Na warcholstwo w Sejmie nie pozwolimy mówi Bruździński


 

Brudziński: Nie pozwolimy na nocną zmianę nr 2! We wczorajszym wystąpieniu Tuska zabrakło jednego zdania „panowie, policzmy głosy!”

 

lml17:18 18 grudnia 2016

Telewizja Republika

– Polska jest i będzie wolna, bo PiS jest partią prawdziwej wolności. Zapewnimy również opozycji prawo do demonstracji, ale nie pozwolimy na warcholstwo, ale nie pozwolimy na nocną zmianę nr 2! Nie pozwolimy, żeby Tusk po raz kolejny zjechał z Brukseli. W jego wystąpieniu z wczoraj zabrakło jednego zdania „panowie, policzmy głosy!” – mówił przed Pałacem Prezydenckim wicemarszałek Sejmu.

Od godziny 16:00 pod Pałacem Prezydenckim trwa demonstracja Klubów „Gazety Polskiej” w obronie demokracji w Polsce. To będzie również wyraz poparcia dla legalnie wybranej władzy. Do zgromadzonych mówił Joachim Brudziński, wicemarszałek Sejmu z PiS. 

– Przed chwilą pan premier Piotr Gliński powiedział bardzo wyraźnie, żeby dyktatury i totalitaryzmy w innych krajach mogły wyglądać tak, jak w Polsce. Gdzie przedstawiciele opozycji, przedstawiciele różnych środowisk mogą wygadywać każdą bzdurę, a przedstawiciele „totalitarnego” rządu stają na głowie, aby ci, którzy te bzdury wygadują, mogli je wypowiadać w sposób bezpieczny i w pełni wolny – mówił wicemarszałek.

– Naszym zadaniem nie jest przede wszystkim dać im się sprowokować. Wiara tych, którzy protestowali w TK, wiara liderów opozycji, którzy wezwali na pomoc Komorowskiego, który jest wyjątkowym dżentelmenem, czego dał wielokrotnie dowody, kiedy np. rozsiadł się w fotelu, kiedy pani kanclerz Merkel jeszcze stała. Wyraził swoja opinię, że jest bardzo zadowolony, że banda awanturników obrażała posłankę prof. Pawłowicz. Były prezydent RP mówi, że jest z tego bardzo zadowolony, że obrażano posłankę, opuszczającą Sejm – przypomniał Brudziński. – Nie mówię tego po to, żeby wzbudzać emocje, czy agresję, ale chcę zwrócić uwagę na jeden aspekt. Nie mówię tego po to, żeby wzbudzać jakiekolwiek emocje, ale proszę pamiętać, że kiedy byliśmy w opozycji, prowadziliśmy różnego rodzaju demonstracje i zawsze apelowałem do państwa, żeby nie ulegać prowokacjom, żeby słuchać służb porządkowych. Nigdy, kiedy my prowadziliśmy demonstracje, nie dochodziło do sytuacji, jakie miały miejsce w ostatnich dniach – podkreślił. 

 

– Śp. Andrzej Lepper mógłby się od nich uczyć, jak wygląda warcholstwo i blokada mównicy sejmowej. Nawet Lepper, nawet ludzie od Palikota, nie ośmielili się zaatakować i uniemożliwić prowadzenie obrad marszałkowi. Politycy PO i .Nowoczesnej posunęli się dalej (…). To jest ewidentne naruszenie kodeksu karnego – mówił Brudziński.

– To Donald Tusk, kiedy był u władzy, mówił, że jednego celem jest, aby „PiS nie powrócił do władzy”. I co? Musiał wziąć Grasia i wyjechać do Brukseli. Zrobimy wszystko, żeby w sposób demokratyczny, zasłużyć na głosy obywateli, a oni, żeby długie, długie lata, poczekali w tej opozycji – zaznaczył.

– Polska jest i będzie wolna, bo PiS jest partią prawdziwej wolności. Zapewnimy również opozycji prawo do demonstracji, ale nie pozwolimy na warcholstwo, ale nie pozwolimy na nocną zmianę nr 2! Nie pozwolimy, żeby Tusk po raz kolejny zjechał z Brukseli. W jego wystąpieniu z wczoraj zabrakło jednego zdania „panowie, policzmy głosy!” – przypomniał.

– Na warcholstwo w Sejmie nie pozwolimy! – podkreślił.

Źródło: Telewizja Republika

Rugowanie z sali plenarnej Sejmu okupującej ją opozycji


 

Straż Marszałkowska poinformowała posłów, że nie powinni przebywać na sali plenarnej

Dodano dzisiaj 19:53 15 0 40 1092

Straż Marszałkowska

Straż Marszałkowska / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok

Straż Marszałkowska poinformowała posłów opozycji, którzy znajdują się na sali plenarnej Sejmu od 16 grudnia, że nie powinni się tam znajdować pomiędzy posiedzeniami Sejmu.

Obserwuj

Elżbieta Gapińska @gapinska_e

Straż marszałkowska poinformowała nas obecnych na sali sejmu, źe nie powinniśmy przebywać na sali pomiędzy posiedzeniami.

19:49 – 18 gru 2016

  • 2121 podanych dalej

  • 4343 polubienia

  • O informacji przekazanej posłom przez funkcjonariuszy Straży Marszałkowskiej poinformowała na Twitterze Elżbieta Gapińska, poseł Platformy Obywatelskiej. Informacja trafiła do posłów w czasie, gdy część z nich udzielała telefonicznego wywiadu portalowi Wprost.pl.

    Także Jakub Stefaniak, rzecznik Polskiego Stronnictwa Ludowego poinformował o dokumencie, jaki trafił do posłów zebranych na sali posiedzeń Sejmu. Wskazano w nim, że poza posiedzeniami, pozostaje ona zamknięta i wstęp na nią mają jedynie pracownicy kancelarii Sejmu lub osoby w ich towarzystwie, jeśli będzie to niezbędne dla wykonywania przez nich obowiązków służbowych.

    Poza posiedzeniem Sejmu sala posiedzeń Sejmu pozostaje zamknięta. Wstęp na salę posiedzeń Sejmu przysługuje pracownikom Kancelarii Sejmu w celu wykonywania obowiązków służbowych. W obecności uprawnionego pracownika Kancelarii Sejmu wstęp na salę posiedzeń Sejmu przysługuje także osobom, o których mowa w para. 43 pkt 4, jeżeli jest to niezbędne dla realizacji powierzonych mu zadań

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Jakub Stefaniak @Jakub_Stefaniak

    Taki dokument dostarczono na sale posiedzeń. Czyżby PiS chciał wyrzucić posłów z sali ?

    19:57 – 18 gru 2016 · Warsaw, Poland

  • 2727 podanych dalej

  • 2626 polubień

  • Także Arkadiusz Myrcha z Platformy Obywatelskiej, który przebywa w Sejmie, poinformował na Twitterze o ruchu ze strony Straży Marszałkowskiej. Dodał jednak, że funkcjonariusze zaczęli spisywać posłów. W rozmowie z Wprost.pl polityk wyjaśnił, że dwie osoby ze Straży Marszałkowskiej i pracownica Kancelarii Sejmu wyłożyli na stół zarządzenie marszałka Sejmu z 2008 roku, które stanowi o tym, kto może przebywać w sali plenarnej poza posiedzeniami Sejmu. Dodał, że zapewniono, iż działanie ma charakter informujący i jest wypełnieniem polecenia „z góry”.

    Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Arkadiusz Myrcha @ArkadiuszMyrcha

    Straż Marszałkowska dostarczyła to zarządzanie posłom na sali. Trwa spisywanie obecnych posłów przez strażników!

    19:51 – 18 gru 2016

  • 126126 podanych dalej

  • 109109 polubień

  • Przypomnijmy, posłowie Nowoczesnej, Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego pozostają nieprzerwanie na sali plenarnej od czasu ogłoszenia przerwy przez marszałka Marka Kuchcińskiego 16 grudnia około 15.40, po tym, jak wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę.

    Politycy, którzy pozostają w parlamencie, zapowiedzieli, że opuszczą go do czasu przywrócenia posła do obrad oraz podjęcia przez marszałka decyzji o powtórzeniu głosowań w sprawie budżetu.

    / Źródło: Wprost.pl

    wydarzenia kraj straż marszałkowska sejm sala plenarna

    Posłanka Pawłowicz pisze o “hybrydowym zamachu stanu “


    WP.PLStrona główna serwisu

     

     

    akt. 18.12.2016, 19:21

    Polacy mają problemy z dostępem do kanałów TVP? Pawłowicz pisze o „hybrydowym zamachu stanu”

    Telewizja Polska informuje, że mieszkańcy z różnych części kraju korzystający z naziemnej telewizji nie mają dostępu do kanałów TVP. O sprawie poinformowała na Twitterze Marzena Paczuska szefowa „Wiadomości”. Do tematu w swoim stylu odniosła się na FB posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz, która pyta czy firma nadająca sygnał „bierze udział w hybrydowym zamachu stanu?”. Firma Emitel tłumaczy, że wystąpiła awaria, ale została ona już usunięta. Prezes TVP Jacek Kurski ma zamiar zawiadomić ABW.

    Krystyna PawłowiczKrystyna Pawłowicz (

    Franciszek Mazur/Agencja Gazeta

    )

    Według Paczuskiej widzowie ze wspomnianych województw mają zablokowany dostęp do kanałów: TVP1, TVP2 i TVP Info. Problemy występuję od sobotniego wieczora.

    Obserwuj

    Marzena Paczuska @MarzenaPaczuska

    Od sobotniego wieczora widzowie informują o zablokowaniu przekazu TVP1, TVP2, TVP Info w naziemnej.
    Lubelszczyzna, Dolny Śląsk.

    13:50 – 18 gru 2016

  • 171171 podanych dalej

  • 151151 polubień

  • TVP Info poinformowała, że problem dotyczy również mieszkańców z województw: Warmińsko-Mazurskiego, Wielkopolskiego, Świętokrzystkiego, Lubelskiego, Pomorskiego, Małopolskiego, Podkarpackiego, Opolskiego i Śląskiego.

     

    Informację w swoim stylu skomentowała na swoim profilu na Facebooku Krystyna Pawłowicz. Posłanka PiS ma swoje podejrzenia na temat problemów z sygnałem i postanowiła się nimi podzielić z internautami.
    Posłanka o zablokowanie sygnału oskarża amerykańską firmę Emitel i zastanawia się, czy w ten sposób bierze ona udział „w hybrydowym ZAMACHU STANU w Polsce?”. Pawłowicz proponuje, aby Emitel jak najszybciej zastąpić polską firmą.

     

    Do problemów z sygnałem telewizyjnym odniosła się właśnie firma Emitel, która wydała w tej sprawie komunikat. Czytamy w nim, że „w dniach 17 i 18 grudnia 2016 roku na 11 spośród 137 obiektów nadających sygnał MUX3, nastąpiły krótkie kilkuminutowe zakłócenia w prawidłowych emisjach spowodowane błędami synchronizacji. Zakłócenia wystąpiły jedynie na granicach stref SFN i dotyczyły niewielkiego procenta populacji”. Awaria została usunięta i wszystkie systemy nadawcze pracują normalnie.
    Według prezesa TVP Jacka Kurskiego sprawa jest „dziwna i niezrozumiała”. – Poinformowaliśmy Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, będę chciał poinformować Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – stwierdził w rozmowie z portalem wirtualnemedia.pl Jacek Kurski.
    W związku z tym, że część widzów nie obejrzała sobotniego orędzia premier Beaty Szydło, TVP zdecydowała o jego powtórnej emisji w niedzielę tuż po głównym wydaniu „Wiadomości„.
    Oprac. Michał Fabisiak

    Kaczyński nie zamierza ustępować rozognionej opozycji


    onet.wiadomości

     

    Onet

    dzisiaj 18:20

    Opozycja nie ma co marzyć, że Kaczyński ustąpi [ANALIZA]

    Andrzej StankiewiczDziennikarz Onetu

    Wiele wskazuje na to, że PiS wycofa się z radykalnego ograniczenia dziennikarzom wstępu do parlamentu — to była praprzyczyna piątkowej awantury w Sejmie. Ale opozycja nie ma co marzyć, że Jarosław Kaczyński spełni inne jej postulaty, w tym zarządzenie powtórnej debaty nad budżetem

     

    Jarosław Kaczyński w SejmieFoto: Tomasz Gzell / PAPJarosław Kaczyński w Sejmie

    • Prezydent zaprosił na rozmowy liderów opozycji, z którymi PiS nie chce rozmawiać
    • Opozycja chce powtórzenia głosowania nad budżetem, twierdząc, że PiS naruszyło procedury
    • Andrzej Duda zamówił analizy prawne, by sprawdzić, czy tak rzeczywiście jest

    W rozwiązanie ostrego politycznego sporu, który wybuchł w piątek i trwa do dziś, zaangażował się prezydent. W niedzielę Andrzej Duda zaprosił na indywidualne rozmowy do Pałacu prezydenckiego liderów wszystkich ugrupowań opozycyjnych.

    To naturalna konsekwencja sobotniego oświadczenia prezydenta. Prezydent jako jedyny przedstawiciel obozu władzy zadeklarował gotowość rozmów z opozycją. „Byliśmy świadkami zachowań, które trudno uznać za godne parlamentarzystów. Jestem przekonany, iż powstały spór uda się jak najszybciej zakończyć. Liczę tutaj na dobrą wolę, zdrowy rozsądek i propaństwową postawę, zarówno ze strony partii opozycyjnych, jak i większości parlamentarnej. Jako głowa państwa jestem gotów do mediacji w tej sprawie.” — napisał w oświadczeniu.

    Ręcznie liczyli głosy

    Liderzy opozycji poszli do prezydenta z jasnymi postulatami — wycofania się przez PiS z restrykcyjnych przepisów dotyczących ograniczenia obecności dziennikarzy w Sejmie, a także powtórzenia debaty i głosowania nad budżetem.

    Gdy opozycja zablokowała w piątkowy wieczór sejmową mównicę, marszałek Sejmu Marek Kuchciński (PiS) przeniósł obrady do sąsiedniej sali. Posłowie PiS przegłosowali tam budżet, choć nie jest pewne, że dopełnili procedur — sami ręcznie liczyli głosy, a nielicznym politykom opozycji biorącym udział w obradach uniemożliwiali składanie wniosków.

