Ukraina chciałaby z honorami pochować donbaskich wojskowych?


Advertisement

 

 

UKRAINA: W CIĘŻARÓWKACH Z POMOCĄ ZWŁOKI ROSJAN?

KRYZYS NA UKRAINIE

23 minuty temu

Rosjanie wywożą z Donbasu zwłoki swoich żołnierzy – twierdzi ukraiński wywiad.

Ukraińscy żołnierze w Donbasie /AFP

Ukraińscy żołnierze w Donbasie /AFP

Pojazdy z nadsyłaną z Rosji pomocą humanitarną dla separatystów w Donbasie wykorzystywane są w drodze powrotnej do wywożenia zwłok rosyjskich żołnierzy zabitych na Ukrainie – oświadczył w środę Zarząd Główny Wywiadu Ministerstwa Obrony w Kijowie.

 

Zdaniem strony ukraińskiej dowództwo rosyjskiej armii chce w ten sposób ukryć udział swoich wojsk w konflikcie w tym regionie.

„22 grudnia bieżącego roku pojazdy z 59. tzw. konwoju humanitarnego zostały wykorzystane do wywiezienia z kostnic miejskich w Gorłówce i Makiejewce do Rosji ok. 40 zwłok wojskowych Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej” – ogłosił wywiad na Facebooku.

Przed 22 grudnia ukraińska armia informowała, że siły separatystów nasiliły ataki na jej pozycje na tzw. łuku switłodarskim w pobliżu strategicznie ważnego miasta Debalcewe w obwodzie donieckim.

18 grudnia dowództwo wojskowe Ukrainy podawało, że w pobliżu Debalcewego zginęło pięciu ukraińskich żołnierzy, a rannych zostało 16. Był to dla ukraińskiej armii najbardziej krwawy dzień od lipca. Według Kijowa straty po stronie separatystów to 20 zabitych i 30 rannych.

Wywiad przekazał także w środę, że Rosjanie wywożą z Donbasu konstrukcje metalowe. „W kopalni Marija-Hłyboka (dawniej kopalnia im. Menżynskiego w mieście Perwomajsk) okupanci demontują konstrukcje metalowe; są one wywożone na terytorium Federacji Rosyjskiej jako złom” – poinformowano.

Rosyjskie konwoje z pomocą humanitarną dla Donbasu wjeżdżają na Ukrainę przez przejścia graniczne będące pod kontrolą wspieranych przez Moskwę separatystów. Odbywa się to bez uzgodnienia z Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem.

Rosja wysyła na Ukrainę takie konwoje od 2014 roku, od kiedy trwa konflikt między separatystami a ukraińskimi siłami rządowymi.

Władze w Kijowie twierdzą, że konwojami tymi dostarczana jest nie tylko pomoc humanitarna, lecz także broń i paliwo dla separatystów. O tym, że w drodze powrotnej do Rosji ciężarówki wywożą z Donbasu wyposażenie fabryk i ciała zabitych bojowników, media na Ukrainie donosiły już wcześniej. Strona rosyjska temu zaprzeczała.

Z Kijowa Jarosław Junko

PAP

Polska chroni tureckich puczystów


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

akt. 28.12.2016, 11:50

Polska nie wyda Turcji „organizatorów” lipcowego puczu

Polska nie wyda Turcji „terrorystów” z organizacji Fethullaha Gulena – dowiedziało się nieoficjalnie Radio ZET. Turcja opublikowała w listopadzie listę osób, które miały odpowiadać za organizację tegorocznego nieudanego puczu w tym kraju. Znajduje się na niej kilka przebywających w Polsce osób, m.in. kanclerz jednej z warszawskich uczelni.

AFP / BULENT KILIC

Poszukiwane przez Turków osoby miały tworzyć „organizacje terrorystyczną” FETO. To jej członkowie mieli przygotować i przeprowadzić nieudany lipcowy pucz w tym kraju.
W sierpniu władze Bułgarii wydały Turcji biznesmena Abdullaha Buyuka. Ten nie ukrywał, że jest zwolennikiem Gulena i nawet zwrócił się do władz Bułgarii o azyl polityczny.
Polska, mimo że władze tureckie wystąpiły oficjalnie do MSZ o ekstradycję swoich obywateli, nie zamierza poddać się naciskom i – jak dowiedziało się nieoficjalnie Radio ZET – nie wyda tureckich obywateli.

 

 

  • Wiem o szerszym problemie. Rzeczywiście na terytorium Polski przebywają obywatele Turcji, co do których rząd turecki wysuwa zarzuty wspierania działalności określanej mianem terrorystycznej. Jeżeli ci ludzie przestrzegają polskich przepisów, przestrzegają przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej, to nic im w Polsce nie grozi – zapewnił Radio ZET minister Jarosław Gowin. – W Polsce wiemy czym są prawa człowieka, czym jest także łamanie praw człowieka, czym jest terroryzm prawdziwy bądź wyimaginowany i będziemy się trzymali standardów zachodnich – dodał.
    Co więcej, jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze radiostacji, mieszkający w Polsce obywatele Turcji, którzy znaleźli się na tureckiej czarnej liście, są pod dyskretną opieką ABW.
    Fetullah Gulen, którego Turcja oskarża o zorganizowanie lipcowego puczu, od 1999 roku mieszka w USA, w stanie Pensylwania. Prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdogan, ma żal do USA, że te nie chcą go wydać. Niejednokrotnie przypominał, że gdy Amerykanie zwracali się z wnioskami ekstradycyjnymi wobec podejrzanych o terroryzm, Turcja zawsze się do nich przychylała.

 

Ostatnio Erdogan stwierdził, że mężczyzna, który przed świętami Bożego Narodzenia zastrzelił rosyjskiego ambasadora w Ankarze, „bez wątpienia” należał do organizacji Gulena.
Oprac.: Violetta Baran

Radio ZET, PAP

Bez kiwnięcia palcem zabieraja 20%. A Wałęsie od 3 mln dolarów ile zabrano?



money.pl

 

  • Fiskus opodatkuje zbiórkę na rzecz rodziny zabitego Polaka? Jest odpowiedź Izby Skarbowej

    FOT. ANDRZEJ SZKOCKI/POLSKA PRESS

    Jeszcze wczoraj było to 870 tys. zł, dziś to blisko 900 tys. zł. Tyle udało się uzbierać Brytyjczykom, którzy chcą pomóc rodzinie zamordowanego w Berlinie kierowcy ciężarówki Łukasza Urbana. A co z podatkiem? Izba Skarbowa odpowiedziała nam, że jeśli to będzie darowizna, to podatek zostanie naliczony. Ekspert już we wtorek mówił nam, że inaczej się tego rozliczyć nie da.

    „Nabyte świadczenia, jeżeli zostaną przekazane tytułem czynności podlegającej opodatkowaniu podatkiem od spadków i darowizn, będą musiały zostać opodatkowane” – odpisała na pytania WP money Joanna Szczygielska, p.o. dyrektora Izby Skarbowej we Wrocławiu.

    Nie znając jednak szczegółów całej sprawy, nie może jednak kategorycznie wskazać zasad opodatkowania w tym przypadku.

     

    Jak dalej czytamy w stanowisku Izby Skarbowej kwota, która zostanie przekazana rodzinie zamordowanego Polaka znacznie przekracza wartość darowizny, która jest w naszym kraju zwolniona z opodatkowania. Odpowiednio jest to:

    9 637 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba zaliczona do I grupy podatkowej;

    7 276 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba zaliczona do II grupy podatkowej;

    4 902 zł – jeżeli obdarowanym jest osoba zaliczona do III grupy podatkowej.

    Znajdą tutaj zastosowanie stawki dotyczące darowizn i spadków. Do kwoty 10 278 zł obowiązuje 12 proc. podatku. 16 proc. od kwot w przedziale 10 278 zł – 20 556 zł. Najwyższy, 20-proc. próg dotyczy sum powyżej 20 556 zł. Oznacza to, że jeśli pieniądze dla rodziny kierowcy zostaną przekazane jako darowizna, na konta fiskusa trafi blisko 197 tys. zł.

    Wygląda na to, że tak się stanie – już we wtorek Łukasz Bączyk, ekspert podatkowy Crido Taxand powiedział nam, że w tej sytuacji nie widzi inne możliwości, bo zbiórkę zorganizował Brytyjczyk i to na założone przez niego konto wpływają pieniądze.

    – Niestety, nie może tu być mowy o żadnym zwolnieniu podatkowym, które można byłoby zastosować – mówił Bączyk. Oczywiście zupełnie inaczej by to wyglądało, gdyby zbiórkę przeprowadzała fundacja. – Ze względów podatkowych takie rozwiązanie jest najkorzystniejsze. Teraz jest już jednak na to za późno. Pieniądze od początku musiałyby trafiać na konto fundacji – mówi ekspert podatkowy.

    Dlatego w tym przypadku nie może być po prostu mowy o tym, by zebrane już pieniądze można byłoby niejako „przepuścić” przez fundację. Potwierdza to też przypadek małej Asi z Poznania, która poprzez kiermasz zbierała pieniądze dla swojej chorej mamy. Udało jej się zebrać ponad 101 tys. zł i tylko dlatego, że od początku zbierania funduszy przyłączyła się do akcji fundacja „Dar Szpiku”, podatku nie naliczono.

    Do tej pory swoje pieniądze przekazało już ponad 10,3 tys. osób. Zbiórkę wymyślił brytyjski kierowca ciężarówki David Duncan, który na portalu gofundme.com zaapelował o wsparcie rodziny Polaka.

    Duncan nie znał Łukasza Urbana, ale postanowił w tych ciężkich chwilach i przynajmniej na jakiś czas zabezpieczyć jego rodzinę finansowo. Do wyznaczonego celu – 191 tys. funtów, czyli blisko 990 tys. zł, pozostało już naprawdę niewiele.

    Polub WP money na Faceboku:

    zbiórka pieniędzy, zamach w berlinie, łukasz urban, kierowca ciężarówki

    Money.pl

  • Rosja powinna zwrócić Polsce zawłaszczony wrak samolotu


     

    Putin narobił zamieszania, ambasada oskarża Polaków. „Dopuszczają się otwarcie obraźliwych ataków”

    Dodano:dzisiaj 15:420 61

    Władimir Putin (fot. kremlin.ru)

    Ambasada Rosji w Polsce opublikowała oświadczenie w związku z reakcjami na wypowiedzi prezydenta Władimira Putina dotyczących katastrofy smoleńskiej. „Zasługuje na ubolewanie to, że dramat po prawie siedmiu ubiegłych latach, kiedy pod Smoleńskiem zginęli Głowa Państwa Polskiego z Małżonką i towarzyszące mu osoby, dotychczas stanowi przedmiot niegodnych spekulacji politycznych i kreowania mitów na niekorzyść osiągnięcia porozumienia między Polską a Rosją” – czytamy w dokumencie.

    – Osobiście czytałem rozmowę pilota i człowieka z ochrony prezydenta, nie wiem, który wszedł do kabiny. Osobiście czytałem stenogramy. Człowiek, który wchodzi do kabiny, nie pamiętam jak się nazywa, tam jest konkretne nazwisko i żąda, żeby lądować. Pilot mówi: „nie mogę”. Siada i mówi nie wolno lądować. Po czym człowiek w kabinie z otoczenia prezydenta mówi: „ja nie mogę tego zameldować szefowi, rób, co chcesz, ląduj” – powiedział Władimir Putin 23 grudnia podczas corocznego spotkania z dziennikarzami. Na jego słowa zareagował m.in. Maciej Lasek. Były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, na antenie TVN24 zaprzeczył informacjom przekazanym przez Władimira Putina, jakoby przed lądowaniem w Smoleńsku ktoś naciskał na załogę.

    Maciej Lasek stanowczo zaprzecza rewelacjom Putina. „Taka fraza nie padła”Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, na antenie TVN24 zaprzeczył informacjom przekazanym przez Władimira Putina, jakoby przed lądowaniem w Smoleńsku ktoś…WPROST.pl

    MON zażądało z kolei od Federacji Rosyjskiej „natychmiastowego przekazania” Polsce zapisu rozmów w kokpicie Tu-154M. Resort przekazał, że słowa Władimira Putina pozwalają domniemywać, że Rosjanie dysponują tekstem rozmów między pilotem i pasażerami, który nigdy nie został udostępniony Polsce. „Przedstawia (tekst zapisów rozmowy – red.) całkowicie fałszywy obraz przebiegu wydarzeń, które miały doprowadzić do tragedii smoleńskiej. Z wypowiedzi prezydenta Putina może wynikać, iż stenogramy oraz zapisy zostały sfałszowane” – czytamy w komunikacie MON.

