Cyrograf na polskiej skórze


 

KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

 

Lipiński: Cyrograf na polskiej skórze (cz. 2) – komentarz do wejścia w życie układu CETA

0

BY ADAMWIELOMSKI ON 19 GRUDNIA 2016PUBLICYSTYKA

(cz. 1 dostępna TUTAJ)

Od 1 stycznia 2017 r. na rynek polski wejdą towary korporacji kanadyjskich i amerykańskich bez żadnych ograniczeń celnych. W tym tanich, ale za to niezdrowych artykułów żywnościowych, wraz z produktami GMO. Polska bowiem nie zgłosiła veta w Unii Europejskiej odnośnie do podpisania traktatu CETA (Comprehensive Economic and Trade  Agreement – Kompleksowa Umowa Gospodarcza i Handlowa), a Sejm w głosowaniu przyjął uchwałę, która zezwala na tymczasowe stosowanie tej umowy w części handlowej. Całość traktatu wejdzie w życie po ratyfikowaniu CETA przez wszystkie kraje UE, co może trwać nawet kilka lat, a w tym czasie zajdą na rynkach państw unijnych zmiany już nieodwracalne.

„Dobrodziejstw” CETA ciąg dalszy

W poprzednim odcinku omówiłem część skutków CETA dla krajów unijnych. Przyjrzyjmy się następnym. Realizacja CETA może przynieść niebezpieczeństwa dla środowiska naturalnego, a jego ochrona stanowi pustą deklarację w preambule umowy. Nie tworzy ona wprost zagrożenia dla środowiska, ale w sposób pośredni, gdyż w umowie znajduje się szereg wzajemnie wspierających się narzędzi, jak „współpraca regulacyjna” i „arbitraż inwestycyjny”, sprzyjających dominacji wielkich korporacji nad demokracjami i stopniowemu sprowadzaniu regulacji rynku do najmniejszego wspólnego mianownika, a potem dalszemu ich obniżaniu w imię globalnej konkurencji. Np. Kanada wykorzystała negocjacje w sprawie CETA, by zmusić Europę do osłabienia dyrektywy w sprawie jakości paliwa, która pozwalałaby na rozróżnienie pomiędzy rodzajami paliw importowanych w zależności od poziomu emisji dwutlenku węgla.
Jednym z motywów wspierania CETA przez rząd polski jest chęć importu kanadyjskiej ropy z piasków bitumicznych jako alternatywy dla ropy importowanej z Rosji. Zamiast wspierać rozwój energii odnawialnych, transport kolejowy itp., ekipa rządząca chce transportować do Polski rozpuszczoną w ciężkich chemikaliach maź bitumiczną, z potencjalnymi istotnymi zagrożeniami dla oceanu i dla środowiska u nas w kraju, gdzie powstaną mocno toksyczne odpady z rafinowania tego paliwa.

Jak informuje Marcin Wojtalik, członek Zarządu Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, „we wrześniu 2016 roku zostało opublikowane badanie, z którego wynika, że CETA będzie miała daleko idące konsekwencje dla pracowników. Z powodu tej umowy do 2023 roku spodziewana jest w UE utrata 200.000 miejsc pracy. Wzrośnie rola kapitału, a zmniejszy się udział płac. Zwiększona presja konkurencyjna inwestorów i ograniczenie pola manewru poszczególnych państw spowoduje również zmniejszenie dochodów budżetowych netto. Według badania, we wszystkich krajach UE zwiększy się także stosunek deficytu budżetowego do dochodu krajowego brutto. Zwiększą się nierówności, zyska kapitał, a przegranymi będą pracownicy”.

Mimo zapewnień wiceministra Radosława Domagalskiego, amerykańskie firmy transgraniczne wejdą do Europy, skoro CETA  stawia warunek, aby firma miała tzw. substantial business activities (istotną działalność gospodarczą, a ma ją 41 tys. amerykańskich firm. Wspomniany już M. Wojtalik wyjaśnia: „Wystarczy, że korporacja amerykańska ma oddział w Kanadzie, w więc spełnia warunek posiadania „istotnej działalności gospodarczej” w tym kraju i z tego powodu może pozywać kraje europejskie tak, jakby była firmą kanadyjską. (…) A zatem CETA drastycznie powiększy pole rażenia wielkich korporacji, również amerykańskich”.

Zgodnie z art 13.6 umowy dotyczącego usług finansowych: „„Strona nie może przyjmować lub utrzymywać – w odniesieniu do instytucji finansowej drugiej Strony lub w odniesieniu do dostępu do rynku w drodze utworzenia instytucji finansowej przez inwestora drugiej Strony na całym terytorium Strony lub na terytorium krajowego, prowincjonalnego, terytorialnego, regionalnego lub lokalnego szczebla instytucji rządowych, środka, który:
a)nakłada ograniczenia odnoszące się do:(i)liczby instytucji finansowych, czy to w postaci kontyngentów liczbowych, monopoli, wyłącznych usługodawców, czy też wymogu wykonania testu potrzeb ekonomicznych;(ii)całkowitej wartości transakcji usług finansowych lub aktywów, w postaci kontyngentów liczbowych lub wymogu wykonania testu potrzeb ekonomicznych;(iii)całkowitej liczby operacji usług finansowych lub całkowitego wolumenu wykonanych usług finansowych wyrażonych jako określone jednostki liczbowe, w postaci kontyngentów lub wymogu wykonania testu potrzeb ekonomicznych;(iv)udziału kapitału zagranicznego, w postaci górnego progu procentowego ograniczającego udziały zagranicznych podmiotów w instytucjach finansowych albo całkowitą wartość inwestycji zagranicznych w instytucje finansowe, w ujęciu indywidualnym lub zbiorczym; lub(v)całkowitej liczby osób fizycznych, które mogą być zatrudnione w danym sektorze usług finansowych lub które instytucja finansowa może zatrudniać i które są niezbędne do świadczenia określonej usługi finansowej i bezpośrednio związane z jej świadczeniem, w postaci kontyngentów liczbowych lub wymogu wykonania testu potrzeb ekonomicznych;
Lub b) ogranicza lub nakłada wymogi na konkretne rodzaje osób prawnych lub wspólne przedsięwzięcia, poprzez które instytucja finansowa może prowadzić działalność gospodarczą”. Ten zawiły zapis sprowadzić można do stwierdzenia, że – jak komentuje prof. Leokadia Oręziak, kierownik Katedry Finansów Międzynarodowych SGH –  „CETA zakazuje stosowania jakichkolwiek barier ograniczających udział kapitału zagranicznego w krajowych bankach i innych instytucjach finansowych, liczbę zagranicznych podmiotów, a także liczbę i skalę realizowanych przez nich transakcji. Wszystko to drastycznie zmniejsza możliwości ograniczenia międzynarodowego przepływu kapitału spekulacyjnego, a to zmniejsza możliwości zapobiegania kryzysom finansowym i ich zwalczania, gdy już zaistnieją. CETA będzie skutkować nasileniem konkurencji na rynku finansowym, a to z kolei skłoni banki i inne instytucje finansowe do podejmowania większego ryzyka, większej sprzedaży bardziej ryzykownych produktów finansowych. Jednocześnie CETA ogranicza możliwości rządów, parlamentów i innych instytucji podejmowania działań i regulacji dla ochrony interesu publicznego, interesu konsumentów i gospodarki jako całości. Ponadto, CETA … zapewnia zagranicznym inwestorom możliwość podważania regulacji dotyczących rynku finansowego. W efekcie przyznania korporacjom finansowym tych nadzwyczajnych praw,  państwa staną się praktycznie bezbronne i bezsilne w przeciwdziałaniu kryzysom finansowym”.

CETA nie zapewnia również swobody państwom w regulowaniu usług publicznych. Przeciwnie. Jak wskazuje prof. Oręziak, „CETA nie zapewnia więc odpowiedniej ochrony dla większości usług publicznych, w tym przed żądaniami odszkodowań przez inwestorów zagranicznych … nawet w przypadku działań i regulacji, które ich nie dyskryminują w stosunku do podmiotów krajowych, ale mogą wpłynąć na zmniejszenie zysków. Za sprzeczne z interesem publicznym i społecznym jest przyjęcie w umowie CETA odnoszącej się praktycznie do wszystkich usług, także publicznych, zasady tzw. listy negatywnej. Jedynie usługi wymienione na tej liście nie podlegają umowie (…). Jeśli więc jakiś kraj nie zgłosił na tę listę jakiejś usługi, to nie jest ona chroniona. Podejście oparte na „liście negatywnej” stanowi wielkie zwycięstwo lobbystów działających na rzecz korporacji nad interesem publicznym i społecznym. Umowy handlowe zawierane w przeszłości przez Unię Europejską opierały się na „liście pozytywnej” oznaczającej, że liberalizacji podlega tylko to, co na tej liście umieszczono. Przyjęte przez Komisję Europejską skrajne wręcz neoliberalne podejście daje teraz inwestorom zagranicznym nieograniczone wręcz pole do ekspansji w sektorze usług publicznych. W wyniku CETA, rządy nie będą miały prawa stosować ograniczeń służących zmniejszeniu wydatków na leki poprzez skłonienie lekarzy do zapisywania pacjentom tańszych leków generycznych. Ograniczenia takie mogą bowiem zostać podważone jako naruszające zasady wolnego dostępu do rynku. CETA zakazuje także stosowanych dotąd dość często przez państwa wobec inwestorów zagranicznych wymogów odnoszących się do promowania szerszych celów społecznych, w tym dotyczących ochrony środowiska i stymulowania lokalnego rynku pracy”.

