Napchać bankierom kieszenie


Sputnik Polska 

10 GRUDZIEŃ 2016

Napchać bankierom kieszenie

© AP Photo/ Czarek Sokolowski GOSPODARKA 18:51 10.12.2016Krótki link Tadeusz Jasiński 8269340 Wszystkie dotychczasowe programy mieszkaniowe III RP miały jeden cel – napchać kieszenie bankierów pieniędzmi biednych i średnio zarabiających ludzi. Bogatych na żer banków nie wystawiano, bo bogaci nie musieli zaciągać kredytów. Banki zarabiały na deweloperce po trzykroć. Dostawały od państwa jakieś promile ceny mieszkania zwane pomocą publiczną, wsparciem w spłacie odsetek, czy nawet ulgą mieszkaniową. Wbrew temu się co może wydawać, ten kapitał wędrował w znakomitej większości do banków, a nie do deweloperów. Dlatego, że firma budująca domy nie robi tego za forsę klienta, czy własną. Nie, ona zaciąga kredyt. Pożyczkę i odsetki spłaci klient przy wsparciu jakiejś „Rodziny na swoim”, czy „Mieszkania dla młodych” z zaciągniętego przez siebie kredytu. © AFP 2016/ JANEK SKARZYNSKI Matka rządzi Policzmy. Osoba, która kupuje mieszkanie spłaca zatem pożyczkę swoją, pożyczkę dewelopera i oddaje w podatkach to, co niby dostała jako wsparcie państwa. Wsparcie, dzięki któremu mnóstwo ludzi dało się złapać w pułapkę hipotecznego niewolnictwa. Tak, niewolnictwa, bo przecież mieszkanie stanie się własnością takiej osoby dopiero gdy kredyt będzie spłacony, czyli po 30-latach. Do tego momentu mieszkanie jest własnością banku. I nikogo nie obchodzi, czy ktoś, kto spłaca kredyt jest zdrowy, czy ma pracę, czy jego dzieciom nie przydarzyło się jakieś nieszczęście. Nie, dzięki państwowej pułapce mieszkaniowej, co miesiąc na rachunek banku ma wpływać kasa. Zdawało się, że Szydło to zmieni. Ogłosiła program budowy tanich mieszkań na wynajem — Mieszkanie Plus. Czynsze tych mieszkań miały być konkurencyjne, w przedziale 10-20 zł, za metr kwadratowy miesięcznie. To naprawdę dobry pomysł, powodujący, że jak kogoś stać na większe mieszkanie, bo jest zdrowy i ma pracę, to je ma. A jak mu się pogorszy, to wynajmuje coś o wiele tańszego. Wynajmowanie mieszkania dawałoby ludziom wolność podróżowania za pracą po kraju, pozwalało myśleć o przyszłości niezagrożonej widmem zajęcia mieszkania przez bank, gdy nie da się rady obsługiwać kredytu. Tyle, że o państwowych mieszkaniach na wynajem zrobiło się cicho. Głośno zapowiedziano natomiast kolejne naganianie bankom chętnych na pożyczki hipoteczne. © ZDJĘCIE: IGOR MOTOWIŁOW Doktryna szoku a la PiS © REUTERS/ ARND WIEGMANN Euro leci w dół W przyszłym roku ma być ustawa, według której Polacy mają zacząć oszczędzać na cele mieszkaniowe, w ramach Indywidualnych Kont Mieszkaniowych. Państwo za systematyczne oszczędzanie dopłaci premię. Rząd obiecuje, że będzie ona wyższa niż obecnie proponowane oprocentowanie lokat w bankach. Z zapowiedzi przedstawicieli ministerstwa budownictwa wynika, że może być to 5 proc. od kwoty oszczędności do maksymalnej wysokości 8 tys. zł rocznie. Oszczędzający musiałby odkładać przynajmniej przez 5 lat. Oznaczałoby to, że w sumie po 5 latach cała państwowa premia wyniosłaby maksymalnie do 2000 zł. Bank zarobi na niskim oprocentowaniu takich kont, skasuje też w ramach spłaty premię, wydrze co swoje od kredytu dla dewelopera, i zedrze skórę z lokatora należącego do banku mieszkania. Mateusz Morawiecki nie po to był wiele lat prezesem jednego z banków, by teraz dał tej branży po łapach. A PiS — tak jak jego poprzednicy — sprawi, że państwo znów stanie się największym naganiaczem ofiar banksterstwa. Tadeusz Jasiński, polski publicysta, Warszawa Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.
Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/gospodarka/201612104396753-Napchac-kieszenie-bankierow/

Kamienie w Auschwitz-Birkenau


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

 

Kamienie w Auschwitz-Birkenau

auschwitz.jpg
„Auschwitz-Birkenau to miejsce, na którym nie tak dawna karta historii odcisnęła pieczęć nieludzkiego wynalazku – machiny, której zadaniem było szybkie, sprawne, tanim kosztem, pozbywanie się mniejszych i większych społeczności ludzkich. Z nakazu Wodza, ukazującego się na tle swastyki, miały ulec likwidacji. Były zbędne” – pisze Irena Stopierzyńska

Kamienie wołać będą [Łk 19,40]
Kolumna samochodów osobowych opuszczała obóz w Auschwitz. W jednym z nich siedział papież Franciszek. Przymknął powieki. Przypomnienie tego, co widział i co odczuł dowodziło, że są takie miejsca i bywa taki czas, gdy piekło rodzi się na ziemi, a znajdując popleczników i gorliwych wykonawców okrutnych, ponurych scenariuszy, rozrastało się szybko w złośliwego raka cywilizacji. Ojca świętego Franciszka przeprowadzano od miejsca do miejsca szczególnie naznaczonych bezdusznym, niezrozumiałym okrucieństwem. Zapalił znicz przy ścianie codziennych egzekucji. Później w celi śmierci Maksymiliana Kolbe długo się modlił, a gdy go poproszono o wpis do księgi, napisał:

Panie, miej litość nad Twoim ludem.
Panie, przebacz tyle okrucieństwa.


Kolumna samochodów zmierzała do Birkenau – jeszcze jednej stacji męczeńskiej drogi dla wielu tysięcy skazanych przez najbardziej zwyrodniałą ideę w historii ludzkości. Auta przystanęły przed już otwartą bramą. Tu też kończył się tor kolejowy dowożący pociągi do obozu. Tu też był kres podróży dla stłoczonych w wagonach pasażerów. Dzielono ich na dwie grupy: na tych, co jeszcze nadawali się do ciężkiej pracy fizycznej i na tych, którzy do tego się nie nadawali.
Czy papież Franciszek wiedział dokąd niezwłocznie prowadzono tych drugich? Z pewnością tak. Wiedział, co nazywano łaźnią; przed wejściem do niej należało zostawić bagaż i odzież. Wiedzieli też inni, różni, także ci od zatrzaskiwania drzwi.

Żadne dźwięki z tej łaźni nie powinny były dotrzeć do uszu wyszkolonych w procederze – ani przekleństwa, ani błagania Boga o ratunek, ani cichnący szloch dzieci. Interesowała ich cisza. Wyczekiwali na nią. Chcieli być pewni, że ładowane na ciężarówki zwłoki, by dostarczyć je do krematorium, nie obciążą ich oskarżeniem, a gasnący wzrok nie rozpozna kim naprawdę są…


Dostojny gość w bieli, na tle kilkunastu czarnych garniturów ochrony, wszedł na teren cmentarzyska. Przystanął na obszernym placu, który został otoczony pustymi „sarkofagami”, pustymi, gdyż i tak by nie pomieściły prochów rozsypanych na tej ziemi.

Plac okalała bujna, wypielęgnowana zieleń. Niższe i wyższe żywopłoty, równo przycięte, a za nimi wysokie drzewa przypominały miejski park… Tworzyły parawan między tym, co stanowiło ostatni etap działań barbarzyńskiej cywilizacji śmierci, a dzisiejszym użytkowaniem tej przestrzeni. Dość częste odbywają się ceremonie oddania czci i wyrazów pamięci przez delegacje z wielu krajów.

Plac pokrywał bruk z dużych, ledwie ociosanych kamieni. Nie przylegały do siebie dokładnie, nie tworzyły gładkiej powierzchni. Były częścią zamysłu twórców tego placu, jako pomnika pamięci o popiołach zalegających grubą warstwą na tej przestrzeni, niewidocznych, bo ukrytych pod warstwą ziemi. Ojciec święty w skupieniu przechodził wzdłuż „sarkofagów”. Zatrzymał się przy nieco wyższym postumencie. Odczytał w milczeniu napis, który głosił:

Niech krzykiem rozpaczy będzie to miejsce!
Ojciec święty ustawił zapalony lampion i pochyliwszy głowę modlił się. Ciszę przerwał głośny, zawodzący śpiew kantora. Był to błagalny psalm 130 śpiewany w języku hebrajskim. Odczytano go również po polsku:

Z głębokości wołam do Ciebie, Jahwe,
O Panie, usłysz mój głos.
Niech uszy Twoje będą otwarte
Na głos mojej modlitwy.
Jeśli będziesz zważał na winy, o Jahwe,
Któż się, Panie, ostać zdoła?
Ale u Ciebie jest przebaczenie,
Aby Cię czczono z bojaźnią.[…]


Birkenau to nie jest zwyczajny cmentarz, to nie mogiły, do których składano z poszanowaniem ciała zmarłych: ze łzami, modlitwą i wiązanką kwiatów.
Auschwitz-Birkenau to miejsce, na którym nie tak dawna karta historii odcisnęła pieczęć nieludzkiego wynalazku – machiny, której zadaniem było szybkie, sprawne, tanim kosztem, pozbywanie się mniejszych i większych społeczności ludzkich. Z nakazu Wodza, ukazującego się na tle swastyki, miały ulec likwidacji. Były zbędne.

W kręgach tej władzy nie używało się głośno, jawnie terminów „uśmiercanie”, „likwidacja”. Nacisk kładziono na sprawność działania, jakby ta sprawność była celem samym w sobie. Od personelu wymagano dokładności, porządku i dyscypliny. Machina nie mogła się zaciąć. Opracowana przez naukowców technologia sprawdziła się, więc – jak grzyby po deszczu – pojawiały się na mapie krajów okupowanych nowe obozy koncentracyjne z gotowym, wypracowanym regulaminem porządku dnia i podobnymi efektami niewolniczej pracy.


Ktoś z otoczenia papieża podszedł do niego. Należało jechać dalej, bo program dnia był napięty. Czekał na Ojca świętego Kraków i mrowie radosnych uczestników Światowych Dni Młodzieży.
Ruszyli wszyscy razem ku bramie. Każdy patrzył pod nogi. Tutejsze kamienie, mało ogładzone, muszą być twarde, niezbyt ugrzecznione, są przecież strażnikami tego miejsca.

