„Na miejscu zdarzenia nie widać żadnych ocalałych”


 

wMeritum.pl

 

16:00:19

STRONA GŁÓWNA WIADOMOŚCI KATASTROFA ROSYJSKIEGO SAMOLOTU. „NA MIEJSCU ZDARZENIA NIE WIDAĆ ŻADNYCH OCALAŁYCH” [FOTO+WIDEO]

Katastrofa rosyjskiego samolotu.

Fot. Twitter.com/RT_com

Katastrofa rosyjskiego samolotu. „Na miejscu zdarzenia nie widać żadnych ocalałych” [FOTO+WIDEO]

Opublikowano: 25 Gru 2016Tags: chór Aleksandrowa, katastrofa, Morze Czarne, rosja, Soczi, Tu-154

Wydrukuj E-mail

Jak informuje Interfax, samolot Tu-154 należący do resortu obrony Rosji spadł do Morza Czarnego. Na pokładzie były 92 osoby, w tym muzycy ze słynnego Chóru Aleksandrowa. Wszyscy zginęli. Samolot leciał do syryjskiej prowincji Latakia, gdzie artyści mieli wystąpić podczas noworocznego koncertu.

Rosyjskie media informują, że maszyna zniknęła z radarów 20 minut po starcie z lotniska w Soczi. Na pokładzie były 84 osoby i 8 członków załogi. Na miejscu katastrofy trwa akcja poszukiwawcza. Fragmenty maszyny zostały znalezione w odległości 1,5 km od brzegów Soczi, na głębokości 50-70 m. Rosyjskie media informują, że ratownicy znaleźli już pierwsze ciała ofiar.

Jako wstępną przyczynę katastrofy wskazuje się awarię techniczną lub błąd pilota. Dochodzenie w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy wszczął już Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

Prezydent Rosji Władimir Putin polecił sformowanie komisji, która zbada przyczyny katastrofy samolotu Tu-154. Na czele państwowej komisji śledczej ds. wyjaśniania przyczyn katastrofy stanie minister transportu Maksym Sokołow.

8godz.

RT

@RT_com

LATEST: Fragments of missing military plane found in Black Sea off Sochi coast – Defense Ministry https://on.rt.com/7yqz

Obserwuj

RT

@RT_com

DETAILS: Debris from Russian military plane found at a depth of 50-70 meters, 1.5 kilometers from shore – MoD https://on.rt.com/7yqz pic.twitter.com/dDMDcDwnlq

07:42 – 25 gru 2016

Zobacz obraz na Twitterze

  • 255255 podanych dalej

  • 7171 polubień

  • Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    RT

    @RT_com

    LATEST: Four bodies of #Tu154 crash victims taken aboard a rescue vessel https://on.rt.com/7yqz

    10:52 – 25 gru 2016

  • 8181 podanych dalej

  • 5252 polubienia

  • Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    RT

    @RT_com

    #TU154: Plane disappeared from radar two minutes after it took off https://on.rt.com/7yqz

    10:16 – 25 gru 2016

  • 142142 podane dalej

  • 6363 polubienia

  • Obserwuj

    RT

    @RT_com

    #TU154: All but 3 choir singers of Alexandrov Ensemble were aboard plane – lead solo singer Vadim Ananyev confirms https://on.rt.com/7yqz

    09:42 – 25 gru 2016

  • 383383 podane dalej

  • 203203 polubienia

  • Źródło: dorzeczy.pl, rmf24.pl
    Fot. Twitter.com/RT_com

    Antynarodowe finansowanie obcych studentów


    ParezjaParezja

     

    Cudzoziemiec wart więcej niż Polak – 3 razy większe pieniądze dla uczelni za obcokrajowca

    Przez

     

    25 grudnia 2016

     

    Indeks fot. pl.wikipedia.org

    Za kilka lat ponad połowę studentów polskich wyższych uczelni będą stanowić obcokrajowcy. Takie są przewidywane efekty nowego algorytmu finansowania szkół wyższych, który wejdzie w życie wraz z nowym rokiem.

    Uczelnie dostaną wyższą dotację na naukę cudzoziemca, który przyjedzie nad Wisłę na cały pięcioletni cykl kształcenia. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapłaci za niego trzykrotnie więcej, czyli np. 30 tys. zamiast 10 tys. rocznie. Będzie to premiować placówki, które swoją ofertą dydaktyczną i prestiżem przyciągną chętnych z zagranicy – tłumaczy resort.

    Eksperci i uczelnie do pomysłu ministerstwa podchodzą sceptycznie. Część mówi wprost, że to niezrozumiałe premiowanie tych placówek, które już teraz z kształcenia cudzoziemców zrobiły niezły biznes. Inni podkreślają, że więcej pieniędzy na naukę obcokrajowców będzie premiować przede wszystkim słabe ośrodki akademickie.

    Wyższe dotacje to nie jedyne rozwiązanie, które ma zachęcić do kształcenia cudzoziemców. Ministerstwo pracuje nad projektem ustawy o Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej, która będzie odpowiedzialna za umiędzynarodowienie szkolnictwa wyższego.

     

    ŹRÓDŁO tvp info

    Świąteczne żale profitentki systemu


    Jedynie prawda jest ciekawa

    logo-info-w

    Świąteczne żale Jandy. „Odmawia mi ktoś ojczyzny”

    25.12.2016

    mid-16c24080jjjjŚwiąteczne żale Jandy. „Odmawia mi ktoś ojczyzny”

    „Dla mnie i dla wielu był to rok okropny. Niestety, jest mi teraz często źle tu i smutno. Nie wiedziałam, że ludzie potrafią tak nienawidzić” – wyżala się w TVN aktorka Krystyna Janda.

    Naczelna przywódczyni walki oto, aby „było, jak było” w TVN dzieli się swoimi spostrzeżeniami związanymi z sytuacją w kraju. Diagnoza jest jednoznaczna: PiS podzielił kraj.

    „Myślę sobie, że po raz pierwszy w życiu, a kilka dni temu skończyłam 64 lata, mam poczucie, że żyją tu dwa obce sobie narody. Obcy sobie ludzie, inaczej myślący, z zupełnie innymi priorytetami, zupełnie innymi celami, zupełnie innymi rzeczami, które sprawiają im radość i przyjemność. Z zupełnie innymi sposobami nie tylko myślenia, ale także traktowania świata, ludzi, wszystkiego dookoła. Nigdy wcześniej tego nie widziałam czy nie zauważyłam. Za komuny było kilku komuchów, cyniczny, nie ideowy aparat represji, a po drugiej stronie, my – czyli uciśniony, niewolny naród. Teraz? Są prawdziwi Polacy i my, pogardzani i wyzywani przez  tamtych. Jesteśmy sobie obcy w jednej rodzinie, przy jednym stole, nawet w jednym łóżku” – lamentuje Janda, która najwyraźniej z czasów wspomnień o rządach PO-PSL zapamiętała same miłe doświadczenia, a z pewnością ciepło wspomina wszelkie państwowe dotacje. W tym co mówi aktora wyczuć można jedną prawidłowość, to ludzie szeroko rozumianej prawicy wprowadzają nienawiść wszędzie gdzie się da. Osoby związane z opozycją, to potulne baranki, niemające nic do powiedzenia. Rzeczywiście, sytuacja jest dramatyczna…

    „Emocje są tak duże, że nie potrafimy odpuścić, nie potrafimy się pogodzić, nie potrafimy zrozumieć. (…) W obrębie jednego domu wojna, szlaban, niemożność wspólnego życia. Jak może to zrobić ten świat dookoła, ta Polska teraz, ludziom, którzy tak niedawno się kochali, zrobiliby dla siebie wszystko, mają wspólne dzieci…(…) Wśród moich znajomych jest wielu takich, którzy nie jadą na święta do rodziny, bo nie chcą przeżyć tych rozmów, tych konfliktów. Wolą nie spotykać się w tym roku, nie składać sobie życzeń osobiście, niż rozmawiać na temat polityki. Bardzo wielu ludzi robi uniki, wyjeżdżają gdzieś, uciekają, żeby tylko nie spotkać się z najbliższymi i nie musieć się konfrontować. Straszne. Szukają choć trochę spokoju” – mówiła.

    Jak przyznała, był to dla niej okropny rok.

