Rządową dotację stracił z kolei ukraińskojęzyczny portal PROstir, powiązany ze Związkiem Ukraińców w Polsce i kierowany przez Ihora Isajewa, który krytykował przyjęcie uchwały wołyńskiej jako przejaw ukrainofobii. Wcześniej portal ten otrzymał z budżetu państwa blisko 100 tys. zł.

Isajew publicznie twierdził, że Polacy kreują ofiary rzezi wołyńskiej na męczenników, zaś polskie postulaty dotyczące ich upamiętnienia uważa za przejaw ukrainofobii. Według Isajewa strona polska w kwestii Wołynia dopuszcza się manipulacji. Członkiem redakcji portalu jest także Taras Andruchowycz, który jako dziennikarz Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia był autorem artykułu, w którym dopuszczono się manipulacji. Przytoczono w nim wyrwany z kontekstu „cytat” posła PiS Michała Dworczyka, według którego polityk ten miał w rozmowie z Radiową Jedynką obiecać „zamknięcie tematu tragedii wołyńskiej”.

Warto przypomnieć, że Ukraina praktycznie w ogóle nie wspiera polskiej mniejszości ze środków budżetowych. Jednym z nielicznych przykładów jest „Dziennik Kijowski”, dwutygodnik którego współzałożycielami są: Ministerstwo Kultury Ukrainy i Związek Polaków na Ukrainie. Gazeta ta jest dotowana z miejscowego budżetu. Wspiera ja również polska Fundacja Wolność i Demokracja.

Związek Ukraińców w Polsce otrzyma także pół miliona złotych na przebudowę ewakuacyjnej klatki schodowej i wykonanie części elewacji zachodniej w budynku Narodnego Domu w Przemyślu, a także 170 tys. złotych na działalność bieżącą Związku w 2017 roku. Dotację w wysokości 248 tys. zł przyznano ZUwP na przyszłoroczną działalność ośrodków kultury ukraińskiej, a 33,5 tys. zł – na „Program edukacji dzieci i młodzieży”. Łącznie w 2017 roku ZUwP otrzyma nieco ponad 1,380 mln zł dotacji ze środków budżetowych państwa polskiego. Związek ubiegał się również o rządową dotację w ramach projektu „Akcja Wisła – 70 lat po”, która jednak nie została przyznana.

Beneficjentem rządowych dotacji jest także Związek Ukraińców Podlasia. W przyszłym roku otrzyma on łącznie z budżetu państwa 217 tys. zł dotacji, w tym na wydawanie swojego pisma w języku ukraińskim „Nad Buhom i Narwoju” (115 tys. zł), audycje radiowe „Ukraińskie słowo” po ukraińsku (26,6 tys. zł), a także na działalność amatorskich zespołów artystycznych (57,4 tys. zł) i warsztaty kultury ukraińskiej dla dzieci i młodzieży (18 tys. zł). Ponadto, MSW dofinansuje również kwotą 30 tys. zł obchody 25-lecia Związku Ukraińców Podlasia.

Jak informowaliśmy, Roman Sidoruk, znany działacz Związku Ukraińców Podlasia i Podlaskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce twierdził, że od Polaków można nauczyć się nie miłości, ale nietolerancji i nienawiści.

Z kolei Towarzystwo Ukraińskie otrzyma na bieżącą działalność 11 tys. złotych, a także 28,5 tys. zł na działalność kulturalno-edukacyjną. W porównaniu z poprzednim rokiem, TU otrzymało jednak wyraźnie mniejsze dotacje.

18 tys. złotych otrzyma też Fundacja Prosvita, na pomoc nauczycielowi i szkole w zakresie opracowania podręczników i materiałów pomocniczych do nauki języka ukraińskiego dla międzyszkolnych zespołów nauki.

W ubiegłym roku rząd przyznał ZUwP  dotacje w wysokości ponad 2 mln złotych (o ok. 700 tys. więcej, niż teraz), w tym na prace związane z Narodnym Domem (720 tys. zł), wydawanie „Naszego Słowa” (420 tys.), działalność ukraińskich chórów i zespołów artystycznych (142 tys. zł) czy ośrodków kultury ukraińskiej (248 tys.). Z kolei Towarzystwo Ukraińskie otrzymało w 2016 roku ponad 250 tys. zł dotacji, w tym 33 tys. zł na projekt związany ze 150. rocznicą urodzin Mychajło Hruszewskiego, który jest nazywanym największym ukraińskim polonofobem. Związek Ukraińców Podlasia otrzymał zaś ponad 435 tys. zł. Ponadto, ze środków budżetowych dofinansowano również festiwal kultury ukraińskiej Ekołomyja (40 tys. zł), a także wydanie rocznika literackiego w języku ukraińskim (14 tys. zł).

Kresy.pl / mt

Ministerstwo Kultury zakupiło dla Państwa Polskiego kolekcję książąt Czartoryskich


 

 

logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

CZWARTEK 29 GRUDNIA

Ministerstwo Kultury zakupiło dla Państwa Polskiego kolekcję książąt Czartoryskich. Po co?

Data publikacji: 2016-12-29 15:00

Data aktualizacji: 2016-12-29 15:10:00

Ministerstwo Kultury zakupiło dla Państwa Polskiego kolekcję książąt Czartoryskich. Po co?

Leonardo da Vinci, Dama z Gronostajem, Kraków. Autor: Cezary Piwowarski (Praca własna) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) lub CC BY-SA 4.0-3.0-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0-3.0-2.5-2.0-1.0)%5D, Wikimedia Commons

Prawo i Sprawiedliwość znów przekuło w czyn swoje etatystyczne przekonania gospodarcze. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego za pieniądze obywateli zakupiło kolekcję książąt Czartoryskich, która wcześniej i tak była w znacznej mierze powszechnie dostępna do oglądania w Polsce.

Najcenniejszym z zakupionych zabytków jest obraz Leonarda da Vinci „Dama z gronostajem” oraz „Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem” pędzla Rembrandta van Rijna. Oprócz tego Państwo nabyło w sumie kilkaset tysięcy innych muzealiów, archiwaliów i starodruków. Często są to obiekty o dużej wartości dla historii narodu polskiego i jego kultury.

Nie wiadomo dokładnie ile publicznych pieniędzy wydano na tę swoistą nacjonalizację dóbr kultury. Mówi się aż o 100 milionach euro. Eksperci szacują, że zakupiona kolekcja jest warta od 3 do nawet 10 miliardów złotych. Fundusze pochodzą ze specjalnej rezerwy uchwalonej w przyszłorocznej ustawie budżetowej.

Umowa zakupu kolekcji między Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a Fundacją Książąt Czartoryskich została podpisana w czwartek na Zamku Królewskim w Warszawie. Ceremonia rozpoczęła się o godzinie 14.

Negocjacje w sprawie sprzedaży kolekcji doprowadziły do złożenia w piątek 23 grudnia, a więc tuż przed świętami Bożego Narodzenia, dymisji przez cały zarząd Fundacji. Jej fundator, książę Adam Czartoryski, miał negocjować z resortem bez wiedzy zarządu.

Źródło: rmf24.pl, money.pl

MWł

Read more: http://www.pch24.pl/ministerstwo-kultury-zakupilo-dla-panstwa-polskiego-kolekcje-ksiazat-czartoryskich–po-co-,48416,i.html#ixzz4UF5szOAl

Gadowski o próbach obalenia rządu


 

wPolityce.pl

 

NASZ WYWIAD. Gadowski o próbach obalenia rządu: „Chodzi wyłącznie o ratowanie własnych interesów!”

opublikowano: 2 godziny temu · aktualizacja: 11 minut temu

fot. YouTubefot. YouTube

Jeżeli nie można obalić rządu poprzez ulicę, to należny szukać rozwiązania wewnątrz systemu, np. przemontować większość rządową. Teoretycznie było to możliwe, przy wykorzystaniu wszystkich ludzi opozycji w Sejmie, rozbiciu środowiska PiS i Zjednoczonej Prawicy, i wyciągnięciu stamtąd osób, na których posiadamy kompromitujące materiały. Całe przedsięwzięcie się nie udało, ponieważ zostało ujawnione

—mówił w rozmowie z portalem wPolityce.pl Witold Gadowski.

wPolityce.pl: Mówił Pan, że po nieudanej próbie obalenia rządu przy pomocy ulicy, a teraz proteście w Sejmie, kolejnym etapem będzie włączenie się do walki służb i interwencji z zewnątrz. Jak miałoby to wyglądać?