Irena Stopierzyńska
Myśl Literacka, grudzień 2016

Co tam panie w polityce?


SOBOTA, 10 GRUDNIA 2016, 19:52:30

 

Obserwator polityczny

 

Co tam panie w polityce. Czyli polskie rozmowy bez sensu

10 GRUDNIA 2016 04:25 KOMENTARZY: 6 AUTOR: ADAM JASKOWAAA

graf. red.Koniec roku podobno sprzyja podsumowaniom, być może ze względu na dłuższą przerwę od rzeczywistości jaką sobie fundujemy z okazji długich świąt. Każdy świętuje co tam chce a przy okazji , czyta robi, podsumowania.

W polityce podobnie tym bardziej, że rok kalendarzowy nieomal zgrał się z rokiem politycznym. Jeśli coś mnie zaskoczyło, odrobinę w tym roku to raczej wypadki zagraniczne.

Zresztą, polityka zaskakuje jedynie niedoinformowanych, naiwnych oraz trwale nie przyjmujących do swojej świadomości otaczającej ich rzeczywistości.

No może jednak zaskoczyła mnie aktywizacja kobiet i zebranie ponad 200 tysięcy podpisów pod projektem ustawy liberalizującej ustawę antyaborcyjną. Pardon ustawę o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Do dziś nie wiem co się na to złożyło i niewiele jest informacji na ten temat.

Wracając nomen omen do naszych baranów czyli do polityki. PiS będzie rządził długo i nieszczęśliwie, aż do śmierci prezesa albo do czasu aż się rozpadnie albo do wybuchu wojny. W zależności od tego , która z tych rzeczy wydarzy się wcześniej.

Nie napisałem do czasu, aż przegra wybory i władzę obejmie opozycja bo dziś uważam to za niemożliwe.

Po pierwsze nie ma jednej opozycji. Po drugie nic nie wskazuje na to by opozycyjne partie wiedziały jak to zrobić. Po trzecie nie bardzo widać by chciały to zrobić. Po czwarte nie bardzo widać, by rozumiały rzeczywistość lepiej niż PiS. Nie obali tez rządów PiS-u KOD bo i jego dotyczą 4 powyższe punkty.

Do pierwszych wyborów zostały niecałe dwa lata. W 2018 kończy się kadencja władz samorządowych i rozpocznie się batalia o sejmiki wojewódzkie, powiaty i duże miasta. Walka bardziej niż na śmierć i życie bo o władzę i pieniądze. Dziś wygląda na to, że opozycyjne ugrupowania będą rywalizowały z obozem PiS pojedynczo. Jeśli tak, to na większości frontów polegną a PiS osiągnie swój cel czyli nieomal pełnię władzy.

Politycy opozycyjni też osiągną częściowe sukcesy bo część z nich obroni swoje mandaty w sejmikach i radach. W sumie będziecie państwo zadowoleni. Czyż nie? Czy mogłoby być inaczej? Może gdybyśmy mieli innych polityków, albo gdyby zmądrzeli. Gdyby zaczęli dostrzegać dobro wspólne i o nim mówić. Gdyby zaczęli odróżniać cele strategiczne od taktycznych. Gdyby byli zdolni do zawierania taktycznych sojuszy. W tym elemencie grupa PiS-u jest lepsza.

Takim kompromisem mogłoby być wystawienie jednej listy „antypis” w wyborach samorządowych. Hipotetycznie powinno to nie być takie trudne, bo wszyscy mówią, że samorządy nie powinny być polityczne. Twierdzenie to jest nonsensem, jeśli nie oszustwem, bo samorządy też realizują założenia polityki państwa. Jeśli więc samorządy nie powinny być polityczne to państwo też nie. Logiczne?

Każda koalicja jest kompromisem, każdy kompromis powinien być zawarty w oparciu o cele do zrealizowania. Najlepszą podstawą potencjalnej koalicji powinna stać obrona konstytucji. Ale nie obrona zapisanych w niej instytucji, tylko obrona lub wręcz restytucja zapisanych w  niej praw i wolności obywatelskich.

Jeśli da się wyciągnąć jakieś nauki z naszej historii, to jedna z nich mogłaby mówić, że sam „Centrolew” nie wystarczy. Nie wystarczy, bo cały okres restauracji po roku 1989 był nastawiony na niszczenie idei lewicowych. I to się nieomal udało. Polskie społeczeństwo swoje socjalne, lewicowe potrzeby realizuje poprzez populistyczne prawicowe programy, a przynajmniej tylko takie ma do dyspozycji.

Po stronie „antypis” musiałby powstać „centro-prawo-lew” pod czapką KOD-u lub bez czapki. Celem takiego tworu byłoby zatrzymanie PiS-u i przygotowanie bloku do wyborów parlamentarnych. Taki blok musiałby by mieć, żeby zrealizować swój cel, program co najmniej zbliżony do czegoś na kształt programu SLD. Tylko wtedy taki blok miałby cień szansy na odsunięcie PiS-u od władzy. Swoje neoliberalne koncepcyjne PO z Nowoczesną mogą sobie… w pamiętnikach zapisać. Jak będzie?

Chyba raczej inaczej. Przyszła czarna zima i nie odpuści. Przez co najmniej kilka sezonów.

Upadek medialnej legendy


 Gazeta wSieci

 

„wSieci” odsłania kulisy sprawy Piniora

opublikowano: 9 grudnia 2016

 

"wSieci" odsłania kulisy sprawy Piniora

Człowiek, który dzień przed stanem wojennym ukrył 80 mln zł należące do „Solidarności”, by nie przejęły ich komunistyczne władze, dziś podejrzany jest o przyjęcie łapówek – pisze na łamach „wSieci” Wojciech Biedroń w artykule poświęconym kulisom sprawy Józefa Piniora i działań CBA i prokuratury wokół tej postaci.

Czego dotyczą zarzuty?

„Pinior jest podejrzany o przyjęcie korzyści majątkowej w kwocie 40 tys. zł w zamian za załatwienie w instytucjach państwowych i samorządowych korzystnego rozstrzygnięcia spraw biznesmena inwestującego na Dolnym Śląsku. Za taki czyn grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Usłyszał też zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 6 tys. zł za podjęcie się załatwienia koncesji na wydobywanie kopalin oraz powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych” — czytamy.

Red. Wojciech Biedroń opisuje również kulisy postępowania dotyczącego Piniora:

„Zdaniem naszych informatorów Pinior, który do 2015 r. był senatorem PO, stworzył rodzaj dworu, którym się otaczał. Należeli do niego biznesmeni, współpracownicy i urzędnicy różnych szczebli lokalnej władzy na Dolnym Śląsku.Razem z Józefem P. zatrzymano także niejakiego Mirosława T., biznesmena w branży hotelarskiej. T. jest dobrze znany dolnośląskiemu wymiarowi sprawiedliwości. We wrześniu 2014 r. został skazany za wyłudzenie 700 tys. zł od innych przedsiębiorców. Obiecywał im kontrakt na budowę hotelu w Oslo. – Takie „księstwo dolnośląskie”. Samiznajomi, ludzie, którzy wiedzieli, że słowo senatora dużo znaczy i dzięki jego koneksjom można sporo załatwić. Czuli się bezkarnie. Nawet nie zadbali o dyskrecję, swobodnie rozmawiając o łapówkach przez telefon – opowiada nam jeden ze śledczych”.

Jak czytamy w artykule „wSieci”, już jesienią ubiegłego roku można było zatrzymać senatora oraz jego współpracownika. Dlaczego tak się nie stało?

„Zdaniem naszych rozmówców, były szef CBA Paweł Wojtunik mógł celowo wstrzymać działania agentów Biura” — zaznacza.

"To są tak naprawdę karalne wezwania. To nawoływanie do puczu, rebelii"


 

wPolityce.pl

 

„Absurdem jest pan Kijowski”. Karczewski o apelu lidera KOD: „To są tak naprawdę karalne wezwania. To nawoływanie do puczu, rebelii”

opublikowano: 8 godzin temu

fot. PAP/Jacek Turczykfot. PAP/Jacek Turczyk

W swojej dotychczasowej pracy w parlamencie Stanisław Piotrowicz dał się poznać jako osoba kompetentna, uczciwa i solidna. Sprawę, którą podnosi część mediów, bardzo szczegółowo wyjaśnimy

—mówi w rozmowie z „Super Expressem” marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Członek Prawa i Sprawiedliwości pytany był o zamieszanie związane z przeszłością Stanisława Piotrowicza.

Faktycznie, te oskarżenia mogą budzić wątpliwości. Uważam jednak, że zanim ktokolwiek wyda jakikolwiek „wyrok” w sprawie posła Piotrowskiego, należy je przeanalizować. (…) Nie wierzę panu prezydentowi Wałęsie, ale chciałbym wierzyć panu posłowi Piotrowiczowi. Czas pokaże, czy będę mógł

—podkreśla marszałek.

Karczewski tłumaczył również zmiany w ustawie o zgromadzeniach.

To, że dokonaliśmy tych zmian, to najlepszy dowód na to, że Senat jest potrzebny. Gdyby nie on, tych zmian by nie było. Na tym polega demokracja, że pojawiają się różne zdania – także w obrębie partii – szukamy konsensusu i podejmujemy decyzje. Tak było także i tym razem. (…) Uważam, że zmiany w ustawie o zgromadzeniach były bardzo potrzebne. Zwłaszcza gdy czytam to, co podpisali panowie Petru i Schetyna. W tej deklaracji są bardzo niebezpieczne zapisy, mówiące o wypowiedzeniu posłuszeństwa. To są tak naprawdę karalne wezwania. To nawoływaniedo puczu, rebelii

—mówi, dodając:

Nawoływanie do nieposłuszeństwa wobec państwa rządzonego przez demokratycznie wybraną władzę to nic innego, jak nawoływanie do puczu. Można demonstrować i krytykować władzę. Ja to rozumiem, ale już pojawiają się artykuły przed tą demonstracją, których wymowa podpada pod czyny karalne.

Marszałek w wywiadzie z „SE” odnosi się także, do słów Mateusza Kijowskiego, który porównał obecny rząd do gen. Jaruzelskiego.

Absurdem jest pan Kijowski. I tyle

—zaznaczył.

Karczewski mówi także o swojej wizycie na Białorusi.