    „Pierwsza połowa super. Druga połowa – najgorszy czas od dawna. Dla mnie i dla wielu był to rok okropny. Kiedyś, pamiętam, tuż po zmianach ’89 roku, mówiliśmy w telewizyjnych akcjach społecznych: „jesteśmy wreszcie we własnym domu”. Teraz nie jesteśmy. Odmawia mi ktoś ojczyzny, miana patriotki, Polki, obywatelki, wolnej kobiety, decydującej o swoich poglądach, życiu, ciele, wierze. „wypier****j”, piszą, wyzywają, szkalują, niezasłużenie i bezkarnie. Nienawidzą – tak czuję, niestety, jest mi teraz często źle tu i smutno. Nie wiedziałam, że ludzie potrafią tak nienawidzić. Koło mnie przechodzi ktoś i po prostu pluje na mój samochód, bo widzi, że ja z tego samochodu wysiadam… Ja oskarżam tę władzę o to, że ktoś pluje na mój samochód. Dotąd nikt nigdy nie napluł na mój samochód z nienawiści. Oskarżam o to nasze władze. Bo powiedzieli, że im wolno, co więcej, podjudzili ich” – oskarżyła Janda.

    kk/TVN

    [fot. YouTube]

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/swiateczne-zale-jandy-odmawia-mi-ktos-ojczyzny,18882329450#ixzz4TrTNeJwW

    Okupacje słuszne i niesłuszne


    Okupacje budynków państwowych mogą się dzielić na niesłuszne (PKW 2014) i słuszne (Sejm 2016)? Prawo nie jest równe dla wszystkich…
    wpis z dnia 21/12/2016

    foto: Facebook.com (Rafał Trzaskowski)

    Przypomnijmy – kiedy po ogłoszeniu kontrowersyjnych wyników wyborów samorządowych z 2014 roku grupa ok. 20 osób zaczęła okupować budynek PKW, rządząca wówczas ekipa PO krzyczała, że to zamach na jedną z głównych instytucji państwa demokratycznego. Powoływano się nawet na art. 224 kodeksu karnego zgodnie z którym „kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności organu państwowego podlega karze do 3 lat pozbawienia wolności”. Dzisiaj, dla przedstawicieli PO kwestia okupacji budynku Sejmu nie wydaje się być tak oczywista.

    Przypomnijmy – w listopadzie 2014 roku doszło dookupacji budynku Państwowej Komisji Wyborczej. Powodem było ogłoszenie kontrowersyjnych wyników wyborów (później potwierdzono całą masę nieprawidłowości). Przedstawiciele ówczesnych władz (PO) nazwali tę okupację nielegalną, powołali się naart. 224 kodeksu karnego („kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności organu państwowego podlega karze do 3 lat pozbawienia wolności”) i nakazali szybką pacyfikację protestujących. Po kilkunastu godzinach do budynku PKW wkroczyła policja i zrobiła „porządek”.

    Obecnie mamy do czynienia z okupacją budynku Sejmu przez grupę posłów PO i Nowoczesnej, którzy jeszcze 2 lata temu twierdzili, że tego typu zachowania to„zamach na instytucje państwa demokratycznego”. Co więcej – zgodnie z zarządzeniem marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego z 2008 roku – przebywanie na sali plenarnej pomiędzy posiedzeniami Sejmu jest nielegalne. Nie wspominając o art. 224 kodeksu karnego, którego przesłanki protestujący posłowie również spełniają.
    Jaki z tego wniosek? Zgodnie z PONowoczesną logiką okupację budynków państwowych mogą się dzielić naniesłuszne (PKW z 2014 roku) i słuszne (Sejm z 2016 roku). A co najważniejsze – to od nas samych zależy, która okupacja jest legalna, a która nie.

    Źródło: Samuel Pereira (Twitter.com)
    Źródło: Straż Marszałkowska poinformowała posłów, że nie powinni przebywać na sali plenarnej (Wprost.pl)
    Źródło: Okupacja PKW została spacyfikowana przez policję(wPolityce.pl)

    wpis z dnia 21/12/2016

    niewygodne.info.pl

    Polska para w plemienny gwizdek


    prawica.net

     

    boze-narodzenie2016pn.jpg

    Para w gwizdek

    Trwa rewolucja w USA, UK, Francji, a Polska?

    Gdy rok temu lecieliśmy, wraz z Żoną, do Strasbourga na spotkanie z euro-parlamentarzystami skupionymi wokół Marine Le Pen (czego owocem był numer Pro Fide, Rege et Lege poświęcony eurosceptycyzmowi i nacjonalizmowi), to obydwoje mieliśmy poczucie, że będziemy mieli do czynienia z politykami na zdecydowanie wyższym poziomie intelektualnym niż przeciętny zeuropeizowany demoliberał. Równocześnie mieliśmy też poczucie, że lecimy na spotkanie z politycznym marginesem, który w Europie nie ma realnie nic do powiedzenia.

    Od tego czasu wiele się zmieniło. Rok w polityce może znaczyć bardzo wiele. Najpierw był Brexit, gdy Anglicy powiedzieli NIE scentralizowanej Europie, rządzonej przez niemieckich chadeko-socjalistów na czele z Angelą Markel. Europa zadrżała w posadach. Parę tygodni temu Donald Trump znokautował Hillarzycę Clinton. To już nie było „drżenie”. To było prawdziwe tornado polityczne, po którym procesy globalizacji, światowego wielkiego rynku zarządzanego przez internacjonalistyczne korporacje, poddane zostały w fundamentalną wątpliwość.

    Wreszcie, w przyszłym roku czeka na apokaliptyczna batalia o przyszłość Europy. Polityczny Armagedon rozegra we Francji, gdzie Marine Le Pen stanie naprzeciwko oligarchii polityczno-medialnej, ale z szansami na zwycięstwo. Jeśli Marine Le Pen te wybory wygra i zostanie Prezydentem Francji, to kraj ten opuści UE i utopia Pan-Europy przejdzie do historii. Le Penowa zresztą zapowiedziała już, że chodzi jej o nowy świat, o którym zadecyduje ona, Trump i Władimir Putin.

    Słowem, świat narodów budzi się do życia. Gorset oficjalnego demoliberalizmu pęka i ze wszystkich szczelin, dziurek i otworów wylewają się narody i ich interesy. Widać to także wokół nas, gdy o interesy Węgier zabiega Victor Orban, czescy i słowaccy politycy. Świat współczesny zaczyna przypominać imperium austriackie w roku 1848, gdy uciemiężone przez kosmopolityczne cesarstwo narody powstały i upomniały się o swoje prawa, interesy i o własne wizje świata. To piękny widok widzieć i podziwiać jutrzenkę nowego świata, widzieć przerażenie, przegraną, trwogę na twarzy Hillarzycy Clinton, francuskich wolnomularzy, Angeli Merkel i Martina Schulza.

    Niestety, Polska i Polacy nie uczestniczą w nowej wiośnie ludów. Nad Wisłą rewolucja narodowa została zręcznie spacyfikowana i poprowadzona na boczny tor. Pozornie jest inaczej. Wszak u nas, wbrew wszystkim Nowoczesnym i Platformiarzom, wbrew GW i TVN, wygrało Prawo i Sprawiedliwość, kierowane przez Jarosława Kaczyńskiego pozującego na lokalnego championa walki z „układem”. Niestety, to pozór. Polityka rządu i PiS jako partii jest rewolucyjna, antyestablishmentowa, antyukładowa, antyeuropejska i antyglobalistyczna wyłącznie na pokaz, mając na celu skanalizowanie buntu przeciwko rządom globalistów, kosmopolitów i wielkiego kapitału, zwanego popularnie mianem „nomadycznego”.

    Cokolwiek politycy PiS by nie mówili, to Pismo Święte ma rację, że „po owocach ich poznacie”. Polska podobno „wstała z kolan” i nikomu nie będzie się już kłaniać. Niestety, kłania się globalistom najgorszego rodzaju. Dyplomacja ministra Witolda Waszczykowskiego i polityka militarna ministra Antoniego Macierewicza od samego początku do samego końca stawiała na zwycięstwo Hillarzycy Clinton. Pro-pisowskie media opisywały Donalda Trumpa tak samo jak media liberalne, czyli niemal jako rosyjskiego agenta, kumpla Władimira Putina, a może wręcz jego zausznika.

    W polityce zagranicznej ten rząd stawia na opcję atlantycką, której istotą jest globalizm i realizacja interesów amerykańskich koncernów zbrojeniowych, dążących do eskalacji konfliktu z Rosją, aby zwiększyć zamówienia rządowe na broń. PiS może mówić, że „wstał z kolan”, ale w praktyce zatrudnił obywatela amerykańskiego na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych odpowiedzialnego za politykę wobec… Stanów Zjednoczonych.

    PiS może nam opowiadać, że przeciwstawia się polityce tworzenia państwa europejskiego, ale przecież ją popiera. Nie chodzi tylko o publiczne deklaracje Beaty Szydło, że popiera Angelę Merkel – czyli symbol europeizacji i walki z państwem narodowym – w walce o zachowanie urzędu kanclerza dzięki następnym wyborom w RFN. Chodzi o realne działania PiS, który – z powodu antyrosyjskiej obsesji – od zawsze popierał „wspólną europejską politykę energetyczną”, a także, choć już bardziej półgębkiem, stworzenie antyrosyjskiej wspólnej „armii europejskiej”, czyli poddanie wojsk państw europejskich pod dowództwo Bundeswehry.

    Nie da się oddzielić projektu europejskiej armii i europejskiej zintegrowanej polityki energetycznej od problemu europejskiego rządu, europejskich instytucji centralnych, europejskiego budżetu, europejskiego dowództwa, etc. Cokolwiek by PiS nie opowiadał nam o swoim euro-sceptycyzmie, to jest to wyłącznie mamienie wyborców, którzy nie rozumieją, że to, co Kaczyński mówi i robi, to dwa inne kontynenty polityczne.

    Polska i Polacy mieli dość rządów demoliberalnych, mieli dość tego całego europejskiego dyskursu, europejskiej mowy-trawy, antyszambrowania naszych polityków w europejskich salonach i wycierania butów zachodnich polityków. Polacy mieli dość tego, co pisowscy publicyści określają  mianem „pedagogiki wstydu” i permanentnego przepraszania za nasz urojony antysemityzm, naszą rzekomą ksenofobię.

