Wyprana z emocji Angela


 

rmf24 - Strona główna

 

 

 

 

Kanclerz Angela Merkel jak „Królowa Śniegu”

  • Kanclerz Angela Merkel jak „Królowa Śniegu”

    Piątek, 23 grudnia (16:32)

    No cóż, przywódcą narodu czy świata bywa się, a człowiekiem po prostu trzeba być. A to dla zadufanego polityka nie takie proste.

    No cóż, przywódcą narodu czy świata bywa się, a człowiekiem po prostu trzeba być. A to dla zadufanego polityka nie takie proste.

    /MICHAEL KAPPELER /PAP/EPA

    Gdyby na terytorium Polski zginął tragicznie obywatel Niemiec, na dodatek, co nie daj Boże, w zamachu terrorystycznym, to z pewnością Prezydent RP i premier rządu zareagowaliby na to we właściwy sposób, okazując współczucie tak rodzinie zamordowanego, jak i niemieckim władzom państwowym. Z pewnością też zaoferowaliby krewnym ofiary pomoc materialną i prawną. Tego bowiem wymaga nie tylko dyplomacja, ale i dobre obyczaje, właściwe cywilizacji europejskiej. Dlatego też ogromnie zaskakuje postawa niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która wobec tragicznej śmierci polskiego kierowcy w Berlinie milczy jak zaklęta. Żadnych ludzkich uczuć, ani nawet drobnych gestów, choć sama atmosfera świąt Bożego Narodzenia do tego winna skłaniać. Również ambasador Niemiec w Warszawie nie zaoferował żadnej pomocy, choć w innych sprawach, zwłaszcza, gdy chodzi o interes jego państwa, jest nadzwyczaj aktywny.

    Taka postawa jest tym bardziej rażąca, gdy pod uwagę weźmiemy choćby spontaniczne działania angielskiego kierowcy, który na wieść o zamachu dokonanym przez islamskiego terrorystę ogłosił wśród europejskich kierowców zbiórkę pieniędzy na potrzeby rodziny zamordowanego polskiego kolegi. Dlaczego więc Merkel nabiera wody w usta i nie podejmuje stosownych kroków? Czyżby wynikało to z jej politycznego cynizmu lub „poprawności politycznej” wobec islamu? A może z jej osobistego charakteru, przypominającego charakter „Królowej Śniegu” z baśni Hansa Christiana Andersena.

    Osobiście dziwię się również dlatego, że kanclerz Niemiec posiada polskie korzenie i jest córką pastora luterańskiego, który z pewnością w jej domu rodzinnym uczył ją tego, czym jest bezinteresowna miłość bliźniego, zwłaszcza w obliczu wielkiej tragedii. No cóż, przywódcą narodu czy świata bywa się, a człowiekiem po prostu trzeba być. A to dla zadufanego polityka nie takie proste.

    Tadeusz Isakowicz-Zaleski

  • Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    • Polski duchowny katolicki, publicysta, działacz społeczny, historyk Kościoła, działacz opozycji antykomunistycznej w okresie PRL.
      Teksty publikowane w dziale BLOGI RMF 24 są prywatnymi opiniami autorów

TRUMP SKRYTYKOWAŁ ONZ


 

INTERIA

TRUMP SKRYTYKOWAŁ ONZ: KLUB DOBREJ ZABAWY

WYBORY W USA 2016

1 godz. 6 minut temu

Donald Trump skrytykował Organizację Narodów Zjednoczonych. Stwierdził, że ONZ ma wielki potencjał, „ale jest teraz tylko klubem dla ludzi, aby się spotkać, porozmawiać i dobrze się bawić”. „To takie smutne!” – napisał na Twitterze. Tymczasem prezydent elekt mianował głównego prawnika swego biznesowego imperium Trump Organization Jasona Greenblatta na nowe stanowisko „specjalnego przedstawiciela USA ds. negocjacji międzynarodowych”.

Donald Trump: ONZ jest tylko klubem dobrej zabawy /DON EMMERT /AFP

Donald Trump: ONZ jest tylko klubem dobrej zabawy /DON EMMERT /AFP

Przebywający na Florydzie prezydent elekt Donald Trump zamieścił swe uwagi w poniedziałek. Uczynił to w trzy dni po przyjęciu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej żydowskie osiedla na Zachodnim Brzegu Jordanu i we Wschodniej Jerozolimie. Zdaniem Trumpa USA powinny ją zawetować, tymczasem amerykańska ambasador wstrzymała się od głosu, co umożliwiło przyjęcie rezolucji.

 

 

„Co do ONZ, sytuacja będzie inna po 20 stycznia” – napisał nowojorski miliarder, nawiązując w ten sposób do dnia, kiedy zostanie zaprzysiężony na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

W Ameryce ONZ od lat pozostaje pod ostrzałem krytyków. Zwłaszcza konserwatyści piętnują ją m.in. za naruszanie suwerenności poszczególnych narodów czy trwonienie środków finansowych.

Demokraci są na ogół lepiej nastawieni do ONZ niż Republikanie. Prezydent Barack Obama wielokrotnie organizację komplementował. Promował na jej forum zasady swej polityki zagranicznej, w tym problematykę walki z terroryzmem i los uchodźców. Dziękował za pracę ustępującemu sekretarzowi generalnemu Ban Ki Munowi. Podkreślał, że Ameryka wciąż powinna odgrywać główną rolę w utrzymaniu porządku świata ustanowionego po II wojnie światowej.

Organizacja wciąż odgrywa kluczową rolę np. w dostarczaniu pomocy humanitarnej, pośredniczy w zawieszeniu broni podczas konfliktów i służy jako forum w walce ze skutkami ocieplenia klimatu.

USA wydają rocznie blisko osiem miliardów dolarów na rzecz ONZ i związanych z nią organizacji. Nie wiadomo, czy Trump zamierza okroić te fundusze.

Społeczeństwo Stanów Zjednoczonych nie mówi o organizacji jednym głosem. W sondażu Gallupa 54 proc. respondentów uznało skuteczność ONZ w rozwiązywaniu problemów za słabą. 38 proc. oceniło ją jako dobrą.

Inne rezultaty przyniósł sondaż ośrodka Pew. 64 proc. badanych wypowiadało się o ONZ pozytywnie. 29 proc. miało negatywną opinię.

Obydwie ankiety wykazują poprawę opinii Amerykanów o roli ONZ w ostatnich latach. Jest to widoczne zwłaszcza wśród wyborców Demokratów i niezależnych. W sondażach Gallupa ich przychylność wzrosła z 26 proc. w 2009 roku do 38 proc. w 2016 roku, a w badaniach Pew z 48 proc. w 2007 roku do 64 proc. w roku 2016.

„Mam do niego największe zaufanie”

Tymczasem Trump mianował głównego prawnika swego biznesowego imperium Trump Organization Jasona Greenblatta na nowe stanowisko „specjalnego przedstawiciela USA ds. negocjacji międzynarodowych” – podał we wtorek zespół Trumpa ds. przejęcia administracji USA.

Greenblatt jest od blisko 20 lat prawnikiem Trump Organization, a ostatnio również wiceprezesem tej firmy. Jego specjalność to prawo dotyczące nieruchomości. W administracji Trumpa będzie odpowiadał za „międzynarodowe negocjacje wszelkiego typu oraz porozumienia handlowe na świecie” – głosi komunikat ekipy prezydenta elekta.

„Jason jest jednym z moich najbliższych doradców i mam do niego największe zaufanie. Ma znaczące doświadczenie jako negocjator, przeprowadzał w moim imieniu skomplikowane transakcje i ma umiejętność zbliżania stanowisk stron (transakcji) oraz wypracowywania kompromisów w trudnych i delikatnych kwestiach” – zapewnił prezydent elekt.

Greenblatt był też podczas kampanii wyborczej doradcą Trumpa w sprawach dotyczących stosunków amerykańsko-izraelskich.

Według CNN Greenblatt ma się zająć przede wszystkim konfliktem izraelsko-palestyńskim, relacjami Ameryki z Kubą oraz porozumieniami handlowymi z innymi krajami.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

PAP

Sugestia rewolucyjnych zmian ordynacji wyborczej


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

Jacek Gądek

Jacek Gądek

akt. 27.12.2016, 13:23

Ruch Kontroli Wyborów oczekuje od PiS zmiany prawa wyborczego. To byłaby rewolucja

Ruch Kontroli Wyborów oczekuje od PiS reformy kodeksu wyborczego. Proponowane zmiany byłyby rewolucją: Państwowa Komisja Wyborcza poszłaby ławą do dymisji, a gdyby wyniki wyborów samorządowych były takie jak poprzednio, to należałoby je powtórzyć. Projekt zakłada bowiem, że jeśli ponad 5 proc. głosów jest nieważnych, to głosowanie odbywa się jeszcze raz.