Witold Gadowski: Jest to pewna teoria, która opisuje tego typu konflikty. Pierwszym etapem jest wzbudzenie niepokoju ulicy. Pytanie na ile ten niepokój może być skuteczny? Okazało się, że ulica nie jest zainteresowana wywróceniem rządów Prawa i Sprawiedliwości. Spróbowano więc przewrotu na szczycie w rumuńskim stylu, który zakłada, m.in. przejęcie parlamentu, siania zamętu, przerwania nadawania telewizji. To też się nie udało. Trzeba jednak przyznać, że ludzie, którzy próbowali tego dokonać nie mieli szczęścia. W tym samym czasie wydarzyły się inne ważne rzeczy, m.in. zamach w Berlinie czy zamach na ambasadora w Rosji. Poza tym ludzie byli zaprzątnięci przygotowywaniem się do Świąt Bożego Narodzenia, co skutecznie odwróciło ich uwagę od tych wydarzeń.

Następnym etapem jest wykorzystanie zaplecza służb, które się skonsolidowało i jest zainteresowane obroną swoich przywilejów. Wykorzystanie służb może przebiegać, zarówno w kierunku penetracji obecnych służb, jak i w kierunku montowania prowokacji, dywersji od wewnątrz. W obecnych służbach, zwłaszcza w służbach cywilnych pozostało bardzo wiele osób, związanych z dawnym układem, z gen. Maciejem Hunią, z Bartłomiejem Sienkiewiczem. Są to niewątpliwie osoby niepewne. Nie wiadomo czy informują obecną władzę o realnym zagrożeniu, czy nie prowadzą akcji dywersyjnych, nad którymi nie ma kontroli obecne kierownictwo służb.

Z drugiej strony jest środowisko WSI posiadające wrażliwe dane, które zostały wyniesione bezprawnie z siedzib służb specjalnych i posiada wiedzę na temat osób, które uczestniczą w życiu politycznym. To jest i będzie wykorzystywane do rozmontowywania jedności koalicji Zjednoczonej Prawicy.

Próba rozbicia Zjednoczonej Prawicy wpisuje się w tę teorię?

Tak, ponieważ jak nie można obalić rządu poprzez ulicę, to należny szukać rozwiązania wewnątrz systemu, np. przemontować większość rządową. Teoretycznie było to możliwe, przy wykorzystaniu wszystkich ludzi opozycji w Sejmie, rozbiciu środowiska PiS i Zjednoczonej Prawicy, i wyciągnięciu stamtąd osób, na których posiadamy kompromitujące materiały. Całe przedsięwzięcie się nie udało, ponieważ zostało ujawnione. Obóz PiS-u zaczął się bacznie przyglądać swoim ludziom, więc osoby, które próbowały rozbić Zjednoczoną Prawicę nie mogą teraz swobodnie działać. To nie jest skończona gra, ale ujawnienie tych planów znacznie utrudniło te zamierzenia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gadowski ostrzega PiS przed wewnętrzną agenturą

W świat idzie jednoznaczny przekaz: autorytarna Polska jest targana puczami. W „NYT” pojawił się artykuły o tytułach „Oddać Polskę Rosji”, czy „Tragiczny zwrot Polski”.

Są to stare ciągotki Zachodu, zwłaszcza Europy, które się uzewnętrzniają. Plan opozycji i Adama Michnika został całkowicie pokrzyżowany przez zwycięstwo Trumpa. Gdyby wygrała Hilary Clinton, plan destabilizowania Polski rozwijałby się znakomicie. To zostało zatrzymane. Środowiska „Gazety Wyborczej”, TVN czy służb, które służyły wcześniej Rosji, a później zwerbowały się na służbę do Amerykanów, nie mają dojścia do Trumpa, dlatego tak paniczne i nie skoordynowane są działania opozycji. Nie wynika to z niskiej inteligencji tych ludzi, ale z brak nadziei na rychłe zmiany i na powodzenie ich działań. Z każdym dniem tracą nieuzasadnione przywileje, którymi się cieszyli.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12

następna strona »

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

autor: Zespół wPolityce.pl

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: redakcja@wpolityce.pl. Zapraszamy też do księgarni z najlepszymi książkami: wSklepiku.pl.

Polska polityka zagraniczna z rosyjskiej perspektywy



 

29 grudnia 2016

NEon24.pl

 

 

Bogusław Jeznach

 

CO PISZĄ INNI: Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą Konradem Rękasem (na Neonie: Chart).

Kalendarz jest nieubłagany. Kartki z datami migają jedna z drugą. Nastał czas na pewne podsumowania. Jak Pan widzi rok 2016, jeśli chodzi o polską politykę wschodnią?

Niestety, był to rok dalszego regresu polskiej polityki w ogóle, polityki zagranicznej, a polityki wschodniej w szczególności, czy jedynie jej namiastki. Trzeba podkreślić, że rząd polski, dla którego ten rok był rokiem dziewiczym, z którym zwłaszcza poza granicami Polski wiązano pewne nadzieje na zmiany, na mocniejsze postawienie sprawy racji stanu i interesu narodowego Polski, w żaden sposób tych nadziei nie spełnił. Przed tym, zresztą, analitycy już rok temu przestrzegali. Rząd Beaty Szydło kierowany w istocie z drugiego siedzenia przez Jarosława Kaczyńskiego, z Witoldem Waszczykowskim na czele dyplomacji i Antonim Macierewiczem na czele polityki militarnej, niestety realizował niepolskie interesy, zwłaszcza na polu dyplomatycznym.

Rząd w Warszawie jest tylko prostym przełożeniem polityki amerykańskiej, a oprócz tego, i tym różni się od poprzednich gabinetów w Polsce, że jeszcze dodatkowo mnożącym konflikty. Dodatkowo przysparzającym Polsce wrogów, przeciwników i krytyków na arenie międzynarodowej. To rząd bardzo, ale to bardzo amatorski na polu dyplomatycznym. Bardzo niezgrabny we wszystkich swoich wysiłkach międzynarodowych. Mocno spóźniony w swoich reakcjach i, niestety, wyjątkowo nieudolny. Polska w żaden sposób nie wykorzystała pewnego handicapu związanego ze zmianą gabinetu, nie „przeartykułowała” swojej polityki wobec Ukrainy. Wręcz przeciwnie, brnęła dalej w mnożenie wydatków i bezkrytyczne popieranie coraz bardziej podupadającej junty kijowskiej. W żaden sposób nie wykorzystała okazji do otwarcia w relacjach z Rosją, do czego Moskwa i osobiście Władimir Putin parokrotnie Warszawę zachęcały. Nieśmiałe gesty wobec Mińska to za mało, żeby mówić o jakiejś strategicznej zmianie nastawienia Polski wobec Białorusi. Całkowicie odpuszczono sprawy polskie na odcinku litewskim, pozostawiając mniejszość polską jak zwykle samą sobie. Tymczasem, jako fałszywą alternatywę, podstawiano ciągle uganianie się za mrzonką Międzymorza, nadmierne nadzieje z reaktywowaniem takich inicjatyw jak Grupa Wyszehradzka itp.

Oddawano się dyplomacji bankietowej, dyplomacji pozornej, ekscytując się kolejnymi nieistotnymi dekoracyjnymi wyjazdami prezydenta Dudy, uściskami rąk i bliższymi kontaktami wyłącznie z takimi samym podżegaczami wojennymi, jak przywódcy Litwy, państw bałtyckich czy inni namiestnicy amerykańscy na teren Europy Środkowej. Nie brano dobrego przykładu z takich polityków jak przywódcy Czech, Węgier i Słowacji. Był to niestety rok regresu polskiej dyplomacji, dalszego spadku znaczenia Polski na arenie międzynarodowej.

Ukraina. Poważny czynnik w klimacie politycznym i w Europie i za Oceanem. Co rokuje nam rok 2017 z uwagi na wizję Ukrainy w Unii Europejskiej, szczególnie po przyjęciu deklaracji w sprawie Umowy Stowarzyszeniowej i w związku z wyborem prezydenta Stanów Zjednoczonych?

Jak można traktować poważnie państwo, które w tej chwili żyje takim życiowo poważnym problemem, czy sławetna Nadia Sawczenko jest, czy nie jest rosyjską agentką? Takiego państwa nie można taktować poważnie. Ukraina to nie państwo, to serial satyryczno-farsowy. Nie miejmy złudzeń. Ukraina nigdy nie będzie członkiem Unii Europejskiej nawet Unii w obecnym kształcie. Nie będzie nawet członkiem NATO. Ukrainę nieuchronnie czekają bardzo poważne przeobrażenia. I w tej chwili istnieje pytanie: czy w wyniku, na przykład, kolejnego Majdanu, czy też umowy między głównymi mocarstwami Ukraina zacznie powoli się racjonalizować i powróci na drogę bardziej zrównoważonej polityki wewnętrznej i międzynarodowej? Do tego ciągle jeszcze znalazłyby się takie ośrodki polityki ukraińskiej, które byłyby w stanie uratować tę upadającą państwowość.

