Ukraiński deputowany nazwał zabójcę rosyjskiego ambasadora w Turcji „bohaterem”


 

Mevlüt Mert Altıntaş, Wołodymyr Parasiuk. Fot. twitter.com, Ukrinform

Ukraiński deputowany nazwał zabójcę rosyjskiego ambasadora w Turcji „bohaterem”

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Wtorek, 20 grudnia 2016 o godz. 11:11:01

Wołodymyr Parasiuk, ukraiński deputowany oraz lider neobanderowskich bojówek EuroMajdanu nazwał „bohaterem” tureckiego policjanta, który zastrzelił rosyjskiego ambasadora w Ankarze.

 

– Gdy osoba za cenę własnego życia jest gotowa posunąć się do skrajnych środków, w imię idei, prawdy, wówczas można z pewnością powiedzieć – Bohater! – napisał na Facebooku Parasiuk, dołączając zdjęcie zabójcy rosyjskiego dyplomaty. Później, w komentarzach precyzował, że zabójca ten jest bohaterem dla swojego narodu. – On jest bohaterem dla swojego narodu! (…) mówimy o jego poświęceniu – podkreślał Parasiuk. Na głosy krytyki odparł, że „zdanie botów i głupców nikogo nie interesuje”. Jego zdaniem, działania tureckiego zabójcy to reakcja na tysiące ofiar śmiertelnych w Aleppo, za które winę ponosi Rosja.

Zdaniem Frankfurter Allgemeine Zeitung, mężczyzną, który najwyraźniej był dowódcą strzelców Majdanu w Konserwatorium podczas protestów w Kijowie był 27-leni wówczas Wołodymyr Parasiuk – obecnie deputowany, ale wówczas zwyczajny lider jednej z sotni odpowiedzialnych za obronę obozu protestujących. W wywiadzie dla znanego niemieckiego dziennika Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ) Parasiuk powiedział, że wielu członków jego grupy było uzbrojonych. „Wielu chłopaków przychodziło wtedy do nas i mówiło, że powinniśmy chwycić za broń i walczyć… Wielu miało ze sobą broń, często sztucery myśliwskie” – cytuje go FAZ. Parasiuk potwierdził w rozmowie z FAZ, że jego ludzie strzelali do milicji. Twierdził, że było to w odpowiedzi na wcześniejszy ostrzał z jej strony. Według niego milicja zaczęła strzelać ponad barykadami, a protestujący „bronili się używając broni”.

Parasiuk w swoim pierwszym wywiadzie prasowym, udzielonym gazecie „Ukraińska Prawda” 24 lutego, trzy dni po jego dramatycznej interwencji ze sceny Majdanu, ani razu nie wspomniał o jakimkolwiek użyciu broni palnej podczas protestów. Jednak gdy został zapytany o to, dlaczego nosi na sobie mundur wojskowy, stwierdził, że niegdyś przeszedł przeszkolenie paramilitarne z szeregiem nacjonalistycznych grup na Zachodniej Ukrainie, skąd pochodzi. Powiedział również, że to jego grupa, licząca około 50 osób, zajmowała budynek Konserwatorium.

– Śledztwa dziennikarskie BBC i FAZ faktycznie potwierdzają moje pierwotne ustalenia, które zaprezentowałem po raz pierwszy podczas konferencji w USA w październiku 2014 roku. Stwierdziłem wówczas, że strzelano w stronę milicji z Konserwatorium Muzycznego, które było kontrolowane przez specjalną kompanię samoobrony Majdanu dowodzoną przez Parasiuka. BBC nie ujawniło, że to była część samoobrony Majdanu. Przeprowadzili wywiad z jednym ze strzelców. Od tamtego czasu pojawiły się nowe dowody. Szczególnie najnowsze filmy dokumentalne, które ukazują się obecnie na Ukrainie. Ujawniają one, że faktyczne majdanowcy strzelali z Konserwatorium do milicjantów na Majdanie rankiem 20 lutego. Są tam publiczne świadectwa, jednak oficjalnie śledczy nadal twierdzą, że nie znają tożsamości tych strzelców ani nawet kierunku, z którego padały strzały. Nie mają żadnych oficjalnych podejrzanych o to, kto zabił milicjantów. Nikt nie został oskarżony. Mimo tego, że te informacje są publicznie dostępne. Przyznał się do tego więcej niż jeden strzelec. Wyznanie jednego z nich jest dostępne na YT i w ukraińskich mediach [chodzi o Iwana Bubenczyk, który w filmie dokumentalnym nt. masakry na Majdanie i w wywiadzie dla portalu Bird In Flight oświadczył, że strzelał do berkutowców i zabił dwóch z nich – red.] – mówił z kolei w obszernym wywiadzie dla Kresów.pl ukraiński politolog Iwan Kaczanowski, zajmujący się naukowo sprawą masakry na Majdanie.

Przeczytaj: BBC ujawnia świadectwo snajpera, który strzelał do milicjantów na Majdanie

Jak informowaliśmy, w poniedziałek rosyjski ambasador Andriej Karłow został zastrzelony w Ankarze, gdy wygłaszał przemówienie na otwarciu wystawy „Rosjanie oczami Turków”.

ZOBACZ: Moment zamachu na rosyjskiego ambasadora – zamachowiec to turecki policjant? [+VIDEO/+FOTO/+18]

Zamachowcem był 22-letni Mevlüt Mert Altıntaş, funkcjonariusz tureckiej policji, który służył w oddziałach do tłumienia zamieszek. Tureckie MSW podało też, że służył w policji od 2,5 roku i był absolwentem szkoły policyjnej w Izmirze. Tureckie służby zatrzymały członków jego rodziny, w tym matkę i siostrę. Łącznie zatrzymano sześć osób.

Z kolei wysoki przedstawiciel służb bezpieczeństwa Turcji oświadczył, że „bardzo wyraźne znaki” wskazują na to, iż Altintas należał do sieci mieszkającego w USA byłego tureckiego, islamskiego imama i kaznodziei, Fethullaha Gulena. Jest on uznawany za wroga przez władze w Ankarze. On sam zaprzecza tym twierdzeniom.

Tureckie służby badają również rzekome powiązania Altintasa z gulenistami, ale także z Al-Kaidą i Frontem Al.-Nusra. Oficjalnie podano również, że ukończył on szkołę gulenistów, zaś w przeddzień lipcowej próby puczu wziął dwudniowy urlop. Dr Wojciech Szewko zwracał uwagę, że po zamachu zabójca wykrzykiwał slogany wskazujące na powiązania z Nusrą.

W czasie ataku zamachowiec wykrzyczał: „Allahu akbar. Nie zapominajcie Aleppo. Nie zapominajcie Syrii. Nie zapominajcie Aleppo. Nie zapominajcie Syrii”. Następnie zaczął krzyczeć do obecnych w sali „Cofnijcie się. Cofnijcie się. Tylko śmierć może mnie stąd zabrać. Każdy kto bierze udział w opresji zapłaci za to”. Słowa słyszalne na nagraniu potwierdzają, że ambasadora Karłowa zabił sympatyk ekstremistycznych ugrupowań zbrojnych walczących z władzami Syrii. Altintas został zastrzelony.

Tureccy urzędnicy podali, że zamachowiec wszedł do budynku, w którym znajdował się rosyjski ambasador, podając się za policjanta. Według największego tureckiego dziennika miał wylegitymować się policyjnymi dokumentami, nie wiadomo na razie czy prawdziwymi. W czasie przemówienia rosyjskiego ambasadora stał za jego plecami.

Do zamachu doszło dzień przed wizytą ministra spraw zagranicznych Turcji Mevlüta Çavuşoğlu w Moskwie. Szef tureckiej dyplomacji miał tam rozmawiać z swoim rosyjskim i irańskim odpowiednikiem o rozwiązaniu konfliktu w Syrii. Rozmowy te oznaczały całkowite odsunięcie od wpływu na proces polityczny w Syrii mocarstw zachodnich i ich arabskich sojuszników działających na rzecz „zmiany reżimu” w Syrii.

Przeczytaj: Putin skomentował zamach na rosyjskiego ambasadora w Turcji [+VIDEO]

Zobacz: Strzały pod ambasadą USA w Ankarze [+VIDEO]

Unian.ua / Kresy.pl

Ogórkowej gaszenie wyborczego redaktora


 

wPolityce.pl

 

Wroński znów prowokuje Ogórek i ponownie nie radzi sobie z ripostą. Zdenerwowany przerywa wymianę zdań: proszę mi więcej nie wchodzić na konto!

opublikowano: 5 godzin temu

fot. YouTubefot. YouTube

Paweł Wroński niekoniecznie dobrze radzi sobie z uszczypliwymi uwagami na swój temat. Tym bardziej chyba niepotrzebnie do twitterowej wymiany zdań z prof. Żerko sprowokował Magdalenę Ogórek, która dwoma wpisami zgasiła dziennikarza „Wyborczej”.

Wszystko zaczęło się od wpisu Wrońskiego w związku z wydarzeniami w Berlinie o polskim ambasadorze.

Czy ktoś widział polskiego ambasadora w działaniu w Berlinie?

— dopytywał dziennikarz.

Wpis ten skomentował prof. Stanisław Żerko.

Drogie dzieci: oto przykład, jak mały Jasiu z tracącej czytelników opozycyjnej gazety wyobraża sobie rolę ambasadora.

fot. Twitterfot. Twitter

Słowa te nie spodobały się Wrońskiemu. Jednak przy okazji polemizowania z prof. Żerko, nie zawahał się skierować złośliwych uwag pod adresem Magdaleny Ogórek.

Droga młodzieży wyklęta. Spójrzcie. Prof. Żerko – lew lewicy walczy dla PiS tak dzielnie jak Magda Ogórek 🙂

— napisał Wroński.