    Polacy mieli dosyć pouczania nas przez rzekomo światlejszych od nas Europejczyków z Parlamentu w Strasbourgu. Dlatego zagłosowali na PiS, dlatego poparli narrację Jarosława Kaczyńskiego. Gdy rok temu PiS dochodził do władzy, to wydawało się, że stanowi polityczny „niepodległościowy” margines obok Węgier Orbana. Ale w ciągu roku dokonała się wielka rewolucja w Wielkiej Brytanii i w USA, być może zaraz rozpadnie się Unia Europejska. Tymczasem PiS to partia demoliberalnej reakcji przeciwko nowemu światu, którym rządzić będą Tramp, Putin i Le Penowa. Politycy KOR skutecznie parę skierowali w gwizdek.


    Adam Wielomski

    Historyk idei, monarchista, profesor zwyczajny nauk politycznych. Prezes Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, redaktor naczelny „Pro Fide Rege et Lege” oraz serwisu www.konserwatyzm.pl(link zewnętrzny)

     

    Opublikowano @ 22 grudnia 2016, inne teksty autora:

    Ich wykonanie „Czerwonych maków na Monte Cassino” wbija w ziemię (VIDEO)


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Świat w żałobie. Ich wykonanie „Czerwonych maków na Monte Cassino” wbija w ziemię (VIDEO)

    Autor:

    Wiadomości Pikio

    • Gru 25, 2016

     

    W sobotę w nocy doszło do tragedii. Samolot Tu-154, na którego pokładzie leciał Chór Aleksandrowa, spadł do Morza Czarnego. Muzycy od lat koncertowali po świecie. Ich wykonanie „Czerwonych maków na Monte Cassino” wbija w ziemię.

    Chór Aleksadrowa powstał w 1928 roku jako Zespół Pieśni Centralnego Domu Armii Czerwonej im. Michaiła Frunzego. Jego pomysłodawcą był radziecki dyrygent i kompozytor, Aleksander Wasilijewicz Aleksandrow. Później jego syn nazwał chór na cześć ojca.

    Zespół zagrał po raz pierwszy przed Józefem Stalinem w 1933 roku i od tego czasu towarzyszy wielu uroczystościom państwowym. Tylko w czasie II wojny światowej chór wystąpił dla ponad 1500 razy, grając dla żołnierzy.

    Chór wykonuje głównie pieśni patriotyczne i żołnierskie. Cieszy się sławą na całym świecie. Występował między innymi w Paryżu, Chinach i Watykanie. W 2015 roku przyjechał także do Krakowa. Pomimo protestów mieszkańców udało im się wystąpić i zaśpiewać między innymi „Czerwone maki na Monte Casino”.

    Rosyjski samolot z Chórem Aleksandrowa runął do morza. 92 ofiary

    wk

     

    Ostatni koncert Chóru Aleksandrowa


    Sputnik Polska

    25 GRUDZIEŃ 2016

    WIDEOKLUB WIDEO: Ostatni koncert Chóru Aleksandrowa

    WIDEOKLUB 13:08 25.12.2016(zaktualizowano 13:25 25.12.2016) Krótki link1629121 Nagranie ostatniego występu Chóru Aleksandrowa, który odbył się 3 grudnia tego roku w mieście Odincowo w obwodzie moskiewskim. Akademicki Zespół Pieśni i Tańca Armii Rosyjskiej im. Aleksandra Aleksandrowa powstał w 1928 roku. Składa się z grupy wokalistów, orkiestry i zespołu tanecznego. Patronem chóru jest jego założyciel i pierwszy dyrektor — Aleksander Wasiljewicz Aleksandrow, kompozytor muzyki do hymnu ZSRR (od 2001 roku jest melodią obowiązującego hymnu Federacji Rosyjskiej). © SPUTNIK. VLADIMIR VYATKIN Katastrofa Tu-154. 92 ofiary, w tym 64 muzyków Chóru Aleksandrowa W 1937 roku chór po raz pierwszy wyjechał za granicę, aby reprezentować sztukę radziecką na wystawie światowej w Paryżu. Jego występy nagrodzono Grand Prix wystawy. Podczas II wojny światowej muzycy dali ponad 1,5 tys. występów na froncie i na tyłach wojsk. Na pierwsze zagraniczne tournée w 1946 roku zespół pojechał do Polski i Czechosłowacji.  Chór Aleksandrowa koncertuje na wszystkich kontynentach. Do tej pory wystąpił w ponad 70 krajach. Jest uznawany za jeden z najlepszych męskich wojskowych chórów na świecie. W repertuarze ma ponad 2 tys. utworów — od piosenek żołnierskich, poprzez pieśni ludowe, sakralne, po utwory kompozytorów muzyki poważnej, operowej i popularnej. Polscy widzowie mogli usłyszeć w wykonaniu rosyjskich muzyków m.in. „Czerwone maki na Monte Casino”. W ostatnim czasie sławę przyniosła im przeróbka przeboju Adele „Skyfall”. Przed nałożeniem sankcji na Rosję Chór Aleksandrowa dosyć regularnie koncertował w Polsce. W styczniu 2005 roku zespół wziął udział w obchodach 60. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Z kolei w 2004 roku Rosjanie wystąpili przez papieżem Janem Pawłem II. Koncert w Watykanie odbył się z okazji urodzin Ojca Świętego.

    Czytaj więcej:

    https://pl.sputniknews.com/wideoklub/201612254499175-wideo-ostatni-koncert-chor-aleksandrowa/

    Ks. prof. Oko o ewangelizacji


     

    wPolityce.pl

     

    NASZ WYWIAD. Ks. prof. Oko o ewangelizacji poprzez ekstremalne podróże: „Pielgrzymki to droga do piękna i prawdy, człowieka i Boga”. ZDJĘCIA

    opublikowano: godzinę temu · aktualizacja: godzinę temu

    Fot. Alaska 2015/materiały prywatne ks. D. OkoFot. Alaska 2015/materiały prywatne ks. D. Oko

    Cenimy bardzo Msze św. odprawiane w najpiękniejszych zakątkach świata. Staram się wyszukiwać takie miejsca we wspaniałych kościołach czy katedrach, ale też w górach, na wzniesieniach, nad brzegiem morza, szczycie wulkanu. To są naturalne ołtarze świata, które przywodzą myśl o Bogu

    — mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl ks. prof. Dariusz Oko.

    Fot. Alaska 2015/materiały prywatne ks. D. Okofot. Chile/materiały prywatne ks. D. OkoChile/materiały prywatne ks. D. Okofot. Kanada/materiały prywatne ks. D. Okofot. Norwegia/materiały prywatne ks. D. Okofot. Sardynia/materiały prywatne ks. D.Okofot. Wyspa Wielkanocna/materiały prywatne ks. D. Okofot. Wyspy Br./ materiały prywatne ks. D. Oko

    wPolityce.pl: Ewangelizacja poprzez ekstremalne podróże – skąd taki pomysł?

    Ks. prof. Dariusz Oko: One nie są takie ekstremalne. To nie tyle mój pomysł, co samych lekarzy, którzy są w duszpasterstwie. Kiedy kończę jedną taką pielgrzymkę, to głosujemy nad terminem i miejscem następnej. Jest grono ludzi, którym takie pielgrzymki odpowiadają, przy czym powstaje pytanie, na ile można to nazwać pielgrzymkami, skoro nieraz nie odwiedzamy nawet żadnego znaczącego sanktuarium katolickiego w niektórych krajach. Wynika to z tego, że większe sanktuaria katolickie w Polsce i na świecie już odwiedziliśmy. Religijny charakter tej pielgrzymki polega nie tyle na tym, że musi być jakieś sanktuarium, tylko na samej treści takiego wyjazdu. Zwykle na takich podróżach widzimy to, co najpiękniejsze, co najcenniejsze w wierze, ale też to, co najpiękniejsze w naturze. Odwiedzamy najpiękniejsze zakątki świata pod względem krajobrazowym, geograficznym, ale też odwiedzamy najcenniejsze kulturowo dzieła człowieka, najbogatsze muzea. To nie zawsze są same sanktuaria. Sama podróż ma charakter pielgrzymki, ponieważ codziennie mamy kilka godzin modlitwy. Jest Msza św. z kazaniem, odmawiamy różaniec, koronkę do miłosierdzia Bożego, słuchamy w autobusie konferencji z audioksiążek najbardziej znanych mistrzów duchowych Polski – jak ks. dr Marek Dziewiecki czy ks. prof. Edward Staniek, oglądamy też filmy religijne (i przyrodnicze). W dłuższych przejazdach autobusem może to być nawet 6 godzin treści religijnych. To potężny ładunek, który trudno byłoby przekazać ludziom w grupie na zamkniętych rekolekcjach, albo w ogóle byłoby to niemożliwe, bo też wiele z tych osób nigdy by na takie rekolekcje nie pojechało. Na tym polega ten religijny charakter wyjazdu, niekoniecznie na odwiedzaniu sanktuariów. Są również okazje do rozmów indywidualnych, ale też wspólnych dyskusji. Nieraz pielgrzymi proszą mnie, żebym omówił szczególnie ważne dla nich tematy z zakresu wiary i teologii, czy tez pogranicza wiary i filozofii albo samej filozofii. Taki wyjazd jest pełen treści religijnych i na tym właśnie polega jego religijny, pielgrzymkowy charakter. To jest tak duży ładunek, że w normalnych warunkach ludzie latami musieliby zbierać takie religijne doświadczenia. Na tym polega wiec religijny charakter tych wyjazdów. Dodatkowo widząc to, co najpiękniejsze w naturze i w kulturze, możemy też łatwiej myśleć o wielkości Boga i człowieka, którzy to stworzyli. To podnosi serca do góry i tworzy atmosferę uwielbienia Boga. Na wyjazdach bardzo proszę o to, żeby starać się o jak najlepszą atmosferę wspólnoty, przyjaźni, życzliwości. Dlatego też unikamy tematów politycznych, ponieważ – szczególnie w polskich warunkach – one mogą podzielić. Stąd takie duchowe, ideowe zaplecze tych wypraw.

