Pan Gowin na tapecie u Pani Wassermann



SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

 

Jarosław Gowin: w sprawie Amber Gold zawinili ludzie i system

15.12.2016 19:53

Po paru latach widać, że państwo nie poradziło sobie z aferą Amber Gold; egzaminu nie zdała prokuratura; doszło do uchybień, a może i złamania prawa przez kuratorów, uchybień w pracy sędziów rejestrowych i innych sędziów nad wykonaniem kolejnych kar dla Marcina P. – uważa były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin.

 

  • Jarosław Gowin zeznał przed sejmową komisją śledczą, że winę za aferę Amber Gold ponoszą ludzie, którzy wówczas pracowali w instytucjach publicznych/IAR

Jarosław Gowin przed sejmową komisją śledczą

Jarosław Gowin przed sejmową komisją śledcząFoto: PAP/Jakub Kamiński

Gowin – obecnie wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego – stał na czele resortu sprawiedliwości, gdy wybuchła afera Amber Gold. Funkcję szefa tego resortu pełnił w rządzie PO-PSL od listopada 2011 r. do maja 2013 r.

Rola Donalda Tuska

Jak mówił w czwartek przed komisją śledczą ds. Amber Gold, „nie widzi podstaw do tego, żeby obarczać byłego premiera, Donalda Tuska zarzutem, że wiedział o aferze i nie reagował, albo że wiedział o aferze i czerpał z tego jakieś korzyści, bądź tolerował czerpanie korzyści przez ludzi ze swojego otoczenia”.

– Jedyny znak zapytania, który się tutaj pojawia, to (…) słowa Marka Belki (z nagrań w restauracji „Sowa i przyjaciele”). Bo jeżeli te słowa są prawdziwe, to premier Tusk powinien był zobowiązać podległe mu organy państwowe do bardzo zdecydowanych działań już wtedy, kiedy powziął taką informację od nie byle jakiej osoby, bo prezesa NBP – wskazał Gowin.

Zaznaczył jednocześnie, że odpowiedzialność polityczną za tę aferę ponosi koalicja PO-PSL, w tym on sam, jako były polityk Platformy, jest za nią współodpowiedzialny.

Zobacz obraz na Twitterze

Zobacz obraz na Twitterze

Obserwuj

SejmRP

@KancelariaSejmu

J.Gowin przed komisją ds.#AmberGold: nie widzę podstaw, by obarczać D. Tuska, że wiedział o sprawie i nie raagował. #Sejm

13:08 – 15 gru 2016

  • 66 podanych dalej

  • 99 polubień

  • Zdaniem Gowina, w sprawie Amber Gold egzamin zdały natomiast dwie instytucje: Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego.

    Za Amber Gold stały służby?

    Jak ocenił, szef Amber Gold Marcin P. w całej sprawie był „słupem”, a „rzeczywistych sprawców afery nie znamy”.

    – Marcin P. był drobnym oszustem, popełniał bardzo prymitywne, łatwe do wychwycenia przestępstwa, jedno za drugim. Nic nie wskazywało na to, żeby mógł popełnić przestępstwo z dużym rozmachem. No i nagle, po jednym z pobytów w areszcie, wychodzi z tego aresztu i rozwija wielkie przedsięwzięcie. Rozwija je z rozmachem, rozwija je z imponującą oprawą medialną. Wiedząc o nim to, co wie opinia publiczna, jestem przekonany, że nie był w stanie sam tego wymyślić ani przeprowadzić – uzasadniał.

    Jarosław GowinGeneralnie rzecz biorąc uważam, że nie zdała egzaminu prokuratura

    Według Gowina, poważnie trzeba traktować hipotezę, że za Amber Gold stali funkcjonariusze służb specjalnych. – Rozpatrywałem taką hipotezę. Co więcej, moim zdaniem do dzisiaj ta hipoteza powinna być poważnie brana pod uwagę. Natomiast żadnych dowodów na to nie mam – zaznaczył.

    – Generalnie rzecz biorąc uważam, że nie zdała egzaminu prokuratura – mówił Gowin, odpowiadając na pytania członków komisji śledczej.

    – Jeżeli chodzi o działania podejmowane przez wymiar sprawiedliwości, w ścisłym tego słowa znaczeniu, przede wszystkim przez sądy i kuratorów, to niestety stwierdziłem cały szereg uchybień – dodał.

    Postępowania dyscyplinarne

    Podkreślił, że w efekcie tego już 16 sierpnia 2012 r. złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez jednego z kuratorów.

    – Wskutek zainspirowanych przeze mnie działań wszczęto także cały szereg postępowań dyscyplinarnych wobec grupy sędziów – wskazał.

    Wymienił tu sądy rejonowe: w Gdańsku, Starogardzie, Malborku oraz Kościerzynie. Jak dodał, postępowania wszczęto też wobec kuratorów z Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe.

    Andżelika Możdżanowska (PSL) pytała go, czy podtrzymuje swoją opinię, że w przypadku afery Amber Gold mieliśmy do czynienia z „państwem teoretycznym” i gdyby dobrze funkcjonowała prokuratura i urzędy, nie byłoby tej afery. Gowin odpowiedział, że zdecydowanie podtrzymuje tę opinię.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    J.Gowin:Państwo polskie nie poradziło sobie ze spr #AmberGold. Doszło do wielu błędów i uchybień w pracy prokuratury i kuratorów sąd. #Sejm

    12:50 – 15 gru 2016

  • 77 podanych dalej

  • 77 polubień

  • „Teoretyczne państwo”

    Jarosław Gowin pytany był też, czy wymiar sprawiedliwości również był w jego ocenie „teoretyczny”. Odparł, że ze stwierdzenia, że państwo zawiodło w jakieś ważnej sprawie, nie wynika, że państwo zawodzi w każdej innej sprawie. – Fakt, że doszło do powołania tej komisji, jest dowodem na to, że dzisiaj państwo działa lepiej, niż działało przed laty – ocenił.

    Jarosław GowinFakt, że doszło do powołania tej komisji, jest dowodem na to, że dzisiaj państwo działa lepiej, niż działało przed laty

    – W przypadku Amber Gold z całą pewnością doszło do wielu błędów po stronie prokuratury, z całą pewnością doszło do uchybień, a może i złamania prawa w przypadku pracy kuratorów, do uchybień w pracy sędziów sądu rejestrowego, do braku nadzoru ze strony innych sędziów nad wykonaniem kolejnych kar dla Marcina P. – wymieniał.

    Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał o słowa Gowina z poprzedniej kadencji Sejmu, że komisja śledcza ds. Amber Gold jest niepotrzebna.

    Jarosław GowinPo paru latach widać „czarno na białym”, że niestety polskie państwo nie poradziło sobie z aferą Amber Gold, dlatego podniosłem rękę za powołaniem tej komisji z pełnym przekonaniem

    – Jako polityk staram się wyciągać wnioski z faktów i z własnych pomyłek. Wtedy, w poprzedniej kadencji, uważałem, że aparat państwa dysponuje odpowiednimi narzędziami, by wyjaśnić przyczyny i odzyskać przynajmniej część ukradzionych pieniędzy i pociągnąć do winy odpowiedzialnych. Po paru latach widać „czarno na białym”, że niestety polskie państwo nie poradziło sobie z aferą Amber Gold, dlatego podniosłem rękę za powołaniem tej komisji z pełnym przekonaniem – odpowiedział Gowin.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    J.Gowin przed komisją śledczą: Po sprawie #AmberGoldwidać, że sądownictwo dyscyplinarne w Polsce trzeba przemodelować #Sejm

    11:49 – 15 gru 2016

  • 66 podanych dalej

  • 99 polubień

  • Były instytucje, które zdały egzamin

    Zaznaczył jednocześnie, że ws. Amber Gold nie wszystkie instytucje w państwie zawiodły. Wskazał, że „co najmniej o działaniach dwóch instytucji w tej sprawie można mówić w superlatywach”. – Mam na myśli Ministerstwo Gospodarki, w okresie kiedy ministrem gospodarki był Waldemar Pawlak. Ministerstwo to w czerwcu 2010 r. wykreśliło Amber Gold z listy domów składowych – powiedział Gowin.

    Według niego, drugą taką instytucją, która „bardzo dobrze zdała egzamin”, jest Komisja Nadzoru Finansowego. – Zarówno w okresie, kiedy przewodniczącym był Andrzej Jakubiak, powołany przez premiera Donalda Tuska, jak i w okresie, kiedy przewodniczącym był Stanisław Kluza, powołany przez Jarosława Kaczyńskiego. Kluza zawiadomił w grudniu 2009 r. prokuraturę rejonową w Gdańsku, że Amber Gold może prowadzić działalność bankową bez odpowiedniej licencji – mówił Gowin.

    – Gdyby albo pierwsze pismo KNF, albo drugie, zostało przez prokuraturę potraktowane z należytą starannością, afera Amber Gold zostałaby stłumiona w zarodku – ocenił. Jak dodał, fakt, iż tak ważne pismo, wysłane przez przewodniczącego KNF i adresowane bezpośrednio do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, nie dotarło do jego rąk, „jest niestety miażdżącym oskarżeniem przeciwko prokuraturze, dowodem na – w najlepszym razie – ogromną niesprawność funkcjonowania tej instytucji”.

    Chodzi o pismo z końca listopada 2011 r., które Jakubiak wysłał do Seremeta. Zawierało ono krytyczne uwagi na temat postępowania ws. Amber Gold prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz.

    Pismo to nie trafiło jednak do Seremeta – zostało przekazane do departamentu postępowania przygotowawczego PG, który skierował je do zastępcy prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, a stamtąd trafiło do gdańskiej prokuratury okręgowej.

    TVP Info

    Decyzje o dymisjach

    Szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) pytała z kolei Gowina, kogo po wybuchu afery zdymisjonował ówczesny premier.

    Jarosław GowinNatychmiast po wybuchu afery, wedle mojej wiedzy, premier poważnie rozważał odwołanie szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka oraz prezes UOKiK

    – Natychmiast po wybuchu afery, wedle mojej wiedzy, premier poważnie rozważał odwołanie szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka oraz prezes UOKiK (Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel . Ostatecznie nie zdecydował się ani na jedno, ani na drugie – odpowiedział.

    – W obu tych przypadkach zmienił zdanie, chociaż oboje zostali odwołani w późniejszym okresie – dodał.