    Po rozmowach prezydencki rzecznik Marek Magierowski oświadczył, że prezydent poprosił o analizy prawne dotyczące tej części posiedzenia Sejmu. — W zależności od tego, co się znajdzie w tych analizach, prezydent podejmie decyzje, czy będą jakieś konkretne kroki — stwierdził, zapowiadając, że dalszych decyzji prezydenta można się spodziewać w najbliższych dniach.

    Czy Andrzej Duda jest rzeczywiście w stanie ostudzić polityczne emocje i doprowadzić do wprowadzenia na nowo do Sejmu elementarnego porządku? Wszystko zależy od poniedziałkowych gości prezydenta. Odwiedzą go marszałek Sejmu Marek Kuchciński, a przede wszystkim lider PiS Jarosław Kaczyński.

    Bez zgody Kaczyńskiego — i wykonawstwa Kuchcińskiego — powtórzenie debaty i głosowania nad budżetem jest niemożliwe.

    Demonstracje KOD i klubów „Gazety Polskiej” w Warszawie [ZDJĘCIA]

      Zobacz więcej

      Prezes stawia na swoim

      Prezydent ewidentnie próbuje w niektórych kwestiach dystansować się od działań PiS i samego Kaczyńskiego. Tyle, że sam ma wciąż zbyt słabą pozycję polityczną — i żadnych możliwości prawnych — by w tej konkretnej sytuacji stać się samodzielnym graczem, który przymusza PiS i liderów opozycji do powierzchownej nawet ugody.

      Bolesną lekcję Andrzej Duda odebrał 10 kwietnia, podczas rocznicy Smoleńska. Do zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim tłumów mówił: — Wybaczmy sobie wzajemnie. Wszystkie niepotrzebne, niesprawiedliwe słowa. Wszystkie te zachowania, momenty poniżenia. Apeluję o to wybaczenie, bo ono jest potrzebne dzisiaj nam i Polsce, której przyszłość musimy budować.

      Po nim głos zabrał Kaczyński i nie pozostawił złudzeń: — Tak, przebaczenie jest potrzebne, ale po przyznaniu się do winy i po wymierzeniu odpowiedniej kary. To jest nam potrzebne. Jest też odpowiedzialność innego rodzaju. Pamiętajmy, że jeżeli chodzi o kodeks karny, to będą mijały lata, przedawnienia, nie zawsze będzie można go zastosować, nawet jeżeli dojdziemy do wniosku, władze wymiaru sprawiedliwości dojdą do wniosku, że było jakieś przestępstwo. Jest odpowiedzialność moralna, moralne napiętnowanie i one musi być dokonane, bo tragedia smoleńska nie była przypadkiem.

      Oczywiście, prezes postawił na swoim — prokuratorskie rozliczenia nadciągają wielkimi krokami.

      Prezydent broni mediów

      Jest mało prawdopodobne, że tym razem prezydent osiągnie wyraźnie więcej. Być może PiS zdecyduje się na rezygnację z części restrykcyjnych przepisów dotyczących dziennikarzy w Sejmie.

      Wolność mediów wzięła na sztandar opozycja, co doprowadziło do sejmowej wojny i okupacji mównicy przez posłów PO i Nowoczesnej. Wycofanie się z ograniczeń wobec dziennikarzy byłoby także spełnieniem jednego z postulatów prezydenta z jego oświadczenia: „W moim przekonaniu wszelkie zmiany powinny być wprowadzane po konsultacjach z przedstawicielami zainteresowanych redakcji. Tak aby nie było nawet wrażenia, że możliwości relacjonowania prac parlamentarnych są ograniczane. Obowiązująca w każdej demokracji wolność słowa i pluralizm oznacza także wolność dostępu do informacji, które są przekazywane społeczeństwu za pośrednictwem mediów. Ich rola jest tutaj zatem niezwykle istotna”.

      Faktem jest jednak, że Kaczyński sam zrozumiał, że restrykcje wobec mediów szkodzą PiS i już w weekend polecił marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu, by rozpoczął negocjacje z przedstawicielami mediów.

      Dowód politycznej słabości

      Zupełnie inną kwestią jest drugi postulat opozycji — który od strony prawnej chce zbadać prezydent — czyli powtórzenie debaty i głosowania nad budżetem.

      To bardzo mało prawdopodobne rozwiązanie. Widać to po wypowiedziach współpracowników Kaczyńskiego, choćby szefa partyjnych struktur PiS Joachima Brudzińskiego, wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego oraz rzeczniczki Beaty Mazurek.

      W filozofii politycznej Kaczyńskiego taki krok wstecz to byłby dowód politycznej słabości. Tymczasem w piątek Kaczyński robił wszystko, aby ani na krok nie ustąpić opozycji — co dodatkowo zaostrzyło sytuację i skończyło się interwencją policji wobec protestujących pod Sejmem. Nie ma powodu, by dziś zarządził odwrót.

      Onet Wiadomości

      Źródło: Onet

      Wojnę w Syrii wygrał Putin


      Wyborcza.pl

      Niedziela18.12.2016

       

      Robert Stefanicki


      Wojnę w Syrii wygrał Putin

      18 grudnia 2016 | 14:17

      Aleppo1 ZDJĘCIE

      Aleppo (OMAR SANADIKI / REUTERS / REUTERS)

       

      Upadek Aleppo jest smutnym wydarzeniem nie tylko ze względu na cierpienia i śmierć cywilów. Powrót niegdyś największego miasta Syrii pod kontrolę reżimu Baszara al-Asada to sygnał dla innych rządów w regionie: wrogom nie warto ustępować, rebelie należy bezwzględnie dusić siłą, dyplomację wykorzystywać do gry na czas.

      Jeśli ktoś miał nadzieję na wypracowanie kompromisowego rozwiązania syryjskiego konfliktu, pacyfikacja Aleppo kładzie temu kres. Armia Asada ze wspierającą go rosyjsko-irańską koalicją skupi się teraz na zajmowaniu kolejnych enklaw opozycji: ognisk oporu pod Damaszkiem, Dary, Idlibu. Siły reżimu będą odzyskiwać kolejne miasteczka i wsie, wymuszając rozejmy na wygłodzonej i wymęczonej pięcioletnią wojną ludności. W największych miastach może dojść do ciężkich walk i masakr na większą nawet skalę niż w Aleppo. W…

      Demonstracja poparcia dla rządu


      Polskie Radio.pl

      Demonstracja poparcia dla rządu przed Pałacem Prezydenckim

      18.12.2016 20:03

      Przed Pałacem Prezydenckim odbyła się manifestacja poparcia dla władz i marszałka Sejmu. Wiec zorganizowany został przez zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, w tym między innymi kluby „Gazety Polskiej”.

       

      • Wicemarszałek Joachim Brudziński powiedział, że w razie potrzeby obóz rządowy znowu wezwie swoich zwolenników do okazania poparcia (IAR)

      Prorządowa manifestacja pod Pałacem Prezydenckim

      Prorządowa manifestacja pod Pałacem PrezydenckimFoto: IAR/Krystian Dobuszyński

      Brudziński: nie zgadzamy się na warcholstwo

      – Zapewnimy opozycji prawo do demonstracji, ale nie pozwolimy na warcholstwo, na „nocną zmianę dwa” – mówił na demonstracji wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński z PiS. Jak zaznaczył, politycy PO i Nowoczesnej posunęli się dalej niż posunęła się Samoobrona.

      Źródło: TVP Info
      – Polska jest wolna niezależnie od tego, co wygaduje pan Ryszard Petru, co wygaduje pan Grzegorz Schetyna, co wygadują posłanki czy posłowie PO czy Nowoczesnej. Polska jest i będzie wolna, bo PiS jest partią prawdziwej wolności – mówił Brudziński do zgromadzonych pod Pałacem.

      Joachim BrudzińskiZapewnimy opozycji prawo do demonstracji, ale nie pozwolimy na warcholstwo, na „nocną zmianę dwa”

      Obserwuj

      Krzysztof Kossowski @K_Kossowski

      https://www.periscope.tv/w/ayVgiTU0ODg5OHwxTW5HbnJBcGVrbUdPPkIvHg0-shSncPXCz7e4A3s3ehH85hdbV4JWgrFr6h8= …

      17:34 – 18 gru 2016


      Krzysztof Kossowski @K_Kossowski

      Untitled — Warszawa, Polska

      periscope.tv

    • 55 podanych dalej

    • 55 polubień

    • Przytaczając oświadczenie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, Brudziński powiedział, że w piątek podczas sejmowych głosowań prawo nie zostało złamane.
      – Zrobimy wszystko, by w sposób demokratyczny zasłużyć sobie na głosy obywateli i Polaków, by oni jeszcze w tej opozycji jeszcze długie, długie lata na to poczekali – mówił polityk PiS.

      „Andrzej Lepper mógłby się od was uczyć”

      Joachim Brudziński Świętej pamięci Andrzej Lepper mógłby się od was uczyć, jak wygląda warcholstwo i jak wygląda blokada mównicy sejmowej

      – Świętej pamięci Andrzej Lepper mógłby się od was uczyć, jak wygląda warcholstwo i jak wygląda blokada mównicy sejmowej – uznał. – Nawet Lepper, nawet ludzie od Palikota nie ośmielili się zaatakować i uniemożliwić prowadzenia obrad samemu marszałkowi. Politycy PO i Nowoczesnej posunęli się dalej niż posunęła się Samoobrona, dalej niż posuwają się warchołowie w innych parlamentach świata. To, z czym mieliśmy do czynienia, jest ewidentnym złamaniem kodeksu karnego, to jest naruszenie przez funkcjonariuszy obowiązującego prawa – zaznaczył Brudziński.

      Manifestujący pod Pałacem prezydenckim; foto:IAR/Krystian DobuszyńskiManifestujący pod Pałacem Prezydenckim; foto:IAR/Krystian Dobuszyński

      Biało-czerwono pod Pałacem

      Manifestujący demonstrujący na Krakowskim Przedmieściu przynieśli wiele biało-czerwonych flag; widoczne są też transparenty z napisami: „Brońmy demokracji przed opozycją”, „Psy szczekają karawana idzie dalej. Nie zwalniajcie. Alleluja i do przodu”, „Poland is free and democtratic”.

      Wicepremier Piotr Gliński:  nie dajmy się prowokować

      Wicepremier Piotr Gliński, który również wystąpił w czasie manifestacji, powiedział, że Polska potrzebuje sprawiedliwości i tożsamości. Dodał, że aby Polska mogła się rozwijać, musi być przede wszystkim Polską sprawiedliwą i dla wszystkich Polaków, nie tylko dla wybranych. Piotr Gliński podkreślił, że spór, który obecnie trwa w Polsce, toczy się także o spokojny rozwój Polski.

      – Nie dajmy się prowokować, podstawową bronią opozycji jest „rozbujanie polskich nastrojów” – mówił wicepremier Piotr Gliński. – Nie pozwolimy na niszczenie polskiej demokracji; nie ustąpimy, bo mamy mandat społeczny – podkreślał.

      Piotr Gliński Nie pozwolimy na niszczenie polskiej demokracji; nie ustąpimy, bo mamy mandat społeczny

      – Polska potrzebuje demokracji i wy jesteście solą tej demokracji. To dzięki wam Polska się zmienia i polski rząd stabilnie i odpowiedzialnie prowadzi rozwój kraju –mówił prof. Gliński do zgromadzonych na manifestacji.

      Prof. Gliński: dziękuję za waszą aktywność obywatelską
      Podziękował uczestnikom demokracji w imieniu rządu. – Za waszą postawę obywatelską, za waszą aktywność obywatelską. To wy jesteście prawdziwym polskim społeczeństwem obywatelskim. Dziękujemy! – dodał wicepremier.

      Piotr Gliński To co się wydarzyło ostatnio w parlamencie to było narastanie takiego nastroju emocji negatywnych po to, żeby niszczyć polską demokrację i na to nie pozwolimy

      Jak podkreślił jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której mówiła też w sobotnim wystąpieniu premier Beata Szydło. – Mówią o tym nasi przywódcy: nie dajmy się prowokować. Podstawową bronią opozycji jest rozbujanie polskich nastrojów, jest nawoływanie do konfliktu emocjonalnego, do nienawiści, my to obserwujemy w swojej pracy, także w parlamencie. To co się wydarzyło ostatnio w parlamencie to było narastanie takiego nastroju emocji negatywnych po to, żeby niszczyć polską demokrację i na to nie pozwolimy – mówił Gliński.

      Sakiewicz: Polska wymaga stałej walki

      Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz zachęcał zgromadzonych do aktywności na rzecz Polski. Mówił, że przed Pałacem Prezydenckim manifestujących jest dziesięć razy więcej niż ludzi, których udało się zgromadzić przed Sejmem. – Nie udało im się, nie obalą tego rządu, nie obalą tego prezydenta, nie przewrócą demokracji. Ale jest jeden warunek – my nie możemy się cofnąć, nie możemy być zadowoleni. Polska to jest stały obowiązek. Polska wymaga stałej troski, Polska wymaga stałej walki – podkreślał. Dodał, że Polska jest najwartościowszą częścią nas samych.

      Tomasz Sakiewicz Polska to jest stały obowiązek. Polska wymaga stałej troski, Polska wymaga stałej walki

      Sakiewicz przypominał też powiedzenie: przyjaciół się wybiera, braci – nie. „Ci bracia, co się do nas dołączyli w ’45 roku nie mogą się od nas odzwyczaić. Oni ciągle chcą tu rządzić. Przebierają się. Raz to było PZPR i ubecja, drugi raz Unia Demokratyczna, potem Platforma Obywatelska, teraz to się nazywa KOD. Ale to jest wszystko ta sama szumowina, to jest wszystko ten sam ruch, to jest wszystko ta sama komuna” – powiedział Sakiewicz.

      Źródło: TVP Info

      Adam Borowski: zmiana władzy tylko w demokratyczny sposób

      Działacz opozycji demokratycznej w PRL Adam Borowski mówił, że władza może się zmienić tylko w demokratycznych wyborach. Podkreślił, że obecnej władzy nie będzie bronić tylko policja, lecz również ci, którzy na tę władzę głosowali.