Magdalena Ogórek postanowiła udzielić mu pewnej rady.

fot. Twitterfot. Twitter

To zdenerowało dziennikarza „GW”, któremu nie spodobało się, że Magdalena Ogórek postanowiła skomentować jego wpis. Zarzucił jej, że jest nachalna. Wtedy doczekał się mocnej riposty.

fot. Twitterfot. Twitter

Czytaj dalej na następnej stronie ===>

12

następna strona »

Zdjęcie wSumie.pl

autor: wSumie.pl

Nazywamy rzeczy po imieniu!

Olejnik odwiedziła Tuska w Brukseli. Żenujące ataki na polski rząd


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

20 grudnia 2016

 

Olejnik odwiedziła Tuska w Brukseli. Żenujące ataki na polski rząd

 

Dodano: 20.12.2016 [20:32]

Olejnik odwiedziła Tuska w Brukseli. Żenujące ataki na polski rząd - niezalezna.pl

foto: Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Monika Olejnik pofatygowała się aż do Brukseli, aby porozmawiać z Donaldem Tuskiem. Jeszcze przed programem można było się domyślić, jak przebiegnie ich wymiana poglądów. Bo dziennikarka nie próbowała nawet ukrywać swoim sympatii politycznych. Robiła to tak ordynarnie, że nawet Tusk ją stopował, ale także skorzystał z okazji, aby atakować polski rząd. „To władza jest odpowiedzialna za pozycję państwa, w którym rządzi. Sytuacja wewnętrzna jest niepokojąca. Pierwszym i niezwykle dojmującym wrażeniem jest to, że mamy do czynienia z politycznym bałaganem, gdy szczególnie powinno się dbać o całość i relatywną jedność” – powiedział.
Jak można się było spodziewać, dużą część rozmowy Tuska z Olejnik stanowiły ostre ataki na Jarosława Kaczyńskiego i polski rząd.

– Często jest tak, z tego typu politycznymi osobowościami, że nigdy nie mają dosyć. Władzy zawsze można mieć więcej. Nie jestem psychoanalitykiem i nie chciałbym siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Znam lepsze miejsca. Jedno wydaje mi się pewne – żeby przywrócić polityczną harmonię w Polsce, trzeba na nowo uwierzyć… to jest apel do prezydenta Dudy i premier Szydło i innych konstytucyjnych organów w kraju, że to jest wielki obowiązek być samodzielnym. Tego wymaga zwykła ludzka przyzwoitość – mówił Tusk.

W pewnym momencie Tusk pokusił się nawet o analizę geopolityczną dotyczącą przyszłości całej Europy.

– Następuje coś na kształt zmęczenia naszą częścią Europy. Dzisiaj Europa jest ewidentnie zagrożona dezintegracją, może nie rozpadem, ale ostrymi podziałami, jestem przekonany, że to oznacza problemy dla naszego regionu i dla Polski. Nie chodzi o jeden rok, jedną kadencję rządu. Nasze bezpieczeństwo i zdolność przeżycia będą zależały od tego, na ile jesteśmy zakorzenieni w Europie jako wspólnocie politycznej – mówił Tusk.

Szybko jednak przeszedł do retoryki i narracji znanej z ostatnich wystąpień Lecha Wałęsy. Stwierdził nawet, że wyrzuciłby z „Solidarności” jej obecnego szefa Piotra Dudę:

– Ja zakładałem solidarność w roku 1980 i chcę to powiedzieć w imieniu tamtej starej „Solidarności”… My byśmy wyrzucili z „Solidarność” kogoś takiego, kto używałby tego typu argumentów wobec bezbronnych ludzi, którzy protestują na ulicach – mówił Tusk.

Dalej było jeszcze ciekawiej:

– Dzisiaj szef „Solidarności” zamienia się rolami i mówi coś, co jest absolutnie nieakceptowalne. W tym jest coś tak wschodniego… „my się zorganizujemy i wam dołożymy”… Gierek w marcu 1968 roku mówił o „śląskiej wodzie, która pogruchocze kości tym, którzy atakują partię komunistyczną”. Piotra Dudę w imię dawnej „Solidarności” prosiłbym, żeby zawsze stawał po stronie słabszych, a nie po stronie władzy, bo to wynika z definicji „Solidarności” – mówił były premier.

Donald Tusk pytany o rolę opozycji w antyrządowych protestach stwierdził lakonicznie, że taka już jest natura opozycji.

– To, co się dziś dzieje, to nie jest Majdan w Kijowie. Nikt z polityków opozycji nie myśli o żadnym innym wariancie, niż ten, żeby w przyszłości wygrać wybory. Dzisiaj opozycja to nie jest ta siła, która dąży do rozstrzygania czegokolwiek przemocą. Czasami opozycja głośno krzyczy, sam tego doświadczyłam, bo jest bezradna i ma do czynienia z butą władzy – przekonywał Tusk.

To już kolejna w ostatnich dniach sytuacja, w której Donald Tusk publicznie zabrał głos w sprawie sytuacji w kraju. Jak już informowaliśmy na łamach portalu niezalezna.pl, w weekend Donald Tusk pojawił się we Wrocławiu i w krótkim, ale pełnym arogancji, wystąpieniu dał jasno sygnał, że będzie agresywnie ingerował w polskie sprawy. Nie tylko zaatakował obecnie rządzących, ale wręcz pochwalił opozycję, która zakłóciła prace Sejmu.
CZYTAJ WIĘCEJ: Tusk pojawił się w Polsce – podkręca atmosferę i chwali zadymiarzy

Autor: rzŹródło: niezalezna.pl, TVN24

Czy może być otwarty konflikt w Polsce?


Czy będzie wojna domowa?

Komentarz    serwis „Prawy.pl” (prawy.pl)    20 grudnia 2016

W związku z ostatnimi zadymami, które – jak podejrzewam – na rozkaz Naszej Złotej Pani zorganizowały stare kiejkuty, mobilizując swoją agenturę, rozmaitych „pożytecznych idiotów”, co to pragną „bronić demokracji”, no i wreszcie – rozmaitych wariatów w rodzaju osobistego nieprzyjaciela Pana Boga, czyli starzejącego się aktora Krzysztofa Pieczyńskiego, któremu Pan Bóg wprawdzie dał talent, ale mały, czego on najwyraźniej nie może przeboleć i w odwecie lansuje pogląd, że Pana Boga nie ma – więc w związku z ostatnimi zadymami pojawiły się głosy, że Polsce grozi „wojna domowa”. Jeśli chodzi o pana Pieczyńskiego, to w swoim zapamiętaniu podobny jest on do Towarzysza Szmaciaka z nieśmiertelnego poematu Janusza Szpotańskiego. Przełożony Szmaciaka w UB, niejaki Rurka, wyrzucał mu, że przynosi donosy tylko na proboszcza: „Wiecznie ten klecha! Do znudzenia! Pewnie ci nie dał rozgrzeszenia za to, że w kwiecie swej młodości waliłeś konia bez litości!” Ciekawe, czy w przypadku pana Pieczyńskiego również wchodzą w grę tego rodzaju urazy. Jest to bardzo prawdopodobne, bo czy w przeciwnym razie tak by się emocjonalnie angażował w walkę z cieniem? Wprawdzie Rosjanie powiadają, że „każdyj durak po swojemu s uma schodit”, co się wykłada, że każdy wariat wariuje na swój sposób, ale przecież każde wariactwo musi mieć z czegoś początek. Zresztą mniejsza o to, bo ważniejsze od odlotów pana Pieczyńskiego są głosy wskazujące na możliwość wojny domowej w naszym i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym kraju.

Skoro tak, to zastanówmy się chwilę nad tą możliwością. Odpowiadając na pytanie zaniepokojonego słuchacza – czy będzie wojna? – Radio Erewań odpowiedziało, że wojny nie będzie, ale za to rozgorzeje taka walka o pokój, że nie zostanie nawet kamień na kamieniu. W naszym przypadku walkę o pokój może zastąpić walka o demokrację i praworządność – bo dla strategicznych partnerów, czyli Niemiec i Rosji, których dodatkowo wspiera stary żydowski finansowy grandziarz Jerzy Soros, który z naszym krajem też wiąże różne swoje niecne plany i nadzieje – każdy pretekst jest dobry, jeśli może doprowadzić zarówno do załatwienia zaległych remanentów wojennych, jak i ustanowienia między partnerami wspólnej granicy, w najgorszym razie przedzielonej „strefą buforową”, czyli Judeopolonią w której szlachta jerozolimska administrowałaby mniej wartościowym narodem tubylczym. To właśnie z tego powodu w „obronę demokracji” tak angażuje się żydowska gazeta dla tubylczych Polaków, którą grandziarz niedawno wsparł swoim złotem. Oczywiście o tych prawdziwych celach nie wolno głośno mówić, i dlatego zarówno brukselskie marionetki Naszej Złotej Pani, jak i stare kiejkuty i ich konfidenci, a za nimi mikrocefale myślący, że to wszystko naprawdę, gardłują o „obronie demokracji”. No dobrze – ale co z wojną?

W Polsce wojny domowej być nie może z tego powodu, że do wojny potrzeba przynajmniej dwóch Stron Wojujących. Tymczasem u nas jest tylko jedna: stare kiejkuty ze swoją agenturą, zarówno cywilną, jak i mundurową. I właśnie ta Jedna Strona najwyraźniej przygotowuje się – ale nie do wojny, tylko ewentualnie do zmasakrowania mniej wartościowego narodu tubylczego, który jest najbardziej rozbrojonym narodem w Europie. Tymczasem właśnie z naszej niezwyciężonej armii właśnie „odeszła” grupa najważniejszych generałów. Dlaczego akurat teraz? Czyż nie na rozkaz starych kiejkutów – bo warto pomyśleć, czy oszałamiające kariery w wojsku mogli zrobić oficerowie nie będący konfidentami Wojskowych Służb Informacyjnych? – żeby nie związani obowiązkiem posłuszeństwa wobec rządu mogli zdalnie pokierować naszą niezwyciężoną armią w obronie demokracji i konstytucji – co zapowiadał gadatliwy pan pułkownik Mazguła? W takiej sytuacji zamiast „wojny domowej” mielibyśmy powtórkę ze stanu wojennego, kiedy to nasza niezwyciężona armia nieugięcie stanęła na nieubłaganym gruncie obrony ustroju socjalistycznego i sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Wyobrażam sobie to tak, że starzy UB-ecy i SB-ecy, wzmocnieni nowymi pokoleniami ubeckich dynastii, wykonają najbrudniejszą, również „mokrą robotę”, a nasza niezwyciężona armia zapewni im logistykę i osłonę siłową, zaś Nasza Złota Pani zapewni całej operacji osłonę polityczną. To w łagodnym wariancie „A”.