Mamy dwa wyjścia: albo będziemy rozmawiać, albo nie. Wybraliśmy, podobnie jak Europa, tę pierwszą wersję. Nie jest łatwo i nie jest możliwe, aby w wyniku jednej rozmowy rozwiązać wszystkie problemy. Wszyscy chyba rozumieją, że trzeba prowadzić dialog z naszym wschodnim sąsiadem. W czasie mojej wizyty rozmawialiśmy też z przedstawicielami białoruskiej opozycji i muszę powiedzieć, że zdecydowana jej większość wyrażała się pozytywnie o nawiązaniu relacji z Białorusią

—zaznacza.

kk/Super Express

Zdjęcie Zespół wPolityce.pl

autor: Zespół wPolityce.pl

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: redakcja@wpolityce.pl. Z

Kościół stawia się tęczowej genderii


 

logo Polonia Christiana

DZISIAJ JEST

SOBOTA 10 GRUDNIA

 

Organizacje walczące o dopuszczenie homoseksualistów do święceń kapłańskich są wściekłe

Data publikacji: 2016-12-10 07:00

Data aktualizacji: 2016-12-09 14:43:00

Organizacje walczące o dopuszczenie homoseksualistów do święceń kapłańskich są wściekłe

Fot. Luca Cinacchio / freeimages.com

Organizacje walczące o dopuszczenie homoseksualistów do święceń kapłańskich są wściekłe

Środowiska homoseksualne zaangażowane w działalność na rzecz „otwarcia się Kościoła na osoby homoseksualne” są oburzone wydanymi 8 grudnia wytycznymi Kongregacji ds. Duchowieństwa odnośnie osób o skłonnościach homoseksualnych, które chciałby zostać duchownymi. 


Dokument pt. „Dar powołania kapłańskiego” wyraźnie stwierdza, że seminaria nie powinny przyjmować, ani nie wolno im wyświęcać kandydatów o skłonnościach homoseksualnych.

Kongregacja przestrzegła przed „poważnymi konsekwencjami dla Kościoła” z tytułu wyświęcania sodomitów i tych, którzy mają głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub popierają „kulturę gejowską”.

Szczegółowe wytyczne i normy w dużej mierze opierają się na adhortacji apostolskiej Jana Pawła II z 1992 r. i instrukcjach Benedykta XVI.

W odpowiedzi na dokument watykański trzy organizacje z USA: Dignity USA, New Ways Ministry i Survivors Network of Those Abused by Preists wystosowały oświadczenia i podjęły naciski na Watykan w sprawie zmiany stanowiska.

Dignity Watch stwierdziło, że „dokument jest bardzo rozczarowujący w podejściu do gejów chcących zostać kapłanami”. Powołano się na słowa Franciszka, który przestrzegał przed osądzaniem ludzi przez pryzmat ich „orientacji seksualnej”.

Napisano, że „te wytyczne stanowią ogromną obrazę dla tysięcy gejów, którzy służyli i nadal służą Kościołowi z honorem i oddaniem”. Dodano, że „podważają one wieloletnie zaangażowanie tych ludzi i kwestionują, że Bóg wzywa do kapłaństwa różne osoby”.

Dyrektor wykonawczy New Ways of Ministry Francis DeBernardo napisał w oświadczeniu, że „Franciszek ma wiele do wyjaśnienia w związku z zatwierdzeniem najnowszej instrukcji watykańskiej, potwierdzającej zakaz kapłaństwa gejów z 2005 r.” DeBernardo przekonywał, że „kapłan-gej nie ma problemu z orientacją seksualną tak długo, jak szuka Pana i ma dobrą wolę”.

„Najnowszy dokument – czytamy – zawiera trzy rozdziały o homoseksualnych mężczyznach jako kandydatach do kapłaństwa i wszystkie znajdujące się w nich informacje są negatywne.” Dalej dodano, że „autorzy dokumentu wydaje się, iż przymknęli oczy na fakt, że wiele tysięcy gejów już służy wiernie i skutecznie Kościołowi jako kapłani.” Na koniec można przeczytać, że „w rzeczywistości Kościół nie byłby w stanie działać bez gejów.” (sic!)

Survivors Network Those Abused by Priests stwierdziło, że urzędnicy watykańscy znaleźli sobie „kozła ofiarnego” w postaci „gejów,” na których niejako przerzuca się odpowiedzialność za liczne skandale pedofilskie w Kościele. „Połowa z naszych 20 tys. członków – napisano – to kobiety, które zostały seksualnie wykorzystane jako dzieci przez księży, zakonnice, biskupów i seminarzystów. Błędne jest założenie, jakoby większość ofiar molestowania dzieci przez duchownych stanowili chłopcy”.

Tymczasem kardynał Beniamino Stella, szef Kongregacji ds. Duchowieństwa przyznał w wywiadzie dla gazety „L’Osservatore Romano”, że wytyczne dla seminariów musiały być „odnowione”, aby uwzględnić zachodzące zmiany w społeczeństwie i troskę papieża o kapłaństwo.

Stwierdził także, że szczególną uwagę zwrócono na problemy, na które wskazywał sam Franciszek, to jest: „przywiązanie do pieniędzy, autorytarnego sprawowania władzy, sztywnego legalizmu i próżności wśród duchownych”.

Źródło: ncronline.org., AS.

Read more: http://www.pch24.pl/organizacje-walczace-o-dopuszczenie-homoseksualistow-do-swiecen-kaplanskich-sa-wsciekle,47958,i.html#ixzz4SSgIAgdY

93 proc. Aleppo w rękach syryjskiego rządu


Telewizja Republika.pl

Kreml: 93 proc. Aleppo w rękach syryjskiego rządu

ds

15:30 10 grudnia 2016

flickr.com/Freedom House/CC BY 2.0

– Ludzie idą korytarzami humanitarnymi do części miasta kontrolowanego przez syryjskie siły rządowe. Przeważająca część miasta – 93 procent – jest dziś kontrolowana przez syryjski rząd – twierdz rzecznik rosyjskiego ministerstwa obrony.

Według Igora Konaszenkowa, siły rządowe będą kontynuowały wyzwalanie wschodniego Aleppo po wyprowadzeniu z niego cywilów.

Dziś w Genewie spotkanie rosyjskich i amerykańskich ekspertów ws. ewentualnego rozejmu w Aleppo dla ewakuacji cywilów i dostarczenia im pomocy humanitarnej.

Grupa Przyjaciół Syrii, zrzeszająca państwa Zachodu i Zatoki Perskiej (popierających syryjski rząd) zbierze się w Paryżu. 

 

Źródło: Interfax

Kerry chce uratować rozbitą opozycję w Aleppo


INTERIA

 

KERRY WZYWA ROSJĘ DO OKAZANIA ŁASKI PODCZAS ROZMÓW O ALEPPO

WOJNA W SYRII

Dzisiaj, 10 grudnia (16:48)

Sekretarz stanu USA John Kerry wezwał w sobotę Rosję do okazania łaski w czasie rozmów w Genewie ws. porozumienia o ewakuacji ludzi z Aleppo w Syrii. Według szefa MSZ Francji Jean-Marca Ayrault syryjska opozycja jest gotowa negocjować bez warunków wstępnych.

Sekretarz stanu USA John Kerry /THIBAULT CAMUS /AFP

Sekretarz stanu USA John Kerry /THIBAULT CAMUS /AFP

Kerry wezwał w sobotę Rosję, by okazała „nieco łaski”, kiedy przedstawiciele obu krajów spotkają się jeszcze tego samego dnia w Genewie, aby zawrzeć porozumienie, umożliwiające cywilom i bojownikom wyjście z oblężonego Aleppo w Syrii.

 

 

„Bojownicy nie wierzą, że jeśli zgodzą się wyjść, aby oszczędzić Aleppo, to to rzeczywiście ocali Aleppo, a oni sami nieniepokojeni będą mogli udać się tam, gdzie nie zostaną natychmiast zaatakowani” – powiedział Kerry dziennikarzom w Paryżu po spotkaniu z przedstawicielami państw zachodnich i arabskich przeciwnych syryjskiemu prezydentowi Baszarowi el-Asadowi.

Kerry powiedział też, że pracuje nad zapewnieniem bezpieczeństwa i ocaleniem Aleppo „przed kompletnym zniszczeniem”.

„Rosja i Asad będą mieli chwilę, kiedy znajdą się na dominującej pozycji, aby okazać nieco łaski” – powiedział, dodając, że sobotnie rozmowy amerykańskich i rosyjskich ekspertów w Genewie mają na celu znalezienie sposobu na oszczędzenie życia uciekinierom z Aleppo.

Syryjska opozycja jest „gotowa do negocjacji (z reżimem) bez warunków wstępnych” – zapewnił szef francuskiej dyplomacji po rozmowach grupy Przyjaciół Syrii w Paryżu, w których uczestniczył przedstawiciel syryjskiej opozycji Rijad Hidżab.

„Trzeba określić warunki prawdziwej transformacji ustrojowej, trzeba wznowić negocjacje na jasnych zasadach wynikających z rezolucji 2254 ONZ”, układając planu rozwiązania konfliktu, w którym zginęło ponad 300 tys. ludzi – powiedział francuski minister.

W ostatnich dwóch dniach ze wschodniej części Aleppo uciekło około 50 tys. cywilów – podało rosyjskie ministerstwo obrony w sobotę, kiedy syryjskie siły rządowe zbliżyły się do ostatniej enklawy, nad którą zachowała kontrolę opozycja.

Rzecznik ministerstwa gen. Igor Konaszenkow powiedział, że syryjskie oddziały zawiesiły ofensywę, aby pozwolić na ewakuację cywilów, ale Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie twierdzi, że ciężkie walki trwają nadal.

Konaszenkow powiedział, że w samą tylko sobotę ponad 20 tys. ludzi humanitarnymi korytarzami opuściło dzielnice kontrolowane przez rebeliantów. Zaznaczył, że wojsko dysponuje nagraniami na żywo z dronów, które pokazują exodus.

Siły Asada wyparły rebeliantów niemal z całego wschodniego rejonu Aleppo, które opozycja opanowała w 2012 roku.

Konaszenkow dodał, ze rosyjskie wojsko zapewnia uciekającym z Aleppo cywilom tymczasowe schronienie, gorące posiłki i pomoc medyczną. Wezwał USA, Wielką Brytanię, Unię Europejską, Kanadę i organizacje międzynarodowe do zapewnienia pomocy humanitarnej uchodźcom.

Według rosyjskiego wojskowego Centrum na rzecz Pojednania w Syrii, rosyjscy saperzy rozminowują nadal miasto i od piątku oczyścili z min około ośmiu hektarów. 

PAP

Nie udało się “Obywatelom RP” rozbić miesięcznicy


SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

 

 

Miesięcznica smoleńska: Obywatele RP złożą doniesienie do prokuratury

10.12.2016 16:22

AUDIO

0 plików

    Uczestniczący kontrdemonstracji na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie zapowiadają złożenie doniesienia do prokuratury. Chodzi o sposób w jaki mieli zostać potraktowani przez policję. 