„Dawnych wspomnień czar”

6 października br. Sejm przyjął uchwałę ws. CETA. W uchwale czytamy m.in.: „Zgodnie z polskim porządkiem konstytucyjnym związanie umową CETA powinno nastąpić w drodze ratyfikacji za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie, bowiem umowa dotyczy kwestii regulowanych w ustawach lub wymagających ustawy. Dlatego zgodnie z art. 90 ust. 2

Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ustawa wyrażająca zgodę na ratyfikację umowy międzynarodowej, o której mowa, powinna być uchwalana przez Sejm większością 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz przez Senat większości 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów”. Przyjęty dokument zaznacza, że „przedmiotem tymczasowego stosowania mogą być jedynie postanowienia umowy CETA dotyczące spraw leżących w zakresie kompetencji Unii Europejskiej”. To dwa najistotniejsze sformułowania tej uchwały. Poza tym Sejm wzywa rząd do kontynuowania rokowań w sprawie innych umów „zgodnie z dotychczasowym kierunkiem działania”. (Chodzi o TTIP.) Uchwała oznacza, że ratyfikacja będzie miała obostrzone warunki (nie wiadomo atoli, kiedy to nastąpi), oraz że już od 1 stycznia część handlowa CETA wchodzi w życie.

Głosowało 427 posłów. „Za” opowiedziało się 326 posłów, przeciw – 90, 11 wstrzymało się. Interesujący okazał się rozkład głosów. Po raz pierwszy w tej kadencji PiS i PO głosowały zgodnie, tzn. za uchwałą. Ciekawostkę stanowi bunt ośmiu posłów partii Kaczyńskiego, którzy głosowali przeciw, wśród nich posłanki Krystyna Pawłowicz oraz Anna Sobecka. W sumie odezwał się „dawnych wspomnień czar”, gdy to przygotowywano w 2005 r. układ PO-PiS, choć bez rezultatu. Niemniej korowsko-solidarnościowa wspólnota dała o sobie znać. W końcu „stąd ich ród”. Trzeba też zwrócić uwagę, że tym razem PSL przestało trzymać się rączki starszej siostrzycy – PO i opowiedziało się przeciw uchwale.

CDN

Zbigniew Lipiński

12 listopada 2016 r.

Krwawe starcia w Donbasie


 

źr: youtube.com

Ukraina: Krwawe starcia na wschodzie kraju

Dodane przez Lipinski

Opublikowano: Poniedziałek, 19 grudnia 2016 o godz. 15:03:36

Pięciu ukraińskich żołnierzy zginęło w niedzielę w walkach z prorosyjskimi separatystami w pobliżu strategicznego miasta Debalcewe – poinformował rzecznik ukraińskiej armii Leonid Matiuchin. Po stronie separatystów zginęło 20 ludzi, a 30 jest rannych.

 

Jak podali przedstawiciele operacji przeciwko prorosyjskim separatystom na wschodzie Ukrainy, w trakcie walk z użyciem ciężkiej artylerii i moździerzy w rejonie tzw. switłodarskiego łuku bojownicy próbowali wyprzeć ukraińskie pododdziały w zajmowanych pozycji.

– Według potwierdzonych danych straty przeciwnika wynoszą 20 zabitych i ok. 30 rannych – poinformowała na Facebooku ukraińska armia.

Czytaj również: Separatyści: 40 polskich najemników przybyło na front w Donbasie

Matiuchin poinformował również, że w czasie walk zginęło pięciu ukraińskich żołnierzy, a sześciu zostało rannych. To najbardziej krwawy dzień dla ukraińskiej armii od lipca.

Przedstawiciel bojowników Eduard Basurin potwierdził agencji AFP, że w pobliżu Debalcewego doszło do walk z ukraińską armią. Oświadczył jednak, że nie ma informacji o liczbie ofiar po stronie separatystów.

W trwającym od wiosny 2014 roku konflikcie zginęło ponad 9500 ludzi.

Czytaj również: Ługańscy separatyści twierdzą, że wykryli podziemną siatkę ukraińskich nacjonalistów

kresy.pl/ pap

Poputczik w tubie Kremla


 

Niesiołowski daje wywiad tubie Kremla! „Jeśli Kaczyński posunie się do strzelania…”

 

MD16:18 19 grudnia 2016

Telewizja Republika

Stefan Niesiołowski, poseł Europejskich Demokratów, dał wywiad propagandowej tubie Kremla, portalowi „Sputnik”. W rozmowie z posłem roiło się od irracjonalnych porównań i prób deprecjonowania polskiego rządu.

Niesiołowski udzielił Sputnikowi, będącego propagandową tuba Moskwy, obszernego komentarza dotyczącego aktualnej sytuacji w Polsce. Stwierdził w nim, że „w Polsce już zapanowała dyktatura w wielu obszarach”, a „skala niechęci społeczeństwa do partii rządzącej jest bardzo duża”. „Poputczik” Niesiołowski rysuje w rosyjskim medium sytuację jako bardzo napięta, podkreślając rzekomo bardzo wysoki stopień irytacji działaniami rządu.

W dalszej części komentarza przyrównuje Kaczyńskiego do komunistów w zakresie stosowanych taktyk i tej lubianej przez opozycję retoryki trzyma się do końca wywiadu. Nieustannie kreśli paralele między Grudniem ’70 a grudniem 2016 i wróży przegraną Prawa i Sprawiedliwości. Nazywa Polskę „chorym człowiekiem Europy”.

Na koniec kreśli wizję, „jeśli Kaczyński posunąłby się do strzelania, to byłyby to święta podobne do tych z 1970 roku”, po czym podaje kłamliwe fakty o pobiciach na manifestacjach. Snuje plan zamachu stanu, twierdząc, że jeśli „bojówki Macierewicz lub inne bojówki użyją siły, to mam nadzieję, że wtedy coś pęknie – być może święta będą smutne, ale po świętach Nowy Rok może być już radosny”.

 

Tak właśnie wyglądała spowiedź poputczika, czy raczej – przyjmując określenie z teorii propagandy – pudła rezonansowego antyrządowej propagandy. 

Źródło: telewizjarepublika.pl, sputniknews.com

Gen.Różański nie chciał przerzutu wojsk pancernych na wschodnią ścianę


 

Xportal.plInformacje, Idea, Polityka19.12.2016

 

Polska: Powody dymisji gen. Różańskiego

19 grudnia 2016 17:42

Niezgoda na zmiany w rozmieszczeniu ciężkiego sprzętu, planie modernizacji armii czy polityce kadrowej… Bartłomieja Misiewicza – m.in. z tych powodów generał miał podjąć decyzję o odejściu ze służby, ustalili reporterzy RMF FM.

Gen. broni Mirosław Różański niespodziewanie złożył dymisję w zeszłym tygodniu. Od połowy roku pełnił funkcję Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Jego kadencja jako najważniejszego dowódcy w polskim wojsku miała trwać trzy lata.

Sam Różański nie chciał komentować odejścia, mówiąc, że „jeszcze pozostaje w służbie i chciałby dotrzymać pewnych kanonów”. Szybko pojawiły się jednak spekulacje nt. przyczyn jego odejścia. Wcześniej informowano, że generał nie zgadzał się z koncepcją MON, by przerzucać jednostki pancerne i ciężki sprzęt na ścianę wschodnią.

W wywiadzie z lipca mówił o nowej koncepcji współczesnego pola walki, na którym nie ma linii frontu, a działania zbrojne koncentrują się w miejscach o znaczeniu strategicznym.

Według dziennikarzy RMF FM rzeczywiście to przeniesienie batalionu pancernego na wschód „przelało czarę goryczy”. Jednak powodów miało być dużo więcej, a konflikt z kierownictwem MON miał „narastać od miesięcy”,

Wśród tych powodów RMF FM wymienia m.in. niezgodę na „politykę kadrową prowadzoną przez Bartłomieja Misiewicza”, krytyczny stosunek do korekty planu modernizacji armii, czy też „przenoszenie do rezerwy ludzi kompetentnych, urodzonych w latach 60”. Także portal tvn24.pl opisywał, że generał miał „nie mieć wpływu” na decyzje kadrowe.