    Syn Donalda Tuska w OLT

    Gowin tłumaczył, że premier Tusk miał pretensje do ówczesnego szefa ABW o to, że Agencja nie poinformowała go, że jego syn Michał podejmuje współpracę z „instytucją biznesową podejrzaną”. Chodziło o linie lotnicze OLT Express należące do Amber Gold.

    – Takie informacje powinny być dostarczone premierowi Tuskowi natychmiast, zwłaszcza w momencie, kiedy współpracę z OLT podjął jego syn – powiedział. – Tusk zgłaszał wobec niego pretensje, że ABW nie ostrzegło go, że jego syn podejmuje współpracę z instytucją biznesową podejrzaną – mówił.

    W ocenie Gowina zatrudnienie syna premiera Tuska w OLT Express, której głównym udziałowcem było Amber Gold, było „znakomitą osłoną” i „formą uwiarygodnienia się przestępców” stojących za tą aferą.\

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    .@Jaroslaw_Gowin: do dziś uważam, że Marcin P. był słupem. Celowo starano się uwikłać syna D.Tuska we współpracę #AmberGold #Sejm

    14:14 – 15 gru 2016

  • 1111 podanych dalej

  • 66 polubień

  • – (…) do dzisiaj uważam, że Marcin P. był „słupem”. Rzeczywistych sprawców afery nie znamy. Natomiast fakt, że w tej firmie został zatrudniony syn ówczesnego premiera, ja interpretuję w ten sposób, że świat przestępczy stara się szukać różnego rodzaju osłon i to była znakomita osłona przed zarzutami, to była jakaś forma uwiarygodnienia się ze strony przestępców stojących za aferą Amber Gold, nie tylko Marcina P., ale też domniemywanych przeze mnie rzeczywistych autorów tej afery, mocodawców Marcina P. – odpowiedział Gowin.

    – Mówiąc szczerze uważałem wtedy tak samo, że obowiązkiem ABW jest ochrona nie tylko premiera, nie tylko ważnych polityków, ale także ich rodzin – dodał.

    „Próba wprowadzania ministra sprawiedliwości w błąd”

    Odniósł się też do spotkania z 20 sierpnia 2012 r. w Gdańsku, podczas którego spotkał się z przedstawicielami tamtejszego wymiaru sprawiedliwości (uczestniczyli w nim m.in. ówczesny prezes gdańskiego SO Ryszard Milewski i prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Anna Skupna). Jak mówił, on i jego współpracownicy odnieśli wrażenie, że mieli do czynienia „z próbą wprowadzania ministra sprawiedliwości w błąd ze strony co najmniej” Milewskiego.

    – Zastanawiająca jest jedna sekwencja dat: mianowicie 20 sierpnia jestem w Gdańsku i tam w obecności prezesa Milewskiego padają słowa, że nie ma podstaw do stwierdzenia jakichkolwiek uchybień ze strony kogokolwiek, a on już wie, że są takie podstawy, ale milczy. Następnie 21 sierpnia ja rano spotykam się z najbliższym kręgiem współpracowników, czyli z wiceministrami i zapowiadam, że wystąpię o akta (spraw Marcina P.) do sądu gdańskiego i tego samego 21 sierpnia prezes Milewski informuje, że zlecił lustracje doraźne w zespołach kuratorskich w Malborku. Zlecił przygotowanie wniosku o wszczęcie czynności dyscyplinarnych wobec kuratorów, o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec sędziego Sądu Rejonowego Gdańsk-Północ – wskazywał Gowin.

    – Mówiąc krótko, to mi wygląda w ten sposób, że on jeszcze 20 sierpnia liczył na to, że, mówiąc kolokwialnie, sprawa przyschnie. 21 sierpnia bardzo możliwe, że dostał informację z ministerstwa, że ja zamierzam wystąpić o te akta i wtedy natychmiast podjął decyzję o wszczęciu tych kroków, wiedząc, że i tak te sprawy wyjdą na jaw – mówił.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    Komisja ds. #AmberGold zakończyła przesłuchanie Jarosława Gowina #Sejm

    15:34 – 15 gru 2016

  • 33 podane dalej

  • 33 polubienia

  • *****

    Amber Gold – firma powstała na początku 2009 r. – miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej oszukano w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

    Do Amber Gold należały powstałe w połowie 2011 r. linie lotnicze OLT Express, których upadłość ogłoszono latem 2012 r. Później okazało się m.in., że ze spółką OLT Express współpracował, pracujący w Porcie Lotniczym w Gdańsku, syn ówczesnego premiera, Michał Tusk.

    Badająca ten wątek łódzka prokuratura umorzyła śledztwo. Śledczy stwierdzili, że syn szefa rządu, pracując dla należących do Amber Gold linii lotniczych OLT, nie działał na szkodę Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy.

    iz

    Zobacz więcej na temat: polska amber gold sejm jarosław gowin

    Komu przeszkadza dzika zwierzyna w Redzikowie?


    onet.trójmiasto

    Onet

    19 minut temu

    Kłótnia ws. amerykańskiej bazy w Redzikowie. Biedroń nie zgadza się na odstrzał zwierząt

    Piotr OlejarczykDziennikarz Onetu

    • Dostaliśmy mnóstwo próśb od wzburzonych mieszkańców, byśmy zajęli się sprawą zwierząt, które mają zostać odstrzelone na terenie bazy wojskowej w Redzikowie. Sam byłem w szoku, gdy dowiedziałem się o uchwale Sejmiku Województwa Pomorskiego – mówi w rozmowie z Onetem Robert Biedroń, prezydent Słupska. – Odstrzał to ostateczność. Ubolewamy, że prezydent nie wczytał się dokładnie w nasz dokument – ripostują pomorscy politycy.

     

    Robert BiedrońFoto: Marcin Obara / PAPRobert Biedroń

    • Dowództwo bazy w Redzikowie chce „ograniczenia populacji zwierząt na terenie jednostki”
    • Sejmik Województwa Pomorskiego wydał w tej sprawie stosowną uchwałę
    • Uchwałę krytykuje prezydent Słupska, któremu nie podoba się możliwość odstrzału zwierząt
    • Przedstawiciele Sejmiku tłumaczą, że odstrzał to ostateczność

    Żołnierze w bazie Redzikowie (to tutaj zlokalizowano amerykański system obrony przed rakietami balistycznymi) mają problem. Kłopoty mogą sprawiać występujące na terenie jednostki zwierzęta, które zdaniem dowództwa, stanowią zagrożenie dla życia ludzi. Nie chodzi oczywiście o bezpośredni atak (mowa jest tutaj o dzikach, lisach, sarnach i jeleniach), a o możliwość „spowodowania katastrofy z udziałem dzikich zwierząt w ruchu lotniczym (budowa lądowiska dla śmigłowców) oraz w ruchu lądowym (pojazdy wojskowe oraz inne pojazdy i ciężkie maszyny budowlane wspomagające realizację procesu inwestycyjnego)”.

    Prezydent Słupska apeluje do Sejmiku Województwa Pomorskiego: nie trzeba zabijać tych zwierząt!

    Właśnie takie tłumaczenie dowództwa cytują w uzasadnieniu swojej uchwały radni Sejmiku Województwa, bo to do polityków tej instytucji trafił dokument ws. „ograniczenia populacji zwierząt na terenie jednostki wojskowej w Redzikowie”.

    Przedstawiciele Sejmiku zdecydowali, że zwierzęta (w uchwale pada nawet ich liczba: 132) trzeba odłowić, a w ostateczności odstrzelić. Uchwała nie spodobała się prezydentowi Słupska. – Odstrzał jest tutaj zupełnie nieuzasadniony. Moim zdaniem, można spokojnie wyłapać wszystkie zwierzęta i przenieść je w inne miejsce. Nie trzeba ich zabijać. Napisałem w tej sprawie apel do Sejmiku Województwa Pomorskiego, ale jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi – mówi nam prezydent Robert Biedroń. – Odstrzał jest rozwiązaniem szkodliwym społecznie, środowiskowo i finansowo. Niektórzy radni, głosując za tym dokumentem, chyba nie zdawali sobie sprawy, że są tutaj alternatywy, a zwierzęta wcale nie muszą ginąć – dopowiada włodarz Słupska.

    Fragment pisma, które kilka dni temu prezydent Biedroń wysłał do Jana Kleinszmidta, przewodniczącego Sejmiku Województwa Pomorskiego, brzmi następująco:  (..) „Nie możemy zgodzić się ze stwierdzeniem, jakoby dla samych zwierząt lepsze było ich wybicie niż przeniesienie w inne miejsce. Powoływanie się na mniejsze koszty finansowe zabicia zwierząt od ich transportu i uratowania, jest przykładem braku wrażliwości. Przypomnę, że samo ogrodzenie, za którym uwięzione są teraz zwierzęta, kosztowało kilkadziesiąt milionów złotych”. Prezydent zaapelował też o konsultacje z ekspertami ds. ochrony środowiska.

    „Odstrzał stanowi ostateczność”

    • Już niedługo wyślemy odpowiedź, ale ubolewam, że pan prezydent nie zapoznał się dokładnie z treścią naszej uchwały. Mowa w niej o tym, że zwierzęta mają zostać odłowione, a odstrzał stanowi ostateczność – zapewnia w rozmowie z nam Jan Kleinszmidt, przewodniczący Sejmiku Województwa Pomorskiego. Polityk PO mówi też o czerwcowej wizji terenu jednostki wojskowej w Redzikowie, którą przeprowadzili przedstawiciele Departamentu Środowiska i Rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Na jej podstawie opracowano dokument: „Miejsce, warunki, czas i sposoby ograniczenia populacji zwierząt na terenie jednostki wojskowej Nr 5718 w Redzikowie”.
    • Nasza uchwała powołuje się na ten dokument, stwierdzając, że ograniczenie populacji może odbywać się tylko w zgodzie z jego zapisami – mówi nam Kleinszmidt.

    Jakie wytyczne zawiera dokument: „Miejsce, warunki, czas i sposoby ograniczenia populacji zwierząt na terenie jednostki wojskowej Nr 5718 w Redzikowie”? W uzasadnienie uchwały Sejmiku Województwa pada następujące tłumaczenie: „Dokument przewidywał, iż ograniczenie populacji zwierzyny zostanie przeprowadzone do dnia 31 marca 2020 r. poprzez odłów a przy braku możliwości odłowu poprzez odstrzał. Przewidziano, by odłów odbywał się poza okresem rozrodczym poszczególnych gatunków oraz po uzyskaniu samodzielności przez młode osobniki. Jednocześnie wskazano by odłowioną zwierzynę wypuścić na wolność w obwodach łowieckich wskazanych przez Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Słupsku”.