    Cenimy bardzo Msze św. odprawiane w najpiękniejszych zakątkach świata. Staram się wyszukiwać takie miejsca we wspaniałych kościołach czy katedrach, ale też w górach, na wzniesieniach, nad brzegiem morza, szczycie wulkanu. To są naturalne ołtarze świata, które przywodzą myśl o Bogu. Szczególnie lubię odprawiać Mszę św. nad brzegiem morza, oceanu. Wtedy rodzi się takie porównanie, że tak, jak ogromny jest ocean przed nami czy niebo nad nami, tak Bóg jest niezmierzony, a zarazem tak, jak łagodne są fale morza i oceanu, Bóg jest łagodny, miłosierny dla nas. Można powiedzieć, że takie wyprawy są dla nas przedsionkiem Nieba, ponieważ podczas Eucharystii w naturze czujemy się jak uczniowie z Jezusem na górze Tabor.

    Jest to w pewien sposób przedłużenie mojego duszpasterstwa akademickiego, ponieważ już prawie 20 lat jestem duszpasterzem lekarzy, ale wcześniej, przez 16 lat byłem duszpasterzem studentów i też organizowałem dwutygodniowe obozy pod namiotami, na Mazurach, na Pomorzu, gdzie dużo pływaliśmy kajakami, chodziliśmy brzegiem morza. Wtedy też odprawiałem Msze św. w takiej scenerii. Coś takiego robił przecież ksiądz i biskup Karol Wojtyła oraz wielu innych księży. Można powiedzieć, że jest to pomysł Karola Wojtyły, tylko przeniesiony na cały świat. Istota jest taka sama, tylko teraz polityczne i materialne warunki pozwalają nam na podróże po całym świecie. Myślę, że on pewnie też robiłby coś takiego dzisiaj, przy takich możliwościach. Uważam, że to jest coś w duchu Karola Wojtyły. On najpierw w Polsce odwiedził jej najpiękniejsze miejsca, a potem jako papież pielgrzymował po całym świecie odwiedzając też, gdy warunki na to pozwalały, jego najpiękniejsze miejsca. Pielgrzymki to droga do piękna i prawdy, człowieka i Boga.

    Z doświadczenia pieszych pielgrzymek wiem, że zawiązuje się tam wspaniała wspólnota, do której co roku aż ciągnie. Czy na takich pielgrzymkach jest podobnie? Czy utworzyła się jakaś grupa osób, która wraca na kolejne pielgrzymki?

    Ja i inni ludzie uznajemy takie wyprawy za najpiękniejsze dni w roku. Jesteśmy w gronie ludzi bardzo życzliwych dla siebie, którzy mają podobne przekonania religijne, podobne poglądy polityczne czy ekonomiczne i szczególnie dla mnie, kiedy nieraz jestem na pierwszym froncie walki w obronie Kościoła, wiary, rozumu, jest to najlepszy odpoczynek – być razem z ludźmi, którzy są w przyjaźni, nie być niepokojonym, że gdzieś nastąpi kolejny atak, że trzeba uważać. To jest też taki przedsionek Nieba i są to zwykle najpiękniejsze dni w roku. Tak było na organizowanych przeze mnie obozach studenckich, wycieczkach w góry. Studenci, ale również ja sam, czekaliśmy na to cały rok. Dla mnie również są to najpiękniejsze dni w roku. Przeżywamy to jako przedsmak Nieba, które ma polegać na tym, że jest się z przyjaciółmi i razem z Bogiem. Ta wspólnota pomaga w odpoczynku. Możemy to wyjaśnić psychologicznie. Kiedy w czasie odpoczynku widzimy coś nowego, bo poznajemy zwykle nowe miejsca i z natury i z kultury, to nowe wartościowe treści wypierają z naszej świadomości to, co jest innego, powszechnego, wypierają te codzienne problemy. To pomaga w odpoczynku – zajmowanie się czymś innym, szczególnie pięknym, wartościowym. To są właściwie dwa tygodnie rekolekcji – nie zamkniętych, tylko otwartych na piękno świata.

    Czytaj dalej na następnej stronie

    1234

    następna strona »

    Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

    autor: Zespół wPolityce.pl

    Ukraińska prokuratura bada udział członków Prawego Sektora w masakrze na Majdanie


     

    Strzelcy Majdanu w budynku kijowskiego Konserwatorium. Fot. E. Małoletka

    Ukraińska prokuratura bada udział członków Prawego Sektora w masakrze na Majdanie

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Piątek, 23 grudnia 2016 o godz. 22:10:33

    Ukraińska prokuratura generalna sprawdza aktywistów neobanderowskiej partii „Prawy Sektor” i nacjonalistycznej partii „Bractwo” ws. ich potencjalnego udziału w zabójstwach funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, których zastrzelono w czasie Euromajdanu.

     

    Prokuratura zaczęła badać sprawy śmierci funkcjonariuszy sił MSW oraz Berkutu, które miały miejsce podczas protestów na kijowskim Majdanie na przełomie 2013/2014 roku. W ramach postępowania śledczy przyjrzą się członkom Prawego Sektora, którzy w czasie EuroMajdanu i po nim zajmowali 6. piętro hotelu Dniepr, z którego zostali usunięci w styczniu 2015 roku. Podczas przeszukiwania hotelu znaleziono w nim dokumenty Prawego Sektora, w tym nazwiska aktywistów wraz z numerami telefonów. Sąd zezwolił prokuraturze na uzyskanie dostępu do bilingów tych telefonów.

    W komentarzu na Facebooku dr Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie zwrócił uwagę, że członków Prawego Sektora sfilmowano jakiś czas po masakrze na Majdanie, gdy w obecności Andrija Parubija opuszczali hotel, niosąc torby z karabinami. Parubij, obecny przewodniczący ukraińskiego parlamentu, był wówczas szefem Samoobrony Majdanu.

    Śledczy interesują się także potencjalnym udziałem członków „Bractwa” w zabójstwa milicjantów. Sąd również zezwolił na wgląd do telefonów tych osób. Wcześniej informowaliśmy, że lider tej nacjonalistycznej organizacji, Dmytro Korczyńskij, w przeszłości współzałożyciel i lider UNA-UNSO powiedział w rozmowie z jednym z ukraińskich mediów, że po obaleniu sowieckich pomników na Ukrainie należy zająć się Cmentarzem Orląt Lwowskich. – Ten pomnik koniecznie trzeba zniszczyć – podkreśla ukraiński nacjonalista. Dodaje, że powinno to nastąpić po zniszczeniu ostatnich pomników sowieckich.

    Przeczytaj: Ukraińscy samorządowcy: lwy z Cmentarza Orląt Lwowskich mogą mieć „antyukraiński charakter”

    – Trzeba przyjąć priorytety. Najpierw to, a potem, być może, przyjdzie kolej i na Pomnik [Cmentarz – red.] Orląt– mówi Korczyńskij.

    Ponadto, prokuratura generalna sprawdza udział w sprawie kierowcy samochody marki Honda, w bagażniku którego odkryto karabin NorincoCQ-A, który mógł uczestniczyć w zabójstwach ukraińskich funkcjkonariuszy w centrum Kijowa. 18 lutego 2014 roku pojazd ten został zablokowany przez aktywistów na ulicy Instytuckiej, ale po interwencji deputowanego Serhija Paszynskiego został zwolniony.

    Były szef ukraińskiego SBU mówił przed sądem w Moskwie o „snajperze Parasiuka”, który rzekomo strzelał na Majdanie. Wcześniej informowaliśmy z kolei, że były szef administracji prezydenckiej Wiktora Janukowycza Andrij Klujew oraz były ukraiński premier Mykoła Azarow twierdzą, że dysponują protokołem przesłuchania gruzińskiego snajpera, który rankiem 20 lutego 2014 strzelał na Majdanie i miał zostać pojmany przez „majdanowców”.

    PRZECZYTAJ:

    Aktywista Euromajdanu dla portalu Bird In Flight: strzelałem do Berkutu na Majdanie

    Strzelec z Majdanu w filmie dokumentalnym: zastrzeliłem dwóch berkutowców

    BBC ujawnia świadectwo snajpera, który strzelał do milicjantów na Majdanie

    Politolog przypomniał też, że w dniu masakry o 8:45 ze sceny na placu informowano o snajperach na dachach budynków za sceną, zaś uczestnicy protestu wskazywali na snajpera na dachu Hotelu Kozackiego. W tle słychać było odgłos mocno przypominający strzały kałasznikowa. Natychmiast po tym, oddziały MSW pilnie wezwały pięć karetek.