Czy też Ukraina rozpadanie się na szereg mniej lub bardziej powiązanych organizmów politycznych — jednych ideologicznych, drugich czysto oligarchiczno-finansowych, czego mamy też sygnały. Ostatnie dalsze pogorszenie relacji między prezydentem Poroszenką, a grupą finansowo-polityczną oligarchy Kołomojskiego wskazuje, że fragmentacja Ukrainy postępuje. Informacja o tym, że kolejne obwody mogą być od Ukrainy oderwane i stać się quasi suwerennymi państewkami, pokazuje, że mamy u wschodnich granic Polski coś w rodzaju europejskiej Somalii. Ukraina pozostaje nie tyle punktem istotnym dla polityki europejskiej, ile wielkim europejskim nieporozumieniem, wielką europejską zagadką. Ja, jako historyczny przyjaciel narodu ukraińskiego i sympatyzujący ze wszystkimi tendencjami do uzdrowienia tamtejszej sytuacji, z dużym niepokojem i zmartwieniem patrzę na wydarzenia za Bugiem. Uważam, że Ukraina jest w stanie znaleźć w sobie siłę do wewnętrznej poprawy. Ale niestety jeszcze przez ten rok, być może, Ukraińcy będą musieli mocno dostać w kość, żeby w końcu zrozumieć, w jak głębokie bagno zostali wepchnięci.

Czy Stany Zjednoczone, wybór Donalda Trumpa mogą w jakiś sposób wpłynąć na pewne zmiany, które mogłyby nastąpić na Ukrainie?

Ja, przede wszystkim, zawsze staram się chłodzić, studzić nadmierne nadzieje związane ze zmianą na stanowisku prezydenta USA. Przypomnę, że już od kilku dekad sytuacja polityczna w USA przypomina trochę schyłek rządów Leonida Breżniewa w ZSRR. To nie jest przywództwo jednoosobowe, jeśliby to nawet tak wyglądało. To są złożone grupy interesów i gry sił, które frontman, prezydent, reprezentuje, natomiast z pewnością nie kieruje tym wszystkim jednoosobowo. Prezydentura Trumpa to zwiększenie wpływów tego ośrodka polityczno-gospodarczego w USA, który stawia na odbudowę rynku wewnętrznego, zwiększenie rywalizacji ekonomicznej z Chinami. Nie jest to z pewnością wyraźny odwrót od myślenia imperialistycznego w Stanach Zjednoczonych. To jest inne rozłożenie akcentów. O tym powinny pamiętać wszystkie te państwa, te narody, które są zainteresowane dekompozycją hegemonii światowej USA, budową świata wielobiegunowego.

Jeśli chodzi o Ukrainę, prezydentura Trumpa może oznaczać wymianę ekipy kijowskiej powiązanej z administracją Obamy. Ludzie Poroszenki mogą spodziewać się dymisji, jakiejś zupełnie spontanicznej wymiany kadrowej. Widać, że wiatr w żagle łapie znowu Tymoszenko, być może inni politycy ukraińscy. Powtórzmy, Ukraina nie jest krajem samodzielnym, jest sterowana przez dalszy garnitur urzędniczy z Waszyngtonu, a więc zmiana administracji tylko w tym kształcie może wpłynąć na losy Ukrainy. Ukraina może też być przedmiotem targu czy argumentem w stosunkach z Rosją. Poprzednia administracja, jej zaplecze finansowo-przemysłowe wiązały z nią swoje interesy. Nowa ekipa będzie patrzeć raczej w stronę Pacyfiku, bardziej w stronę interesów na obszarze Dalekiego Wschodu. W końcu zainteresowanie Ukrainą może spaść, a to, z jednej strony, może oznaczać odprężenie i mniejszy nacisk na eskalację wojenną na Ukrainie, a z drugiej strony, zapomniana przez swoich hegemonów Ukraina może tym bardziej pogrążyć się w wojnę.

Czy widzi Pan jakieś światełko w końcu tunelu, jeśli chodzi o relacje polsko-rosyjskie?

Takim elementem nadziei, bo przy okazji Świąt i końca roku wypada mówić o nadziei, jest wciąż wyciągnięta w stronę Polski ręka rosyjska. To deklaracje prezydenta Putina i innych polityków rosyjskich mówiące o tym, że normalizacja stosunków z Polską jest możliwa i jest wręcz konieczna, bo gorzej już być nie może. Patrząc natomiast na polityków warszawskich, polityków III Rzeczypospolitej, o ten optymizm jest bardzo, bardzo trudno. Niezależnie od zmian, które zachodzą w Waszyngtonie, powolność myślenia zarządców sił polskich jest tak duża, że reaguje z dużym poślizgiem czasowym, nie chcąc zauważać, że świat zmienia się, że nie skupia się na tym, co uroiło się w głowie ministra Macierewicza czy Waszczykowskiego, a raczej pomija te dziwne wykwity.

Niestety w zakresie stosunków polsko-rosyjskich pozostaję nadal pesymistą. Jest wykonywana ogromna robota, mająca na celu skłócenie naszych państw. Na szczęście, nieskutecznie, ale wciąż pracuje się nad straszeniem narodu polskiego Rosją. Wciąż nie bacząc na straty, koszty związane z wojną ekonomiczną, relacje polsko-rosyjskie są eskalowane w bardzo złym kierunku. Dopóki nie dojdzie do pozytywnego przesilenia  politycznego w Polsce, dopóki nie nastąpi jakaś realna wymiana elit politycznych, odsuwająca polityków zaangażowanych w bezkrytyczne popieranie Ukrainy i słuchanie rozkazów Zachodu, dopóty lepszych relacji polsko-rosyjskich nie będzie. Co, oczywiście nie zwalnia wszystkich normalnie myślących z tego, aby na rzecz takich relacji pracować, wspierać je, starać się, aby były one lepsze, chociażby na płaszczyźnie międzyludzkiej.

Brzydkie skłonności Temidy


Telewizja Republika.pl

CBA: Śledztwo sięga dalej! Mowa o milionowych przekrętach w polskich sądach

 

ds

15:55 29 grudnia 2016

CBA już w połowie grudnia zatrzymało 9 podejrzanych

Afera korupcyjna w polskim wymiarze sprawiedliwości wydaje się być coraz poważniejsza. Wczoraj informowaliśmy o siedmiu sądach – w tym Sądzie Apelacyjnym w Krakowie – do których weszli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dziś agenci zajęli biuro dyrektora krakowskiej placówki. „To nie koniec zatrzymań”.

– To kolejny etap śledztwa  w efekcie przesłuchań świadków, podejrzanych i analizy zabezpieczonych już  dokumentów i danych komputerowych. Sprawa jest rozwojowa, niewykluczone kolejne zatrzymania i zarzuty – czytamy w komunikacie CBA.

O sprawie z udziałem polskiego wymiaru sprawiedliwości informujemy od kilku dni:
CBA weszło do biura dyrektora krakowskiego sądu
Prokuratura w kilku sądach w kraju. Chodzi o 10 mln zł łapówki na rzecz krakowskiego Sądu Apelacyjnego

– Śledztwo dotyczące korupcji, przywłaszczenia mienia, niegospodarności na wielką skalę, wyłudzenia milionów złotych z Sądu Apelacyjnego w Krakowie jest prowadzone w całości przez rzeszowską delegaturę CBA pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie –wyjaśnia Piotr Kaczorek z Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

 

Źródło: niezależna.pl

Striłci giną z przyczyn różnych


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka29.12.2016

 

Ukraina: Żołnierze giną nie z ręki wroga

29 grudnia 2016 10:42

BBC Ukraina podała informacje o tegorocznych stratach ukraińskiej armii, przekazane przez jej dowództwo. W roku 2016 śmierć poniosło łącznie 467 ukraińskich żołnierzy. Z tej liczby w walkach zginęło ich 211. Pozostałych 256 żołnierzy ukraińska armia utraciła z przyczyn niebojowych. Powodami ich śmierci były: choroby, zatrucia (w tym alkoholem), wypadki (w tym drogowe), samobójstwa i zabójstwa umyślne.

(Na podstawie kresy.pl)

ukraine_army_facepalm

OSTRE OŚWIADCZENIE UKRAINY POD ADRESEM ROSJI


 

 

OSTRE OŚWIADCZENIE UKRAINY POD ADRESEM ROSJI

KRYZYS NA UKRAINIE

Dzisiaj, 29 grudnia (11:49)

MSZ w Kijowie wyraziło w czwartek kategoryczny protest przeciwko represjonowaniu przez Rosję obywateli Ukrainy oraz bezprawnemu przetrzymywaniu ich w rosyjskich aresztach i na terytorium zaanektowanego w 2014 roku Krymu.