Ale może być też masakra według surowszego wariantu „B”. Oto bawiąc niedawno na Podkarpaciu, z wiarygodnego źródła powziąłem wiadomość o dużym przemycie broni, jaki z Ukrainy trafia do Polski przez tamtejszą granicę. Kto jest odbiorcą tej broni? Czy przypadkiem nie zadaniowana politycznie i militarnie część ponad milionowej imigracji ukraińskiej? Większość tych imigrantów przyjeżdża do pracy, ale skoro jest ich ponad milion, to już choćby ze statystyki jeden procent muszą stanowić agenci, którzy mają do wykonania w Polsce całkiem inne zadania. Gdyby zatem Nasza Złota Pani zechciała nie tylko nas tu spacyfikować, ale przy okazji zrobić nam kuku w postaci polikwidowania – jak ich nazywają Rosjanie – „zaczinszczikow”, to któż lepiej się do tego nada, jak banderowcy? Na wypadek jakiejś „Norymbergi” (ja oczywiście wiem, że żadnej „Norymbergi” nie będzie, ale co to komu szkodzi dmuchać na zimne?) Niemcy będą czyste, jak łza, a całe odium spadnie na mniej wartościowe narody tubylcze, które w ten oto prosty sposób można wykorzystywać przeciwko sobie z pożytkiem dla starszych i mądrzejszych.

Z tych względów wydaje mi się, że nie ma racji pan poseł Kukiz, przestrzegający przez „wojną domową”, natomiast więcej racji ma pan mecenas Roman Giertych, zapowiadający „rozlew krwi”. Nie wiem tylko dlaczego sprawia wrażenie, jakby wiązał z tym jakieś nadzieje, przynajmniej na tyle, że on zostanie oszczędzony. Tymczasem to nie jest wcale takie oczywiste, bo w przypadku ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej, pan mecenas Giertych nie byłby już nikomu potrzebny.

Stanisław Michalkiewicz

"Spontaniczne" demonstracje były starannie przygotowane


„Spontaniczne” demonstracje były starannie przygotowane. Lis napisał, że „trwa zamach stanu” i… miał racje!
wpis z dnia 18/12/2016

foto: Youtube.com

Formalnym powodem piątkowych i sobotnich demonstracji było wykluczenie z udziału w posiedzeniu Sejmu posła Szczerby z PO. Co jednak ciekawe – plany organizacji tych manifestacji były zgłoszone do władz Warszawy kilka dni szybciej, kiedy nikt jeszcze nie przypuszczał, co może się wydarzyć w piątek. Warto też zwrócić uwagę na zamówiony odpowiednio wcześniej katering do Sejmu oraz wypowiedź posła Kłopotka z PSL, który w piątek rano „wyśpiewał” co się stanie wieczorem. Czego oni nie zrobią, aby wrócić do władzy?

Oderwanie od władzy i przywilejów dotychczasowych beneficjentów III RP musiało przynieść konsekwencje.Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że w rok po przegranych wyborach będą oni próbowali aż do tego stopnia zdestabilizować sytuację polityczną w kraju. To, co widzieliśmy w piątek wieczorem było w istociepróbą wzniecenia zamachu stanu. Niewykluczone, że jego celem miała być krwawa rozprawa z przedstawicielami PiS i całkowite pogrążenie naszego państwa w chaosie. Pod tym względem muszę przyznać rację Tomaszowi Lisowi, który w piątek wieczorem napisał na swoim twitterze, że „trwa zamach stanu”. Miał racje.
Powstaje pytanie – co dalej? Jakie plany ma „totalna opozycja”, by powrócić do władzy? Czy będą szli w kierunku dalszej destabilizacji w imię powrotu tego co już było? Czy kolejnym krokiem będzie prośba o interwencję zewnętrznych sił? Byleby tylko odsunąć PiS od władzy? A może jakieś polityczne zabójstwo? Wszak pełni nienawiści do swoich politycznych przeciwników, przy jednoczesnym poparciu głównych mediów w Polsce, są w stanie zrobić dosłownie wszystko…

wpis z dnia 18/12/2016 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

* * *

Antypolska prowokacja niemieckiego i rosyjskiego medium


To jest jednak niesamowite chamstwo: niemieckie i rosyjskie media oskarżyły Polaka, że dokonał zamachu w Berlinie!
wpis z dnia 20/12/2016

Rosyjska i niemiecka propaganda jedzie po bandzie. Tuż po wczorajszym zamachu w Berlinie, kiedy jeszcze niewiele było wiadome o okolicznościach tej tragedii, dwie duże agencje informacyjne z Niemiec (ZDF Heute) oraz Rosji (Life.ru) podały, że ciężarówką w tłum ludzi wjechał „polski kierowca”. Dezinformacja poszła w świat i była cytowana przez kolejne agencje i strony z newsami. Ktoś ewidentnie gra na wywołanie niechęci do Polski.

 


Agencje ZDF Heute oraz Life.ru opublikowały wczoraj na stwoich twitterowych kontach wpisy, z których jednoznacznie wynikało, iż sprawcą zamachu był „polski kierowca”. Warto podkreślić, że mamy do czynienia z dwiema dużymi agencjami, których zasięg liczony jest w setkach tysięcy odbiorców (ZDF Heute – 262 tys. obserwujących na twitterze; Life.ru – ponad 800 tys.). Niestety, fałszywe informacje poszły w świat lotem błyskawicy i były cytowane przez kolejne agencje i strony z newsami:

 


Były „polskie obozy koncentracyjne”. Jest „polski kierowca ciężarówki, która wjechała w tłum ludzi”. Czasy się zmieniają, ale metody pozostają takie same.

wpis z dnia 20/12/2016

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

* * *

Michalkiewicz: Dowiedziałem się, że z Ukrainy idzie do Polski duży przemyt broni. Ciekaw jestem, kto jest odbiorcą tej broni?


Telewizja Republika.pl

Michalkiewicz: Dowiedziałem się, że z Ukrainy idzie do Polski duży przemyt broni. Ciekaw jestem, kto jest odbiorcą tej broni?

 

lml

21:51 20 grudnia 2016

Telewizja Republika

– Moim zdaniem, obydwie strony dążą do konfrontacji, również prezes Kaczyński, który usztywnił marszałka ws. posła Szczerby, który świadomie to zrobił, a to znaczy, że i on dąży do konfrontacji dlatego, że skądś wie coś, czego jeszcze nie wiemy, to znaczy, że w kręgach „starszych i mądrzejszych”, zapadła decyzja o rozwiązaniu ostatecznym sprawy polskiej, przed wyborami w Niemczech i Francji, żeby nikomu nie przyszło do głowy, ze może wierzgać na Merkel, a na Polsce najłatwiej takie coś przeprowadzić – mówił w „Odkodujmy Polskę !” Stanisław Michalkiewicz.

Gościem Łukasza Warzechy w programie „Odkodujmy Polskę !” był Stanisław Michalkiewicz.

Miało to być wydarzenie, które miało zelektryzować niemiecką opinie i zneutralizować ją, kiedy w Polsce zaczęłoby się dziać coś okropnego

– Kiedy oglądałem pierwsze doniesienia to skojarzyło mi się to z prowokacją gliwicką. mam na myśli sytuację w Polsce. Jeżeli ciężarówka o polskich numerach uderza w Berlinie w tłum i robi tam masakrę, to miało to być wydarzenie, które miało zelektryzować niemiecką opinie i zneutralizować ją, kiedy w Polsce zaczęłoby się dziać coś okropnego – mówił Michalkiewicz, odnosząc się do wczorajszego zamachu terrorystycznego w Berlinie. 

Demonstrujący rzucali się pod samochody, a Diduszko nawet udawał zmarłego

Komentując ostatnie wydarzenia w Polsce, zorganizowane przez KOD i opozycję, publicysta zauważył, że „ten majdan to ciamajdan”. – Świadczy o tym fakt, że pojawił się tam najstarszy kiejkut III RP, w osobie gen. Marka Dukaczewskiego, a demonstrujący rzucali się pod samochody, a Diduszko nawet udawał zmarłego – dodał.

Wybierz Internet kozoodporny od nc+ i oglądaj TV przez aplikację nc+ GO bez zużycia transferu danych! Zamów teraz w promocyjnej cenie!

Chcę dowiedzieć się więcej.

Nie, dziękuję

Wracając do zamachu w Berlinie i faktu, że policja schwytała nie tego, kto jest jego sprawcą, Stanisław Michalkiewicz stwierdził, że „niemiecka policja jest akuratna i jak złapali tego podejrzanego, który uciekał z kabiny, jakiś związek z tą ciężarówką miał i dopiero dziś okazało się, że to nie ten”. – Coś stało się w nocy, może rzeczywiście to nie był ten, bo domyślam się, ze mogło się stać np. to, że do policji przyszedł ktoś z niemieckich służb i powiedział, że „Pakistańczyk pasuje nam jak pięść do nosa i macie złapać tego, który nam pasuje” – stwierdził. 