(od lewej) Józef Orzeł, Dorota Kania, Jerzy Targalski i Ewa Stankiewicz(od lewej) Józef Orzeł, Dorota Kania, Jerzy Targalski i Ewa Stankiewicz (

Agencja Gazeta / Grzegorz Skowronek

)

W piśmie do prezydenta Andrzeja Dudy RKW twierdzi, że Ruch w 2014 r. ograniczył liczbę „fałszerstw wyborczych”, co w dłuższej perspektywie „było jednym z czynników, które umożliwiły wygraną wyborczą prezydenta (Andrzeja Dudy), a także zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości”. Ruch twierdzi, że wobec „doskonałego przygotowania manipulatorów do przeciwdziałania działaniom kontrolnym, nie istnieje już możliwość skutecznego dopilnowania uczciwego wyniku wyborczego, odzwierciedlającego faktyczną wolę wyborców jedynie społecznymi siłami”. Według RKW „prawdopodobieństwo dokonania skutecznych fałszerstw przez przeciwników ‘dobrej zmiany’ jest bardzo duże”, a w jego wyniku PiS może przegrywać w kolejnych wyborach.
Ruch opracował – zresztą po sugestii marszałka Marka Kuchcińskiego – koncepcję zmiany systemu wyborczego w Polsce. Pod projektem podpisał się m.in. koordynator krajowy RKW Józef Orzeł – prywatnie bliski przyjaciel Jarosława Kaczyńskiego. Projekt został wysłany tuż przed świętami do prezydenta, pani premier, marszałków Sejmu i Senatu oraz prezesa PiS.
– Trzeba przeczytać te propozycje wraz uzasadnieniami. Niektóre rzeczy są warte rozważenia – mówi WP poseł Marek Suski (PiS), który był zaangażowany w kontrolę wyborów.

 

Co zakłada proponowana PiS-owi rewolucja w systemie wyborczym? Wybory miałyby się odbywać w sobotę (a nie, jak obecnie, w niedzielę). Dlaczego? Tu druga ważna zmiana: RKW chce, aby liczenie głosów odbywało się publicznie na przykład w halach sportowych, gdzie „na widownię przychodziliby rodziny kandydatów z dziećmi, ich znajomi, ma być to temat dnia”, plus oczywiście kamery. Liczenie byłoby zatem w niedzielę. RKW tłumaczy to tak: – Liczenie w niedzielę, aby uniknąć metody fałszowania na zmęczenie, dzięki której Nowoczesna ma taki wynik, PSL zamienił się mandatami z KORWiN, a PiS wraz z Kukizem nie mają większości konstytucyjnej. – Trzeba z wyborów zrobić „święto demokracji” – podkreśla RKW.
Cisza wyborcza – do likwidacji. A samo głosowanie? Miałoby się odbywać za pomocą małych kart o formacie kuponów Lotto. Dodanie na karcie do głosowania miałoby być pole „głos wstrzymujący”. Całe głosowanie w komisjach obwodowych odbywałoby się pod okiem dwóch kamer – skierowanych na komisję i na urnę. A urny byłyby półprzezroczyste. Polacy za granicą mogliby głosować jedynie korespondencyjnie albo przez internet.
Co bardzo ważne: przekroczenie pułapu 5 proc. głosów nieważnych powodowałoby konieczność powtórzenia wyborów. – To daleko idący postulat, trzeba by najpierw przeprowadzić analizy – komentuje Suski. Podobnie też powtórzenie byłoby konieczne w razie wystąpienia istotnej liczby naruszeń procedur wyborczych.

 

W wyborach 2015 r. do Sejmu głosów nieważnych było 2,5 proc., a w wyborach prezydenckich 1,5 proc. Ale już w elekcji samorządowej rok wcześniej na poziomie sejmików wojewódzkich – aż 17,5 proc. Zatem powtarzanie wyborów zwłaszcza w przypadku elekcji samorządowej byłoby koniecznością. Z kolei łatwo też byłoby na przykład w II turze wyborów prezydenckich zablokować możliwość wyłonienia zwycięzcy poprzez oddawanie głosów nieważnych.
Automatycznie wygasłaby kadencja Państwowej Komisji Wyborczej z Krajowym Biurem Wyborczym oraz komisarzy okręgowych. Same komisje byłyby zdekomunizowane: bez tajnych współpracowników i funkcjonariuszy tajnych służb PRL, etatowych pracowników PZPR i partii satelickich. Ruch chciałby też skończyć z tzw. prawem powielaczowym, czyli własnymi interpretacjami bądź okólnikami wydawanymi przez PKW albo np. gminy.
– Jedno jest pewne: kontrola wyborów przy ostatnich dwóch elekcjach przyniosła pozytywne rezultaty. W różnych gminach, w których od lat w komisjach zasiadały wciąż te same osoby, a pojawiły się nowe i kontrola, to wtedy zobaczyliśmy też nieco inne wyniki, w niektórych gminach nawet zaskakująco inne – zaznacza poseł PiS Marek Suski.
Jak dodaje, wzmożona kontrola w czasie wyborów jest zatem konieczna. – Jednak nie ma w najbliższym czasie wyborów, więc nie ma też pilnej potrzeby, aby się tym natychmiast zajmować – dodaje Suski.
W PiS trwają jednak prace nad zmianą ordynacji wyborczej – partia jednak stara się to utrzymywać w tajemnicy. Wiadomo jednak, że obóz rządowy rozważa wprowadzenie systemu mieszanego – po części proporcjonalnego (jak dziś) i po części większościowego w wyborach do Sejmu.

 WP Wiadomości

 

 wp

Lwowska Rada Obwodowa chce, by 2017 rok został ogłoszony „Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii".



 

27 grudnia 2016

NEon24.pl

 

Bogusław Jeznach

 

Rok UPA 2017?

 

CO PISZĄ INNI: Rozmowa korespondentki radia Sputnik z Bohdanem Piętką – historykiem, niezależnym publicystą i politologiem z Krakowa. O ukraińskim faszyzmie i szaleństwie polityki Warszawy…

Lwowska Rada Obwodowa chce, by 2017 rok został ogłoszony „Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii”. W ten sposób władze Lwowszczyzny chcą uczcić 75 rocznicę powstania zbrodniczej formacji, odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków. Co Pan o tym wszystkim sądzi?

Przyznam, że nie jestem tym zaskoczony, zwłaszcza, że z tą inicjatywą wystąpiła Lwowska Rada Obwodowa, a zachodnia Ukraina jest od bardzo długiego czasu, od bardzo wielu lat centrum OUN i UPA na Ukrainie. Natomiast zaskoczeniem dla mnie jest to, że poparli to deputowani z bloku Poroszenki i Batkiwszczyny, czyli tych ugrupowań, które są przedstawiane w Polsce jako rzekomo demokratyczne i rzekomo nie mające nic wspólnego z nacjonalizmem ukraińskim. Pokazuje to, że jest to nieprawda i polska opinia publiczna po raz kolejny jest okłamywana co do tego, że na Ukrainie jakoby rządzą siły demokratyczne. Nie rządzą siły demokratyczne, a siły postbanderowskie, niestety.

Ambasador Rosji Andriej Karłow został zastrzelony na otwarciu wystawy „Rosja oczami Turków”, a ukraiński deputowany Władimir Parasiuk nazwał tureckiego zamachowcę „bohaterem”. Czy jest Pan tym zdziwiony, zaskoczony?

Biorąc pod uwagę moją wiedzę na temat nacjonalizmu ukraińskiego, jego charakteru i poziomu kulturalnego, tak bym to określił, to zdziwiony nie jestem. Natomiast ta wypowiedź jest totalną kompromitacją, to pokazuje, że Ukraina jest głębokim peryferium Europy, ponieważ żaden szanujący się polityk nie może sobie pozwolić na tego typu wypowiedzi. Te słowa to jeden wielki skandal i dowodzą tego, że Ukraina nie nadaje się do Unii  Europejskiej, nie nadaje się do wielkiego świata, do którego aspiruje.

Były prezydent Ukrainy Kuczma przyjeżdzał do Polski na zaproszenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i na rozmowach w Warszawie podejmowana była kwestia tego, co jeszcze Warszawa mogłaby zrobić dla Ukrainy.

Niestety polska polityka wobec Ukrainy, co już wielokrotnie podkreślałem, jest błędna. To co robią polscy politycy nie ma najmniejszego sensu. To  ślepe wspieranie wszystkich posunięć władzy Kijowa, wspieranie Ukrainy przede wszystkim finansowo, o czym polska opinia publiczna nie jest dokładnie informowana, ale taka jest niestety prawda — że polski rząd wspiera finansowo Ukrainę. Jest to polityka pozbawiona jakiegokolwiek sensu i tak naprawdę nie wiadomo, co polskie władze chcą osiągnąć tą polityką.

Na portalu Kresy.pl przeczytałam: „Dla Rosji nadszedł czas międzynarodowej koniunktury, kartą przetargową będzie Ukraina. Co powinna zrobić Polska?” A poseł Michał Dworczyk odpowiedział na to: „Niepokój Kijowa o przyszłość swojego kraju może być uzasadniony. W tym kontekście potrzeba budowy polsko-ukraińskich relacji nabiera coraz większego znaczenia”. Jaka jest pana opinia?

Uważam, że polskie władze powinny trzymać się jak najdalej od Ukrainy i konfliktu, który wywołał  rząd w Kijowie, konfliktu na wschodzie Ukrainy. To jest konflikt wewnątrzukraiński,  wbrew temu co twierdzą władze w Kijowie i Warszawie nie jest to problem międzynarodowy ani żaden konflikt ukraińsko — rosyjski, a konflikt wewnątrzukraiński, do którego nigdy by nie doszło, gdyby nie brutalny przewrót polityczny na Majdanie w 2014 roku, który był niestety wspierany również przez polskich polityków. Sprawy ukraińskie powinni załatwić sami Ukraińcy między sobą i nie powinno być żadnej ingerencji zewnętrznej, w tym także ze strony władz polskich. Taka powinna być polska polityka, ale niestety taka nie jest — polskie władze brną w swoją całkowicie błędną politykę wschodnią. To wspieranie Ukrainy, to ingerowanie w konflikt we wschodzie tego kraju nie przyniosą nic pozytywnego dla Polski, a mogą mieć tylko negatywne skutki.