    (JaS)

    Onet Trójmiasto

    Źródło: Onet

    Czy Rosja pozwoli się okraść z krymskiego złota Scytów?



    onet.
    wiadomości

    42 minuty temu

    Wyrok sądu: „Złoto Scytów” z Krymu należy do Ukrainy

    Deutsche Welle

    Od ponad dwóch lat panowała niepewność, dokąd wróci skarb Scytów pochodzący z Krymu – do Rosji czy na Ukrainę. Sprawę rozstrzygnął sąd. Zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy roszczą sobie prawa do skarbu pokazywanego w roku 2014 na wystawie w uniwersyteckim muzeum archeologicznym Allarda Piersona w Amsterdamie.

     

    Wystawa "Krym: Złoto i tajemnice Morza Czarnego"Foto: BART MAAT / AFPWystawa „Krym: Złoto i tajemnice Morza Czarnego”

    Wystawa „Krym: Złoto i tajemnice Morza Czarnego” została otwarta w amsterdamskim muzeum na początku lutego 2014. Po marcowej aneksji Krymu przez Rosję pojawił się problem, komu Holandia ma zwrócić eksponaty pochodzące z kolekcji pięciu muzeów: jednego w Kijowie i czterech na Krymie, po zakończeniu wystawy w sierpniu 2014.

    Rosja twierdziła, że eksponaty mają wrócić na zaanektowany przez nią tymczasem Krym. Ukraińcy domagali się natomiast zwrotu depozytów ukraińskiemu państwu.

    Tygiel kultur

    Wystawa prezentowała cenne znaleziska z kurhanów. Wśród eksponatów z okresu VI-II w. p.n.e., których ukraińskie muzea dotąd nie wypożyczały, były ozdoby i przedmioty rytualne ze złota, pozwalające bliżej poznać kulturę Scytów, Gotów i Hunów, którzy przewinęli się przez Półwysep Krymski, położony na styku cywilizacji, skolonizowany w VII w. p.n.e. przez Greków.

    Wśród bezcennych eksponatów był między innymi antyczny hełm, chińskie pudełka z laki z dynastii Han, filigranowe brosze, biżuteria i złota pochwa miecza.

    Wystawa "Krym: Złoto i tajemnice Morza Czarnego"

    Foto: BART MAAT / AFPWystawa „Krym: Złoto i tajemnice Morza Czarnego”

    Rosja: to byłaby kradzież

    Po aneksji Krymu Holendrzy mieli nie lada dylemat, komu zwrócić wypożyczone skarby. Cztery muzea na Krymie oświadczyły, że skarb należy do nich. Także Ukraina domagała się zwrotu bezcennych depozytów, argumentując, że są to narodowe dobra kultury i własność ukraińskiego państwa, która nie powinna znaleźć się w rosyjskich rękach.

    W spór włączyła się także Rosja. Minister kultury Federacji Rosyjskiej Władimir Miedinski ostrzegał, że rozstrzygnięcie na korzyść Kijowa byłoby „zwykłą kradzieżą”.

    Obecnie sąd w Amsterdamie orzekł, że skarb należy do państwa, które oddało go w depozyt, czyli do Ukrainy. Wszystkie eksponaty zostały pieczołowicie zapakowane i były składowane w utrzymywanym w tajemnicy miejscu do momentu rozstrzygnięcia kwestii własności. Nie oznacza to jednak definitywnego zakończenia sporu, ponieważ możliwe jest odwołanie się od tego wyroku.

    Czytaj więcej na stronie Deutsche Welle

    Certolenie się z ekspertyzami pisma Wałęsy


    onet.wiadomości

     

    Onet

    wczoraj 11:47

    Cenckiewicz: wiele dziwnych sytuacji związanych z historią Wałęsy

    W Facebookowej „dogrywce” rozmowy Sławomira Cenckiewicza z Andrzejem Stankiewiczem historyk mówił o dokumentach dotyczących Lecha Wałęsy znalezionych w domu Wojciecha Jaruzelskiego. Wciąż czekamy na ekspertyzy, które mają potwierdzić bądź zaprzeczyć ich autentyczności.

     

    Sławomir CenckiewiczFoto: Tomasz Gzell / PAPSławomir Cenckiewicz

    • Było tyle dziwnych sytuacji związanych z historią Wałęsy… nie wierzę do końca w odwagę urzędników i ekspertów, którzy mieliby rzeczywiście powiedzieć jak było – stwierdził Cecnkiewicz na Facebooku.

    Historyk nie ma jednak wątpliwości co do tego, że dokumenty te są prawdziwe. – Jestem chyba jedynym historykiem, który trzymał te materiały w rękach, „wąchał je”. Zapach, materiał i skala zagrzybienia tych materiałów pokazuje, że były one przechowywane w różnych miejscach – powiedział historyk.

    Zaznaczył również, że nie wie, na jakim etapie są badania ekspertów zlecone przez prokuraturę. – To bardzo obszerny materiał, gigantyczna praca, ale stosunkowo prosta – ocenił.

    Zobacz całą dogrywkę „Stanu Wyjątkowego”, którą można było oglądać na Facebooku!

    Onet Wiadomości

    Źródło: Onet

    Ukraiński krzewiciel mowy miłości


     

    Roman Sidoruk. Fot. facebook.com

    Działacz mniejszości ukraińskiej: od Polaków można się uczyć nienawiści

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Środa, 14 grudnia 2016 o godz. 11:11:01

    Roman Sidoruk, znany działacz Związku Ukraińców Podlasia i Podlaskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce twierdzi, że od Polaków można nauczyć się nie miłości, ale nietolerancji i nienawiści.

     

    W komentarzu do zamieszczonego na portalu społecznościowym przez szefa Związku Ukraińców w Polsce Piotra Tymę linku do artykułu na portalu wyborcza.pl, ukraiński działacz Roman Sidoruk napisał (pis. oryg.):

    – Ale się Polacy pokutą popisują no żesz nie mogę. Naród wybrany wszystko im wolno. Mordować cywilów bo to w imię odzyskania niepodległości, spalić żywcem zatłuc kolbami. Sami walnijcie się w pierś, a nie uczycie innych. Nietolerancji i nienawiści od Was można się nauczyć, ale nie miłości do bliźniego.

    Pochodzący z Kuzawy Roman Sidoruk to działacz ukraiński, który był przedstawiany jako przewodniczący hajnowskiego oddziału Związku Ukraińców Podlasia. W rozmowie z ukraińskim pismem ZUP „Nad Buhom i Narwoju” Sidoruk mówił, że ziemia hajnowska to obszar etnicznie ukraiński:

    – Jeśli chodzi o zwykłych ludzi, to większość z nich określa się mianem “tutejszych” i rzadko kiedy wdaje się w określanie swojej sytuacji narodowościowej, nie przystając do Białorusinów, Ukraińców, a tym bardziej do Polaków. Jednak z punktu widzenia językowego i historycznego większość powiatu hajnowskiego należy etnicznie do obszaru ukraińskiego. Na tym właśnie terenie przebiega granica gwar ukraińskich i białoruskich.

    W 2006 roku Roman Sidoruk kandydował do Rady Powiatu Hajnowskiego z listy KWW Porozumienie Samorządowe – Powiat Hajnowski. Sidoruk był również członkiem Zarządu Podlaskiego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce.

    Przeczytaj: Hucpa w Hajnówce

    Czytaj również: Ukraiński dziennikarz: Ukraińcy uciekną z Polski po przyjęciu uchwały o 11 lipca

    Facebook.com / nadbuhom.pl / Kresy.pl

    A jednak poseł z Komisji Amber Gold nie był aż tak naiwny czy prostacki w kwestii Carycy


    WP.PLStrona główna serwisu

     

    akt. 15.12.2016, 12:31

    Paweł Miter ujawnia na Twitterze, kim jest „Caryca”, o której mówił Marek Suski: to Anna Skupna, prezes Sądu Apelacyjnego w Gdańsku

    Paweł Miter ujawnił na Twitterze, kim jest „Caryca”, o którą pytał w środę sędziego Ryszarda Milewskiego Marek Suski, członek komisji śledczej ds. Amber Gold. Miter jest autorem prowokacji dziennikarskiej wobec Milewskiego w 2012 r. Sędzia chciał ustalać wtedy m.in. terminy posiedzeń ws. prezesa Amber Gold z Miterem, który podawał się za pracownika kancelarii Donalda Tuska.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    10murzynków® @10murzynkow

    Dla tych, co śmieszkują z Suskiego. #Caryca

    00:45 – 15 gru 2016

  • 180180 podanych dalej

  • 211211 polubień

  • „Oto substytut carycy Katarzyny Wielkiej sędzia Anna Skupna kumpelka Milewskiego na pomorzu zwana carycą Bez niej kropki tam nikt nie stawia” – napisał Paweł Miter (pisownia oryginalna – przyp. red.), który w 2012 r. dzwonił do sędziego Milewskiego, udając pracownika kancelarii Donalda Tuska. Anna Skupna była wtedy prezesem Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, a Milewski szefem sądu niższej instancji.
    Po prowokacji dziennikarskiej Mitera sędzia Milewski stracił stanowisko.
    O sędzię Annę Skupną pytają też dziś członkowie komisji śledczej ds. Amber Gold byłego min. sprawiedliwości Jarosława Gowina.

     

    • Sobie żartują i chcą sprowadzić całą sprawę w dowcip, ale tak nie będzie – tak na antenie TVP Info poseł PiS Marek Suski komentował swoją środową wymianę zdań podczas obrad komisji ws. Amber Gold z sędzią Ryszardem Milewskim na temat „Carycy”. – Ta jest z Gdańska, a tamta była ze Szczecina – mówił.
      Suski tłumaczył, że caryca jest z Gdańska i ma na imię Anna. – Jest prezesem jednego z sądów i tak, jak opisują to media, jest to pani, którą na tę trybunę (stadionu Lechii) właśnie pan Ryszard Milewski wprowadzał; jest osobą, która od wielu lat rozdaje karty – powiedział.
      – To koleżanka pana Ryszarda Milewskiego, który ją wprowadzał w ten świat biznesowo-polityczny, na tę słynną lożę VIP-owską. Myślę, że dlatego nie chciał podać prawdziwego nazwiska i obracał w żart, bo to jest rzeczywiście daleko kompromitujące, że sędziowie, prezesi sądów są uwikłani w układ taki biznesowo-prawny, który właśnie skończył się katastrofą dla kilkunastu tysięcy obywateli i dzisiaj sobie jeszcze z tego żartują. Myślę, że to nie jest powód do żartów – mówił Suski.