    MON zażądało od Rosji natychmiastowego przekazania zapisu rozmów z Tu-154MMON zażądało od Federacji Rosyjskiej „natychmiastowego przekazania” Polsce zapisu rozmów w kokpicie Tu-154M. Ministerstwo o tym fakcie poinformowało na stronie internetowej resortu.WPROST.pl

    Do zamieszania wokół słów prezydenta Rosji w oficjalnym komunikacie odniosła się ambasada, pisząc o „emocjonalnej reakcji publicznej Strony Polskiej na wypowiedzi Prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina”. „Przy tym polskie osoby oficjalne wysokiej rangi pozwalają sobie na uzależnienie normalizacji stosunków z Rosją – zamrożonych, jak dobrze wiadomo, bynajmniej nie z inicjatywy Moskwy – od naszej >>współpracy<< w danej sprawie, wysuwają różnego rodzaju ultymatywne żądania i dopuszczają się otwarcie obraźliwych ataków” – napisano w komunikacie.

    Zdaniem ambasady, „brakuje jakichkolwiek podstaw dla stwierdzenia, że Rosja niby to posiada jakieś nowe, wcześniej nieznane nagranie rozmów w kokpicie, o które teraz Strona Polska występuje”. „Istnieją wyłącznie nagrania, którymi dysponowały MKL i polska Komisja podczas badania katastrofy. Rozszyfrowane rozmowy pilotów niejednokrotnie zostały upublicznione zarówno oficjalnie – przez Stronę Polską, jak i w polskich środkach masowego przekazu. Są one łatwe do odnalezienia w Internecie. Nie chodzi o coś nowego” – oświadczyli dyplomaci.

    Ambasada podkreśla też, że „nie ma sensu tłumaczyć po raz kolejny, dlaczego wrak jest potrzebny rosyjskim śledczym, póki w Rosji trwa postępowanie”. Zaznaczono również, że polskim śledczym nie ogranicza się w żaden sposób dostępu do wraku. Zdaniem Rosjan, mogą oni w każdej chwili przyjechać do Rosji i pracować z nim.

    / Źródło: Wprost.pl / Ambasada Rosji w Polsce

    Duma Państwowa rozpatrzy projekt ustawy o kołchozach


    4515839Sputnik Polska

    28 GRUDZIEŃ 2016

    Duma Państwowa rozpatrzy projekt ustawy o kołchozach

    © Sputnik. Aleksandr Kondratuk ŚWIAT 11:01 28.12.2016Krótki link2240130 Deputowany Dumy Państwowej Rosji Walerij Raszkin wniósł na rozpatrzenie projekt ustawy o powołaniu do życia kołchozów, które miałyby funkcjonować na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego – informuje RT. © SPUTNIK. ALEXEY FILIPPOV „Rosja chce zniszczyć UE od wewnątrz” Zdaniem autora projektu jego realizacja przyczyni się do stworzenia nowych miejsc pracy i substytucji importu. Współczesne kołchozy miałby działać w sektorze rolnym i komunalnym. Polityk twierdzi, że kołchozy będą miały istotne znaczenie dla północnej części kraju, gdzie tworzenie małych prywatnych przedsiębiorstw nie jest dochodowe, a powołanie do życia dużych inicjatyw jest trudne. Ilość proponowanych przez rynek miejsc pracy na tych terytoriach też nie odpowiada na potrzeby ludności. Jako pozytywny przykład funkcjonowania kołchozów Raszkin podaje Białoruś, gdzie zostały one zmodyfikowane. — Początkowo wywoływało to uśmiech wśród „postępowego” społeczeństwa. Ale czas pokazał, że takie podejście rzeczywiście się sprawdziło. Białoruś nie tylko produkuje w nadmiarze żywność dla ludności, ale jest też gotowa zalać nią rynki sąsiednich krajów, w tym rosyjski – podsumował deputowany.
    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201612284519055-rosja-kolchoz/

    Niedopuszczalny język grandziarza z Biłgoraja


    ParezjaParezja

     

    Palikot o Dziwiszu: „Szmata Chrystusa”

    Przez

    Redakcja

    • 28 grudnia 2016

     

    Janusz Palikot foto: wikimedia.commons.org

    Zapomniany Janusz Palikot szuka rozgłosu. Postanowił wpisać się w ataki na polskich duchownych.

    Palikot w wyjątkowo ohydny i bluźnierczy sposób zaatakował kardynała Stanisława Dziwisza. „Dziwisz – szmata Chrystusa” – napisał na jednym z portali społecznościowych.

    To kolejny element walki z Kościołem, który już dawno rozpoczęła opozycja idąca ręka w rękę z ubekami, świetnie znającymi przecież metody zwalczania Kościoła jeszcze z czasów komuny.

    Kardynał Stanisław Dziwisz został zaatakowany za to, że zaapelował, by koczujący w sali głosowań posłowie opuścili sejm. Opozycja chce mieć bowiem swój kościół i swoich duchownych, tak jak chciała mieć ich partia, która mówiła o sobie, że jest „przewodnią siłą narodu”. Metody działania pozostały podobne.

    Śpiewająca Mucha…na mównicy


     

    wMeritum.pl

    Znalezione obrazy dla zapytania Joanna Mucha

     

    Ten protest trudno traktować poważnie. Posłanka PO… śpiewa z sejmowej mównicy [WIDEO]

    Opublikowano: 28 Gru 2016Tags: Kaczyński, Mucha, opozycja, PiS, po, protest, pucz, Sejm, śpiewa

     

    Sejmowy protest „opozycji totalnej”, czyli PO oraz Nowoczesnej, których przedstawiciele od 16 grudnia okupują salę plenarną, przybiera coraz bardziej absurdalną formę. Mowa o artystycznym występie Joanny Muchy, posłanki PO, która z mównicy odśpiewała frywolną interpretację szlagieru „Nie płacz, kiedy odjadę”.

    Wideo ze śpiewającą posłanką PO opublikował na swojej twitterowej tablicy Michał Rachoń, dziennikarz TVP Info, prowadzący m.in. program „Woronicza 17”. Oglądają państwo na własną odpowiedzialność.

    Wykonanie Joanny Muchy to odniesienie do wywiadu, którego Jarosław Kaczyński, lider Prawa i Sprawiedliwości, udzielił tygodnikowi „wSieci”. W trakcie rozmowy poruszono kwestię protestu opozycji, którą były premier określił jako… próbę puczu. Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu. Sygnały o takiej możliwej próbie przejęcia władzy docierały już do nas wcześniej – powiedział Kaczyński. To była poważna próba sparaliżowania władzy w sposób siłowy, niedemokratyczny. Jej podstawą było założenie, że nie uchwalimy budżetu – dodał.

    Zdaniem prezesa PiS, rewolta miała zostać przeprowadzona pod hasłami kryzysu państwa czego dowodem miał być brak uchwalenia budżetu. A okupacja Sejmu w tych planach miała uniemożliwić uchwalenie go także w następnych tygodniach, a może i miesiącach. Tak to sobie zaplanowali, ale nie daliśmy się w tę pułapkę wciągnąć i budżet został sprawnie oraz legalnie uchwalony – tłumaczył.

    Więcej TUTAJ.

    źródło: Twitter, wSieci, wMeritum.pl
    Fot. Twitter

    Jarosław Kaczyński Człowiekiem Wolności 2016 Tygodnika "wSieci"


    Jedynie prawda jest ciekawa

    logo-info-w

     

    Jarosław Kaczyński Człowiekiem Wolności 2016 Tygodnika „wSieci”

     27.12.2016

     

    kaczuszkaJarosław Kaczyński Człowiekiem Wolności 2016 Tygodnika „wSieci”

    Czytelnicy tygodnika „wSieci” wraz z kapitułą, w skład której weszli redaktorzy naczelni i publicyści tytułów wydawanych przez Grupę Medialną Fratria wskazali, że tytuł Człowieka Wolności Tygodnika „wSieci” 2016 roku, otrzyma prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

    Po raz czwarty tygodnik „wSieci” przyznaje tytuł Człowieka Wolności. Cztery lata temu, choć sąd dziwnym i uchylonym potem postanowieniem zakazał używania pełnego tytułu pisma – redakcja „wSieci” ustanowiła nagrodę, której znakiem jest litera „W jak Wolność”. Czytelnicy i kapituła nagrody honorują co roku osoby szczególnie zasłużone w dziele troski o wolną Polskę. Przypomnijmy – w latach poprzednich nagrodę przyznano: prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi, Jarosławowi Markowi Rymkiewiczowi oraz prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie. Wyróżnienia trafiły do Karoliny i Tomasza Elbanowskich z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców oraz do Arkadiusza Gołębiewskiego, polskiego reżysera, producenta oraz scenarzysty filmowego i Dariusza „Maleo” Malejonka, polskiego kompozytora, wokalisty i gitarzysty, założyciela i lidera zespołu Maleo Reggae Rockers. Głównym przesłaniem nagrody jest właśnie wyróżnianie osób, które swoją pracą, działaniami, postawą, twórczością lub działalnością publiczną przysługują się obronie wolności – zarówno wolności słowa, jak i wolności obywatelskich.

    -Gdy powstawał tygodnik „wSieci”, przyświecała nam idea, by to pismo było na rynku mediów zdominowanych ówcześnie przez tzw. mainstream, donośnym i bezkompromisowym głosem, który wolność umacnia i wspiera, tak aby wolne media mogły pełnić swoją funkcję w demokratycznym państwie prawa. Laureaci nagrody Człowiek Wolności, których mamy zaszczyt uhonorować tytułem przyznawanym przez czytelników i kapitułę sprawiają, że co roku nasza wspólnota staje się silniejsza, by konsekwentnie tworzyć polskie, wolne media- mówi prezes spółki Fratria, Romuald Orzeł.

    -Jarosław Kaczyński sprawie wolności służy już od kilkudziesięciu lat. Zaczynał w opozycji antykomunistycznej, ale – w przeciwieństwie do wielu współtowarzyszy drogi – nie zaakceptował po 1989 r. ledwie częściowej, w dużej mierze fasadowej, zmiany. Nie zgodził się na zastąpienie dyktatury łagodniejszą, ale wciąż „monowładzą” – jak to ujął w tytule swojej najnowszej książki. Rozumiał, że wolność to coś więcej niż „róbta, co chceta”, też zresztą w naszych warunkach często pozorne. Wolność jest możliwa tylko w takim świecie, w którym zorganizowana w państwo wspólnota realnie egzekwuje sprawiedliwe prawo i chroni najsłabszych, powstrzymując jednocześnie najsilniejszych – gangsterów, oligarchów, sitwy, międzynarodowe korporacje, agresywne lobby, monopolistyczne media”- czytamy w komentarzu Jacka Karnowskiego w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”.

    -Wolność to również wolne wybory. W 2015 r. Polacy zdecydowali, ale ich decyzji siły starego porządku nie chcą uznać. Nie godzą się one na realny, a nie pozorowany pluralizm w mediach, w wymiarze sprawiedliwości, w gospodarce, w – tak naprawdę – żadnej sferze. Nawet wolność wyboru władzy, jak pokazały ostatnie tygodnie, wymaga obrony. W 2016 r. ta obrona demokratycznego werdyktu Polaków się udała i można mieć nadzieję, że tak będzie i w przyszłości. I także dlatego nagrodę Człowieka Wolności tygodnika „wSieci” za rok 2016 otrzymuje Jarosław Kaczyński- pisze redaktor naczelny „wSieci”.

    Z laureatem nagrody w noworocznym wydaniu największego konserwatywnego tygodnika opinii w Polsce rozmawiają Jacek i Michał Karnowscy. -Są pewne cechy specyficznie polskie, jak umiłowanie wolności, swoboda religijna, które warte są ochrony. Polska powinna po zostać wyspą wolności, nawet jeśli inni uznają, że wolność nie jest już wartością. Chcemy, by ludzie w naszej ojczyźnie przestali się bać być wolnymi. By zniknęły krępujące ich układy, kliki, bezprawie, bezkarność silniejszych i represje wobec najsłabszych. To konsekwencje nałożenia zasad demokracji na niezreformowane, patologiczne państwo komunistyczne i zaniechania realnych zmian. To powodowało, że pod względem praworządności, równości wobec prawa z każdym rokiem było coraz gorzej. Do nowej rzeczywistości przeniósł się mechanizm negatywnego doboru kadr. Walka z tym jest jednocześnie walką o wolność- mówi Jarosław Kaczyński Jackowi i Michałowi Karnowskim.