Jeżeli 2017 rok będzie na Ukrainie „Rokiem UPA”  to jaka będzie reakcja ze strony Unii Europejskiej i ze strony Polski?

Przypuszczam, że ze strony Polski nie będzie żadnej reakcji, ponieważ polską racją stanu rozumianą przez rząd w Warszawie jest wspieranie Ukrainy — czegokolwiek rząd w Kijowie by nie zrobił, polskie władze będą to wspierać. Dlatego niestety obawiam się, że reakcji nie będzie. Będzie natomiast oburzenie w Polsce ze strony środowisk patriotycznych, środowisk kresowych, ze strony każdego, kto jest przeciwnikiem faszyzmu, ponieważ trzeba otwarcie powiedzieć, czym jest nacjonalizm ukraiński  — jest to pewna mutacja faszyzmu. Także myślę, że ze strony władz polskich oficjalnego protestu nie będzie, a jeżeli go nie będzie, to może go również nie być ze strony Unii Europejskiej. Ponieważ przede wszystkim to właśnie rząd polski, jako rząd tego państwa, którego naród  bardzo ucierpiał od nacjonalizmu ukraińskiego powinien zabiegać o jego potępienie na forum Unii Europejskiej, na szczeblu Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Bez jasnego stanowiska polskich władz tego potępienia ze strony UE może nie być.

Czy to możliwe, żeby doświadczeni piloci popełnili szkolny błąd?


Wstępna analiza czarnej skrzynki Tu-154 zakończona. Eksperci wskazują przyczynę katastrofy

Dodano:dzisiaj 18:43  /  Zmieniono:dzisiaj 19:070 0282925

Poszukiwania szczątków ofiar i fragmentów Tu-154 w Morzu Czarnym / Źródło: Newspix.pl / ABACA

Jak informuje nieoficjalnie agencja „Interfax”, powołując się na wstępne wnioski ekspertów płynące z analizy zapisów czarnej skrzynki, śledczy za najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy resortowego Tu-154 uznają błąd pilotów. We wtorek dziennik „Kommiersant” przywołał relację naocznego świadka zdarzenia.

Specjaliści z Ministerstwa Obrony Rosji dokonali wstępnej analizy znalezionej we wtorek czarnej skrzynki Tu-154. Informacje uzyskane z rejestratora samolotu, który zatonął w wodach Morza Czarnego 25 grudnia, wskazują na jedną z wcześniej przedstawianych hipotez przyczyn katastrofy, jako najbardziej prawdopodobną.

„Zakończona początkowa analiza odczytów czarnej skrzynki prowadzi do wniosku, że wersja przyczyn katastrofy, związana z błędem pilotażu samolotu, staje się priorytetową” – poinformowała „Interfax” anonimowa osoba związana ze śledztwem. „Według wstępnych danych, klapy skrzydeł pracowały nieprawidłowo, w rezultacie czego wytracona została siła wznosząca, prędkość nie była wystarczająca, by możliwe było nabranie wysokości, przez co samolot spadł” – cytuje informatora Interfax. Na razie nie podano żadnych szczegółowych informacji, doniesienia agencji nie zostały też potwierdzone dotychczas przez władze. Dotychczas media powołują się na odczyty z jednej z czarnych skrzynek.„Russia Today” podaje jednak, że wyłowiono już wszystkie trzy rejestratory.

Relacja świadka

W poniedziałek FSB poinformowała, że zidentyfikowani zostali świadkowie naoczni zdarzenia. Jak podał we wtorek „Kommersant”, powołując się na anonimowych informatorów zbliżonych do śledztwa, jedną z osób, która widziała ostatnie chwile logu Tu-154, był pracownik straży granicznej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, który znajdował się na łodzi w rejonie Soczi. Jak zeznał mężczyzna, samolot, który wystartował z lotniska Adler, zamiast nabierać wysokości, zaczął szybko zniżać się do powierzchni morza, jakby miał zamiar na niej wylądować.

Mężczyzna stwierdził, że jednak nawet jak na manewr lądowania, położenie samolotu wydało mu się dziwne. „Tu-154 miał poruszać się na niskich obrotach z nienaturalnie zadartym do góry kadłubem. Według niektórych źródeł, świadek miał nawet porównać położenie samolotu do motocykla, którego kierowca jechałby wyłącznie na tylnym kole. Po chwili, według relacji mężczyzny, samolot uderzył w wodę powierzchnią ogona, zderzył się z falami, a następnie szybko zatonął” – opisuje „Kommiersant”.

Co spowodowało katastrofę?

Dziennik przywołuje opinie ekspertów, zdaniem których do takiego zachowania maszyny w ostatnich chwilach lotu mogło doprowadzić kilka czynników, w tym działania załogi. Wstępne ustalenia odnośnie zdarzeń poprzedzających katastrofę zostały przekazane we wtorek po południu przez agencję TASS, która powołuje się na źródła w resorcie obrony. Wynika z nich, że tuż przed upadkiem, samolot leciał z prędkością ponad 500 km/h, a piloci usiłowali wykonać manewr skrętu w prawo. Przednia część maszyny była uniesiona w górę, co potwierdza wersję przedstawioną przez świadka cytowanego przez „Kommiersant”.

Od pierwszych godzin po katastrofie, jako najbardziej prawdopodobne jej przyczyny wskazywane są: usterka techniczna oraz błąd pilotów. Śledczy odrzucają możliwość zamachu terrorystycznego. Wciąż trwają poszukiwania ofiar katastrofy. Szczątki, które dotychczas udało się wydobyć, przewożone są na badania do Moskwy. Jak wynika ze wstępnych ustaleń, na ciałach, ani na kawałkach samolotu, nie znaleziono śladów materiałów wybuchowych. We wtorek pojawiła się informacja o odnalezieniu jednej z czarnych skrzynek.

Katastrofa w Boże Narodzenie

Rosyjski samolot Tu-154, który należał do Ministerstwa Obrony, runął do Morza Czarnego 25 grudnia. Jak poinformował rzecznik resortu Igor Konaszenkow, na pokładzie znajdowały się 92 osoby – 84 pasażerów oraz 8 członków załogi. 64 pasażerów stanowili członkowie Chóru Aleksandrowa, którzy mieli dać koncert w Syrii. Wśród nich znajdował się Walerij Chaliłow, dyrygent, który kieruje chórem. Na pokładzie znajdowali się również dziennikarze oraz wojskowi, a także dyrektor organizacji Sprawiedliwa Pomoc Jelizawieta Glinka, bardzo popularna w Rosji i znana jako doktor Liza. Miała ona nadzorować dostawę środków medycznych dla jednego ze szpitali w Syrii.

/ Źródło: Kommiersant

Kanapki zdradziły puczystów


DZIKI KRAJ.pl

 

ToByłPucz

Dzisiaj, 27 grudnia (12:48)

Opozycja zabarykadowała się w Sejmie i nie chce wyjść. Czy to legalne? „Trzeba to nazwać wprost: to była próba puczu” – rzecze Jarosław Kaczyński. Swoją tezę prezes opiera na… kanapkach.

Prezesa humor nie opuszcza /Michal Dyjuk /Agencja FORUM

Prezesa humor nie opuszcza

/Michal Dyjuk /Agencja FORUM

Jarosława Kaczyńskiego świąteczny humor nie opuszcza. Zdaniem prezesa, opozycja pucz starannie zaplanowała.

„Zamówili kanapki w Sejmie, mieli gotową scenę i zmobilizowany aktyw przed Sejmem” – ocenia prezes.

Ale z tym puczem to tak serio? I jaka jest w tym wszystkim rola marszałka Kuchcińskiego, który to ponoć zamówił kanapki? 

Czytaj więcej na http://dzikikraj.interia.pl/wyjete-z-sieci/news-tobylpucz,nId,2329019#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

Niemieckiej gazecie nie podoba się “warszawski bolszewizm”



onet.
wiadomości

 

PAP

26 mar, 13:51

„Der Spiegel” o sytuacji w Polsce: warszawski bolszewizm

Pisząc o sytuacji w Polsce, niemiecki tygodnik „Der Spiegel” w opublikowanym w najnowszym wydaniu materiale „Warszawski bolszewizm” zarzuca szefowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu dążenie do „władzy absolutnej” i realizowanie „autokratycznego modelu” państwa.

 

"Der Spiegel" o sytuacji w Polsce: warszawski bolszewizmFoto: Jędrzej Wojnar / Agencja Gazeta”Der Spiegel” o sytuacji w Polsce: warszawski bolszewizm

„Europa przyglądała się bezradnie wyeliminowaniu Trybunału Konstytucyjnego przez nowy, narodowo-konserwatywny rząd. Teraz Jarosław Kaczyński zabrał się za podporządkowywanie sobie państwa” – pisze w dzisiejszym wydaniu autor materiału Jan Puhl.

Dziennikarz opisuje sytuację w Polsce, opierając się m.in. na opiniach Jadwigi Staniszkis oraz tygodnika „Polityka”. Przytacza ocenę Staniszkis, że Kaczyński „chce zmonopolizować władzę”, co wynika z „bolszewickiego rozumienia polityki”.

„Kaczyński zmusił państwowe media w Polsce do reprezentowania jego linii, a następnie pozbawił władzy TK – najwyższą instancję kontrolną. A to był tylko początek” – pisze Puhl, dodając, że „Kaczyńskiego nie powstrzymały” ani masowe protesty w Polsce, ani krytyka z Brukseli i postępowanie kontrolne wdrożone przez UE.