      Adam BorowskiTej władzy nie będzie bronić wyłącznie ustawowo do tego upoważniona policja, tej władzy będą bronić również wyborcy

      – Demokratycznie wybrana władza odda władzę wyłącznie za pomocą kartki wyborczej. I niech oni (m.in. opozycja – przyp.red.) wiedzą, że tej władzy nie będzie bronić wyłącznie ustawowo do tego upoważniona policja, że tej władzy będą bronić również wyborcy tej władzy – mówił do licznie zebranych demonstrantów Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej w PRL. Krytykował też ostatnie zachowanie w Sejmie posłów Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, którzy – w jego ocenie – budują w ten sposób negatywny wizerunek Polski na świecie.

      „Polska pod atakiem dezinformacyjnym”

      Prezes Reduty Dobrego Imienia Maciej Świrski dodał, obecnie w Polsce mamy do czynienia z dezinformacją. – Polska jest pod atakiem dezinformacyjnym w tej chwili, więc wszyscy musimy opowiadać prawdę – apelował Świrski. Dodał też, że z powodu dezinformacji Polska na świecie jest przedstawiana w mediach jako kraj terroru i faszyzmu.
      – Polska jest wolnym krajem. To jest oaza wolności w tej chwili w Europie. Wszyscy musimy pilnować tej wolności – mówił Świrski.
      Podczas demonstracji, która zakończyła się odśpiewaniem hymnu, odczytano również list z poparciem dla obecnej władzy w Polsce. List ten – jak zapowiedzieli przedstawiciele Klubów Gazety Polskiej – zostanie w najbliższym czasie przekazany m.in. do kancelarii prezydenta i kancelarii Sejmu.

      dad

      Zobacz więcej na temat: polska warszawa trybunał konstytucyjny media sejmmanifestacje

      Para w gwizdek


      Para w gwizdek

      Komentarz    tygodnik „Goniec” (Toronto)    18 grudnia 2016

      Zgodnie ze spiżową sentencją wybitnego klasyka demokracji Józefa Stalina, w miarę postępów socjalizmu walka klasowa powinna się zaostrzać. I rzeczywiście! Zaostrza się, jak najbardziej, nie tylko w Ameryce, gdzie normalni, zdawałoby się, ludzie, dzisiaj skaczą sobie do oczu – czy prezydentem „powinna” zostać Hilaria Clintonowa, czy jednak Donald Trump. Warto zwrócić uwagę, że do tej dyskusji włączył się również niedawny „mędrzec Europy”, były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsa, czyli Kukuniek. Na spotkaniu a uczestnikami podhalańskiego KOD w Zakopanem powiedział, że w Ameryce wybory wygrał człowiek, który wygrać „nie powinien”. Ciekawe, skąd Kukuniek wie, że „nie powinien”? Pewne światło na tę sprawę rzuca okoliczność, że właśnie 10 elektorów, a ostatnio dołączyło do nich następnych 10, uzależniło sposób głosowania 19 grudnia od tego, czy CIA potwierdzi że wybory w USA zostały zmanipulowane przez złego Putina, czy nie. Kukuniek mógł się o tym dowiedzieć, ale jak to u wynalazcy plusów dodatnich i ujemnych, musiał wyciągnąć z tego wniosek, że Donald Trump nie został wcześniej przez CIA zatwierdzony, a wiadomo, że prezydentem powinien być tylko kandydat zatwierdzony uprzednio przez bezpiekę. Któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej, jeśli nie Kukuniek? No i wszystko jasne. Więc skoro walka klasowa zaostrza się nawet w Ameryce, gdzie prezydent Obama wprowadził tyle socjalizmu, ile tylko mógł, to cóż dopiero w naszym nieszczęśliwym kraju, gdzie już od roku trwa „dobra zmiana”, to znaczy – realizacja programu przedwojennej sanacji, która realizowała program etatystyczny, a w porywach – nawet socjalistyczny, forsując między innymi pełzającą nacjonalizację gospodarki. Wprawdzie pan wicepremier Morawiecki, który w obecnym rządzie, jako gospodarczy dyktator Polski, ma pozycję nawet silniejszą od pozycji wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego za sanacji, nie mówi wprost o renacjonalizacji gospodarki, tylko o jej „repolonizacji”, ale skoro „repolonizacja” ma się dokonać za pieniądze państwowe, to nietrudno się domyślić końcowego efektu. Głównym organizatorem życia gospodarczego, a może nawet – życia społecznego będzie „państwo”, to znaczy – państwowa biurokracja – jak to było za sanacji: „Któż to tak śnieżkiem prószy z niebiosów? Dyć oczywiście pan wojewoda! (…) Hej, tam w Warszawie jest pan minister, siwy i taki miły. Przez okno rzuca spojrzenia bystre… (…) Jeżeli tedy sanki usłyszysz i dzwonki ich tajemnicze, wiedz – to minister w skupionej ciszy nacisnął taki guziczek, że sanki dzwonią i gwiazdki lśnią nad miastem i nad wsią.” Skoro tedy socjalizm postępuje, to nic dziwnego, że walka klasowa też się zaostrza i 13 grudnia nasz nieszczęśliwy kraj stał się terenem manifestacji anty i prorządowych. Co więcej – 14 grudnia Parlament Europejski odbył debatę poświęconą der polnischen Frage, podczas której deputowani zauważyli, że rząd nie tylko nie wykonał „zaleceń” Komisji Europejskiej, ale nawet na nie nie odpowiedział. Ciekawe, co w związku z tym postanowi w kwestii der polnischen Frage Nasza Złota Pani i jakie w związku z tym BND i Mosad wyda rozkazy starym kiejkutom, którzy z kolei będą musieli uruchomić agenturę zorganizowaną w Komitecie Obrony Demokracji oraz oficjalnych politycznych ekspozyturach – bo na przykład podejrzewam, że taka Nowoczesna, z panem Ryszardem Petru na fasadzie, to wydmuszka Wojskowych Służb Informacyjnych, Stare kiejkuty zorganizowały ją gwoli pokazania bezpieczniakom z CIA, że warto wciągnąć ich na amerykańską listę „naszych sukinsynów”, a skoro już taka wydmuszka jest, no to nie ma innej rady – trzeba ją nadymać. Na skutek tego nadymania pan Petru strasznie się rozdokazywał i nawet zarzucił prezesowi Kaczyńskiemu „tchórzostwo”. Jaki prezes Kaczyński jest – każdy widzi, natomiast jeśli chodzi o pana Petru, to na razie jest mocny w gębie, a i to nie zawsze, bo ilekroć tę gębę otworzy, to zaraz zdradza się z jakimś nieuctwem. Najwyraźniej i prof. Balcerowicz dobierał sobie współpracowników spośród głupszych od siebie, a i stare kiejkuty też pewnie wolą takich, u których lojalność wyprzedza i to znacznie wszystkie pozostałe zalety. Dlatego notowania pana Petru powoli, ale systematycznie pełzną w górę, co musi niepokoić przewodniczącego politycznej ekspozytury Stronnictwa Pruskiego pana Schetynę, dla którego ratunkiem może okazać się uruchomienie przez Naszą Złotą Panią tak zwanej „klauzuli solidarności”.

      Skoro nawet my, biedni felietoniści, dopuszczamy taki obrót sprawy, to cóż dopiero pan prezes Kaczyński, który przecież musi wiedzieć znacznie więcej? Toteż wprawdzie walka klasowa z jednej strony się zaostrza, ale z drugiej utrzymywana jest w granicach wyznaczonych przez ustanowioną jeszcze w Magdalence niepisaną zasadę konstytuującą III Rzeczpospolitą: my nie ruszamy waszych – wy nie ruszacie naszych. Oto rząd z jednej strony właśnie strasznie się nadął w sprawie „dezubekizacji” i skierował do Sejmu projekt ustawy odbierającej ubekom emerytury, ale z drugiej strony Sąd Najwyższy, w którym – jak podejrzewam – stare kiejkuty musiały starannie uplasować niejednego konfidenta – właśnie wydał opinię, że taka ustawa byłaby niezgodna z konstytucją, a poza tym miałaby charakter „represyjny”. W rezultacie w środę, 14 grudnia o godzinie 21 projekt wrócił do komisji, która – ano zobaczymy, co z nim zrobi. Najwyraźniej zaostrzenie walki klasowej, która w miarę postępów socjalizmu oczywiście musi się zaostrzać, bo jakże by inaczej – polega na tym, że jeśli nawet nie cała nagromadzona para, to w każdym razie znaczna jej część, idzie w gwizdek. W rezultacie wyznawcy PiS mają uciechę, że oto wreszcie nadchodzi wytęskniona „sprawiedliwość społeczna”, podczas gdy tak naprawdę ubekom żadna krzywda się nie stanie. Jak bowiem w niedawno ogłoszonym w amerykańskim piśmie „Foreign Policy” artykule przypomnieli jego autorowie, w Polsce trzeba „przywrócić równowagę”, nad której ustanowieniem pracował m.in. pan Daniel Fried, który w latach 80-tych, jako urzędnik Departamentu Stanu, projektował naszą sławną transformację ustrojową, a potem – jako ambasador USA w Warszawie – pilnował prawidłowej jej realizacji. Obecnie, niczym Kościuszko, patrzy na nas, nie tyle może z nieba, bo z Waszyngtonu, gdzie znowu jest dygnitarzem Departamentu Stanu, tylko wyższej rangi. Skoro tedy Nasz Najważniejszy Sojusznik, słodszymi od malin ustami obydwu autorów przypomina o „równowadze”, to wiadomo, że ubekom włos z głosy spaść nie może, chociaż z drugiej strony pewnie rozumie, że i rozczarowanym transformacją masom też trzeba dać jakąś satysfakcję. Stąd tyle pary w gwizdek, również w sejmowej komisji badającej aferę Amber Gold. Właśnie przesłuchiwała ona pana Romana Gierszewskiego, biegłego przy słynącym z niezawisłości Sądzie Okręgowym w Gdańsku. Wysunął on przypuszczenie, że prezesa Amber Gold Macieja Plichtę musiał ktoś „wspierać” – ale już nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy przypadkiem nie był on tylko tzw. „słupem”. Ale dlaczego pan Gierszewski miałby chcieć odpowiadać na takie pytanie, skoro sejmowa komisja, wśród 22 świadków wytypowanych do przesłuchania, nie umieściła nie tylko ani jednego generała, ale nawet ani jednego pułkownika? Gdyby pan Gierszewski na to pytanie odpowiedział, to przecież zaraz jakaś Schwein zadałaby następne – a czyim to „słupem” był pan Plichta? I cóż miałby odpowiedzieć na takie dictum pan Gierszewski, który przecież wie, że wśród 22 świadków nie ma ani jednego generała, ani nawet pułkownika? Nic innego, tylko – „nie wiem, nie pamiętam” – jak to pokazał pierwszy świadek z niezależnej prokuratury. Ale takie odpowiedzi nie robią na nikim dobrego wrażenia, toteż na pewne pytania lepiej odpowiadać wymijająco, a najlepiej nie odpowiadać wcale, pamiętając o zbawiennym pouczeniu Adama Mickiewicza, że „kto tam, gdzie trzeba, zamilczy roztropnie, a wytrwa choć pod młotem – celu swego dopnie”. Jakiego celu zamierza dopiąć pan Gierszewski – tego oczywiście nie wiem. Być może tylko takiego, by w nadchodzące świata Bożego Narodzenia spokojnie sobie wypić i zakąsić w gronie rodziny – ale czy w momencie, gdy walka kasowa tak się zaostrza, można pozwolić sobie na grymasy?

      Stanisław Michalkiewicz

      Chcą Polsce zaimplementować ukraińską kulturę polityczną


      logo Polonia Christiana

      DZISIAJ JEST

      NIEDZIELA 18 GRUDNIA

      Czy opozycja doprowadzi do warszawskiego Majdanu? Pojawiła się instrukcja jak tego dokonać

      Data publikacji: 2016-12-18 10:00

      Data aktualizacji: 2016-12-17 20:38:00

      Czy opozycja doprowadzi do warszawskiego Majdanu? Pojawiła się instrukcja jak tego dokonać

      Fot. Michal Dyjuk / FORUM

      Obserwując wydarzenia polityczne ostatnich dni, a także słuchając wypowiedzi polityków opozycji, można dojść do wniosku, że pożądanym przez protestujących scenariuszem jest oddanie przez Prawo i Sprawiedliwość władzy. Zachowanie środowisk opozycyjnych wskazuje jednak, że do zmiany sił na scenie politycznej mogłoby dojść nie tylko poprzez demokratyczne wybory, ale być może również w inny sposób. W sieci pojawiła się instrukcja, która pozwoli do utworzenia warszawskiego „Majdanu”, który w konsekwencji pozwoli na odsunięcie PiS od władzy.

      Instrukcja wędruje wśród internautów na jednym z portali społecznościowych, ale nie wiadomo kto jest jej autorem. Wymienione punkty miałyby pozwolić na doprowadzenie do obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości. Pomysłodawcy instrukcji podkreślają, że oprócz wypełnienia poszczególnych punktów, potrzebne jest duże zaangażowanie społeczne.

      Autorzy instrukcji nakreślili 8. punktów, których realizacja pozwoli na odsunięcie partii Jarosława Kaczyńskiego od władzy. Poniżej prezentujemy ich pełną listę. Czy poniższe założenia rzeczywiście mogą zostać zrealizowane?

      1. Nośny społecznie powód, który zmobilizuje młodzież. Starzy na mrozie nie wysiedzą. Wystarczy dwa-trzy tysiące gotowych zostać na noc, ale za to dziesiątki tysięcy gotowych wspierać ich na miejscu za dnia.
      2. Duży plac w centrum miasta (plac Defilad się nie nadaje, bo nie ma go jak obronić), a w sąsiedztwie duży BUDYNEK PUBLICZNY, który można zająć (i obronić). To jest niezbędne ze względów logistycznych, sztabowych, centrum prasowego, toaletowych.

      3. Początkowe drobne utarczki z milicją, powstrzymane (jak dzisiaj) przez posłów. Posłowie muszą być gotowi postawić własne namioty z wywieszką „Biuro poselskie”, żeby zapewnić immunitet.

      4. Namioty należy stawiać jak obóz warowny. Plus przenośne toalety i zapas drewna.

      5. Władza bezmyślnie i krwawo atakuje po kilku dniach (i nad ranem) obozującą młodzież. Na drugi dzień milion ludzi demonstruje na placu i w okolicach.