Według MSZ w aresztach na terytorium Rosji znajduje się obecnie co najmniej 17 obywateli ukraińskich; kolejnych 27 Ukraińców więzionych jest na Krymie. Ukraińska dyplomacja przypomniała, że o ich uwolnienie niejednokrotnie apelował Kijów i społeczność międzynarodowa.

 

Mimo to „rosyjskie kierownictwo kontynuuje haniebną praktykę wykorzystywania obywateli Ukrainy w charakterze zakładników agresywnej polityki, prowadzonej przeciwko naszemu państwu” – głosi oświadczenie.

Ukraińskie MSZ oskarżyło w nim Rosję o ignorowanie zobowiązań, wynikających z mińskich porozumień w sprawie uregulowania konfliktu z prorosyjskimi separatystami w Donbasie, które dotyczą wymiany jeńców. Podkreślono, że w rękach rebeliantów znajduje się jeszcze ponad 100 Ukraińców.

W oświadczeniu zaznaczono, że Rosjanie nie pozwalają na udzielanie zatrzymywanym obywatelom Ukrainy pomocy konsularnej i łamią ich prawa. „Istnieją niezaprzeczalne dowody systematycznego stosowania wobec obywateli Ukrainy (…) bezprawnych metod przesłuchań, tortur i nacisku psychologicznego” – czytamy.

MSZ twierdzi także, że rosyjskie władze dopuszczają się wobec Ukraińców prowokacji w celu skazania ich na podstawie sfabrykowanych dowodów. Dotyczy to przede wszystkim handlu narkotykami, za co „tylko w roku bieżącym wyroki otrzymało już prawie tysiąc naszych rodaków”.

„Działania Kremla wobec obywateli Ukrainy stały się tak nieprzewidywalne i mają tak groźny charakter, że Ukraina zmuszona jest do ostrzegania swoich obywateli przed podróżami na terytorium Federacji Rosyjskiej i na tymczasowo okupowane przez nią terytoria ukraińskie” – głosi oświadczenie ukraińskiej dyplomacji.

Z Kijowa Jarosław Junko

PAP

Waszczykowski pogroził paluszkiem fanom UPA


 

Fot. diplomaatia.ee

Szef MSZ wzywa Ukrainę do nieświętowania 75. rocznicy UPA. „Może się okazać, że z Polski nikt tam już nie pojedzie”

Dodane przez Lipinski
Opublikowano: Czwartek, 29 grudnia 2016 o godz. 11:11:53

Szef MSZ Witold Waszczykowski zapowiedział, że jeśli na Ukrainie dojdzie do jakiejś wielkiej ogólnonarodowej fety z okazji 75 rocznicy powstania UPA, to Polska może wyciągnąć względem Ukrainy konsekwencje dyplomatyczne. „Może się okazać, że z Polski nikt tam już nie pojedzie”.

 

W wywiadzie dla tygodnika „Wprost” szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski był pytany m.in. o kwestię stosunków polsko- ukraińskich. Przypomniano, że w ukraińskie władze zamierzają świętować w przyszłym roku 75. rocznicę utworzenia zbrodniczej UPA. Jak informowaliśmy wcześniej, Ukraińskie władze chcą ogłosić rok 2017 rokiem UPA.

Według Waszczykowskiego, gdyby do tego doszło, to z tej sytuacji, czyli z odmiennych interpretacji roli UPA w Polsce i na Ukrainie, można wybrnąć poprzez wspólne działania wzorowane na doświadczeniach instytutu Yad Vashem czy na pojednaniu polsko-niemieckim. Jednak jego zdaniem, nie tylko Ukraińcy, ale też Polacy nie mają świadomości, czym była UPA.

– Ważna jest też edukacja, bo w obu społeczeństwach nie ma świadomości, czym była UPA. Ukraińcy są przekonani, że oni walczyli głównie z Sowietami i trochę z Niemcami. Tragedia wołyńska jest tam prawie w ogóle nieznana – powiedział minister. – Musimy odrobić tę lekcję, ale nie da się tego zrobić, jeśli na Ukrainie dojdzie do jakiejś wielkiej ogólnonarodowej fety z okazji 75 rocznicy UPA.

Szef MSZ zapowiada, że w takim przypadku Polska może wyciągnąć względem Ukrainy konsekwencje dyplomatyczne:

– Gdyby tak się stało, to może się okazać, że z Polski nikt tam już nie pojedzie. Mam nadzieję, że w Kijowie mają tego świadomość, bo przesłanie z Polski było bardzo jasne.

Waszczykowski odniósł się też do konfliktu na wschodzie Ukrainy. Jego zdaniem porozumienie mińskie nie zostanie zrealizowane, a receptą na zakończenie konfliktu jest poszerzeniu grupy państw negocjujących rozejm, m.in. o USA i Polskę.

Przeczytaj: Waszczykowski: Nie chcę grać z Białorusinami, chcę się z nimi ułożyć

Wypowiedź szefa polskiego MSZ odnotowały również ukraińskie media. Portal Korrespondent.net pisze, że „Polska wezwała Ukrainę do nieświętowania jubileuszu UPA” i zaznacza, że w razie fetowania tej zbrodniczej organizacji przez Ukraińców, stosunki z Polską ulegną pogorszeniu. Podkreślono jednocześnie wezwanie polskiego ministra do wypracowania przez Polskę i Ukrainę wspólnej wizji historycznej roli UPA.

Jak wcześniej informowaliśmy, Lwowska Rada Obwodowa chce ogłosić przyszły rok rokiem UPA, by w ten sposób uczcić rocznicę 75. rocznicę formalnego powstania organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

W sprawie tej złożono też dwa projekty uchwał w ukraińskim parlamencie, dotyczące upamiętnienie rocznicy powstania UPA na poziomie państwowym. Jeden projekt złożył członek frakcji Front Ludowy, Ołeh Medynec, a drugi – grupa deputowanych z Bloku Petra Poroszenki, Batkiwszczyny, której szefową jest Julia Tymoszenko, a także Frontu Ludowego. Oba projekty zarejestrowano 18 listopada br.

Przeczytaj: Prezydent Ukrainy uczcił Ukraińską Powstańczą Armię

Wśród deputowanych, którzy złożyli drugie z projektów uchwał, są m.in. Ołej Musij, autor projektu uchwały o „polskim ludobójstwie”, a także Ołeh Laszko oraz Jurij Szuchewycz, syn głównodowodzącego UPA i zbrodniarza Romana Szuchewycza.

Przeczytaj: Jurij Szuchewycz: Polska jest dla Ukrainy takim samym wrogiem jak Rosja

Jego treść zakłada m.in. opracowanie i wniesienie pod obrady parlamentu projektów ustaw, mających służyć odpowiedniemu uhonorowaniu i zwiększeniu ochrony socjalnej weteranów UPA. W październiku 2017 roku w Kijowie, miastach obwodowych oraz w winnych ośrodkach miałyby też odbyć się uroczystości rocznicowe. Z kolei do końca 2017 roku w szkołach miałyby zostać przeprowadzone zajęcia tematyczne, by zwiększyć zainteresowanie wśród dzieci i młodzieży „heroicznymi kartami historii walki narodu ukraińskiego za swoją niepodległość”. Projekt zakłada także prowadzenie badań naukowych i organizację konferencji ogólnoukraińskich i międzynarodowych na rzecz „ustanowienia i rozpowszechniania prawdy historycznej nt. Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej roli w uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę”, jak również ustanawianie miejsc pamięci i pomników „związanych z historią walki wyzwoleńczej ukraińskiego narodu w XX wieku”. Przewidziano też wydawanie specjalnych książek poświęconych UPA.

W uzasadnieniu deputowani napisali, że UPA „wniosła znaczny wkład w zdobycie i ogłoszenie niezależności Ukrainy”, a także „miała znaczący wpływ na formowanie ukraińskiej świadomości narodowej i procesów państwotwórczych na Ukrainie”.

– UPA odpowiedziała prawu każdego narodu do samostanowienia i suwerenności – czytamy w dokumencie. Podkreślono, że podczas II wojny światowej UPA „walczyła przeciwko niemieckiemu okupantowi”.

PRZECZYTAJ: Lider Żydów na Ukrainie: UPA walczyła o wolną Ukrainę – ale wolną od Żydów i Polaków [+VIDEO]

Przeczytaj: Żydowski noblista: Ukraina powinna przyznać, że UPA mordowała Polaków i Żydów

Czytaj także: Prezydent Izraela w ukraińskim parlamencie: Ukraińcy, bojownicy OUN brali udział w Holokauście

– Biorąc pod uwagę znaczącą rolę UPA w ukraińskiej historii XX wieku, naturalnym celem jest ogłoszenie na poziomie państwowym 75. Rocznicy utworzenia UPA – podkreślają deputowani. Zaznaczono również, że ogólnokrajowe obchody zwrócą uwagę społeczeństwa na „bohaterską historię UPA”, a także na „formowanie w następnych pokoleniach poczucia patriotyzmu, miłości do Ukrainy i troski o swój naród”.