„Obecnie (Kaczyński) zabrał się za podporządkowywanie sobie państwa, łącznie ze wszystkimi jego odgałęzieniami. Znajduje się na drodze do władzy absolutnej; już teraz może w imieniu narodowo-konserwatywnej większości parlamentarnej forsować swoje pomysły. Najwidoczniej jednak chce czegoś więcej niż tylko zdominowania ministerstw, administracji i wymiaru sprawiedliwości. Państwo pod jego przewodnictwem ma spełniać rolę surowego ojca – co jest modelem autokratycznym” – pisze Puhl.

Dziennikarz „Spiegla” opisuje spór o TK, zwracając uwagę, że „rząd PiS ignoruje orzeczenia Trybunału”. Przytacza opinię konstytucjonalisty Rafała Stankiewicza, który ostrzega przed „erozją państwa prawa w Polsce”. Puhl odnosi się też do sytuacji w mediach. Jego zdaniem „telewizja państwowa” stała się obecnie „telewizją partyjną”.

Wyjaśniając niemieckim czytelnikom motywy postępowania szefa PiS, Puhl pisze, że chodzi o „dawne porachunki” Kaczyńskiego z elitami w aparacie państwowym i gospodarce. „Centralnym elementem jego myślenia politycznego jest przekonanie, że rewolucja w 1989 r. była niekompletna. (Jego zdaniem) odmienieni jedynie powierzchownie komuniści opanowali wówczas zakłady pracy i urzędy, hamując do dziś rozwój Polski. Ci ludzie muszą w sposób radykalny, do najniższego szczebla, zostać wyeliminowani” – czytamy w „Spieglu”.

Analizując przyczyny utrzymującego się poparcia dla PiS, dziennikarz „Spiegla” zwraca uwagę, że partię Kaczyńskiego popierają przede wszystkim ludzie młodzi, natomiast Komitet Obrony Demokracji ma zwolenników przede wszystkim wśród starszych, „pamiętających czasy komunizmu i zdających sobie sprawę, jak cenne są prawa obywatelskie”.

„Dla osób poniżej 30. roku życia członkostwo Polski w UE jest oczywistością” – pisze Puhl, dodając, że dla tych ludzi ważne jest raczej przekonanie, iż ich rówieśnikom na Zachodzie żyje się lepiej pod względem materialnym. „PiS odpowiedział na to poczucie dyskryminacji obietnicami socjalnymi. Program gospodarczy zawiera obietnicę, że polskie wynagrodzenia dogonią w ciągu 15 lat poziom europejski” – zaznacza Puhl.

(PG)

Onet Wiadomości

Źródło: PAP

Układanie się Waszczykowskiego


Tygodnik Wprost

 Okładka tygodnika Wprost nr 1/2017 (1768)

TYGODNIK WPROSTTYLKO U NASWYDARZENIAKRAJ

Waszczykowski: Nie chcę grać z Białorusinami. Chcę się z nimi ułożyć

Dodano:dzisiaj 09:5136 2281067

Witold Waszczykowski

Witold Waszczykowski / Źródło: Flickr / /Ministerie van Buitenlandse Zaken

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w rozmowie z Elizą Olczyk i Jakubem Mielnikiem mówił m.in. o relacjach Polski z Ukrainą i Stanami Zjednoczonymi, a także o pomysłach na zakończenie kryzysu migracyjnego. Szef polskiej dyplomacji zapowiedział również, że zamierza się układać z Białorusinami.

Biełsat TV jest kanałem w języku białoruskim finansowanym i prawnie wchodzącym w skład Telewizji Polskiej. Ze względu na wrogie nastawienie białoruskich władz, kanał ma bardzo ograniczone możliwości docierania do potencjalnych widzów. Nie jest dostępny w żadnej sieci kablowej ani platformie telewizji cyfrowej na Białorusi. Jedynymi dostępnymi drogami są: telewizja satelitarna, Internet oraz zapisy niektórych programów, rozpowszechniane zwykle w formie płyt DVD przez entuzjastów i współpracowników kanału. Według nieoficjalnych informacji, Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamierza obciąć dotację TV Biełsat z do 5 milionów złotych. Szefowa stacji Agnieszka Romaszewska-Guzy tłumaczy, że w praktyce oznaczać to będzie jego zamknięcie.

Witold Waszczykowski tłumaczył w rozmowie z „Wprost”, że „nie chodzi o zamknięcie stacji, a o jej modernizację i przekształcenie, a tym samym zwiększenie zasięgu”. Minister podkreślił, że „strona białoruska jest otwarta na transmisję TVP Polonia, która mogłaby wchłonąć redakcje zagraniczne w tym również TV Biełsat”. Polityk PiS stwierdził, że „Białorusini też zapłacą pewną cenę za tę transakcję”. – Ja nie chcę grać z Białorusinami. Ja chcę się z nimi ułożyć. Czy po dziesięciu latach funkcjonowania Biełsat polepszył relacje polsko-białoruskie? Czy Związek Polaków na Białorusi został zarejestrowany, czy skasowany? Skoro tamte instrumenty nie doprowadziły do polepszenia relacji – tłumaczył minister.

Litewski nacjonalizm zostanie zrównany z niemieckim faszyzmem?

Szef resortu spraw zagranicznych odniósł się także do inicjatywy senatorów PiS, którzy przygotowali projekt ustawy zrównujący niemiecki faszyzm z litewskim nacjonalizmem. Projekt zawiera m.in. zapis o burzeniu pomników. Waszczykowski przyznał, że projekt ten nie był konsultowany z resortem. – Gdy się pojawił, poradziłem, żeby nad nim nie pracować. Mamy nową sytuację na Litwie, jest nowy rząd, który wypowiada się trochę cieplej o Polsce, zapowiada jakieś gesty wobec litewskich Polaków, chce podjąć rozmowy. Poczekajmy więc, co się wydarzy – dodał.

Nadia Sawczenko tworzy własną bazę polityczną



onet.
wiadomości

 

IAR

dzisiaj 12:59

Nadija Sawczenko tworzy ruch społeczny

Nadija Sawczenko tworzy własny ruch społeczny. Ukraińska lotniczka, a obecnie deputowana do parlamentu zapowiada, że ruch może stać się zaczątkiem partii politycznej. Niedawno o Nadiji Sawczenko znów zrobiło się głośno z powodu rozmów z separatystami, które Sawczenko prowadziła na własną rękę, bez konsultacji z ukraińskimi władzami.

 

Nadija SawczenkoFoto: Sebastian Białach / OnetNadija Sawczenko

Tworzony przez Nadiję Sawczenko ruch nazywa się RUNA. Jak podkreślała polityk w rozmowie z dziennikarzami – zadanie nowej organizacji to naprawa ukraińskiego państwa, reformy, które mają doprowadzić do prawdziwej zmiany systemu, oraz rewolucja ukraińskiego narodu – taka rewolucja, która była postulatem Rewolucji Godności.

Nadija Sawczenko zaznaczyła, że ruch nie ma charakteru partii politycznej, jednak nie wykluczyła, że takim się może stać. Ukraińska lotniczka została wyrzucona z szeregów deputowanych partii Batkiwszczyna byłej premier Julii Tymoszenko po tym, jak do opinii publicznej wyciekły informacje o jej spotkaniu z przywódcami separatystycznych tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. Nadiję Sawczenko wykluczono też z ukraińskiej delegacji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Rozmowy Sawczenko z separatystami przez wielu nad Dnieprem komentowane były jako sprzeczne z ukraińską racją stanu.

(dp)

Onet Wiadomości

Źródło: IAR

Inowiercy oczekują politycznej posługi Kardynała


WP.pl

 

 

Żakowski krytykuje kard. Nycza za to, że nie odwiedził w Sejmie „braci cierpiących dla dobra wspólnego”!

 

Emilia Pobłocka

20:47 26 grudnia 2016

Jacek Żakowski
Twitter @Kom_Obr_Dem

Jacek Żakowski w kuriozalny sposób skrytykował metropolitę warszawskiego kardynała Kazimierza Nycza. Zarzucił mu m.in. brak odwagi za to, że kardynał nie poparł protestu opozycji w Sejmie podczas świąt.

„Rozumiem, Eminencjo, że od Arcybiskupa Warszawy nie należy oczekiwać politycznej odwagi. Ale czy nie było by ładniej, po chrześcijańsku i bardziej szlachetnie, gdyby katolicki hierarcha zamiast podważać racje ofiarnie, kosztem własnych rodzin, protestujących posłów i obywateli, odwiedził ich jako braci cierpiących dla „dobra wspólnego”?” – napisał w swoim felietonie na portalu wp.pl dziennikarz Jacek Żakowski.

Lewicowemu dziennikarzowi najwidoczniej nie spodobała się wypowiedź Metropolity Warszawskiego, który stwierdził na antenie Polskiego Radia, że Święta Bożego Narodzenia są wydarzeniem tak ważnym, że protest na ten czas należałoby co najmniej zawiesić, a tego typu strajk jest wystąpieniem przeciwko tym świętom.

Przypomnijmy, jak wyglądało „cierpienie braci” w Sejmie podczas tegorocznych świąt.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Michał Szczerba @MichalSzczerba

„Jest taki dzień bardzo ciepły, choć grudniowy. Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszelkie spory”. Nie zgasły, bo nie było dobrej woli.

20:19 – 24 gru 2016 · Warsaw, Poland

 

  • 1717 podanych dalej

 

 

  • 164164 polubienia

 

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Michał Szczerba @MichalSzczerba

Dobry wieczór kochani, u nas – pewnie jak i u Was – nocne Polaków rozmowy. O troskach i nadziejach. Poznajemy się i lubimy coraz bardziej 🙂

22:11 – 25 gru 2016

 

  • 2828 podanych dalej

 

 

  • 253253 polubienia

 

Wygląda na to, że poglądy Jacka Żakowskiego są zbliżone do poglądów europosła PO Lewandowskiego, który także uznał, że prawdziwa tragedia dzieję się w Warszawie.