     

    Twitter,WP,TVP Info, oprac. Adam Przegaliński

    Zobacz też: Lista świadków komisji śledczej ds. Amber Gold

    ZA CHWILĘ: Lista świadków komisji śledczej ds. Amber Gold

    WP Wiadomości

    Mentalność Saudyjczyków


     

    Pikio.plPikio.pl

     

    To jest chore. Za to zdjęcie chcą ją zabić i zwłoki rzucić psom

    Autor:

    Wiadomości Pikio

    • Gru 15, 2016

     

    Malak al-Shehri, obywatelka Arabii Saudyjskiej ma ogromne problemy. Tamtejsza policja aresztowała ją, a społeczeństwo domaga się dla niej kary śmierci i rzucenia jej zwłok na pożarcie psom. Wszystko przez – wydawałoby się – niewinne i niczym na pierwszy rzut oka niewyróżniające się zdjęcie.

    Ponad miesiąc temu obywatelka Arabii Saudyjskiej, Malak al-Shehri , została aresztowana i osadzona w więzieniu w oczekiwaniu na proces.

    Wszystko przez zdjęcie, na którym na pierwszy rzut oka nie zauważamy niczego wyjątkowego. Gdy spojrzymy drugi raz, możemy zauważyć że kobieta pozuje do zdjęcia bez hidżabu (nakrycie głowy muzułmańskich kobiet) co w Arabii Saudyjskiej jest surowo zabroniono i pilnowane przez policję religijną.

    Kobieta została oskarżona o podwójną obrazę publicznej moralności, ponieważ nie dość że odważyła się wyjść na ulicę bez odpowiedniego nakrycia głowy, to jeszcze zrobiła sobie zdjęcie i opublikowała je w sieci, gdzie natychmiast wybuchła ogromna burza. Pod jej postem zaczęły masowo pojawiać się pogróżki i wszelkiego rodzaju obelgi.

    Młodej kobiecie grozi teraz kara chłosty, choć i kara śmierci nie jest wykluczona. Religijny sąd może posłuchać się społeczeństwa, które domaga się ukarania ją śmiercią i rzuceniem jej zwłok na pożarcie psom.

    bh

    ŹRÓDŁO DAILY MAIL

    Zgrzyt w MON-ie


    Wyborcza.pl

    Czwartek15.12.2016

     

    Gen. Mirosław Różański odchodzi. Dymisja najważniejszego dowódcy w polskiej armii

    Łukasz Woźnicki, Paweł Wroński

    15 grudnia 2016 | 13:37

    Generał Mirosław Różański2 ZDJĘCIA

    Generał Mirosław Różański (Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

     

    – Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz przyjął rezygnację gen. Mirosława Różańskiego, Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych – dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa.

    Według informacji IAR gen. Mirosław R?żański zrezygnował z funkcji przed końcem kadencji. Na stanowisku miał być do 2018 roku. Rezygnacja została już przyjęta przez ministra obrony – podał IAR…

    Ukraiński portal finansowany przez Polskę oskarża Romana Dmowskiego o ludobójstwo


     

    źr: jagiellonia.org, ilustracja oryg. artykułu

    Ukraiński portal finansowany przez Polskę oskarża Romana Dmowskiego o ludobójstwo

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Czwartek, 15 grudnia 2016 o godz. 09:09:43

    Pod pretekstem przypominania o martyrologii Polaków w międzywojennym Związku Sowieckim jeden z ukraińskich portali, finansowany przez Senat RP, zaatakował czołowego architekta niepodległości Polski.

     

    Portal Jagiellonia.org – polskojęzyczny serwis tworzony na Ukrainie – zamieścił artykuł „Roman Dmowski zostawił Polaków ze Wschodu na pastwę Rosji”. Według niepodpisanego z nazwiska autora, między działaniami polityków narodowej demokracji a ludobójstwem na Polakach w przedwojennych Sowietach występuje związek przyczynowo-skutkowy:

    Według przyczynowo-skutkowego związku, prorosyjski polityk Roman Dmowski wraz z narodowymi demokratami są odpowiedzialni za to, że zostawili na pastwę Rosji ponad milion Polaków na Wschodzie (Traktat ryski 1921 r.). Skutkiem tej zdrady endeków stało się stalinowskie ludobójstwo Polaków na terenach I Rzeczypospolitej. W trakcie represji, Wielkiego Głodu na Ukrainie i Operacji Polskiej NKWD setki tysięcy Polaków było w najokrutniejszy sposób zamordowani przez stalinowców!” – można przeczytać na portalu.

    PRZECZYTAJ: Roman Dmowski – „Kwestia ukraińska”

    Autor tekstu uważa również, że przysługuje mu prawo rozliczania z patriotyzmu współczesnych narodowców polskich, którzy jakoby nie potępiają zbrodni reżimu komunistycznego na Polakach:

    „Teraz wszyscy potępiamy banderowców! To dobrze. Jednak nie słyszeliśmy, żeby ktoś ze współczesnych zwolenników prorosyjskiego Dmowskiego potępił krwawych stalinowskich morderców, odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków, którzy w trakcie I wojny światowej zostali poza granicami II Rzeczypospolitej” – czytamy na Jagiellonia.org.

    W dalszej części dowiadujemy się, iż nie powinno się czcić historycznych liderów Narodowej Demokracji, gdyż stali na przeszkodzie realizacji koncepcji Józefa Piłsudskiego:

    „Musimy też zastanowić się, czy warto gloryfikować osoby, które postawiły tamę procesowi wdrażania w życie geopolitycznej wizji Piłsudskiego…” – pisze autor.

    Portal Jagiellonia.org finansowany jest przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej za pośrednictwem Fundacji „Wolność i Demokracja”. Prowadzi go Wołodymyr Iszczuk – Ukrainiec podający się za Polaka, pochodzący z Żytomierza.

    Przeczytaj: Polski działacz na Ukrainie: jestem polakobanderowcem [FOTO]

    Przeczytaj również: Dmowski – król naszych pojęć

    Jagiellonia.org / Kresy.pl

    Gowin: prokuratura nie zdała egzaminu


    Polskie Radio.pl

    Komisja śledcza ds. Amber Gold. Jarosław Gowin: prokuratura nie zdała egzaminu

    15.12.2016 13:52

    Gdy wybuchła afera Amber Gold obecny wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin pełnił funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska.

     

    • Jarosław Gowin: w mojej ocenie sposób samorozliczenia się wymiaru sprawiedliwości z aferą Amber Gold jest dowodem na to, że trzeba zdecydowanie przemyśleć i przemodelować sądownictwo dyscyplinarne (IAR)

    Jarosław Gowin

    Jarosław GowinFoto: PAP/Jakub Kamiński

    – W sprawie Amber Gold uważam, że egzaminu nie zdała prokuratura – stwierdził Jarosław Gowin, odpowiadając na pytania członków komisji śledczej. – Jeżeli chodzi o działania podejmowane przez wymiar sprawiedliwości, w ścisłym tego słowa znaczeniu, przede wszystkim przez sądy i kuratorów, to niestety stwierdziłem cały szereg uchybień – dodał.
    „Trzeba przemodelować sądownictwo dyscyplinarne”

    – Badałem sposób wykonywania obowiązków przez sędziów i kuratorów w sprawach dotyczących prezesa spółki Amber Gold Marcina P. poprzedzających aferę Amber Gold. Jeśli chodzi o samą aferę, w okresie, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości, prokuratura nie podlegała już nadzorowi szefa resortu sprawiedliwości, więc nie miałem instrumentów, ani prawnych umocowań, żeby badać działania związane z samą aferą – przypomniał Jarosław Gowin.

    Świadek wskazał, że gdy wybuchła afera – na przełomie lipca i sierpnia 2012 roku – przebywał na urlopie. – Ale natychmiast skontaktowałem się z ministerstwem i zleciłem podjęcie działań zmierzających do ustalenia okoliczności ujawnionego już wtedy faktu, że Marcin P. był już w przeszłości wielokrotnie karany – zaznaczył.

    Jarosław GowinW sprawie Amber Gold uważam, że egzaminu nie zdała prokuratura

    Gowin relacjonował, że po powrocie z urlopu, wraz z ministrami Jackiem Rostowskim i Jackiem Cichockim zobowiązany został przez premiera Donalda Tuska do wspólnego przygotowania raportu przedstawiającego działania instytucji w sprawie Amber Gold i sprawach Marcina P. Jak przekazał, sprawozdanie z tych działań przedstawił podczas posiedzenia Sejmu pod koniec sierpnia 2012 roku.
    Gowin podkreślił, że 16 sierpnia 2012 roku złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez jednego z kuratorów. – Wskutek zainspirowanych przeze mnie działań wszczęto także cały szereg postępowań dyscyplinarnych wobec grupy sędziów – powiedział. Wymienił tu sądy rejonowe: w Gdańsku, Starogardzie, Malborku oraz Kościerzynie. Jak dodał, postępowania wszczęto też wobec kuratorów z Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe.
    – Niestety muszę powiedzieć, że w mojej ocenie sposób samorozliczenia się wymiaru sprawiedliwości z aferą Amber Gold jest dowodem na to, że trzeba zdecydowanie przemyśleć i przemodelować sądownictwo dyscyplinarne, zarówno w odniesieniu do sędziów, jak i w odniesieniu do prokuratorów. Uważam, że w przypadku i jednej, i drugiej grupy zawodowej mamy do czynienia ze zjawiskiem źle pojętej solidarności korporacyjnej – ocenił.

    Jarosław GowinUważam, że mamy do czynienia ze zjawiskiem źle pojętej solidarności korporacyjnej

    Gowin oświadczył, że jeszcze jako szef resortu sprawiedliwości podjął działania zmierzające do reformy sądownictwa dyscyplinarnego, zwłaszcza prokuratorskiego, a obecnie „bardzo popiera” działania obecnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, aby zmodyfikować sędziowskie sądownictwo dyscyplinarne.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    J.Gowin przed komisją śledczą: Po sprawie #AmberGoldwidać, że sądownictwo dyscyplinarne w Polsce trzeba przemodelować #Sejm

    11:49 – 15 gru 2016

  • 33 podane dalej

  • 33 polubienia

  • „Mieliśmy wrażenie, że chce się nas wprowadzić w błąd”
    Jarosław Gowin powiedział, że na spotkaniu 20 sierpnia 2012 roku w Gdańsku on i jego współpracownicy mieli wrażenie, że mieli do czynienia z próbą wprowadzania ministra sprawiedliwości w błąd ze strony co najmniej ówczesnego prezesa gdańskiego Sądu Okręgowego Ryszarda Milewskiego.