Celem tego było zablokowanie możliwości ustawy budżetowej, co powoduje konsekwencje prawne w postaci możliwości przedterminowego rozwiązania Sejmu

Mówiąc o protestach w Sejmie i pod Sejmem, Stanisław Michalkiewicz podkreślił, że „nie bagatelizowałby tego”. – Prawdziwą przyczyną okupacją sali nie była żadna walka o wolność słowa, bo to oczywiście bardzo patetyczne uzasadnienie. Każdemu patosowi towarzyszy niezamierzony efekt komiczny – w pierwszych szeregach szermierzy wolności słowa wystąpiła resortowa „Stokrotka” i redaktor Lis, to dodaje właśnie tego elementu komicznego. Celem tego było zablokowanie możliwości ustawy budżetowej, co powoduje konsekwencje prawne w postaci możliwości przedterminowego rozwiązania Sejmu i wywierania presji na prezydenta, żeby to zrobił – mówił.

– Moim zdaniem, obydwie strony dążą do konfrontacji, również prezes Kaczyński, który usztywnił marszałka ws. posła Szczerby, który świadomie to zrobił, a to znaczy, że i on dąży do konfrontacji dlatego, że skądś wie coś, czego jeszcze nie wiemy,
to znaczy, że w kręgach „starszych i mądrzejszych”, zapadła decyzja o rozwiązaniu ostatecznym sprawy polskiej, przed wyborami w Niemczech i Francji, żeby nikomu nie przyszło do głowy, ze może wierzgać na Merkel, a na Polsce najłatwiej takie coś przeprowadzić.
Kaczyński starannie reżyseruje swój upadek, bo to nie jest bez znaczenia, w jaki sposób się upada. Prezes Kaczyński robi co może, żeby przejść do historii w sposób zauważalny – przyznał.

Ciekaw jestem skąd on to wie i czyja krew miałaby się rozlać?

Publicysta wskazał, że dla niego sygnałem, że sprawa jest poważna, są te spektakularne odejścia generałów z naszej niezwyciężonej armii. – Nasza armia też musi mieć jakieś wyznaczone zadanie w tej całej operacji, a jeśli by zawiodła to jest jeszcze jedna rzecz – z obfitości serca usta mówią – mec. Giertych robi, co może, żeby przeczołgać się na jasną stronę mocy, chlapnął ostatnio, że „czeka nas rozlew krwi”. Ciekaw jestem skąd on to wie i czyja krew miałaby się rozlać. W tym kontekście nabiera rumieńca wizja eskalacji konfliktu, że najpierw będą antysemickie prowokacje, a nikt wtedy nie powstrzyma świętego gniewu snajperów – mówił.

– Niedawno, będąc na Podkarpaciu, dowiedziałem się – z wiarygodnych źródeł – że z Ukrainy idzie do Polski duży przemyt broni. Ciekaw jestem, kto jest odbiorcą tej broni? – pytał Michalkiewicz.

Źródło: Telewizja Republika

Polska szkoli pilotów z Arabii Saudyjskiej


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka20.12.2016

 

Polska: Szkolenie pilotów z Arabii Saudyjskiej

20 grudnia 2016 15:32

Jak pochwaliła się ostatnio Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych w Dęblinie, „1 grudnia 15 kadetów z Arabii Saudyjskiej rozpoczęło studia wojskowe na specjalnościach pilotażowych Wydziału Lotnictwa WSOSP. W pierwszych dniach swojego pobytu w <<Szkole Orląt>>, kadeci zapoznali się z bazą dydaktyczną i naukową Uczelni oraz przystąpili do intensywnej nauki języka polskiego i angielskiego.”

Nie jest jasne, na jakich warunkach Wojsko Polskie szkoli przedstawicieli sił zbrojnych wahabickiej monarchii, które „wsławiły” się ostatnio głównie popieraniem ugrupowań terrorystycznych i masakrowaniem Jemenu.

(Na podst. WSOSP)

15492305_1289072887825567_5088507860012032496_n

Czeski minister finansów: Odpowiedzialność za zamach w Berlinie ponosi kanclerz Angela Merkel


WPROST.pl

Czeski minister finansów: Odpowiedzialność za zamach w Berlinie ponosi kanclerz Angela Merkel

Dodano: dzisiaj 20:36 16 0 19 1964

Angela Merkel

Angela Merkel / Źródło: Newspix.pl / ABACA

Andrej Babis, czeski minister finansów stwierdził, że winę za zamach terrorystyczny, do którego doszło w Berlinie w poniedziałek 19 grudnia ponosi kanclerz Angela Merkel. W opinii polityka w Europie nie ma miejsca dla uchodźców, a obecna fala migracyjna powinna zostać jak najszybciej powstrzymana.

Agencja Reutera przypomniała, że państwa Europy Wschodniej były wielokrotnie krytykowane przez instytucje UE za odmowę przyjęcia migrantów z Bliskiego Wschodu czy Afryki. Andrej Babis zwrócił uwagę na fakt, iż polityka tzw otwartych drzwi, której zwolenniczką przez dłuższy czas była kanclerz Niemiec Angela Merkel doprowadził do ataków terrorystycznych. – Niestety, to, co zdarzyło się na jarmarku świątecznym w dzielnicy Charlottenburg jest konsekwencją takiego rodzaju polityki. To właśnie kanclerz Angela Merkel wpuściła do Europy migrantów, którzy rozlali się na całą Europę. Nie mają dokumentów, a więc tak naprawdę nie wiemy kim oni są i jakie mają plany. Niemcy za politykę kanclerz Merkel płacą teraz najwyższą cenę. To niemiecka kanclerz jest odpowiedzialna za to, co stało się w Berlinie – stwierdził.

W opinii czeskiego ministra finansów „najlepszą formą pomocy dla uchodźców jest wysyłanie środków finansowych m.in. do Syrii, w której od kilku lat toczy się wojna.” – Dzięki temu moglibyśmy pomóc w zaprowadzeniu procesu pokojowego, a ponadto migranci mogliby wrócić tam, skąd przyjechali. W Europie nie ma dla nich miejsca – dodał Babis.

Zamach w Berlinie

W poniedziałek w Berlinie doszło do zamachu terrorystycznego. Rozpędzona ciężarówka wjechała w tłum ludzi podczas jarmarku bożonarodzeniowego. Samochód miał polską rejestrację. W kabinie znaleziono także zwłoki innej osoby. Około 3 nad ranem we wtorek niemiecka policja potwierdziła, że to Polak. Nad ranem służby rozpoczęły szturm na byłym lotnisku Tempelhof, które obecnie jest jednym z największych ośrodków dla uchodźców. Podano ponadto, że podejrzanym o dokonanie ataku jest 23-letni Pakistańczyk Naved B. Początkowo informowano, że został on zatrzymany. Jednak policja w Berlinie poinformowała około godz. 13:00, że schwytała nieodpowiedniego człowieka.

/ Źródło: Reuters

Geert Wilders mówi o potrzebie politycznej rewolucji


 

 

​ZAMACH W BERLINIE: GEERT WILDERS OSKARŻA ANGELĘ MERKEL

ZAMACH W BERLINIE

12 minut temu

Lider prowadzącej w sondażach holenderskiej Partii Wolności zamieścił na Twitterze fotomontaż niemieckiej kanclerz Angeli Merkel z umoczonymi krwią rękami.

Geert Wilders /AFP

Geert Wilders /AFP

Geert Wilders wprost sugeruje, że za zamach w Berlinie współodpowiedzialność ponosi Angela Merkel.

 

 

Już po ataku Wilders zamieścił obrazek Merkel z zakrwawionymi dłońmi. Słynący z ostrych, antyimigranckich wypowiedzi polityk oskarżył „tchórzliwych niemieckich przywódców” o otwarcie granic, co, zdaniem Wildersa, „wpuściło do Europy tsunami islamskiego terroru”.

„Nienawidzą nas i zabijają nas. Nikt nas przed nimi nie chroni. Zostaliśmy zdradzeni przez naszych liderów. Potrzebujemy politycznej rewolucji” – napisał Wilders w czwartek.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

Geert Wilders

@geertwilderspvv

12:51 – 20 gru 2016

  • 2 3172 317 podanych dalej

  • 2 9852 985 polubień

  • Przypomnijmy, że w poniedziałek (19 grudnia) ciężarówka wjechała w świąteczny jarmark w Berlinie. W ataku zginęło 12 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie. Sprawca nie został ujęty.

    GEERT WILDERS CORAZ BLIŻEJ WŁADZY. HOLANDIA OPUŚCI UE?

    ZOBACZ ZDJĘCIA

    8

    INTERIA.PL

    Wchodzenie Tuska do polskiej polityki



    onet.
    wiadomości

    16 minut temu

    Donald Tusk: nie chciałbym siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego

    • W polityce są takie osoby, które nigdy nie mają dosyć. Myślą, że władzy zawsze można mieć więcej – ocenił w programie „Kropka nad i” Donald Tusk. – Ja jednak nie chciałbym siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Znam lepsze miejsca. (…) Jednocześnie porównanie obecnej sytuacji w Polsce do stanu wojennego jest dla mnie absurdalne – podkreślił.

     

    Donald TuskFoto: Thierry Charlierl / AFPDonald Tusk

    • Niepokoi mnie jednocześnie to, że pozycja Polski w świecie może stracić na znaczeniu. Odpowiedzialność spoczywa na władzy, bo to ona jest odpowiedzialna za państwo, którym rządzi. Nie pierwszy raz mamy do czynienia z politycznym bałaganem, kiedy powinno dbać się o jedność – mówił w trakcie wywiadu przewodniczący Rady Europejskiej.

    Donald Tusk stwierdził również, że „nasze bezpieczeństwo i zdolność przeżycia będą zależały od tego, na ile jesteśmy zakorzenieni w Europie jako wspólnocie politycznej”. – Nie jestem osobą, którą powinno się pytać, o to, jakie intencje ma ekipa rządząca. Nie wiem, czy dziś ekipa PiS chce, aby Polska była poza Europą, ale skutki ich działań doprowadzają każdego dnia do erozji zaufania pomiędzy Polską a Unią Europejską – ocenił polityk.