    Człowiek Wolności Tygodnika „wSieci” to doroczny plebiscyt, w którym czytelnicy i kapituła honorują osoby szczególnie zasłużone w dziele troski o wolną Polskę. Wywiad z Jarosławem Kaczyńskim uhonorowanym tegoroczną nagrodą redakcja publikuje w nowym wydaniu tygodnika „wSieci” dostępnym w sprzedaży od 27 grudnia.

    fot.[Fratria]

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/polska/jaroslaw-kaczynski-czlowiekiem-wolnosci-2016-tygodnika-wsieci,18901269483#ixzz4U81PGY2L

    Wolność słowa w wydaniu niemieckim


    Wolność słowa w wydaniu niemieckim: postępowanie karne dla policjanta za nazwanie Angeli Merkel „szaloną”
    wpis z dnia 28/12/2016

    foto: twitter.com / screen

    Od około roku spora grupa niemieckich polityków umartwia się losem naszego kraju, twierdząc że w Polsce dokonuje się zamach na podstawowe wolności, swobody obywatelskie i demokrację. Widząc drzazgę w oku innych, belki w swoim jednak nie dostrzegają. Czy naruszeniem swobody wypowiedzi nie jest bowiem postawienie niemieckiemu policjantowi zarzutów za nazwanie kanclerz Merkel „szaloną”? Czy ograniczeniem wolności mediów nie było ustanowienie 3-dniowego embarga na przekazywanie prawdy o atakach seksualnych dokonanych podczas nocy sylwestrowej?!

    Liderzy antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec (AFD) nie ukrywają swojej niechęci wobec polityki migracyjnej Angeli Merkel. Twierdzą, że nie można dalej udawać, iż nie ma związku między przyjmowaniem jak leci przybyszów z Bliskiego Wschodu, a wzrostem ataków terrorystycznych do jakich dochodzi na terytorium Niemiec.
    Podobnego zdania był pewien oficer policji z miejscowości Solingen, który w kontekście polityki migracyjnej uprawianej przez niemieckie władze stwierdził publicznie, iż Angela Merkel jest „szalona”. Dziś usłyszał zarzut pomówienia, za co grozi mu grzywa w wysokości 3-krotności osiąganej pensji.

    W kontekście tej historii przypomniały mi się wydarzenia sprzed blisko roku, kiedy niemieckie media dostały odgórny prykaz ukrywania prawdy o sylwestrowych atakach dokonywanych przez islamskich imigrantów i przez 3 dni organizowały szczelne embargo na te informacje. Czy to przypadkiem nie było klasycznym ograniczaniem wolności mediów? Czy zarzuty dla policjanta nie są przypadkiem formą ograniczania wolności wypowiedzi?

    Źródło: Strafverfahren gegen Solinger Polizisten (Solinger-Tageblatt.de)

    Źródło: German cop faces CRIMINAL CHARGES for calling Angela Merkel ‚INSANE’ (Express.co.uk)

    wpis z dnia 28/12/2016

    niewygodne.info.pl

    blog niewygodny dla establishmentu III RP

    Deficyt budżetowy jest o 1/4 mniejszy niż za czasów Ewy Kopacz!


    BLOG – INFOGRAFIKI – YOUTUBE – MEMY

    Deficyt budżetowy jest o 1/4 mniejszy niż za czasów Ewy Kopacz! Poseł PO przegra słynny zakład o 10 tys. zł?
    wpis z dnia 28/12/2016

    Pod koniec ubiegłego roku przewodniczący klubu PO – Sławomir Neumann – założył się z ówczesnym ministrem finansów Pawłem Szałamachą, że deficyt budżetowy w 2016 roku nie przekroczy 54 mld zł. Stawką było 10 tys. zł. Po listopadzie okazało się, że deficyt kształtuje się na poziomie 27,6 mld zł. Suma ta jest o 1/4 niższa od deficytu uzyskanego przez rząd Kopacz w analogicznym okresie rok temu i stanowi zaledwie 50,4 proc. planu na cały 2016 rok! Wszystko zatem wskazuje, że to poseł PO przegra zakład i będzie musiał wyłożyć 10 tys. zł…
    Deficyt budżetowy, najprościej rzecz ujmując, to różnica między dochodami państwa, a jego wydatkami. Rząd Ewy Kopacz projektując budżet kraju na 2016 rok założył, że deficyt wyniesie 54,6 mld zł (tj. o taką kwotę wydatki państwa przekroczą jego dochody). Po przejęciu władzy przez ekipę PiS założenie to podtrzymano, ale ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha zasugerował, że deficyt może być niższy od założonego i to nawet, gdy rząd zacznie realizować przedwyborcze obietnice (np. program 500+).
    Wiary w te słowa nie chciał dać Sławomir Neumann, który w Platformie Obywatelskiej pełni rolę przewodniczącego klubu parlamentarnego. Twierdził on, że nie jest możliwe, aby dochody budżetowe urosły na tyle, by zniwelować deficyt poniżej 54 mld zł. Ostatecznie pomiędzy Neumannem a Szałamachą doszło do zawarcia zakładu o wartości 10 tys. zł. Szałamacha będzie musiał zapłacić ww. kwotę na rzecz naszego państwa, jeśli deficyt budżetowy na koniec 2016 roku przekroczy 54 mld zł. Z kolei Neumann zapłaci 10 tys. zł, jeśli deficyt będzie niższy od wspomnianych 54 mld zł.
    Okazuje się, że po jedenastu miesiącach 2016 roku deficyt budżetowy wyniósł zaledwie 27,6 mld zł. To o 1/4 mniej niż rok temu o tej samej porze (po listopadzie 2015 r. deficyt wynosił 36,1 mld zł) i zaledwie 50,4 proc. planu deficytowego na cały 2016 rok! Powyższe jest efektem znacznie wyższych dochodów budżetowych. Porównując z okresem I – XI 2015 r. wpływy z tytułu podatku VAT wzrosły o 7,4 proc., z tytułu akcyzy – o 5 proc., z tytułu podatku PIT – o 7,1 proc., natomiast z tytułu podatku CIT – o 2 proc. Wygląda więc na to, że słynny zakład pomiędzy Szałamachą a Neumannem wygra ten pierwszy i to pomimo realizacji programu 500+.

    Źródło: Paweł Szałamach (Facebook.com)
    Źródło: MF: deficyt budżetu po listopadzie o ponad 5 mld zł niższy od planowanego (Rp.pl)
    Źródło: MF: 27,6 mld zł deficytu po listopadzie(Rp.pl)
    wpis z dnia 28/12/2016

    Przekonywanie do wyższości społecznej niesprawiedliwości


    prawica.net

     

    O KOD i ulepszonej demokracji ludowej

    Trochę to zabawnie wyglądało, gdy publicyści, dziennikarze, politycy dziwowali się, że KOD, PO, Nowoczesna, „autorytety Solidarności” i tak dalej, stanęli w jednym szereg z pułkownikiem Adamem Mazgułą z ludowego Wojska Polskiego, który uważa, że w 1981 roku, w sposób kulturalny generał Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny i podjęli energiczną walką z polskim rządem, ramię w ramię z ubekami, którzy zapowiedzieli, że nie utrzymają się za 2 tysiące złotych miesięcznie.

    Otóż nie ma co się dziwić, oni wszyscy są po tamtej stronie. Cytując Jarosława Kaczyńskiego, są tam, gdzie w sierpniu 1980 roku, stało ZOMO. Nie ma znaczenia, czy partia nazywa się PZPR, SLD, PO, Nowoczesna i czy jakaś organizacja nazywa się ORMO czy KOD. Kiedyś też zmieniali nazwy, była PPR a później kazali na siebie mówić PZPR, było sobie UB, a później SB, była sobie Informacja Wojskowa, później Wojskowe Służby Wewnętrzne, a jeszcze później WSI. Teraz nazywają się jeszcze cudaczniej.

    Nie zmienia się natomiast to, że rządzi Polską, pisząc w największym uproszczeniu, partyjno-ubecka zorganizowana grupa przestępcza. Zmianie ulega co najwyżej to, kto w tym układzie ma przewagę, partia czy tajne służby. Jakoś tak wychodzi, że przed stanem wojennym przewagę nad PZPR zdobyły służby wojskowe i tak już zostało. Pewnie gdzieś tak między dopchaniem się Michaiła Gorbaczowa do funkcji genseka, a okrągłym stołem, czerwoni wymyślili, żeby ulepszyć demokrację ludową. To znaczy będą mogły powstawać partie, które będą mogły startować w wyborach do parlamentu. Ale jak powiedział generał Czesław Kiszczak, partie mają być operacyjnie opanowane. Ludzie będą sobie mogli głosować. Ale aparat propagandowy będzie społeczeństwo nieustannie tresował kogo lubić, a kogo nienawidzić.

    W praktyce wygląda to tak, że partie są tylko przedstawicielstwami służb (służby natomiast mogą wysługiwać się Niemcom, USA, Rosji, to już zagadnienia na inny artykuł) i mają za zadanie odegrać przed społeczeństwem polskim teatrzyk pod nazwą demokracja. Politycy tworzą partie, pokazują się w telewizorze, udają, że to wszystko na poważnie i kłócą się zaciekle o drugorzędne sprawy. (W zamian mogą nachapać się kosztem społeczeństwa, zupełnie jak strażnicy w Auschwitz). Bo by to głupio wyglądało, gdyby jakiś generał raz na rok odwiedzał sejm i dyktował wszystkim co ma być i jak. Ludzi mogłoby to wkurzyć. A przecież chodzi o to, żeby ludzi trzymać krótko za pyski, mają pracować i pokornie pozwalać się obłupiać z pieniędzy podatkami. Wkurzać się mogą co najwyżej na wroga podsuniętego przez propagandę, na przykład na księdza.

    Trzy razy już taka ulepszona ludowa demokracja była zagrożona, gdy Polacy, tak głosowali, że możliwe było powstanie rządu, który wyraźnie nie podobał się ubekom, więc pewnie nie reprezentował ich interesów. (Nie oceniam tu tych rządów, czy podejmowali dobre decyzje, czy nie, tylko zauważam, że nie spodobały się ubekom.) W kolejności były to rządy Jana Olszewskiego, Kazimierza Marcinkiewicza (czego się pewnie ten wstydzi do dziś, gdy przebywa na salonach), Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło. I za każdym razem legalnie wybrane polskie rządy były zwalczane przez ubeków, którzy zaraz uruchamiali agenturę, aparat propagandowy i tak dalej. Jest to zachowanie całkowicie logiczne, ubecy uważają, że skoro oni wyrywali paznokcie żołnierzom AK, WiN, NSZ, strzelali do Polaków w Czerwcu 1956 roku, w Grudniu 1970 roku, lali i mordowali ludzi w stanie wojennym, to im się władza nad Polakami najzwyczajniej należy. W końcu nikt nie odwołał słów Władysława Gomułki, który w swoim czasie powiedział, że władzy raz zdobytej, nie oddamy nigdy.

    Teraz w pierwszym szeregu walczących z polskim rządem jest Komitet Obrony Demokracji. Ten cały KOD przypomina trochę ORMO, a trochę PKWN. PKWN też nie był polski, niczego nie wyzwalał i nie miał wiele wspólnego z narodem polskim. Zgadza się tylko komitet. Z KOD jest podobnie. Komitet się zgadza, ale z demokracją to już nie mają nic wspólnego, ani z jej obroną, bo w końcu chcą obalić rząd wybrany w wyniku „demokratycznych procedur” przez „demokratycznie wyłonioną większość, w „demokratycznych wyborach”.

    Na razie reprezentantom ubeków nie udało się doprowadzić do otwartej interwencji zagranicy, wobec tego zaczęli namawiać sferę budżetową (policja, wojsko, urzędnicy, nauczyciele itd.,) w znacznej części złożoną z ludzi najzwyczajniej okupujących Polskę, aby wypowiedzieli posłuszeństwo rządowi. Nie bardzo wiem, jak miałoby to wyglądać, oni i tak nie słuchają rządu pani premier Beaty Szydło. Najlepiej to widać, gdy minister Mariusz Błaszczak, podlizuje się milicyjnym dygnitarzom, którzy swoją drogą wyglądają na tęgich kryminalistów. Przyznaję, że pan minister Błaszczak wykazuje się pewną odwagą. Ja bym się bał w takim towarzystwie przebywać, a pan minister ma czelność nawet odzywać się w ich obecności bez pytania.

    Skoro demokracja ludowa jest zagrożona, to pozwólcie, że i ja powalczę o demokrację. Stary już jestem i nie taki zdrowy jak dawniej, więc będzie to tylko rada. Otóż trzeba znowu wprowadzić stan wojenny i Kaczyńskiego i wszystkich jego zwolenników internować w obozie Auschwitz. Baraki stoją, druty też są, więc nie trzeba będzie poważniejszych inwestycji. Strażnikami w tym nowym Auschwitz będą aktywiści KOD-u, w nagrodę za to, że tak donośnie domagali się obrony demokracji. Wiadomo, przy pilnowaniu więźniów będą mogli się nachapać. Komendantem obozu zostałby pan Mateusz Kijowski. Uszyje się im ładne uniformy, na jednym kołnierzyku będą mieli litery KOD, na drugim tradycyjne SS. A później to wiadomo, głód, zimno, praca. I od razu będzie demokracja! I wszyscy będę szczęśliwi! Co źle mówię?