 

Źródło: wp.pl

Podejrzany obywatel ciągle pracuje w polskim MSZ


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka27.12.2016

 

Polska: ABW wciąż nie zweryfikowała Roberta Grey’a

21 grudnia 2016 14:27

Polski kontrwywiad wciąż nie wydał byłemu już wiceministrowi spraw zagranicznych Robertowi Grey’owi tzw. poświadczenia bezpieczeństwa, uprawniającego do dostępu do informacji niejawnych.

Grey miał tylko tymczasową zgodę na dostęp do takich materiałów. Wydał mu ją sam minister Witold Waszczykowski. Zezwala na to art. 34 ust. 5 ustawy o ochronie informacji niejawnych, który stanowi, że taka zgoda może zostać wydana na czas toczącego się rozszerzonego postępowania sprawdzającego.

Robert Grey nie posiada poświadczenia bezpieczeństwa, postępowanie sprawdzające nie zostało zakończone. Działania Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w tym zakresie trwają. – podał Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.

ABW rozpoczęła procedurę sprawdzającą w związku z objęciem przez Grey’a stanowiska doradcy w gabinecie politycznym ministra spraw zagranicznych, czyli jeszcze w maju b.r. Ale do dziś się ona nie zakończyła.

Zgodę na udostępnienie informacji niejawnych oznaczonych klauzulą „tajne” Grey otrzymał od ministra Waszczykowskiego 4 sierpnia 2016 r. Ze stanowiska wiceministra został usunięty 30 listopada, jednak nadal pracuje w MSZ. Ministerstwo odmówiło jednak dziennikarzom „Rzeczpospolitej” odpowiedzi na pytanie, jakie stanowisko zajmuje obecnie Grey i za co odpowiada.

Zgodnie z prawem ABW na przeprowadzenie postępowania sprawdzającego i wydanie poświadczenia bezpieczeństwa ma pół roku.

(Na podstawie rp.pl)

don_Pedro_inwigiluje

OPOZYCJI CHODZI O WZNIECANIE NIEPOKOJÓW SPOŁECZNYCH



FAKTY

 

ANDRZEJ DUDA W „GPC”: OPOZYCJI CHODZI O WZNIECANIE NIEPOKOJÓW SPOŁECZNYCH

PRZEGLĄD PRASY

1 godz. 38 minut temu

W gruncie rzeczy opozycji najwyraźniej chodzi o wzniecanie niepokojów społecznych – mówi prezydent Andrzej Duda w wywiadzie opublikowanym w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Jednocześnie nie wyklucza, że ws. ograniczeń uprawnień dziennikarzy w parlamencie popełniono „błędy komunikacyjne”.

Prezydent Andrzej Duda /Jacek Domiński /East News

Prezydent Andrzej Duda /Jacek Domiński /East News

Prezydent pytany, czy mamy do czynienia z realnym kryzysem w państwie czy przeciwnie – z próbą jego wywołania, odparł: „W gruncie rzeczy opozycji najwyraźniej chodzi o wzniecanie niepokojów społecznych. Ludzie nie lubią stanu niepokoju, więc jeśli wywoła się takie wrażenie, to automatycznie następuje zniechęcenie do ludzi sprawujących władzę”.

Krzyk o „zagrożeniu demokracji”
 

Duda zaznacza, że zostało wprowadzonych dużo prospołecznych zmian, „takich, które odczuł przeciętny obywatel”, więc – zaznaczył – argumentu o władzy, która zapominała o obywatelach użyć nie można. „Jeśli nie ma argumentu, że władza działa przeciw obywatelom, to trzeba niepokoje wzniecać. Stąd cały krzyk o zagrożeniu demokracji – jak i o rzekomym zagrożeniu wolności mediów” – zaznaczył.

Prezydent podkreślił, że decyzja marszałka Sejmu istotnie ograniczyła uprawnienia dziennikarzy w parlamencie. Zaznaczył przy tym, że żadnego aktu prawnego marszałka w tej sprawie nie było. Duda nie wyklucza, że w sprawie uprawnień dziennikarzy popełniono błąd. „Nie mówię, że to kwestia jednostronna. Mówię, że być może po tej stronie, z której padła propozycja, popełniono błędy komunikacyjne. Ale to również zostało zręcznie wykorzystane”.

Zdaniem prezydenta chodziło o wywołanie wrażenia, że nie wpuszcza się mediów do parlamentu, więc ograniczana jest wolność słowa.

Protest przedstawicieli opozycji

Od piątku 16 grudnia w sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji, którzy rozpoczęli wtedy protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i wobec projektowanych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie, domagając się zachowania jej dotychczasowych reguł. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński wznowił obrady w Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania m.in. nad ustawą budżetową na 2017 r.
Wcześniej w tej samej sali odbyło się posiedzenie klubu PiS. Opozycja uważa, że głosowania w Sali Kolumnowej były nielegalne, m.in. z powodu braku kworum.

 

„Czekamy na legalne dokończenie obrad Sejmu”

Kontynuuj odtwarzanie

Jan Grabiec (PO): Wigilia w sejmowej sali obrad

UDOSTĘPNIJ FILM:

„Czekamy na legalne dokończenie obrad Sejmu”

Kontynuuj odtwarzanie

Jan Grabiec (PO): Wigilia w sejmowej sali obrad

UDOSTĘPNIJ FILM:

„Czekamy na legalne dokończenie obrad Sejmu” TV Interia

PAP

Przepowiednie jasnowidza z Człuchowa


 

W 2017 ROKU CZEKA NAS WOJNA? TAK TWIERDZI SŁYNNY POLSKI JASNOWIDZ

NEWSY

Piątek, 23 grudnia (10:16)

Krzysztof Jackowski, najbardziej znany polski jasnowidz w rozmowie z tabloidem „Fakt” opowiedział, co zgodnie z jego przewidywaniami czeka nas w roku 2017. Niestety, według jego przepowiedni przyszłość nie przedstawia się zbyt dobrze, gdyż czekać ma nas wojna.

Krzysztof Jackowski /Piotr Bławicki /East News

Krzysztof Jackowski /Piotr Bławicki /East News

Według Krzysztofa Jackowskiego wojny wcale nie spowodują ani Władimir Putin ani Donald. Trump. Jego zdaniem ten drugi to dobry i sprawny biznesmen, który nie będzie dążył do wojny. Konflikt rozpocznie się natomiast w Unii Europejskiej oraz na Bliskim Wschodzie.

 

„Donald Trump będzie dobrym prezydentem. Wydaje mi się, że będzie prowadził rzetelną, bardzo konkretną i bardzo biznesową politykę Stanów Zjednoczonych. Problem jest tylko jeden – Ameryka to taki ustrój, twierdzi się, że demokratyczny, gdzie właśnie tam prezydent ma bardzo niewiele do powiedzenia. Rządzi system, i finansjery i militarny. Wojna moim zdaniem się zdarzy, ale nie będzie za nią winny Trump. Nie będzie też za nią winny Putin” – powiedział dziennikarzowi „Faktu” jasnowidz z Człuchowa.

W odczuciu Jackowskiego Donald Trump nie zniesie wiz do Stanów Zjednoczonych jak to obiecywał przed wyborami. Będzie to rzekomo jedna z tych obietnic, o której zapomni.

W rozmowie z „Faktem” słynny polski jasnowidz podkreślił także, że w nadchodzącym roku rozpadnie się Unia Europejska, gdy jest ona „słaba militarnie i biedna.”

„Zbliża się małymi krokami rozpad Unii, co widać i czuć. Czuć to rozkładające się mięso polityczne. Unia zacznie się rozwalać na dwie części, tylko to nie wyjdzie, ponieważ Unia sama w sobie nie umie się dogadać, że ona się rozpada. Bardzo biedna jest teraz Europa i słaba militarnie. Przyszły rok na pewno będzie trudniejszy niż ten. To jest ten czas” – zakończył swoją wypowiedź dla „Faktu” Krzysztof Jackowski.

O swoich przewidywaniach w kontekście nowego roku i najbliższej przyszłości, jasnowidz z Człuchowa opowiedział także szerzej w poniższym materiale:

Co o tym wszystkim sądzicie? Wierzycie w przepowiednie Krzysztofa Jackowskiego? Myślcie, że Unia Europejska faktycznie się rozpadnie i czeka nas wojna? Miejmy nadzieję, że nie. Oby rok 2017 okazał się jednak o wiele łaskawszy. Tego sobie i wam życzymy.

Zobacz również:

Jezus wróci na Ziemię jeszcze w tym roku? Grozi nam koniec świata?

Planeta X i apokalipsa? Powinniśmy się bać?

Budzisz się w nocy o konkretnej porze? Sprawdź, co może to oznaczać

INTERIA.PL

Pomalowano jej świat w kolorzę nędzy


 

POMPONIK

 

ELŻBIETA DMOCH: KOLEJNE SMUTNE ŚWIĘTA DAWNEJ GWIAZDY!

ELŻBIETA DMOCH: KOLEJNE SMUTNE ŚWIĘTA DAWNEJ GWIAZDY!