MON nie komentowało powodów odejścia Różańskiego.

(Na podst. RMF, gazeta.pl)

00068joinhjatayy-c122-f4

Polska wnioskuje o 50% zmniejszenie linii kredytowej w MFW



money.pl

Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie

 

  • Polska chce zmniejszyć o połowę wysokość linii kredytowej w MFW – prasa

    Polska złożyła w Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW) wniosek o kolejne przedłużenie dostępu do elastycznej linii kredytowej (flexible credit line – FCL) i poprosiła o dalsze obniżenie jej wysokości – do 6,5 mld SDR-ów (9 mld USD) z dotychczas dostępnych 13 mld SDR-ów, wynika z nieoficjalnych informacji „Pulsu Biznesu”.

    „Polska zwróciła się o ograniczenie kwoty w ramach FCL o połowę i przedłużenie dostępu do tego instrumentu na kolejny okres – mówi nasz informator w MFW” – czytamy w gazecie.

    Według informacji „PB”, na początku grudnia do Waszyngtonu trafił wniosek podpisany przez ministra finansów i prezesa NBP o nową umowę kredytową, ale już w wysokości 9 mld USD (6,5 mld SDR).

    „W piątek sprawa została omówiona na nieformalnym posiedzeniu Rady Wykonawczej MFW. Formalnie wniosek powinien zostać zaakceptowany w połowie stycznia, bo wtedy wygasa obecna umowa z Polską” – powiedział rozmówca dziennika.

     

    Na początku 2016 r., na wniosek Polski, linia FCL została zmniejszona z 15,5 mld SDR do 13 mld SDR. Ówczesny minister finansów Paweł Szałamacha mówił, że oznacza to spadek kosztów obsługi tej linii o 42 mln zł już w tym roku.

    Instrument FCL został wprowadzony przez MFW 24 marca 2009 r. i przedłużony 30 sierpnia 2010 r. FCL jest dostępna dla krajów z bardzo dobrymi fundamentami gospodarczymi oraz dobrą polityką i historią wdrażania polityki, i jest szczególnie przydatna jako instrument zapobiegania kryzysom. FCL jest odnawialną linią kredytową, która może być zatwierdzona na okres jednego lub dwóch lat. Dwuletnie porozumienie obejmuje przegląd kwalifikacji po pierwszy roku. Jeżeli kraj skorzysta z FCL, okres spłaty trwa od trzech do pięciu lat. Pierwsze porozumienie dla Polski w sprawie FCL zostało zatwierdzone 6 maja 2009 r.

    Polska jest członkiem MFW od 1986 r., z kwotą udziałową w wysokości 1 688,4 mln SDR-ów (ok. 2 154,2 mln euro).

    Polub WP money na Faceboku

  • Zamach na ambasadora Rosji w Turcji


    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/zamach-na-ambasadora-rosji-w-turcji,701022.html

    Destabilizacja jest w interesie opozycji, bowiem oznacza dla niej szansę na przejęcie władzy drogą rokoszu


    onet.wiadomości

     

     

    Onet

    dzisiaj 11:34

    Kazimierz Michał Ujazdowski: jesteśmy na drodze destabilizacji

    – Odpowiedzialność kierownictwa PiS jest dla mnie zasadnicza – mówi Kazimierz Michał Ujazdowski. Jego zdaniem konfliktu można było uniknąć, gdyby nie rażące błędy. Wymienia tutaj próbę ograniczenia wolności mediów w Sejmie i wykluczenie posła Michała Szczerby z obrad. – Prezes Kaczyński powinien się wycofać z tych błędów – uważa europoseł PiS. – Jesteśmy na drodze destabilizacji i trzeba z tej drogi zejść – dodaje.

    (dp)

     

    Onet Wiadomości

    Autor: Bartłomiej Bublewicz Źródło: Onet

    Miller dmucha w platformerską trąbę


    Rzepa.pl

    Jacek Nizinkiewicz

    Leszek Miller: Majdanu w Polsce nie będzie

    publikacja: 18.12.2016

    aktualizacja: 19.12.2016, 13:36

    Leszek Miller: Marszałek Kuchciński nie zdał egzaminu.Leszek Miller: Marszałek Kuchciński nie zdał egzaminu.Foto: Fotorzepa, Darek Golik

    O głosowaniu nad budżetem, które należy powtórzyć, i wyborach przedterminowych, na które szef PiS się nie zdecyduje – mówi Leszek Miller, były premier.

    REDAKCJA POLECA

    19.12.2016

    Jacek Sasin: Marszałek Sejmu może wykluczać posłów z obrad

    19.12.2016

    Kazimierz Michał Ujazdowski: Za kryzys odpowiada Jarosław Kaczyński

    30.11.2016

    #RZECZoPOLITYCE Miller: PO rozpadnie się po przegranych wyborach samorządowych

    30.11.2016

    Leszek Miller o Mateuszu Morawieckim: Jak kaznodzieja głosi dobrą nowinę

    22.11.2016

    Leszek Miller o rządach PiS: Obciachem zniechęcą Polaków

    KANCELARIERP.PL

    Stwórz swoją umowę – szybko i profesjonalnie!

    „Rzeczpospolita”: Czy opozycja podczas piątkowych głosowań w Sejmie zmierzała do obalenia rządu?

    Leszek Miller, były premier, były szef SLD: Nie, no skąd!

    Politycy PiS twierdzą, że miało dojść do drugiej „nocnej zmiany”, a rząd Beaty Szydło miał skończyć podobnie jak gabinet Jana Olszewskiego.

    Podstawowym błędem była nieadekwatna do sytuacji reakcja marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego na zachowanie posła PO Michała Szczerby. Przed wykluczeniem posła z obrad marszałek miał całą paletę możliwości. Tymczasem sięgnął od razu po najbardziej represyjne rozwiązanie, wykluczając posła z obrad. To była niepotrzebna reakcja, stała się detonatorem wydarzeń, których świadkami jesteśmy od piątkowego wieczoru.

    Rządzący twierdzą, że opozycja broni esbeków, gdyż w piątek była również głosowana tzw. ustawa dezubekizacyjna.

    Rozmawiajmy poważnie. Ustawa budżetowa, która jest najważniejsza w każdym roku, została przyjęta w okolicznościach mogących podważać jej legalność. A to będzie miało rozliczne konsekwencje, dotyczące choćby stosunku inwestorów do polskiej gospodarki, tych krajowych i tych zagranicznych, oraz wszystkich kwestii natury gospodarczo-finansowej. To będzie miało poważne konsekwencje dla stanu państwa. Mamy do czynienia z ewidentnym psuciem państwa i prawa, do czego nie powinno dochodzić.

    Ustawę budżetową PiS przegłosował w Sali Kolumnowej, gdy posłowie opozycji blokowali mównicę sejmową.

    Okoliczności uchwalania tej ustawy są niewłaściwe. Jej znaczenie jest ogromne, nie może być najmniejszych wątpliwości co do legalności jej przyjęcia. Głosowanie nad budżetem powinno odbyć się ponownie. Trzecie czytanie należy w Sejmie powtórzyć.

    A czy nad budżetem powinno się głosować w Sali Kolumnowej, w której nie ma możliwości elektronicznego liczenia głosów, brakuje kamer rejestrujących procedurę głosowania, i z dotarciem do której część posłów miała trudności?

    Sytuacja, w której zbiera się jeden klub poselski, a posłom utrudnia się wejście i uniemożliwia zabieranie głosu oraz zadawanie pytań, to rzecz niedopuszczalna. Legalność ustawy budżetowej może być podważona – bo nie ma pewności co do frekwencji i sposobu głosowania – podobnie jak drugiej ustawy, tej obniżającej emeryturę służb mundurowych.

    Marszałek Sejmu miał inne możliwości. Mógł zakończyć posiedzenie i po godzinie otworzyć kolejne, na którym mógłby już być obecny poseł Szczerba. Dziwi, że posłowie PiS nie dostrzegli powagi sytuacji i nie zadali sobie pytania, co będzie dalej z uchwaloną, prawdopodobnie w wadliwy sposób, ustawą budżetową. To są poważne sprawy i nie wolno naruszać interesów państwa w taki sposób.

    Czy opozycja powinna blokować mównicę sejmową?

    Takie rzeczy już się zdarzały. Pamiętam zachowanie posłów Samoobrony, posła Gabriela Janowskiego… W Polsce międzywojennej zdarzały się rzeczy jeszcze bardziej drastyczne. Marszałek Ignacy Daszyński nie chciał otworzyć posiedzenia pod szablami oficerów Piłsudskiego. Do sali sejmowej wchodziła policja, która siłą wynosiła posłów. Ale to nie są wzory do naśladowania.