Wprost / msz.gov.pl / korespondent.net / Kresy.pl

Pogarsza się stan demokracji właścicieli Polski


onet.wiadomości

 

dzisiaj 08:40

Sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” na temat stanu demokracji w Polsce

Według sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej”, 43 proc. badanych uważa, że w 2016 roku stan demokracji w Polsce pogorszył się. Z sondażu wynika, że zaniepokojenie wzrasta wraz z wiekiem ankietowanych.

 

43 proc. badanych uważa, że w 2016 roku stan demokracji w Polsce pogorszył się43 proc. badanych uważa, że w 2016 roku stan demokracji w Polsce pogorszył sięFoto: Bartłomiej Zborowski / PAP43 proc. badanych uważa, że w 2016 roku stan demokracji w Polsce pogorszył się43 proc. badanych uważa, że w 2016 roku stan demokracji w Polsce pogorszył się

Pytanie w sondażu brzmiało: czy w 2016 roku stan demokracji w Polsce uległ zmianie? Według 43 proc. badanych pogorszył się, 38 proc. stwierdziło, że pozostał bez zmian, natomiast według 15 proc. poprawił się. 4 proc. ankietowanych nie potrafiło się wypowiedzieć na ten temat.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że najlepiej sytuację oceniają młodzi ludzie. W przedziale 18-24 lata 75 proc. badanych wskazuje, że stan demokracji nie zmienił się. W grupie 25-34 uważa tak 61 proc. osób.

Zaniepokojenie o demokrację rośnie wraz z wiekiem. Jak czytamy w dzisiejszym wydaniu „RP”, w przedziale 45-54 lata jedynie 22 proc. osób uważa, że stan demokracji się nie zmienił, natomiast w przedziale po 65. roku życia ocenia tak jedynie 8 proc. ankietowanych.

(do)

 

Onet Wiadomości

Na podstawie: „Rzeczpospolita”

Obama przegrał Bliski Wschód


RZEPA.pl

Jędrzej Bielecki

Prof. Nadim Shehadi: Barack Obama przegrał Bliski Wschód

publikacja: 28.12.2016

aktualizacja: 28.12.2016, 22:55

Foto: AFP

Putin zajął Aleppo, bo chce zdążyć przed inauguracją Trumpa. Wie, że potem nie będzie mu już tak łatwo ogrywać Ameryki – mówi Jędrzejowi Bieleckiemu profesor prestiżowej Fletcher School of Law and Diplomacy w Bostonie Nadim Shehadi

 

Rzeczpospolita: Na kilka tygodni przed odejściem Baracka Obamy z Białego Domu padło Aleppo. Ten obraz oddaje bilans polityki USA na Bliskim Wschodzie w minionych ośmiu latach?

Nadim Shehadi: To był czas, kiedy Ameryka zamiast przewodzić w tym regionie świata, blokowała. Nie tylko nie zdecydowała się na interwencję, ale nawet nie wspierała umiarkowanych rebeliantów. Turcja od 2012 r. apelowała o ochronę cywilów, o utworzenie strefy zakazu lotów w Syrii – bez skutku. W tym samym roku Obama ogłosił czerwoną linię: użycie przez Asada broni chemicznej. Ale to okazało się tak naprawdę linią zieloną, sygnałem dla Damaszku, że pacyfikacja rebeliantów metodami konwencjonalnymi jest dopuszczalna. Dlatego po oświadczeniu Obamy liczba ofiar reżimu się podwoiła. Rok później, kiedy Asad użył bronił chemicznej, a Ameryka nic nie zrobiła, wiadomo było, że reżim może wszystko, zaś Syria stoi przed Rosją otworem.

François Hollande był gotów wtedy interweniować…

Ale Obama w ostatniej chwili wycofał się z poparcia Francuzów, podobnie zresztą jak Wielka Brytania.

Obama wygrał jednak w 2008 r. wybory m.in. dzięki obietnicy wycofania amerykańskich wojsk z Iraku i Afganistanu. Trudno się dziwić, że nie chciał znów posyłać armii na Bliski Wschód.

Zbyt gorliwe wyciąganie wniosków z interwencji w Iraku to jedno wytłumaczenie bierności USA. Ale jest też inne: Obama nie wierzył w demokratyzację Bliskiego Wschodu. Owszem, w 2009 r. w przemówieniu w Kairze oświadczył, że demokracja jest jedną z wartości Ameryki, ale już na prywatnym spotkaniu uspokoił dyktatorów regionu, że tej wartości nie będzie nikomu narzucał, że „rozumie historyczne uwarunkowania”. Bo Obama zasadniczo uważał, ze dyktatury na Bliskim Wschodzie są najlepszym rozwiązaniem. Być może historycy uznają, że George W. Bush i neokonserwatyści byli naiwni, ale przynajmniej wierzyli, że demokracja jest wartością uniwersalną.

W takim razie dlaczego – gdy wybuchła arabska wiosna – Obama porzucił Hosni Mubaraka, dyktatora Egiptu?

Tak naprawdę nie chciał go zostawić, zrobił to bardzo niechętnie. Podobnie było z innymi krajami arabskimi: w wywiadzie dla „The Atlantic” przyznał przecież, że żałuje interwencji w Libii. W Syrii robił, co mógł, aby osłabiać rebeliantów, w Egipcie do dziś wspiera znacznie krwawszego od Mubaraka marszałka Sisi.

Nie tylko Obama uważa, że Bliski Wschód nie jest gotowy na demokrację, tak twierdzi wielu ekspertów…

To samo mówiono o Europie Wschodniej…

Ale rok 1989 był niezwykłym sukcesem.

Niech będzie: kultura jakiegoś regionu może być mniej lub bardziej kompatybilna z demokracją. Jednak zupełnie czymś innym jest akceptowanie tak brutalnych dyktatur, jak Saddama, Kaddafiego czy Asada. W 1991 r. Irakijczycy zbuntowali się przeciwko reżimowi, ale Ameryka zgodziła się, aby Saddam zbombardował protestujących. Podobnie było w Bejrucie w 2005 r., w Kairze w 2006 r., w Syrii w 2011 r. Do tego czasu żadna demonstracja na Bliskim Wschodzie nie była antyzachodnia, nie palono amerykańskich flag. Ludzie wierzyli, że USA są po ich stronie. Nawet syryjscy salafici występowali o pomoc Ameryki. Dlatego bierność Waszyngtonu była dla mieszkańców Bliskiego Wschodu szokiem. Upadek Aleppo, podobnie jak wcześniej zniszczenie Faludży, Ramadi – to będzie obraz, który długo będzie pożywką dla antyzachodniego radykalizmu.

Amerykanie wydali jednak w Iraku półtora biliona dolarów – dokładnie tyle, ile poszło na zjednoczenie Niemiec. Ale z zupełnie innym skutkiem. Można zrozumieć, że nie chcą tego powtórzyć.

Pytanie tylko, czy chaos i konflikty etniczne to wynik obalenia Saddama czy może jednak trzech dekad bardzo brutalnej dyktatury? W wywołanej przez niego wojnie z Iranem zginęło po obu stronach półtora miliona ludzi, setki tysięcy w masakrach Kurdów i buncie z 1991 r., kiedy Ameryka nie tylko ograniczyła się do wyzwolenia Kuwejtu, ale też przez sankcje nałożone na Irak uderzyła w najuboższych. Wówczas w Iraku nie można było dostać nawet aspiryny bez bycia członkiem partii Baas. Podobnie z Libią – chaos nie wynikał z faktu, że obalono Kaddafiego, lecz z tego, że wcześniej przez 47 lat trzymał kraj żelazną ręką. W 2011 r. zdążył zabić 7 tys. ludzi, zanim został obalony. Gdyby nadal był u władzy, ile byłoby dziś ofiar? A tak przynajmniej rozpoczął się proces polityczny, który kiedyś doprowadzi do pokoju. Kurdystan jest dziś o wiele bardziej stabilny niż reszta Iraku czy Libia, bo tam transformacja zaczęła się już w 1991 r. To są procesy, które zajmują czas.

A może od Bliskiego Wschodu odwróciłby się każdy amerykański prezydent, skoro po rewolucji łupkowej ceny ropy się załamały i ten region przestał być dla USA tak ważny jak kiedyś?

