Putin nie chce oddać wraku polskiego samolotu


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

akt. 23.12.2016, 18:08

Szef MSZ Witold Waszczykowski: bez zwrotu wraku TU-​154M nie będzie poprawy relacji z Rosją

Bez zwrotu wraku samolotu TU-154M i współpracy w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie można wyobrazić sobie poprawy relacji polsko-rosyjskich – powiedział minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. To reakcja szefa MSZ na wypowiedź prezydenta Rosji Władimira Putina, który oświadczył w piątek, że „zwrot wraku samolotu, który rozbił się w kwietniu 2010 roku pod Smoleńskiem, nie jest możliwy, dopóki Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej będzie prowadził śledztwo w sprawie tej katastrofy”.

Agencja Gazeta / Sławomir Kamiński

  • Polacy chcą się dowiedzieć, jakie były rzeczywiste przyczyny tragicznej katastrofy, w której zginął prezydent Lech Kaczyński oraz cała delegacja państwowa udająca się na uroczystości katyńskie. Bez odzyskania polskiej własności nie jest możliwe wyjaśnienie tej najbardziej tragicznej katastrofy w dziejach Polski – powiedział Witold Waszczykowski.
    „Wystarczy, jeśli odda wrak samolotu”
    Szef MSZ podkreślił, że „bez zwrotu polskiego mienia i współpracy w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, nie można wyobrazić sobie poprawy relacji polsko-rosyjskich”. Waszczykowski powiedział też, że Putin powiedział w czasie spotkania z nowym polskim ambasadorem, iż jest gotów zrobić wszystko, aby polepszyć nasze relacje.

 

  • Prezydent Putin ma więc szansę poprawić relacje z Polską. Wystarczy, jeśli odda Polsce wrak samolotu, oryginalne czarne skrzynki i zapisy wieży kontrolnej z lotniska w Smoleńsku – stwierdził Waszczykowski.
    „Należy ukrócić spekulacje w tej sprawie”
    Tymczasem Władimir Putin oświadczył w piątek, że zwrot wraku samolotu, który rozbił się w kwietniu 2010 roku pod Smoleńskiem, „nie jest możliwy, dopóki Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej będzie prowadził śledztwo w sprawie tej katastrofy”.

 

  • Należy ukrócić spekulacje w tej sprawie. Była to straszna tragedia – oznajmił na dorocznej konferencji prasowej prezydent Rosji. – Zrobiliśmy wszystko, żeby to zbadać. Nie należy wykorzystywać tego dla jakiejkolwiek eskalacji w stosunkach dwustronnych. I tak wszystko jest jasne – stwierdził prezydent Rosji. Jak dodał, „jeśli coś jest niezrozumiałe, niech organy śledcze to badają”.
    Putin poinformował też, że „osobiście czytał zapisy rozmów pilotów samolotu prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i człowieka z ochrony, który wszedł do kabiny i domagał się, żeby wylądować, nie bacząc na zastrzeżenia załogi”.
    – Człowiek, który wszedł do kabiny, zapomniałem jego nazwiska, tam ono jest, żądał, by lądować. Pilot odpowiedział: nie mogę, nie można lądować. Człowiek z otoczenia prezydenta, ten, który wszedł do kabiny, powiedział: nie mogę zameldować tego szefowi. Rób, co chcesz, ale ląduj – relacjonował Putin.
    „Wyszła mgła, nie damy rady usiąść”
    Badając okoliczności katastrofy, począwszy od przygotowań o lotu, Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), tzw. komisja Millera, stwierdziła że dowódca załogi samolotu mówił obecnemu w kabinie dyrektorowi protokołu dyplomatycznego MSZ, że z powodu mgły lądowanie w Smoleńsku jest niemożliwe.

 

„Wyszła mgła w tej chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zajście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę już myśleć nad decyzją, co będziemy robili” – mówił pilot, według opublikowanego przez komisję raportu.
Po uwadze dyrektora: „no to mamy problem” dowódca dodatkowo wyjaśnił: „możemy pół godziny powisieć i odchodzimy na zapasowe”, przekazując, że mogą to być lotniska zapasowe Mińsk i Witebsk. Według raportu komisji Millera dyrektor wyszedł z kabiny załogi w celu poinformowania prezydenta o sytuacji. Kilka minut później znów wszedł do kabiny załogi i powiedział: „na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robimy”.
Według KBWLLP, która badała okoliczności katastrofy w latach 2010-11, przyczyną katastrofy samolotu było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.
W lutym 2016 roku resort obrony narodowej powołał podkomisję do ponownego zbadania katastrofy. W jej skład weszła część ekspertów, którzy współpracowali z powołanym przez parlamentarzystów PiS zespołem smoleńskim, którym kierował Antoni Macierewicz. Zdaniem podkomisji, której szef zapewnił, że nie przyjmuje ona żadnych wstępnych założeń ani hipotez w sprawie przyczyn katastrofy, na komisję Millera wywierano nacisk, by jej ustalenia pokrywały się z rosyjskim raportem, tzw. raportem Anodiny.
Własne postępowanie w sprawie katastrofy prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego prawomocnym zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 ani jego „czarnych skrzynek”.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.
Marek Grabski