    To, że opozycja będzie korzystać z każdej sytuacji, jest oczywiste. Ale silniejszy partner, w tym przypadku marszałek Sejmu, powinien ją traktować poważnie i próbować się z nią porozumieć. Marek Kuchciński nie zdał egzaminu. Niepotrzebnie wywołał konflikt i stworzył sytuację, którą opozycja natychmiast wykorzystała.

    Marszałek się pogubił. Nie potrafił odpowiednio zareagować w sytuacji napięcia emocjonalnego. Dowiódł swoich niewielkich kompetencji do prowadzenia obrad Sejmu. Wywołał poważny kryzys parlamentarny.

    Czy Marek Kuchciński powinien przestać być marszałkiem?

    PiS nie pozwoli go odwołać.

    Czy marszałek złamał prawo, nie wpuszczając dziennikarzy do Sali Kolumnowej podczas obrad?

    Niewątpliwie prawo zostało naruszone. Dziennikarze mają prawo śledzić proces ustawodawczy. Ale również posłowie nie zostali wpuszczeni na obrady. Niedopuszczalne jest, żeby posłowie opozycji mieli problemy z dostaniem się na głosowanie. To kolejne argumenty za podważeniem legalności przyjęcia ustawy budżetowej.

    Dlaczego PiS chce zmieniać zasady pracy dziennikarzy w Sejmie?

    Te zmiany są niepotrzebne. Spędziłem w Sejmie wiele lat i nigdy nie miałem kłopotu z dziennikarzami. Nikt za mną nie chodził do toalety. Nikt nawet ze mną nie rozmawiał przed toaletą. Nikt mnie nie uderzył kamerą. Jeśli nie mogłem odpowiadać dziennikarzom, kiedy tego chcieli, umawiałem się na spotkanie i odpowiadałem po kilkunastu minutach.

    Należy uszanować pracę mediów w Sejmie. Niepotrzebnie próbuje się wprowadzić ograniczenia.

    Czym mogą się skończyć manifestacje uliczne, które trwają od piątku, nie tylko w stolicy?

    Mam nadzieję, że nie skończą się eskalacją. Bardzo dobrze, że prezydent włączył się w mediacje. To dobry czas dla Andrzeja Dudy, żeby doprowadzić do porozumienia między opozycją a obozem rządzącym.

    Również premier Beata Szydło w wystąpieniu telewizyjnym próbowała przemówić do opozycji.

    Niczego nie dowiedzieliśmy się z jej przemówienia. Próba ofensywnego wyjścia z sytuacji się nie powiodła. Obóz rządzący jest w defensywie.

    Co o tym świadczy?

    Większość sejmowa została zmuszona do opuszczenia sali plenarnej Sejmu. A demonstracje przed Sejmem, oraz w innych miejscach Polski, są problemem dla rządzących. Wystąpienie pani premier miało naprawić złą sytuację obozu rządzącego, ale nic nie wniosło.

    Czy opozycja może w dalszym ciągu blokować mównicę Sejmu? Jak długo może to potrwać?

    To działania sprzeczne z regulaminem Sejmu, których nie należy chwalić.

    Do czego zmierza blokowanie mównicy?

    Do wyraźnego wzrostu napięcia politycznego i podziałów społecznych. A to prowadzi do czarnego scenariusza.

    Polskiego Majdanu?

    Nie będzie Majdanu w Polsce. Nie grozi nam rozlew krwi. To nie są wydarzenia, które mogą prowadzić do tak dramatycznego scenariusza. Wszystkim stronom powinno zależeć na tym, żeby zmniejszyć to napięcie. Ale inicjatywa jest po stronie rządzących.

    Czy może dojść do wcześniejszych wyborów parlamentarnych?

    To mało prawdopodobne. Decyzja o wcześniejszych wyborach bez zgody PiS nie jest możliwa. Jarosław Kaczyński już raz zdecydował się na przyśpieszone wybory i przegrał. Drugi raz nie zaryzykuje.

    Jak obóz rządzący może wybrnąć z tego kryzysu?

    Marszałkowie Sejmu i Senatu oraz prezydent powinni wyjść z inicjatywą kończącą kryzys. To są osoby, od których zależy zakończenie sporu.

    Jaką Polska ma opinię na świecie z powodu kryzysu parlamentarnego i ulicznych manifestacji?

    Fatalną. Obrazy sprzed Sejmu obiegają cały świat i pogłębiają wrażenie, że Polska jest krajem, w którym demokracja jest zagrożona.

    A jest?

    Jeśli próbuje się ograniczać prawa mediów w Sejmie, to znaczy, że demokracja jest zagrożona.

    KE znowu czepia się Polski


    http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/komisja-europejska-znow-zajmie-sie-polska,700954.html

    Poroszenko chwyta za gardło Kołomojskiego


    WP money.pl

  • Największy bank na Ukrainie przejęty przez państwo. Poroszenko uspokaja

    FOT. KANCELARIA PREZESA RADY MINISTRÓW / FLICKR (CC BY-NC-ND 2.0)

    Petro Poroszenko uspokaja klientów PrivatBanku. Największy ukraiński bank komercyjny został przejęty przez państwo. Powód to utrata płynności finansowej. Ukraiński prezydent zapewnił obywateli, że państwo gwarantuje bezpieczeństwo pieniędzy znajdujących się na kontach znacjonalizowanego banku.

    Petro Poroszenko w wystąpieniu telewizyjnym zaznaczył, że z usług PrivatBanku korzysta około połowa obywateli Ukrainy, a stan banku wpływa na sytuację finansową całego kraju. Decyzja, o nacjonalizacji – jak mówił ukraiński prezydent – była bezprecedensowa, ale konieczna.

    Państwo bierze na siebie odpowiedzialność i gwarantuje klientom PrivatBanku bezpieczeństwo ich pieniędzy. Zdaniem Petra Poroszenki, przejęcie banku przez państwo było jedynym sposobem na uratowania go i zabezpieczenie środków finansowych jego klientów.

    Petro Poroszenko podkreślił, że stan finansowy banku, wywoływał zaniepokojenie m.in. Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Ukraiński prezydent wyjaśnił, że to dotychczasowi właściciele banku zwrócili się do rządu z prośbą o przejęcie. Najwięcej udziałów w PrivatBanku miał Ihor Kołomojski – jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów.

     

    oprac. Katarzyna Kalus

    WP money IAR

  • Niemoc i śmieszność opozycji totalnej


    prawica.net

     

    Niemoc i śmieszność opozycji totalnej

    Ostatnie wydarzenia w Sejmie, czyli kryzys opozycji antypisowskiej z grudnia bieżącego roku ukazują totalną jej niemoc, niemoc totalnej opozycji. Okiem politykiera można już zauważyć, że ta opozycja tj. .Nowoczesna, PO, PSL i KOD nie ma już argumentów (pytanie czy je w ogóle miała), pomysłów ani nadziei jak osłabić rządy Prawa i Sprawiedliwości.

    Rząd Premier Beaty Szydło wciągu jednego roku osiągnął sukces, który przysporzył mu zaufania wyborców, a oponentów ostudził w krytyce i nieufności. Bezrobocie spadło do poziomu gdy kto chce ten pracuje, a nowopowstające miejsca pracy i zatrudnianie obcokrajowców powoduje napędzanie gospodarki i wzrost konsumpcji. Wiele firm podwyższyło wynagrodzenia i pakiety socjalne dla pracowników i ich rodzin. Pieniądze z programu Rodzina 500+ zmniejszyły strefę ubóstwa i zasiliły gospodarkę w sferze handlu i usług. To tylko niektóre sukcesy rządu.

    Politycy opozycji wiedzą o tym, choć jak na przykład politycy Nowoczesnej twierdzą że kraj jest w ruinie i zwiększa się strefa nędzy. No… w ruinie to jest część kraju to znaczy opozycja, która straciła już większość swoich redut. Pozostały im tylko media i dziennikarze siejący kłamstwa i nienawiść względem polityki rządu PiSu.

    Po nieudanych donosach poza granicę państwa na Polskę i oszczerstwach o łamaniu demokracji, bezsensownych debatach w Parlamencie Europejskim, gdzie zakładnicy panów Petru i Kijowskiego na ich zlecenie wszczynali rzekome dochodzenia w obronie demokracji w Polsce, gdzie ostatnia debata z dnia 14 grudnia br zakończyła się totalną porażką nieprzyjaciół naszej Ojczyzny. 19 grudnia kończy się kadencja Prezesa Trybunału Konstytucyjnego A. Rzeplińskiego, który stał się bohaterem i męczennikiem opozycji totalnej, a tracą tym samym jednego ze swych harcowników.