    Gowin poinformował, że 10 sierpnia 2012 roku zobligował prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku do „przedstawienia wyników wewnętrznego nadzoru nad działalnością administracyjną tych sądów, które zajmowały się sprawami dotyczącymi szefa Amber Gold Marcina P. w latach poprzednich”.

    13 sierpnia otrzymał wstępne materiały. Ponieważ nie był zadowolony z tempa prac gdańskiego Sądu Okręgowego, 20 sierpnia udał do Gdańska i spotkał z przedstawicielami tamtejszego wymiaru sprawiedliwości.

    Jarosław GowinJa i moi współpracownicy mieliśmy nieodparte wrażenie, że jesteśmy wprowadzani w błąd

    Jak wytłumaczył, w spotkaniu tym uczestniczył m.in. sędzia Milewski, jego zastępca sędzia Rafał Terlecki oraz prezes gdańskiego Sądu Apelacyjnego Anna Skupska. Według Gowina podczas spotkania sędziowie stwierdzili, że na podstawie podjętych działań nie widzą powodów do wysuwania jakichkolwiek zarzutów o niedopełnienie obowiązków czy innych poważniejszych wykroczeń.

    – Takie też stanowisko przedstawiłem podczas konferencji prasowej, która odbyła się tego samego dnia w sądzie, ale nie będę ukrywał: robiłem to z zaciśniętymi zębami – oświadczył. – Ja i moi współpracownicy mieliśmy nieodparte wrażenie, że jesteśmy wprowadzani w błąd – przyznał.
    Gowin wyjaśnił, że po powrocie do Warszawy wystąpił do prezesa Milewskiego o przesłanie do ministerstwa akt spraw dotyczących Marcina P. – W świetle ujawnionych później informacji okazało się, że podczas spotkania ze mnę pan prezes Milewski dysponował już opiniami sędziów, którzy podjęli działania z opiniami wskazującymi na różnego rodzaju uchybienia – powiedział.
    – Pan prezes Milewski nie ujawnił tego faktu podczas tego spotkania ze mną. Jak zapewniała mnie później pani prezes Skupna, nie ujawnił tego faktu również jej i pozostałym kolegom. Czy tak było, tego nie wiem, niewątpliwie podczas spotkania 20 sierpnia 2012 roku ze strony co najmniej pana sędziego Milewskiego mieliśmy do czynienia z próbą wprowadzenia ministra sprawiedliwości w błąd – stwierdził.
    W przypadku Amber Gold z całą pewnością doszło do wielu błędów po stronie prokuratury, z całą pewnością doszło do uchybień, a może i złamania prawa w przypadku pracy kuratorów, do uchybień w pracy sędziów sądu rejestrowego, do braku nadzoru ze strony innych sędziów nad wykonaniem kolejnych kar dla Marcina P. – oznajmił Gowin.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    J.Gowin:Państwo polskie nie poradziło sobie ze spr #AmberGold. Doszło do wielu błędów i uchybień w pracy prokuratury i kuratorów sąd. #Sejm

    12:50 – 15 gru 2016

  • 55 podanych dalej

  • 44 polubienia

  • „Donald Tusk miał pretensje do szefa ABW”
    Zapytany przez szefową komisji śledczej Małgorzatę Wassermann z PiS, czy (ówczesny) premier Donald Tusk wiedział o tym, że w Gdańsku, „mateczniku Platformy Obywatelskiej” wszyscy są „zachłyśnięci” firmą OLT Express (linie lotnicze, których właścicielem było Amber Gold), Jarosław Gowin ocenił, że Tusk, jako wnikliwy obserwator, musiał o tym wiedzieć.

    Gowin powiedział, że Tusk w rozmowie z nim formułował duże pretensje pod adresem ówczesnego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka. – Zgłaszał wobec niego pretensje, że ABW nie ostrzegło go, że jego syn podejmuje współpracę z instytucją biznesową podejrzaną – wskazał.
    – Mówiąc szczerze uważałem wtedy tak samo, uważałem, że obowiązkiem ABW jest ochrona nie tylko premiera, nie tylko ważnych polityków, ale także ich rodzin – dodał. Jak podkreślił, sam sformułował taką opinię pod adresem Bondaryka, że ABW zawiodła.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    SejmRP

    @KancelariaSejmu

    J.Gowin przed komisją ds.#AmberGold: nie widzę podstaw, by obarczać D. Tuska, że wiedział o sprawie i nie raagował. #Sejm

    13:08 – 15 gru 2016

  • 33 podane dalej

  • 55 polubień

  • Gowin przekazał, że w odpowiedzi Bondaryk stwierdził, że istnieje zróżnicowana praktyka w stosunku do różnych premierów, jeżeli chodzi o osłonę ze strony służb państwowych, wywiadowczych i kontrwywiadowczych, że tutaj decyzja zależy od samego zainteresowanego.
    „Jestem przekonany, że Marcin P. był ‚słupem'”
    Na pytanie Andżeliki Możdżanowskiej z PSL, czy wie, kto jest „czarnym bohaterem” Amber Gold, Jarosław Gowin odparł, że gdyby wiedział, to już dawno ujawniłby to opinii publicznej. – Sądzę, że świat przestępczy, mafia, która w Polsce istnieje – wskazał.
    – Jestem do dzisiaj przekonany, że Marcin P. był „słupem”. To jest jedna z rzeczy, które bezwzględnie powinny być przedmiotem dalszego drążenia przez komisję – podkreślił Gowin.

    Uzasadnił: „Marcin P. był drobnym oszustem, popełniał bardzo prymitywne, łatwe do wychwycenia przestępstwa, jedno za drugim. Nic nie wskazywało na to, żeby mógł popełnić przestępstwo z dużym rozmachem. No i nagle, po jednym z pobytów w areszcie, wychodzi z tego aresztu i rozwija wielkie przedsięwzięcie. Rozwija je z rozmachem, rozwija je z imponującą oprawą medialną. Wiedząc o nim to, co wie opinia publiczna, jestem przekonany, że nie był w stanie sam tego wymyślić ani przeprowadzić”.
    Wassermann zapytała, jak to jest możliwe, by mieć aż takie możliwości, żeby doprowadzić do tego, że „ani ZUS, ani urząd skarbowy, ani kontrola skarbowa, ani prokuratura, ani policja, ani żaden z sędziów (…) nie byli w stanie zareagować”.
    – Stawiam sobie dokładnie to samo pytanie, co pani przewodnicząca. Próbowałem je rozwikłać w tym krótkim okresie, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości – krótkim, już po wybuchu afery, bo niespełna pół roku byłem ministrem. Stawiam je sobie do dzisiaj jako polityk i jako obywatel. Odpowiedzi nie znajduję – odpowiedział Gowin.

    Komisja śledcza ds. Amber Gold

    amber gold 1200.jpg

    Afera Amber Gold

    Powołana w lipcu komisja śledcza ma zbadać i ocenić prawidłowość i legalność działań podejmowanych wobec Amber Gold przez: rząd, w szczególności ministrów finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych.

    Zbadać ma też działania, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Generalny Inspektor Informacji Finansowej i prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
    A także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni.

    Komisja śledcza ma także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

    Afera Amber Gold

    Powstała w 2009 roku firma Amber Gold kusiła klientów wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.

    Głośno o firmie zrobiło się w lipcu 2012 roku, kiedy kłopoty finansowe zaczęły mieć linie lotnicze OLT Express, których właścicielem było Amber Gold. Zawieszono wówczas wszystkie rejsy regularne przewoźnika.

    13 sierpnia 2012 roku firma ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

    Proces, w którym oskarżeni są były prezes spółki Marcin P. i jego żona Katarzyna P. trwa przed gdańskim sądem od 21 marca.
    Marcin P. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Oskarżony nie zgodził się odpowiadać na żadne pytania, w tym także swojego obrońcy. Katarzyna P. też nie przyznała się do żadnego z zarzutów i odmówiła składania wyjaśnień.
    Według śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

    Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

    W sumie Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia.
    kh, kk

    Miesięcznica Wołyńska pod MEN w Warszawie


    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Rozmyślania w blogu…

     

    Miesięcznica Wołyńska pod MEN w Warszawie

    You are here:

    1. Home
    2. Rozmyślania w blogu

    Kolejna już piąta Miesięcznica Wołyńska tym razem pod siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jak zawsze z udziałem Polskich Patriotów dla których prawda i pamięć o pomordowanych Polakach jest obowiązkiem i honorem Patrioty.

    Będziemy chcieli minister Annie Zalewskiej złożyć memorandum w sprawie edukacji kresowej. Równocześnie przypomnimy, że nie ma dobrej zmiany także w tym resorcie – dowodem na to petycja środowisk kresowych złożona do poprzedniej minister Hall, z której ani jeden punkt od 8 lat nie został zrealizowany!

    W ostatnim czasie doszły także nowe elementy – z pieniędzy MEN – a więc z naszych pieniędzy – polskich podatników finansowane są banderowskie podręczniki (m.in. elementarze) dla szkól publicznych z językiem ukraińskim w Polsce!

    Zobacz video

    DSC06119

    15 grudnia 2016By Tadeusz Isakowicz-ZaleskiRozmyślania w blogu


    Atak na abp. Jędraszewskiego tylko potwierdza słuszność decyzji Watykanu


    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Rozmyślania w blogu…

     

    .Atak na abp. Jędraszewskiego tylko potwierdza słuszność decyzji Watykanu

    You are here:

    1. Home
    2. Rozmyślania w blogu

    W lewicowej „Polityce” red. Adam Szostkiewicz z Krakowa, były publicysta „Tygodnika Powszechnego”, uważający się za „eksperta” od spraw Kościoła katolickiego, zaciekle atakuje decyzję papieża Franciszka o mianowaniu arcybiskupa Marka Jędraszewskiego metropolitą krakowskim. Ten atak, pełny insynuacji i pomówień, tylko potwierdza, że decyzja Namiestnika Chrystusowego była trafna i potrzebna. Najwyższy bowiem czas, aby Kościół krakowski przestał ulegać presji lewicujących „ekspertów” i „reformatorów”, wywodzących się głównie ze środowiska „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” i nieboszczki Unii Demokratycznej vel Unii Wolności.