WP/PAP

Renta specjalna dla rodziny polskiego kierowcy


http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/renta-specjalna-dla-lukasza-urbana-decyzja-premier-szydlo,702128.html

Polacy nie chcą powrotu Tuska


Wyborcza.pl

Piątek23.12.2016

 

63 proc. Polaków nie chce powrotu Donalda Tuska do polskiej polityki [SONDAŻ]

Michał Wilgocki

23 grudnia 2016 | 17:00

Donald Tusk1 ZDJĘCIE

Donald Tusk (FRANCOIS LENOIR / REUTERS / REUTERS)

 

Czy Donald Tusk powinien wrócić do Polski na stałe i zaangażować się w polską politykę? Z sondażu dla „Faktów” TVN i TVN24 przeprowadzonego przez Millward Brown wynika, że aż 63 proc. badanych tego nie chce.

Co czwarty respondent oczekiwałby, że Tusk wr?ci, 12 proc. odpowiedziało „trudno powiedzieć”…

SEJMOWY TEATRZYK ABSURDU I OBŁUDY


 

SEJMOWY TEATRZYK ABSURDU I OBŁUDY

ZiemkiewiczRafał Ziemkiewicz

56 minut temu

W całym zachodnim świecie islamscy terroryści szykują się do uderzeń w Boże Narodzenie. To święto ich wkurza, irytuje i za wszelką cenęchcą je zepsuć. U nas islamistów w tym celu nie potrzeba, wystarczyły PO, Nowoczesna i KOD.

W całej tej żenującej chryi, którą urządziły one w Sejmie i pod Sejmem, a którą PiS podgrzewa z wyraźną satysfakcją, żeby się opozycja kompromitowała jeszcze bardziej, biją po oczach dwie rzeczy: straszliwa propagandowa przesada i jeszcze większa obłuda. Inflacja mocnych słów, nadużywanie patetycznych frazesów i wielkich pojęć w sprawach duperelnych zmienia wszystko w groteskę, która samemu Mrożkowi czy Ionesco zaparłaby dech. A widząc, kto owymi frazesami młóci i jak ma się to do słów i czynów tych samych person sprzed zaledwie roku czy dwóch, trudno nie odczuwać mdłości.

Zacznijmy od przywrócenia sprawom normalnego wymiaru. Wykluczenie posła z posiedzenia, nawet jeśli było karą niewspółmierną do jego zachowania na mównicy, jest rzeczą dość banalną. Marszałek ma takie prawo, wielokrotnie z niego w III RP korzystano, i reagowanie na to rzucaniem się hurmem na sejmową mównicę i jej okupowaniem „aż do skutku” jest równie nieusprawiedliwione, jak podpalenie komendy z powodu mandatu za złe parkowanie, choćby i niezasłużonego.

Równie żałosnym pretekstem do takiej zadymy był nowy regulamin pracy w parlamencie dziennikarzy. Bardzo podobne ograniczenia w dostępie mediów do Sejmu zaproponował swego czasu – bodaj w roku 2009 – marszałek Sejmu z ramienia PO, Bronisław Komorowski. Politycy PO pajacujący dziś „w obronie wolnych mediów” w sejmowej sali nie widzieli w tym wówczas niczego zdrożnego. Odwrotnie niż politycy PiS, dziś murem stojący za swym partyjnym lejtnantem von Nogajem, Markiem Kuchcińskim, obecnym marszałkiem Sejmu. Wtedy to oni krzyczeli o tłumieniu wolności słowa i tak dalej. Choć, obiektywnie trzeba przyznać – mając też swoje za uszami w kwestii krzewienia warcholstwa w życiu politycznym, do takiej wiochy i bydła, jak dziś PO z Nowoczesną, jednak się partia Kaczyńskiego nigdy nie posunęła.