    16 grudnia wcześniej zorganizowana „spontaniczna” demonstracja totalnej opozycji to jest wygłupy posła Szczerby z PO w Sejmie, blokada mównicy sejmowej przez posłów .Nowoczesnej i PO, oraz happening KOD-u przed Sejmem ,a także wieści o „krwawych zamieszkach” w Warszawie pokazują że opozycja nie ma już nic do zaoferowania. Ale jest pytanie kogo oni wyciągną na ulice? Może ludzi którzy cieszą się spokojem, podwyżkami i w ogóle pracą, tych którzy dzięki pieniądzom z 500+ może pierwszy raz w życiu będą mieli dostatnie Święta Bożego Narodzenia? I w imię czego obrony Prezesa Rzeplińskiego, „wolnych mediów”, czy może zadłużonej .Nowoczesnej…?

    Demokracja, słowo-slogan totalnej opozycji oraz demonstracje uliczne, ludzi nie wyżywią i nie zapewnią bezpieczeństwa, którym w Polsce w tym roku mogliśmy się cieszyć, a którego zabrakło w wielu krajach Europy jak Niemcy i Francja. A może totalna opozycja, która tak strzeże wartości unii europejskiej chciała by takiego poziomu bezpieczeństwa jakie mieli ostatnio Niemcy, Francuzi i Belgowie?

    Nawoływanie do obalenia rządu i rozpisania nowych wyborów parlamentarnych przez totalną opozycję wywołuje śmieszność wśród ludzi rozsądnych, ponieważ wynik i tak by nic nie zmienił, a i teraz rząd ma bezpieczną większość w Sejmie i Senacie. Poza tym jak wyglądała by wizją rządów i kto by rządził? Może sześciu króli?

    A świadczy to o totalnym dyletanctwie politycznym totalnej opozycji, której jedynym postulatem jest obalenie rządu Beaty Szydło tylko że nie wiedzą oni jak to zrobić i dlatego wywołują awantury nawet pod pretekstem obrony esbeckich emerytur.

    Kończąc ułożyła się anegdota na bieżące wydarzenia: „Miliony ludzi” wyszły na ulice manifestując przeciwko rządom PiSu. I dzięki temu świat mógł zobaczyć że Polska stała się państwem policyjnym bo gołym okiem policjantów było więcej niż manifestujących.


    Grzegorz K. Pustkowiak

    Kukiz: Nie można w Polsce dopuścić do powtórzenia "Majdanu"


     

    Forsal.pl

    Forsal.pl

     

    statystyki

    Kukiz: Nie można w Polsce dopuścić do powtórzenia „Majdanu”

    19 grudnia 2016, 10:48 | Aktualizacja: 19.12.2016, 10:50

    źródło:PAP

    Protesty KOD

    Protesty KODźródło: PAP
    autor zdjęcia: Marcin Obara

    Przewodniczący Kukiz’15 Paweł Kukiz zaapelował o podjęcie dialogu i ostrzegł przed eskalacją konfliktu. „Obserwowałem Majdan w najstraszniejszych dniach, kiedy ginęli ludzie. (…) Nie wolno doprowadzić do powtórzenia tej sytuacji. Z całą pewnością jedna i druga strona powinny zrobić dwa kroki wstecz” – powiedział.

    „W Polsce mamy do czynienia z ustrojem, który polega na zastosowaniu zasady dziel i rządź. Teraz mamy do czynienia z sytuacją taką, którą można traktować jako (…) igrzyska dla tłuszczy, gdzie dobre wyreżyserowanie tych igrzysk może zapewnić powrót do żłoba” – powiedział Kukiz w poniedziałek w telewizyjnej Jedynce. Odpowiadając na pytanie dlaczego nie chce uczestniczyć w tym, co się dzieje wokół Sejmu i w Sejmie stwierdził, że nie ma zamiaru brać udziału „w ulicznych rozgrywkach”.

     

    „To, że sprawy dzieją się na ulicy jest dowodem na to, (…) że w Polsce obywatele nie posiadają żadnych prawnych instrumentów nacisku na władzę w trakcie (…) sprawowania przez daną partię władzy. W cywilizowanych państwach takie konflikty rozwiązuje się w drodze referendum” – powiedział. Dodał, że nie mówi tylko o tym, co się teraz dzieje, ale też o sprawach aborcji „i innych, które spowodowały, że ludzie wyszli na ulice”.

    Zapytany o to, czy piątkowa akcja blokowania mównicy sejmowej była działaniem spontanicznym odpowiedział, że „dla człowieka o elementarnej wrażliwości siedzenie tam (w Sejmie), wśród tych cyników – mówię o jednej i drugiej stronie – to jest męczarnia. Dodał, że ci, którzy zostali odsunięci od władzy robią wszystko, by sprowokować tych, którzy władzę przejęli do takiego zachowania, by ją utracili. „Po to, by tamci mogli wskoczyć na ich miejsce. Nie chodzi o żadne media. Oni mają w nosie wszystkie media. Media są im potrzebne tylko (…) jako kolejne paliwo do działań agresywnych mających na celu powrócenie do przysłowiowego żłoba” – mówił Kukiz.

    Zdaniem przewodniczącego Kukiz’15 ewidentnie było wiadomo, że jeżeli PiS będzie postępował „w taki sposób, w jaki postępuje od początku tej kadencji”, to prędzej czy później dojdzie do eskalacji. „Platforma do arogancji i bufonady dochodziła kilka lat, trzy cztery lata mniej więcej trwało zanim odlecieli. PiS odleciał po miesiącu władzy” – podkreślił Kukiz.

    Pytany o dalszy rozwój wydarzeń odpowiedział, że wszytko zależy od postawy społeczeństwa. „To zależy ile (…) w ludziach jest mądrości, by nie uczestniczyć w tej szopce. Ewidentnie ten spór to są rozgrywki między dwiema opcjami politycznym z ustawą deubekizacyjną w tle” – podkreślił Kukiz.

    Zaapelował o podjęcie dialogu i ostrzegł przed eskalacją konfliktu. „Obserwowałem Majdan w najstraszniejszych dniach, kiedy ginęli ludzie. (…) Nie wolno doprowadzić do powtórzenia tej sytuacji. Z całą pewnością jedna i druga strona powinny zrobić dwa kroki wstecz. Z całą pewnością natychmiast powinniśmy dyskutować sprawy ustrojowe, które skończą z wyalienowaniem się partii politycznych i nadadzą obywatelom jakieś instrumenty kontrolujące władzę podczas kadencji” – powiedział Kukiz.

    Zapytany o to, na ile mediacja prezydenta Andrzeja Dudy może uspokoić sytuację odpowiedział: „Jeśli pan prezes Kaczyński zgodzi się z propozycją moją i prezesa Kosiniaka-Kamysza, czyli powtórzenia głosowania piątkowego, to można tę sytuację załagodzić. I to będzie też test na wolę stron. (…) Jedna i druga strona powinna pochylić głowy. I pokazać ludziom pokorę. Jest tydzień przedświąteczny” – ocenił. (PAP)

    >> Polecamy: Polska dwóch konstytucji. Polityczna rozgrywka rządu i opozycji

    Orban obniża VAT w budownictwie z 27 do 5%


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    Orban zaskoczył Europę. Szokująca, gigantyczna obniżka podatków

    Autor:

    Maksymilian Tomanek

    • Gru 18, 2016

     

     

    źródło/wikimedia.org

    Polski władze są często porównywane do rządów Viktora Orbana. Dzieje się tak głównie przez podobny stosunek do polityki migracyjnej. Jest jednak coś, co ich różni.

    Podczas gdy Mateusz Morawiecki i Beata Szydło wprowadzają coraz to nowe podatki, Viktor Orban zdecydował się na dokładnie odwrotny ruch.

    VAT na Węgrzech należy do naprawdę wysokich. Władze podwyższyły go do aż 27% – to jedna z najwyższych stawek w Europie. Teraz jednak Orban zdecydował się na jego gwałtowną obniżkę.

    Węgry obniżą 27% VAT do ledwie 5%. Te ogromne zmiany dotkną jednak tylko materiałów wykorzystywanych w budownictwie.

    Orban argumentuje, że każdy Węgier powinien mieć dom. Właśnie dlatego przewodniczący Fideszu przygotował tak gwałtowną obniżkę wynoszącą aż 22 punkty procentowe. W drodze są też kolejne zmiany, które mają pomóc Węgrom w budowie domów.

    Mowa o zmianach w prawie budowlanym. Politycy chcieliby, żeby pozwolenie na budowę było wymagane tylko dla budynków przekraczających 300 metrów kwadratowych.