    Jak mówił Paweł Kasprzak z ruchu Obywatele RP, demonstrujący zostali przez policję zepchnięci z legalnego miejsca demonstracji, a pomagały w tym służby ochraniające uczestników miesięcznicy. Jego zdaniem, doszło do nadużycia władzy i naruszenia nietykalności cielesnej, oraz godności ponieważ – jak mówi – uczestnicy protestu zostali „zelżeni od Żydów i ubeków”.

    IAR

    Zachęcamy do śledzenia nas na Twitterze. Więcej i najwięcej wiadomości IAR po wykupieniu dostępu do serwisu.

    UE uważa Asada za frajera



     

    10 grudnia 2016

    NEon24.pl

     

     

    RAM

     

    POLITYKA 10.12.2016 09:542 komentarze

    UE chce płacić by Assad zostawił część Syrii rebeliantom

    ZACHOWAJ ARTYKUŁPOLEĆ ZNAJOMYM

    „UE obawia się powrotu do Europy „umiarkowanych opozycjonistów”, których sama uzbroiła, wyszkoliła, i którzy nie są spragnionymi wolności i pluralizmu obywatelami Syrii, ale często Europejczykami, zwerbowanymi przez wywiad belgijski i francuski…”

    UE obiecuje Assadowi pieniądze, w zamian za pozostawienie część Syrii w rękach rebeliantów

    UE PROMETTE SOLDI AD ASSAD – PURCHE’ LASCI UN PO’ DI SIRIA AI RIBELLI

    http://www.maurizioblondet.it/ue-promette-soldi-ad-assad-purche-lasci-un-po-siria-ai-ribelli/

    Maurizio Blondet     9 grudzień 2016       tłum. RAM


    Podczas gdy Aleppo jest uwalniane i oczyszczane z ulubionych przez Zachód terrorystów – wg. brytyjskiego  The Times – Unia Europejska ma zamiar zaproponować prezydentowi Assadowi  „poważną”  pomoc finansową na odbudowę kraju, w zamian za udzielenie lokalnej „autonomii” dla zbrojnej „opozycji” w niektórych prowincjach Syrii. Jak pisze gazeta, 2 tygodnie temu o tego rodzaju rozwiązaniu, mówiła na swym spotkaniu z „syryjskimi opozycjonistami” –  Federica Mogherini, „szefowa dyplomacji UE”.

    Wg. źródła, należącego do „opozycji” – relacjonuje The Times„To, na czym zależy Mogherini, to ustanowienie planu zakończenia walk w Syrii. Projekt obejmuje fazę tranzycji,  której szczegóły nie są sprecyzowane. Jeżeli jednak wszystkie strony dojdą do porozumienia i zaakceptują plan UE – przygotowano dla Syrii sporą ilość pieniędzy”.


    Jak widać z powyższego, europejscy oligarchowie zaprzestali powtarzania mantry podyktowanej przez Obamę –  „Assad must go”,  natomiast liczą na to, że płacąc – Assad pozwoli na ocalenie „umiarkowanych opozycjonistów”, tym samym na na dalsze trwanie wojny domowej. 



    Pretekstem dla UE jest twierdzenie, że woli ona płacić, niż stawiać czoła „uchodźcom” syryjskim.  Wydaje się jednak, że UE nie obawia się „uchodźców”, ale powrotu do Europy „umiarkowanych opozycjonistów”, których sama uzbroiła, wyszkoliła i którzy wcale nie są spragnionymi wolności i pluralizmu obywatelami Syrii, ale często Europejczykami, zwerbowanymi przez wywiad belgijski i francuski.

    W chwili obecnej – według raportu UE – ponad 1 700 tychże doświadczonych w warunkach wojennych jihadzistów powróciło do Europy.

    Propozycja użycia pieniędzy by zaradzić klęsce polityki Obamy-Hollande’a-Saudów (która zajmowała się niszczeniem Syrii przez ostatnie 5 lat) idzie w ślady niedawnej misji wysłannika  ONZ –  Staffana de Mistury, który poprosił Damaszek o pozostawienie wschodniej części Aleppo pod rządami „opozycji” takfirskiej. 

    Można jednak dodać, że propozycja UE ma szczególny wymiar europejskiego zidiocenia.


    Jest rzeczą oczywistą, że rząd Assada będzie potrzebował miliardów na odbudowę, ale w  Shaghai Cooperation Organizationznajduje się kraj, który nazywa się  Chiny – który posiada wszystkie potrzebne miliardy i chce je zainwestować (podobnie jak to zrobił w Afryce)  bez podporządkowywania finansowania czegokolwiek klauzulom moralistycznym, odnoszącym się do poszanowania „praw człowieka” czy „demokracji”. A więc skutkiem wszystkiego będzie jeszcze większe zacieśnienie relacji Damaszku z blokiem rosyjsko-azjatyckim.


    Również Egipt współpracuje z Damaszkiem


    Także Kair zbliża się coraz bardziej do Damaszku. Egipski oddział wojsk inżynieryjnych pojawił się w Tartousie i wygląda na to, że będzie zatrudniony do rozminowywania i oczyszczania oswobodzonej wschodniej części Aleppo, która z pewnością została zaminowana przez nożowników. Według libańskiego dziennika  Al-Akhbar,  specjaliści wojskowi i policjanci z Egiptu są obecni w kilku różnych bazach w Syrii – od siedziby naczelnego dowództwa wojsk syryjskich w Damaszku, po bazy lotnicze w Hama i Hmeimim oraz lotnisko T-4 uruchomione na wschód od Homs.

    Egipcjanie chcą również skorzystać z doświadczeń wojsk syryjskich, nabytych podczas walk z terroryzmem, by móc użyć ich przeciwko infiltracjom takfiryjskim na Synaju, gdzie przeprowadzające krwawe ataki przeciwko wojskom egipskim i cywilom, ugrupowanie  Ansar Beit-ol-Mogadas  deklaruje się jako należące do  ISIS/Daesh.


    Jak pisze  Pars Today:  

    „Obserwując Syrię – Al Sissi w pewien sposób dostrzega jego własną możliwą przyszłość – o ile dalej będzie kontynuował darzyć zaufaniem Arabię Saudyjską (od której Kair zależy finansowo). Egipski minister spraw zagranicznych Sameh Choukri, podczas przemówienia w ONZ powiedział, że jest oczywistością, iż celem polityki Egiptu będzie oddalenie się od Rijadu. Generał Al Sissi nie pragnie w Egipcie krwawej łaźni na wzór Syrii w zamian za garść dolarów i puste obietnice”.

    Niedawno Al Sissi podpisał w Moskwie kontrakt na budowę pierwszej w Egipcie elektrowni atomowej. Można stwierdzić, że jest to następny „sukces” polityki dewizy „Assad must go”.

    Zapytajmy teraz w jaki sposób zachowują się USA wobec tego, co zarysowuje się jako zwycięstwo strategiczne i polityczne Moskwy, Teheranu, Hezbollah oraz Damaszku?

    Otóż Stany Zjednoczone korzystają z 2 pozostałych miesięcy, podczas których Trump nie jest jeszcze zaprzysiężony, by organizować zamachy i operacje wbijania noża w plecy – co ma tylko jeden cel, a mianowicie zmuszenie Rosji do  „zapłacenia ceny”krwi –  jak to w sierpniu zapowiedział w telewizji,  Michael Morell, były dyrektor CIA, oraz wysłanie do Moskwy „pewnej ilości worków ze zwłokami”, jak obiecał we wrześniu John Kirby, rzecznik departamentu stanu.


    5 grudnia, szpital polowy, jaki Rosjanie co tylkoprzygotowali dla cywilów z Aleppo, został zbombardowany przez artylerię „opozycji”.(…) 2 dni potem, 7 grudnia, o godzinie 3.30 myśliwce izraelskie zaatakowały lotnisko wojskowe w Mezzeh, na południe od Damaszku, w niewielkiej odległości od pałacu prezydenckiego. (…) Był to drugi atak syjonistyczny na przestrzeni 10 dni, jako że 30 listopada myśliwce Tsahal wystrzeliły pociski w kierunku syryjskich instalacji wojskowych, połłożonych na zachód od Damaszku.

    Podłość Obamy.


    8 grudnia, Obama zawiesił obowiązujące wcześniej restrykcje dotyczące dostaw armii dla „opozycjonistów”. Skutkiem tego, wkrótce – ostatni pozostali na placu boju jihadziści otrzymają ręczne wyrzutnie rakietowe oraz pociski przeciwczołgowe. (…)


    Kilka godzin wcześniej, za pośrednictwem Kerry i z poparciem ONZ, Obama poprosił o zawieszenie broni w Aleppo w celu uratowania z kotła swych jihadzistów, a także – jak utrzymuje wywiad syryjski – oficerów amerykańskich (można zapytać czy również angielskich i izraelskich?), którzy do końca dowodzili „umiarkowanymi opozycjonistami”.(…)

    Przeciwnie do relacji europejskich rządów i mass-mediów, kiedy wojska syryjskie uwalniały Aleppo – jego mieszkańcy witali je z radością. Ciemiężycielami nie są więc zwolennicy Assada, ale nożownicy z ISIS/Daesh, z Al Nusry i inni wahabici stymulowani captagonem. Radośc byla tak wielka, że Assad zastanawia się czy nie wybrać się z wizytą do oswobodzonego miasta. Zachód, w związku z tym obawia się, że prezydencka wizyta przekształci się w manifestację poparcia dla Assada, co z kolei zaprzeczy jego narracji o rzekomej „opozycji demokratycznej”, która w Aleppo walczy o własną wolność.

    Kilka dni temu, w Rzymie, Staffan de Mistura oświadczył, że  „Wschodnia część Aleppo może wkrótce wpaść w ręce rządowe”. Użył słów „wpaść w ręce”, a nie „zostanie oswobodzona”. Federica Mogherini zastosowała mniej więcej ten sam język, kiedy powiedziała, że  „Nie wolno nam stwarzać wrażenia, że Aleppo jest stracone, że ta sprawa nie interesuje nas już więcej. Musimy uratować mieszkańców miasta, musimy chronić cywilów…”

    Mogherini : Alep ne doit pas être abandonnée, les travaux sur la Syrie d’après-conflit montrent des signes positifs Mogherini : Alep ne doit pas être abandonnée, les travaux sur la Syrie d’après-conflit montrent des signes positifs

    http://enpi-info.eu/mainmed.php?id=47463&id_type=1&lang_id=469

    W rzeczywistości Aleppo nie jest „stracone”, ale odzyskane – o ile rozumowanie nie jest przeprowadzane przez wspólników islamistów wahabitów. Mogherini jednakże posiada swój własny sposób opowiadania tego, co się dzieje. Wypowiadając się w  imieniu UE, powiedziała niedawno:  „Jesteśmy jedynymi – nie jednymi z wielu – ale jedynymi, którzy dostarczyli do Syrii pomoc humanitarną”. Prawda jest taka, że Rosjanie wysyłają do Syrii tony żywności, zboże, lekarstwa – również samolotami.

    http://syria.mil.ru/fr/index/syria/reconciliation_bulletin.htm

    http://syria.mil.ru/fr/index/syria/reconciliation_bulletin.htm

    W tym miejscu należy podkreślić jeden szczegół, a mianowicie, że pomoc żywnościowa wysyłana przez UE była kierowana wyłącznie do części wschodniej Aleppo, tj. w ręce terrorystów. Od części zachodniej Aleppo, UE zażądała jedynie magazynów (gdzie chciano składować pomoc), którymi następnie mieli zawiadywać takfirzy z wschodniej części miasta. Części zachodniej Aleppo nie dostała się nawet jedna czekoladka, jako że wobec niej (tak, jak w stosunku do całej Syrii pod rządami Assada) UE stosuje jak najtwardsze sankcje.