    Aleksander Poroh, Strażnik w nowym wspaniałym Auschwitz, akryl na papierze.

    Z cenzurą: https://www.facebook.com/Aleksander-Poroh-Malarz-1…(link zewnętrzny)
    Bez cenzury: http://aleksanderporoh.blogspot.com/(link zewnętrzny)


    Michał Pluta

    Mieszkaniec małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Publikował w „Opcji na Prawo”, „Idź pod prąd”, „Najwyższym Czasie!” i innych pismach.
    www.michalpluta.bloog.pl

    Niemcy płacą imigrantom za powrót do swoich krajów


     

    Forsal.pl

    Forsal.pl

     

    statystyki

    Niemcy płacą imigrantom za powrót do swoich krajów. 4,2 tys. euro dodatkowej pomocy dla rodziny

    28 grudnia 2016, 10:52 | Aktualizacja: 28.12.2016, 11:00

     

    źródło:PAP

    imigranci

    Migranci decydujący się na dobrowolny powrót mają zapewnioną od państwa niemieckiego pomoc finansową.źródło: ShutterStock

    Około 55 tys. migrantów, którzy przyjechali do Niemiec, w 2016 roku dobrowolnie opuściło ten kraj i wróciło do swoich ojczyzn – informuje w środę dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, powołując się na szacunkowe dane Federalnego Urzędu Migracji i Uchodźców (BAMF).

    Przymusowo wydalono z Niemiec w tym czasie znacznie mniej, bo ok. 25 tys. osób.

     

    Dobrowolny powrót jest rozwiązaniem korzystniejszym zarówno dla migranta, jak i dla państwa niemieckiego – zauważa „SZ”. „(Powroty) odbywają się w bardziej humanitarny sposób, gdyż ludzie nie są w nocy zabierani przez policję, lecz podejmują świadomą decyzję i mogą przygotować się do wyjazdu. Ponadto takie osoby nie są karane kilkuletnim zakazem ponownego wjazdu. Z kolei dla władz oznacza to oszczędności. Kto wyjedzie do swojego kraju, lecz później wróci do Niemiec, musi z zasady oddać pieniądze, które dostał od państwa niemieckiego na powrót” – podkreśla gazeta.

    Większość migrantów, którzy w tym roku dobrowolnie wrócili do swoich krajów, to mieszkańcy państw zachodnich Bałkanów, którzy nie mają szans na pozwolenie na długotrwały pobyt w Niemczech i w ten sposób uprzedzili swoją przymusową deportację.

    Najliczniejsza grupa to Albańczycy, których 15 tys. wyjechało z Niemiec. Na kolejnych miejscach są mieszkańcy Serbii, Kosowa i Iraku – po 5 tys. osób. Znacząco wzrosła liczba osób wracających przede wszystkim do Afganistanu, Iranu i Iraku; do Afganistanu wróciło ponad 3,2 tys. ludzi, czyli 10-krotnie więcej niż rok wcześniej.

    >>> Czytaj też: Tysiące dżihadystów mogą dotrzeć do Europy. Ekspert: To jedno z największych zagrożeń

    Migranci decydujący się na dobrowolny powrót mają zapewnioną od państwa niemieckiego pomoc finansową, obejmującą koszty podróży, wydatki w podróży i środki na rozpoczęcie nowego życia w ojczyźnie, których wysokość zależy od kraju pochodzenia i wieku dzieci należących do wracającej rodziny.

    „SZ” podaje, że rząd Niemiec zamierza zwiększyć wsparcie finansowe dla takich osób. W lutym ministerstwo spraw wewnętrznych uruchomi program, w ramach którego migranci będą otrzymywali dodatkowy „pakiet na start” tym wyższy, im wcześniej zdecydują się na powrót. I tak pięcioosobowa rodzina, który zdecyduje się na powrót, nie czekając na negatywny wynik procedury azylowej, może liczyć na 4,2 tys. euro dodatkowej pomocy.

    Ponadto niemieckie ministerstwo ds. współpracy gospodarczej i rozwoju zamierza w pierwszym kwartale 2017 roku uruchomić program „Migracja i rozwój” dla dobrowolnie wyjeżdżających migrantów. W ramach tego programu migrantom będą oferowane konsultacje i pomoc w reintegracji w ich kraju. Początkowo program ma być kierowany do przebywających w Niemczech osób z Maroka, Tunezji, Nigerii, a także Kosowa, Serbii i Albanii. Program ten ma stanowić uzupełnienie projektów rozwojowych, na których finansowanie rząd w Berlinie przeznaczył 150 mln euro przez najbliższe trzy lata.

    Oprócz tego oferowane są dodatkowe programy wsparcia, np. dla osób, które po powrocie chcą w swoim kraju otworzyć sklep i przedstawią dobry biznesplan.

    >>> Czytaj też: Niemców nie stać na pozbycie się imigrantów. Potrzebny jest baby boom

     

    Tagi:imigranci, uchodźcy, Niemcy, demografia, imigracja

    Pokłady nietolerancji wobec narodowych aspiracji


     

    Warszawska Gazeta jest dostępna w Kanadzie!

    Warszawska Gazeta jest dostępna w Kanadz…

    12:25, 10-12-2016

    Maciej Nowak: Mam nadzieję, że bohaterowie z oddziału „Bartka” doczekają się kinowej ekranizacji NASZ WYWIAD

     

     

    ANTONI KRAUZE REŻYSER FILMU „SMOLEŃSK”: TE POKŁADY NIENAWIŚCI TO MOIM ZDANIEM COŚ BARDZO NIEBEZPIECZNEGO

    • 26 Gru 2016
    • Napisane przez  Wiktor Sobierajski

     

    fot: youtubefot: youtube

    Antoni Krauze reżyser filmu „Smoleńsk” w wywiadzie dla portalu wPolityce odniósł się do ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce przed Sejmem. Przypomina jednocześnie czym skończyła się fala nienawiści sprzed kilku lat. Chodzi o zabójstwo Marka Rosiaka w 2010 roku.

    • Ostatnie demonstracje uliczne to w ogóle coś niebywałego Te nieprawdopodobne napaści, wygrażania, okrzyki, że ktoś z posłów będzie wisiał czy będzie w więzieniu. Te pokłady nienawiści to moim zdaniem coś bardzo niebezpiecznego. Pamiętam to sprzed kilku lat, przypomina mi się Krakowskie Przedmieście i równie straszne pokłady nienawiści, które zakończyły się tragedią, mordem Marka Rosiaka.

    W dalszej części rozmowy Antoni Krauze opowiada czy są dla niego święta Bożego Narodzenia i gdzie je spędzi. – To są święta rodzinne, taka zresztą jest chyba polska tradycja ich obchodzenia. W tym roku jedziemy do córki i wraz z nią przeżyjemy Wigilię. W każdym razie zawsze obchodzimy ją w domu, najistotniejsze bowiem w tych świętach jest to, żeby się pogodzić, by to nie były Święta kłótni i swarów. Gdy o nich myślę przypomina mi się obraz Jacka Malczewskiego „Wigilia”, na którym Polacy zesłani na Sybir siedzą przy jednym stole, lecz każdy z nich myśli o domu i swoich bliskich. Tego dnia chciałoby się być przecież z najbliższymi.

    Urodzony w Warszawie wybitny polski reżyser wspomina także wigilię Bożego Narodzenia podczas okupacji Warszawy.

    • Mieszkańcy Warszawy dopiero uczyli się żyć pod okupacją niemiecką. Pamiętam z opowieści, bo byłem wtedy maleńki (urodziłem się na początku stycznia 1940 roku), że we wrześniu 1939 roku były zabijane zwierzęta, przede wszystkim konie, taki panował głód. One leżały wśród gruzów domów, zburzonych podczas bombardowań, a potem bielały już tylko kości tych zwierząt. Mięso z tej padliny było bowiem całkowicie oczyszczone. Mówię o tym nie żeby wzbudzać złe instynkty, ale dlatego, że jest to dla mnie dowód czym była okupacja, a zwłaszcza jej początki, po prostu nie było jedzenia. Później Polacy nauczyli się jak przechytrzyć okupanta i rozwinął się wokół Warszawy nielegalny handel mięsem. Ale oczywiście istota tych Świąt nie leży w jedzeniu, lecz we wspólnym byciu ze sobą, dzieleniu się opłatkiem. Przeskakując do tematów współczesnych okazało się, że mimo przeciwności, nie tylko losu, jego film „Smoleńsk” osiągnął sukces i jest powodem do dumy.

    • Mam wielką satysfakcję, że ten film został jednak pokazany, mimo tylu trudności. Przez jakiś czas miałem bowiem wrażenie, że nigdy nie ujrzy światła dziennego. Choć od premiery miał dość krótkie życie w kinach, bo był w nich pokazywany jedynie przez 1,5 miesiąca to pozostanie jednak pewnym świadectwem. Myślę, że taka jest jego rola. Może jeszcze przy okazji użycia tematu tragedii smoleńskiej ktoś zdecyduje się go pokazać. Na razie w styczniu mają ukazać się płaty DVD i Blu-ray, więc w pewnym sensie nadal dla ludzi zainteresowanych tematyką będzie on istniał – mówi Antoni Krauze.

    Jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera



     

    28 grudnia 2016

    NEon24.pl

    DR NOWOPOLSKI

     

     

    drnowopolskiblog

     

     

    Zachód i jego boskie przeznaczenie

     

    Mamy obecnie sytuację wojny odradzającej się Rosji, reprezentującej w tych zmaganiach grzeszną i niedoskonałą , ale jednak Ludzkość, z szatanem personifikowanym Zachodem.

    Niezauważalnie dla zachodnich społeczeństw intensywność III wojny światowej nieustannie narasta.  Fakt, że nie weszła ona jeszcze w fazę nuklearną, a jedynie hybrydową, pozwala tlić się nadziei na uratowanie świata od zagłady.

    Przy czym uwaga jaką przywiązuje Zachód do symboliki religijnej pozwala domniemać, że kieruje nią sam szatan.  W święta Bożego Narodzenia dokonano zamachu na rosyjski samolot z chórem Aleksandrowa, likwidując dziewięćdziesiąt młodych wybitnych talentów.  Rok temu w pogańskie święto Halloween[i] , w zaświaty wysłano rosyjskich turystów powracających z Egiptu,

    Boże  Narodzenie „sprowokowało” też szatana do aktu terroru w Berlinie.  Przy czym jak wszystkie poprzednie dokonane w Europie i USA, nosiły one znamiona spec operacji CIA.  Wszyscy „zamachowcy” znani byli uprzednio służbom specjalnym, które jednak nie zdołały ich „upilnować”.  Wszyscy zostawili na miejscu przestępstwa swe wizytówki w postaci dowodów tożsamości i wszyscy zostali zlikwidowani przez policję, zanim zdołano ich przesłuchać. 

    Szczególnie groteskowy przebieg miał zamach na rosyjskiego ambasadora w Turcji.  Jego cały przebieg został zarejestrowany na kamerach ochrony muzeum.  Dokonał go czynny funkcjonariusz policji, który po jego wykonaniu wykrzykiwał w kierunku pozostałych dyplomatów islamskie slogany i strzelał w powietrze.  W wywiadzie telewizyjnym, ambasador Tadżykistanu, opowiadał że kiedy zauważył brak amunicji w pistolecie zamachowca, wywiódł wszystkich obecnych z sali.  Zamachowiec zajął się wtedy zrywaniem ze ścian eksponatów wystawowych.  Materiał filmowy pokazuje wyraźnie, że terrorysta był odwrócony przodem do ściany i oboma rękami zrywał wspomniane obrazy.  Obcisły garnitur wykazywał dobitnie brak jakichkolwiek urządzeń wybuchowych,  a pomimo to brygada antyterrorystyczna zlikwidowała go na miejscu, rzekomo w obawie przed wspomnianymi urządzeniami.

    Wszystko to nie powoduje najmniejszych wątpliwości wśród społeczności Zachodu, która wierzy też bez zastrzeżeń, w twierdzenia o tym że Putin sfabrykował wybór Trumpa na prezydenta USA i obecnie szykuje tą samą strategię na wybory w Niemczech. Putin odpowiedzialny jest również za tzw. Brexit, najazd muzułmanów na Europę, niewidzialną agresję swej armii na Polskę i kraje bałtyckie, itd.

    Opisane powyżej elementy wojny hybrydowej wskazują na kilka aspektów obecnej sytuacji:

    -diaboliczny charakter Zachodu, a jego władców w szczególności;

    • coraz bardziej gorączkowe, coraz grubszymi nićmi szyte, próby zapobieżenia swej nieuchronnej przegranej;

    -całkowitą degrengoladę „elit” i mediów, które „produkują” te propagandowe działania;

    • totalną deprawację i pełne wymóżdżenie obywateli niezdolnych do nawet najprymitywniejszych odruchów myślowych.