    A nowemu arcybiskupowi krakowskiemu należy życzyć wytrwałości i nieugiętości, aby drogowskazem dla powierzonej mu owczarni była nadal Ewangelia, ani ble-ble sfrustrowanych podwładnych Adama Michnika czy Jerzego Baczyńskiego.

    PS. W swoim artykule red. Szostkiewicz kilkakrotnie cytuje mój blog. Bóg zapłać! za reklamę.

    10505138_1593754710904986_8948491084103374234_o

    15 grudnia 2016By Tadeusz Isakowicz-ZaleskiRozmyślania w blogu

    Kościół Kraków Jedraszewski atak lewacy papież Franciszek Watykan


    Cierpienia solidarnościowego Wertera


    Prof. Cenckiewicz ujawnia. Wałęsa 35 lat temu prosił o pantofle i piwko. Tak „cierpiał” w stanie wojennym

     

    lml

    12:05 15 grudnia 2016

    mon.gov.pl, twitter.com/Cenckiewicz

    Lech Wałęsa, dokładnie 35 lat temu, obiecał też pracę SB-kom, kiedy zostanie prezydentem. „Słowa dotrzymał” – podkreśla prof. Cenckiewicz

    Prof. Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego i członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, opublikował na Twitterze dokumenty, które pokazują, jak bardzo Lech Wałęsa „cierpiał” w stanie wojennym.

    Zobacz obraz na TwitterzeZobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    Dziś rocznica… 15 XII 81 Wałęsa poprosił o pantofle i pierwsze piwko, no i SB-ekom robotę obiecał jak prezydentem będzie – dotrzymał słowa

    09:59 – 15 gru 2016

  • 101101 podanych dalej

  • 173173 polubienia

  •  

    Źródło: twitter.com/Cenckiewicz, telewizjarepublika.pl

    Radość tuziemców z powodu zwycięstwa w Aleppo nad rebeliantami


     

    Xportal.plInformacje, Idea, Polityka15.12.2016

     

    Michał Mazur: Aleppo wyzwolone, medialna propaganda zwyciężona

    14 grudnia 2016 09:44

    W światowych mediach głównego nurtu aż roi się od doniesień nt. sukcesów syryjskiego wojska i sojuszników w Aleppo. Większość z nich została jednak zmanipulowana w rażący sposób, by naginać fakty do popieranej przez establishment tezy – że upadek zbrojnych band islamistów oznacza tragedię dla ludności miasta, zaś dla Europy kolejnych uchodźców. W rzeczywistości jednak jest inaczej: dzięki mediom społecznościowym wiadomo, że zdecydowana większość mieszkańców miasta cieszy się z sukcesów sił rządowych, a tłumy świętują na ulicach miasta:

    Według oficjalnych informacji, ostatnie ogniska oporu terrorystów zajmują już tylko około 2 procent powierzchni miasta.

    Radość panuje także w kurdyjskiej dzielnicy Szeik Maksud – rozbicie większości dżihadystów oznacza, że znacząco spadła ilość rakiet i pocisków wystrzeliwanych przezeń na wszystkie tereny miejskie (także te pod kontrolą YPG, nie tylko rządu). Kurdowie na początku grudnia brali też udział w wyzwalaniu terytoriów sąsiadujących z zamieszkiwaną przez siebie dzielnicą.

    Do Aleppo przybyli przedstawiciele państwowych mediów syryjskich, rosyjskich i irańskich (poniżej zamieszczamy nagranie wykonane przez zespół irańskiej Press TV):

    [często powtarzający się okrzyk „Allah hajir dżeisz” oznacza mniej więcej tyle, co „Boże ochraniaj Armię”]

    Co ciekawe, na miejscu jest także dwoje aktywistów z Wielkiej Brytanii, również potwierdzających powyższe obserwacje: Vanessa Beeley oraz pastor Andrew Ashdown. Przyjechali oni do miasta kilka dni temu. Nie jest to ich pierwsza wizyta w Syrii (i Aleppo) – odwiedzali oni Syrię regularnie jeszcze na wiele lat przed wybuchem wojny, toteż tym większym szokiem (i jednocześnie impulsem do większego zaangażowania) był dla nich upadek jednego z najbardziej nieskłóconych religijnie społeczeństw Bliskiego Wschodu. Nie jest to również ich pierwsza podróż po wybuchu wojny: na przestrzeni ostatnich lat mieli oni wielokrotnie możliwość rozmów ze zwykłymi Syryjczykami, a także z przedstawicielami syryjskich władz. Informacje uzyskane od jednych i drugich były ze sobą wzajemnie spójne, jednak najczęściej było tak, że obraz wyłaniający się z tych dociekań okazywał się zupełnie inny, niż prezentowany w mediach głównego nurtu.

    Nie inaczej jest obecnie, toteż na potrzeby polskiego Czytelnika pozwoliliśmy sobie zaprezentować i przetłumaczyć na polski co bardziej interesujące fragmenty ich relacji – tym bardziej, że sporo w nich aspektów opisywanych wcześniej także na łamach Xportalu. Wśród nich pojawia się także wątek grupy White Helmets (pol. Białe Hełmy), finansowanej przez establishment zachodni i wielkich spekulantów (Soros), a podszywającej się pod Obronę Cywilną Syrii. Według mediów głównego nurtu mieli oni działać aktywnie na rzecz ratowania cywilów, szczególnie w Aleppo (między innymi, to oni znaleźli się na sławnym zdjęciu przedstawiającym „cudem uratowanego” Omrana siedzącego w karetce). Jednak jak stwierdziła wczoraj Vanessa Beeley, mieszkańcy dzielnic kontrolowanych wcześniej przez „rebeliantów”, zapytywani o Białe Hełmy najczęściej nie wiedzą nawet, o kogo chodzi (podobne relacje, pojedyncze jednak, pojawiały się już wcześniej):

    Oszustwo White Helmets

    Podczas wizyty w Hanano [dzielnica wschodniego Aleppo, niedawno wyzwolona] rozmawiałam z wieloma cywilami, którzy zostali wyzwoleni od terrorystów popieranych przez państwa NATO i Zatoki Perskiej. Wszystkich ich pytałam, czy słyszeli o White Helmets. Wszyscy sprawiali wrażenie zaskoczonych takim pytaniem, większość odpowiadała, że nie.

    Nieliczni odpowiadali, że słyszeli o pracownikach, którzy nazywali siebie „obroną cywilną” i współpracowali z terrorystami. Zapytałam, czy pomagali także cywilom, tylko jeden mężczyzna powiedział, że czasami pomagali jemu i jego rodzinie.

    Zapytałam także pracowników syryjskiego Czerwonego Półksiężyca [arabski odpowiednik Czerwonego Krzyża, w Syrii działający zarówno na terytoriach rządowych jak i tzw. rebelianckich], którzy nieśli pomoc w Hanano. Twierdzili, że nigdy nie napotkali Białych Hełmów przez cały okres od kiedy pracowali w Hanano, odkąd te tereny zostały najechane i zajęte [przez terrorystów] w 2012 roku.

    Powiedziano mi także, że żaden z pracowników White Helmets nie poddał się amnestii [na którą w Aleppo zdecydowało się około 2 tys. bojowników różnych frakcji – nie licząc osób popierających ich czynnie, choć nie będących stricte członkami grup zbrojnych], co z kolei rodzi pytanie… gdzie dokładnie przebywają White Helmets? Jeśli naprawdę byliby neutralną, niezależną organizacją działającą dla dobra całej ludzkości, to dlaczego nie niosą pomocy uciekającym cywilom?

    Jeden z dowódców Gwardii Narodowej, wspomagającej syryjską armię, powiedział mi dziś wieczorem, że podczas walk o Ramousa znaleźli jednego bojownika, który miał trzy identyfikatory [ang. ID cards] w swej kieszeni: jeden od Turcji, drugi od al-Nusry [syryjskiej gałęzi al-Kaidy] a trzeci od White Helmets.

    To tylko kilkoro dzieci z niedawno wyzwolonego Hanano we Wschodnim Aleppo. Wiele z nich wznosi okrzyki „Bóg, Syria, Baszar!” Osoby rozdające jedzenie powiedziały nam, że to pierwszy dzień, kiedy dzieci nie głodują i są wreszcie najedzone. Wszyscy nasi rozmówcy twierdzili, że al-Nusra i pozostałe grupy terrorystów ukryły dla siebie zapasy żywności i lekarstw, racjonując cywilom chleb i wodę, resztę gromadząc i sprzedając im po zawyżonych cenach [faktycznie, na wielu zdjęciach, także tych nieopatrznie przesyłanych przez strony popierające „syryjską rewolucję”, tusza niektórych „rebeliantów” na tle wychudzonych cywilów bardzo rzucała się w oczy]. Częsta taktyka, gdy popierani przez NATO terroryści zajmowali terytoria w Syrii.

    Podczas gdy ONZ i dobrane doń „organizacje pozarządowe” finansowane przez rządy państw lub Sorosa płaczą nad „oblężeniem” w Hanano i innych dzielnicach Wschodniego Aleppo, widzimy przełamanie prawdziwego oblężenia. Uwięzienie dziesiątek tysięcy syryjskich cywilów wreszcie się skończyło, a dzieci wychodzą wreszcie na zewnątrz po czterech latach szorstkiego życia, naznaczonego ukrywaniem się przed zemstą terrorystów, ich brutalnością, głodem i strachem.

    Ich twarze i oczy mówiły nam wiele o okrucieństwie i biedzie, jakich doświadczyli.
    Wszystkie z nich jednak momentalnie zaczynały się uśmiechać na pytanie o to, co sądzą o wyzwoleniu przez Syryjską Armię Arabską.

    Jeden z chłopców, Mohammed, na łyżworolkach, powiedział nam w trakcie kręcenia relacji video: „czułem się jak w piekle, a teraz jesteśmy z powrotem w niebie”.

    Korporacyjne media nadal będą snuć swoje kłamstwa, ale prawda będzie je niszczyć – zwłaszcza, że prawda pochodzi od tych samych dzieci, na straży których media te rzekomo stały w ciągu ostatnich czterech lat. Godne pogardy usprawiedliwienie dla dziennikarstwa, które powinno być karalne za wykorzystywanie dzieci do promowania wojny, która te dzieci zabija.