      6. Rada Majdanu czyli przedstawiciele demonstrantów i liderzy zjednoczonej opozycji, którzy muszą jeszcze zorganizować fundusze na żywność, opał, wynajęcie sprzętu nagłaśniającego i zbudowanie trybuny, itp.

      7. Oddziały samoobrony. Tu trzeba się mocno pilnować, żeby uniknąć prowokacji.

      8. Stała obecność artystów na scenie i wsparcie duchownych.

      Źródło: Facebook.com

      POz

      Read more: http://www.pch24.pl/czy-opozycja-doprowadzi-do-warszawskiego-majdanu–pojawila-sie-instrukcja-jak-tego-dokonac,48143,i.html#ixzz4TBvfqMPH

      Kolejny sukces "Wołynia"


      Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

      Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

      Rozmyślania w blogu…

       

      Kolejny sukces „Wołynia”.

       

      Film jest wyświetlany dopiero od 3 miesięcy, a już jest na trzecim miejscu. A wśród filmów polskich na pierwszym.

      Serdeczne gratulacje tak dla realizatorów, jak i polskich widzów!

      57c9b0e8df0d4_psukces2

      18 grudnia 2016By Tadeusz Isakowicz-ZaleskiRozmyślania w blogu

      film Wołyń Smarzowski sukces gratulacje


      Bezdomne Polki na hamburskim bruku


      Deutsche Welle

      SPOŁECZEŃSTWO

      Bezdomne Polki w Hamburgu: „Chciałabym żyć jak człowiek, ale się nie da”

      Według nieoficjalnych szacunków, co czwarta bezdomna osoba w Hamburgu pochodzi z Europy Środkowo-Wschodniej. Bezdomność dotyka nie tylko mężczyzn. Jej ofiarą padają także kobiety.

      Deutschland Obdachlose in Hamburg (DW/A. Jarecka )

      W kolejce do noclegowni przy Muenzerstrasse w Hamburgu

      Przypadek Eli to jeden z kilkudziesięciu, którymi zajmuje się socjolog Andrzej Stasiewicz, koordynator transnarodowego projektu „Plata”, zajmujący się bezdomnymi z Europy Środkowo-Wschodniej w Hamburgu. Historia jedna z wielu ale z happy endem, bo 52-letniej Eli udało się po roku wyjść z piekła bezdomności na hamburskim bruku.

      Historia Eli

      Zanim Ela przyjechała do Niemiec sprzątała przez wiele lat w domach zamożnych Greków w Atenach. Kiedy kryzys w Grecji pozbawił ją pracy, postanowiła spróbować szczęścia w Hamburgu. Znalazła legalne zajęcie jako pakowaczka i zamieszkała w hotelu robotniczym należącym do firmy. Zatrudnienie i dach nad głową straciła z dnia na dzień, kiedy zachorowała i zwróciła się do właściciela firmy, Albańczyka z prośbą o dzień wolnego, by pójść do lekarza. ­­– Wyrzucił mnie, mówiąc, że potrzebuje tylko zdrowych ludzi i nieoczekiwanie znalazłam się na ulicy – opowiada Ela.

      Pierwszą noc spędziła na dworcu autobusowym. – Skuliłam się z zimna i drzemałam do rana, nie wiedząc, co robić. Okradziono mnie, zabierając walizkę z rzeczami i wszystkie dokumenty. Do Polski nie mogłam wracać, bo byłam bez grosza, nie dostałam wypłaty – tłumaczy kobieta. Zamieszkała razem ze znajomym pod namiotem nad jednym z hamburskich kanałów. Dzielenie bezdomności z mężczyzną okazało się dla Eli szczęściem w nieszczęściu. – Jeżeli kobieta na ulicy ma mężczyznę, to przeżyje. Ja byłam z moim przyjacielem, którego znam jeszcze z Grecji. Przy nim nie bałam się spać na ulicy czy na dworcu. Byliśmy razem i razem chodziliśmy na fanty (zbieranie pustych butelek, DW), żeby mieć jakieś pieniądze – opowiada Ela. Najgorsze było jak twierdzi „częste picie alkoholu z rozpaczy i bezsilności i niekończące się awantury”. Potem dołączyły uporczywe dolegliwości żołądka. Śpiąc na kartonach Ela marzyła o ciepłym łóżku i jedzeniu. Zimą udawało się niekiedy przenocować w noclegowniach. Najczęściej w tej przy Muenzerstrasse w pobliżu hamburskiego dworca głównego.

      Noclegownia ta jest jedną z wielu, które w ramach Zimowego Programu Pomocy Bezdomnym władze Hamburga udostępniają w okresie od listopada do marca. To 900 miejsc noclegowych, których utrzymanie kosztuje około 2 mln euro rocznie. Program ten nie przewiduje jednak osobnych miejsc dla bezdomnych kobiet. Co prawda działa tzw. projekt kontenerowy (Containerprojekt), który ulokowano na terenie Uniwersytetu Nauk Stosowanych, ale dysponuje on tylko 10 miejscami. To kropla w morzu potrzeb. 

      Deutschland Andreas Stasiewicz und sein Schützling Polin Elzbieta in Hamburg (DW/A. Jarecka )

      Andrzej Stasiewicz wyciągnął Elę z piekła bezdomności

      „Bez tego człowieka nie wiem, gdzie bym poszła”

      Do przełomu w dramatycznej sytuacji Eli doszło dzięki Andrzejowi Stasiewiczowi, koordynatorowi poradni „Plata” oraz streetworkerowi Stanisławowi Szczerbie z polskiej Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”, która od 7 lat współpracuje z poradnią „Plata”.  Początkowo namawiali Elę, podobnie jak wielu innych, do powrotu do Polski. Władze Hamburga pokrywają bezdomnym obcokrajowcom koszty biletu powrotnego do kraju. Pomocą służy też polski konsulat generalny, który bez większych komplikacji i formalności wystawia nowy dowód tożsamości. 

      Ela nie chciała wracać do Polski. – Było mi wstyd, że nic nie miałam, że nie dałam sobie rady, bałam się wracać. Przyjeżdżam nagle z takim wyglądem, taka zajechana, bez pieniędzy. Po prostu wstydziłam się. Zdaniem Andrzeja Stasiewicza „uczucie wstydu i porażki jest u wielu bezdomnych z Polski tak silne, że wolą żyć dalej na ulicy, niż skonfrontować się z niezadowoleniem i rozczarowaniem rodziny w kraju”.

      Polski doradca zajął się Elą, wytoczył z urzędu sprawę nieuczciwemu pracodawcy i kobieta odzyskała w końcu zaległe wynagrodzenie. Walcząc z bezdusznym systemem socjalnym, zapewnił jej też pokój w schronisku dla uchodźców. – Dzięki panu Andrzejowi stanęłam w końcu na nogi.

      REDAKCJA POLECA

      „Tagesspiegel”: Co drugi bezdomny w Berlinie to Polak

      Setki bezdomnych mieszkają na berlińskim Dworcu Wschodnim. W większości pochodzą z Polski – pisze dziennik „Der Tagesspiegel”. (06.12.2016)

      Udane powroty bezdomnych Polaków

      Oszukani na bruku: bezdomni Polacy w Hamburgu

      W czerwcu koleżanka postarała mi się o pracę na kolei i teraz sprzątam wagony. Nie jest lekko, ale pracuję legalnie i zarabiam 1000 euro. Pan Stasiewicz załatwił mi też potrzebne ubezpieczenia – mówi Polka, która schludna i w miarę zadbana nie przypomina w niczym bezdomnej Eli sprzed kilku miesięcy.

      Samotne i bezradne

      Według ostrożnych szacunków Misji Miejskiej w Hamburgu (Stadtmission), hamburskiego Urzędu ds. Socjalnych, Caritasu i Ośrodka Doradczego „Plata”, w Hamburgu żyje około 2 tys. bezdomnych z Europy Środkowo-Wschodniej. Co najmniej 50 procent z nich stanowią w ocenie Andrzeja Stasiewicza Polacy, w tym około 20 procent kobiety. Polki, które dotknął w Hamburgu problem bezdomności, mają od 25 do 60 lat. Przyjeżdżają najczęściej ze wschodnich, najuboższych gospodarczo regionów kraju, skuszone zamożnością miasta oraz bogatą ofertą pracy. Brak znajomości języka, odpowiedniego wykształcenia, a także nieznajomość realiów życia w Niemczech utrudniają znalezienie im odpowiedniego zajęcia. Dlatego, podobnie jak Ela, często stają się ofiarą niewolniczej pracy, szantażu i wyzysku.

      System niedoskonały

      Posłuchaj audio03:44

      Ela o bezdomnych Polakach i nieocenionej pomocy poradni ‚Plata’ – MP3-Stereo

      Hamburg posiada dobrze rozbudowany, jeden z najlepszych w Niemczech, systemów pomocy bezdomnym. Jest on jednak doraźny i działa w głównej mierze w oparciu o liczne noclegownie, domy dziennego pobytu oraz jadłodajnie. Brakuje instytucji wspierających aktywizację zawodową, a te, które działają, koncentrują się przede wszystkim na pomocy bezdomnym Niemcom. Powodem nie jest jednak dyskryminacja, lecz przeszkody związane z sytuację prawną Polaków oraz bariera językowa. Jak wyjaśnia Andrzej Stasiewicz, następstwem pracy na czarno lub na umowę zlecenie są trudności z zameldowaniem. Bez tego trudno w Hamburgu o legalne zatrudnienie. Dla wielu Polek i Polaków to pułapka, z której trudno im wyjść.

      -Takim osobom, jak Ela, które pracowały legalnie i płaciły składki, przysługuje zasiłek dla bezrobotnych. Ponieważ mówią słabo po niemiecku nie potrafią samodzielnie walczyć o swoje prawa – tłumaczy szef poradni „Plata”. Dlatego żmudnie, krok po kroku załatwia przysługujące świadczenia, które pozwalą jego klientom na powrót do normalnego życia.

      Tymczasem w grudniu b.r. Bundestag zatwierdził prawo ograniczające świadczenia dla obywateli z pozostałych państw UE. Możliwość uzyskania świadczeń socjalnych mogą otrzymać dopiero po pięcioletnim legalnym pobycie w RFN. Może to mocno skomplikować życie wielu Polaków poruszających się w Niemczech w szarej strefie zatrudnienia.

      Ludzka solidarność

      Kolejną osobą szczególnej troski jest teraz dla Andrzej Stasiewicza bezdomna Bożenka z wadą serca, która ma problemy z chorobą alkoholową. Bożenka nie radzi sobie z życiem na ulicy. I zdaniem polskiego eksperta „jest nie do uratowania”. Wielokrotnie obiecała Andrzejowi Stasiewiczowi, że skończy z piciem. A on od dawna bezskutecznie namawia ją do powrotu do Polski. – Bezdomność staje się z czasem stanem pewnego uzależnienia, jak od narkotyków. A alkohol utrudnia dodatkowo wolę zmiany swojej sytuacji – tłumaczy zrezygnowany socjolog.

      Również Ela zagląda do Bożenki na hamburskim dworcu, wsunie jej do ręki parę euro, kupi kubek kawy i bułkę. Zdaniem Eli życie na ulicy otwiera serca, uczy dobroci i zrozumienia dla sytuacji innych bezdomnych. – Zbyt dobrze pamiętasz, jak często sama byłaś głodna i wdzięczna, kiedy podchodzili dobrzy ludzi. To taka niepisana umowa między nami – podkreśla. Ela, podobnie jak Stasiewicz wciąż stara się zmobilizować Bożenkę, ale za każdym razem słyszy tę samą odpowiedź: „Elka ja bym chciała żyć jak człowiek, ale się nie da. Ja tu nie mam meldunku, nie mam pieniędzy, zgubiłam paszport”.

      W trochę lepszym stanie niż Bożenka jest Ula z Koszalina, która też pije, ale zapewnia, że wszystko ma pod kontrolą i na życie zarabia czesząc prywatne klientki po domach.Jest jeszcze młodziutka Natalia, której Ela załatwiła pracę na kolei, ale nadal dziewczyna nie ma gdzie mieszkać i sypia w noclegowniach.  

      Ela uważa się za szczęściarę, najgorsze ma już za sobą. Marząc o kawalerce złożyła tymczasem papiery do spółdzielni mieszkaniowej, chociaż zdaje sobie sprawę, że ma niewielkie szanse, bo pierwszeństwo mają teraz uchodźcy. Z radością opowiada o swoim nowym życiu. Cieszy się, że „ma teraz ubezpieczenie, że zarabia 1000 euro na rękę”. Czasem tylko pojawia się w jej oczach zaduma i wtedy otwarcie przyznaje, że „żałuje, że przyjechała do Hamburga. Ale na razie musi tu zostać, chociaż ze 2-3 lata”.

      Alexandra Jarecka

      Zimny wychów zbuntowanej opozycji


      WPROST.pl

      Opozycja wciąż okupuje Sejm. „Ciemno, zimno, ale jesteśmy z Wami!”

      Dodano dzisiaj 10:01 1 47 61

      Od piątku na sali plenarnej Sejmu przebywają posłowie opozycji. Parlamentarzyści na bieżąco publikują w internecie informację i zdjęcia pokazujące, co dzieje się na miejscu.

      Kinga Gajewska z Platformy Obywatelskiej poinformowała w rozmowie z RMF FM, że marszałek Marek Kuchciński wyłączył w nocy światło i ogrzewanie na sali plenarnej. Rano – jak mówią posłowie – włączono światło, jednak ogrzewania nadal nie ma.