    Obecnie, podczas progresywnego uwalniania miasta, odkryto, że takfirzy w ogóle nie rozdawali ludziom pomocy żywnościowej. Albo zatrzymywali ją dla siebie, albo sprzedawali ją po bardzo wysokich cenach. Ponadto, worków z żywnością (z napisami ONZ lub Czerwony Krzyż) używali  do wzmacniania ochrony ich pozycji, tak, jak robi się to z workami wypełnionymi piachem.

    Les rebelles d’Alep utilisent les sacs d’aide humanitaire de l’Onu pour se protéger
    https://fr.sputniknews.com/presse/201612021028984785-rebelles-alep-aide-humanitaire-onu-proteger/

    Rozpowszechnianie treści przetłumaczonych artykułów jest dozwolone wyłącznie na darmowych platformach elektronicznych.

    Frontalny atak na narodową Polskę


    Wg Sm

    ONI CHCĄ PODPALIĆ POLSKĘ! DOŚĆ TEGO SZALEŃSTWA. NIE DAMY SIĘ OSZUKAĆ PO RAZ KOLEJNY. NIE BĘDZIE DRUGIEJ MAGDALENKI! WYRÓŻNIONY

    • 08 Gru 2016
    • Napisane przez  fit

     

    Oni chcą podpalić Polskę! Dość tego szaleństwa. Nie damy się oszukać po raz kolejny. Nie będzie drugiej Magdalenki!

    Dość tego szaleństwa. Nie damy się oszukać po raz kolejny. Nie będzie drugiej Magdalenki. Nie obchodzą nas wasze układy. Nie pozwolimy podpalić Polski garstce aferzystów, frustratów, utrzymanków obcych spekulantów, przegranych polityków i półgłówków prowadzonych przez alimenciarza okradającego własne dzieci. Nie! Kiście się wszyscy we własnym esbecko-aferalnym sosie, a Polskę zostawcie w spokoju. Czas waszej zarazy przeminął. Nowej nam nie potrzeba – pisze na łamach najnowszego numeru tygodnika Warszawska Gazeta Aldona Zaorska.

    Okazuje się, że demokracja istnieje tylko wówczas, gdy ludzie wybierają lewaków i ulegają kłamstwom politycznych typków spod ciemnej gwiazdy. Jeśli wybierają inaczej – demokracji nie ma. Taki wniosek wypływa z protestów opozycji w Polsce. Od kiedy wybrany rok temu rząd PiS-u zaczął realizować wyborcze obietnice, pozbawieni władzy platformersi oraz rozmaici lewacy nie ustają w przekonywaniu, że demokracji nie ma. Jak na razie ich protesty wypadają żałośnie – garstka frustratów, aferzystów, byłych TW, trochę starych ubeków, trochę esbeków, żądne rozgłosu lesbijki, paru gejów szukających taniego poklasku (ci rozsądni gardzą takimi występami), a na ich czele alimenciarz.

    Chyba sami zainteresowani to widzą, więc postanowili zjednoczyć siły i przy okazji dosłownie podpalić Polskę. To w zasadzie nic nowego, bo od miesięcy próbują to zrobić, ale tym razem ich protest jest wyjątkowo obrzydliwy. Ma się odbyć już nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce. To iście szatański plan, bo nawet gdyby w całym kraju protestowało tylko kilkaset osób, wystarczy odpowiednio zmanipulowany przekaz i w świat pójdzie komunikat o „masowych” protestach. Przypadek Moniki Olejnik, która puściła w medialny obieg wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, jakiej nigdy nie było, a potem tłumaczyła się głupio, że nie dosłyszała, dowodzi, że jest to możliwe. Jednocześnie lektura odezwy wysmażonej przez przeciwników demokratycznych rozstrzygnięć wyborczych nie pozostawia złudzeń co do ich zamiarów. Oni chcą po prostu podpalić Polskę. Nieważne, że nie ma ku temu powodu. Ważne jest to, że naród wybrał inaczej niż oni.

    Szydło: Przywracamy polskie państwo tam gdzie było zwijane


     

    Pikio.pl

     

    Szydło: Przywracamy polskie państwo tam gdzie było zwijane

    Autor: Beata Szydło

    Gru 6, 2016

     

    Śląska inwestycja to jest ważna inwestycja, która nie tylko będzie się przyczyniała do rozwoju, poprawi komunikację w regionie, będzie się przyczyniała do jego rozwoju. Jest to inwestycja, która pokazuje, że polska się rozwija

    Pojawi się nowy inwestor. To ważna inwestycja, która będzie realizowana na Dolnym Śląsku.

    Obiecaliśmy w kampanii wyborczej, że będziemy zajmowali się sprawami zwykłych ludzi, obywateli, realizować co oczekują, i wywiązujemy się z tych deklaracji. Przywracamy polskie państwo w tych regionach, miejscowościach, gdzie było przez osiem lat przez PO-PSL zwijane

    Ostatnie dane dotyczące bezrobocia oraz ocena agencji ratingowych pokazują, że nastrój jest dobry, że możemy powiedzieć, że jest przed nami duża szansa, żeby rozwój był jeszcze szybszy

    – Mamy ludzi, którzy nie boją się pracy, nie boją się podejmowania odpowiedzialnych decyzji i przygotowują kolejne projekty

    – Będziemy realizowali ważne inwestycje: drogowe, kolejowe, infrastrukturalne; będziemy realizowali program wspierania dla przedsiębiorców, odbudowywania przemysłu, odbudowywania produkcji, tworzenia nowych miejsc pracy. Robimy to po to, by Polska się rozwijała jeszcze szybciej, żebyśmy mieli dobrą przyszłość dla naszej ojczyzny, ale przede wszystkim chcemy, aby Polska rozwijała się równomiernie

    Błyskotliwa operacja pozbawienia Polski złota


     

    Forsal.pl

    Forsal.pl

     

    forsal.plCo się stało z polskim złotem w czasie II wojny światowej? [WYWIAD]

    statystyki

    Co się stało z polskim złotem w czasie II wojny światowej? [WYWIAD]

    10 grudnia 2016, 09:05 | Aktualizacja: 10.12.2016, 09:05

    źródło:PAP

    Złoto

    Złotoźródło: Bloomberg
    autor zdjęcia: Kiyoshi Ota

    Już w 1938 roku, gdy sytuacja międzynarodowa stawała się coraz bardziej skomplikowana, w Warszawie rozpoczęły się dyskusje na temat bezpieczeństwa polskiego złota – mówi PAP prof. Janusz Wróbel z Instytutu Pamięci Narodowej.

    W sobotę na Wojskowych Powązkach odbędą się uroczystości pogrzebowe płk. Ignacego Matuszewskiego i mjr. Henryka Floyar-Rajchmana, kierujących ewakuacją polskiego złota do Francji w 1939 r.

    REKLAMA

    Reklama

    Jaka była wysokość polskich rezerw złota przed wybuchem wojny i jakie miało to znaczenie dla gospodarki?

    Zasoby złota były wówczas głównym stabilizatorem waluty. Celem wszystkich polskich rządów w międzywojniu było niedopuszczenie do katastrofalnej dla gospodarki dewaluacji waluty i galopującej inflacji. Reforma Grabskiego z 1924 r. była oparta między innymi na fundamencie zasobów kruszcowych i rezerw walut wymienialnych. Cel jakim była stabilność polskiej złotówki został więc spełniony.

    Polska dysponowała około 3 tysiącami sztab złota i dużą ilością złotych monet, czyli w sumie około 75 tonami złota, wartego około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich.

    W jaki sposób w obliczu pogarszającej się sytuacji międzynarodowej zamierzano zabezpieczyć polskie złoto?

    Już w 1938 r., gdy sytuacja międzynarodowa stawała się coraz bardziej skomplikowana, w Warszawie rozpoczęły się dyskusje na temat bezpieczeństwa polskiego złota. Pojawiły się wówczas dwie koncepcyjne jego zabezpieczenia. Zdaniem części ekspertów konieczne było wywiezienie złota za granicę i umieszczenie w Londynie lub USA. Według drugiego poglądu zasoby te powinny pozostać w kraju.

    Obie strony miały swoje racje. Bez wątpienia bezpieczeństwo fizyczne byłoby zapewnione w większym stopniu, gdyby złoto znalazło się za Atlantykiem. Wicepremier Eugeniusz Kwiatkowski podnosił jednak argument, wedle którego złoto tam umieszczone mogłoby zostać częściowo stracone, jeśli któraś z amerykańskich firm miała roszczenia wobec polskiego rządu. Sąd amerykański mógłby wówczas zezwolić na zajęcie złota Banku Polskiego na poczet wierzytelności.

    Problemem było również przewiezienie złota na tak wielką odległość. Nie można było go transportować przez Niemcy lub Włochy. Droga morska musiałaby wieść wzdłuż wybrzeża niemieckiego. Z kolei droga lotnicza również stwarzała problemy, ponieważ samoloty LOT-u nie mogły wykonać lotu do Londynu bez międzylądowania. Ich ładowność była również bardzo ograniczona co stwarzałoby konieczność bardzo wielu lotów.

    1 września 1939 r. na ogólną wartość ok. 464 mln polskich złotych w złocie kruszcowym tylko 100 mln znajdowało się w bankach zagranicznych. Większość znajdowała się w skarbcach Banku Polskiego w Warszawie i w kilku miejscach wschodniej Polski, takich jak Brześć nad Bugiem, Lublin, Zamość i Siedlce.