Można szukać usprawiedliwienia na to, że w Syrii zginęło pół miliona ludzi. Ale najbardziej wpływowy doradca Obamy Robert Malley (dziś szef Narodowej Rady Bezpieczeństwa – red.) był zwolennikiem sojuszu z Asadem dużo wcześniej, niż spadły ceny ropy, bo już w latach 2003–2005. Demokraci zapędzili się w kozi róg, kiedy postanowili robić wszystko odwrotnie niż Bush. Skoro ten zwalczał Asada, oni chcieli z nim trzymać. Nancy Pelosi (liderka demokratów w Izbie Reprezentantów – red.) pojechała do Damaszku w 2007 r., John Kerry odwiedzał Asada wielokrotnie. A Obama zgadzał się na szkolenie i uzbrajanie syryjskich rebeliantów pod warunkiem, że nie będą atakować reżimu w Damaszku. Obawiał się, że w przeciwnym razie nie zdoła doprowadzić do porozumienia z Iranem, sojusznikiem Asada.

Relacje Ameryki z Turcją, czołowym sojusznikiem USA w regionie, za Obamy także bardzo się pogorszyły.

Polityka Ankary w Syrii okazała się porażką, bo Ameryka jej nie wsparła. Reżim w Damaszku stara się rozsadzić od wewnątrz układ polityczny w Turcji, wspiera organizacje terrorystyczne, w tym PKK. To skłoniło Erdogana do wprowadzenia coraz bardziej autorytarnego systemu władzy. Najpoważniejsza próba budowy demokracji w kraju muzułmańskim staje pod znakiem zapytania.

Strategia Donalda Trumpa zwalczania tzw. Państwa Islamskiego razem z Rosją będzie skuteczniejsza?

Wcale nie jestem pewien, czy Trump pójdzie w tym kierunku. Wśród jego doradców jest wielu przeciwników Iranu, inni uważają, że aby zniszczyć tzw. Państwo Islamskie trzeba obalić Asada, bo to on tak naprawdę je stworzył. Obama nikomu nie wierzył i wszystkie decyzje podejmował w wąskim gronie doradców w Białym Domu. Trump działa inaczej – jak prezes rady nadzorczej podejmuje decyzje po wysłuchaniu wielu głosów. Z tego samego powodu nie wiadomo też, jaka będzie jego polityka wobec Izraela. Co prawda mianowany przez niego ambasador David Friedman jest zwolennikiem uznania Jerozolimy za stolicę kraju, ale inni już nie.

Nie wierzy więc pan w deal między Putinem i Trumpem, o którym prezydent elekt tyle razy mówił w czasie kampanii?

Trump z charakteru jest podobny do Putina, a to oznacza, że zapewne będzie musiał się z nim zetrzeć. Tak czy owak nie wpadnie w każdą pułapkę zastawioną przez Kreml, jak to było z Obamą. Rosjanie na dwie godziny przez rozpoczęciem bombardowań Syrii ostrzegli Amerykanów. To była decyzja Putina, pokerowa zagrywka. Ale Amerykanie wcale nie musieli ustąpić: zbudowali bazy w regionie, wszędzie mogą dopłynąć ich lotniskowce. A Rosja miała wtedy 20 myśliwców. W dodatku Putin okłamał Obamę twierdząc, że będzie bombardował pozycje tzw. Państwa Islamskiego. Nie sądzę, aby Tellerson (przyszły sekretarz stanu – red.) dał się tak wodzić za nos. Właśnie dlatego Kreml spieszy się z zajęciem Aleppo, ze stworzeniem nieodwracalnego układu przed inauguracją Trumpa. Ale ani Rosja, ani Iran nie mają środków, aby stale kontrolować i odbudować Syrię. Ta wojna jeszcze nie jest skończona.

Skremowali bohatera


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

akt. 28.12.2016, 19:55

Zmiana terminu pogrzebu mjr. Zbigniewa Paliwody ps. Jur

Krakowski oddział IPN poinformował o zmianie terminu uroczystości pogrzebowych ostatniego żołnierza „Ognia” mjr. Zbigniewa Paliwody ps. Jur. Krakowska prokuratura prowadzi postępowanie po zawiadomieniu rodziny zmarłego, że doszło do zamiany ciała.

WP.PL / Łukasz Szełemej

Mjr Zbigniew Paliwoda, ps. Jur, zmarł 20 grudnia i miał być pochowany z honorami wojskowymi 28 grudnia na Cmentarzu Batowickim. Dzień wcześniej wyszło na jaw, że doszło do pomyłki przy wydawaniu zwłok.
W jednym z krakowskich szpitali 20 grudnia zmarło dwóch mężczyzn, w odstępie ok. pół godziny. Oba ciała trafiły do zakładu pogrzebowego. Jeden ze zmarłych został wydany na żądanie rodziny, która zleciła skremowanie zwłok i 23 grudnia pochowała szczątki na cmentarzu w jednej z podkrakowskich miejscowości.
Pomyłka wyszła na jaw, kiedy po zwłoki dzień przed pogrzebem zgłosiła się rodzina zmarłego mjr. Zbigniewa Paliwody.

 

„Gazeta Krakowska” twierdzi, że do omyłki doszło prawdopodobnie w przedsiębiorstwie pogrzebowym.
Mjr Zbigniew Paliwoda ps. Jur, ostatni żołnierz mjr. Kurasia „Ognia”, zmarł 20 grudnia. Miał 87 lat. W czasie wojny był żołnierzem Armii Krajowej, a po jej zakończeniu walczył w 6. „krakowskiej” kompanii Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica”, dowodzonego przez Józefa Kurasia „Ognia”. W konspiracji używał pseudonimu „Jur”.
Jak podaje IPN, był ostatnim żyjącym uczestnikiem akcji rozbicia więzienia św. Michała w Krakowie. Zajmował się sprawami kombatantów z okresu podziemia wojennego i powojennego. Laureat nagrody „Świadek Historii” (2014), uhonorowany „Sygnetem Niepodległości” (2015), odznaczony przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (2015).

REKLAMA

Oprac. Iga Burniewicz

PAP, Polska Gazeta Krakowska

Marksistowsko-leninowski zbawca Polski


 

Przełącz na rozrywkę

Przełącz na Dziennik

 

Balcerowicz: W ciągu tego roku dokonała się największa destrukcja ustrojowa Polski

29.12.2016, 10:05

 

Leszek Balcerowicz

Leszek Balcerowicz / Agencja Gazeta / Fot. Przemek Wierzchowski Agencja Gazeta

Leszek Balcerowicz uważa, że Polska zaczyna płacić cenę za „największą destrukcję ustrojową”. Wzywa też Polaków do stworzenia zorganizowanego ruchu obywatelskiego, który powstrzyma rządy PiS.

Większość czasu spędzam w Polsce. I jak można sądzić z tego, co staram się tutaj robić za pośrednictwem mediów, a także uczestnicząc w demonstracjach KOD, uważam, że w ciągu tego trochę więcej niż roku, dokonała się największa destrukcja ustrojowa Polski, jaka w ogóle się zdarzyła po 89 r. i za to zaczynamy płacić cenę i ta cena przy kontynuacji tego niebezpiecznego trendu będzie coraz większa – mówił prof. Leszek Balcerowicz na antenie Radia ZET. Ekonomista poparł też tezę konstytucjonalisty, Wojciecha Sadurskiego, że dokonał się pucz konstytucyjny zakończony paraliżem niezwykle ważnej, konstytucyjnej instytucji, znaczy Trybunału Konstytucyjnego. Kolejnym precedensem było – zdaniem Balcerowicza – wykluczenie posła PO z obrad i głosowanie na Sali Kolumnowej. Ekonomista wyjaśnił, że na razie „destrukcja” nie „sięga bardzo głęboko” gospodarki, choć naruszyła już pozycję Polski na świecie.

Prof. Balcerowicz nie wierzył też, że to działania instytucji unijnych zmuszą PiS do ustępstw. Na pewno nie należy czekać na to, że inni zrobią za nas obywatelską robotę – powiedział. Uważam, że jedyna właściwa odpowiedź to jest rosnący, zorganizowany, pokojowy protest społeczeństwa obywatelskiego w obronie Polski demokratycznej i w obronie Polski praworządnej – tłumaczył. Ma więc nadzieję, że takie protesty, jak przed Sejmem będą stawać się coraz silniejsze. Dlatego że mamy do czynienia z Kaczyńskimoraz elitą władzy, która jak widać wyraźnie, nie ma żadnych wewnętrznych zahamowań ani moralnych, ani jakiejś lojalności wobec własnej ojczyzny dobrze pojmowanej i w takiej sytuacji to jedyne zapory do dalszego niszczenia stwarza zorganizowany, obywatelski ruch, który może przybierać różne formy, na przykład uważam, że ta zapowiedziana destrukcja naszych osiągnięć w oświacie powinna się spotykać z daleko potężniejszą reakcją ze strony rodziców i ze strony nauczycieli, którzy nie chcą żeby ich dzieci padły ofiarą partyjnych kalkulacji, które miałyby doprowadzić prawdopodobnie do opanowania szkół – tłumaczył. 