    PRZECZYTAJ KONIECZNIE: Dr Kaczanowski dla Kresów.pl: masakra na Majdanie była operacją typu „false flag”

    Czytaj więcej:

    Zeznania kolejnego świadka potwierdzają obecność strzelców w Hotelu Ukraina podczas masakry na Majdanie

    Ukraina: nowe dowody na obecność snajperów w Hotelu Ukraina podczas masakry na Majdanie

    Polak zastrzelony z Hotelu Ukraina – nowe dowody ujawnione w procesie ws. masakry na Majdanie

    Strana.ua / Kresy.pl

    Ludzie małej wiary w walce o władzę


    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    NIEDZIELA 25 GRUDNIA

    Walka o władzę trwa nawet w Boże Narodzenie. Politycy opozycji spędzają Święta w Sejmie

    Data publikacji: 2016-12-25 13:00

    Data aktualizacji: 2016-12-25 13:06:00

    Walka o władzę trwa nawet w Boże Narodzenie. Politycy opozycji spędzają Święta w Sejmie

    Źródło: twitter.com/Schmidt_PL

    Niektórzy posłowie Platformy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej spędzają Boże Narodzenie w Sejmie. Kontynuują tym samym rozpoczęty przed ponad tygodniem protest.

    Posłowie liberalnej opozycji dyżurują w Sejmie. Zmiany trwają 6 godzin. W parlamencie przesiadują w trakcie świątecznego okresu deputowani mieszkający na stałe w Warszawie i na Mazowszu.

    Szczegółowe relacje z Wigilii w budynku Sejmu zamieszczane były na Twitterze i Facebooku. Poseł Michał Szczerba, któremu odebranie głosu w trakcie debaty nad budżetem stało się bezpośrednim powodem trwającego sporu, napisał, że obecni w Sejmie posłowie otrzymali kutię od Karola Modzelewskiego i jego żony. Przekazał ją Bogdan Borusewicz.

    Na zdjęciach z Sejmu widać między innymi pierogi i śledzie, a wpisy posłów liberalnej opozycji dostarczają kolejnych szczegółów. Michał Szczerba pochwalił się, że obecni w budynku Parlamentu posłowie otrzymali od KODu… pasztet. Nie wiadomo, czy został spożyty, gdyż zgodnie z tradycją w Wigilię Bożego Narodzenia obowiązuje wstrzemięźliwości od potraw mięsnych.

    W sobotni wieczór przed Sejmem doszło do spotkania aktywistów KOD, posłów PO i .N wraz z ich sympatykami. Przedstawiciele opozycji podzielili się opłatkiem. Odśpiewano kolędy.

    Metropolita warszawski Kazimierz kardynał Nycz wyraził przekonanie, że posłowie opozycji na czas Bożego Narodzenia powinni zawiesić swój protest. Zdaniem hierarchy postawa liberalnych posłów „jest w jakimś sensie przeciwko tym świętom”.

    Źródło: tvn24.pl, dorzeczy.pl, Polskie Radio, Twitter

    MWł

    Read more: http://www.pch24.pl/walka-o-wladze-trwa-nawet-w-boze-narodzenie–politycy-opozycji-spedzaja-swieta-w-sejmie,48314,i.html#ixzz4Tr4Lot1m

    Taplanie się w cywilizacji śmierci


     

     

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    NIEDZIELA 25 GRUDNIA

     

    Grzegorz Kucharczyk

    Konieczność „duchowego przejęcia władzy”

    Data publikacji: 2016-12-25 06:00

    Data aktualizacji: 2016-12-25 10:48:00

    Konieczność „duchowego przejęcia władzy”

    fot. sxc.hu

    Gdzie szukać obecnie kontrrewolucjonistów, skoro rewolucja weszła na etap deptania podstawowych zasad prawa naturalnego i gdy na równi z wiarą atakowany jest rozum? Gdy politycy nie określają siebie mianem kontrrewolucjonistów, bo nikt z nich nie chce tak naprawdę podejmować konkretnych działań na rzecz zmiany dominującego obecnie paradygmatu kulturowego, którą święty Jan Paweł II określał mianem „cywilizacji śmierci”?

    Amerykański myśliciel konserwatywny Thomas Molnar u progu rewolucji pokolenia ‘68 roku napisał, że „prawdziwa kontrrewolucja nie polega na zwykłym przejęciu politycznej władzy. Zbyt często bowiem okazywało się to tylko sytuacją tymczasową, albo gorzej: zwykłą zmianą pozycji. Decydujące byłoby raczej nadanie nowego kształtu kulturze, duchowe przejęcie władzy i jego uspokajający wpływ. Nowy Malaparte musiałby nauczyć kontrrewolucjonistów czegoś lepszego niż tylko techniki – słowa ducha i słowa prawdy, raz jeszcze przyniesionego po to, by przeważyć w instytucjach [politycznych] świata zachodniego”.

    W tym sensie najwybitniejszymi i najskuteczniejszymi kontrrewolucjonistami byli święci Pańscy, którzy odwołując się i głosząc Słowo Ducha i Prawdy walczyli z kolejnymi emanacjami rewolucji u jej podstaw. Tak jak św. Ignacy Loyola, św. Jan Sarkander, czy Sługa Boży ks. Piotr Skarga w przypadku rewolucji protestanckiej, św. Jan Maria Vianney w przypadku walki ze straszliwymi konsekwencjami rewolucji francuskiej, czy tylu świętych i błogosławionych (w większości nieznanych z imienia), którzy swoją świętością zwalczali bezbożność komunizmu.

    Gdzie szukać obecnie kontrrewolucjonistów w wyżej podanym znaczeniu, gdy rewolucja weszła na etap deptania podstawowych zasad prawa naturalnego, gdy na równi z wiarą atakowany jest rozum (exemplum: genderyzm)? Zostawmy na razie na boku nadzieję na to, że Opatrzność wzbudzi także w naszych czasach nowych, wielkich świętych, którzy przygotują grunt pod „duchowe przejęcie władzy”. Jest ona wielką pociechą, jednak nie zwalnia to z obowiązku przyjrzenia się temu, co w naszych czasach nazywa się „prawicą”, „centroprawicą” lub „ugrupowaniami konserwatywnymi” sprawującymi władzę.

    Oczywiście żadna ze wspomnianych sił politycznych nie określi siebie jako kontrrewolucjonistów, bo nikt z nich nie chce tak naprawdę podejmować konkretnych, nie deklaratywnych działań na rzecz zmiany dominującego obecnie paradygmatu kulturowego, którą święty Jan Paweł II określał mianem „cywilizacji śmierci” – śmierci duchowej i śmierci fizycznej. Zamiast tego słyszymy popiskiwanie w rodzaju zachęcania przez kanclerz Angelę Merkel członków CDU, by nie wstydzili się śpiewać kolęd lub odważny konserwatywny manifest w postaci niedawnej deklaracji prezydenta – elekta Donalda Trumpa, który zapowiedział, że swoim rodakom składać będzie życzenia w postaci tradycyjnego „Merry Christmas”.

    Tego typu deklaracje są, rzecz jasna, tyleż deklaracją minimalizmu rzeczonych polityków, co także (a może: jeszcze bardziej) świadectwem czasów, w których żyjemy. Jesteśmy wezwani do bycia nie tylko dogmatykami małżeństwa (jako związku między kobietą a mężczyzną), ale również dogmatykami szopki bożonarodzeniowej z Dzieciątkiem, w chestertonowskim znaczeniu dogmatu jako oczywistej prawdy, która zakwestionowana domaga się opisania. Generalnie jednak tzw. nowoczesna, zachodnia prawica (do której aspiruje również nasz rodzimy, pozostający u władzy od 2015 roku „Obóz Zjednoczonej Prawicy”) podtrzymuje cykl wyznaczany naprzemiennym występowaniem postępu i zatrzymywania dekadencji. Nigdy jednak nie odwrotu, bez żadnych planów „duchowego przejęcia władzy”.

    Dość popatrzeć na to, co działo się w Wielkiej Brytanii pod rządami „konserwatywnego” premiera Davida Camerona, który w niczym nie odróżniał się pod względem dalszego popychania Zjednoczonego Królestwa w dekadencję od swoich laburzystowskich poprzedników (Tonyego Blaire’a i Gordona Browna), a nawet „twórczo” je kontynuował doprowadzając do legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. Podtrzymywanie tego trendu zapowiada również obecna, „brexitowa” premier Theresa May. O „zasługach” CDU na rzecz podtrzymywania kulturowej tożsamości Niemiec – szkoda mówić. Wystarczy przypomnieć deklarację kanclerz A. Merkel, że „islam należy do Niemiec”.

    Co pokaże nowa, republikańska administracja w Stanach Zjednoczonych, to dopiero przed nami. Warto jednak przypomnieć, że w obu największych partiach amerykańskich nie brakuje CINO’s (katolików tylko z nazwy), którzy swój katolicyzm, czy generalnie chrześcijaństwo głęboko chowają na portierniach swoich urzędów. Inna sprawa, że żyjemy w czasach, gdy wśród samych kardynałów nie ma jasności, co do obowiązywania poszczególnych przykazań Dekalogów.

    Ostatni przykład to republikański gubernator stanu Ohio John Kasich, który w grudniu tego roku zawetował ustawę zakazującą mordowania dzieci w łonach matek w sytuacji, gdy zostało stwierdzone bicie serca malucha. Oczywiście sam jest, jak deklaruje, za ograniczeniem „prawa do aborcji”. No, ale nie w tym przypadku, bowiem wejście w życie nowego prawa „przyniosłoby skutek odwrotny od oczekiwanego” (pozwy sądowe, etc.). Skąd my to znamy?