    5 września 1939 r. zapada decyzja o ewakuacji polskiego złota z Warszawy zagrożonej niemieckim oblężeniem. Operacja ta zostaje powierzona płk. Adamowi Kocowi. Dlaczego decyduje się na jej przekazanie płk. Ignacemu Matuszewskiemu i mjr. Henrykowi Floyar-Rajchmanowi?

    Początkowo nie przewidywano tak szybkich postępów ofensywy niemieckiej. Po przełamaniu frontu w wyniku klęski w bitwie granicznej zagrożona była Warszawa. Grupa polityków i wojskowych postanowiła więc zabezpieczyć złoto poprzez ewakuację.

    O wyborze wykonawców zadecydowało ich profesjonalne przygotowanie. Adam Koc, Ignacy Matuszewski i Henryk Floyar-Rajchman byli wojskowymi, którzy dysponowali wielką wiedzą o gospodarce. Ten drugi był w latach 1929-1931 ministrem skarbu. Floyar-Rajchman pełnił urząd ministra przemysłu i handlu w latach 1934-1935. Przedstawili zagrożenia premierowi Felicjanowi Sławojowi Składkowskiemu, który podjął decyzję o przewiezieniu zasobów Banku Polskiego na wschód od Wisły. Początkowo nie zakładano jego wywiezienia z kraju, ponieważ przewidywano, że front ustabilizuje się na linii Narwi, Wisły i Sanu.

    Kiedy podjęto decyzję o ewakuacji złota do Rumunii?

    Okazało się, że utrzymanie frontu nie jest możliwe. Powstała więc koncepcja obrony na tzw. przedmościu rumuńskim, która również okazała się nierealna. Matuszewski i Rajchman zdecydowali, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie ewakuacja złota do Rumunii. Złoto przewieziono do Śniatynia i rozpoczęto rozmowy z Rumunią na temat tranzytu złota do Francji poprzez jej terytorium. Rumunia ogłosiła neutralność w konflikcie polsko-niemieckim. Niemcy zaczęli więc wywierać na Bukareszt naciski, żądając zajęcia polskiego złota. Niemcy stali na stanowisku, że państwo polskie upadło, a co za tym idzie złoto jest ich własnością. Było to stanowisko niezgodne z prawem międzynarodowym.

    Rumunia znalazła się więc w sytuacji nacisków ze strony Niemiec oraz Francji i Anglii. Interweniował też polski ambasador w Bukareszcie Roger Adam Raczyński, żądający przepuszczenia polskich transportów. Ostatecznie Rumuni zwodzili Niemców twierdząc, że nie mają żadnej wiedzy o polskim złocie znajdującym się w ich kraju i pozwolili na jego tranzyt do Konstancy. Postawili jednak warunek błyskawicznego przeprowadzenia takiej operacji.

    Jak powstała koncepcja ewakuacji złota do francuskiego Libanu?

    W Konstancy okazało się, że możliwa jest ewakuacja na pokładzie brytyjskiego zbiornikowca przewożącego ropę naftową z Rumunii na Daleki Wschód. Powstało pytanie, dokąd skierować statek. Istniało ryzyko nalotu niemieckiego. Zdecydowano więc popłynąć do Stambułu. Tu wielkiej pomocy udzielił ambasador RP w Ankarze, wybitny dyplomata Michał Sokolnicki, któremu udało się wynegocjować tranzyt kolejowy wraz z turecką obstawą złota do Libanu, będącego francuskim terytorium mandatowym.

    Złoto wraz z polskimi urzędnikami znalazło się w Bejrucie i na pokładach francuskich okrętów wojennych trafiło do Tulonu, a stamtąd do skarbca Banku Francji w Nevers, gdzie znajdowały się pod nadzorem pracowników Banku Polskiego, a tym samym Rządu RP urzędującego w Angers.

    Rząd Sikorskiego wysuwał bardzo mocne zarzuty wobec oficerów ewakuujących złoto. Oskarżano ich między innymi o nadużycia przy jego transporcie przez Rumunię i Turcję. Czy był to element strategii zwalczania obozu sanacyjnego przez nowy rząd?

    Pierwsze skrzypce w rządzie Sikorskiego odgrywali krytycy sanacji, której częścią byli Koc, Matuszewski i Floyar-Rajchman. Oczywiście w trakcie ewakuacji bardzo niewielka część złota została sprzedana w celu finansowania kosztów transportu przez terytorium Turcji. Wysuwano również zarzuty, że wraz ze złotem przewożono przyjaciół Matuszewskiego, takich jak hrabia Krystyn Ostrowski. Miałem okazję rozmawiać z jego córką Beatą Ostrowską-Harris, która jako kilkuletnia dziewczynka podążała przez Turcję w „złotym pociągu”. Zarzuty Sikorskiego były więc małostkowe. Matuszewskiego i Floyar-Rajchmana powinna ze strony rządu spotkać nagroda za tak błyskotliwą operację, a nie oskarżenia.

    Ignacy Matuszewski i Floyar-Rajchman po klęsce Francji wyjechali do USA, gdzie pozostali do końca swoich dni. Czym zajmowali się za oceanem?

    W rządzie Sikorskiego nie mieli możliwości działania. Postanowili więc działać w USA. Tam utworzyli Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia, który działał na rzecz sprawy polskiej w trakcie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Ich celem było mobilizowanie Polonii do działalności politycznej i przekonanie amerykańskich elit do zmiany polityki wobec Sowietów. Te działania przyniosły pewne rezultaty dopiero po śmierci Roosevelta w kwietniu 1945 r.

    Rozmawiał Michał Szukała

    Megafon na czołgu


    prawica.net

     

    Megafon na czołgu

    Dla przyszłości Polski, dla tego, byśmy w ogóle jakąś przyszłość mieli – kluczowe będą nasze relacje z Rosją i z Ukrainą i to występując w ścisłym ze sobą powiązaniu. – E tam, to samo mówią w TV Republika… – rzuci ktoś. Poniekąd słusznie, bo – jak to bywa z polityką (w tym wypadku – wschodnią) III RP – wektor już jest, tylko kierunek trzeba mu zmienić. Na przeciwny.

    Oto bowiem nieustannie pasieni jesteśmy pseudo-geopolitycznym męczeniem: jak rozmawiać ze współczesną Ukrainą. Uprzejmie informuję, że znam odpowiedź na to pytanie: JAK TO JAK?! Najlepiej przez megafon. Zamontowany na czołgu.

    Restytucja wcale nie egzotyczna

    Nie. Nie jestem rewizjonistą, zawsze krytykowałem bezmyślne wyśpiewywanie, że jedna atomowa, druga armia silna…, ale… Nie wiem jak Państwo, ale z całego tego międzynarodowego zamieszania, przy wszystkich oczywistych kosztach i problemach – i tak wolałbym wyjść np. ze Lwowem w rękach polskich, niż z atomową pustynią wokół byłej Warszawy.

    Choć może to się wydawać surrealistyczne (albo prowokacyjne), jednym z ważniejszych tematów poruszanych ostatnio w ukraińskich mediach, komentowanych przez polityków, ekspertów, prawników i ekonomistów – była kwestia restytucji. Świadomość konieczności zwrotu dawnych majątków polskich, węgierskich, rumuńskich, ormiańskich i oczywiście żydowskich – jest już na Ukrainie niemal powszechna, czy to u mieszkańca polskiej kamienicy we Łucku czy u dyrektora magazynu zorganizowanego w polskim dworku pod Stanisławowem, czy u mera Lwowa, Andrija Sadowego, który przecież rozumie, że kiedy zwrot mienia stanie się faktem – to właścicieli zmieni całe historyczne centrum zarządzanego przez niego miasta!

    Faktem jest też bowiem, że w przeciwieństwie do władz i mediów z Polski – bynajmniej nie wszyscy Ukraińcy alergicznie reagują na kwestię zwrotu majątków kresowych ich prawowitym właścicielom, już to kierując się poczuciem sprawiedliwości, już pragmatyzmem i rozumieniem zagadnienia ceny w polityce. Tym z kolei, którzy napuszczani przez państwową propagandę (która najpierw zaprzeczała istnieniu problemu restytucji, a teraz czyni z niego straszak na ukraińskie dzieci) – tłumaczę przede wszystkim pewną oczywistość, pouczającą jednak także dla poszukujących swojej geopolitycznej przyszłości Polaków:

    Cały świat widzi, że UKRAINA NIE UMIE SIĘ RZĄDZIĆ SAMA

    Ministrów, gubernatorów, prezesów państwowych spółek – sprowadza się z Gruzji, z Litwy, z Polski i zwłaszcza z USA. Podobnie dzieje się z całą już niemal gospodarką, z dzierżawą ziemi… Słowem, czego by w państwie ukraińskim (?) nie tknąć – mówi się w imieniu Ukraińców „NIE CHCEMY TEGO! Rządźcie za nas, gospodarujcie za nas! Wszystko wasze…!„. A skoro tak, skoro wszystko oddajecie innym, Drodzy Ukraińcy, to bądźcie po prostu konsekwentni. Oddajcie też polską, rumuńską , węgierską własność – w polskie, rumuńskie i węgierskie ręce!

    Właśnie dlatego Powiernictwo Kresowe nie jest żadną miarą inicjatywą anty-ukrainską. Ba, nawet przeciwnie – jest tylko prostym skutkiem ukraińskiej polityki i dokonywanych nad Dnieprem wyborów. Skoro korzystne dla Ukrainy jest importowanie ministrów – to pomyślcie, Drodzy Ukraińcy, ile korzyści mogłoby przynieść milion czy półtora polskich właścicieli na waszym obecnym terytorium, jakie by to było ożywcze dla waszej – potrzebującej przecież „europejskiej odnowy” – ekonomii!

    No dobra, mówiąc prościej i bez żartów: nie chcecie mieć ani państwa, ani gospodarki, ani własności – nie wiecie co zrobić z tymi, które wam kiedyś ofiarowano – to oddajcie je tym, którzy chcą i umieją się tym wszystkim lepiej zająć. Oddajcie co kresowe – polskim Kresowianom!i

    Tak w skrócie wygląda kluczowa teraz w relacjach polsko-ukraińskich kwestia, której towarzyszy cały pakiet zagadnień – związanych m.in. z zaprowadzaną ideologią państwa ukraińskiego, z polityką historyczną, ale także z kwestiami rynku pracy, dalszego otwarcia edukacji w Polsce dla młodzieży ukraińskiej – słowem wszystkim, co kojarzy się z podstawową wątpliwością: co właściwie wydarzy się na Wschodzie? I co ze Wschodu może jeszcze przyjść do Polski?

    Nie bronić!