Balcerowicz skomentował też obecną sytuację gospodarczą Polski. Jego zdaniem, obecny poziom wzrostu gospodarczego, to efekt poprzednich rządów. Ale mamy jednocześnie bardzo wyraźną tendencję spadkową, bodajże najgłębszą w całej Unii Europejskiej, bo prognozy na początku roku mówiły o grubo ponad 3 proc., w tej chwili będziemy mieli grubo niżej 3 proc. najprawdopodobniej i to jest z całą pewnością rezultat tego chaosu politycznego i uderzenia w konstytucję w Polsce i bałaganu – mówił. Przy czym najbardziej wrażliwym tutaj wskaźnikiem to jest spadek inwestycji. W części publicznej, bo jest chaos, czystki, a w części prywatnej, bo przecież prywatny kapitał reaguje na rosnące ryzyko i ja niestety przy kontynuacji będzie tak, że polski kapitał będzie inwestować za granicą – dodał. 

Ostro skrytykował też słowa Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że zabieramy pieniądze, które elity rozgrabiły i podzieliły między siebie, to w długiej perspektywie się opłaci, nawet jeśli obecna dynamika wzrostu gospodarczego spowolni. To pierwsza diagnoza to jest w stylu Lenina, że trzeba zabrać złym. Lenin, Stalin to była burżuazja, mówi elita, nawiasem mówiąc Kaczyński to jest elita, przecież on od 89 r. jest w elicie władzy, ale to na marginesie, on albo nie wie, co mówi, albo wie, co mówi i nie dba o konsekwencje – oburzył się ekonomista.

Wyjaśnił też, co faktycznie oznacza dla Polaków spadek tempa wzrostu PKB. To są co najmniej setki, jeśli nie tysiące ludzi dodatkowo emigrujących z Polski, dokąd, do Niemiec. Bo do Wielkiej Brytanii już nie mogą, bo migracja zależy od luki między biedniejszym a bogatszym. To są rosnące napięcia w budżecie, to jest mniej pieniędzy w kieszeniach, bo akurat PKB mierzy, wbrew temu, co bredzi Morawiecki, mierzy to ile ludzie mają pieniędzy w kieszeniach. I wreszcie to jest dodatkowy upadek prestiżu Polski, który w znacznej mierze zależy od sukcesu gospodarczego kraju – podsumował. 

 

Źródło: Radio ZET

Kukizowe szczypanie pisowych braci


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

akt. 28.12.2016, 12:15

Paweł Kukiz oskarża PiS: kłamaliście, ten matrix się nie skończy

„To dobre! Żart jakiś? Przedterminowe prima aprilis? Będziecie Tuska i Komorowskiego zamykać? I Kopacz? Wy?” – napisał Paweł Kukiz na swoim profilu, komentując słowa Jarosława Kaczyńskiego, który zapowiedział wyciągnięcie odpowiedzialności karnej wobec Donalda Tuska i innych polityków Platformy Obywatelskiej.

WP / Konrad Żelazowski

Kukiz dziwi się tej deklaracji i przypomina, że PiS pozwolił niedawno wyjechać z Polski Sławomirowi Nowakowi, byłemu ministrowi transportu w rządzie PO-PSL, który teraz zarządza drogami na Ukrainie.

 

„Ten sam Nowak, przez którego dziesiątki polskich przedsiębiorców zostało wyrolowanych przy budowie dróg i infrastruktury na Euro 2012. Ten sam, którego używaliście w kampanii wyborczej jako symbolu zachowań niegospodarnych i korupcyjnych w PO. Ten sam, którego mieliście po wygranych wyborach rozliczać. Kłamaliście” – napisał lider Kukiz’15.
Dodaje też, że rząd Beaty Szydło nie anulował przekazania Ukrainie pieniędzy na budowę dróg, co obiecał poprzedni gabinet. „Blisko 70 milionów euro (NASZYCH pieniędzy) daliście do dyspozycji człowiekowi, którego mieliście ocenić po objęciu władzy. Jednak zamiast „oceną” zajęliście się obsadą stanowisk w spółkach skarbu państwa” – stwierdził Paweł Kukiz, przypominając, że nie – mimo obietnic – rząd PiS nie przedstawił do końca listopada audytu służb w państwowych spółkach.

 

„Dwukrotnie – w czasach, kiedy byliście w opozycji – składaliście projekt ustawy o likwidacji gabinetów politycznych (pochłaniają rocznie ok 500 milionów NASZYCH pieniędzy). Tych instytucji dla Misiewiczów i innych ‚noszących teczki’ za swoimi pryncypałami. Absolutnie zbędnych” – dodał. Zastrzegł również, że bez końca mógłby pisać o lokalnych działaczach partii Jarosława Kaczyńskiego, którzy znaleźli zatrudnienie w różnych instytucjach po wygranych wyborach.
Zarzucił także PiS, że nie wyciągnął odpowiedzialności wobec polityk ludowców. „Nawet Burego wypuściliście. Tego z PSL, od sztabek złota. Burego wypuściliście a ja wciąż procesuję się z jego partią o naruszenie jej dóbr osobistych. O naruszenie ‚dobrego imienia’ pań i panów pokroju Burego. Takie to prawo i taka sprawiedliwość, Bez zmiany ustroju (ordynacji większościowej, mocnej instytucji referendum i rozdziału władzy ustawodawczej od wykonawczej) nigdy ten matrix się nie skończy. Zjedzą nas. Solidarnie” – zakończył.

 

O postawieniu przed sądem Donalda Tuska, ale także Bronisława Komorowskiego, Ewy Kopacz i Radosława Sikorskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński przypomniał w wywiadzie dla Onetu. Mówił, że w przypadku byłego premiera nie chodzi tylko o katastrofę smoleńską, ale np. sprawę prywatyzacji spółki Ciech. Zdaniem prezesa PiS prokuratura powinna zająć się słowami Komorowskiego z 2008 roku, kiedy komentując ostrzelanie kolumny prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, stwierdził, że „z 30 metrów nie trafić, to trzeba ślepego snajpera”.
oprac. A. Jastrzębski

WP, Facebook

Opozycja chciałaby wykiwać koalicję


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

Jacek Gądek

Jacek Gądek

akt. 28.12.2016, 14:43

Nie ma szans na wcześniejsze wybory. Czy teraz PiS pokaże, że Ryszard Petru jest nagi?

Nowoczesna Ryszarda Petru sprawnie wykorzystuje momenty, w których może zaistnieć. Teraz hasłem są „przedterminowe wybory”. Celom formułowanym z myślą o zdominowaniu przekazów w mediach trudno jednak się spełnić, a już na pewno nie teraz. Formacja ugruntowuje tymczasem swój wizerunek partii telewizyjnej, co w styczniu może się na niej srogo zemścić.

Ryszard PetruRyszard Petru (

PAP / Radek Pietruszka

)

Ryszard Petru w maju rzucił hasło wielkiej koalicji opozycji, aby odsunąć PiS od władzy, choć do tego bardzo daleko. Skradł tym jednak show Grzegorzowi Schetynie (zapewnił organizację i finansowanie demonstracji) i Mateuszowi Kijowskiemu (zmobilizował demonstrantów). Potem stwierdził, że PiS utraciło poparcie społeczne i legitymizację władzy, choć sondaże temu wyraźnie przeczą. Już wtedy Petru wskazał, że jeśli dalej tak pójdzie, to niezbędne będą wcześniejsze wybory. Teraz Nowoczesna – po raz pierwszy w tej kadencji – chce złożyć wniosek o samorozwiązanie Sejmu, choć szanse na jego uchwalenie wynoszą zero.
Słowa szefa Nowoczesnej przebijają się do mediów i dominują w przekazach telewizji. Ale z realnością mają bardzo luźny związek. Na razie jest to w wykonaniu Ryszarda Petru słowne i PR-owe zagrzewania do długiego marszu po władzę, ale partia jednak drepcze w miejscu. Petru mimo to spija śmietankę, bo występuje w roli wskazującego opozycji kierunek i bijącego w bębny oburzenia na PiS.
Sam Petru w jednym z wywiadów – odpierając zarzut, że chce wykreować nagiego króla (PiS) mówiąc, że jest on nagi – bronił się: „Trzeba wyprzedzać fakty i kreować rzeczywistość do przodu”. Zatem kreuje. Kłopot w tym, że z czasem projektowana przyszłość może się zderzyć z rzeczywistością, a Nowoczesna nie będzie miała zasobów, aby tej rzeczywistości stawić czoła.