    Pat Buchanan opublikował niemal czterdzieści lat temu książkę pod znamiennym tytułem „Konserwatywne glosy, liberalne zwycięstwa”. Zastanawiał się, jak to się dzieje, że mimo zwycięstw prawicy (tutaj: republikanów) dryf ku kulturowej rewolucji nie tylko nie został zatrzymany, ale nawet przyspiesza. Wyjaśniał, że nie chodzi tutaj o jakieś „obiektywne procesy dziejowe”, ale o konkretne decyzje konkretnych osób. Na przykład prezydenckich nominacji do Sądu Najwyższego, który od lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku jest głównym narzędziem w ręku amerykańskich rewolucjonistów zaprowadzających nową religię „laickiego państwa”, w którym „prawo do aborcji” jest uważane za jedno z podstawowych „praw człowieka” (por. przełomowe orzeczenie Sądu Najwyższego z 1973 roku). Prawdziwym problemem nie są „swing states” (tzw. wahające się stany, głosujące raz na republikanów, raz na demokratów), ale „swing judges” – sędziowie nominowani przez republikańskich prezydentów, ale w Sądzie Najwyższym zachowujący się jak przystało na zwolenników obozu zjednoczonej dekadencji. Kolejne potwierdzenie słuszności diagnozy P. Buchanana widzieliśmy w czerwcu 2015, gdy większość 5 : 4 zapewniającą legalizację przez Sąd „małżeństw” jednopłciowych zapewnił głos sędziego Kennedyego, nominata Ronalda Reagana i bezobjawowego katolika.

    Ostatnia rejterada Prawa i Sprawiedliwości przed czarnymi marszami króla Heroda i kolejne zapewnienia przedstawicieli tej partii, że „nie będzie naruszenia kompromisu aborcyjnego”, pokazuje, że także u nas grono „wahających się” polityków jest całkiem spore. Poparcie dla ustawodawstwa broniącego życie było ograniczone w czasie, tylko do momentu pozostawania w opozycji. Potem w imię „odpowiedzialności za stabilność państwa”, trzeba było myśleć po nowemu. Paradygmat cywilizacji śmierci pozostaje w mocy.

    No, dobrze, ale czy tylko pozostaje narzekanie i piętnowanie zgniłych kompromisów? To byłaby zwykła łatwizna. Odwołajmy się więc na koniec raz jeszcze do Thomasa Molnara, który pisał: „Zadanie kontrrewolucjonistów polega po prostu na obronie społeczeństwa i zasad uporządkowanej wspólnoty. Nie jest to spektakularne zadanie, bez ostatecznego zwycięstwa, a jego powodzenie dokonuje się raczej w umysłach i duszach, a nie publicznym forum. To nigdy niekończące się zadanie, codzienny ciężar. Tak też ma być wykonywane, każdego dnia”. Amen.

    Grzegorz Kucharczyk

    Read more: http://www.pch24.pl/koniecznosc-duchowego-przejecia-wladzy,48222,i.html#ixzz4Tr3IMiTK

    Obama blokuje wydobycie ropy w Arktyce


     

     

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    NIEDZIELA 25 GRUDNIA

     

    USA i Kanada blokują wydobycie ropy w Arktyce. Oficjalnie chodzi o środowisko

    Data publikacji: 2016-12-25 07:00

    Data aktualizacji: 2016-12-22 13:42:00

    USA i Kanada blokują wydobycie ropy w Arktyce. Oficjalnie chodzi o środowisko

    Wikimedia Commons

    Stany Zjednoczone wspólnie z Kanadą zablokowały możliwość wydobywania surowców w dużej części wód arktycznych. Decyzję tę trudno będzie odwrócić. Barack Obama wespół z rządem kanadyjskim chce w ten sposób wykluczyć możliwość zanieczyszczenia wód arktycznych ropą, które miałoby być bardzo prawdopodobne w razie podjęcia skomplikowanych w tym rejonie prac wydobywczych.

    Amerykańskie prawo z 1953 roku pozwala prezydentowi na uniemożliwienie wydobywania ropy naftowej w określonych regionach. Według opisujących sprawę mediów decyzja zapadła w obliczu wyboru na nowego prezydenta USA Donalda Trumpa. Obama miał spodziewać się, że Trump, popierający deregulację polityki energetycznej, będzie starał się pozyskać surowce bez względu na koszty ekologiczne. Zmiana podjętej przez urzędującego wciąż prezydenta decyzji będzie bardzo trudna. W ustawie z 1953 roku nie przewiduje się takiej możliwości.

    Ze swojej strony Kanada wprowadziła pięcioletni zakaz prowadzenia odwiertów wydobywczych we własnej części wód arktycznych. Moratorium ma być odnawiane po upływie tego okresu.

    Oprócz wód arktycznych restrykcjami mają zostać wkrótce objęte także wody atlantyckie na wschodnim wybrzeżu USA, od Nowej Anglii do Wirginii. – Działania te, oraz analogiczne działania Kanady, chronią wrażliwy i unikalny ekosystem, nieporównywalny z żadnym innym regionem na ziemi – oświadczył Obama.

    W przeszłości z ustawy z 1953 roku korzystali już inni prezydenci, między innymi Bill Clinton i Goerge W. Bush. Nakładane przez nich restrykcje były jednak ograniczone w czasie i miały znacznie mniejszy zasięg niż te wprowadzone przez Obamę.

    Źródła: diepresse.com, cnbc.com

    Pach

    Read more: http://www.pch24.pl/usa-i-kanada-blokuja-wydobycie-ropy-w-arktyce–oficjalnie-chodzi-o-srodowisko,48257,i.html#ixzz4Tr2Ma3Ma

    Nikomu niepotrzebna wojna w sprawie mainstreamowej demokracji


    Ciamajdan pod Mocną Ręką

    Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    25 grudnia 2016

    Komisja w Brukseli pisze memoriały. Smrodu z tego dużo, a pożytek mały – można by powiedzieć, trawestując anonimowy wierszyk, popularny w latach II Soboru Watykańskiego, kiedy to w Kościele Nowe walczyło ze Starym, podobnie jak i teraz, kiedy to Nowe nie może ochłonąć ze zdumionego zgorszenia po zaskakującym mianowaniu przez papieża Franciszka arcybiskupa Jędraszewskiego na stanowisko metropolity krakowskiego. Niby taki postępowy ten papież Franciszek, niby nie ma nic przeciwko sodomitom i w ogóle, ale jak przychodzi do konkretów, to – jakby napisał poeta proletariacki – zaraz „wyłazi z Archanioła stara świnia reakcyjna”. Mniejsza jednak o to, bo chodzi o Komisję brukselską i jej kolejny „memoriał”, który tym razem przybrał postać „rekomendacji”, na których zastosowanie rząd naszego bantustanu wyznaczono 2 miesiące. Warto przypomnieć, że w lipcu br. Komisja wystosowała pierwszy „memoriał”, tym razem pod postacią „zaleceń”. Miały one zostać wykonane do 27 października, ale nie zostały – i nic. Ta zagadkowa powściągliwość – zagadkowa, bo jeszcze na urodzinach „mędrca Europy”, czyli Kukuńka, gdzie ozdobą towarzystwa był Frans Timmermans z Komisji Europejskiej, właśnie on najgłośniej się odgrażał, że w sprawie demokracji i praworządności Polsce „nie odpuści” – więc ta zagadkowa powściągliwość, zarówno Fransa Timmermansa, jak i Naszej Złotej Pani mogła mieć za przyczynę zaskakujący wynik prezydenckich wyborów w USA. Zaskoczenie było tak wielkie, że niemiecki minister spraw zagranicznych Walter Steinmeier, łamiąc wszelkie dyplomatyczne konwenanse, zażądał od prezydenta–elekta Donalda Trumpa wyjaśnień, jaką politykę będzie prowadził. Najwyraźniej Niemcy nie wiedziały, czy przystępować do ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, czy roztropnie się wstrzymać. Ta niemiecka rozterka natychmiast przełożyła się na postępowanie Fransa Timmermansa, jakby ktoś starszy i mądrzejszy mu powiedział: niech pan słucha, Timmermans, niech pan na razie siedzi cicho, bo Polsce to pan nie odpuści dopiero wtedy, jak panu pozwolimy. Zrozumiał pan, Timmermans?