     

    Donald Tusk: to mnie najbardziej niepokoi

    • Niepokoi mnie jednocześnie to, że ludzie odpowiedzialni za to, co się dzieje, nie czują specyfiki tego historycznego momentu. Napięcie i emocje są większe niż w ostatnich latach. Warto unikać jakiejkolwiek formy prowokacji. Polscy politycy dziś przede wszystkim powinni myśleć o tym, jak stabilizować sytuację w Polsce. W tej szczególnej sytuacji wszyscy powinni zrobić coś pozytywnego. Pierwszy krok należy do władzy – zaznaczył Tusk.

    Były premier pytany o wpływ Jarosława Kaczyńskiego na decyzje najważniejszych osób w polskim państwie, odpowiedział: „Żeby przywrócić polityczną harmonię w Polsce, premier i prezydent muszą na nowo uwierzyć, że to jest wielki zaszczyt i wielki obowiązek, by być samodzielnym. Tego wymaga ludzka przyzwoitość”.

    Zapytany z kolei o to, czy obecny rząd udzieli mu poparcia na kolejną kadencję, Tusk mówił: „Wolałbym, aby polski rząd mnie wspierał, ale mam mało nadziei, że to się może zdarzyć”. – Wydawało mi się, że w tej bardzo polskiej kalkulacji, by mieć realny wpływ. Możliwość budowania pomostów między zachodem i wschodem jest czymś bezcennym. Nie proszę żadnego rządu o wsparcie, to nie jest kadencja wyborcza – przyznał.

    Przewodniczący Rady Europejskiej zaapelował również o stonowanie nastrojów. – Byłbym bardzo ostrożny z porównaniami, bo kiedyś zabraknie języka i sformułowań. Życie mnie nauczyło, że w tego typu sporach, ci, którzy protestują bezinteresownie, z reguły mają rację, ale nie zawsze są skuteczni – dodał w rozmowie z Moniką Olejnik.

    (JaS)

    Onet Wiadomości

    Na podstawie: TVN24

    Tragiczne owoce internacjonalistycznej miłości Złotej Pani


     

    WP.PLStrona główna serwisu

     

    Adam Parfieniuk

    Adam Parfieniuk

    akt. 20.12.2016, 12:47

    Andrzej Mroczek: polityka Merkel zatoczyła błędne koło

    Czy takie wydarzenia, jak poniedziałkowy atak w Berlinie, to cena, jak przychodzi Zachodowi płacić za niekontrolowany napływ uchodźców i imigrantów? W komentarzu dla Wirtualnej Polski Andrzej Mroczek, ekspert ds. terroryzmu z Collegium Civitas, ocenia czy da się skutecznie kontrolować ogromną masę ludzi, która przybyła do Europy. Wskazuje też, że zapowiedź zaostrzenia polityki imigracyjne przez Merkel może wygenerować kolejne zagrożenia.

    Migranci czekają na rejestrację w ośrodku dla azylantówMigranci czekają na rejestrację w ośrodku dla azylantów (

    AFP / Odd Andersen

    )

    W 2015 roku 1,8 mln imigrantów i uchodźców przybyło do Europy. Z tej grupy 1,3 mln złożyło wnioski o azyl, a prawie pół miliona szukało go w Niemczech, gdzie rząd Angeli Merkel od początku migracyjnego kryzysu starał się zapewnić pomoc potrzebującym. W tym roku napływ znacznie osłabł, ale i tak szacuje się, że w poszukiwaniu lepszego życia na Stary Kontynent przybyło około 350 tys. ludzi.
    – Nie można kontrolować takiej masy i nie da się potwierdzić nawet tożsamości poszczególnych osób i zdobyć wiarygodnych informacji o ich nieposzlakowanej opinii. Przede wszystkim nie ma gdzie takich informacji uzyskać, większość krajów, z których pochodzą migranci, jest ogarnięta chaosem i nie ma międzynarodowej współpracy między służbami – mówi w rozmowie z WP Andrzej Mroczek, ekspert ds. terroryzmu z Collegium Civitas.
    Ekspert dodaje, że służby nie są w stanie wykryć wszystkiego w fazie pomysłu, planowania czy nawet przeprowadzania, bo jest zbyt wiele osób, które przed błyskawiczną radykalizacją w ogóle nie były w ich strefie zainteresowania.

     

    Nie tylko Syria
    Według danych Eurostatu to konflikt w Syrii był największym czynnikiem stojącym za migracjami w 2015 roku. Ponad 350 tys. potencjalnych azylantów przybyło do Europy właśnie z tego kraju. Pokaźny przypływ odnotowano także z Afganistanu i Iraku (ok 180 i 120 tys.).
    Ale następne w kolejności były już ubogie państwa bałkańskie, w których aktualnie nie toczą się konflikty – Kosowo i Albania. – Intencje były początkowo jak najbardziej słuszne. Wymknęło się to jednak spod kontroli, bo Europa nie była przygotowana na taką masę ludzi, będąc jednocześnie nastawiona na pomoc potrzebującym Syryjczykom. Przy okazji na kontynent trafiło jednak setki tysięcy obywateli z innych krajów, przy czym główną rolę odegrały w ich przypadku względy ekonomiczne, a nie wojna – ocenia Mroczek.

     

    Abstrahując od etnicznego składu przybyszów, wydarzenia ostatnich miesięcy w Europie pokazują, że taki ogrom ludzi jeszcze szczególnie ciężki do skontrolowania.
    Terroryści wykorzystują falę
    Napływ tak ogromnej rzeszy ludzi niesie za sobą zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Potencjalni terroryści mają bowiem ułatwione zadanie – mogą skutecznie wtopić się w tłum.
    Według wstępnych doniesień, atak w Berlinie został przeprowadzony przez imigranta pochodzenia pakistańskiego lub afgańskiego. Nie byłoby to pierwszy podobny przypadek nie tylko w Europie, ale i w Niemczech.
    18 lipca 2016 roku tego w Wurzburgu to właśnie nastoletni Pakistańczyk ranił nożem i siekierą pięć osób w pociągu. Następnie okazało się, że jeszcze zanim ruszył w kierunku Europy, był w kontakcie z Saudyjczykiem z Państwa Islamskiego, który doradzał mu w kwestii metody przeprowadzania zamachu.

     

    Kilka dni później w Ansbach w powietrze wysadził się syryjski uchodźca, który również działał za wiedzą Państwa Islamskiego. Szczęśliwe był jedyną osobą, która poniosła śmierć w wyniku eksplozji.
    Podobny scenariusz miał miejsce w czasie ubiegłorocznych listopadowych ataków w Paryżu. Dwa miesiące temu Węgierskie służby podały, że siedmiu z dziewięciu zamachowców, którzy zabili 130 osób, przedostało się przez Węgry tzw. szlakiem bałkański, udając migrantów z Bliskiego Wschodu.
    Przy czym sprawcy w większości przypadków byli urodzeni i wychowani w Europie, do której wracali po radykalizacji na Bliskim Wschodzie. Taką samą drogę przeszło kilku zamachowców z Brukseli, którzy w marcu tego roku zaatakowali na stacji metra i lotnisku.
    – Sprawcami są nie tylko ci, którzy napłynęli niedawno, ale także ci, którzy urodzili się w Europie. Z różnych względów nie potrafią lub nie chcą się przystosować. Odnajdują się wówczas w grupach przestępczych i organizacjach terrorystycznych – tłumaczy Andrzej Mroczek.
    Koniec polityki otwartych drzwi?

     

     

    Na początku grudnia Angela Merkel zaostrzyła retorykę wobec imigrantów. Była to odpowiedź na spadek w sondażach jej partii CDU, przy równoczesnych zyskach opcji politycznych, preferujących ostrożniejszą lub wręcz restrykcyjną politykę wobec imigrantów. – Polityka Merkel zatoczyła błędne koło, w tej chwili, czego by władze nie zrobiły, ciężko będzie im zachować twarz przed jedną i drugą stroną – ocenia ekspert ds. terroryzmu.
    Mroczek podkreśla też, że ostrzejsza polityka może generować problemy. – Niemcy już rozpoczęły deportację osób, które stwarzają zagrożenie. Druga strona medalu jest jednak taka, że u niektórych imigrantów może to rodzić obawę, że zostaną nimi objęci. Inni są tego wręcz pewni i wiedzą, że nie mają nic do stracenia. Wówczas będą szukać alternatyw, a te mogą znaleźć w organizacjach terrorystycznych – przestrzega Mroczek.

     WP Wiadomości

     

     wp

    Warszawska twierdza wojujących stron w imię narodu i demokracji


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Konstytucjonalista: Niewpuszczeni posłowie przekreślają…Nawet jeśli przyjmiemy, że posiedzenie Sejmu mogło się odbyć w sali kolumnowej czy w jakiejkolwiek innej, to…Paweł Kukiz:

    Wysokie napięcie wśród polityków. Obie strony sporu się radykalizują

    20.12.2016, 07:47 | Aktualizacja: 20.12.2016, 09:04

    Budynek Sejmu

    Budynek Sejmu / Polska Agencja Prasowa / Radek Pietruszka

    Grzegorz Osiecki

     

    I w rządzie, i w partiach opozycyjnych wygrywa tendencja do radykalizacji. Nikt nie zamierza się cofać. Nie ma szans na zażegnanie sporu przed świętami.

    Na razie mamy klasyczny pat. Żadna ze stron tej politycznej awantury nie daje sygnałów, że gotowa jest ustąpić. W przypadku takich kryzysów przewagę zawsze ma obóz rządzący i to do niego należy inicjatywa. Opozycja będzie podgrzewała atmosferę, bo taka jest jej rola, a po drugie ona już nie ma za bardzo pomysłu. Jeśli nie zostanie osiągnięty kompromis, grozi nam paraliż i być może dwa Sejmy – rządowy i opozycyjny – ostrzega politolog prof. Antoni Dudek.