REKLAMA

Ani nie ma pieniędzy na szeroko zakrojoną działalność, bo utraciła dotacje z budżetu państwa (to ponad 20 mln zł w ciągu najbliższych lat), a wciąż do spłaty ma kredyt zaciągnięty na kampanię 2015 r. Ani nie ma też rzeszy sympatyków, który gotowi byliby licznie wychodzić na ulice. Partia Petru bez dotacji sobie oczywiście poradzi, ale skala jej rzeczywistej działalności będzie ograniczona, z kolei walka o obecność w mediach będzie się musiała zaostrzyć.
Petru już w tym momencie ukręcił realny bat na samego siebie, a na pewno sprowokował odpowiedz obozu rządzącego na swoje słowne szarże. W Prawie i Sprawiedliwości zapadła bowiem decyzja o tym, aby na początku nowego roku ulicami Warszawy – a dzięki „Solidarności” być może także w innych dużych miastach – zademonstrować społeczne poparcie dla obozu władzy.
Nieprzypadkowo lider „S” Piotr Duda zapowiadał, że związkowcy szykują się do wyjścia na ulice, by wtedy „czapkami ich przykryć” (ich, czyli głównie Nowoczesną, PO i KOD). Nieprzypadkowo też Jarosław Kaczyński podkreślił w ostatnim wywiadzie, że po stronie PiS jest „silny mandat społeczny”. – Sądzę, że w styczniu pokażemy, jak wielu ludzi stoi po naszej stronie, gdzie jest prawdziwe poparcie społeczne – mówi prezes PiS we „wSieci”. Do demonstrowania już szykują się zatem Kluby „Gazety Polskiej” i Rodzina Radia Maryja. Styczeń może być więc czasem przesilenia na ulicach.

 

Taka demonstracja ma przytłoczyć całą opozycję, przy okazji też pokazać, jak wirtualnym bytem jest Nowoczesna, a jej lider – by nie powiedzieć „król” – jest nagi prowadząc słowne szarże w mediach. Bo partia Petru nie okrzepła jeszcze i choć rośnie w liczbach (ma ponad 4 tys. członków i stale przyjmuje nowych), to poza największymi miastami jeszcze się nie zagnieździła. Sam Ryszard Petru nie jest w stanie wyciągnąć tłumów na ulice – w czasie ulicznej konfrontacji z obozem władzy może się więc jedynie schować za machiną organizacyjna PO i KOD-em, który wciąż jeszcze ma zdolność mobilizowania ludzi.
Przyspieszonych wyborów, o które chce teraz wnioskować Nowoczesna, nie będzie. Buńczuczne słowa Ryszarda Petru służą jednak za przyczynek do ulicznej kontrmanifestacji obozu władzy z opozycją. Szarżując z takim postulatem Ryszard Petru skazuje się na przegraną w głosowaniu w Sejmie – ugrać może tylko efektowne starcie na Wiejskiej. I obecność w telewizji.

 WP Wiadomośc

Brak pokojowych znamion w polityce agresji czarnego Prezydenta


WP.PLStrona główna serwisu

 

akt. 29.12.2016, 07:55

Donald Trump przeciwny nowym sankcjom wobec Rosji

Amerykański prezydent elekt Donald Trump, zapytany, czy USA powinny nałożyć sankcje na Rosję w związku z jej ingerowaniem w amerykańskie wybory, zasugerował, że należy zapomnieć o tej sprawie.

PAP/EPA / Michael Reynolds

  • Uważam, że powinniśmy zająć się swoimi sprawami. Komputery bardzo skomplikowały życie ludzi. W erze komputerów nikt nie wie dokładnie, co się dzieje – powiedział Trump dziennikarzom na Florydzie, gdzie przebywa w okresie świąteczno-noworocznym.
    Trump już wcześniej podawał w wątpliwość informacje amerykańskich agencji wywiadowczych, według których rosyjscy hakerzy wykradli tysiące maili z serwera Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej, a następnie dostarczyli je demaskatorskiemu portalowi WikiLeaks, by pomóc Trumpowi wygrać wybory prezydenckie – przypomina Reuters.
    „Washington Post” informował ponadto o tajnej analizie CIA, według której celem rosyjskiej ingerencji było zwycięstwo Trumpa w wyborach z 8 listopada, a nie tylko podważenie zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego. Moskwa uznała te zarzuty za absurdalne.

 

 

Według dziennika administracja ustępującego prezydenta Baracka Obamy zamierza w czwartek ogłosić sankcje wobec Rosji za ingerowanie w przebieg wyborów prezydenckich w USA.
Trump przyznał w środę, że nie słyszał wypowiedzi republikańskiego senatora Lindseya Grahama, który towarzyszy szefowi komisji sił zbrojnych Senatu USA Johnowi McCainowi w europejskiej podróż. Graham powiedział w Rydze, że Rosja i jej prezydent Władimir Putinpowinni spodziewać się sankcji po cyberatakach podczas wyborów prezydenckich w USA. – Nadszedł czas, by Rosja zrozumiała, że co za dużo to niezdrowo – podkreślił senator.
Marek Grabski

WP/PAP

Bliskowschodni jastrząb przestał kochać światowego kondora-sojusznika


 

Przełącz na rozrywkę

Przełącz na Dziennik

 

Netanjahu o przemówieniu Kerry’ego: Skierowane przeciwko Izraelowi

28.12.2016, 20:34 | Aktualizacja: 28.12.2016, 20:35

Benjamin Netanjahu

Benjamin Netanjahu / Instagram / JIM HOLLANDER

Premier Izraela Benjamin Netanjahu skrytykował jako skierowane przeciwko Izraelowi przemówienie wygłoszone w środę przez sekretarza stanu USA Johna Kerry’ego i zarzucił mu „obsesję” na punkcie osiedli żydowskich na terenach palestyńskich.

Urzędujący do 20 stycznia szef amerykańskiej dyplomacji w przemówieniu nakreślającym wizję uregulowania kwestii bliskowschodniej odchodzącej administracji prezydenta Baracka Obamy opowiedział się za rozwiązaniem opartym na dwóch osobnych państwach – żydowskim i palestyńskim. Jego zdaniem, stanowi ono jedyną możliwą drogę do pokoju między Izraelem a Palestyńczykami.

 

Tak jak rezolucja Rady Bezpieczeństwa, którą sekretarz stanu przeprowadził przez ONZ, jego przemówienie było skierowane przeciwko Izraelowi – głosi komunikat wydany przez urząd premiera.

Czytaj więcej

Francja urządza konferencję pokojową. Izraelski minister: To spisek i sąd nad naszym państwem

Przez ponad godzinę w sposób obsesyjny mówił on o osiedlach i zaledwie tylko wspomniał o przyczynach konfliktu, czyli palestyńskim sprzeciwie wobec państwa żydowskiego bez względu na jego granice – oświadczył Netanjahu.

W swoim wystąpieniu Kerry bronił decyzji USA z ubiegłego tygodnia, by umożliwić przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej nielegalne w świetle prawa międzynarodowego żydowskie osadnictwo na terenach palestyńskich. Celem było zachowanie rozwiązania opartego na dwóch państwach – podkreślił. Zaznaczył, że USA ani nie napisały, ani nie były inicjatorami tej rezolucji.

Jego zdaniem przyszłą granicę między Izraelem a Palestyną powinna wyznaczać linia z 1967 roku, czyli sprzed wojny sześciodniowej, z uzgodnionymi przez obie strony korektami, a Jerozolima powinna być stolicą obu państw. Izrael stałby się wówczas państwem żydowskim – mówił szef dyplomacji USA. Tymczasem zachowanie status quo jego zdaniem oznaczałoby „wieczną okupację”.

Protestował także przeciwko podporządkowaniu polityki Izraela polityce osadniczej. Osadnicy wierzą w jedno państwo, w wielki Izrael. Ktoś, kto myśli poważnie o pokoju, nie może ignorować rzeczywistego zagrożenia, jakie stanowią dla niego osiedla żydowskie – uważa Kerry.

Stosunki między Izraelem a Waszyngtonem stały się bardzo napięte, gdy podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w piątek ambasador USA wstrzymała się od głosu i dzięki temu niespodziewanie przyjęta została rezolucja żądająca od Izraela wstrzymania budowy osiedli żydowskich. W dokumencie podkreślono, że są one „pozbawione mocy prawnej i stanowią rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego”.

USA blokowały dotąd na forum Rady Bezpieczeństwa wszelką krytykę Izraela za nielegalne osadnictwo. Jest ono uważane przez wspólnotę międzynarodową za nielegalne i stanowiące przeszkodę na drodze do pokoju na Bliskim Wschodzie głównie dlatego, że osiedla budowane są na ziemiach, na których ma powstać w przyszłości niezależna Palestyna.

 

Źródło: PAP

Tagi: Benjamin Netanjahu, John Kerry, USA, Izrael, Palestyna, osiedla