 

Dzisiaj, 27 grudnia (08:00)

Ponad rok temu do mediów trafiła szokująca informacja, że gwiazda zespołu 2 plus 1 żyje w nędzy i jest zupełnie sama. Poruszeni jej losem dawni znajomi ruszyli jej na pomoc. Niestety osoba, którą Elżbieta Dmoch (64 l.) dopuściła do siebie, niedawno nagle zmarła…

Elżbieta Dmoch (Na Żywo;EastNews) /- /

Elżbieta Dmoch (Na Żywo;EastNews) /- /

Był 18 czerwca 1992 r., gdy Janusz Kruk, autor śpiewanych przez całą Polskę przebojów grupy 2 plus 1, dostał zawału. Od dawna chorował na serce, ale nie oszczędzał się – ani w życiu, ani na scenie.

 

Jego śmierć oznaczała nie tylko koniec popularnego zespołu. Była też punktem zwrotnym w życiu jego pięknej – choć od dawna już byłej – żony Elżbiety.

Chodź, pomaluj mój świat

Zobaczył ją na studniówce w liceum na warszawskim Grochowie. Jego zespół, Warszawskie Kuranty, przygrywał do tańca. Kruk szybko wypatrzył w tłumie wysoką, zgrabną dziewczynę, ale całkiem stracił głowę, gdy usłyszał, jak śpiewa.

I choć muzyk miał już wówczas żonę i córkę, zamieszkali razem, a Ela dołączyła do zespołu.

W 1971 r. założyli nową grupę. Początkowo występowali pod nazwą Smak Miodu, ale jeden z ich przyjaciół podrzucił im mniej pretensjonalną nazwę 2 plus 1 – i tak już zostało. 

Kilka miesięcy później otrzymali nagrodę w Opolu, a po roku wszystkie rozgłośnie radiowe grały ich „Czerwone słoneczko” oraz „Chodź, pomaluj mój świat”. Tak rozpoczął się triumfalny pochód 2 plus 1 przez listy przebojów.

Dwa plus Jeden /- /East News

Dwa plus Jeden /- /East News

Bliska znajoma obojga, dziennikarka Maria Szabłowska twierdzi, że choć Janusz był w Elżbiecie zakochany, nie porzucił zabawowego trybu życia. 

A Marek Dutkiewicz, autor tekstów ich piosenek, wspomina, jak dzień przed ślubem słynnej pary udali się z Krukiem w alkoholowy rajd po mieście: „Ocknąłem się na pętli autobusowej na głębokiej Pradze. (…) Z pomocą ludzi życzliwych dotarłem na Ochotę, na Korotyńskiego, i już na schodach wdepnąłem w strumień wody. Płynęła spod drzwi. Moich drzwi. W wannie, w butach i płaszczu, spał Kruk. Zakręciłem wodę, obudziłem Kruka i przypomniałem mu, że tego dnia czeka go ślub”.

Elżbieta miała wszystko: przystojnego i uzdolnionego męża, pieniądze i sławę. Popularność 2 plus 1 w latach 70. nie była wielka – była gigantyczna. 

Nagrody na festiwalach w Opolu, Sopocie i Kołobrzegu, tytuły „Wokalistki Roku” i „Najpopularniejszego Zespołu”, albumy studyjne wydawane co dwa lata, a nawet co rok – to była ich codzienność. A Ela była gwiazdą.

Stroje szyła dla niej najbardziej znana wówczas projektantka mody Grażyna Hase. Nawet samolot potrafił czekać pół godziny ze startem, bo Elżbieta się spóźniała…

Występowali i wydawali płyty także za granicą. Koncertowali m.in. w Berlinie Zachodnim, Związku Radzieckim, na Kubie, w Kanadzie i USA. Podpisali kontrakt z zachodnioniemiecką wytwórnią, a w niemieckich sklepach muzycznych była nawet specjalna półka oznaczona napisem „Zwei Plus Eins”!

Szybko się dorobili. Kupili na Sadybie dom z ogrodem, gdzie życie towarzyskie kwitło. Janusz był z tego powodu w siódmym niebie, Elżbieta – niekoniecznie. 

Dwa plus Jeden /- /East News

Dwa plus Jeden /- /East News

Maria Szabłowska twierdzi, że bardzo różnili się charakterami: Kruk był człowiekiem otwartym na innych, natomiast Elka zamknięta w sobie.

Trudne to musiały być dla niej czasy, bo w tym domu bez przerwy byli jacyś ludzie. Ci „jacyś ludzie” to m.in.: Jan Borysewicz z żoną Honoratą, Grażyna Hase, muzycy, dziennikarze, a także ówczesny świat biznesu. Jednym słowem – celebryci PRL-u. Ale koleżanek z estrady, wokalistek nie było.

„Elka była postrzegana w naszym show-biznesie jako osoba, która ma urodę, głos, muzykalność, i do tego jeszcze »na własność« kompozytora, który tworzył dla niej wielkie hity. (…) Nie musiała się o nic starać, dostała od życia wszystko na tacy” – mówi Szabłowska.

Żyli, przynajmniej pozornie, jak w bajce. Jednak jako Zwei Plus Eins nie nagrali ani jednej krukowej kompozycji, ani jednej polskiej piosenki. Zostali wynajęci do nagrywania niemieckich pieśni dla Niemców. 

A w drugiej połowie lat 80. wszystko zaczęło się psuć. „Video”, dziewiąty studyjny album 2 plus 1, nie spodobał się publiczności. Janusz Kruk zachorował na serce. Ukrywał to nie tylko przed światem, ale i przed samym sobą, balangując bez opamiętania.

Także w małżeństwie Elżbiety i Janusza pojawiły się rysy. „Dla Kruka każdy pretekst był dobry, aby urwać się z flachą na miasto, i gdyby nie upór Elżbiety, nie skomponowałby nawet połowy tego, co po nim zostało” – twierdzi Marek Dutkiewicz. 

Z pewnością w ich domu brakowało dziecka. Pies Klaudiusz nie mógł wypełnić tej pustki. 

Elżbieta Dmoch /- /East News

Elżbieta Dmoch /- /East News

I tak odchodzę bez pożegnania

Kolejna płyta zespołu, „Antidotum”, wydana w 1989 r., przeszła bez echa. Inaczej niż rozwód Elżbiety i Janusza, o którym rozpisywały się media. Elżbieta bardzo to przeżywała. Nie posłużyły jej też kłopoty ze sprzedażą domu: wskutek galopującej inflacji za pieniądze z willi mogła kupić tylko małą kawalerkę w bloku przy ul. Międzynarodowej. 

Janusz tymczasem rozpoczął budowę nowego domu, do którego miał się wprowadzić ze swą trzecią żoną. Wkrótce urodzili mu się dwaj synowie. Założył firmę transportową i… nadal ignorował chorobę.

Gdy zmarł – nagle, na serce – Elżbieta całkiem się załamała.

„Dla niej on był wszystkim” – twierdzi Barbara Sawicka, przyjaciółka matki artystki. 

„To była jej jedyna miłość, jedyny człowiek w jej życiu”. Niektórzy z jej przyjaciół twierdzą, że Ela wierzyła, że Janusz do niej wróci. Jego śmierć ostatecznie pogrzebała te marzenia.

Gdy zdechł jej ukochany pies, przestała wychodzić z domu. 

Podobno dopiero niemiły zapach zaniepokoił sąsiadów. Wezwali pogotowie. Okazało się, że artystka wpadła w głęboką depresję, w domu było brudno. Wkrótce potem kupiła chatę pod Warszawą, wyprowadziła się i zerwała kontakty ze znajomymi.

W 2005 r. TVN wyemitowała odcinek programu „Uwaga”, poświęcony sytuacji Elżbiety. Artystkę przedstawiono jako nędzarkę, która nie płaci rachunków za prąd, a nawet zagląda do śmietników! Po tym reportażu Ela poczuła się jeszcze bardziej osaczona. 

Elżbieta Dmoch rok temu! /- /Na żywo

Elżbieta Dmoch rok temu! /- /Na żywo

Dlaczego kryjesz się we mgle?

Reportaż miał jednak i pozytywne skutki: znajomi z branży zainteresowali się sytuacją artystki, zaczęli organizować zbiórki pieniędzy i pomoc w otrzymaniu należnych tantiem. Mnóstwo troski okazali Elżbiecie fani. 

Długo opiekowała się nią Paulina, młoda dziewczyna, która dla niej przeprowadziła się do Warszawy. Ale Paulina zmarła nagle na bezdech senny i artystka znów została sama. 

Dziś jeszcze bardziej niż dotąd chroni swą prywatność, a znajomi i najwierniejsi fani, choć utrzymują z nią kontakt, nie zdradzają żadnych faktów z jej prywatnego życia.

Dwa plus Jeden /- /East News

Dwa plus Jeden /- /East News

Elżbieta i Janusz Kruk /- /East News

Elżbieta i Janusz Kruk /- /East News

Elżbieta Dmoch znów jest sama! /- /Życie na Gorąco Retro

Elżbieta Dmoch znów jest sama! /- /Życie na Gorąco Retro

Nawoływanie narodu wybranego do ucieczki z Francji


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

akt. 26.12.2016, 20:35

Izraelski minister do francuskich Żydów: uciekajcie z Francji

Znany z kontrowersyjnych poglądów minister obrony Izraela Awigdor Lieberman zaapelował do Żydów we Francji, by opuścili ten kraj, który „nie jest ich ziemią”. Porównał też mającą się odbyć w Paryżu konferencję w sprawie pokoju na Bliskim Wschodzie do antysemickiego procesu Dreyfusa.