    PiS nie zmienia tonu i konsekwentnie trzyma się politycznej linii: nie ustępować opozycji ani na krok. Został naruszony porządek prawny. Posłowie Nowoczesnej i POzłamali nie tylko regulamin Sejmu, ale także prawo, okupując mównicę sejmową, a teraz prowadząc niezwykłą akcję w budynku Sejmu – oskarża wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Partia rządząca zapewnia, że zarówno budżet, jak i ustawa dezubekizacyjna zostały podczas głosowań w sali kolumnowej uchwalone zgodnie z prawem. Senatorowie PO jednak oprotestowali wczoraj prace w komisji nad tą ustawą, twierdząc, że uchwalono ją w sposób nielegalny.

    Jest świadomość, że marszałek Kuchciński się nie popisał. Na razie jednak wygrywa myślenie, że jeśli się cofniemy, to wygra opozycja. Będzie to zachęta do kolejnych zadym – mówi nam jeden z polityków obozu rządzącego.

    Choć pojawiają się tam również głosy o potrzebie zrobienia kroku w tył i złagodzenia sporu. Wprost mówił o tym wicepremier Jarosław Gowin. Mam nadzieję, że liderzy opozycji dojrzeli do takiej odpowiedzialności. Wierzę, że do takiej odpowiedzialności za Polskę dojrzeliśmy także my, ludzie obozu władzy – powiedział wczoraj w Radiu Kraków.

    Jeszcze dalej poszedł eurodeputowany PiS Kazimierz Michał Ujazdowski. Stwierdził wprost, że odpowiedzialność za konflikt i jego rozwiązanie spoczywa na partii i jej prezesie. Na pewno nowy marszałek Sejmu byłby szansą na odbudowanie współpracy w parlamencie, ale ja tego postulatu nie stawiam. Stawiam postulat ponownego posiedzenia Sejmu w sprawie budżetu, zadeklarowania wolności mediów w Sejmie i przyjęcia pakietu demokratycznego, który przedłożyłem w poprzedniej kadencji i który dawałby stabilne ramy funkcjonowania opozycji politycznej w parlamencie – mówił wczoraj Ujazdowski w TVN 24.

    Pewnych ustępstw nie można wykluczyć, zwłaszcza że od niedzieli trwają konsultacje z liderami partii politycznych prowadzone przez prezydenta Andrzeja Dudę. Wczoraj i z prezydentem, i z premier Szydło rozmawiał także Jarosław Kaczyński. Ale na niedzielnej manifestacji zwolenników PiS z twardym przekazem wystąpił wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński. To pokazuje, że rządzący obstawiają różne możliwości rozwoju wypadków.

    Po stronie opozycji na razie wygrywa zdecydowana, twarda linia. Nawet jeśli PiS zachował się źle, to to, czego byliśmy świadkami na Wawelu, gdzie blokowano drogę lidera PiS do grobu brata pokazuje, że druga strona nie przestrzega elementarnych zasad. Jest czymś niestosownym i niezgodnym z polską tradycją – podkreśla prof. Dudek. Eskalacja działań po stronie opozycji ma zarówno wewnętrze, jak i zewnętrzne przyczyny. Nowoczesna i PO rywalizują o palmę pierwszeństwa w szeregach antyrządowych, co napędza radykalizm.

    A piątkowe wykluczenie z obrad posła Michała Szczerby – i to z tak błahego powodu – nasiliło obawy, że PiS będzie dążył do marginalizacji opozycji w Sejmie. Dlatego protest, w tym okupacja sali plenarnej, wybuchły tak nieoczekiwanie i prowadzone są z taką determinacją. Jesteśmy gotowi spędzić tu święta. Wielu posłów namawia do tego szefa klubu. Nie wiadomo, jak to się zakończy. We wtorek zbierze się klub PO i na nim zapadną decyzje, co dalej – mówi Jan Grabiec z Platformy. Wiele będzie zależało od tego, co się stanie w Senacie. Teraz to izba wyższa zajmie się ustawami uchwalonymi na posiedzeniu w sali kolumnowej. – Jeśli prezydent chce być mediatorem, powinien zabrać głos, zanim jeszcze zacznie pracować Senat – uważa Grabiec.

    W tej chwili największą swobodę działania ma właśnie prezydent Duda. Ma instrumenty, by wpłynąć i na opozycję, i na swoje środowisko polityczne. Może np. postraszyć PiS, że wyśle budżet do TK w celu sprawdzenia konstytucyjności trybu jego uchwalenia, a opozycję tym, że ten budżet podpisze. To pierwszy od roku moment dla prezydenta, by udowodnić niezależność – podkreśla Antoni Dudek.

    Na razie w obu skłóconych obozach politycznych wygrywają jastrzębie, czyli zwolennicy radykalizacji i ostrego kursu. Jeśli to się nie zmieni, może się okazać, że na politycznej scenie pojawi się miejsce dla ugrupowań nieangażujących się w ten spór ani w inne równie radykalne działania.

    Polska defensywa będzie “Piorunami” stała


    onet.wiadomości

     

    PAP

    54 minuty temu

    MON zawarł umowę na zakup przeciwlotniczych pocisków Piorun za 932 mln złotych

    Inspektorat Uzbrojenia MON i należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej spółka MESKO podpisały dzisiaj wart 932 mln złotych kontrakt na dostawę 1300 przeciwlotniczych pocisków rakietowych bliskiego zasięgu Piorun oraz 420 mechanizmów startowych.

     

    MON zawarł umowę na zakup pocisków Piorun za sumę 932 mln złotychFoto: Paweł Supernak / PAPMON zawarł umowę na zakup pocisków Piorun za sumę 932 mln złotych

    Realizacja umowy rozpocznie się w 2017 r. Podpisano ją w obecności ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza. Szef MON powiedział, że nowe rakiety trafią do Wojsk Obrony Terytorialnej, które mają zostać utworzone z początkiem przyszłego roku. Macierewicz podkreślił, że rakiety Piorun są bronią defensywną. Zaznaczył też, że w 2016 r. MON wyda cały budżet przewidziany na modernizację sił zbrojnych.

    Onet Wiadomości

    Źródło: PAP

    Wojsko wspiera policję w służbie patrolowej


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Wojsko wyszło na ulice. Żołnierze i policjanci na wspólnych patrolach. Błaszczak: Prosiłem o to premier Szydło

    20.12.2016, 15:22

     

    Patrol Żandarmerii Wojskowej w Warszawie

    Patrol Żandarmerii Wojskowej w Warszawie / Agencja Gazeta / Fot. Sławomir Kamiski Agencja Gazeta

    Szef MSWiA Mariusz Błaszczak zwrócił się do premier Beaty Szydło z wnioskiem o wsparcie siłami żandarmów wojskowych działań prewencyjnych policji.

    Po tegorocznych zamachach w Nicei i Brukseli oraz po wczorajszych wydarzeniach w Berlinie, niezbędne do zapewnienia bezpieczeństwa jest zintensyfikowanie działań prewencyjnych i zapobiegawczych polskich służb. Dlatego istotne byłoby wsparcie działań Policji przez Żandarmerię Wojskową” – podkreślił minister.

    Policja i Straż Graniczna patrolują lotniska, dworce kolejowe, centra handlowe i inne duże skupiska ludzi. „Musimy pamiętać, że zarówno w sklepach, jak i na dworcach, czy lotniskach trwa wzmożony ruch przedświąteczny. Polacy robią zakupy i podróżują, aby odwiedzić swoich bliskich na Święta Bożego Narodzenia. Dodatkowo policjanci dbają o bezpieczny przebieg manifestacji” – zaznaczył szef MSWiA.

    Ostatnio ŻW wspierała policję podczas zabezpieczeń obchodów związanych z 11 listopada. Na mocy zarządzenia premier żołnierze ŻW mogli np. wylegitymować każdą osobę, zatrzymać ją w razie uzasadnionego podejrzenia, że popełniła przestępstwo, dokonać kontroli osobistej, a gdy ktoś nie podporządkował się ich poleceniom, zastosować środki przymusu bezpośredniego, a nawet – w określonych ustawą przypadkach – użyć broni palnej.

    Na co dzień ŻW jest służbą do zapewnienia porządku i bezpieczeństwa żołnierzy w służbie czynnej, pracowników wojska (ale w ściśle określonych przypadkach), a także osób przebywających na terenie należącym do armii.

    W poniedziałek wieczorem ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała w tłum ludzi na terenie jarmarku świątecznego w okolicach dworca ZOO w Berlinie. Według ostatniego bilansu zginęło, co najmniej 12 osób, a 48 zostało rannych, w tym część ciężko. Policja aresztowała mężczyznę podejrzanego o kierowanie pojazdem. Wśród 12 ofiar śmiertelnych poniedziałkowego zamachu w Berlinie jest polski obywatel, którego ciało z raną postrzałową znaleziono na miejscu pasażera ciężarówki.

    Czytaj więcej

    Nocna interwencja policji pod Sejmem. Przesunięto demonstrantów, Sejm otoczony metalowymi barierkami

     

    Źródło: PAP

    Nieudana próba przejęcia władzy w Warszawie przez majdaniarzy


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

     

    Majdan w Warszawie, czyli komedia

    majdan.jpg
    Wielu, podobnie jak i ja, zastanawia się nad tym, co stało się w Polsce w ostatnich dniach. Co to było? Zwykła awantura w Sejmie, bezsensowna szarpanina, czy też próba zamachu stanu? Już poprzednio sugerowałem to ostatnie. Obecnie zaś, gdy patrzę na całość zachowań i zdarzeń, coraz bardziej już wyraźnie widać las, a nie pojedyncze drzewa. A ten las to próba puczu.