    Więc wydawało się już, że egzekucja na naszym bantustanie została odroczona, ale widocznie stary żydowski finansowy grandziarz Soros musiał zwrócić uwagę Naszej Złotej Pani, że w tej całej Ameryce jest akurat bezkrólewie, w dodatku, nie bez jego udziału, bo swoją złość i złoto zaangażował przeciwko Donaldowi Trumpowi. W takiej sytuacji nie ma co czekać, tylko przykładać siekierę do pniaka i jazda! Na takie dictum BND musiała wydać starym kiejkutom w naszym bantustanie rozkaz eskalacji politycznej wojny w Polsce, toteż stare kiejkuty zmobilizowały agenturę w Sejmie i kiedy prezes Kaczyński postanowił utemperować panoszenie się tam dziennikarzy, mobilizacja zyskała chwytliwe hasło obrony wolności słowa. Podczas gdy w sali plenarnej Sejmu poseł Szczerba doznawał męczeństwa od pana marszałka Kuchcińskiego, pod Sejmem zgromadzili się płomienni obrońcy wolności słowa w osobie pana red. Tomasza Lisa i resortowej „Stokrotki”, co nadało całemu przedsięwzięciu niezamierzonego efektu komicznego. Oczywiście nie tylko „Stokrotka” została zmobilizowana, bo przed Sejmem zaczęli gromadzić się, zwołani w trybie alarmowym konfidenci z Komitetu Obrony Demokracji. Kiedy zatem opozycyjni posłowie zablokowali mównicę i stół prezydialny, marszałek Kuchciński z posłami PiS przeniósł się do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalona została ustawa budżetowa. Bo o to właśnie chodziło, zaś obrona wolności słowa była tylko pretekstem, dobrym jak każdy inny. Gdyby bowiem, na skutek tej obstrukcji, ustawa budżetowa uchwalona nie została, to pociągnęłoby to za sobą konsekwencje prawne w postaci stworzenia możliwości skrócenia kadencji Sejmu i rozpisania nowych wyborów. Uchwalenie budżetu w Sali Kolumnowej rozwścieczyło opozycyjnych posłów, którzy na taką okoliczność najwyraźniej nie mieli żadnego planu „B”, w związku z czym przystąpili do okupowania sali plenarnej, jak przy strajku okupacyjnym. Ta bezradność udzieliła się konfidentom zwołanym pod Sejm, objawiając się w wybuchach irytacji i agresji, ale i nadgorliwości w służbie ludu, zwłaszcza gdy na demonstrację przybył osobiście sam Najstarszy Kiejkut III Rzeczypospolitej w osobie pana gen. Marka Dukaczewskiego. Pańskie oko konia tuczy, więc niektórzy konfidenci rzucali się pod samochody, a pan Diduszko nawet udawał trupa, bo jużci – co to za majdan bez nawet jednego trupa – zaś jego małżonka bolała nad nim niby jakaś Matka Boska Marksistowska. Ten przymiotnik jest jak najbardziej adekwatny, bo w cywilu pani Diduszko jest kolaborantką „Krytyki Politycznej”, nawiązującej do działalności spółki Marks&Engels. Ale pan Diduszko w końcu wstał i w rezultacie zapowiadany buńczucznie majdan, zaczął przekształcać się w ciamajdan. Prezes Kaczyński, jako wirtuoz intrygi, wyprowadził płomiennych szermierzy wolności słowa w pole. Oczywiście podniósł się jazgot, że budżet wcale nie jest uchwalony, bo musi być uchwalany na sali plenarnej i tak dalej – ale z tego tylko taka korzyść, że rozwinie się jurysprudencja. Utytułowani krętacze będą pisali „ekspertyzy”, a także – doktoraty i habilitacje, ale skrócenia kadencji Sejmu przecież w ten sposób nie uzyskają. Widać choćby i na tym przykładzie, że ci bezpieczniacy to kupa gówna, banda safandułów, którym niepodobna powierzyć żadnego poważnego zadania, bo – odwrotnie, niż król Midas – czego tylko się dotkną, zaraz zamieniają to w Scheiss.

    W tej sytuacji inicjatywę musiała przejąć Nasza Złota Pani i nakazała komisarzu Janu Klaudiuszu Junckeru zwołać na 21 grudnia Komisję Europejską, gwoli ostatecznego rozwiązania der polnischen Frage. Wydawało się, że wobec bezskutecznego upływu terminu ultimatum Komisja zażąda zastosowania wobec Polski środków dyscyplinujących w postaci zawieszenia prawa głosowania w unijnych organach stanowiących, a może nawet sankcji – ale chociaż tak się wszyscy zawzięli, tak się nadęli – to wydalili z siebie tylko „rekomendacje” z dwumiesięcznym terminem realizacji. Jak tak dalej pójdzie, to te unijne ultimata zaczną przypominać „421 poważne ostrzeżenia”, jakimi w swoim czasie Chińczycy bezsilnie złorzeczyli Stanom Zjednoczonym, ale mniejsza o to, bo ważniejsze jest, czyja to Mocna Ręka włączyła w Brukseli hamulec. Najwyraźniej i Janu Klaudiuszu Junckeru i Fransu Timmermansu znowu ktoś starszy i mądrzejszy powiedział: niech pan słucha, Timmermans! Niech pan nie przeciąga struny, bo w przeciwny razie będziemy musieli przypomnieć, Timmermans, skąd wyrastają panu nogi. Czy pan mnie dobrze zrozumiał, Timmermans? Ale któż może być starszy i mądrzejszy od Fransa Timmermansa, a zwłaszcza Jana Klaudiusza Junckera, którzy Komisji Europejskiej przewodniczy? Oczywiście Nasza Złota Pani – ale skoro Nasza Złota Pani wcześniej nakazała Janu Klaudiuszu Junckeru podjecie stosownych działań, to chyba nie ona włączyła hamulec, tylko czyjaś Ręka Jeszcze Mocniejsza. Ha! „każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka i swojego zająca, którego się boi” – zauważył Adam Mickiewicz. Esperons tedy, że w stosownym czasie zostanie to nam objawione, ale zanim to nastąpi, to wypada zająć się losem posłów opozycyjnych, którzy bez utraty twarzy nie mogą teraz przerwać okupacji plenarnej sali Sejmu. Tymczasem wielki krokami zbliżają się Święta. W tej sytuacji niektórzy posłowie zaczynają skomleć, żeby prezes Kaczyński wyszedł im naprzeciw z jakimś kompromisem, ale wirtuoz intrygi najwyraźniej zamierza przetrzymać ich w tym dobrowolnym areszcie aż do „sześciu króli”, kiedy postawiony na fasadzie KOD-u filut „na utrzymaniu żony”, zapowiada kolejną eskalację. Wyobrażam sobie, jak pani red. Pochanke, czy „Kasia” Kolenda-Zaleska będą marzły na ulicy Wiejskiej naprzeciw kordonu policjantów, dokumentując w ten sposób męczeństwo w obronie demokracji, praworządności i wolności słowa.

    Stanisław Michalkiewicz

    Bolesne przebudzenie po zamachu w Berlinie


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

    Bolesne przebudzenie po zamachu w Berlinie

    prasa 3.jpg
    Niemcy w szoku. Karmieni poprawnością polityczna i niemocą polityków – zostali ugodzeni w samo serce. W Berlinie doszło do zamachu na jarmark bożonarodzeniowy, w którym zginęło 12 osób, w tym polski kierowca TIR-a. Tym razem jednak prasa w Niemczech nie zostawia na władzach suchej nitki.

    „Neue Osnabrücker Zeitung” pisze: „Właściwie bez znaczenia jest czy poszukiwany sprawca jest Tunezyjczykiem, czy tzw. Państwo Islamskie ma coś wspólnego z tym masowym mordem, czy robi sobie tylko reklamę. Prędzej czy później, miejmy nadzieję, i tak dowiemy się prawdy. Jednak trzeba już dzisiaj powiedzieć jedno, że politycy pozostawili ludzi samym sobie. Są nikczemne próby wykorzystania śmiertelnych ofiar przeciwko uchodźcom. Mamy do czynienia z dziwnymi, pozbawionymi emocji odczytanymi oświadczeniami. Również kanclerz Merkel nie ma nic więcej do powiedzenia, poza tym, że sprawcy »zostaną ukarani z całą surowością prawa«.

    „Manheimer Morgen” stwierdza: „W przypadku Anisa Amri najwyraźniej doszło do kilku błędów. Dowodzą one, że nie tylko niekontrolowany wjazd setek tysięcy uchodźców do Niemiec może być zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Chodzi też o to, czym zajmują się oni na miejscu. Urzędy nie mają faktycznej kontroli nad tym, że ci, którzy podejrzani są o islamizację, przemieszczają się z jednego landu do drugiego. Nawet krytycy Merkel muszą przyznać, że w federacji, jaką są Niemcy nie można zrzucić całej winy na kanclerz”.

    „Rhein-Zeitung” z Koblencji konstatuje: „Rząd po takim zamachu musi naturalnie rozważyć wprowadzenie kolejnych środków, np. szybszych procedur deportacyjnych oraz bezwzględniejszego obchodzenia się z osobami wywołującymi zagrożenie. Musi też dojść do wyczerpującego wyjaśnienia, które urzędy dopuściły się błędów, dając sprawcy swobodę w przeprowadzeniu zamachu. Nie można zamieść pod dywan faktu, że jego wniosek o azyl został odrzucony i jego pobyt był tylko tolerowany. Gdyby udało się go deportować, nie popełniłby zamachu. Latem i jesienią 2015 terroryści ze szczególną łatwością mogli się prześliznąć do Niemiec. Ale ta droga nie jest jedyną możliwością, by doprowadzić do zamachu”.

    „Stuttgarter Zeitung” zauważa, że „Jeśli okazałoby się, że podejrzany o zamach ma na swym sumieniu 12 istnień ludzkich, trzeba będzie w poszczególnych landach jeszcze intensywniej przedyskutować procedury deportacyjne osób, którym odmówiono azylu. Trzeba też o wiele pilniej przedyskutować kwestie powstrzymania procesu radykalizacji i rekrutowania terrorystów wśród uchodźców. A jeśli okaże się na końcu, że jeden spośród 549 pochodzących ze środowisk islamskich i stwarzających zagrożenie, mógł rzeczywiście zaatakować, trzeba zastanowić się nad sposobami traktowania takich potencjalnych zamachowców”.