Avigdor LiebermanAvigdor Lieberman (

AFP / GALI TIBBON

)

Odniósł się w ten sposób do planowanej na 15 stycznia konferencji organizowaną przez Francję. W jej skład mają wejść przedstawiciele ok. 70 państw, lecz odbędzie się bez udziału Izraelczyków i Palestyńczyków, w celu potwierdzenia poparcia przez wspólnotę międzynarodową rozwiązania polegającego na istnieniu dwóch państw – izraelskiego i palestyńskiego.
– To nie konferencja pokojowa, lecz sąd nad państwem Izrael – powiedział Lieberman na spotkaniu deputowanych ze swej partii Nasz Dom Izrael (IB). – To nowa wersja procesu Dreyfusa, gdzie państwo Izrael i naród żydowski zasiada na ławie oskarżonych – zaznaczył minister obrony.
Afera Dreyfusa – kapitana sztabu generalnego francuskiej armii pochodzenia żydowskiego, skazanego w roku 1895 pod fałszywym zarzutem szpiegostwa na rzecz Niemiec na dożywotnie zesłanie, a w roku 1906 zrehabilitowanego – głęboko podzieliła francuskie społeczeństwo i po dziś dzień pozostaje symbolem antysemityzmu.
Rząd Francji ma zamiar po konferencji zaprosić izraelskiego premiera i palestyńskiego prezydenta, by zapoznać ich z wynikami prac, lecz szef izraelskiego rządu Benjamin Netanjahu, wrogo nastawiony do wszelkich międzynarodowych propozycji w kwestii izraelsko-palestyńskiego konfliktu, zdążył już odrzucić pomysł spotkania w Paryżu z Mahmudem Abbasem – pisze AFP.
Francja zagłosowała w piątek za przyjęciem rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, nieprzychylnej Izraelowi. W tej sprawie do izraelskiego MSZ została wezwana m.in. ambasador Francji.
Podczas piątkowego głosowania w RB ONZ – dzięki wstrzymaniu się od głosu USA – została przyjęta rezolucja, żądająca od Izraela wstrzymania budowy osiedli na okupowanych terytoriach palestyńskich. W dokumencie podkreślono, że osiedla żydowskie są „pozbawione mocy prawnej i stanowią rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego”.

 

Minister Lieberman zaapelował do francuskich Żydów, by osiedlili się w Izraelu, co byłoby według niego „jedyną odpowiedzią na spisek”, za jaki uważa planowaną konferencję.
Nawiązując do ataków na obiekty żydowskie i wzrostu aktów antysemityzmu we Francji w ostatnich latach szef izraelskiego resortu obrony powiedział, że jeśli mieszkający we Francji Żydzi chcą nimi pozostać i chcą, by Żydami były ich dzieci i wnuki, powinni opuścić Francję i osiedlić się w państwie żydowskim.
W roku 2016 z Francji do Izraela wyemigrowało prawie 5 tys. Żydów, o 30 proc. mniej niż rok wcześniej.

Zobacz też: Izraelski sąd skazał 14-letniego Palestyńczyka na 12 lat więzienia

 

PAP

Zabójstwo Polaka w Wiedniu


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

akt. 11.12.2016, 07:56

Atak na Polaka w Wiedniu. Poszukiwany Albańczyk

W Wiedniu Albańczyk zaatakował Polaków nożem. Jeden z nich nie żyje, drugi jest ciężko ranny. Napastnik zbiegł i jest poszukiwany.

Wikimedia Commons / Plani, CC-BY-SA-3.0

W jednym z lokali w wiedeńskiej dzielnicy Favoriten doszło do kłótni Albańczyka z dwoma Polakami. W pewnym momencie ten pierwszy wyciągnął nóż i rzucił się na adwersarzy. 34-letni Polak zginął, jego 37-letni kolega został ciężko ranny.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Kronen Zeitung

@krone_at

Wien: Albaner sticht in Lokal zwei Polen nieder. Ein Opfer ist noch am Tatort gestorbenhttp://www.krone.at/oesterreich/wien-albaner-sticht-in-lokal-zwei-polen-nieder-ein-todesopfer-story-543312 …

11:28 – 9 gru 2016

  • 99 podanych dalej

  • 33 polubienia

  • Do zdarzenia doszło w środku nocy. Powód kłótni i ataku nie jest znany. Policja zna nazwisko napastnika. Niestety nie udało się jeszcze go odnaleźć. W jego mieszkaniu w Floridsdorf nikogo nie było.
    Zobacz także:
    oprac. Katarzyna Bogdańska

    RMF FM/krone.at/WP

    Przejaw niemieckiej miłości


     

    WP.PLStrona główna serwisu

     

     

    oprac.Filip Skowronek

    akt. 27.12.2016, 10:28

     

    Bezdomny podpalony w Berlinie jest Polakiem

    W nocy z 24 na 25 grudnia grupa 7 młodych mężczyzn podpaliła bezdomnego na stacji berlińskiego metra Schönleinstraße. Niemieckie media podają, że ofiarą jest 37-letni Polak. Policja z kolei opublikowała wizerunek sprawców i prosi o pomoc w ich odnalezieniu.

    wikipedia, Policja w Berlinie

    Na stacji metra Schönleinstraße w Berlinie grupa młodych mężczyzn podpaliła bezdomnego. Według relacji policji, dzięki interwencji świadków i motorniczego udało się zapobiec tragedii. Ofiara napaści nie tylko przeżyła, ale też uniknęła poważnych obrażeń. Wizerunek 7 podejrzanych zarejestrowany dzięki monitoringowi opublikowała berlińska policja, która prosi o pomoc w ich odnalezieniu.
    Niemieckie media poinformowały, że poszkodowany to 37-letni Polak. Dziennik „Der Tagesspiegel” podał niedawno, że co druga osoba bezdomna w stolicy Niemiec pochodzi znad Wisły. Autor artykułu zaznaczył przy tym, że w mieście zameldowanych jest ponad 100 tys. Polaków, a ich praca jest dla funkcjonowania Berlina niezbędna.

    tvn24.pl

    Nieustają niemieckie kombinacje przy polskim kierowcy


     

    WP.PLStrona główna serwisu

     

     

    Magdalena Wojnarowska

    oprac.Magdalena Wojnarowska

    akt. 27.12.2016, 09:46

    „Bild”: terrorysta postrzelił polskiego kierowcę Łukasza Urbana kilka godzin przed zamachem

    Polski kierowca ciężarówki został postrzelony kilka godzin przed atakiem na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie – informuje niemiecki dziennik „Bild”. Wcześniej przypuszczano, że terrorysta strzelił do Łukasza Urbana w czasie szamotaniny, do której doszło podczas zamachu.

    Ciężarówka, którą terrorysta dokonał zamachu w BerlinieCiężarówka, którą terrorysta dokonał zamachu w Berlinie (

    AFP / Tobias SCHWARZ

    )

    Jak podaje niemiecki tabloid, powołując się na wyniki sekcji zwłok, 37-letni Polak został postrzelony w głowę już ok. godz. 16.30-17.30. Polak stracił dużo krwi. Jest możliwe, że w czasie ataku jeszcze żył, ale mało prawdopodobne, iż próbował wyrwać kierownicę zamachowcowi, jak wcześniej podawano.


    Anis Amri złożył przysięgę na wierność Państwu Islamskiemu. Jest nagranie

    Do ataku doszło wieczorem 19 grudnia. Rozpędzona 40-tonowa ciężarówka na polskich numerach wjechała w tłum ludzi na świątecznym jarmarku w Berlinie. Zginęło 12 osób, a około 50 zostało rannych.
    Do zamachu w Berlinie przyznało się tzw. Państwo Islamskie, które ogłosiło, iż dokonał go „żołnierz ISIS„. Zdaniem służb sprawcą był 24-letni Tunezyjczyk Anis Amri, który – aby przeprowadzić atak – porwał polskiego tira i zabił kierującego nim Łukasza Urbana. Po zdarzeniu – zbiegł przez Francję do Włoch. Tam 23 grudnia został zastrzelony przez mediolańską policję po tym, jak sam postrzelił policjanta, gdy ten chciał go wylegitymować.

     

    Po tym, jak informacja o śmierci polskiego kierowcy obiegła media na całym świecie, w Wielkiej Brytanii zainicjowano internetową zbiórkę dla rodziny zmarłego. 26 grudnia na koncie było już ponad 160 tysięcy funtów czyli blisko 850 tysięcy złotych. Ponadto premier Beata Szydło zapowiedziała, że rodzina zabitego Polaka otrzyma specjalną rentę.
    Tymczasem jeszcze przed świętami wojewoda zachodniopomorski Krzysztof Kozłowski podjął decyzję, że zarówno pogrzeb, jak i sprowadzenie ciała zmarłego tragicznie w Berlinie kierowcy, będzie sfinansowane z budżetu Skarbu Państwa. Data pogrzebu nie została jeszcze ustalona, gdyż jest ona uzależnione od pracy niemieckich śledczych.

    WP/ Bild.de

    Makabryczne dokonania “demokratycznych” rebeliantów w Aleppo


     

    WP.PLStrona główna serwisu

     

    Magdalena Wojnarowska

    oprac.Magdalena Wojnarowska

    akt. 27.12.2016, 08:43

    Masowe groby z ciałami cywilów odkryte w okolicach Aleppo w Syrii

    Masowe groby z dziesiątkami ciał cywilów, którzy byli poddawani brutalnym torturom, zostały odnalezione w okolicach Aleppo w Syrii – poinformowało rosyjskie Ministerstwo Obrony.