      Zobacz obraz na Twitterze

      Zobacz obraz na Twitterze

      Obserwuj

      M. Kidawa-Błońska

      @M_K_Blonska

      Kolejne godziny w Sejmie

      10:16 – 18 gru 2016

    • 1919 podanych dalej

    • 9595 polubień

    • Zobacz obraz na Twitterze

      Zobacz obraz na Twitterze

      Obserwuj

      Cezary Tomczyk @CTomczyk

      Byliśmy, jesteśmy, będziemy. #WolneMedia #WolnySejm#WolniPolacy

      09:34 – 18 gru 2016

    • 2626 podanych dalej

    • 144144 polubienia

    • Zobacz obraz na Twitterze

      Zobacz obraz na Twitterze

      Obserwuj

      Mirosław Suchoń @MiroslawSuchon

      6:10 rano #ZmianaWarty zastępuje mnie @EwaLieder@Nowoczesna

      06:14 – 18 gru 2016

    • 1111 podanych dalej

    • 8484 polubienia

    • Zobacz obraz na Twitterze

      Zobacz obraz na Twitterze

      Obserwuj

      Kinga Gajewska

      @gajewska_kinga

      2:10 Ciemno, zimno, ale jesteśmy z Wami! Nie poddamy się, nie oddamy Sejmu!

      02:13 – 18 gru 2016

    • 2929 podanych dalej

    • 183183 polubienia

    • Grzegorz Schetyna poinformował we wtorek, że posłowie opozycji będą okupować salę plenarną Sejmu co najmniej do wtorku. Wtedy odbyć się mają planowane obrady Sejmu. Posłowie opozycji obawiają się, że sala zostanie zamknięta. Co jakiś czas wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki sprawdza, jak wygląda sytuacja, zaglądając do środka.

      Tymczasem przed Sejmem wciąż stoją protestujący i podkreślają, że nie zamierzają stamtąd odejść. – Nie planujemy stąd odejść bez zmiany, bo naszym zdaniem ta sytuacja musi zostać definitywnie rozwiązana – mówi jeden z nich. Manifestacja ma także odbyć się o godz. 12:00 przed Trybunałem Konstytucyjnym. Tłum przejdzie następnie przed Sejm i tam dalej będzie protestował.

      Z kolei przed Pałacem Prezydenckim odbędzie się dziś o godz. 16:00 demonstracja „W obronie demokracji” organizowana przez Klub Gazety Polskiej.

      / Źródło: RMF24, wprost.pl

      Opozycyjne podgrzewanie konfliktu dziennikarzy z kierownictwem Sejmu


       

      Chrabota: Najdziwniejsze orędzie w historii RP

      publikacja: 17.12.2016

      aktualizacja: 18.12.2016, 08:20

      Bogusław ChrabotaBogusław ChrabotaFoto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

      Kwestie werbalne odstawiam na chwilę na bok. Najważniejsze są treści wypowiedziane przez Panią Premier Szydło w przekazie pozawerbalnym.

       

      Po pierwsze widziałem w oczach Pani Premier panikę. Po wtóre brak zrozumienia, że to nie jej rola. Bo jakaż może być rola premiera w sporze między kierownictwem Sejmu a dziennikarzami? Żadna.

      Wystąpić w telewizji w tej sprawie winna druga osoba w państwie, czyli marszałek Kuchciński. Czemu nie wystąpił? Czy dlatego, że kierownictwo partii uznało, że jego karta jest chwilowa zgrana? Myślę, że to hipoteza dość prawdopodobna.

      Po trzecie dostrzegłem świadomość powagi sytuacji. A więc nie są to jakieś chwilowe „burdy”, „awantury”, ale sprawa na tyle ważna, że trzeba wystąpić z orędziem. Orędzie z natury rzeczy jest zarezerwowane dla sytuacji w demokracji kluczowych. A więc rządzący rozumieją, że sprawa jest nietuzinkowa. Ważna na tyle, że trzeba wystąpić z orędziem.

      A teraz przekaz werbalny. Treść wystąpienia przypominała tłumaczenia pięcioletniego Jasia po stłuczeniu kubka w przedszkolu. „Jestem wyjątkowo grzeczny. Słucham pani. Myję zęby. I zawsze noszę kapcie w worku”. Na temat rozbitego kubka ani słowa.

      Rzeczywiście, w sprawie, która wywołała protesty, Pani Premier nie miała nic do powiedzenia. Poza jednym, że jej realny szef, Jarosław Kaczyński, kazał marszałkowi Karczewskiemu szybko rozmawiać z mediami. Dlaczego Karczewskiemu? Patrz punkt numer dwa.

      A zatem Karczewski ma rozmawiać, bo sytuacja jest poważna. Rządzący mają tego świadomość i próbują uspokoić społeczeństwo powtarzaniem banałów. Czekamy więc my, dziennikarze. Z niecierpliwością, co będzie dalej

      Koniec antyrządowej kariery Rzeplińskiego


       

       

      Forsal.pl

      Forsal.pl

       

      statystyki

      Dla opozycji ostatni obrońca demokracji, dla PiS zdrajca ojczyzny. To koniec walki Rzeplińskiego?

      18 grudnia 2016, 09:00

       

      źródło:MAGAZYN DGP

      Andrzej Rzepliński w Sejmie

      Andrzej Rzepliński w Sejmieźródło: Newspix
      autor zdjęcia: DAMIAN BURZYKOWSKI

      Twardy kurs lustracyjny, niechęć wobec związków partnerskich dla osób homoseksualnych i równie konserwatywne podejście do poluzowywania ustawy antyaborcyjnej. Czyje to poglądy? Andrzeja Rzeplińskiego, największego wroga PiS.

      Dla kolegów „Rzepa”. Dla współpracowników „Prezes”. Dla studentów i naukowców „Profesor”. Dla polityków rządu „sędzia”. Dla opozycji „ostatni obrońca demokracji”. Dla wyborców PiS „zdrajca ojczyzny”.

       

      O Andrzeju Rzeplińskim można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest postacią przewidywalną. I dlatego nie sposób zgadywać, co też będzie robił po 19 grudnia, gdy skończy się jego kadencja w Trybunale Konstytucyjnym. Dla części prawników, obserwatorów i jego znajomych niemal oczywiste jest, że na polityka się nie nadaje. Według innych wręcz przeciwnie, ma kompetencje nawet do startowania w wyborach prezydenckich.

      Ale – ku zadowoleniu jednych i niechęci innych – na pewno nie zniknie z życia publicznego. Na szczęście. Bo to jest postać z gatunku takich, które tworzą historię. A stratą dla wszystkich byłoby, gdyby wraz z zakończeniem jego roli w trybunale zakończyła się też jego publiczna działalność. Właśnie dlatego, że budzi takie zachwyty u jednych i taką niechęć u innych.

      – Rzepa? O, to bardzo skomplikowana postać. Nie można dać się zwieść prostej ocenie jego postaci. Rzepliński to nie jest jednowymiarowa postać, którą można wpisać w proste schematy. On ani nie jest przez środowisko dzisiejszej liberalno-lewicowej opozycji tak bardzo kochany, ani nie jest światopoglądowo tak daleki od PiS, jak by to się mogło wydawać – mówi jeden z jego kolegów. Nie napiszę, skąd dokładnie się znają. Bo to osoba, która jako jedna z nielicznych zgodziła się porozmawiać o Rzeplińskim bardzo otwarcie, mówiąc o nim sporo gorzkich słów, a jednocześnie będąc pod jego ogromnym wrażeniem i wpływem.

      Równocześnie wielu jego współpracowników, znajomych i bliskich rozmawiać dziś o „Rzepie” nie chce. Profesor Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, odmawia, bo czułaby się niezręcznie, oceniając swojego następcę w TK. Doktor Paweł Moczydłowski, jego niegdysiejszy bliski współpracownik, wręcz kolega przy badaniach naukowych o więzieniach, stwierdza, że jakieś dwa lata temu ich ścieżki się rozeszły, a do przeszłości nie chce wracać. Profesor Monika Płatek, szefowa Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawniczej, po prostu ucina: – O Rzeplińskim nie chcę rozmawiać.

      – Ja ich nawet rozumiem. On jest dziś w takiej sytuacji, że by mu nie zaszkodzić, a tym samym nie zaszkodzić też atmosferze wokół trybunału, można o nim mówić tylko pozytywnie. Każdy głos bardziej zdystansowany może zostać odczytany po wielokroć na jego niekorzyść. Więc ludzie, którzy go dobrze znają i w efekcie znają też jego pewne osobowościowe wady, wolą już nic nie mówić – tłumaczy Krzysztof Sobczak, pierwszy redaktor naczelny ówczesnego tygodnika „Gazeta Prawna” z połowy lat 90. i autor książki będącej zbiorem wywiadów z Rzeplińskim „Służąc rządom dobrego prawa”. – On ma swoje mocno ugruntowane, przepracowane poglądy i to nie zawsze takie, z którymi łatwo się zgadzać. Ale, co ważne, jest ich pewien i nie poddaje się tu żadnym naciskom – dodaje Sobczak, podkreślając, że właśnie ta stałość jest jedną z najważniejszych cech Rzeplińskiego.

      Rzeczywiście, jego poglądy są wyraziste i niekoniecznie takie, jakich można by się spodziewać po prezesie TK na wojnie z rządem PiS. Twardy kurs co do lustracji, konserwatywne, niechętne podejście do związków partnerskich dla osób homoseksualnych, czy równie konserwatywne i niechętne poglądy co do poluzowywania ustawy antyaborcyjnej. – On uważa, że sędzia powinien być w swoich poglądach konserwatywny, bo operuje w ramach prawa, a nie ma doprowadzać do jego zmian. To dotyczy zarówno kwestii światopoglądowych, jak i podstaw funkcjonowania państwa. W tym drugim różni się od PiS, który uważa, że gdy coś – choćby i z konstytucyjnego porządku – staje na drodze do celów, jakie rząd zakłada, to trzeba to zmienić – tłumaczy Sobczak i dodaje, że hasło jeszcze sprzed dekady, z poprzednich rządów PiS o „imposybilizmie”, czyli że konstytucja albo bezpośrednio, albo przez interpretację nadaną jej przez Trybunał Konstytucyjny nie pozwala władzom na wprowadzanie potrzebnych krajowi reform i zmian, jest dla Rzeplińskiego nie do przyjęcia.

      Prezes

      Już dwa lata temu Rzepliński mówił dokładnie to samo, co mówi i robi od roku. „Jakiś czas temu poseł Adam Hoffman (…) mijał się z prawdą mówiąc, że wyroki Trybunału Konstytucyjnego były niekorzystne dla programu deregulacji zawodów prawniczych” – to słowa Rzeplińskiego ze wspomnianej książki Sobczaka wydanej na początku 2015 r., a do której materiały zbierał jeszcze w 2014 r. „Wyroki trybunału są niekorzystne dla ustaw niekonstytucyjnych. Trybunał nie pisze ustaw – ani dobrych, ani złych. Jeżeli przepis jest niekonstytucyjny, to Trybunałowi jest dokładnie wszystko jedno, czy uchwalił go PiS, PO czy SLD. (…) Polityk powiedział, że jeżeli jego partia przejmie władzę, to kompletnie zmieni Trybunał Konstytucyjny. (…) Jak nas rozwiążą, to ze wszystkimi tego skutkami dla Polski. Niech więc się Polacy tego boją” – mówił w wywiadzie z Krzysztofem Sobczakiem.

      – Nic, ale to nic nie jestem zaskoczona jego postawą w ostatnim roku. Jest dokładnie taka, jakiej mogłabym się spodziewać. To wojownik i jak widzi, że ma o co walczyć, to się tego trzyma – ocenia Maria Ejchart-Dubois. Słyszę od kilku osób znających dobrze środowisko prawnicze, że to z nią muszę koniecznie porozmawiać, bo jak mało kto zna Rzeplińskiego, blisko z nim pracuje, a przy tym ma też do niego dystans. Ejchart-Dubois jest jego doktorantką i współpracowniczką od 16 lat i nie ukrywa, że jest pod wrażeniem i wpływem profesora. – Nie chcę, by to zabrzmiało jak zbytnie spoufalanie się, a nawet pewna egzaltacja, ale on jest dla mnie trochę jak ojciec. W takim sensie, że jest nauczycielem i mentorem. Ale też taką postacią, z którą mimo lat pracy, mimo tego, że różnica w wieku nam się skraca, to jednak pozostajemy w dystansie. I to takim nie do przeskoczenia – dodaje i wspomina pierwsze spotkanie. – Byłam tuż po studiach i starałam się o pracę w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, w której Rzepliński był ówcześnie szefem działu prawnego. I po tej rozmowie wyszłam z poczuciem, jak ogromny dystans nas dzieli. Co mam na myśli? Profesor naprawdę jest kilka poziomów wyżej od nas, zwykłych ludzi, i, no cóż, daje tę swoją intelektualną wyższość innym odczuć. Ale mimo wszystko w fundacji zaczęłam pracować i co więcej, od tych kilkunastu lat jestem jego doktorantką i biorę udział w badaniach, które prowadzi… – kobieta co chwilę zamyśla się. – Moim zdaniem on taki dystans buduje nieświadomie. Po prostu taką ma osobowość, nie ma w tym jakiejś złośliwości czy poczucia wyższości wobec innych. Po prostu góruje nad ludźmi i to nie tylko wzrostem. A mimo wszystko potrafi okazać troskę i zainteresowanie. Jeden e-mail od niego wystarczy, by poczuć, że naprawdę zależy mu na współpracowniku.

      – Bardzo silna osobowość, taka, która rzeczywiście, szczególnie na początku, może onieśmielać i wielu onieśmiela. Jak się z nim rozmawia, to często ma się wrażenie, że on już jest myślami kilka kroków dalej – przyznaje jedna z długoletnich pracownic trybunału. – Ale to nie tak, że on nas traktuje z jakąś wyższością. Wręcz przeciwnie. Owszem, jest szefem wymagającym, i to bardzo, ale ma też poczucie humoru, jest zainteresowany ludźmi. Tylko nie okazuje tego tak na każdym kroku. Trzeba go poznać, by umieć mu choćby żartobliwie odpowiedzieć – dodaje pracownica.