    Reasumując, mamy obecnie sytuację wojny odradzającej się Rosji, reprezentującej w tych zmaganiach grzeszną i niedoskonałą , ale jednak Ludzkość, z szatanem personifikowanym Zachodem.  Przy czym nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo będzie po stronie Ludzkości, a dla Zachodu nadszedł czas rozliczenia za dwa milenia zbrodni dokonywanych na całej reszcie.  Dotyczy to nie tylko „elit”, ale i zwykłych obywateli, którzy w poczuciu swej wielkości konsumowali i konsumują „okruchy z pańskiego stołu” , zdobyte przez ich władców na niezliczonych ofiarach.

    O ironio, Polacy którzy od milenium należą do ofiar Zachodu, w ostatnich latach dołączyli do „ekskluzywnego kluby bogatych”.  Chęć przynależności do grona „nadludzi”, była wśród nich tak wielka, że nie zawahali się oddać im własną, mlekiem i miodem płynącą, Ojczyznę i wyemigrować en masse. Ich władcy zaludniają Ją stopniowo banderowską dziczą, a pozbawieni podmiotowości Polacy będą musieli odpowiadać za zbrodnie, dokonywane między innymi na nich samych. 

    No cóż, jeśli Pan Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera.  Znaczną rolę w tym procesie odgrywała i odgrywa hierarcha  kościelna. Już od dawna z ust „przewielebnych duszpasterzy” dochodzi głos szatana, a nie Chrystusa, ale w drugi dzień tegorocznych świąt, przekroczył tolerowalne normy.  W słowie rektora KULu[ii], który tradycyjnie zbiera w tym dniu datki na swą działalność, zabrzmiała szokująca sentencja (cytuję):

    W pewnym sensie Bóg stał się człowiekiem po to, żeby ludzi uczynić bogami
    Tak więc polscy „bogowie” zebrani z zachodnich zmywaków i burdeli, oraz muzułmańskich haremów, staną przed obliczem Stwórcy wraz ze swymi zachodnimi „współbogami” , by rozliczyć się ze swego żywota.  I niech Bóg ma ich w tym momencie w swej opiece!


    [i] https://en.wikipedia.org/wiki/Halloween

    [ii] http://www.kurierlubelski.pl/edukacja/a/slowo-rektora-kul-na-boze-narodzenie-2016-o-trudach-dialogu-caly-tekst,11622890/

    Dugin zamierza zbudować nowy konserwatywny świat


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

    LOGIN

    Zbudujmy nowy konserwatywny świat

    dugin 2.jpg
    „Zwycięstwo Trumpa wszystko zmieniło. Okazało się, że są dwie Ameryki: globalistyczna i amerykańska. Ta amerykańska powinna być naszym sojusznikiem, bo mamy wspólnych wrogów: liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa…” – mówi Aleksander Dugin w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy”.

    Stwierdził pan, że na kijowskim Majdanie zwyciężyło „liberalne bydło”…
    – Nigdy nie zrozumiemy procesów geopolitycznych, jeśli będziemy je interpretować w ramach propagowanego przez zachodni globalizm systemu dualnego: „kwitnący, przepiękny, idealny, wolny, szczęśliwy, demokratyczny Zachód, reprezentujący uniwersalną drogę rozwoju versus totalitarna, okrutna, zapóźniona i skorumpowana Rosja, która chce ten Zachód dogonić”. Jeśli tak będziemy to postrzegać, to wówczas niczego nie zrozumiemy. Właśnie tak o świecie myśli jednak każdy Polak, każdy Francuz, każdy Amerykanin. To mit dla europejskiego bydła.

    Myślenie w takich kategoriach jest dominujące. Ukraina wybrała Zachód. Ergo – kremlowska propaganda okazała się nieskuteczna.
    – Ten zachodni model już się sypie. Pokazały to propagandowe sondaże sprzed Brexitu i wyborów w USA, wedle których Wielka Brytania miała pozostać w UE, a Trump przegrał wszystkie debaty i stracił szanse na zwycięstwo. Siła tej propagandy tkwi w idiotyzmie mas, które w nią wierzą. Do niedawna uważano, że USA są nośnikiem ideologii globalizmu, ale Amerykanie przy urnach wyborczych udowodnili, że mieliśmy do czynienia z kłamstwami małej liczebnie elity, która pretenduje do światowego przywództwa. Ta elita jest bardzo aktywna, dysponuje ogromnymi środkami międzynarodowego kapitału. Globaliści szermują kłamliwymi opowieściami o „złej Rosji”, „wspaniałym Zachodzie”, „ukraińskich bohaterach”, „cierpieniach narodu polskiego” i innymi mitami globalistycznymi, które wykorzystują nie dla dobra Polaków, Ukraińców, Arabów, Rosjan, Amerykanów, Europejczyków, ale dla własnych hegemonicznych interesów. Ten, kto poddaje się tej propagandzie, staje się pionkiem w światowej grze elit. Rozumiem, że siła globalistycznej hipnozy jest bardzo mocna, jednak Brexit i triumf Trumpa pokazały, iż Matrix pęka od środka. Jeśli ktoś wierzy w tę propagandę, to ja przepraszam, ale z kimś takim nie mam o czym rozmawiać. Jeśli chce się pan dowiedzieć, jak myślą Putin i połowa Ukrainy, to próbujmy podyskutować poza granicami tej mitologii.

    Doskonale pan wie, że rusofobii nauczyła nas historia.
    – Oczywiście. Polska była wielkim państwem, dorównywaliście nam potęgą. Od zawsze był między nami spór. W pierwszych wiekach to wy byliście górą, potem my. Jesteśmy braćmi, którzy się kłócą. Odnoszę się do polskich braci z wielkim szacunkiem. Rozumiem waszą niechęć do Rosji. To, że aktualnie jesteśmy od was silniejsi, nie oznacza, że jesteśmy lepsi. Uwielbiam polską literaturę, czytam Witkiewicza, tłumaczyłem nawet Leśmiana. Macie fascynującą tradycję i kulturę, pełną sprzeczności między Wschodem a Zachodem. Mam dla was więcej zrozumienia niż dla zachodnich Ukraińców, którzy nienawidzą Polaków, Rosjan, czarnych… Nie uznaję czegoś takiego jak polonofobia. To tak samo szkodliwe zjawisko jak rusofobia. Niestety, my, Rosjanie, często bywamy szowinistami. Zamiast zrozumieć głębię bogactwa naszych braci, zatracamy się w nienawiści.

    Pisze pan, że „trzeba zniszczyć kordon sanitarny” oddzielający Zachód od Rosji. Częścią tego kordonu jest Polska.
    – Kordon sanitarny jako instrument globalistycznej polityki powinien być rzeczywiście zniszczony. To jednak nie wyklucza istnienia wolnej Polski. Powinniście funkcjonować jako niezależne państwo, tylko pełniąc inną niż obecnie funkcję. Oczywiście poprzednio raczej próbowaliśmy, idąc na łatwiznę, nasze problemy geopolityczne rozwiązać siłowo. I to był błąd. Próbowaliśmy was podbić, ale Polska po prostu nie da się kulturowo zintegrować z rosyjską cywilizacją. To niemożliwe.

    No to co z tą Polską będzie w planach Kremla?
    – Trzeba zniszczyć kordon sanitarny, to pewne. W charakterze kordonu sanitarnego nie może funkcjonować żadne konkretne państwo: ani Węgry, ani Polska, ani Bułgaria, ani Czechy, ani Ukraina, ani Rumunia, ale to nie oznacza, że te państwa nie mogą istnieć jako takie. One po prostu nie powinny pełnić tej antyrosyjskiej funkcji. Nie tylko przed Rosjanami, lecz także przed Europejczykami stoi zadanie – sprawić, aby tej funkcji nie pełniło żadne państwo. Polacy stanęli w awangardzie procesu globalistycznego, mając nadzieję, że globalizm ich uratuje przed imperializmem rosyjskim, a tymczasem jest odwrotnie – to was nie uratuje, ale wystawi na nasz cios. Macie słowiańską tożsamość, ale katolicyzm i inne aspekty kultury wiążą was z Zachodem. Jednak obecna antychrześcijańska, masońska, liberalna Unia nie ma nic wspólnego z tą, niech i nawet rusofobiczną, ale konserwatywną tożsamością Polski. A zatem Polska powinna być niezależnym państwem, choć pozostającym w przyjaźni nie tylko z Rosją, lecz także z wielką Ameryką Trumpa, która przecież nie chce kontynuować strategii atlantyckiej. Polska powinna być nie prorosyjska, ale i nie proatlantycka, nie globalistyczna. Neutralna i niepodległa. Przykładem niech będą dla was Węgry. Czy są prorosyjskie? Nie, Węgry są prowęgierskie. Reasumując: zniszczyć kordon sanitarny to zadanie w pierwszej kolejności nie dla Rosjan, nie dla Niemców, ale dla samych Polaków!

    Czuje się pan ideologiem Putina?
    – Ja po prostu wypowiadam swoje poglądy, czasem sprzeczne z działaniami władzy. Już w latach 90. kontaktowałem się z wysoko postawionymi politykami i dowódcami wojskowymi, mimo że byłem jednoznacznie przeciwny liberalnym rządom Jelcyna. Putin od początku szedł w słusznym, moim zdaniem, kierunku. Mój wpływ na Putina czasem się przecenia, czasem się go nie docenia, ale za jego władzy wiele moich geopolitycznych przepowiedni się spełniło.

    Dokąd dalej pójdzie imperialna Rosja?
    – Zwycięstwo Trumpa wszystko zmieniło. Okazało się, że są dwie Ameryki: globalistyczna i amerykańska. Ta amerykańska powinna być naszym sojusznikiem, bo mamy wspólnych wrogów: liberałów, transnarodowe korporacje, globalistów, postmodernistów, zwolenników otwartego społeczeństwa, Sorosa… Trzeba stworzyć sojusz konserwatywny ze wszystkimi narodami, wzmocnić związki z Turcją i Iranem, ale nie na korzyść Turcji ani Iranu, ale na korzyść Eurazji. Musimy stworzyć nową wielobiegunową architekturę świata, opartą na paradygmacie konserwatywnym. Musimy zatrzymać islamską imigrację, pomóc Trumpowi uczynić Amerykę wielką, wzmocnić Europę z jej niszczonymi przez globalistów tradycjami chrześcijańskimi i grecko-rzymskimi. Musimy, jak to mówi Trump, osuszyć bagno. Nasze zadanie to osuszyć bagno rosyjskie, Polaków – bagno polskie.

    Za: „Do Rzeczy”, nr 1/2017 (fragmenty)
    Rozmawiał Maciej Pieczyński

    Operetkowy pucz


     

    wPolityce.pl

     

    Ryszard Terlecki: To był pucz operetkowy. Pomysł polityczny zastąpienia obrad rozróbą się nie powiódł

    opublikowano: 30 minut temu · aktualizacja: 23 minuty temu

    fot. TVP Info/ wPolityce.plfot. TVP Info/ wPolityce.pl

    Opozycja widzi wyraźnie, że nie ma szans wygrać wyborów, więc próbuje destablizować sytauację na tyle, żeby pokazać, że rząd nie jest w stanie opanować sytuacji w kraji. Stąd takie trochę histeryczne, trochę nieco śmieszne pomysły na okupację sali sejmowej

    — powiedział Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i szef klubu parlamentarnego PiS w TVN 24.

    To był operetkowy pucz, ale napięcie w tę noc, kiedy pod Sejmem gromadzili się zwolennicy opozycji było wyczuwalne

    — mówił. Terlecki przyznał, że argument „kanapkowy” nie był najpoważniejszym w całej sprawie.

    Z kanapkami, to zabawny element. Na prezydium Sejmu zawsze są zamawiane

    — przyznał.

    Dziś, patrząc na to z perspektywy odrobiny czasu widzimy, że udało się przejść ten kryzys najlepiej, jak to było możliwe

    — podkreślił wicemarszałek. Polityk zapewniał, że budżet został uchwalony zgodnie z procedurami, zaś kamery filmowały całe zdarzenie w sposób dostateczny.

    Gdyby kamery były w środku mówiono by, że głosowanie jest nieważne, bo dziennikarze się mieszali z posłami i trudno ich policzyć

    — argumentował.

    Żadnych wątpliwosci nie ma

    — podkreślił.

    Na  pytanie, czy mówiąc o puczu PiS zaostrza swój kurs wobec opozycji – Terlecki odpowiedział:

    Pucz to powiedzenie, że pewien pomysł polityczny zastąpienia obrad rozróbą się nie powiódł

    Zapewnił też, że propozycja kompromisu – polegająca na zwiększeniu uprawnień dla opozycji, jest wciąż aktualna.

    Nie chiał mówić, kto jest liderem opozycji. Dodał tylko:

    Jest gabinet cieni, gdzie był jego szef. Sam fakt, że zgodzono się, kto będzie premierem świadczy, że jest taka osoba

    Pytany o możliwe scenariusze na wyjście z sejmowego pata Terlecki przyznał, że mówi się o róznych pomysłach wyprowadzenia obrad poza gmach parlamentu.