    Opozycja może naskoczyć koalicji…



     

    19 grudnia 2016

    NEon24.pl

    BOGUSŁAW JEZNACH

     

    Bogusław Jeznach

     

    POLSKA 18.12.2016 22:5816 komentarzy

    PiS-owi mogą naskoczyć…

    ZACHOWAJ ARTYKUŁPOLEĆ ZNAJOMYM

    CO PISZĄ INNI: Dawid Blum komentuje w Sputniku piątkową zadymę opozycji pod Sejmem

    Nie podzielam optymizmu opozycji, która sądzi, że teraz odsunie PiS od władzy. Na władzy ani blokowanie sejmowej mównicy, ani protesty uliczne nie robią wrażenia. Mówi Barbara Nowacka z Inicjatywy Polska: „Wczoraj pod Sejmem było w nas poczucie wspólnoty, takie samo jak przy Czarnych Protestach. Musimy to wygrać, wygramy to!”. To piękne, górnolotne stwierdzenia. Jaką mają realną wagę?

    Prawa i Sprawiedliwości nie przeraziły strajki kobiet, nie przeraziły marsze Komitetu Obrony Demokracji, pikiety pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego, protesty przeciw wprowadzanej na siłę reformie edukacji. Jarosława Kaczyńskiego to nie rusza. Ma na Polaków świetny sposób: swoim wyborcom rozdaje łatwe pieniądze, a do reszty mówi agresywnym językiem, straszy i przykręca śrubę — ale robi to na tyle sprytnie, by nie przesadzić i nie zniechęcić twardego elektoratu. To mu wystarczy. I niestety nic nie da się na to poradzić.

    Co dokładnie wydarzyło się wczoraj w Sejmie? Poseł Platformy Obywatelskiej Michał Szczerba wszedł na mównicę z kartką z napisem „Wolne Media”. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński z PiS wyłączył mu więc mikrofon i kazał opuścić salę obrad. To rozjuszyło posłów PO, którzy w obronie kolegi zaczęli okupować mównicę. Przeciwko arogancji PiS wystąpili inni parlamentarzyści opozycji. Wbrew ich woli PiS postanowiło jednak kontynuować obrady (w kolejce czekały jeszcze ustawa dezubekizacyjna i głosowanie nad budżetem) — i cały klub uciekł do sąsiedniej sali kolumnowej. Opozycja uznała przegłosowane w ten sposób ustawy za nieważne. Postanowiła również nie wypuścić parlamentarzystów PiS z Sejmu (pod którym w międzyczasie zebrała się duża grupa protestujących w obronie wolności mediów i demokracji, zwołana przez KOD). Rozpoczęła się nocna przepychanka.

    Marszałek Kuchciński wyprosił media z Sejmu. Straż Marszałkowska pozabierała w nocy przepustki dziennikarzom. Cyrk zaczął się na dobre. Drogę wyjazdową z Sejmu torowali pisowcom policjanci. Beata Szydło i Jarosław Kaczyński wracali do domu limuzynami w kordonie policji i ochrony, która brutalnie odpychała demonstrantów. Doszło do dantejskich scen.

    Protest ma być kontynuowany dziś — nie tylko w Warszawie — przed Pałacem Prezydenckim, ale też w innych miastach Polski pod biurami PiS. Co z tego wszystkiego wyniknie? Jak pokazuje awantura wokół Trybunału Konstytucyjnego — pewnie niewiele. PiS nie przejęło się, że opozycja i media uważają serię ustaw uchwalonych w tym temacie za nielegalne i niekonstytucyjne. Podobnie teraz — mimo sprzeciwu wczorajsze głosowania partia rządząca uzna za ważne. Mimo że, jak twierdzą posłowie opozycji — manipulowano przy liście do głosowania już po zamknięciu posiedzenia. Widziano m.in. ministra Ziobrę, kiedy podpisywał listę „po fakcie”. Ale co realnie może opozycja? Może dalej się przepychać, blokować mównicę, może też złożyć doniesienie do prokuratury — ponieważ marszałek Kuchciński złamał regulamin Sejmu wielokrotnie. I tyle.

    PiS utraciło legitymizację do sprawowania władzy — mówi Ryszard Petru, lider Nowoczesnej. — To co się działo w Sejmie jest niezgodne z konstytucją. To było nielegalne, nie było kworum, będziemy to zgłaszać do prokuratury. Nie mieli systemu liczenia głosów, nie było mediów, chcemy zwołać posiedzenie Sejmu 20 grudnia. Nie dziwię się ludziom, że ludzie chcą protestować, takiej bezczelności jeszcze nie było. To co dziś widzieliśmy, że użyto gazów łzawiących, żeby tylko prezes Jarosław Kaczyński mógł wyjechać z Sejmu uważamy, że są to rzeczy niedopuszczalne — dodał poseł Nowoczesnej Jerzy Meysztowicz, odnosząc się do nocnych prób rozpędzenia demonstrantów przez służby.

    Może nie uda nam się to za miesiąc czy za dwa. Ale zwyciężymy — twierdzi Barbara Nowacka. — Teraz nie czas na niesnaski, należy wspólnie przeciwstawić się łamaniu demokracji. — To, co zdarzyło się wczoraj w sali kolumnowej to złamanie demokracji parlamentarnej. Będziemy prosić posłów opozycji, aby byli razem z nami 20 grudnia przed głosowaniem w Senacie. Zwracam się do opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, abyśmy skoordynowali nasze działania w najbliższych dniach i 20 grudnia dali senatorom opozycji nasze wsparcie, by przywrócić ład demokratyczny — to z kolei słowa Grzegorza Schetyny, obecnego lidera Platformy Obywatelskiej.

    Dziś w południe pod Pałacem Prezydenckim szykuje się kolejny protest — wezmą w nim udział również pozaparlamentarne środowiska lewicowe — Razem, Zieloni i Inicjatywa Polska.  W związku z tym, co wczoraj wydarzyło się w Sejmie padło dużo wielkich słów. I na słowach zapewne się skończy. Być może w sprawie mediów PiS ustąpi — by za chwilę znów łamać demokratyczne standardy w innych obszarach. Tak czy siak, z tą władzą będziemy jeszcze męczyć się parę lat. Na ulicę nie wyjdzie wojsko, nikt tego rządu nie obali — cokolwiek miałoby to znaczyć w XXI wieku. Zwłaszcza, że obiektywnie poparcie dla PiS jest duże — obrona terytorialna, 500 plus — wielu wyborców PiS skutecznie kupił na lata. Bo „legitymację do sprawowania władzy” PiS utracił już dawno. Teraz też wszystko rozejdzie się po kościach. 

    Zadyma się zacznie jak do Warszawy zjadą górnicy


     

    KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

    Szlęzak: KOD szturmuje Bastylię PiS-u

    Szlęzak: KOD szturmuje Bastylię PiS-u

    0

    BY ADAMWIELOMSKI ON 18 GRUDNIA 2016PUBLICYSTYKA

    Awantury stają się już nieodzowną częścią naszego życia politycznego. I tak już będzie do czasu rzeczywistego kryzysu i przesilenia. Na pewno nie będzie go przed świętami. To, co się działo w sobotę w Sejmie i na ulicach Warszawy nie było próbą zamachu stanu, jak mówią zwolennicy PiS-u, ani protestem w obronie wolności mediów i demokracji, jak mówią zwolennicy partii i organizacji opozycyjnych.

    To była zwykła polityczna awantura bez ładu i składu. Po tej awanturze widać, że Jarosław Kaczyński słabo radzi sobie w takich sytuacjach, a PiS szybko powinien zmienić marszałka Sejmu, bo Marek Kuchciński nie dorósł do tej roli. Sejmowa awantura pokazała po raz kolejny, że opozycja nie ma żadnego wybitnego lidera, a teorie o tym, że to wszystko było przygotowane wcześniej nie wyglądają wiarygodnie.

    Gdyby porównywać tę sytuację do czegoś podobnego, to najlepiej pasuje sztuka Adolfa Nowaczyńskiego pt. „Wiosna narodów w cichym zakątku”. I u Nowaczyńskiego i wczoraj w Warszawie typowy polski bałagan i jeszcze bardziej typowa polska niemoc. Jakaś posłanka z PiS-u histerycznie drze się, że ją szarpią, jakiś opozycyjny uczestnik demonstracji kładzie się na ulicy i udaje, że go pobito, a obrazu tego dziadostwa dopełnia poseł Marek Suski, który najpierw biega po sali obrad Sejmu, rozpaczliwie starając się namówić do głosowania z PiS-em posłów od Kukiza, a potem szarpie się z posłem PO i ląduje na podłodze.