    Wielu czytających tę analizę będzie uważało, że to ocena zbyt daleko idąca, że brak do tego wystarczająco mocnych podstaw. Jednak zdarzenia układają się w coraz bardziej wyraźny obraz. I tak po kolei. Opozycja i jej zwolennicy, dotknięci zmianą władzy od początku wysyłali sygnały, że na to się nie godzą, że będą się przeciwstawiać. Sprawa TK, wraz z odejściem Rzepińskiego, coraz bardziej wygląda na porażkę opozycji. Ten stan rzeczy zirytował w najwyższym stopniu tę część opozycji, która wokół wojny o TK budowała strategię zwycięstwa i szukała poparciu kół liberalnych na Zachodzie. Ponieważ to nie dawało efektów, to pojawiły się tam głosy radykalne: Wałęsa straszył – „Pomożemy wam wyskakiwać przez okna”, a Komorowski na manifestacji KOD-u w Poznaniu krzyczał: „Czasem trzeba walić dechą w łeb”.

    A tu przecież nie chodzi o jakichś drobnych zadymiarzy, tylko o byłych prezydentów, a te ich wypowiedzi można traktować jako wyraz planu działań wyrażony w skondensowanej formie. Jeśli to ma być umiarkowana, demokratyczna i europejska opozycja, to ja dziękuję, wolę już być faszystą.
    Przy takich, idących z samej góry, hasłach, że trzeba „walić dechą w łeb” i „pomagać wyskakiwać przez okno”, to trudno się dziwić, że rzeczywiste plany muszą takie działania uwzględniać, a na pytanie co robić, odpowiedź dla nich była oczywista: Majdan!

    I tak też należy odbierać to, co stało się w Sejmie i pod Sejmem w piątek i później w nocy. Widać, że działania opozycji były zaplanowane i skoordynowane. Manifestacja przed Sejmem była zaplanowana na 17 grudnia już trzy dni wcześniej, a nawet, jak ujawnił poseł Liroy-Marzec z Kukiz’15, zamówiono 1000 kanapek dla protestujących. W świetle tych faktów widać, że sprawa wykluczenia posła PO Szczerby z obrad, jak i kwestia ograniczenia dostępu dziennikarzy do Sejmu, były tylko pretekstami, bo gdyby ich nie było, znaleziono by inne, bądź stworzono nowe metodami sterowanej prowokacji, bo przecież nie o to chodziło, a o zablokowanie obrad Sejmu i wywołanie kryzysu.

    Wcześniejsze zaplanowanie demonstracji i zapewnienie im wsparcia logistycznego na to wyraźnie wskazuje. Ponadto wygadał się poseł Kłopotek, który znany jest z tego, że nie potrafi utrzymać tajemnicy: „Pan zobaczy, co będzie. Znowu będzie wielka hucpa, walka, buczenie, krzyczenie i wyzywanie się”. Coś widać i do niego dotarło.

    I wszystko szło dla opozycji dobrze: Kuchciński dał się łatwo sprowokować i wyłączył Szczerbę, zablokowano obrady sejmu, zablokowano marszałka. Czegoś takiego jeszcze nie było. Ale nie przewidziano wszystkiego, a mianowicie tego, że obrady zostaną przeniesione do innej sali i dokończone. To zachwiało planem, i jedyną szansą na sukces było już tylko zablokowanie fizyczne wyjścia posłów PiS i rządu z Sejmu. Jednak do tego zgromadzone siły manifestantów okazały się za małe. Policja rozblokowała Sejm. Pozostało już tylko odgrywanie komedii, jak ta z nowym „Jankiem Wiśniewskim”, co to nie padł, a się położył. Na manifestacji KOD w sobotę jego szef Mateusz Kijowski powiedział już otwartym tekstem o co chodzi: „Opozycja razem obali totalitarną władzę”. Ale było już za późno, plan się nie udał, choć jakieś jego elementy, w postaci wyłączenia emisji TVP w znacznej części kraju, zafunkcjonowały jeszcze w dniu następnym.

    Zasadniczo jednak sytuacji to już nie zmieniło. Jeśli zaś chodzi o możliwości mobilizacji poparcia społecznego dla swoich działań to ta opozycja pokazała już wszystko na co ją stać, gdy tymczasem rząd nie zaczął jeszcze nawet swoich mobilizować, a tu możliwości ma wielkie; bo nie chodzi tylko o aktywistów PiS, ale też o inne siły, które nie przepadały za poprzednią władzą, jak dla przykładu radykalna prawica typu ONR, kręgi kibiców i na koniec gdyby tego było mało, to jest związek Solidarność, którzy na pewno nie będzie patrzył obojętnie jak ci co podwyższyli wiek emerytalny chcą przemocą wziąć władzę. Przewodniczący Duda już zapowiedział: „My ich czapkami przykryjemy!”.

    Jakimi siłami trzeba było dysponować by Majdan się udał, to o tym napisał na swoim FB Michał Broniatowski, obecnie naczelny Forbesa, a przedtem aktywny w różnych gremiach kierowniczych ITI i TVN. A on wie o czym pisze, bo brał udział w powstaniu Espreso TV na Ukrainie, która odegrała dużą rolę podczas Majdanu w Kijowie i on to obserwował z bliska. Ta technologia jest prosta: należy zająć ważny budynek będący siedzibą władz i zgromadzić wystarczająco liczne siły bojówkarzy by go utrzymać, oraz liczne (pisze o milionie) manifestacje oraz wsparcie politycznie i medialnie.

    To się nie udało, a nie ma niczego bardziej żałosnego niż nieudana próba przejęcia władzy. Oczywiście dla puczystów, bo dla rządu oznaczą możliwość i okazję do wzmocnienia władzy. Co mnie absolutnie nie cieszy.

    Stanisław Lewicki

    Przegrała wybory przez Putina, który zmanipulował amerykański naród


     

    Hillary Clinton. Fot. Flickr.com

    Clinton: przegrałam wybory przez osobistą zemstę Putina

    Dodane przez Lipinski
    Opublikowano: Sobota, 17 grudnia 2016 o godz. 21:09:37

    Zdaniem byłej sekretarz stanu USA i kandydatki Demokratów w wyborach prezydenckich, jej porażka to efekt m.in. ataku na serwery Partii Demokratycznej, który osobiście zorganizował Władimir Putin. Uważa, że mogła to być osobista zemsta z jego strony.

     

    Clinton w wywiadzie dla „The New York Times” stwierdziła, że do jej porażki wyborczej w znacznym stopniu przyczyniły się ataki na serwery Partii Demokratycznej i całe środowisko Demokratów, które jej zdaniem zostały zorganizowane bezpośrednio przez rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Uważa, że mogła to być osobista zemsta z jego strony za to, że przed pięciu laty publicznie stwierdziła, że wyniki wyborów parlamentarnych w Rosji zostały sfałszowane.

    – To nie tylko atak na mnie, ale i na cały nasz kraj – powiedziała była kandydatka Demokratów. Dodała, że „główną kwestią jest istnienie naszej demokracji i bezpieczeństwo naszego kraju”. Jako inny powód swojej porażki wymieniła też decyzję FBI o wznowieniu śledztwa ws. wykorzystywania przez nią prywatnego serwera do wysyłania korespondencji służbowej. Jej zdaniem, sprawa ta wpłynęła na opinię części wyborców.

    Wcześniej prezydent Barack Obama oskarżył Rosję i Putina o osobiste zaangażowanie w cyber-ataki na Partię Demokratyczną. – WRosji niewiele dzieje się bez jego wiedzy – stwierdził Obama. Dodał, że na marginesie wrześniowego szczytu G20 w Chinach, wzywał Władimira Putina, do zaprzestaniaa cyberataków w Stanach Zjednoczonych i zagroził poważnymi konsekwencjami, jeśli tego nie zrobi.

    – Rosja jest krajem mniejszym i słabszym od USA. Nie produkuje niczego, co inni chcieliby kupić, z wyjątkiem ropy i gazupowiedział Obama.

    W piątek Kreml zareagował na doniesienia medialne, twierdzące, że Rosja wpływała na wyniki wyborów w USA, wspierając Donalda Trumpa. Podkreślono, że Moskwa nie ingerowała w wynik wyborów w USA poprzez zhakowanie serwerów Partii Demokratycznej.

    Z kolei według dziennika „Washington Post”, szef FBI James Comey oraz koordynator amerykańskich służb wywiadu James Clapper podzielają ocenę CIA o tym, że Rosja ingerowała w przebieg wyborów prezydenckich w USA, by pomóc w zwycięstwie Donalda Trumpa.

    Jak informowaliśmy, gazeta ta powołuje się na przedstawicieli amerykańskich władz, którzy zapoznali się z informacją szefa CIA Johna Brennana przekazaną podwładnym. Wynika z niej, że trzej szefowie amerykańskich służb są zgodni co do „skali, natury i celów rosyjskich ingerencji” w proces wyborczy.

    Wcześniej część kongresmenów sugerowała, że FBI nie podziela analizy CIA, przekazanej wcześniej części senatorów USA podczas briefingu za zamkniętymi drzwiami. „WP” przypomina, że również sam Trump konsekwentnie odrzucał twierdzenia, że Rosja pomogła mu w wygranej.

    Tydzień temu „Washington Post” informował, że analitycy CIA są przekonani, że Rosja interweniowała w tegoroczne wybory prezydenckie w USA, by pomóc w zwycięstwie Donaldowi Trumpowi. Dziennik opierał się na rozmowach z urzędnikami, którzy znali treść tajnej analizy CIA. Na tej podstawie pisano, że celem rosyjskiej interwencji było zwycięstwo Trumpa w wyborach, a nie tylko podważenie zaufania do amerykańskiego systemu wyborczego.