    Słyszę różne pomysły – nawet o Stadionie Narodowym. To żarty

    — zapewnił.

    Chcemy, by Sejm normalnie pracował

    — dodał. Polityk podkreślił, że zgodnie z Konstytucją rolą opozycji jest przygotowanie się do nowych wyborów i dążenie do tego, by w nich zwyciężyć.

    W tej chwili jest awantura

    — zauwazył.

    Jak zapewnił parlament będzie funkcjonował, niezależnie od miejsca, w którym się zbierze.

    Będzie parlament, bo mamy większość parlamentarną. Jeżeli będzie grupa posłów, która nie będzie chciała uczestniczyć w obradach, to będzie poza

    — tłumaczył, zapewniając, że nie ma mowy o dwóch sejmach.

    Przekonywał, że jeśli będzie to możliwe obrady będą się toczyć na sali plenarnej, jeśli nie to na innej.

    Nie wykluczył natomiast rozwiązania zaproponowanego przez Ryszarda Petru, że w Senacie do budżetu zostanie przyjętych szerego poprawek i wtedy Sejm będzie musiał przegłosować ustawę raz jeszcze.

    Rózne warianty są możliwe. Podstawą jest, uznanie, że wszystko dobyło się zgodnie z prawnem i zgodnie z regulaminem

    — podkreślił.

    Jeśli opozycja pogodzi się z faktem,że przegrała to głosowanie, to trzeba szukać wyjścia z impasu

    — stwierdził.

    Zapewnił, że rozmowy z opozycją się toczą na różnych poziomach. Ale zastrzegł:

    Nie ma żadnego powodu do samorozwiązania Sejmu

    Może wcześniej, może później ale z pewnością ten kryzys przeżyjemy

    — zadeklarował.

    ansa/ TVN 24

    Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

    autor: Zespół wPolityce.pl

    Jedyne, zwycięskie powstanie


    Walki o granice II RP

     

     

    26.12.2016 aktualizacja 27.12.2016

     

    T. Łęcki: powstanie wielkopolskie jest niedoceniane i niesłusznie uznane za regionalne

    Gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Źródło: NACGen. Józef Dowbor-Muśnicki. Źródło: NAC

    Przed powstaniem wielkopolskim sprawa przynależności państwowej Wielkopolski nie była w żaden sposób przesądzona. Czym jednak byłaby Polska bez Wielkopolski i Poznania? Trudno to sobie wyobrazić – mówi dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości Tomasz Łęcki.

    98 lat temu, 27 grudnia 1918 r., wybuchło powstanie wielkopolskie- jedyna tak duża udana insurekcja w naszej historii, która doprowadziła do wyzwolenia spod władzy niemieckiej niemal całą Wielkopolskę.

    PAP: Czy powstanie wielkopolskie jest niedoceniane w polskiej pamięci historycznej i uważane za wydarzenie regionalne, a nie zryw narodowy?

    Tomasz Łęcki: Niestety jest niedoceniane. Powstanie wielkopolskie nie było powstaniem regionalnym. Należy pamiętać, że Niemcy jesienią 1918 r. nie były państwem militarnie pokonanym. Ich armia nie została rozbita. Ich przegrana na Zachodzie wynikała z rewolucji politycznej. Dlatego już wiosną 1919 r. były gotowe do prowadzenia wojny w obronie swoich dotychczasowych wschodnich granic. Przed powstaniem wielkopolskim sprawa przynależności państwowej Wielkopolski nie była w żaden sposób przesądzona. Czym jednak byłaby Polska bez Wielkopolski i Poznania? Trudno to sobie wyobrazić.

    Wojsko wielkopolskie było świetnie zorganizowane i potrafiło wziąć udział nie tylko w walkach z Niemcami, ale również w walkach o Lwów i zasiliło polskie szeregi znakomicie funkcjonującymi i uzbrojonymi oddziałami w wojnie z bolszewikami. Zdobyte na podpoznańskiej Ławicy niemieckie samoloty stanowiły zaczątek polskiego lotnictwa, które odegrało w tej wojnie ogromną rolę. Rola powstania i powstańców w historii Polski jest więc ogromna.

    PAP: Wielkopolanie są uważani za doskonale zorganizowanych i zdyscyplinowanych. Czy te cechy zadecydowały o sukcesie powstania?

    Tomasz Łęcki: Należy wiedzieć, że Wielkopolska i cały zabór pruski różniły się pod wieloma względami od Królestwa Polskiego i Galicji. Nie występowały tu istotne napięcia społeczne. Dość wcześnie nastąpiło uwłaszczenie chłopów, co zapobiegało konfliktom między wsią a dworem, znanym głównie z Galicji. Ziemiaństwo uznało, że ma obowiązki wobec warstw niższych. Dwór był miejscem edukacji dla chłopów, patronatu i wsparcia w różnych sytuacjach.

    W miastach Wielkopolski z Poznaniem na czele konieczne było prowadzenie ostrej konkurencji z gospodarczym żywiołem niemieckim. Paradoksalnie wzmacniało to wartość polskiego przemysłu i handlu. W obszarze kultury i edukacji, nacisk germanizacyjny powodował tworzenie się alternatywnej sfery nauczania i kultywowania polskiej kultury. Przykładem są tu między innymi koła śpiewacze.

    Tomasz Łęcki: Wojsko wielkopolskie było świetnie zorganizowane i potrafiło wziąć udział nie tylko w walkach z Niemcami, ale również w walkach o Lwów i zasiliło polskie szeregi znakomicie funkcjonującymi i uzbrojonymi oddziałami w wojnie z bolszewikami. Zdobyte na podpoznańskiej Ławicy niemieckie samoloty stanowiły zaczątek polskiego lotnictwa, które odegrało w tej wojnie ogromną rolę. Rola powstania i powstańców w historii Polski jest więc ogromna.

    To wszystko tworzyło wzajemnie uzupełniającą się mozaikę inicjatyw, którą dziś można określić jako społeczeństwo obywatelskie. Warto zwrócić uwagę, że na początku grudnia 1918 r. w Poznaniu zebrał się Polski Sejm Dzielnicowy. W ciągu zaledwie kilku dni udało się dokonać wyboru 1400 delegatów, którzy ze wszystkich stron ówczesnych Niemiec zjechali do stolicy Wielkopolski, aby przygotować się do połączenia z odrodzonym państwem polskim. Nie była to czcza manifestacja, ale regularne trzydniowe obrady. To przykład wielkopolskiej organizacji, bez której powstanie nie zakończyłoby się pomyślnie.

    PAP: Wielkie powstania XIX w. nie angażowały w wystarczającym wymiarze chłopów. Czy możemy powiedzieć, że powstanie wielkopolskie miało charakter ogólnospołeczny?

    Tomasz Łęcki: Prusacy utrudniali kształtowanie się polskich elit. Na przykład w armii nie były dla Polaków dostępne stopnie oficerskie. Nie pozwalano na utworzenie uniwersytetu. Mimo to Wielkopolanie radzili sobie doskonale. W Powstaniu Wielkopolskim wystąpił problem najwyższej kadry dowódczej, który udało się rozwiązać poprzez przyjazd gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Siłą powstania była jednak kadra podoficerska i świetnie przygotowany żołnierz. W tym kontekście warto powiedzieć, że rekruci do armii II Rzeszy pochodzili ze wszystkich warstw społecznych. Pamiętajmy, że część spośród nich w grudniu 1918 r. była dezerterami, którzy do rodzinnych domów na święta przyjeżdżali w mundurach, pełnym ekwipunku i z bronią.

    Najkrwawsze walki powstania toczyły się poza Poznaniem, który oswobodzony został dość szybko i w wielu punktach bez jednego wystrzału. Tymczasem na północy, południu i zachodzie Wielkopolski odbywały się regularne walki. W tych regionach praktycznie nie było polskiej rodziny, z której mężczyźni nie poszliby do służby w oddziałach powstańczych. W tym sensie było to powstanie narodowe.

    Warto też powiedzieć, że w Wielkopolsce był bardzo niski analfabetyzm. Paradoksalnie jest to zasługą nie tylko rodzinnego kształcenia, ale również dobrze zorganizowanego niemieckiego systemu oświatowego. Warstwy niższe były więc świadome i zdolne do opierania się germanizacji i utwierdzania w tradycji narodowej i katolickiej, zwalczanej przez Niemcy od czasów Bismarcka.

    PAP: Czy politycy wielkopolscy zakładali, że powstanie będzie miało charakter wyzwoleńczy, czy raczej że będzie manifestacją jej przynależności do Polski? Jaki był faktyczny, zakładany przez nich cel powstania?

    Tomasz Łęcki: Sprawa nie jest prosta. Tak jak w wypadku innych powstań wśród jego przywódców były „jastrzębie” i „gołębie”. Od początku 1918 r. widać wyraźnie, że szczególnie wśród młodszej generacji skupionej w harcerstwie i Towarzystwie Gimnastycznym Sokół oraz niedawno powołanej w zaborze niemieckim Polskiej Organizacji Wojskowej, trwają przygotowania do czynu zbrojnego, chociażby takie jak gromadzenie broni. Z drugiej strony środowiska zachowawcze związane z Komitetem Narodowym Polskim, który przygotowywał się do zaprezentowania sprawy polskiej na powojennej konferencji pokojowej uważały, że nie warto wszczynać powstania przedwcześnie, ponieważ mogłoby to ułatwić działania propagandzie niemieckiej, mogącej przedstawić Polaków jako żywioł anarchizujący.

    Musimy mieć więc świadomość, że 27 grudnia nie był dniem, w którym powstanie miało wybuchnąć zgodnie z przygotowywanymi planami. Planowane było na wiosnę 1919 r. Dziś możemy powiedzieć, że wielkim szczęściem jest, że wybuchło jednak w grudniu. Niemcy wówczas byli zaskoczeni, wiele formacji wojskowych stacjonowało poza Wielkopolską, poza tym trudy wojny i poczucie bezsensu dalszej walki w szeregach armii, podsycane nastrojami rewolucji ułatwiły pierwsze sukcesy powstańcom. Później sytuacja zaczęła się zmieniać na mniej korzystną dla Polaków.

    Iskrą na proch był przyjazd Ignacego Jan Paderewskiego i jego entuzjastyczne powitanie przez polską ludność Poznania. Wywieszanie flag polskich i państw zachodnich wywołało gniew Niemców, którzy dopuszczali się ich profanacji między innymi podczas słynnego przemarszu przez miasto 6 Pułku Grenadierów. Po godzinie 16 padły pierwsze strzały. Wydarzenia początkowo miały charakter spontaniczny, ale bardzo szybko Naczelna Rada Ludowa powołała głównodowodzącego, którym zostaje przybyły z Warszawy były oficer armii niemieckiej kapitan Stanisław Taczak. Co ciekawe, początkowo dowódca sił powstańczych nie przywdział munduru, aby nie ułatwiać Niemcom nazywania tych wydarzeń powstaniem. W kolejnych dniach sytuacja zmieniła się. Generał Józef Dowbor-Muśnicki stworzył regularną armię, w której główną rolę pełnili byli podoficerowie i żołnierze armii niemieckiej. Liczyła ponad 70 tysięcy żołnierzy.

    PAP: Jak w sytuacji konfliktu zbrojnego między Polską a Niemcami zachowują się państwa sprzymierzone?

    Tomasz Łęcki: Sprawa polska była jedną z wielu, którymi przywódcy krajów zwycięskich musieli zająć się po wojnie. Nie była traktowana jako kluczowa. Bez wątpienia najważniejszym działaniem Ententy był rozejm w Trewirze, którego obowiązywanie rozciągnięto na front walk w Wielkopolsce. W jakimś sensie uratował powstanie, ponieważ gdyby nie zawieszenie broni Niemcy przeszliby do ofensywy. Nawet jeśli wydaje nam się, że zaangażowanie Zachodu nie było wystarczające, to z pewnością było na tyle skuteczne, że powstrzymało przejęcie inicjatywy przez Niemców w momencie, gdy Polacy wyzwolili większą część Wielkopolski.

    Mimo że powstanie w Wielkopolsce nie było wpisane w dyplomatyczną układankę konferencji wersalskiej to jednak dzięki zaangażowaniu Romana Dmowskiego i Komitetu Narodowego Polskiego oraz urok osobisty i talenty Ignacego Jana Paderewskiego przyczyniły się do potwierdzenia odbudowy państwa polskiego w szerszych granicach niż początkowo deklarowano.

    PAP: Wymienił Pan dwie kluczowe dla powodzenia powstania postacie ówczesnego życia politycznego. Jednakże o zbyt małe zaangażowanie w sprawę powstania wielkopolskiego jest często oskarżany Józef Piłsudski. Czy są podstawy do takich twierdzeń?