    I takie to są ofiary i efekty tej próby zamachu stanu i walki o wolność mediów w jednym. Prawdziwa zadyma będzie jak do Warszawy przyjadą górnicy, a to się chyba zanosi. Jeszcze nie było rządu, który by im nie uległ i to będzie sprawdzian twardości tego rządu. Za kilka miesięcy będzie widać efekty polityki gospodarczej PiS-u i wtedy się zacznie. Sobota i niedziela pokazały jak słabe są filary na których opiera się ten rząd i jak bardzo opozycja nie ma pomysłu jak poważnie zachwiać tymi filarami. Póki co ta awantura skończy się świątecznym obżarstwem.

    Andrzej Szlęzak

    Skończył się rosyjski gaz dla Ukrainy


    Sputnik Polska

    19 GRUDZIEŃ 2016

    Ukraina licytuje resztki rosyjskiego gazu

    © Sputnik. Stringer ŚWIAT 08:01 19.12.2016Krótki link8855226 Na Ukrainie wystawiono na aukcji „ostatnie pół metra sześciennego rosyjskiego gazu” Kierownik służby prasowej „Ukrtranshazu” Maksim Beliawski opublikował na facebooku fotografię zbiornika zawierającego, według jego słów, „ostatnie pół metra sześciennego rosyjskiego gazu”. Eksponat, jak informuje Korrespondent.net, zostanie zlicytowany na aukcji charytatywnej, którą przeprowadzi DiXi Group. Otrzymane ze sprzedaży środki zostaną skierowane na pomoc dla domu dziecka w Siewierodoniecku. Szef „Naftohazu” Andrij Kobolew poinformował wcześniej, że Kijów raczej nie będzie kupować rosyjskiego gazu do końca zimy.
    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/swiat/201612194452238-licytacja-rosyjskiego-gazu-ukraina/

    9e3268c9-deca-446d-86d5-d5202306fcf4

    Maniakalna wojna z urojoną komuną


    Myśl Polska

    Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

     

    „Precz z komuną”

    komuna.jpg
    Maszerują narodowcy i krzyczą: „Precz z komuną”. Manifestuje KOD, transparenty głoszą: „Precz z komuną”. W Sejmie opozycja skanduje: „Precz z komuną”. Partia rządząca wygrała wybory, obiecując, że się rozprawi z komuną. Trudno wymagać od posła Piotrowicza, żeby na zasadzie wyjątku powstrzymał się od wznoszenia okrzyku „Precz z komuną”.

    To najlepsze, co może odpowiedzieć na zarzuty. Ta walka z komuną musi dawać niesamowitą rozkosz, skoro ćwierć wieku za mato, żeby ją przerwać. Przewidywałem to i zdaje mi się, że pisałem, iż Solidarność będzie walczyć z komuną tak długo, jak długo będzie istnieć nie komuna, ale Solidarność.
    Młodzi ludzie, którzy nie znają „komuny” z własnego doświadczenia, biorą dosłownie, co się głosi o PRL. Słysząc ciągle, że komuna doprowadziła kraj do ruiny, myślą, że tak było rzeczywiście, i pytają, dlaczego sprawców nie stawia się przed sądem. Człowiek inteligentny skojarzyłby ruinę spowodowaną przez komunę z ruiną, którą pozostawiły po sobie rządy Platformy Obywatelskiej, o czym ten człowiek także słyszy. Ale on tych twierdzeń nie kojarzy, nie porównuje, bo – jak słusznie pisał Schumpeter – człowiek wchodzący w domenę polityki traci połowę swojej inteligencji.

    Gdy powstała partia Nowoczesna, napisałem o tej inicjatywie parę pozytywnych zdań i nawet prywatnie zachęcałem niektórych młodych znajomych do przystąpienia do niej. Niniejszym odszczekuję wszystko, co dobrego napisałem albo powiedziałem o tej partii. Nie można mieć zaufania do organizacji, która na swojego rzecznika desygnuje osobnika niezdolnego do samodzielnego myślenia ani nawet do nazwania rzeczy po swojemu i potrafiącego tylko powtarzać propagandowe głodne kawałki, wyświechtane i streszczające się w wykrzykniku „Precz z komuną”.

    Pan Szłapka – tak się nazywa ten rzecznik – obwieścił w TVP Info, że emerytury „tym zbrodniarzom” już dawno należało odebrać, że dopuszczono się karygodnego zaniedbania, nie rozliczając zbrodniczego systemu, że poseł Piotrowicz jako prokurator stanu wojennego skazywał na więzienie setki (zdaje się, też tysiące) opozycjonistów itd., itp. Dużo się słyszy zajadłych bredni w telewizorach, ale rzecznik partii Nowoczesna przewyższył wszystko, co do tej pory słyszałem (fakt, że oglądam z paromiesięcznymi przerwami).

    Na użytek walki politycznej wynajduje się odpowiednio „waleczne” słowa i pojęcia, a to, co się głosi, nie ma na celu oznajmiania prawdy, lecz zwalczanie przeciwnika, wroga, rywala. Zasadniczy zrąb pojęć i poglądów, jakie dziś są w obiegu w Polsce, to, ściśle biorąc, kłamstwa, słowne „waleczne” przekręty, jakie powstały w okresie zwalczania władzy zwanej komunistyczną. Nieumiarkowane kłótnie, jakie obecnie mają miejsce między PO i PiS, również rodzą celowo fałszywe pojęcia, nieadekwatne nazwy, stronnicze opinie.

    Młodzi ludzie mają bardziej zniekształcony obraz „komuny” niż ci, co w tamtych czasach żyli. Więzień tamtego czasu co innego wie o „zbrodniczości” systemu niż pan Szłapka. Weźmy przykład powszechnie znany. Adam Michnik, wieloletni więzień, zna komunę od strony opresyjnej lepiej niż ktokolwiek inny. W jego obrazie systemu mieści się również to, że w więzieniu napisał książkę, że w zamknięciu udzielał wywiadów prasie zachodniej, że gdy w końcu kazano mu opuścić więzienie, to odmówił i postawił warunki. I gdy teraz czasem mówi, że komunizm i nazizm są sobie równe, to przecież tak nie myśli. A rzecznik Nowoczesnej tak myśli, jak słyszy.

    Słyszy zewsząd o zbrodniczej służbie bezpieczeństwa i cały się trzęsie z żądzy odwetu. Była to firma przygniatająca bardziej wyobraźnię niż ciało, ale ciało również. Jednak zabójstwo księdza, popełnione z nieznanych powodów, jakkolwiek odrażające, nie uzasadnia kwalifikacji „zbrodnicza”. Zdarzały się, i to w czasach nieodległych, morderstwa popełnione przez zakonników w murach klasztornych, ale nie mówiono, że franciszkanie czy inni bazylianie to zakony zbrodnicze. Nie wolno szastać bezmyślnie ciężkimi przymiotnikami, bo zepsucie języka następujące w zastraszającym tempie wszystkim w końcu zaszkodzi.

    Partie solidarnościowe najpierw środkami propagandowymi przesunęły wojsko polskie okresu 1944-1989 do obozu wrogiego.
    Niedługo trzeba było czekać na szykanowanie materialne żołnierzy zawodowych niektórych formacji – obrona granic, KBW, WOP. Obecnie rządząca frakcja obozu posolidarnościowego rozszerza szykany i głosi, że całe Wojsko Polskie (zwane ludowym, może słusznie) nie było państwu polskiemu potrzebne, wystarczyli żołnierze wyklęci.

    Dla rządu Kaczyńskiego-Macierewicza kategorie takie jak „Polak”, „polskie” bardzo mało znaczą. Co z tego, że generał jest Polakiem, skoro nie należał do KOR? Co z tego, że wojsko było polskie, skoro nie było antykomunistyczne. KBW walczyło z bandami UPA? Najlepszy dowód, że to była formacja zbrodnicza, skoro strzelała do UPA, naszego retroaktywnego sojusznika. Jarosław Kaczyński oświadczył kiedyś, że Polsce trzeba nadać tożsamość antykomunistyczną. Proszę skupić uwagę na słowie „tożsamość”. W szkołach zreformowanych przez PiS na pytanie: kto ty jesteś? trzeba będzie odpowiadać: antykomunista mały.