    NYT / Kresy.pl

    Poroszenko wywłaszczył plemiennego brata


    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka20.12.2016

    Ukraina: Wywłaszczenie Kołomojskiego

    19 grudnia 2016 10:41

    18 grudnia ukraińskie władze ogłosiły, że dokonają nacjonalizacji Privatbanku – największego banku na Ukrainie, należącego do żydowskiego oligarchy Ihora Kołomojskiego.

    Rząd poparł propozycję Banku Narodowego i Rady Stabilności Finansowej w sprawie przejęcia banku na stuprocentową własność publiczną. Państwo w osobie Ministerstwa Finansów zostanie właścicielem 100% akcji Privatbanku i zapewni normalne funkcjonowanie tej placówki oraz zachowanie środków jej klientów. (…). Okres przejściowy rozpoczyna się 19 grudnia. Państwo zapewni płynne przejście i stabilną pracę tej instytucji, do której są przyzwyczajeni klienci. Rząd wychodzi z założenia, że podjęta przez niego odpowiedzialna decyzja uratowała zarówno Privatbank, jak i cały system bankowy. – głosi komunikat w tej sprawie, opublikowany na stronie internetowej ukraińskiej Rady Ministrów.

    Ogłoszenie decyzji rządu poprzedzały oskarżenia, że Privatbank udziela „złych kredytów” i angażuje się w rozgrywki polityczne.

    (Na podstawie PAP i sputniknews.com opracował A.D.)

    ihor_k

    Poroszenki żebry u Trampa


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka20.12.2016

     

    Ukraina: Poroszenko na żebry do Trumpa

    19 grudnia 2016 10:53

    Ukraiński prezydent Petro Poroszenko zamierza podpisać kontrakt z amerykańskimi firmą lobbingową BGR Group, by nawiązać kontakty z administracją Donalda Trumpa – poinformował portal strana.ua, powołując się na zaznajomione z sytuacją źródło.

    BGR Group oferuje usługi lobbingowe od 25 lat i jest powiązana z Partią Republikańską. Założyciel firmy Ed Rogers pracował w administracji Ronalda Reagana i był zastępcą doradcy prezydenta George’a Busha starszego.

    Co istotne, Rogers był aktywnym uczestnikiem ruchy Never Trump, który sprzeciwiał się wybraniu Donalda Trumpa na prezydenta USA.

    Wynajmowanie tej firmy lobbingowej jest równoznaczne z wyrzucaniem pieniędzy w błoto, jeśli ma ona porozumieć się z Trumpem. – powiedział rozmówca portalu. Dodał, że usługi firmy nie są tanie.

    (Na podstawie sputniknews.com)

    trump_poroszenko


    Niemiecki dostęp do informacji po berlińskim incydencie


    Deutsche Welle

    POLITYKA

    Tragedia w Berlinie. Policja zakłada zamach

    Ciężarówka, która wjechała w tłum na jarmarku świątecznym, ma polską rejestrację. Policja informuje, że śledczy zakładają zamach. Domniemanym sprawcą jest 23-letni migrant. Martwy mężczyzna w szoferce jest Polakiem.

    Deutschland Polizei geht von Anschlag auf Berliner Weihnachtsmarkt aus (REUTERS/F. Bensch)

    W poniedziałek wieczorem, ok. godz. 20 czarna ciężarówka na polskich numerach wjechała w tłum na jarmarku świątecznym na Breitscheidplatz w Berlinie, obok słynnego Kościoła Pamięci (Gedächtniskirche). Straż pożarna podała, że 9 osób zginęło na miejscu, 48 leży w szpitalach, kilka z nich w ciężkim stanie. Liczba ofiar śmiertelnych powiększyła się w nocy do 12 osób – poinformowała berlińska policja.

    Domniemany sprawca tragedii najpierw uciekł. Kilkanaście minut później policja zatrzymała podejrzanego.

    Deutschland Polizei geht von Anschlag auf Berliner Weihnachtsmarkt aus (REUTERS/P. Kopczynski )

    Akcja ratunkowa na berlińskim jarmarku.

    W kabinie ciężarówki znaleziono martwego mężczyznę, który, jak powiedział Winfried Wenzel, rzecznik berlińskiej policji, „prawdopodobnie stracił życie w wyniku obrażeń poniesionych w wypadku”. W nocy policja potwierdziła, że martwy mężczyzna ma polskie obywatelstwo. 

    Jak powiedział stacji n-tv świadek zdarzenia, wszystko działo się bardzo szybko. – To wielki szok. Widziałem ranne osoby i te, którym nie można było już pomóc – relacjonował mężczyzna.

    Ciężarówka pochodzi z okolic Szczecina

    Deutsche Welle udało nam się skontaktować z pracownikiem firmy, do której należy ciężarówka. Jak zaznaczył, kierowcą ciężarówki był 31- letni krewny właściciela firmy. – Wykluczamy, że mógł być zamieszany w sprawę. On ma rodzinę – powiedział polskiej redakcji DW pracownik firmy. Dodał, że ustalono na podstawie sygnału GPS, że ciężarówka przez 2 godziny (ok. godziny 17-tej) stała w jednym miejscu w Berlinie. Poinformowano też DW, że kierowca jechał sam, bez pasażera. Ostatni kontakt z nim pracownicy firmy mieli ok. godziny 15-tej. Ciężarówka pochodzi z okolic Szczecina. Mężczyzna podejrzewa, że ciężarówka została skradziona. Co stało się z polskim kierowcą, nie wiadomo. 31-latek wiózł stal z Turynu do Berlina do firmy ThyssenKrupp.

    Deutschland Neun Tote und viele Verletzte auf Berliner Weihnachtsmarkt (picture-alliance/dpa/M. Gambarini)

    Ciężarówka na polskich numerach rejestracyjnych wjechała 50 m w głąb jarmarku

    Zdarzenie w Berlinie przywołuje w pamięci dramatyczne zdjęcia z Nicei, gdzie 14 lipca zginęło 87 osób w tym zamachowiec.

    Nie będziemy wznosić betonowych murów”

    Na miejscu tragedii byli obecni burmistrz Berlina Michael Müller (SPD) i senator ds. wewnętrznych Andreas Geisel (SPD). 

    Szef związku zawodowego niemieckiej policji Rainer Wendt odparł w rozmowie dla kanału Phoenix zarzuty, że miejsce tragedii miało być niedostatecznie zabezpieczone. – Nie będziemy najściślej strzeżonym więzieniem, czego życzyliby sobie terroryści. Nie będziemy wznosić betonowych murów. Nie zmienimy naszego stylu życia – powiedział Wendt. 

    Deutschland Neun Tote und viele Verletzte auf Berliner Weihnachtsmarkt Michael Müller (picture-alliance/dpa/M. Gambarini)

    Na miejscu tragedii jest burmistrz Berlina Michael Müller (SPD) i senator ds. wewnętrznych Andreas Geisel (SPD).

    Minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere poinformował w imieniu rządu niemiecką opinię publiczną, że przyczyny tragedii badają na miejscu służby bezpieczeństwa. Domniemany sprawca jest przesłuchiwany. Szef MSW nie potwierdził, czy był to wypadek czy zamach. – Chociaż wiele wskazuje na zamach – dodał i prosił o cierpliwość. – Tą sprawą musimy zajmować się poważnie – zaznaczył de Maiziere na kanale Phoenix apelując o cierpliwość.

    Berlińska policja podała we wtorek rano, że „śledczy zakładają, że ciężarówka umyślnie wjechała w tłum na kiermaszu świątecznym”.

    Dochodzenie ws. tragedii w Berlinie przejął Prokurator Generalny. Informację tę na Twitterze przekazał w poniedziałek wieczorem niemiecki minister sprawiedliwości Heiko Maas (SPD).

    „Die Welt”: domniemanym sprawcą tragedii jest Pakistańczyk

    Opiniotwórczy „Die Welt”, nie podając źródła informacji, doniósł po północy z poniedziałku na wtorek (19./20. 12.2016), że ciężarówką kierował Pakistańczyk, który miał przybyć do Niemiec jako uchodźca. We wtorek (20.12.2016) rano radio RBB poinformowało, powołując się na źródła policyjne, że mężczyzna miał przekroczyć niemiecką granicę 31 grudnia 2015 roku w Passau. Policji był znany z drobnych wykroczeń – informowało RBB. Berlińska policja nie chce potwierdzić tych informacji. 

    Niemiecka agencja prasowa DPA, powołując się na źródła policyjne, podała we wtorek rano,  że domniemany sprawca dotarł do Niemiec tzw. szlakiem bałkańskim i zamieszkał w jednym z berlińskim schronisk dla cudzoziemców. Identyfikacja sprawcy ma być trudna, ponieważ używał on kilku nazwisk. Śledczy zakładają, że mężczyzna pochodzi z Pakistanu lub z Afganistanu – donosi DPA.

    Deutschland Polizei geht von Anschlag auf Berliner Weihnachtsmarkt aus (REUTERS/F. Bensch)

    Domniemany sprawca jest przesłuchiwany. Szef MSW nie potwierdził, czy był to wypadek czy zamach. – Chociaż wiele wskazuje na zamach – dodał

    Niemiecka Agencja Prasowa DPA podaje, że berlińska policja zapowiedziała konferencję prasową na wtorek o godz. 13:00 w berlińskim Czerwonym Ratuszu w pomieszczeniu Ferdinand-Friedensburg -Saal.

    Msza w intencji ofiar berlińskiej tragedii odbędzie się o godz. 12:00 w Katedrze św. Jadwigii (ST.Hedwigs-Kathedrale), poinformował na Twitterze arcybiskup Berlina Heiner Koch. Na godz. 18:00 zapowiedziano nabożeństwo żałobne w Kościele Pamięci (Gedächtniskirche). 

    Berlińska policja podała numer telefonu, pod którym można zgłaszać zaginione osoby: +40 (0)30 – 54023111.

    Magdalena Gwóźdź /Barbara Cöllen