    Tomasz Łęcki: Faktem jest, że Piłsudski nie był w Wielkopolsce postacią tak szanowaną jak w Polsce centralnej i kresowej. Takie twierdzenia tylko częściowo są uzasadnione, a w znacznie większym stopniu wynika ze stereotypów. Należy pamiętać, że obóz socjalistyczny, z którego wywodził się Piłsudski był konkurencją wobec dysponującej w Wielkopolsce ogromnymi wpływami endecji.

    Jednocześnie nie można stawiać Tymczasowemu Naczelnikowi Państwa zarzutu braku wsparcia dla powstania, skoro przysłał do Wielkopolski generała Józefa Dowbor-Muśnickiego wraz z grupą doświadczonych oficerów. Bez nich przejście od spontanicznych działań do zorganizowanych operacji, a co za tym idzie zwycięstwo powstania nie byłyby możliwe. Dowbor-Muśnicki był wybitnym oficerem. Oddzielną sprawą, niewpływającą na przebieg powstania jest jego skonfliktowanie z Piłsudskim.

    Tomasz Łęcki: Nie można stawiać Tymczasowemu Naczelnikowi Państwa zarzutu braku wsparcia dla powstania, skoro przysłał do Wielkopolski gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego wraz z grupą doświadczonych oficerów. Bez nich przejście od spontanicznych działań do zorganizowanych operacji, a co za tym idzie zwycięstwo powstania nie byłyby możliwe. Dowbor-Muśnicki był wybitnym oficerem.

    Najważniejszym elementem koncepcji politycznych Piłsudskiego było zbudowanie federacyjnego porządku w Europie Środkowej, co powodowało, że Wielkopolanie mogli obawiać się o znaczenie ich dzielnicy w jego planach. Ponadto w opinii Piłsudskiego o granicach zachodnich miała zadecydować konferencja pokojowa, a nie walka zbrojna, tak jak na wschodzie.

    W roku 1926 Wielkopolska nie poparła Piłsudskiego i pozostała wierna legalnemu prezydentowi i rządowi. Ten dystans wobec jego obozu, wywodzący się jeszcze z okresu odzyskiwania niepodległości i interpretacji tego procesu wówczas jeszcze się pogłębił. Opozycyjność Poznania i Wielkopolski w okresie rządów sanacji jeszcze utrwaliła te różnice na cały okres międzywojenny.

    PAP: Warto przypomnieć, że weterani powstania wielkopolskiego znaleźli się na listach proskrypcyjnych przygotowanych przez Niemców.

    Tomasz Łęcki: W Wielkopolsce w międzywojniu żyła spora mniejszość niemiecka. O większości z nich nie przypuszczano, że są gotowi do denuncjowania swoich sąsiadów. Kiedy Niemcy wkraczali do Wielkopolski wielu z nich wywieszało symbole III Rzeszy i dostarczało listy proskrypcyjne, na których znajdowali się głównie powstańcy wielkopolscy i działacze endecji.

    Scenariusz był prawie wszędzie podobny. Ludzie ci byli aresztowani i rozstrzeliwani na placach i ulicach miast lub w lasach. Akcja Tannenberg mająca na celu przeprowadzenie eksterminacji polskich elit rozpoczęła się już pod koniec września 1939 r. Warto zwrócić uwagę, że w wielkopolskich dołach śmierci spoczywa więcej ofiar zbrodni niż w Katyniu. W jednym z fortów Poznania – Forcie VII zorganizowano obóz koncentracyjny, w którym testowano metody eksterminacji przy użyciu gazów. W tym obozie mordowano również powstańców wielkopolskich. Dlatego to miejsce nazywano „obozem zemsty”. Niemcy doskonale pamiętali i „doceniali” zryw powstańczy i postanowili ukarać tych, którzy doprowadzili do dezintegracji ich państwa na wschodzie.

    PAP: Za dwa lata przypada setna rocznica powstania wielkopolskiego. Jakie działania mające przypomnieć jego historię planuje prowadzone przez Pana Muzeum?

    Tomasz Łęcki: Najważniejszym elementem tego planu jest budowa nowej siedziby Muzeum Powstania Wielkopolskiego. Obecnie jego ekspozycja mieści się na zaledwie 350 metrach kwadratowych. Dlatego inicjatywa budowy większej i nowoczesnej siedziby ma wsparcie władz samorządowych i Ministerstwa Kultury. Będzie można w niej zaprezentować unikatowe doświadczenie Powstania Wielkopolskiego. W 2018 r. będziemy dysponować dokumentacją budowy i projektem ekspozycji. Budowa będzie mogła rozpocząć się w 2019 r. Nie możemy zmarnować szansy przybliżenia i zrozumienia poprzez rocznicę zwycięskiego powstania wielkopolskiego tego wyjątkowego doświadczenia.

    Nie czekając na rok 2018 przygotowujemy nową ekspozycję w dotychczasowej siedzibie Muzeum Powstania Wielkopolskiego, tak aby była ciekawa i nowoczesna. W Forcie VII przygotowujemy modernizację ekspozycji mającą pokazać nie tylko doświadczenie martyrologiczne, ale również historię Twierdzy Poznań. Planujemy również wydanie publikacji na temat fortyfikacji. Plany są więc ambitne i wierzę, że zakończą się sukcesem.

    Rozmawiał Michał Szukała (PAP)

    szuk/ ls/

    Brak klasy i profesjonalizmu w berlińskim śledztwie


     

    Niemieccy politycy nie chcą uhonorować Polaka – Łukasza Urbana. Dlaczego?

     

    sm

    22:10 27 grudnia 2016

    Śledztwo prowadzone przez niemieckie służby po zamachu terrorystycznym w Berlinie spotyka się z coraz większą krytyką. Policja oraz prokuratura przeciągają śledztwo, ograniczają dostęp do informacji, które podawane są zbyt późno, a kolejne wersje wykazują dużo sprzeczności. Pozwala to mainstreamowym mediom na podważanie bohaterskiej walki polskiego kierowcy z islamskim zamachowcem – pisze korespondent „Gazety Polskiej Codziennie” z Niemiec Waldemar Maszewski.

    Medialny opis zamachu, do którego doszło 19 grudnia na berlińskim jarmarku, od początku budził kontrowersje. Przez kilka godzin we wszystkich doniesieniach w Niemczech na pierwszy plan wybijano informację o tym, że to polska ciężarówka zabiła 12 osób. Dopiero po kilku godzinach zaczęły się pojawiać nieśmiałe informacje o tym, że „być może” sprawcą był mężczyzna pochodzenia południowego. I dopiero po dwóch dniach na jaw wyszły fakty, że polski kierowca ciężarówki Łukasz Urban został porwany przez terrorystę wraz z samochodem. Że Polak w momencie zamachu, choć ciężko ranny, to jednak podjął walkę z islamistą, a chwytając za kierownicę, najprawdopodobniej ocalił życie wielu Niemcom.

    Bohaterski czyn Polaka został doceniony przez niemiecką Polonię oraz część niemieckich obywateli. Z obywatelskiej inicjatywy (wspartej przez Polonię) w internecie stworzono petycję do prezydenta Joachima Gaucka, domagającą się odznaczenia polskiego kierowcy najwyższym cywilnym orderem Niemiec – Związkowym Krzyżem Zasługi. Zaczęto zbierać podpisy, których obecnie jest prawie 40 tys. Na miejscu tragedii oprócz tysięcy kwiatów i zniczy ku czci ofiar zamachu pojawiły się indywidualne ślady pamięci polskiego bohatera – jak zaczęto go nazywać w Berlinie.

    W przeciwieństwie do społeczeństwa niemieckie władze nie tylko nie wspominają o bohaterskim czynie polskiego kierowcy, ale wręcz ignorują tę wiedzę. Nawet kanclerz Angela Merkel w swojej pierwszej mowie dotyczącej tragedii nie wspomniała o Łukaszu Urbanie. Dopiero po kilku dniach z jej ust padło jedno dość skromne zdanie na temat uratowania przez Polaka kolejnych potencjalnych ofiar islamisty. Gdy natomiast włoscy policjanci (najprawdopodobniej przez przypadek) w Mediolanie zastrzelili Tunezyjczyka podejrzanego o popełnienie zamachu w Berlinie, niemieccy politycy natychmiast zaczęli się domagać dla Włochów najwyższych niemieckich orderów. Poseł do Bundestagu ze współrządzącej Unii Chrześcijańsko-Społecznej w Bawarii (CSU) Hans-Peter Uhl stwierdził, że zasługują na Związkowy Krzyż Zasługi, bowiem są „prawdziwymi bohaterami”.

     

    Dość nieoczekiwanie we wtorek w niemieckich mediach pojawiła się informacja, że Polak jednak nie mógł walczyć z napastnikiem, „bowiem już nie żył przed zamachem”. Gdy jednak wczytać się dokładnie w doniesienia, to okazuje się, że wszyscy opierają się na informacjach podanych przez bulwarówkę „Bild Zeitung”….

    WIĘCEJ czytaj w jutrzejszej „GAzecie Polskiej Codziennie”

    Źródło: GPC

    Komu nie podoba się PEKIN im.Pana Dżugaszwili?


    INTERIA

     

    „SUPER EXPRESS”: MAREK KUCHCIŃSKI SZUKA NOWEGO SEJMU

    KRYZYS SEJMOWY

    1 godz. 4 minuty temu Aktualizacja: 53 minuty temu

    Protest opozycji niejako zmusił marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego do wygospodarowania nowego miejsca na obrady wyższej izby parlamentu. Z ustaleń „Super Expressu” wynika, że poszukiwania już trwają.

    Marek Kuchciński /Piotr Kamionka /Reporter

    Marek Kuchciński /Piotr Kamionka /Reporter

    „Środowy „Super Express” przypomina, że posłowie opozycji na znak protestu przeciwko marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu chcą pozostać na sali plenarnej co najmniej do 11 stycznia, czyli do pierwszego posiedzenia Sejmu po świątecznej przerwie.

    REKLAMA

    W związku z tym Prawoi Sprawiedliwość szuka miejsca, gdzie mogłyby się odbyć obrady. Pierwsze typu już są.

    „Trwa poszukiwanie sali na 400-500 osób w Warszawie. Na pewno to nie będzie Pałac Kultury, bo kojarzy się on z epoką słusznie minioną. Belweder też nie, bo nie ma tam miejsca” – zdradza w rozmowie z „Super Expressem” ważny polityk PiS.

    Z ustaleń dziennika, wynika, że brana jest pod uwagę m.in. hala Expo, gdzie w styczniu odbędzie się konwencja ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Rzecznika Prawa i Sprawiedliwości w całej sprawy zagadkowo milczy.

    • Nic mi o tym nie wiadomo – ucina  w rozmowie z „Super Expressem”.

    Sama Kancelaria Sejmu też nie udziela w sprawie żadnych informacji.
    Więcej w „Super Expressie”

    INTERIA.PL

    Rodzinno-polityczne powiązania płomiennych elit



    onet.
    wiadomości

     

    Onet

    23 gru, 10:24

    Antoni Macierewicz to przyszywany „wujek” lidera KOD

    Rafał ZychalDziennikarz Onetu

    Kiedyś Mateusz Kijowski mówił do Antoniego Macierewicza „wujku”. Dziś oskarża go o działanie na rzecz Rosji.

     

    Mateusz Kijowski i Antoni MacierewiczFoto: Agencja Gazeta/MON / Materiały prasoweMateusz Kijowski i Antoni Macierewicz

    • Ojciec lidera KOD prowadził drużynę harcerską, w której działał z Macierewiczem
    • Szef MON jest chrzestnym jednej z kuzynek Mateusza Kijowskiego
    • To niejedyne przykłady rodzinnych konfliktów w polskiej polityce

    — Mam wątpliwości, w czyim interesie działa Antoni Macierewicz, można dyskutować na temat tego, co robi świadomie, co celowo, ale z całą pewnością jego działania służą naszemu wschodniemu sąsiadowi — oświadczył w Radiu Zet Mateusz Kijowski, lider Komitetu Obrony Demokracji. Te ostre słowa to nie tylko deklaracja polityczna, ale także — w pewnym sensie — kłótnia w rodzinie. Bo przez lata Macierewicz (rocznik 1948) był przyszywanym wujkiem dla młodszego o 20 lat Kijowskiego.

    Jak w ogóle doszło do tego, że ich życiorysy splotły się przed laty? Wszystko za sprawą harcerstwa. Ojciec lidera KOD, Jerzy Kijowski, był jedną z osób, która reaktywowała w 1962 roku słynną „Czarną Jedynkę”, czyli jedną z najstarszych polskich drużyn harcerskich. Aktywnie działał w niej także jego młodszy brat, Janusz. To właśnie on poznał na studiach Antoniego Macierewicza i zaprosił do udziału w ruchu harcerskim. „Czarna Jedynka” stała się kuźnią dla rodzącej się opozycji, a zwłaszcza Komitetu Obrony Robotników. Oprócz Macierewicza przewinęli się przez nią także m.in. Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz, Andrzej Celiński czy Ludwik Dorn.