W każdym razie – jako pretekst do ogłaszania „końca demokracji” w Polsce, rewolty i blokowania Sejmu – zarządzenie Kuchcińskiego jest raczej słabe. Nigdzie w cywilizowanym świecie dziennikarze nie mają tak nieograniczonego dostępu do parlamentu, jaki mieli dotąd u nas. Gdziekolwiek zajrzymy – do Niemiec, Francji, Ameryki, Włoch – wszędzie obowiązuje ścisła reglamentacja akredytacji i dopuszczenie wyłącznie do wydzielonych stref  w budynku parlamentu. Ze zmianami w tej kwestii można się nie zgadzać, można zwłaszcza – i powinno się – protestować przeciwko sposobowi ich wprowadzenia przez nadętego i upartego politykaPiS, ale robienie z tego miary wolności i udawanie, że w całej sprawie chodzi o obronę dziennikarzy – to żałosne.

Szczególnie żałosne, gdy o wolność słowa walczą te same typki, które za swych rządów robiły wszystko, by ją tłumić. Za rządów PO i PSL dokonano w państwowych mediach bezwzględnej czystki personalnej, idącej dalej niż za poprzedników, użyto niejakiego Hajdarowicza, kolesia spod śmietnika pana Grasia, do przejęcia „Rzeczpospolitej” i zniszczenia tygodnika „Uważam Rze” (w chwili tej operacji bijącego poczytnością i „Politykę”, i „Newsweeka”); tenże sam Graś „załatwił” przez Kulczyka u władz niemieckich usunięcie redaktora naczelnego „Faktu” Grzegorza Jankowskiego i przeformatowanie najpopularniejszego tabloidu, podobnie jak wcześniej „Rzeczpospolitej”, w gazetę stroniącą od „polityki”, czyli od krytyki rządu; wreszcie urządzono wtedy bandyckie najście służb na redakcję „Wprost”, podczas którego próbowała przerażona ówczesna władza na oślep, przemocą zablokować publikację kelnerskich taśm i położyć łapę na kompromitujących ją nagraniach.

Nie zapominajmy też o aresztowaniu wypełniających swe obowiązki dziennikarzy podczas protestu w PKW. Pamiętam, jak wicirus peowskiej propagandy, redaktor Stasiński, jeden z wicemichników, kibicował wówczas policji, pochwalał jej brutalność i domagał się dla zatrzymanych wysokich wyroków. Dziś oczywiście ramię w ramię z prominentami obalonej władzy gardłuje on o „niszczonej przez PiS wolności mediów”, a mnie się na ten widok zwyczajnie jelita skręcają z obrzydzenia.

Jest jeszcze sprawa uchwalenia budżetu państwa w Sali Kolumnowej i wszystkich związanych z tym wątpliwości. Tu oczywiście nasz von Nogaj (czy tylko mnie pan Kuchciński tak kojarzy się z c.k. trepami ze starej komedii?) znowu spaprał sprawę, bo mniejszym złem byłoby odłożyć to głosowanie do stycznia, czy nawet usunąć uniemożliwiających obrady siłą. Ale przecież mówimy tylko o dopełnieniu formalności. Wiadomo, że PiS ma odpowiednią większość i quorum, żeby budżet przegłosować, można urządzić choćby i siedem reasumpcji, każda w innej sali, i za każdym razem wynik będzie ten sam. Więc i tu nie ma za bardzo o co robić histerii.

To wszystko jeszcze mało. Sięgnijcie Państwo do internetu po wypowiedzi liderów i autorytetów dzisiejszej lewicowo-liberalnej opozycji sprzed kilku lat, kiedy to wejścia do Sejmu zablokowali związkowcy z górniczej „Solidarności”. Szczególnie polecam specjalne orędzie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, pełne porywających fraz w rodzaju „blokowanie Sejmu to uderzenie w samo serce demokracji!”, różnego rodzaju „absolutnie niedopuszczalne”, „haniebne” i tak dalej.

Godne uwagi są także ówczesne pohukiwania Lecha Wałęsy i innych autorytetów, które dziś umierają z oburzenia na widok postawionych przez policję barierek, że takich zbrodniczych aktów nie wolno tolerować, że hołotę blokującą Sejm – pałować, że władza musi być stanowcza i tak dalej. Albo orędzie Ewy Kopacz, że władzę w Polsce można przejmować tylko poprzez zwycięstwo w demokratycznych wyborach, a nigdy na ulicy, i ona wraz z całą PO nigdy nie pozwolą, nie ustąpią, nie popuszczą et cetera, bo wzniecanie ulicznych tumultów to faszyzm. Ta ostatnia teza była zresztą wtedy ulubionym lajtmotiwem każdego peowsko-salonowego autorytetu.