    „Kölner Stadt-Anzeiger” z Kolonii komentuje: „To nie przypadek, że Nadrenia-Północna Westfalia raz po raz pojawia się w centrum islamskich ekscesów. Nad Renem i Ruhrą mieszka 2700 salafitów. Z 320 uchodzących latem 2015 za skłonnych do użycia przemocy zrobiło się tymczasem 600. Z tego 125 zaszeregowano do grupy stwarzającej „ekstremalnie zagrożenie”. O wiele za długo przyglądano się tej rosnącej subkulturze gardzącej państwem i ludźmi, za długo przyglądano się coraz większemu zagrożeniu. Pomimo wszystkich prewencyjnych programów szef resortu spraw wewnętrznych Ralf Jaeger powinien zadać sobie pytanie, dlaczego właśnie w Nadrenii-Północnej Westfalii liczba ekstremistów mogła tak wzrosnąć”.
    Za: Deutsche Welle

    Niech Bóg Błogosławi Polskę i Jej Naród!


    Telewizja Republika.pl

    Max Kolonko: Niech Bóg Błogosławi Polskę i Jej Naród! O co chodzi? ZOBACZ!

     

    sm22:42 22 grudnia 2016

    YouTube

    Dziennikarz Mariusz Max Kolonko opublikował najnowszy film na swoim kanale. Zatytułował go … May God Bless Poland and Its Nation – Niech Bóg Błogosławi Polskę i Jej Naród.

    Play

    PlaySeek03:11Current time03:22Toggle MuteVolumeToggle Fullscreen

    Źródło: Max Kolonko –

    Niemcy protestują przeciw chaosowi Merkel


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka25.12.2016

     

    Niemcy: Zamknąć granice, precz z Merkel

    23 grudnia 2016 11:55

    Rząd Angeli Merkel próbował uchylić się od odpowiedzialności za zamach terrorystyczny w Berlinie z 19 grudnia i zakneblować spowodowaną nim krytykę pod swoim adresem, ogłaszając apel, by „ze względu na ofiary” Niemcy powstrzymali się od polemik politycznych. Nic to jednak nie dało.

    21 grudnia na ulice Berlina wyszły manifestacje sprzeciwu wobec polityki rządu, który lekceważy bezpieczeństwo obywateli. W pobliżu Breitscheidplatz, gdzie miał miejsce zamach, pod hasłem „Zamknąć granice” demonstrowała Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD). Przed gmachem Urzędu Kanclerskiego odbyła się zaś demonstracja Alternatywy dla Niemiec (AfD) pod hasłem „Większe bezpieczeństwo dla Niemiec”.

    W pobliżu dworca ZOO kontrdemonstrację zorganizowały środowiska lewackie. Jej uczestnicy nieśli transparenty z napisem „Solidarność, tolerancja, miłość” i czerwone serduszka z tektury (sic), skandując „Przecz z nazistami, precz z islamistami”. Na wiecu przemawiał lider partii Zielonych o typowo niemieckim nazwisku Oezcan Mutlu, który nazwał przeciwników bezkrytycznego wpuszczania nielegalnych imigrantów „duchowymi podpalaczami”.

    (Na podstawie PAP opracował A.D.)

    merkel_muss_weg

    Świąteczne orędzie prezydenta


    Znalezione obrazy dla zapytania Orędzie świąteczne Prezydenta


    • Parlamentarny.pl

     

    Świąteczne orędzie prezydenta. Andrzej Dudy o szczęściu i politycznych emocjach

    • Autor: PAP/MIW
    • 24 grudnia 2016 12:33

    • Wszelkie swary pozostawmy na zewnątrz; polityczne emocje nie powinny nam przesłonić tego, co najważniejsze: szczęścia naszych rodzin – mówi prezydent Andrzej Duda w życzeniach z okazji Świąt Bożego Narodzenia.
    • Radości i optymizmu życzy pierwsza dama Agata Kornhauser-Duda.

    „Życzymy Państwu, aby betlejemska gwiazda zaświeciła dla Państwa bliskich, dla przyjaciół i sąsiadów. Dla całego naszego Narodu. Niech ten uroczysty wieczór polskie domy wypełnia serdecznością i wyrozumiałością, i otwartością. Wszelkie swary pozostawmy na zewnątrz. Możemy różnić się w poglądach, ale polityczne emocje nie powinny nam przesłonić tego, co najważniejsze: szczęścia naszych rodzin” – powiedział prezydent w opublikowanym w sobotę (24.12) nagraniu wideo.

    Pierwsza dama życzy radości i optymizmu „zarówno dzisiaj, podczas dzielenia się opłatkiem przy wigilijnym stole, jak i przez cały następny rok”.

    Para prezydencka szczególne życzenia kieruje do wszystkich rodziców wychowujących dzieci.

    „Zadbajmy o to, by następne pokolenia mogły żyć w Polsce spokojnej, bezpiecznej i sprawiedliwej” – mówi prezydent.

    „Oby ta wyjątkowa świąteczna atmosfera trwała także na co dzień – również wtedy, kiedy już wrócimy do pracy i zwykłych obowiązków. Wesołych, spokojnych świąt” – podkreśliła pierwsza dama.

    Andrzej Duda Prezydent RP Agata Kornhauser-Duda

    Zbóje na Mokotowie


     

     

    10:32 SPRAWĄ ZAJĘŁA SIĘ PROKURATURA

    Nocna bójka na Mokotowie. „Jedna osoba nie żyje, są ranni”

    SERWISY:

    • 41

    Akcja policji na Mokotowie ShutterstockAkcja policji na Mokotowiefot. Shutterstock

    W nocy doszło do bójki pomiędzy mężczyznami na Mokotowie. Jak informuje policja, są ranni. Jedna osoba nie żyje.

    Stołeczna komenda potwierdza, że do zdarzenia doszło około godziny 1 w nocy. Nie podaje jednak, gdzie dokładnie.

    „Są zatrzymani”

    • Jedna osoba nie żyje, są zatrzymani do sprawy. Trwają czynności pod nadzorem prokuratury – informuje Ewa Sitkiewicz z sekcji prasowej warszawskiej policji.

    Śledczy potwierdzają jedynie, że doszło do bójki. – Nie udzielamy na razie żadnych informacji – mówi krótko Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

    Jak podaje RMF FM, po bójce z użyciem noży do szpitala z ranami ciętymi i kłutymi trafiło czterech mężczyzn.
    skw/ran

    Jest nadzwyczaj zaskakującym, że jeszcze nikt nie oskarżył Putina o berliński zamach


    PolskieRadio.pl Polskie Radio 24Archiwum

    Zamach w Berlinie a polityka bezpieczeństwa UE

    24.12.2016 14:17

    W ataku terrorystycznym na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie zginęło 12 osób, około 50 zostało rannych. Domniemany sprawca zamachu, Anis Amri został zastrzelony pod Mediolanem. O tym, jaki wpływ na europejską i niemiecką politykę bezpieczeństwa będzie miał zamach w Berlinie mówiła Magdalena Skajewska z Naczelnej Redakcji Publicystyki Międzynarodowej Polskiego Radia.

     

    • 24.12.2016 Magdalena Skajewska o zamachu w Berlinie i polityce bezpieczeństwa

    Patrol policyjny na ponownie otwartym po zamachu jarmarku świątecznym na Breitscheidplatz. Berlin, 22.12.2016

    Patrol policyjny na ponownie otwartym po zamachu jarmarku świątecznym na Breitscheidplatz. Berlin, 22.12.2016Foto: PAP/EPA/MICHAEL KAPPELER

    Skajewska podkreśliła, że Niemcy natomiast stają się „demokratycznym państwem stanu wyjątkowego”. – Z jednej strony mówimy tutaj o zaostrzeniu środków bezpieczeństwa, z drugiej polityki migracyjnej. Ścieżka radykalizacji młodego imigranta to znakomita pożywka dla tych, którzy domagają się zamykania granic – wskazywała. 

    Dodała, że Niemcy, uważani za jedno z bardziej tolerancyjnych społeczeństw w Europie, nie mieli do tej pory do czynienia z taką tragedią, jaka rozegrała się w Berlinie. – Teraz, gdy wydarzyła się na ich podwórku mogą zacząć inaczej spoglądać na kwestie migrantów. To się już dzieje – mówiła. Dodała, że potwierdzeniem tego jest chociażby rosnące poparcie dla antymuzułmańskiej partii Alternatywa dla Niemiec, która w ostatnich sondażach zyskała poparcie 15,5 proc. badanych.

    Magdalena Skajewska mówiła również o zagrożeniach terrorystycznych w kontekście całej Europy. Jej zdaniem, cały czas otwarte jest pytanie, jak daleko UE posunie się w próbie zapewnienia bezpieczeństwa. – Pewne, że Europa nie może ignorować zagrożeń związanych z terroryzmem i bezprecedensowym napływem migrantów, lukami w bezpieczeństwie służb europejskich. Również niemożności, jaką wykazała w sprawie identyfikowania migrantów. W jej ocenie, duży wpływ na decyzje w tych sprawach będzie miało to, kto obejmie władzę po wyborach, które będą miały miejsce w najbliższych miesiącach, m.in. w Niemczech i Francji.