      Ta silna osobowość, czego nietrudno się domyślić, niekoniecznie przysparzała Rzeplińskiemu sojuszników. I to od lat. Jak wspominają jego pracownicy, jeszcze w czasach, kiedy aktywnie działał w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, widoczny był konflikt charakterów, a także podejścia do wizji praw człowieka między Markiem Antonim Nowickim, który fundacji szefował, a Rzeplińskim. Na początku XXI wieku Nowicki został mianowany przez ONZ ombudsmanem w Kosowie, a Rzepliński wtedy był w Warszawie i to on głównie zajmował się fundacją, będąc równolegle doradcą Leona Kieresa, szefa IPN-u. – Był bardzo gorliwy w kwestii lustracyjnej, taką gorliwością neofity. Tak bardzo chciał rozliczać, że człowiek się zastanawiał, czy sam siebie trochę nie chciał rozliczyć z przeszłości, bo przecież, co nie jest tajemnicą, był w PZPR. I właśnie w temacie lustracji Zbigniew Hołda (członek zarządu HFPC – red.) z Rzeplińskim się ścierali. Hołda mawiał: „A ten Andrzej to tak przesadza, napalony za bardzo jest”. A „Rzepa” twardo upierał się przy zasadzie „prawda nas wyzwoli”. I on już wtedy dzięki ten swojej postawie był bardzo medialny. Widać było, że lubił mieć wpływ na opinię publiczną – wspomina jego kolega.

      >>> Czytaj też: Kaczyński: „Zbliżam się do siedemdziesiątki. Nie mam żadnego majątku, ale bym sobie skromnie przeżył”

      Gwiazdor

      Tę medialność w ostatnich miesiącach zaczął mu wypominać PiS i traktować jako element walki politycznej.

      – Znacznie korzystniejszy – tak dla trybunału, jak i dla państwa – był stan z poprzednich lat kierowania TK przez Rzeplińskiego. To znaczy sytuacja, w której sędziowie zajmowali się raczej sądzeniem niż politycznymi wystąpieniami. Ówczesna postawa profesora bardziej do mnie przemawiała – ocenia konstytucjonalista dr Marek Dobrowolski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

      – Byłbym bardzo daleki od takich ocen. Na początku konfliktu o trybunał Rzepliński wcale w mediach nie brylował, wręcz przeciwnie. Aż doszło do pewnego przełomu. Były nim statystyki pokazane przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę w telewizji porównujące „pracowitość” polskiego i niemieckiego trybunału, oczywiście na niekorzyść polskich sędziów. To były dane, nie ma co ukrywać, zmanipulowane, porównujące dwa zupełnie inaczej funkcjonujące organy, ale stało się to dla naszego TK i jego sędziów sygnałem, że czas zacząć walczyć o wizerunek – tłumaczy Sobczak.

      Odbyło się wtedy spotkanie sędziów trybunału, na którym wskazali, że to prezes powinien być medialną twarzą TK. I tak się stało. Z całą siłą swojej osobowości i pewności poglądów Rzepliński zaczął o trybunał walczyć i ostro się wypowiadać.

      Grudzień 2015 r. O konieczności przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych jeszcze w poprzedniej kadencji: „Prezydent nie ma innego wyjścia. Taki jest wyrok trybunału. Nikt, czy to prezydent, czy bardzo prosty człowiek, nie może lekceważyć Konstytucji”. O pomysłach zmiany trybu orzekania: „Poseł Kukiz nie za bardzo zna państwo jako bardzo skomplikowaną maszynerię. (…) I nawet jakby tysiąc Kukizów zjadło dużo kiełbasy, to i tak by nic nie pomogło”.

      Maj 2016. Podczas drugiego czytania projektu ustawy o TK: „Mając do czynienia z uprawnieniem prezydenta, który będzie mógł unieważnić orzeczenie sądu dyscyplinarnego, do sędziego wysyłana jest informacja – ostatecznie twój los zależy od prezydenta, bądź sędzią prezydenta, jego wniosków, głosuj w sposób, który będzie go satysfakcjonował”.

      Lipiec 2016. W wywiadzie dla „Deutsche Welle”: „Politycy rządzący w Polsce uważają najwyraźniej, że społeczeństwo uznało, że wynik wyborów parlamentarnych sprzed roku oznacza, że cały naród oddał pełnię władzy jednej partii i ona może z tą władzą czynić dokładnie to, co uważa za stosowne i dobre i że nie podlega i nie może podlegać żadnej kontroli, ponieważ jest suwerenem”.

      A to tylko kilka z wystąpień, które odbijały się mocnym, także politycznym, echem. Ale, jak podkreślają praktycznie wszyscy, o wiele ważniejsza niż jego medialność jest to, jak bardzo Rzepliński jest ambitny i pracowity. I to na wielu frontach. Posłanka Krystyna Pawłowicz wypominała mu, że nie jest konstytucjonalistą, tylko karnistą. Tyle że właśnie ta specjalizacja jest jedną z jego najmocniejszych stron.

      >>> Czytaj też: Czy kryzys demokracji to fakt? Odpowiedzi dostarczy ten raport

      Profesor

      – Oczywiście, że bycie sędzią trybunału trochę ograniczyło jego aktywność akademicką. Ale prowadzi wykłady, realizuje badania naukowe, ma grupę seminaryjną. Choć, nie ma co ukrywać, ma na to znacznie mniej czasu niż wcześniej, także na kwestie administracyjne. Co nie znaczy, że praca naukowa nie jest dla niego ważna. Przeciwnie, naukowcem jest od lat 70. i nigdy nie przestał być – opowiada profesor Zbigniew Lasocik, także kryminolog, kierownik Ośrodka Badań Handlu Ludźmi na Uniwersytecie Warszawskim.

      To praca naukowa w ogromnej mierze ukształtowała to, kim jest Rzepliński. W jakimś sensie dzięki nauce trafił do życia publicznego. I tu już musimy cofnąć się do przeszłości. Na pierwszy rzut oka jego biografia jest wręcz modelowa dla polskiej powojennej inteligencji. Jako jedno z dzieci z rolniczej rodziny wyjeżdża na studia, gdy drugie zostaje na roli. I co więcej, trafia na rocznik prawa na Uniwersytecie Warszawskim, który okazuje się być niezwykle bogaty, jeżeli chodzi o ciekawe osobowości. Razem z nim studiują Jarosław i Lech Kaczyńscy, Bogusław Wołoszański i jego przyszły przyjaciel, ale też przyszły prezes TK, Marek Safjan. Na wydziale prawa poznaje również swoją przyszłą żonę Irenę. Na ślub decydują się tuż po skończeniu studiów. Rzepliński szybko też wybiera specjalizację. Kryminologia i aplikacja prokuratorska, gdy jego żona decyduje się na sędziowską. Poza wyborem studiów doktoranckich podejmuje jeszcze jedną decyzję. O wstąpieniu do PZPR.

      Ale zasadnicze znaczenie ma co innego. Więzienia, więźniowie i badanie systemu penitencjarnego. Zainteresował się tym jeszcze na samym początku studiów w 1968 r., gdy wraz z grupą kolegów z koła naukowego zorganizowali obóz dla chłopaków, którzy dostali przepustki z poprawczaków. I to nie byle obóz, bo spływ kajakiem po lodowcu w Himalajach. Tak go to wciągnęło, że jeszcze jako student zaczął działać w rozwijającym się na uczelniach całej Polski studenckim ruchu penitencjarnym. – Ruch ten stworzył Tadeusz Kostewicz, były żołnierz AK, który sam przeszedł więzienia i po wyjściu z nich zaczął pracować nad tym, by sędziowie mogli zobaczyć, jak to wygląda od środka, co faktycznie dotyka osadzonych. I właśnie taką tematyką Andrzej Rzepliński zajmował się już aktywnie, gdy poznaliśmy się w 1979 r. – wspomina profesor Lasocik. – Ja byłem wtedy po trzecim roku prawa i rozpoczynałem równoległe studia na resocjalizacji, a ówczesny dr Rzepliński był adiunktem i dzięki pracy z nim mogliśmy przeprowadzić naprawdę wartościowe badania. Wcześniej badania więziennictwa były oczywiście prowadzone, ale skupiały się na najbardziej neutralnej kwestii, czyli resocjalizacji. Nasze pokolenie zaczęło aktywnie badać prawa więźniów jako prawa człowieka, a więzienie jako instytucję społeczną. Był rok 1980 i trwał prawdziwy festiwal wolności oraz praw człowieka. W 1981 r. zgromadziliśmy wiele dowodów na to, że prawa więźniów były łamane w całej Polsce. Zabraliśmy te informacje, przeanalizowaliśmy je i tak powstał słynny Studencki raport o stanie więziennictwa, wydany praktycznie domowym sumptem, poza cenzurą, jako druk wewnętrzny UW. Ten raport cytowało m.in. Radio Wolna Europa. Zaowocowało to na pewno innym spojrzeniem na sytuację więźniów, lecz także zablokowaniem nam możliwości wchodzenia i badania więzień – wspomina profesor Lasocik.

      Rzepliński początkowo próbował jako członek PZPR doprowadzić do jej oddolnej zmiany. Jak powiada w książce Sobczaka, 8 grudnia 1981 r. z kolegami z socjologii i filozofii przygotował spotkanie podstawowych organizacji partyjnych tych wydziałów, na którym przedstawił… uchwałę wzywającą do wystosowania apelu do KC PZPR do przeprowadzenia wolnych wyborów w 1982 r. Zaproponował nawet datę: 8 marca. Kiedy jednak nawet współorganizatorzy spotkania wycofali się z tego karkołomnego pomysłu, Rzepliński oburzył się i z miejsca oddał legitymację partyjną. Co obrosło już legendą. Miał ją nawet spalić. I rzeczywiście tak było, ale kilka dni później, już po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy próbowano mu ją wręczyć ponownie i nakłonić do powrotu w szeregi PZPR.

      Oczywiste było, że zwrócenie się przeciw partii musiało zaowocować konkretnymi reperkusjami. Największą było wstrzymanie jego stypendium na Uniwersytecie Stanowym Nowego Jorku w Albany.

      Wielozadaniowiec

      – Poznałem go w 1989 r., ale pamiętam, że po raz pierwszy usłyszałem o nim jeszcze w 1981 r. jako o jednym uczestników Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych „Solidarności”, czyli takiej grupy ekspertów przygotowującej reformę i demokratyzację polskiego prawa – wspomina w rozmowie z nami profesor Jerzy Stępień, także były prezes TK, i dodaje: – O tym się czasem zapomina, ale on już od lat 80. zaczął bardzo aktywnie działać jako legislator.

      Jeszcze dla Centrum napisał najpierw projekt kodeksu karnego wykonawczego, a potem pierwszą wersję projektu ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. – Później, już po upadku komunizmu, w ogromnej mierze to jego autorstwa były ustawy o IPN-ie, GIODO, współtworzył konstytucję – wymienia Stępień. – Samym tym zapisał się, i to mocno, w najnowszej historii. Ale z nim jest tak, że zawsze równolegle robił ileś rzeczy. I tak od lat 80. aktywnie działał w ruchu ochrony praw człowieka – dodaje Stępień.

      – Pamiętajmy, badania naukowe to jego podstawowa praca. Wciąż bardzo drobiazgowo, szczegółowo prowadzi badania nad więźniami długoterminowymi. Ale równolegle pozostaje wojownikiem o prawa człowieka – mówi Maria Ejchart-Dubois i opowiada, jak podczas pierwszych wspólnych wizyt w więzieniach pouczał ją, że musi na wszystko zwracać uwagę, wszystko zapisywać jak najszybciej i że nie ma nieważnych detali. – Zwraca uwagę na takie szczegóły, o których nikt inny by nie pomyślał. Czytając wyroki sądów, ma nie tylko podliczoną liczbę stron każdego z nich, ale nawet liczbę słów, pilnie zwraca uwagę na słownictwo używane w uzasadnieniach. Ze wszystkiego wyciąga wnioski – dodaje prawniczka.

      Z podziemnym Komitetem Helsińskim dokumentującym ogromną liczbę naruszeń praw i wolności człowieka związał się już w 1983 r., w efekcie dla Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE) napisał raport o przestrzeganiu praw człowieka w polskich więzieniach. Naturalne więc było, że w latach 90. znalazł się wśród współtwórców Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Wtedy już jego życie zawodowe toczyło się na kilku torach równolegle: naukowca, działacza praw człowieka, autora nowych rozwiązań prawnych, a także ojca. Starsza córka Róża rodzi się Rzeplińskim jeszcze w latach 70., młodsza Maja w połowie lat 80. – Ma wspaniałą rodzinę. Jego żona profesor Irena Rzeplińska też jest uznanym prawnikiem i działaczem praw człowieka, w Fundacji Helsińskiej była założycielką i opiekunem programu pomocy prawnej dla uchodźców i migrantów – dodaje Ejchart-Dubois.

      Od lat 90. Rzepliński zaczął też coraz bardziej angażować się w życie publiczne. Nie tylko jako komentator i legislator. – Jest diablo ambitny. Świetnie zorganizowany, ale raczej skupiony na własnej pracy, a nie na całym zespole. Ale te ambicje wcale nie było mu prosto zrealizować. Kilka razy był blisko ważnych funkcji państwowych i ciągle coś nie wychodziło – opowiada jego kolega. Był brany pod uwagę jako kandydat na pierwszego szefa IPN. Ostatecznie wygrał Leon Kieres, ale Rzepliński został jego doradcą i to doradcą kontrowersyjnym, który na przykład opowiadał się za tym, by opublikować listę Wildsteina na stronach instytutu.

      Jego kandydaturę rozważano też do pełnienia funkcji pierwszego inspektora ochrony danych osobowych. Ale najbliżej był innego stanowiska – rzecznika praw obywatelskich w 2005 r. – To była bardzo naturalna ścieżka w związku z jego dokonaniami dla praw człowieka i przez Sejm jego kandydatura przeszła bez problemu. Niestety, z powodu politycznych rozgrywek została odrzucona w Senacie – wspomina Stępień.

      – Ta jego pewność siebie pogrzebała te szanse. Zapomniał, że tu trzeba zawalczyć o poparcie i nie pracował, nie spotykał się z senatorami, starając przekonać do swojej kandydatury. Był już tak pewny swojej wygranej, że podczas jednego z przyjęć dla znajomych u siebie w domu otworzył szampana i polewał go trochę jak na Formule 1 – wspomina kolega.

      Tym większe było zaskoczenie, gdy Senat stosunkiem 52 do 24 głosów odrzucił jego kandydaturę. Co ciekawe, wśród posłów, którzy wcześniej na niego głosowali, z PiS poparły go trzy osoby: Kazimierz Marcinkiewicz, Mariusz Kamiński i Jarosław Kaczyński.

      Wtedy zabrakło mu politycznego wyczucia. – Bo on jest chyba za bardzo konsekwentny w swoich poglądach. Jest ich tak pewien, że nie ma w jego przypadku możliwości jakiegoś lawirowania, dostosowywania się, koniunkturalizmu. A to jest cecha, która polityczne działania bardzo utrudnia – ocenia pracownica TK.