    Bardzo ciekawe obserwacje poczynił również pastor Ashdown. Odbiorcę zagranicznego może zaskakiwać, że uniwersytet w Aleppo nie tylko działa, ale jest także w stanie zorganizować Targi Karier, niby żywcem przeniesione z zachodniego uniwersytetu – trwające trzy dni, z udziałem przedstawicieli biznesu, organizacji pozarządowych (w przypadku Syrii głównie org. humanitarnych pomagających tzw. uchodźcom wewnętrznym) oraz z ofertą szkoleniową skierowaną do studentów:

    Niestety, należy wspomnieć, że uniwersytet był wielokrotnie celem ostrzału tzw. umiarkowanych rebeliantów; w ich wyniku na przestrzeni ostatnich lat wielu jego studentów i pracowników straciło życie. Bomby i pociski islamistów spadały (i póki co, spadają nadal – choć teraz już z mniejszą częstotliwością) także na pozostałe tereny cywilne; pomimo tego obywatele jak i władze starają się, by życie codzienne wyglądało w miarę normalnie.

    Przeczuwałem, że przybyłem do Aleppo w historycznej chwili, a dziś wieczorem myślę, że to prawda.

    Przez całą noc trwał nieustający ostrzał ostatnich enklaw rebeliantów, które wszystkie widzę z mojego pokoju hotelowego. Co kilka sekund ogromne eksplozje rozdzierają powietrze i rozświetlają nocne niebo, przeplatając się z seriami strzałów. Widzę pociski smugowe i ślady rakiet trafiających w cel.

    To jest przerażające, nieugięty i długotrwały atak, który trwa już od godziny. Obserwuję i słucham ze smutkiem i nie do końca jasnymi uczuciami. Odczuwam smutek, bo jako duchowny mam wstręt do przemocy, nienawiści i konfliktu, myślę o cywilach uwięzionych w tym piekle  i zastanawiam się, ilu z nich umiera – ponieważ jak każdy inny, chcę tylko spokoju. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat słuchałem głosów zwykłych Syryjczyków, których krzyki i przemoc z rąk ugrupowań ekstremistycznych wspieranych przez społeczność międzynarodową zostały zignorowane przez świat zewnętrzny; oraz których cierpienie w konflikcie zostało wykorzystane i spotęgowane przez arogancką bezkompromisowość i okrutną determinację międzynarodowej polityki, która nie ma nic wspólnego z prawami człowieka czy interesami Syryjczyków.

    Faktem jest, że w całym kraju i wśród mieszkańców Aleppo – w tym tych, którym w końcu udało się uciec z obszarów kontrolowanych przez terrorystów, przynoszących straszne opowieści o niegodziwościach doświadczonych od nich – każdy chce zobaczyć terrorystów pokonanych i zakończenie wojny. Niezależna dziennikarka Vanessa Beeley przeprowadziła wczoraj wywiad z pewną kobietą, która uciekła ze wschodniego Aleppo kilka dni temu i której ośmioletnia córka została zabita, a mąż postrzelony przez „rebeliantów”, i która widziała, jak terroryści postrzelili w usta kobietę proszącą ich o żywność. Jej rozmówczyni powiedziała „mam nadzieję, że Armia nie okaże im żadnej litości. To zwierzęta i zasługują na śmierć.”

    Społeczność międzynarodowa wzywa do zawieszenia broni. Dlaczego właśnie teraz, gdy syryjska armia czyni wielkie postępy, fetowane przez mieszkańców Aleppo, a każde zawieszenie broni do tej pory było wykorzystywane do zaopatrywania terrorystów? Ostatnie zawieszenie broni, dwa tygodnie utrzymywane przez rząd, było regularnie łamane przez „rebeliantów” ostrzeliwujących zachodnie Aleppo [pod kontrolą rządu]. Dziesiątki niewinnych cywilów zostało przezeń zabitych i rannych. To nie Rząd atakuje swoich obywateli. Przed sobą mam miasto, w którym, tak jak na innych terenach pod kontrolą rządu, cywile różnego wyznania i pochodzenia etnicznego żyją ze sobą w zgodzie.

    Stoję kilka kilometrów od strefy walki, ale jestem bezpieczny. Bombardowanie odbywa się nie w całym mieście, ale tylko w tych małych enklawach miejskich, gdzie nadal siedzą „rebelianci”. Większość osób cywilnych, które były w stanie uciec z tych obszarów jest pod opieką w ośrodkach prowadzonych przez rząd i syryjski Czerwony Półksiężyc, korzystają także z pomocy dostarczanej przez Rosjan. Wszyscy mówią o „rebeliantach” strzelających do tych, którzy próbowali opuścić okupowane przez siebie dzielnice. (Niewielu słyszało cokolwiek o „Białych Hełmach”, a ci, którzy słyszeli cokolwiek mają o nich niewiele dobrego do powiedzenia, gdyż tamci współpracowali z terrorystami).

    Więc stoję tutaj, oglądając walkę z mieszanymi, głęboko sprzecznymi uczuciami … smutkiem z powodu utraty życia tak wielu ludzi, jednocześnie odczuwając tak jak wielu innych w tym mieście, że rząd syryjski został pozbawiony innego wyboru.

    Rozwiązanie polityczne można będzie znaleźć dopiero gdy walka ustanie, ale jest jasne, że tak długo, jak popierani przez Zachód, powiązani z Al-Kaidą terroryści będą działać, nie będzie pokoju w mieście i kraju. Wierzcie mi, że większość Syryjczyków popiera armię. Zachodnich rządów i mediów nie interesuje, by posłuchać zwykłych Syryjczyków; chcą tylko realizować swoje własne programy, sprawiając, że brutalny konflikt i cierpienia po wszystkich stronach trwają już zbyt długo. Oglądając bezlitosną walkę odbywającą się na moich oczach, czuję, że niestety nie ma innej opcji.

    A kiedy walka się skończy, w Aleppo i w innych częściach kraju, zacznie się bez wątpienia trudne i bolesne zadanie odbudowy życia ludzkiego.


    W mediach społecznościowych krąży też zdjęcie bliżej nieznanego autora. Nie jest ono zbyt dobrze wykadrowane, jego jakość również pozostawia wiele do życzenia. Pomimo tego, ma ono pewną wartość artystyczną – z uwagi na przedstawianą sytuację, złapaną w kadr chwilę. I emocje, które oddaje. Widzimy nań rozradowanych chłopców z Aleppo, grających w piłkę z… żołnierzem Hezbollah. To są ci „terroryści” popierający „reżim”, „dziesiątkujący cywilów” itd. – jak usłużnie (dez)informują nas zachodnie media głównego nurtu i aktywiści Sorosa.

    aleppo-football

    (oprac. i tłum. M. Mazur)

    Aleppo 13-12-2016 meczet

    Media przyzwyczajają Niemców do klęsk swojej polityki


    Deutsche Welle

    PRASA

    Niemiecka prasa: Trzeba przyzwyczaić się do takich zbrodni wojennych jak w Aleppo

    Komentarze o konflikcie syryjskim i tragedii Aleppo w czwartkowych (15.12.2016) wydaniach niemieckiej prasy są pełne rezygnacji.

    Syrien Krieg - Kämpfe in Aleppo, Regierungstruppen (Reuters/O. Sanadiki)

    „Volksstimme” z Magdeburga pisze: „Zbliżające się zdobycie Aleppo będzie dla syryjskiego prezydenta Asada jednym z większych triumfów od momentu rozpoczęcia wojny domowej w roku 2011. Jego oddziały mają wolną rękę, nikt nie może ich już powstrzymać. Wschodnia część Aleppo zamieniła się w piekło, z którego nie zdołają wydostać się dziesiątki tysięcy ludzi. Apele o przyjście im z pomocą przechodzą bez echa, Rada Bezpieczeństwa ONZ jest gremium godnym pożałowania a Zachód się skompromitował. A przecież Baszar al-Asad i jego armia byłyby niczym bez wojskowego wsparcia ze strony Rosji i Iranu. Tylko te dwie siły byłyby w stanie pohamować syryjskiego prezydenta. Ale nie robią tego we własnym interesie. Już teraz wytyczane są strefy wpływu, jakie w przyszłości obowiązywać będą w Syrii czy tam, gdzie coś po niej pozostanie. Nikt już właściwie nie wierzy, że po wojnie domowej znowu powstanie spójne syryjskie państwo. Nawet jeżeli Asad akurat jest górą, dużych części kraju nigdy nie będzie on w stanie kontrolować”.

    „Stuttgarter Zeitung” podkreśla, że „Przegranym bitwy o Aleppo jest także Zachód. Nic nie da lament, że tak bardzo ponoć kierująca się zasadami moralnymi wspólnota międzynarodowa znowu zdradziła swoje wartości jak człowieczeństwo, demokracja i wolność. To hańba! Ale pójdzie to tak samo szybko w niepamięć jak masakra sprzed trzech lat w Homs, którą Zachód już dawno wyparł z pamięci”.

    „Landeszeitung” z Lüneburga uważa: „Będziemy musieli przyzwyczaić się do takich zbrodni wojennych jak w Aleppo. Tak długo jak Putin będzie chronił swoich despotów, Rada Bezpieczeństwa ONZ będzie bezzębnym tygrysem. Chiny nie są jeszcze w stanie interweniować jako strzegące porządku i ładu mocarstwo. Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa nie mają zamiaru przyczepić sobie na piersi gwiazdy globalnego szeryfa. Jest to idealny czas, aby mogli wyszaleć się sadystyczni mordercy w warunkach nieludzkiej wojny religijnej”.

    „Die Zeit” zaznacza: „Niektórzy zachodni politycy najchętniej domknęliby teraz Syrii wieko trumny i napisali na nagrobku ‘Niestety nie możemy nic zrobić’. Ale tak prosto Europa i Niemcy nie wykręcą się z tego. W Syrii wciąż jeszcze duże obszary kraju są w rękach opozycji. Wciąż jeszcze 36 miejscowości z prawie milionem mieszkańców jest oblężonych, a gdzie indziej też spadają bomby rozpryskowe. A na stole są jeszcze wszystkie te opcje, po które przez tchórzostwo nikt do tej pory nie sięgnął: mosty powietrzne z transportami pomocy, sankcje przeciwko syryjskim i rosyjskim odpowiedzialnym za zbrodnie wojenne a nawet groźba interwencji militarnej, by zapobiec bombardowaniom ludności cywilnej. Rewolucja jest może przegrana, ale wciąż jeszcze można uratować setki tysięcy ludzi”.