    To zaś jest przede wszystkim funkcja naszych relacji z Rosją. O ile bowiem chociaż z Ukrainą mamy niemal wyłącznie punkty sporne – to wszyscy martwią się o stan wzajemnego „dialogu”. W przypadku Rosji zaś, z którą naprawdę nie mamy o co się kłócić – dyskusja sprowadza się już niemal wyłącznie do tego „jak najskuteczniej Polska by się przed nią obroniła„, co jest bez sensu nawet nie dlatego, że Rosja nie miała i nie ma zamiaru nas atakować. Skoro bowiem utrzymujemy się w klimacie tych dziwacznych rozważań – to znacznie ciekawsza jest bowiem odpowiedź na pytanie: a w ogóle dlaczego mielibyśmy się przed Rosją bronić?

    Pytanie nie jest bynajmniej z gatunku „zdrady narodowej„, tylko pragmatyki. Jedyną dopuszczalną poczuciem rzeczywistości możliwością, w której faktycznie mogłoby dojść do potencjalnego starcia polsko-rosyjskiego – jest wojna globalna, NATO-ROSJA, do której Polska mogłaby (tzn. może…) zostać wciągnięta wbrew swym oczywistym narodowym interesom. W takiej sytuacji zaś, oczywistą oczywistością byłoby NIE WALCZYĆ za Amerykanów i innych, tylko spokojnie odstawić broń w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia od nas przecież nie zależące – z równie oczywistym bonusem w postaci braku własnych ofiar i zniszczeń (niestety, Polacy jakoś regularnie opuszczają akurat ten kawałek Starego Testamentu, o którym rapował Kazik:

    „38 proroka Jeremiasza, o braku wiary króla Sedekiasza. Ustami proroka Jahwe mówi, co czynić: NIE BRONIĆ! NIE BRONIĆ! Wyjść i się poddać…”).

    Ktoś powie: taki jesteś chojrak do Ukrainy, a przed Rosją to kucasz! I będzie miał rację, bo (geo)polityka – to nie honorowe kuksańce przy trzepaku. Kanapki i kieszonkowe zabiera się słabszym, silniejszym schodzi się z drogi, w cudzych bójkach się bez powodu i celu nie uczestniczy.

    Kto kogo w trójkącie

    Zasadniczą sprawą jest, że chociaż teoretycznie można by rozpatrywać ukraińskie i rosyjskie zagadnienie polskiej polityki oddzielnie – to i tak okazują się one styczne w tak wielu punktach, że wymagają koordynacji. Przeciwnie jednak niż obecnie, kiedy to błędne założenie o zagrożeniu rosyjskim powoduje od razu bezwarunkowe popieranie tak aktualnych władz w Kijowie, jak i dowolnego kosztownego i szkodliwego nonsensu wyczynianego nad Dnieprem – tak odpowiedzialna polityka polska, rozumiejąc moment dziejowy i wagę tego, co możemy uzyskać na obecnej Ukrainie dla dobra tysięcy czy nawet milionów Polaków – w oczywisty sposób powinna chociaż spróbował zgrać się z działaniami rosyjskimi.

    Jasne, tak jak w wielu innych kwestiach – polityka rosyjska wobec węzła polsko-ukraińskiego nie jest jednorodna. I tak jak są kręgi… sentymentalne, wierzące, że mocniej wyartykułowane roszczenia polskie i inne – zagnają z powrotem Ukrainę na Wschód – taka silna jest również tendencja by na państwie nad Dnieprem ostatecznie już postawić krzyżyk, na poważnie zajmując się zagospodarowaniem obszarów po nim pozostałych. Przy czym – co ważne nie tylko dla Polski, niekoniecznie dokonując tego dzieła samodzielnie. I to jest właśnie ta niepowtarzalna polska szansa, o której cały czas mówimy!

    Na samej Ukrainie z kolei mamy do czynienia z siłami liczącymi np. na nowy reset Trump-Putin, obejmujący m.in. pilne zaprowadzenie starych/nowych porządków w Kijowie (oczywiście niekoniecznie pod znakami Janukowycza – ale choćby Medwedczuka czy innych). Niekoniecznie jednak taka odnowiona Ukraina obejmować by miała całość nawet obecnego terytorium tego państwa w upadłości albo może przyjęłaby ostatecznie jedynie możliwą dla przetrwania, federacyjną czy konfederacyjną formę.

    Rozsądni dekownicy

    Reasumując – współczesna Ukraina stanowi dla Polski i Polaków po pierwsze problem, po drugie zadanie. Problem – jako państwo chaotycznie-bandycko-oligarchiczne, dodatkowo destabilizowane zbrodniczą ideologią, a jednocześnie stanowiące dla słabej gospodarki w Polsce realną (w rolnictwie) i potencjalną (ze względu na jeszcze tańszą siłę roboczą) konkurencję. Zadanie – bo mamy w ręku argument restytucyjny, silny, bo powiązany też z roszczeniami innych nacji i państw, mocny – bo mogący dać impuls finansowy czy własnościowy rzeszom Polaków. Ani problemu, ani zadania nie rozwiążemy jednak nie dokonując całkowitego przewartościowania naszego stosunku do drugiego, bodaj jeszcze ważniejszego dla Polaków podmiotu – czyli Rosji. Przyjęcie założenia, że niezależnie od tego, co wydarzy się jeszcze czy wydarzyć może na Ukrainie, w państwach bałtyckich, w relacjach NATO-ROSJA – nasza chata z kraja, dla dobra kraju i przyszłych pokoleń Polakom po prostu nie wolno pchać się na pierwszą linię.

    My mamy swoje sprawy, swoje rachunki do wyrównania i swój naprawdę wielki cel, jaki mógłby być autentyczny powrót na Kresy. Jeśli nie do Wielkiej Polski – to przynajmniej do roli znaczącego, świadomego swego znaczenia narodu.


    i W tym miejscu regularnie pojawia się do znudzenia powtarzalne i absurdalne jojczenie „siedźmy cicho, bo Żydzi i Niemcy przyjdą!” jakoś dziwnym trafem pomijające, że Żydzi przychodzili już parę razy, sprzedając swoje majątki, potem dostając za nie odszkodowanie, następnie rekompensatę (częściowo jeszcze za PRL), następnie zajmując co im się tam spodobało, a potem to dochodowo sprzedając. Niemcy z kolei zadowolili się całością polskiej gospodarki zamiast poszczególnych kamienic – słowem, nawet Eskimos dostałby w III RP odszkodowanie za stopiony mu śnieg, tylko my musimy siedzieć cicho i nie upominać się o swoje! Co za idiota albo antypolskie bydlę może w ogóle głosić takie tezy! Powtarzajmy do znudzenia: co złapiemy, to nasze, może wreszcie kolej, żebyśmy to my, a nie, k…a wiecznie nam!?


    Konrad Rękas

    Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
    Autor…

     

    Opublikowano @ 10 grudnia 2016, inne teksty autora:

    Złoty interes na polskim banku


    BLOG – INFOGRAFIKI – YOUTUBE – MEMY

    Włosi kupili PEKAO za 4,3 mld zł. W kolejnych latach zarobili na tym banku kilkadziesiąt mld zł. Teraz odsprzedają Polakom 1/3 akcji za 10,6 mld zł. Złoty biznes…
    wpis z dnia 9/12/2016

    Pojawiły się głosy, że repolonizacja PEKAO SA, czyli drugiego co do wielkości banku w Polsce, to wielki sukces. Sukces to może i jest, ale – póki co – jedynie dla dotychczasowych właścicieli tego banku, czyli włoskiej grupy UniCredit. Przypomnijmy, że Włosi kupili PEKAO od polskiego rządu w 1999 r. Wydali na to kwotę 4,3 mld zł. W ciągu kolejnych lat bank wygenerował ponad 30 mld zł (!) zysku na czysto. Teraz w ręce PZU trafi niespełna 1/3 akcji PEKAO. Włosi otrzymają w zamian kolejne 10,6 mld zł. Jeśli ktoś odniósł sukces to jest nim grupa UniCredit.
    Jedno jest pewne – należy się cieszyć z postępującej repolonizacji sektora bankowego w Polsce. Jednak odtrąbienie „sukcesu” tylko dlatego, że PZU za grubą kasę przejmuję 1/3 akcji Banku PEKAO jest w mojej opinii przesadą. Jeśli już, to PZU zrobiła krok w kierunku osiągnięcia takiego sukcesu. Póki co zaś o zmaterializowanym sukcesie może mówić dotychczasowy główny udziałowiec tego banku, czyli włoska Grupa UniCredit.
    Przypomnijmy – Bank PEKAO SA trafił w ręce włoskiego UniCredit w 1999 roku. Wówczas to Ministerstwo Skarbu Państwa w rządzie Jerzego Buzka wybrało na Włochów na inwestora strategicznego. Do finalizacji transakcji doszło 3 sierpnia 1999 r., kiedy UniCredit (wówczas jeszcze do spółki z niemieckim Allianz AG) objęło pakiet 52,09 proc. akcji banku. Cena za którą rząd Jerzego Buzka (wicepremierem był wtedy Leszek Balcerowicz, a ministrem Skarbu Państwa – Emil Wąsacz) sprzedał wspomniany pakiet kontrolny wynosiła 4,3 mld zł.
    W kolejnych 16 latach bank PEKAO SA wygenerował aż 30 mld zł zysku na czysto! Poniżej prezentuję wyniki finansowe tego banku publikowane na oficjalnej stronie internetowej (pekao.com.pl):
    – 2000 r.: zysk netto w wysokości 0,760 mld zł
    – 2001 r.: zysk netto w wysokości 1,261 mld zł
    – 2002 r.: zysk netto w wysokości 0,745 mld zł
    – 2003 r.: zysk netto w wysokości 0,919 mld zł
    – 2004 r.: zysk netto w wysokości 1,343 mld zł
    – 2005 r.: zysk netto w wysokości 1,535 mld zł
    – 2006 r.: zysk netto w wysokości 1,790 mld zł
    – 2007 r.: zysk netto w wysokości 2,157 mld zł
    – 2008 r.: zysk netto w wysokości 0,719 mld zł
    – 2009 r.: zysk netto w wysokości 2,411 mld zł
    – 2010 r.: zysk netto w wysokości 2,525 mld zł
    – 2011 r.: zysk netto w wysokości 2,899 mld zł
    – 2012 r.: zysk netto w wysokości 2,956 mld zł
    – 2013 r.: zysk netto w wysokości 2,785 mld zł
    – 2014 r.: zysk netto w wysokości 2,700 mld zł
    – 2015 r.: zysk netto w wysokości 2,500 mld zł
    Obecnie UniCredit postanowił sprzedać PZU 32,8 proc. akcji PEKAO za kwotę 10,6 mld zł. I właśnie dlatego, jeśli ktoś odniósł tutaj sukces, to – póki co – byli to Włosi, którzy PEKAO kupili za jedynie 4,3 mld zł…
    Żeby była jasność – nie mam nic przeciwko Włochom, że wykorzystali okazję, odkupili PEKAO od polskiego rządu i zarobili mnóstwo pieniędzy. Pretensje kieruje do klasy politycznej, która w latach 90-tych i na początku 2000 bezmyślnie wyprzedawała polski sektor bankowy za relatywnie niewielkie pieniądze. To właśnie doprowadziło do sytuacji, w której w 2015 roku ok. 65 proc. banków należała do podmiotów zagranicznych. W tym kontekście reprywatyzacja do dobry ruch, który przywraca normalność (rozumianą jako sytuacja, kiedy większość banków należy do rodzimego kapitału). Na ogłoszenie sukcesu trzeba jednak będzie poczekać co najmniej kilka lat, kiedy osiągane zyski (pozostające w Polsce) zrównoważą koszty odkupu (repolonizacji) PEKAO od Włochów z UniCredit.