      Nosorożec

      Tak właśnie o nim mówi jeden ze współpracowników. Skoro ma te swoje poglądy, to ich się trzyma i ich broni. Bezkompromisowo. Nie bacząc na nic. Idzie do przodu jak nosorożec.

      Ale jednocześnie ma pewne ambicje pchające go w kierunku wyróżnień i działań. Tak było z tym przyjętym, już gdy był prezesem trybunału, Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, czyli odznaczeniem przyznanym przez papieża Franciszka w 2015 r. Dla Rzeplińskiego przyjęcie tego wyróżnienia – szczególnie że jest bardzo wierzący – było oczywistością. Inaczej widziało to jednak jego własne środowisko. Profesor Wiktor Osiatyński, z którym Rzepliński wiele lat współpracował w HFPC, wręcz grzmiał: – Zarówno przyznanie urzędującemu prezesowi trybunału papieskiego odznaczenia, jak i jego przyjęcie przez prezesa Rzeplińskiego, są najbardziej rażącym i niebezpiecznym złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo – Kościół – i dodał, że jego zdaniem Rzepliński powinien ustąpić ze stanowiska. – Gdyby był na emeryturze, mógłby przyjąć takie odznaczenie. A w tej sytuacji w bardzo wielkiej liczbie spraw dotyczących choćby wolności religijnej czy reprywatyzacji mienia kościelnego, adwokaci będą mieli bardzo silną podstawę, by wnioskować o wyłączenie go ze składu orzekającego. Rzepliński zrobił coś, co podaje w wątpliwość jego obiektywizm – wyjaśniał wtedy konstytucjonalista.

      Emocje – niekoniecznie pozytywne i przy tym nie tylko ze strony PiS – wzbudza wciąż to, że skierowany w lipcu 2013 r. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego do Sejmu projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym przygotował sam Rzepliński. Właśnie ten fakt jest jednym z argumentów wytaczanych w wojnie o trybunał, jaka toczy się od roku.

      Po przeprowadzeniu w sierpniu 2013 r. pierwszego czytania prace nad projektem zamierają na ponad półtora roku. Dopiero w maju 2015 r. odbywa się trzecie czytanie projektu, po czym ustawa trafia do Senatu. Ten wprowadza kilka poprawek. Wśród nich tę pozwalającą Sejmowi, w którym większość miała koalicja PO-PSL, wybrać aż pięciu sędziów trybunału. Dzięki tej zmianie posłowie będą więc mogli zdecydować o obsadzeniu „swoimi” ludźmi aż 1/5 trybunału.

      – Ta nowelizacja nie była wcale w tym momencie konieczna. Nie wiem, czy świadomie, ale jednak „Rzepa” zaplanował zmianę ustawy tak, by zbiegła się z okolicami 30-lecia trybunału i jego z niego odejścia. Czyli trochę tak, by odejść chwale – zauważa jego kolega.

      A teraz z tego trybunału odchodzi. – I to jako symbol, tyle że dla każdej ze stron czego innego. Nie wiem, czy o takiej sytuacji, o takich emocjach wokół siebie i wokół tej instytucji marzył. Niewątpliwie jest przed trudnym wyborem. Czy budować kapitał polityczny, czy jednak wrócić tylko do pracy naukowej – uważa dr Marek Dobrowolski.

      – Boję się o niego – te słowa powtarzają się w wypowiedziach jego kolegów i współpracowników.

      – On potrzebuje pracy, potrzebuje wyzwań. Może żona, profesor Rzeplińska, coś mu jeszcze zorganizuje – śmieje się pracownica trybunału. – Ale nie wierzę, że to będzie spokojna emerytura. 

       

      Sylwia Czubkowska

      inne teksty autora »

      Autor:

      Sylwia Czubkowska

      email sylwia.czubkowska@infor.pl

       

      Tagi:prawo, Rzepliński, Trybunał Konstytucyjny

      Sędziowie SN bronili sędziów Stanu Wojennego


      Sędziowie Sądu Najwyższego w III RP bronią sędziów stanu wojennego PRL przed odpowiedzialnością karną. Kasta? To mało powiedziane!
      wpis z dnia 15/12/2016

      na zdjęciu – gmach Sądu Najwyższego w Warszawie (foto: Darwinek / Wikipedia /  CC by SA 3.0)

      Sąd Najwyższy w III RP konsekwentnie odmawiał pociągnięcia do odpowiedzialności karnej PRL-owskich sędziów stanu wojennego, którzy będąc funkcjonariuszami komunistycznego aparatu represji, skazywali na kary więzienia ludzi mających odwagę ze zbrodniczym systemem walczyć. Dzieje się tak ponieważ układ zawarty w Magdalence i przy okrągłym stole roztoczył nad zbrodniarzami parasol ochronny. Ważną częścią tego układu jest system sądowniczy, który „miał się sam oczyścić”, choć od początku było wiadome, że to niemożliwe.

      r e k l a m y


      Odpowiedź na pytanie dlaczego po 27 latach od rzekomego upadku komunizmu PRL-owscy zbrodniarze nadal przebywają na wolności, do ogólnopolskich telewizji ciągle zapraszani są agenci komunistycznych służb, a wszyscy wysocy członkowie PZPR zrobili oszałamiające kariery w polityce lub biznesie jest bardzo prosta. III RP została stworzona przede wszystkim dla ich wygody i bezpieczeństwa. To oni, po 1989 roku, przejęli kontrolę nad biznesem i mediami. To oni zasiadali w zarządach spółek wydzielanych z majątku upadającego PRL. To oni kierowali nowopowstałymi bankami komercyjnymi, które zostały wyodrębnione z NBP. To ludzie powiązani z PZPR i ustrojem „demokracji ludowej” decydowali o kształcie i kierunkach rozwoju III RP. Pod tym względemporozumienie zawarte najpierw w Magdalence, a później przy okrągłym stole nie przyniosło dla zwykłych Polaków żadnego pożytku.

       

      Pisałem o tym już wielokrotnie, ale nie zaszkodzi powtórzyć – w 1989 roku stworzono iluzję, jakoby wielkim sukcesem porozumienia pomiędzy przedstawicielami reżimu PRL oraz części „umiarkowanej” opozycji powiązanej różnymi koligacjami z PRL (Michnik, Mazowiecki, Geremek, Kuroń) było stworzenie wolnego rynku w Polsce. Uwolnienie gospodarki miało przesłonić wszelkie inne konsekwencje „porozumienia”, którego głównym celem było zachowanie przywilejów grupy związanej z PRL. Kategorię „wolny rynek” podciągnięto do rangi mitu, czegoś, co dano nam – zwykłym Polakom – w akcie łaski wynikającej z „mądrego” dogadania się elit władzy PRL z elitami „konstruktywnej opozycji”. A czymże jest „wolny rynek” – pytam się? Przecież jest to sytuacja całkowicie naturalna, kiedy o obrocie gospodarczym decyduje czynnik popytu i podaży kształtowany przez zwykłych ludzi – czyż nie mam racji? Tak więcuczestnicy okrągłego stołu rzekomo dali nam coś, co w istocie swojej jest czymś zupełnie naturalnym, co wynika wprost z charakteru społecznych relacji. Tego nie można „dać”, a następnie kreować wizję, jakoby był to efekt fantastycznego porozumienia bez precedensu w skali świata. To trochę tak, jakby ktoś powiedział, że od dziś pozwala nam oddychać powietrzem, gdyż jeszcze do wczoraj było to zakazane.
      Kilka dni temu obchodziliśmy 35. rocznicę wprowadzenia przez Jaruzelskiego stanu wojennego, w trakcie którego zabito ok. 100 osób, a 11 tys. internowano lub wsadzono do więzień. 17 grudnia będziemy obchodzić 46. rocznicę grudnia 1970 roku. Komunistyczne władze zamordowały 41 osób, a ponad 1100 raniły. Zbrodnie te do dzisiaj nie zostały rozliczone. III RP roztoczyła bowiem nad zbrodniarzami parasol ochronny. Przykładem niech będzie zachowanie sędziów Sądu Najwyższego.Konsekwentnie odmawiają oni pociągnięcia do odpowiedzialności karnej PRL-owskich sędziów stanu wojennego, którzy będąc funkcjonariuszami komunistycznego aparatu represji, skazywali na kary więzienia ludzi mających odwagę ze zbrodniczym systemem walczyć.
      Do tej pory byli funkcjonariusze systemu PRL byli nietykalni. Teraz powoli się to zmienia. Tracą wysokie emerytury, odbierane są im stopnie generalskie. To między innymi dlatego w mediach głównego nurtu, które w większości kierowane są przez ludzi współpracujących z aparatem władzy PRL, trwa nieustająca histeria od momentu kiedy demokratyczne wybory wygrał PiS. Oni się autentycznie boją, że całkowicie utracą kontrolę nad III RP – swoim dzieckiem, będącym de facto bękartem PRL. Pozostaje mieć nadzieje, że lęk ten zmaterializuje się w 100 procentach…
      Źródło: Kamil Zaradkiewicz (Twitter.com)

      wpis z dnia 15/12/2016 

      niewygodne.info.pl

      blog niewygodny dla establishmentu III RP

      * * *

      Warszawa zamienia się w fortecę


       

      Pikio.plPikio.pl

       

      Warszawa zmienia się w twierdzę. Tłumy funkcjonariuszy ściągniętych do stolicy (video)

      Autor:

      Wiadomości Pikio

      • Gru 17, 2016

       

      Podczas wczorajszych protestów wokół Sejmu, na miejsce zostali ściągnięci policjanci, którzy mieli za zadanie ochraniać przed protestującymi zarówno budynek parlamentu jak i opuszczających go polityków obozu władzy. Dzisiaj do stolicy są ściągani kolejni funkcjonariusze, którzy przygotowują się na wieczorne i nocne protesty.

      Ubiegła noc minęła pod znakiem ostrych protestów obywateli i polityków opozycji. Manifestacja eskalowała z godziny na godzinę i późną nocą doszło do pacyfikacji protestujących, którzy próbowali zatrzymać kolumnę samochodów, w której podróżowali premier Beata Szydło i prezes Jarosław Kaczyński.

      Wszystko wskazuje na to, że kolejna noc będzie równie gorąca. Policja cały dzień przygotowuje się do nocnych akcji. Do stolicy są ściągane dodatkowe oddziały policji, które lokowane są wokół najważniejszych instytucji tj. Sejm, Pałac Prezydencki czy Trybunał Konstytucyjny.

      Ponadto w Sejmie stacjonują policjanci uzbrojeni w rozpylacze gazu łzawiącego, co może świadczyć o tym, że władza spodziewa się najgorszego.

      Policja pod Pałacem Prezydenckim.

      bh

      Ostatnie zwarcie o kształt Polski



       

      18 grudnia 2016

      NEon24.pl

      ANDRZEJ TOKARSKI

       

       

      [na górę strony]

       

      96 postów1042 komentarze77661 odsłon

       

      Bolszewickie hordy na ulicach

      ZACHOWAJ ARTYKUŁPOLEĆ ZNAJOMYM

      bolszewicki zamach stanu

            Dłuższą chwilę szukałem odpowiedniego określenia dla tego co od wczoraj wyprawia się na ulicach naszych miast. „Bolszewickie hordy, bolszewicki zamach, bolszewicki przewrót” najbardziej chyba trafnie oddają istotę rzeczy – zarówno w zakresie metod, stylu – jak i mocodawców rozpetanych zamieszek.

      Najbardziej zatwardziała bolszewia wywodząca się z czasów PRL, wspólnie z swoimi rodzinami współpracownikami, oraz z pewną grupą użytecznych idiotów, przystąpiła do próby zachowania swojej uprzywilejowanej w obecnej rzeczywistości pozycji. Pozycji wywodzącej się z czasów PRL, zatwierdzonej przy Okrągłym Stole i ugruntowanej przez blisko 30 lat trwania tzw „niepodległej Polski”. W ostatnich dniach okazało się, że ta pozycja i te przywileje właśnie zawisły na włosku. Że PIS jednak nie tylko zapowiedział istotne zmiany – ale i zaczął je – co prawda opieszale, ale jednak – realizować. Spór o Trybunał właśnie dobiegał fatalnego z punktu widzenia bolszewii końca, pozycja gangu sędziów trzeszczy w szwach, cały wymiar sprawiedliwości jest tuż przed radykalnymi a oczyszczającymi zmianami. KOmisja ds Amber Gold powoli, co prawda, ale jednak odsłania kolejne pokłady prawniczo – samorządowej patologii. Prokuratura i CBA pod nową władzą ma pełne ręce roboty – wręcz można odnieść wrażenie, że dopiero się rozpedzają. W kolejce do istotnego przeglądu stoją samorządy. Do tego ustawa dezubekizacyjna przetrzepująca kieszenie samozwańczej „kasty panów”.

      Wszystko to spowodowało, że bolszewia i postbolszewia nie miała już więcej czasu i musiała stanąć do rozstrzygającego boju – albo o utrzymanie swojej wyjątkowej władczej wobec tubylczych niewolników pozycji – albo o ostateczne jej utracenie. Utracenie w następstwie którego bardzo prawdopodobne jest nieodległe wystawienie bolszwii rachunku szczegółowo opisywanego paragrafami kodeksu karnego. Do tego bolszewia nie mogła dopuścić. Stąd spontaniczne zamieszki w wielu miastach. Stąd kuriozalne wypowiedzi samorządowców, polityków, autorytetów o szemranej przeszłości. Stąd wściekły jazgot i uporczywe próby rozpętania polskiej wersji Majdanu. Stąd też wynikająca z poczucia bezkarności buta i ostentacyjna bezczelność – bezkarności wynikającej z pewności, że za bolszewią stoją potężni zagraniczni mocodawcy. Mocodawcy i europejscy i ci zza oceanu. I ci z bliskiego Wschodu – może zwłaszcza ci ostatni. Że ci mocodawcy staną w obronie bolszewii. I że PIS świadomy tego poparcia buntowników nie odważy się na stanowcze wobec bolszewii działanie.