    AFP / George Ourfalian

    Jak podano, wiele zwłok nosiło ślady poważnych obrażeń, m.in. wielu z nich brakowało części ciała. Większość ofiar miała rany postrzałowe głowy – powiedział major Igor Konaszenkow.
    Wojskowy dodał, że zakończenie ogromnej operacji humanitarnej prowadzonej obecnie przez Rosjan w Aleppo „zniszczy wiele mitów, którymi zachodni politycy karmili świat”. Konaszenkow powiedział, że makabryczne odkrycia, które „zszokują wielu”, to wynik tylko wstępnych badań opuszczonych przez „tzw. opozycję” dzielnic Aleppo.
    Jak podało rosyjskie wojsko, obszar przejęty od rebeliantów został przez nich „intensywnie zaminowany”. Ładunki podłożono m.in. na ulicach, w samochodach, wejściach do budynków, a nawet w dziecięcych zabawkach. Dodatkowo żołnierze sił sprzymierzonych z reżimem prezydenta Baszara el-Asada, na stosunkowo niewielkich terenie, znaleźli trzy cysterny z paliwem, armaty, wyrzutnie rakiet, moździerze domowej roboty a także siedem ogromnych magazynów wypełnionych amunicją i materiałami wybuchowymi.

     

    Obserwuj

    Wojciech Szewko @wszewko

    Są liczne (choć wyłącznie ze źródeł prorządowych) info o znalezionych masowych grobach, miejscach kaźni itd. we wsch Aleppo.

    23:45 – 26 gru 2016

  • 2727 podanych dalej

  • 2929 polubień

  • Obserwuj

    Wojciech Szewko @wszewko

    są też filmy / foto. To niewykluczone- niektóre grupy rebel znane są z porwań, mordowania jeńców (również między sobą); np. Nusra, JAI

    23:51 – 26 gru 2016

  • 33 podane dalej

  • 88 polubień

  • 23 grudnia rosyjski minister obrony narodowej Siergiej Szojgu poinformował, że wszyscy rebelianci zostali ewakuowani z Aleppo. Nastąpiło to wkrótce po tym, jak syryjski reżim oświadczył, że miasto zostało uwolnione od bojowników i siły rządowe przejęły nad nim całkowitą kontrolę.
    Obecnie rosyjskie wojsko pomaga syryjskiej armii w rozminowywaniu terenu miasta oraz dostarczaniu pomocy humanitarnej dla powracających mieszkańców.

     

    Wschodnie dzielnice Aleppo były kontrolowane przez rebeliantów od lipca 2012 roku. Miasto było od tego czasu podzielone na części rządową i kontrolowaną przez rebeliantów, którzy chcieli obalić prezydenta Baszara el-Asada.

    rt.com/WP

    Samorządowe golenie za wieczyste użytkowanie


    onet.biznes

    Onet

    23 gru, 15:59

    Gminy szukają pieniędzy na 2017 rok. Nawet 16-krotne podwyżki za użytkowanie wieczyste

    Paweł BednarzDziennikarz

    Koniec roku to czas podwyżek opłat za użytkowanie wieczyste. W niektórych przypadkach wzrost opłat jest nawet kilkunastokrotny. Dla gmin to dodatkowe dochody, dla mieszkańców – dodatkowy powód do zdenerwowania w okresie świątecznym.

     

    Foto: Shutterstock

    Aby podnieść od stycznia opłatę za użytkowanie wieczyste, gminy muszą dostarczyć do końca grudnia decyzję o zmianie dotychczasowych warunków. Jej częścią jest wysokość nowej opłaty. W przypadku, w którym gmina spóźniłaby się z dostarczeniem takiego pisma, o żadnej podwyżce nie może być mowy.

    Użytkowanie wieczyste – opłata ostro w górę

    Białośliwie to niewielka, wiejska gmina w województwie wielkopolskim. Zamieszkuje ją ok. 5 tys. mieszkańców. Wójt zdecydował o podwyżce opłat związanych z użytkowaniem wieczystym gruntów dla części mieszkańców. Pan Marcin (nazwisko do wiadomości redakcji), który jest użytkownikiem gruntu od prawie 15 lat, otrzymał właśnie pismo z gminy.

    Oto jego treść:

    Dotychczas za użytkowanie działki o powierzchni ponad 4 ha płacił miesięcznie ok. 250 zł. W otrzymanym z urzędu liście został poinformowany, że jego opłaty wzrosną do prawie 4 tys. złotych, czyli aż 16-krotnie.

     

    Urząd miasta podwyżki tłumaczy dokonaną w ostatnim czasie aktualizacją wyceny gruntów przy pomocy biegłego rzeczoznawcy. Grażyna Charczyńska z Urzędu Gminy Białośliwie w rozmowie z Onetem przypomniała, że urząd ma prawo aktualizować wartość nieruchomości na której podstawie pobierane są potem opłaty.

    Zgodnie z przepisami taka aktualizacja może mieć miejsce nie częściej niż raz na pięć lat w przypadku nieruchomości o charakterze mieszkaniowym, a nie częściej niż raz na trzy lata w przypadku nieruchomości o charakterze przemysłowym. W przypadku wielkopolskiej gminy ostatnia aktualizacja miała miejsce kilkanaście lat temu.

    • W gminie Białośliwie nie ma wielu użytkowników wieczystych, których opłata wzrosłaby aż tak drastycznie. W tych pojedynczych przypadkach są to tereny przemysłowe, więc ich wartość dziś jest zupełnie inna niż 5, 10 lat temu. Związane jest to ze wzrostem wartości rynkowej. Każda z tych osób może przyjechać do urzędu i zapoznać się z wyceną rzeczoznawcy, na podstawie której ustalona jest wysokość rocznej opłaty. W przypadku działek przemysłowych jest to 3 proc. od wartości. Na dzień dzisiejszy te osoby już wiedzą, ile zapłacą w kolejnych trzech latach, więc mają świadomość przyszłych kosztów już dziś – podkreśla w rozmowie z Onetem Grażyna Charczyńska z Urzędu Gminy Białośliwie.

    Podwyżka rozłożona w czasie

    W przypadku, w którym przewidziana podwyżka przewyższa dwukrotność dotychczasowej stawki, musi być ona rozłożona na dwie części. W praktyce w roku kolejnym od otrzymania zawiadomienia o zmianie opłat podatnik zapłaci dwukrotność dotychczasowej stawki. Całość stawki przewidzianej w podwyżce zapłaci dopiero w trzecim roku.

    Przykład Pana Marcina po zaokrągleniu kwot do pełnych sum po wdrożeniu podwyżki od 1 stycznia 2017 r. wygląda zatem następująco:

    Podwyżka z 250 zł do 4000 zł

    • 1 rok (2017 r.) – dwukrotność dotychczasowej opłaty –  500 zł (2 x 250 zł = 500 zł)
    • 2 rok (2018 r.) –  nadwyżka, czyli 3500 zł (4000 zł – 500 zł = 3500 zł), jest rozkładana na dwie równe części i powiększona o podstawę – 2250  zł (500 zł + 1750 zł =  2250 zł)
    • 3 rok (2019 r.) – użytkownik, oprócz podstawy z poprzedniego roku, musi zapłacić drugą część nadwyżki – 3950 zł (2200 zł + 1750 zł = 3950 zł)

    Co może zrobić użytkownik wieczysty?

    Okazuje się, że są trzy sposoby odwołania od decyzji władz gminy. Adwokat Eliza Kuna przypomina w rozmowie z Onetem, że w terminie 30 dni od dnia otrzymania pisma z podwyżką opłat, można skierować sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO).

    • Jeśli SKO oddali odwołanie, wówczas przysługuje użytkownikowi skarga do Wojewódzkiego Administracyjnego – podkreśla. Adwokat zwraca uwagę, że osoby, które otrzymały podwyżki, a gmina nie dokonywała żadnej aktualizacji wyceny gruntów, mogą zgodnie z art. 81 ustawy o gospodarce nieruchomościami żądać od właściwego organu dokonania aktualizacji opłaty rocznej z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości gruntowej, jeżeli wartość nieruchomości uległa zmianie (np. w ocenie użytkownika spadła).

    Poza tym istnieje jeszcze trzecia droga. Można powołać się na wkład finansowy związany gruntem w okresie użytkowania. Cześć z poniesionych nakładów w świetle prawa może zostać zaliczona na poczet różnicy między dotychczasową opłatą a zaktualizowaną.

    Drastyczne podwyżki podatków w Kielcach? „Kiedyś trzeba było to zrobić”

    Niektórzy rocznie będą musieli zapłacić nawet o 3000…

    Duże miasta też podnoszą opłaty

    Problemy z podwyżkami opłat za użytkowanie wieczyste nie dotyczą jedynie małych gmin. Jedną z najsłynniejszych spraw, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnich miesiącach, miała miejsce w stolicy woj. świętokrzyskiego – Kielcach, również na skutek nowej wyceny gruntów podnoszących wartość nieruchomości.

    • Mieliśmy przypadek, w którym podwyżki w jednej z nieruchomości – w bloku mieszkalnym – sięgnęły ok. 2,5 tysiąca procent. Podwyżki te zbiegły się w czasie z podwyżkami czynszów w mieszkaniach komunalnych i socjalnych sięgającymi ok. 30 proc. – mówi z rozmowie z Onetem Arkadiusz Stawicki ze Stowarzyszenia „Przyjazne Kielce”.

    Do Stowarzyszenia zgłaszały się również osoby, które płaciły ok. 10 tys. zł rocznie za użytkowanie, a po zmianach będą musiały płacić 50 tys. zł rocznie.

    Filip Pietrzyk, dyrektor Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji w kieleckim ratuszu tłumaczył w rozmowie z dziennikarzem Onetu Filipem Rogozińskim, że podwyżki opłat wynikają z tego, że wartość wielu gruntów od wielu lat, lub w ogóle nie była aktualizowana.

     

    Źródło: Onet