Można by cytować i cytować, ale dam spokój, bo prawa strona internetu aż kipi dziś od linków przypominające dawne wystąpienia wszystkich tych hipokrytów.

Jeśli jakiś zwolennik obalonej „demokracji” a la PO-PSL i „Wyborcza”, chcąc za wszelką cenę bronić zbydlęcenia ludzi, którzy zachwalają pomysł blokowania Kaczyńskiemu grobu brata i dają upust gówniarskiej satysfakcji, że posłanka PiS „musiała czmychać” przed agresją podjudzonej przez nich gówniażerii, wydusi teraz z siebie nieśmiertelny argument „a PiS też…”, to powiem: nie, od zeszłego piątku nie można już mówić „PiS też”.

Powtórzę:  t a k i e g o bydła PiS nie robił nigdy i  t a k i e j  agresji nie przejawiał. Mimo iż ujmował się nie za duperelami, ale za sprawami śmiertelnie ważnymi. Tragedia w Smoleńsku była naprawdę, naprawdę zginął w niej prezydent RP i kilkudziesięciu wspaniałych ludzi, a Tusk ze swą ekipą naprawdę zachowali się jak, w najlepszym razie, banda pętaków, zainteresowanych tylko jak najszybszym wyciszeniem zagrażających utrzymaniu się przy władzy emocji i gorliwie pomagających Putinowi uniknąć rzetelnego zbadania sprawy oraz zwalić bez śledztwa cała winę na polskich pilotów. Parę razy PiS pojechał wtedy po bandzie, ale nie przekroczył granic, do przekroczenie których tracącej wpływy sitwie wystarczyło wirtualne męczeństwo posła Szczerby i pana Diduszko.

PiS nie rządzi dobrze, ale mieści się w demokratycznej normalności. Jest zadaniem sił na prawo od niego zorganizować się, stworzyć sensowną alternatywę dla tych rządów, przejąć za trzy lata władzę i sprawować ją lepiej. Natomiast szeroko rozumiany obóz III RP to dziś już tylko prymitywna agresja oraz rozpaczliwa obrona zagrożonych interesów i popełnionych u władzy nadużyć. Jedna wielka aberracja, infekująca nasze życie publiczne nieustanną awanturą, warcholstwem, kłamstwem i podłością. Odesłanie ich wszystkich przez wyborców w polityczny niebyt to warunek niezbędny przywrócenia Polsce normalności. Ostatni tydzień dowiódł tego niezbicie.

Parafrazując klasyka: PiS to grypa, a PO, Nowoczesna, KOD i reszta – to syfilis.

Górnicy przyjadą zaprowadzić porządek w Warszawie


 

WP.PL

 

Jacek Gądek

Jacek Gądek

akt. 22.12.2016, 13:21

Szykuje się wielka demonstracja wsparcia dla PiS: „Solidarność”, Kluby „GP” i środowisko Radia Maryja

Wielka demonstracja środowisk popierających Prawo i Sprawiedliwość ma przejść ulicami Warszawy na początku przyszłego roku. W sukurs rządowi mają przyjść Kluby „Gazety Polskiej”, Rodzina Radia Maryja, ale przede wszystkim NSZZ „Solidarność”. Pod względem liczebności PiS 13 grudnia wyraźnie przegrało z KOD-em. Teraz środowiska bliskie PiS chciałyby przyćmić Komitet.

WP / Andrzej Hulimka

  • Nas jest więcej. Jeśli chcą konfrontacji, to będą ją mieli. Chodzi oczywiście o konfrontację na liczbę uczestników – mówi WP jedna z ważnych osób „S”. Szefa związku Piotra Dudę zdenerwowały słowa lidera Nowoczesnej Ryszarda Petru – według niego władza PiS-u utraciła poparcie społeczne i legitymizację. Wezwał też do – jeśli sytuacja będzie się utrzymywać – wcześniejszych wyborów parlamentarnych.
    – Jakie to są wielkie te demonstracje opozycji? To są do cholery jasnej pikietki! Wkurza nas to już trochę – mówi WP ważna postać „S”. Zapewniając, że związek jest w stanie szybko zorganizować demonstrację na kilkadziesiąt tysięcy osób albo i więcej. Demonstracja nie byłaby samodzielną inicjatywą „S”, ale także Klubów „Gazety Polskiej” i sympatyków Radia Maryja.
    Środowisko „Gazety Polskiej” jako najbliższe Prawa i Sprawiedliwości bardzo chce demonstrować i już taką demonstrację poparcia dla rządu zorganizowało – było to w zenicie sejmowego kryzysu. – Z godziny na godzinę potrafiliśmy zorganizować 5 tys. osób na demonstrację w Warszawie – mówi WP Ryszard Kapuściński, szef Klubów „GP”.