    Prof. Bronisław Łagowski
    „Przegląd”, nr 50/2016
    fot. Jan Bodakowski

    Kłamstwa w zachodnich mediach dyskredytujące demokratyczną władzę


    niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

     

    19 grudnia 2016

     

    Kłamstwa w zachodnich mediach. Piszą o walkach z policją w Warszawie i użyciu gazu łzawiącego

     

    Dodano: 18.12.2016 [22:56]

    Kłamstwa w zachodnich mediach. Piszą o walkach z policją w Warszawie i użyciu gazu łzawiącego - niezalezna.pl

    foto: Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

    Jeszcze nigdy od 1989 roku policja nie musiała w Polsce stosować siły, żeby utorować drogę rządzącym, chroniąc ich przed protestującym narodem. (…) Rząd coraz bardziej forsuje podział i destabilizację Polski. (…) Jeszcze gorsze jest to, że policja zastosowała gaz łzawiący i siłę. To kompletnie zrujnowało reputację tego rządu. Widok krzyczących kobiet i mężczyzn, przyduszanych do ziemi przez policjantów, niebezpiecznie przypomina dawne czasy, kiedy policję nazywano jeszcze milicją – pisze o zadymach zorganizowanych w Warszawieprzez opozycję, KOD i Antifę niemiecki portal Deutsche Welle.
    W podobnej stylistyce przebieg wydarzeń relacjonują inne niemieckie media. 

    To może być początek końca rządu w Polsce. Ubiegły piątek był świadectwem ubóstwa Jarosława Kaczyńskiego i anachronistycznego, autorytarnego stylu jego polityki. Kompromis, partycypacja, dialog to wszystko obce słowa, jakich nie ma w słowniku tego polityka. Sądzi on, że przy pomocy parlamentarnej większości będzie mógł przeforsować swego rodzaju konserwatywną rewolucję, nie bacząc na Konstytucję, państwo prawa i trójpodział władzy. Za to posługując się populistycznymi hasłami i okazując pogardę swoim politycznym przeciwnikom

    – przekonuje komentator portalu Deutschlandfunk. 

    Pozostaje tylko kwestia, jak długo to będzie trwało i jak wielką szkodę przyniesie to demokracji i reputacji Polski. Ale może na naszych oczach rozpoczyna się koniec tego rządu

    – dodaje. 

    Spontaniczne, masowe demonstracje odbyły się w Gdańsku, Krakowie, Katowicach, Wrocławiu i Białymstoku. Demonstranci są zgodni co do tego, że protest musi trwać tak długo, aż rząd wreszcie wycofa się ze swoich planów ograniczenia dostępu dziennikarzy do Sejmu

    – pisze z kolei portal informacyjny telewizji publicznej ARD tageschau.de.
    Ani słowem o prowokacjach opozycji, szukaniu starcia z policją, wcześniejszym przygotowaniu i dokładnym zaplanowaniu „spontanicznych” manifestacji.
    Temat demonstracji w Polsce znalazł się na pierwszej stronie jutrzejszego wydania „Financial Times”, zarówno w wersji brytyjskiej, jak i międzynarodowej. 

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Financial Times

    @FT

    Just published: front page of the Financial Times international edition, Monday December 19 http://on.ft.com/2hxOhJq

    21:17 – 18 gru 2016

  • 110110 podanych dalej

  • 8484 polubienia

  • Autor: pbŹródło: twitter.com, dw.de

    “Solidarność” zamierza wyjść na ulice i czapkami zarzucić politycznych utracjuszy


     

    wPolityce.pl

     

    Piotr Duda: Przygotowujemy się w „Solidarności” do wyjścia na ulice i policzenia się. „My ich czapkami przykryjemy!”

    opublikowano: 34 minuty temu · aktualizacja: 30 minut temu

    wPolityce.pl/TV RepublikawPolityce.pl/TV Republika

    Społeczeństwo dziś obchodzi wiek emerytalny, podwyżka stawki godzinowej, 500+, choć mamy do tego uwagi. To są rzeczy, które interesują Polaków, a nie to, że oni stracili władzę

    — powiedział Piotr Duda w rozmowie na antenie TVP Info.

    Przewodniczący NSZZ „Solidarność” odnosił się do kryzysu politycznego i trwających od piątku protestów opozycji:

    Dziwię się niektórym politykom, którzy mówią – jak pan Petru – że dziś rząd stracił mandat społeczny do sprawowania władzy. W czyim imieniu on to mówi? W imieniu społeczeństwa? Nie, w swoim, bo chce się dorwać do koryta. Pan Petru niech się przygotowuje do święta 6 króli i da spokój społeczeństwu. Społeczeństwo dziś obchodzi wiek emerytalny, podwyżka stawki godzinowej, 500+, choć mamy do tego uwagi. To są rzeczy, które interesują Polaków, a nie to, że oni stracili władzę

    — stwierdził.

    To, co się dzisiaj dzieje to wielka hucpa. Jeśli druga strona myśli, że będziemy się temu biernie przyglądać, to się myli. Przygotowujemy się do wyjścia na ulice i policzenia się. My ich czapkami przykryjemy. Nie będziemy bierni

    — dodawał.

    Szef „S” podkreślał, że Solidarność jest gotowa do konfrontacji w liczbie manifestantów – nie w obronie rządu, ale w obronie wyboru demokratycznego.

    Myśmy czekali osiem lat, by wymienić ekipę rządzącą. Po to, byśmy mieli takie sukcesy jak dziś. (…) Oni chcą takiej demokracji, że mają być przy korycie. My na to nie pozwolimy

    — dodawał, przekonując, że jeśli KOD chce pikietować pod biurami posłów PiS, to działacze „S” znają adresy biur polityków Nowoczesnej i Platformy.

    Dziś każdy pretekst jest dobry, by zadymić

    — odparł Duda, krytykując przy tym postawę marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

    Duda nawiązywał również do protestów, jakie organizowała „Solidarność” jeszcze w czasach rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

    Nas musiało być prawie 100 tysięcy, by media się zainteresowały. Pamiętam, jak nie wpuszczano związkowców na galerię sejmową, jak premier Tusk nazywał nas „pętakami”, jak policja stała zaopatrzona po zęby z tyłu, za Sejmem… Wtedy była demokracja pełną gębą!? Dziś żyjemy w państwie demokratycznym, ale niektórym nie podoba się to, że rządzi PiS i wygrało demokratyczne wybory. Gdybyśmy za czasów Platformy chcieli powiedzieć, że ilościowo tamten rząd nie miał mandatu władzy, to powinien się podać z pięć razy do dymisji

    — stwierdził.

    Wcześniej Duda mówił między innymi o swoim dzisiejszym spotkaniu z prezydentem Dudą. Jak przypominał szef „S”, chodzi o podpis pod ustawą obniżającą wiek emerytalny.

    Dziś o 11:00 pan prezydent podpisuje ten bardzo ważny akt prawny dla wszystkich pracowników w Polsce

    — podkreślił.

    svl, TVP Info

    Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

    autor: Zespół wPolityce.pl

    Symulant-prowokator powiązany ze środowiskiem lewicowej gazety


    Wojciech Diduszko, youtube.com

    Symulant spod Sejmu udający rannego to były redaktor prowadzący w TVP Kultura?

    Dodane przez Zyga

    Opublikowano: Niedziela, 18 grudnia 2016 o godz. 16:04:27

    W sieci a potem w mediach furorę robi nagranie ukazujące jak jeden z demonstrujących pod Sejmem zwolenników Komitetu Obrony Demokracji kładzie się na ulicy, najwyraźniej w celu symulowania poszkodowanego przez interwencję policji.

    Redakcja TVP INFO twierdzi, że zidentyfikowała osobę manipulanta. „Według naszych informacji tym mężczyzną jest Wojciech Diduszko – filmoznawca, prywatnie mąż dziennikarki i animatorki kultury związanej z „Krytyką Polityczną”, Agaty Diduszko-Zyglewskiej” – podaje na swoim portalu redakcja telewizji. Na nagraniu w piątkowego protestu pod Sejmem zwołanego przez Komitet Obrony Demokracji, wyraźnie widać, jak najpierw jeden z uczestników protestu odpala świecę dymną, a potem inny kładzie się ulicy, próbując przyjąć pozę poszkodowanego. Chwilę później mężczyzna wstał, wyciągnął telefon i oddalił się. Dlaczego tak się zachowywał? Wiele może wytłumaczyć upowszechniany dziś przez Platformę Obywatelską klip, ukazujący symulanta właśnie jako poturbowanego w czasie interwencji policji.

    Co ciekawe notka biograficzna poświęcona Diduszce znikła z Wikipedii wkrótce po tym, gdy TVP INFO poinformowała, że to on miał być prowokatorem. Z informacji zamieszczony na portalu TVP wynika, że jescze w zeszłym roku Diduszko był redaktorem prowadzącym w Redakcji Filmu Fabularnego i Dokumentalnego TVP Kultura. Żona Diduszki jest kierowniczką działu promocji Stowarzyszeniea im. Stanisława Brzozowskiego. Jest ono wydawcą skrajnie lewicowego periodyku „Krytyka Polityczna”. Niedawno redaktor naczelny tego pisma Sławomir Sierakowski przyznał, że jego inicjatywy są utrzymywane głównie przez zagranicznych sponsorów.

    tvp.info/tvp.pl/kresy.pl