      Taka jest obecnie sytuacja. PIS jest w bardzo trudnej pozycji – ale nie może się cofnąć. Każdy objaw słabości zostanie bezwzględnie wykorzystany. PIS może albo wygrać – albo znów sromotnie, do tego tym razem ostatecznie przegrać. Nie ma możliwości przywrócenia status quo – bolszewia raz poczuwszy swą siłę, będzie ją wykorzystywać przy każdej okazji – o ile się jej na to pozwoli. Dlatego wroga trzeba najpierw pokonać w sposób nie budzący najmniejszych wątpliwości – a dopiero potem można POZWOLIĆ MU usiąść do jakichś rozmów. – lub nie. Inaczej bój będzie przegrany – i  kolejnej szansy nie bedzie. Bolszewia już nigdy nie pozwoli na takie zagrożenie swojej pozycji z jakim mamy do czynienia obecnie.

      Dlatego – choć mam wiele zastrzeżeń wobec działań PIS – w dzisiejszej sytuacji udzielam tej partii pełnego poparcia. Jest jedyną siłą która ma szansę i możliwości, by dokonać niezbędnych dla przyszłości Polski zmian. Jeżeli bolszewii i postbolszewii uda się PIS odsunąć od władzy i spacyfikować, nie będzie już żadnej siły mogącej przywrócić Polakom swoją ojczyznę. To ostatnie zdanie kieruję również dla tych blogerów, którzy każdy dzień bez ataku na PIS – uważają za dzień stracony.

      Na marginesie, ale to bardzo cenna wiedza: gdy doszło do głosowania ustawy odbierającej przywileje bolszewii – klub Kukiz 15 – WYPAROWAŁ. Zniknął. Warto o tym pamiętać. I nie mieć złudzeń, dlaczego jego lider w ostatnim momencie wyczyścił listy – i wprowadził „właściwe” osoby.

      Więc bez złudzeń, Panie, Panowie – albo PIS – albo powrót do klatki. Bój, który się toczy, to z dużym prawdopodobieństwem „bój to jest ostatni”.

      Pytanie „dla kogo?” pozostaje na razie otwarte.

      Popisowa bijatyka w solidarnościowej rodzince


       

      KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

       

       

      Krupa: Krótka notatka o nocnych wydarzeniach w ramach „wojenki o nic”

      0

      BY MICHAŁ KRUPA ON 17 GRUDNIA 2016PUBLICYSTYKA

      Najpierw należy powiedzieć wprost, że nocne protesty KODu przed Sejmem, jak również blokowanie mównicy przez posłów PO, są sporami o nic. Ustalanie reguł pracy dziennikarzy w parlamencie nie jest żadnym „zamachem na demokrację”. Natomiast to, że PiS dało się napuścić i sprowokować jest rzeczą ewidentną. Od poczciwych niedołęg nie należy spodziewać się profesjonalizmu i obejścia przeciwnika w bystry sposób. Co do zasady mamy tutaj do czynienia z walką między czymś co można określić mianem lewego i prawego skrzydła demoliberalizmu. Czyli, krótko rzecz ujmując, jest to walka w rodzinie.

      Nie jest to nasza walka.

      Natomiast należy zwrócić uwagę, że to, co wczoraj w nocy robił KOD pod Sejmem powinni byli robić katolicy po tym, kiedy ustawę antyaborcyjną utopiła kilka tygodni wstecz partia mająca pełną gębę katolickich frazesów. Blokady, protesty, niezadowolenie, nieodpuszczanie haniebnej postawie w tak elementarnej sprawie jak życie nienarodzonego człowieka. Zapewne nie usłyszymy z ust ministra Gowina, jak to powiedział w październiku, że wczorajsze protesty KODu i postawa posłów PO były „lekcjami pokory” dla rządu. Nie usłyszymy, bo PiS to prawica na niby. Tutaj toczą się potyczki o sprawy proceduralne, o metody, o sprawy trzecio- a nawet czwartorzędne. Bynajmniej nie chodzi o zmianę ustroju, ani o jakieś doniosłe decyzje w dziedzinie gospodarczej.

      Podobne protesty „w normalnym kraju” powinny również były mieć miejsce, gdy tylko ogłoszono, że rząd ochoczo i z własnej woli chce sprowadzić do Polski obce wojska. Tutaj również panuje cisza, ze strony zwolenników stronnictwa, które rzekomo nosi na swoim sztandarze suwerenność narodową i niepodległość.

      Niech ten brak reakcji będzie najlepszym świadectwem, że wczorajsze przepychanki to kolejna odsłona polskiej wojenki o nic między „warszawką” a „poczciwymi niedołęgami”.

      Michał Krupa

      Ukraina: wyjazd z kraju, ogarniętego wojną


       

       

      Sputnik PolskaAngela-Merkel-11-011

      Ukraina: wyjazd z kraju, ogarniętego wojną

      Parlament Europejski na swojej sesji w Strasburgu przegłosował postanowienie o zniesieniu wiz dla obywateli Ukrainy i Gruzji. Co z tego wyniknie dla Polski? Głosowanie parlamentarzystów UE jest zakończeniem długiego procesu starań, jakie od lat podejmuje Ukraina i Gruzja, by jej obywatele mogli bez przeszkód przemieszczać się po Europie. © ZDJĘCIE: IGOR MOTOWIŁOW Ukraina nie działa Jest to też spełnienie obietnic, jakie przedstawiciele Unii składali np. na Majdanie podczas krwawego przewrotu w 2014 r. Trudno jednak nie zauważyć, że decyzja ta przyszła o wiele za późno. Owszem, będzie poważnym wzmocnieniem obecnej władzy na Ukrainie, która z pewnością wykorzysta to, by pokazać swojemu społeczeństwu, że jej pozycja w Unii Europejskiej jest wciąż silna. Ale też zezwolenie obywatelom na swobodny wyjazd z kraju, ogarniętego wojną, może przynieść trudne do oszacowania konsekwencje w postaci np. raptownego odpływu siły roboczej z rynku pracy, a także konsekwencje społeczne polegające na możliwym wyjeździe najbardziej mobilnej i potrzebnej obecnie na Ukrainie grupy. Co oznacza ta decyzja, która po zatwierdzeniu przez życie najprawdopodobniej w 2017 roku? © FLICKR.COM/ MINISTRY OF FOREIGN AFFAIRS OF THE REPUBLIC OF POLAND Wasza polityka wschodnia Dla Polski to możliwy napływ dużej grupy emigrantów ekonomicznych, którzy mogą obciążyć polski rynek pracy. Ale ta sytuacja raczej Polsce niczym nie grozi, ponieważ nasz kraj niewiele ma do zaoferowania, jeśli chodzi o zarobki i warunki pracy przybyszom z Ukrainy. Spodziewać się należy, że większość imigrantów zechce przedostać się dalej na Zachód, do krajów, których gospodarki stoją na wyższym poziomie niż polska gospodarka. Obawiać się jedynie należy reakcji polskich środowisk nacjonalistycznych, które mogą tę sytuację wykorzystywać do wzmocnienia w Polsce zachowań ksenofobicznych i rasistowskich. Maciej Wiśniowski, polski publicysta, Warszawa Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

      Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/opinie/201612154434766-UE-Ukraina-wyjazd-z-kraju-ogarnietego-wojna/

      387502

      Zaplanowana akcja antyrządowa


      niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

       

      18 grudnia 2016

       

      Narracja opozycji się posypała! „Spontaniczne” protesty zaplanowano kilka dni wcześniej

       

      Dodano: 17.12.2016 [22:00]

      Narracja opozycji się posypała! "Spontaniczne" protesty zaplanowano kilka dni wcześniej - niezalezna.pl

      foto: Filip Błażejowski/Gazeta Polska

      Posłowie opozycji od wczoraj uparcie przekonują, że ich protest nie był zaplanowany. Blokada pracy parlamentu, okupacja mównicy sejmowej, tłumy protestujących obrońców demokracji to – według posłów opozycji – spontaniczna akcja. Okazało się, że przygotowana była przynajmniej kilka dni wcześniej. A tyle było krzyku o tym, że „ludzie wstali z kanapy i przyszli pod sejm”.
      Zapis na stronie Biura Informacji Publicznej nie pozostawia wątpliwości.
      Protesty przed Pałacem Prezydenckim zostały zgłoszone już 13 grudnia.

      Foto: bip.warszawa.pl/Print screen
      Jak informowaliśmy wczoraj na łamach niezależna.pl, wiele wskazywało na to, że protest opozycjonistów to zaplanowana akcja. W piątek „Gościem Poranka” w TVP Info był Eugeniusz Kłopotek z PSL.


      Obserwuj

      Adrian Klarenbach @AKlarenbach

      A rano w #GośćPoranka już o g.7.45 @eklopotek mówił- wiedział czy przewidywał?#Sejm

      21:43 – 16 gru 2016

    • 196196 podanych dalej

    • 280280 polubień

    • „Znowu będzie wielka hucpa, walka, buczenie, krzyczenie i wyzywanie się. Obawiam się, że jeszcze w tej kadencji Sejmu może dojść do rękoczynów.”

      • mówił polityk.
        Niektórzy uważają, że powodem manifestacji, było usunięcie przez marszałka Kuchcińskiego posła PO Michała Szczerby z obrad Sejmu.

      Jak się okazuje, do protestów i tak by doszło.
      WIĘCEJ TUTAJ: Spontaniczny protest opozycji? Żarty! Zaledwie marna prowokacja
      Pierwszy protest zaczął się wczoraj wieczorem, jeszcze podczas obrad Sejmu, które zostały przeniesione do Sali Kolumnowej po tym, jak posłowie PO, Nowoczesnej i PSL zablokowali mównicę.
      WIĘCEJ TUTAJ: Schetyna naśladuje Leppera – posłowie Platformy zablokowali mównicę w Sejmie

      Autor: bmŹródło: twitter.com, niezalezna.pl

      Tusk organizuje sobie powrót do polskiej polityki


       

      wPolityce.pl

       

      Tusk wychodzi z roli i wspiera manifestantów: „Demokracja, w której ludzi pozbawia się dostępu do informacji, staje się równie nieznośna jak dyktatura”

      opublikowano: wczoraj · aktualizacja: wczoraj

      Fot. PAP/KulczyckiFot. PAP/Kulczycki

      Donald Tusk wystąpił dziś w Wrocławiu na zakończenie Roku Kultury. Jako szef Rady Europy miał wygłosić z tej okazji przemówienie. Stwierdził jednak na wstępie, że sytuacja w Polsce wymusiła na nim zmianę treści wystąpienie i przystąpił do odczytywania z kartki antyrządowej odezwy. Wyraźnie opowiedział się po stronie manifestantów i skarcił polski rząd.

      CZYTAJ TAKŻE: RELACJA. Histeryczne pikiety przed Sejmem i Pałacem Prezydenckim. Opozycja znów chce wywołać zamieszki? Trwa eskalacja napięć!

      Nie pierwszy raz w moim życiu historia płatna pewnego figla i kazała mi zmienić wystąpienie z oczywistych względów

      — powiedział Donald Tusk.

      Jestem głęboko przekonany, że dzisiaj rozmowa o kulturze i naszym polskim w niej zakorzenieniu ma szczególny sens. Bo tak naprawdę jest to rozmowa o naszym zbiorowym być albo nie być we współczesnym świecie

      — stwierdził szef RE. Jak zaznaczył, wydarzenia tego roku, nadają tej rozmowie szczególny kontekst.

      Terytorium europejskiej kultury wyznaczone jest nie tylko politycznie i geograficznie, ale przede wszystkim aksjologicznie, przez wartości. Esencją tego terytorium kultury jest wolność. Tak, jak my europejczycy ją rozumiemy. Fenomen Europy tak podziwiany przez świat to przede wszystkim unikatowy model wolnościowej demokracji, w której obywatele, prawa i dobre obyczaje wyznaczają granice dla władzy, a nie na odwrót

      — dodał.

      Jak wiemy z własnego doświadczenia, demokracja bez poszanowania dla kultury zwyczaju i konwencji wyrodnieje szybko w swoje przeciwieństwo. Demokracja, w której ludzi pozbawia się dostępu do informacji lub narzuca jeden model życia, staje się równie nieznośna jak dyktatura

      — stwierdził Donald Tusk. Jak dodał tradycja europejska jest dziś podważana z różnych powodów,.

      Dlatego wymaga w tej krytycznej chwili naszej szczególnej ochrony i pieczołowitości, wręcz czułości. Sama z siebie nie przetrwa. Jest bardziej krucha i delikatna, niż nam Polakom się wydawało, gdy za nią tęskniliśmy zza żelaznej kurtyny w czasach mojej młodości

      — dodał Tusk.

      Miejmy świadomość, że pytanie o to, czy europejski model wolności przetrwa – tu w Polsce i w całej UE, nie jest pytaniem retorycznym. To pytanie naszą przyszłą egzystencję, o bezpieczeństwo, o przetrwanie. Kto dziś podważa ten europejski model demokracji, gwałcąc konstytucję i dobre obyczaje, naraża nas wszystkich na strategiczne ryzyko. Odrzucając ducha wolności i wspónoty, pisze kolejny akt dramatu polskiego osamotnienia. My tę sztukę znamy z historii aż za dobrze

      — dodał.

      Po wczorajszych wydarzeniach w Sejmie i na ulicach Warszawy, mając też w osobistej pamięci, co znaczą grudnie w naszej historii, apeluję do tych, którzy sprawują władzę w naszym kraju, o respekt i szacunek wobec ludzi, wobec zasad i wartości konstytucyjnych, ustalonych procedur i dobrych obyczajów. A tym wszystkim, którzy gotowi są trwać przy europejskich standardach demokracji w Polsce, chciałbym podziękować i wyrazić najszczersze uznanie: jesteście dziś najlepszymi strażnikami polskiej reputacji – w Europie i na świecie

      — zakończył Tusk.

      Czy oto o tych standardach mówi Tusk?

      CZYTAJ WIĘCEJ:

      Totalne zdziczenie! Bojówkarze atakują dziennikarza TVP w imię obrony „wolności mediów”! Milicja broniła w ten sposób wolności obywateli. WIDEO

      Tak, opozycja dorobiła się wreszcie „polskiego Hamasu”. Na liderów opozycji spada odpowiedzialność za wejście na ścieżkę przemocy

      mall

      Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

      autor: Zespół wPolityce.pl