 

Teraz członkowie jego organizacji czekają na sygnał do wystąpienia w obronie rządu PiS. – „Solidarność” zaprosiła nas do uczestniczenia w demonstracji – mówi WP Kapuściński. W ostatnich dniach doszło do spotkania Piotra Dudy i Tomasza Sakiewicza (szefa „GP”), w czasie którego padło owo zaproszenie. – Czekamy na datę – mówi Kapuściński. Co prawda pojawiła się data 7 stycznia, ale może będzie to później.
Rodzina Radia Maryja również jest zaprawiona w demonstracjach, ale od czasu uzyskania miejsca dla Telewizji Trwam na multipleksie, w czym mocno redemptorystów wspierało PiS, środowisko to przestało być bardzo aktywne na ulicach.
Licząca ok. 600 tys. członków „Solidarność” ma zatem największą siłę i to związek zdecyduje o powodzeniu lub nie demonstracji poparcia dla rządu. Raz, że ma największą wprawę, ale i budżet na strajki i demonstracje. Związek ma środki na to, aby skrzyknąć dużą część swoich członków, przewieźć ich na miejsce demonstracji, zapewnić jedzenie i na koniec odwieźć do domów.

 

 

Nie zapadła jeszcze jednak formalna decyzja „S” o demonstracji, ale jak dowiaduje się Wirtualna Polska przygotowania do jej podjęcia już trwają. Aktualnie szefostwo „S” jest na urlopach.
Wojowniczo wypowiadał się już przewodniczący „Solidarności” Piotr Duda. – Ludzie związani z „Solidarnością”, a także kluby „Gazety Polskiej” oraz rodziny Radia Maryja wspólnie zdecydowały, że przyszedł czas, aby pokazać, że są ludzie, którzy mają inne zdanie niż obecnie demonstrujący – stwierdził Piotr Duda na stronach związanych z „GPC”. Jedną z rozważanych opcji są demonstracje nie tylko w Warszawie, ale także w każdym województwie.
Taka demonstracja poparcia dla PiS, gdyby wypadła okazale, byłaby dla obozu władzy bardzo cenna. Do tej pory bowiem to KOD wespół z partiami opozycji niemal zmonopolizował duże marsze w Warszawie. Siła Komitetu – sądząc po kryterium ulicznym – jednak osłabła, bo na demonstracje przychodzi mniej osób niż choćby w maju (wtedy warszawski Ratusz oszacował liczbę demonstrantów na 240 tys. osób, a Policja mówiła o 45 tys.). Mimo to jednak KOD zadał PiS-owi bolesny cios 13 grudnia. Wtedy to demonstracja PiS zgromadziła o wiele mniej osób niż ta pod egidą KOD.
Komitet jest stowarzyszeniem, które finansuje się głównie ze składek członkowskich i zbiórek ulicznych. Z kolei „Solidarność” dysponuje milionowymi funduszami strajkowymi. – To jest pistolet, straszak na tych, przeciwko którym protestujemy – słyszymy w „S”.
Tak Piotr Duda jak i działacze „S” argumentują, że powodem do strajku może być zagrożenie ze strony opozycji dla realizacji postulatów pracowniczych. – Jeśli będzie decyzja ws. demonstracji, to jej realizacja nastąpi szybko – mówi WP ważny działacz „S”.

Polub WP Wiadomości

Zbawca Polski z Instytutu Marksizmu i Leninizmu tow.Balcerowicz krytykuje “Solidarność”



onet.
wiadomości

 

Onet

20 gru, 10:44

Leszek Balcerowicz: to hańba obecnej „Solidarności”

  • Piotr Duda zgłosił się jako bojówka PiS-u – mówił były wicepremier w programie „Onet Rano.”. Balcerowicz skrytykował przywódcę „Solidarności” za wsparcie reformy emerytalnej, nazywając ją „porozumieniem, którego realizacja niszczy Polskę”. – Jest hańbą obecnej „Solidarności”, że milczą wobec zamachu na osiągnięcia polskiej oświaty – dodał.

    Onet Wiadomości

Źródło: Onet