    „Die Welt” pisze: „Aleppo oznacza coś więcej niż miasto umierające w wojnie domowej. Aleppo, podobnie jak Sarajewo, stało się synonimem grozy. Jest to synonim masowych zbrodni, rzezi, zagłodzenia i śmierci ludzi, i to nie gdzieś w utajnieniu, tylko na oczach całej światowej opinii publicznej. Do tej pory wojna w Syrii pochłonęła 400 tysięcy ofiar. W samym Aleppo jest ich szacunkowo ponad 30 tysięcy i liczby te będą dalej rosły”.

    Opr.: Małgorzata Matzke

    USA wpychają Polskę na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ


    Kraj

    WYDARZENIAKRAJŚWIAT

    Bułgaria zrezygnowała z walki o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Na korzyść Polski

    Dodano wczoraj 20:33 7 3 16

    Rada Bezpieczeństwa ONZ, Nowy Jork

    Rada Bezpieczeństwa ONZ, Nowy Jork / Źródło: Wikipedia / Neptuul/CC BY-SA 3.0

    Bułgaria wycofała swoją kandydaturę na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ na rzecz Polski – podał portal EurActiv.com, który dotarł do listu w tej sprawie napisanego przez ministra spraw zagranicznych Daniela Mitova.

    Europa Wschodnia na lata 2018-2019 miała tylko dwóch kandydatów – Polskę oraz Bułgarię. W związku z wycofaniem się rządu w Sofii, Polska ma zatem zagwarantowany mandat. Bułgaria miała podjąć decyzję o wycofaniu kandydatury już we wrześniu 2015 roku. W zamian Polska miała wesprzeć kandydata Sofii na sekretarza generalnego ONZ. Finalnie jednak sekretarzem został Portugalczyk Antonio Guterrres. Portal EurActiv pisze, że Bułgaria wycofała się z kandydowania na wniosek Stanów Zjednoczonych.

    Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych co roku wybiera pięciu z dziesięciu niestałych członków. Członkowie niestali wybierani są na okres 2 lat, co roku skład połowy z nich jest odnawiany. W celu zapewnienia geograficznej reprezentatywności, określona liczba miejsc jest zarezerwowana dla każdej z pięciu nieoficjalnych regionalnych grup państw członkowskich ONZ.

    Do pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ należą Chińska Republika Ludowa, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. W latach 1946–1971 miejsce Chin zajmowała Republika Chińska, jednakże po tym czasie utraciła członkostwo w ONZ na rzecz ChRL. W latach 1946–1991 stałym członkiem był ZSRR, którego sukcesorem została Rosja.

    Mandat niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ najdłużej pełniły Japonia (20 lat), Brazylia (20 lat) i Argentyna (16 lat). Polska była członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ pięciokrotnie, zasiadając w niej w sumie przez 9 lat.

    / Źródło: EurActiv, wprost.pl

    Niemcy płacą frycowe za żywiołową politykę imigracyjną


     

     

    NIEMCY: DOMNIEMANY MORDERCA STUDENTKI BYŁ WCZEŚNIEJ KARANY W GRECJI

    ŚWIAT

    47 minut temu

    Uchodźca z Afganistanu, który podejrzany jest o zgwałcenie i zamordowanie studentki we Fryburgu, był wcześniej karany w Grecji za usiłowanie zabójstwa, jednak zwolniono go po roku z więzienia. Policja potwierdziła w czwartek informację podaną przez prasę.

    Do morderstwa studentki doszło we Fryburgu /AFP

    Do morderstwa studentki doszło we Fryburgu /AFP

    Porównanie odcisków palców podejrzanego Afgańczyka z odciskami zapisanymi w greckim banku danych wykazało, że chodzi o tego samego sprawcę – powiedziała rzeczniczka policji we Fryburgu, na południowym zachodzie Niemiec.

     

    17-letni Hussein K. przebywa od półtora tygodnia w areszcie śledczym w Niemczech w związku z podejrzeniem o zgwałcenie i zamordowanie w połowie października 19-letniej studentki wracającej w nocy z dyskoteki.   

    Jak podał dziennik „Sueddeutsche Zeitung”, rzekomy sprawca skazany został w maju 2014 roku na karę 10 lat pozbawienia wolności w Grecji, gdzie napadł i ciężko zranił młodą kobietę. Afgańczyk wyszedł na wolność już w październiku 2015 roku. Miał zgłaszać się regularnie na policję, jednak nie dopełnił tego obowiązku.  

    Z danych niemieckiego MSW wynika, że Husajn (Hussein) K. zgłosił się 12 listopada 2015 roku na policję we Fryburgu w Badenii-Wirtembergii i poprosił o azyl. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Niemieckie władze pobrały od niego odciski palców, jednak kontrola w systemie Eurodac, w którym znajdują się dane osób starających się o azyl w UE, nie wykazała nic podejrzanego.

    Grecka adwokat, która broniła imigranta w procesie w Grecji, potwierdziła, że chodzi o jedną i tę samą osobę. Jak zaznaczyła, podczas poprzedniego procesu sprawca podał, że urodził się 1 stycznia 1996 roku, miałby więc obecnie nie 17, lecz 20 lat.

    „Sueddeutsche Zeitung” przyznaje, że przypadek Afgańczyka jest dowodem na utracenie przez niemieckie władze w zeszłym roku kontroli nad strumieniem uchodźców.

    PAP

    Heroinowa afera międzynarodowa


     

    AKCJA ​CBŚP: ZATRZYMANIA W ZWIĄZKU Z PRZEMYTEM HEROINY Z IRANU DO EUROPY

    POLSKA

    38 minut temu

    Kilku członków grupy przestępczej podejrzewanej m.in. o przemyt ponad 180 kg heroiny z Iranu przez region Morza Czarnego, Polskę do Europy Zachodniej zostało zatrzymanych w Polsce, Niemczech i Belgii – dowiedziała się w czwartek PAP w CBŚP.

    Zdj. ilustracyjne /Stanisław Kowalczuk /East News

    Zdj. ilustracyjne /Stanisław Kowalczuk /East News

    To wspólna akcja funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji i agentów niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego BKA.

     

     

    „W sumie w akcji uczestniczyło 200 funkcjonariuszy, w tym użyto sił specjalnych jednostek policji. Zatrzymania miały miejsce w Polsce, Niemczech i Belgii” – powiedziała w czwartek PAP rzeczniczka CBŚP kom. Agnieszka Hamelusz.

    Zatrzymani mają od 24 do 64 lat. Są podejrzewani o udział m.in. w transportowaniu heroiny w ilościach dochodzących do kilkuset kilogramów – poinformowała.

    W Niemczech zatrzymania miały miejsce w Wuppertalu, Solingen, Dusseldorfie i Oldenburgu.

    W Polsce działania przeprowadzono na Dolnym Śląsku pod nadzorem wydziału zamiejscowego ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji prokuratury we Wrocławiu.

    „Akcja skoordynowana była na skalę międzynarodową, a śledztwo prowadzone jest przez prokuraturę w niemieckim Wuppertal” – powiedziała rzeczniczka CBŚP.

    Grupa podejrzewana jest m.in. o przemyt łącznie ponad 180 kilogramów heroiny z Iranu do Europy Zachodniej. „Ponadto grupa miała organizować transporty narkotyków – kokainy, tabletek ekstazy i marihuany na szlaku bałkańskim oraz z Holandii do Polski” – powiedziała Hamelusz.

    „Dzięki dobrej współpracy z organami ścigania kilku krajów policjanci wykryli duże transporty narkotyków w innych krajach m.in. w Niemczech, Chorwacji, Bułgarii i Rumunii. Ze względu na trwające śledztwo nie można na obecnym etapie udzielić innych informacji” – dodała.

    Grzegorz Dyjak

    PAP

    Polityczne figury retoryczne skierowane przeciw Polsce



    INTERIA

     

    PO ODETNIE SIĘ OD SŁÓW LEWANDOWSKIEGO O ALEPPO I WARSZAWIE?

    POLSKA

    1 godz. 39 minut temu

    Czy Platforma Obywatelska odetnie się od słów europosła Janusza Lewandowskiego o Aleppo i Warszawie? Tego domagają się posłowie Prawa i Sprawiedliwości.

    Europoseł PO Janusz Lewandowski /Piotr Guzik /FORUM

    Europoseł PO Janusz Lewandowski /Piotr Guzik /FORUM

    PiS zaapelował w czwartek do PO o odcięcie się od słów europosła Janusza Lewandowskiego dotyczących sytuacji w Aleppo i na ulicach Warszawy. Lewandowski powiedział w środę w Strasburgu, że „Parlament Europejski jest w gorączce wyborczej, patrzy na Aleppo i powinien patrzeć na ulice Warszawy”.

     

     

    „Trzeba ponosić elementarną odpowiedzialność za słowa. Nie można tego rodzaju figur retorycznych wygłaszać. Apelujemy do PO o zdecydowane odcięcie się od tej wypowiedzi” – powiedział na porannej konferencji prasowej w Sejmie Michał Dworczyk (PiS). 

    Rzeczniczka PiS Beata Mazurek powiedziała, że chce uzyskać odpowiedź opozycji, jak odniosą się do apelu liberałów i skrajnej lewicy w PE, by nałożyć na Polskę sankcje w myśl art. 7 traktatu UE. „To gra polityczna wykorzystywana przeciwko polskiemu rządowi” – podkreśliła Mazurek.

    W środę po południu Parlament Europejski debatował o sytuacji w Polsce. Liberałowie, Zieloni i socjaliści w PE zaapelowali do Komisji Europejskiej o podjęcie kolejnych kroków w prowadzonej wobec Polski od stycznia procedurze w sprawie praworządności i uruchomienie artykułu 7. traktatu UE. Pozwala on na sankcje wobec kraju członkowskiego za naruszanie zasaddemokracji, w tym zawieszenie prawa głosu. Sankcje wymagałyby jednak jednomyślnej zgody przywódców państw UE.

    Na wcześniejszej konferencji prasowej europosłów Platformy Obywatelskiej i PSL w europarlamencie w Strasburgu Janusz Lewandowski powiedział, że „Parlament Europejski jest w gorączce wyborczej, patrzy na Aleppo i powinien patrzeć na ulice Warszawy”.

    Mieszkańcy Europy manifestują wsparcie dla Syryjczyków

    PAP