    Podczas niedawnej premiery książki „Od Czarnej Jedynki do Komitetu Obrony Robotników” tak jej historię wspominał Marek Barański, na początku lat sześćdziesiątych. jeden ze współtwórców „Jedynki”: „Razem z Jerzym Kijowskim odtworzyliśmy tę drużynę. Oficjalnie prowadziliśmy drużynę tak jak inni, ale stosowaliśmy dawną metodologię harcerską”.

    Macierewicz był jednym z bohaterów tej promocji i samej książki. W swym wystąpieniu o Kijowskich nie powiedział jednak ani słowa. Co więcej, szef MON w ogóle unika tego tematu jak ognia. Niemal nigdy publicznie nie wspomina o swej dawnej zażyłości z Kijowskimi.

    Jednym z niewielu miejsc, w którym poruszył tę kwestię w ostatnich latach, był tekst „Alfabet Macierewicza”. Ukazał się on w 2011 roku na łamach „Nowego Państwa”. Pojawia się tam hasło „Gromada »Włóczęgów«”. Szef MON opisuje tam swoją przygodę z „Czarną Jedynką”. „Z Gromady wyszli ludzie, którzy dali początek nowej elicie i po latach w wolnej Polsce odegrali istotną rolę w życiu politycznym i naukowym” – przekonuje. I w gronie tym wymienia Janusza i Jerzego Kijowskich.

    — Antoniego Macierewicza spotykałem w miarę regularnie jak miałem pięć czy siedem lat – wspomina w rozmowie z Onetem Mateusz Kijowski. – Wtedy był dla mnie kimś w rodzaju „wujka” – dodaje.

    Jerzy Kijowski wspomina, że latem 1968 roku wziął na obóz żeglarski Antoniego Macierewicza. Wtedy, po marcu 1968 roku, był on represjonowanym kolegą jego brata ze studiów. Co ciekawe, obaj studiowali w jednej grupie z Adamem Michnikiem. Zresztą, po wydarzeniach marcowych, represje dotknęły i samego Kijowskiego.

    • Antek bardzo przyjaźnił się z moim bratem, był prawie członkiem rodziny. A ja kilka razy zabierałem na obozy moich synów, Pawła i Mateusza – mówi Jerzy Kijowski w rozmowie z Onetem.

    Ta niemal rodzinna znajomość trwała przez lata. Są tego efekty — Macierewicz jest ojcem chrzestnym jednej z kuzynek Mateusza Kijowskiego. Lider KOD dokładnie zapamiętał swoje ostatnie spotkanie z Macierewiczem na ślubie tej kuzynki w 1992 roku. Czemu? Bo Macierewicz był wówczas szefem MSW w rządzie Jana Olszewskiego i właśnie ogłosił w Sejmie listę agentów, co przyczyniło się do upadku gabinetu. Choć ślub odbyły się tuż po odwołaniu rządu Olszewskiego, to Macierewicz pojawił się na nim jeszcze w towarzystwie funkcjonariuszy BOR. – Najbliższe związki z Antonim Macierewiczem miał mój stryj – podkreśla Mateusz Kijowski.

    Niezabliźniona rana

    Janusz Kijowski to reżyser filmowy i teatralny. Od wielu lat kieruje olsztyńskim Teatrem Jaracza. I to właśnie ojcem chrzestnym jego córki jest Antoni Macierewicz. Mimo wspólnej przeszłości, o szefie MON rozmawiać dziś nie chce. – Strasznie mi przykro, ale to jest taka niezabliźniona rana. Ja się rzeczywiście z nim przyjaźniłem, ale to był inny człowiek, jakby z innej planety – przekonuje. I dodaje, że podobnie jak Mateusz Kijowski, także on ostatni raz widział się z Antonim Macierewiczem na ślubie córki.

    Jerzy Kijowski opowiada w rozmowie z Onetem, że podczas tej rodzinnej uroczystości powiedział Macierewiczowi, co myśli o jego „akcji teczkowej”. To były ciężkie słowa.

    Nie tylko rodzina Kijowskich

    Na przestrzeni lat Macierewicz poróżnił się nie tylko z rodziną Kijowskich. Gdy prześledzimy jego polityczną drogę, to nie brakuje na niej podobnych rozstań. Z biegiem czasu, głównie za sprawą polityki, oddalał się od ludzi wcześniej mu bliskich – choćby Andrzeja Celińskiego, Michała Kuleszy, Wojciecha Onyszkiewicza czy Ludwika Dorna. Z czasów harcerskich u jego boku pozostało jednak kilka osób, w tym jeden z jego najwierniejszych politycznych druhów, czyli Piotr Naimski — dziś członek rządu odpowiedzialny za infrastrukturę energetyczną. Inny z harcerzy „Czarnej Jedynki”, Wojciech Fałkowski, jest podsekretarzem stanu w MON.

    Macierewicz zawsze był solistą, który od współpracowników oczekiwał podporządkowania i bezwzględnej lojalności. Jego polityczne rozstania były wyjątkowo głośne. Najbardziej spektakularne było wykluczenie go w lipcu 1992 roku z szeregów Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego — partii, której był wiceprzewodniczącym. Chwilę wcześniej, jako szef MSW w rządzie Jana Olszewskiego, umieścił na liście agentów komunistycznej bezpieki swojego szefa Wiesława Chrzanowskiego, nestora ruchu narodowego, powstańca warszawskiego, więźnia PRL.

    • Ja znałem historię Chrzanowskiego — wspomniał po latach Olszewski. — Opowiadał mi, że w 1945 podpisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką, gdy został złapany próbując się przedostać za granicę. Zorientował się podczas przesłuchania, że bezpieka rozpracowała jego organizację. Podpisanie zobowiązania do współpracy było jedyną szansą, żeby uniknąć zatrzymania i dzięki temu uprzedzić ludzi – tak rzeczywiście zrobił. Ja Chrzanowskiego broniłem – dodał. Macierewicza jednak nie przekonał.

    Zresztą w czasach ZChN Macierewicz współpracował także ze Stefanem Niesiołowskim. Dziś obu polityków dzieli niemal wszystko. W mediach, ale i na sejmowej sali, niejednokrotnie wymieniali się kąśliwymi uwagami na swój temat. Zwykle nie były to miłe słowa.

    Rok 1992. Antoni Macierewicz i Stefan Niesiołowski w Sejmie

    Foto: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaRok 1992. Antoni Macierewicz i Stefan Niesiołowski w Sejmie

    Polityka zaciążyła także na relacjach szefa MON z reżyserem Pawłem Piterą, prywatnie mężem euro posłanki PO Juli Pitery. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych przyjaźnili się, a Pitera odpowiadał za jedną z kampanii wyborczych partii Macierewicza. Zakończyła się ona porażką. – Antoni Macierewicz miał do mnie pretensje o błędy natury artystycznej. Powiedziałem mu wtedy, że moim zdaniem ich nie było, a trzeba było się raczej skupić na części merytorycznej. I tu się rozstaliśmy – wspomina w rozmowie z Onetem Paweł Pitera.

    W 2007 roku „Newsweek” pisał, że na ich relacjach cieniem położyło się jednak także to, że po swej przygodzie z archiwami Służby Bezpieczeństwa, Macierewicz uznał, że Paweł Pitera był agentem SB. Dokumenty w tej sprawie publikowała potem prawicowa prasa, m.in. „Gazeta Polska”. Pitera się z tego śmiał: „Gdybym współpracował z SB, to komuniści zrobiliby mnie szefem studia filmowego i mógłbym kręcić duże fabuły”.

    Z Antonim Macierewiczem — z którym latami pozostawali w zażyłych relacjach — kontaktu dziś już nie ma żadnego. Ostatni raz spotkali się kilka lat temu. Na sali sądowej. Macierewicz był wtedy świadkiem w procesie, jaki Pitera wytoczył „Gazecie Polskiej” po jej publikacji na ten właśnie temat.

    Antoni Macierewicz i Paweł Pitera

    Foto: Archiwum Pawła i Julii Piterów / Materiały prasoweAntoni Macierewicz i Paweł Pitera

    Kłótnia Kurskich nad trumną

    Przypadek Kijowskiego i Macierewicza to przykład tego, jak polityka czy poglądy potrafią dzielić osoby kiedyś sobie bliskie. W ostatnich miesiącach na czołówki mediów powrócił spór między braćmi Kurskimi. Choć politycznie podzieleni od dawna, teraz niemal symbolicznie stoją na czele mediów znajdujących się po dwóch stronach politycznej barykady. Jarosław Kurski jest wicenaczelnym „Gazety Wyborczej”, zaś Jacek Kurski — szefem TVP. Oba media zaciekle się zwalczają. Kurscy — co poruszyło ich znajomych — złamali swoiste tabu, bo zaczęli się spierać o politykę nad trumną matki, próbując ją zapisać do swoich obozów.

    — Kochała Polskę i kochała swoich synów. Tak się złożyło, że reprezentują oni dwie strony rozdzierającej kraj politycznej wojny domowej, która toczy się od lat, a ostatnio – nie ukrywajmy, jeszcze się nasiliła. To nad tym naprawdę ubolewała. Była wdową po obozie Solidarności – mówił na pogrzebie Jarosław Kurski. — Myślę, że w tym beznadziejnym szukaniu tego, co wspólne, próbie klejenia tych dwóch Polsk, chciała po prostu odnaleźć razem dwóch swoich synów.

    Bracia Jarosław i Jacek Kurscy na pogrzebie swojej matki, Anny

    Foto: Bartosz Banka / Agencja GazetaBracia Jarosław i Jacek Kurscy na pogrzebie swojej matki, Anny

    Jacek Kurski odparował: — Wobec podziału na te dwie Polski, mama jednak jedną z tych Polsk wybrała i uznała za swoją. To była Polska Armii Krajowej, powstania warszawskiego, Szarych Szeregów, „Inki”. To była Polska „Solidarności”, Anny Walentynowicz, Andrzeja Gwiazdy, Lecha Kaczyńskiego. Taka po prostu była i taka jest prawda.

    Wujek w PiS, siostrzeniec u Palikota

    Spojrzenie na politykę potrafiło niejednokrotnie też postawić po dwóch stronach barykady ojca i syna. Tak było choćby w przypadku działacza opozycji demokratycznej i późniejszego posła PO Konstantego Miodowicza. W czasie, gdy on walczył z ustrojem PRL, jego ojciec Alfred był członkiem PZPR, liderem prorządowego ruchu związkowego i jednym z najbardziej wpływowych polityków w latach osiemdziesiątych. Tajemnicą nie jest też, że od dawna nie po drodze jest Jarosławowi Gowinowi i jego siostrzeńcowi Łukaszowi Gibale. Choć przez pewien czas obaj politycy zasiadali w Sejmie w ławach PO, to potem ten pierwszy trafił w objęcia Jarosława Kaczyńskiego, zaś drugi — Janusza Palikota. Dziś działa w lokalnej polityce już zupełnie na własną rękę.

    Nie brakuje jednak przykładów na to, że polityczne podziały nie przeszkodziły w relacjach rodzinnych, a czasami nawet potrafiły rodziny połączyć. I tak teściem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego jest z kolei… Mirosław Hermaszewski, jedyny polski kosmonauta, ale przez pewien czas także radny SLD.

    24 lata po „Lewym czerwcowym”. Co się zmieniło?

      Zobacz więcej

      – Teść nie jest politykiem, ale jest osobą publiczną – zastrzega sam Czarnecki. I dodaje, że choć ich korzenie są różne, to łączy ich nie tylko rodzina, ale i Polska. – Jest świetnym ojcem, doskonałym dziadkiem i za to mam do niego wielki szacunek – mówi dalej polityk PiS. Jednocześnie przyznaje, że czasami różni się ze swoim teściem w ocenach tego, co w Polsce było kiedyś, ale i tego, co dzieje się obecnie. – Ale staramy się tego nie eksponować. Skutecznie skupiamy się na tym, co łączy, a nie dzieli – podkreśla w rozmowie z Onetem.

      W latach dziewięćdziesiątych w jednej partii — Konfederacji Polski Niepodległej — działali Leszek Moczulski i Krzysztof Król, czy teść z zięciem. Zlustrowanie Moczulskiego w 1992 r. tak zabolało Króla, że konsekwentnie zwalcza Antoniego Macierewicza — dziś jest w zarządzie KOD.

      Ale chyba najciekawszym przykładem powiązań rodzinno-politycznych jest przypadek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Była marszałek Sejmu jest nie tylko prawnuczką byłego prezydenta Polski Stanisława Wojciechowskiego, ale także premiera II RP Władysława Grabskiego.

      Onet Wiadomości

      Źródło: Onet