    Źródło: PZU i PFR kupują Pekao SA od włoskiego UniCredit (Stooq.pl)
    Źródło: Wyniki finansowe PEKAO SA(pekao.com.pl)
    wpis z dnia 9/12/2016

    Kto rzucił kłodę demografii polskiej gospodarce?


    Jedynie prawda jest ciekawa

    logo-info-w

     

    Demografia barierą w rozwoju gospodarczym

     09.12.2016

     

    old-people-1553348960720Demografia barierą w rozwoju gospodarczym

    Demografia może być największą barierą w rozwoju gospodarczym Polski – ocenili eksperci w trakcie II Kongresu Przemysłowego, który odbywa się w Karpaczu (Dolnośląskie). Jak mówili, powinniśmy być zadowoleni z dotychczasowego dorobku i obecnego stanu gospodarki.

    W czwartek w panelu dyskusyjnym zatytułowanym „Czy Polska może być europejską potęgą gospodarczą?” uczestniczyli m.in.: były premier Jan Krzysztof Bielecki oraz dwaj byli wicepremierzy – Grzegorz Kołodko i Janusz Steinhoff. 

    Steinhoff podkreślił, że minione 25 lat to niezły okres w gospodarce, ale wyzwaniem na przyszłość jest przede wszystkim dbałość o finanse publiczne. „W tym kontekście krytycznie oceniam zmiany związane m.in. z wprowadzeniem niższego wieku emerytalnego. 

    Problemy demograficzne w następnych latach będą najważniejszymi do rozwiązania. I w związku z tym albo powrócimy do powszechności systemu emerytalnego i będziemy myśleć o parametrze, który powiąże wiek emerytalny z długością życia, albo będziemy mieli wielkie problemy z finansami publicznymi w przyszłości” – mówił b. wicepremier i minister gospodarki w rządzie AWS. 

    Jego zdaniem kolejnym celem powinno być zwiększenie nakładów na budowę infrastruktury, zwłaszcza tej związanej z branżą elektroenergetyczną, bez rozwoju której nie uda się rozwijać przemysłu. 

    Trzecią kwestią – w ocenie Steinhoffa – jest konieczność zwiększenia nakładów na edukację i innowacje. „Trzeba nie tylko większych nakładów, ale również lepszego wykorzystania tych funduszy. To, co ostatnio zapowiada w tej dziedzinie minister Gowin, budzi pewne nadzieje” – dodał. 

    Zdaniem Bieleckiego dziś największym wyzwaniem dla polskiej gospodarki jest „utrzymanie wzrostu gospodarczego i pozycji w europejskiej gospodarczej czołówce”. „Doceniajmy to, co mamy i co zostało osiągnięte ciężką pracą. Punkt startowy był taki, że we wszystkich obszarach byliśmy bankrutem (…) A teraz dźwignęliśmy na całkiem przyzwoite miejsce, do pierwszej szóstki w Europie” – powiedział b. premier. Podkreślił, że na rynku „brakuje rąk do pracy, co staje się coraz większym problemem np. w dużych aglomeracjach”. 

    „Wiadomo, że sposobem na wzrost gospodarczy jest zwiększanie zatrudnienia i wydajności pracy. Jeśli będziemy zmniejszać zatrudnienie, to będzie kłopot” – dodał Bielecki. Grzegorz Kołodko przyznał natomiast, że choć sytuacja gospodarcza jest dobra, to nasz kraj stoi przed „wyzwaniem demograficznym”. 

    „Na pewno Polska nie będzie żadnym mocarstwem, jeśli będziemy na obecnej ścieżce, tzn. jeśli stopa rozrodczości będzie tak niska. (…) Patrząc na to partykularnie, ale nie cynicznie, po prostu musi być w przyszłości ta siła robocza” – powiedział b. wicepremier i minister finansów w rządzie SLD. Ocenił, że termin „innowacyjność” staje się w polskiej debacie trochę „słowem – wytrychem, porównywalnym przed laty z terminem +gospodarka oparta na wiedzy+. 

    „W Polsce wielu przedsiębiorców buduje swój sukces bez wielkiej dozy innowacyjności, ale na profesjonalnym zarządzaniu, zdolności do ryzyka i poprzez umiejętną imitację. Polska jest w tej fazie rozwoju, że musi iść dalej do przodu, przede wszystkim imitując” – mówił Kołodko. W Karpaczu podczas II Forum Przemysłowego kilkudziesięciu panelistów uczestniczy w dyskusji na temat rozwoju gospodarczego Polski i Europy Środkowej. 

    Podczas dwudniowych obrad poruszane będą również tematy związane z reindustrializacją przemysłu, bezpieczeństwem energetycznym, nowymi technologiami, rynkiem pracy, medycyną i turystyką. 

    wkt/PAP

    [fot. pixabay.com]

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/wiadomosci/raporty-stefczyk-info/demografia-bariera-w-rozwoju-gospodarczym-,18745173014#ixzz4SQjjR9z0

    Żołnierz DRL: po stronie ukraińskiej walczy 2000 Polaków


     

    Novorossia Today

     

    Żołnierz DRL: po stronie ukraińskiej walczy 2000 Polaków

    Żołnierz DRL: po stronie ukraińskiej walczy 2000 Polaków

    on: Luty 21, 2016

    Aleksander “Ochota” Bułach, żołnierz Donieckiej Republiki Ludowej, podczas rozmowy z Siergiejem Wiesielowskim w programie “На Самом Деле” stwierdził, że po stronie ukraińskiej walczy 2000 Polaków.

    Zapytany przez prowadzącego, skąd wiadomo, że to Polacy odpowiedział, że mają inny typ mundurów (“NATO-wski”), oraz nieco inne karabiny, a w rejonie Stanicy Ługańskiej nie ukrywają swojej narodowości.

    Krzysztof Bosak: Banki trzeba unarodowić


    ParezjaParezja

     

    Krzysztof Bosak: Banki trzeba unarodowić

    Przez

    Redakcja Parezja.pl

    • 9 grudnia 2016

     

    Gościem Telewizji Republika był wiceprezes Ruchu Narodowego Krzysztof Bosak. Tematem rozmowy była „narodowość kapitału”.

    Nie wszyscy mówili, że kapitał nie ma narodowości. Zawsze były osoby – i mam tu na myśli m.in. środowiska narodowościowe – które podkreślały, że narodowość jest nieodzowną częścią kapitału. Niestety te środowiska były spychane na margines i dopiero po kryzysie UE przyszło „otrzeźwienie” i pojawiły się głosy odnośnie „udomowienia” banków. Tak zaczęła się debata o repolonizacji. Banki trzeba było unarodowić i takie hasło było głoszone nawet przez krytyków – powiedział Bosak.

    Polityk nie kryje zadowolenia, że banki przechodzą w polskie ręce, ale jednocześnie podkreśla, że samo przejęcie kontroli nie załatwia sprawy.

    Cieszymy się, że kolejne banki przechodzą pod kapitałową kontrolę polskich spółek i jest to korzystne z punktu widzenia wspólnoty narodowej państwa polskiego. Jedno – to nabyć kontrolę, a drugie – to zrobić z niej prawidłowy użytek, czyli obrócić banki tak, aby oprócz zarabiania, służyły polskiej gospodarce. Muszą m.in. zarabiać na rozwój polskiego przedsiębiorstwa, a kilka lat temu był to poważny problem, ponieważ spółki zagraniczne traktowały nas jako rynek ryzykowny – mimo braku kryzysu. Polityka kredytowa banku przekłada się na całą gospodarkę i politykę państwa – stwierdził.

    Przyjaźń polsko-węgierska jest wyjątkowa


    ParezjaParezja

     

    Orban podczas wizyty w Polsce: Przyjaźń polsko-węgierska jest wyjątkowa

    Przez

    Redakcja Parezja.pl

    • 10 grudnia 2016

     

    foto: Flickr.com

    Viktor Orban przyjechał do Polski z dwudniową wizytą. Spotkał się m.in. z premier Beatą Szydło oraz prezesem Prawa i Sprawiedliwości Jarosławem Kaczyńskim.

    Węgierski premier podczas spotkania z Beatą Szydło podjął temat kryzysu migracyjnego oraz zbliżającego się szczytu Rady Europejskiej. Orban uczestniczył również w konferencji zorganizowanej przez Uniwersytet Jagielloński, poświęconej profesorowi Wacławowi Felczakowi.

    Nieraz splatały się wspólne losy naszych krajów. Obecna nasza siła w UE polega na tym, że mamy odrodzenie w Europie Środkowo-Europejskiej. Prowadzimy wspólną politykę emigracyjną, jesteśmy najstabilniejsi w Europie. Nie pozwólmy, by nasi krytycy zaciemniali tę sytuację – powiedział Orban.

    Namaszczony podarunek do zwrotu


    Puls Biznesu

     

    Izrael poprosi premiera Rosji o oddanie prezentu

    2016-12-08

    MAREK DRUŚ»
    m.drus@pb.pl

     

    Avichai Mandelblit, prokurator generalny Izraela, polecił sprawdzić, czy minister rolnictwa miał prawo podarować premierowi Rosji drona wartości 50 tys. USD.

    Avichai Mandelblit, prokurator generalny Izraela, polecił sprawdzić, czy minister rolnictwa miał prawo podarować premierowi Rosji drona wartości 50 tys. USD. Dmitrij Miedwiediew dostał drona 10 listopada podczas wizyty w rolniczym centrum badawczym Volcani pod Tel Awiwem. Niedługo po tym szef dyplomacji Hiszpanii zażądał od władz Izraela wyjaśnień. Okazało się bowiem, że dron został wyprodukowany w Hiszpanii i przekazany izraelskiemu centrum badawczemu do celów naukowych. Hiszpanie zwrócili uwagę, że w urządzeniu wykorzystano technologie „podwójnego użycia”, czyli także wojskowe, których transfer…