USA szukają następcy na miejsce Poroszenki


Sputnik Polska 

09 GRUDZIEŃ 2016

USA głowią się, jak się pozbyć ukraińskiego problemu

© Sputnik. Mikhail Palinchak POLITYKA 16:21 08.12.2016Krótki link71133453 Waszyngton traci zaufanie do prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i prowadzi oględziny „alternatywnych kandydatów” – pisze ukraiński portal „Wiesti”. Obecne władze już straciły kontakt z zespołem prezydenta elekta USA Donalda Trumpa: pierwszy raz Trump skontaktował się z Kijowem dopiero tydzień po zwycięstwie. Niezwłocznie po zakończeniu głosowania w USA Poroszence udało się „pogratulować” jedynie ambasadorowi USA na Ukrainie Marie Jovanovic, a to, jak zaznaczają rozmówcy wydania, jest „silnym sygnałem” Waszyngtonu o skrajnej irytacji Kijowem. © ZDJĘCIE: PRESIDENT OF THE UKRAINE PRESS-SERVICE Poroszenko: UE zrekompensuje Kijowowi utratę dostępu na rosyjskie rynki „Ukraina grała na boisku Clinton, a Paul Manafort (stał na czele sztabu wyborczego Trumpa — red.) ma dobrą pamięć — a jeszcze lepszą ma sam Donald Trump. Tacy nie odpuszczają” — powiedział „Wiestiom” doradca Manaforta. Według politologa Władimira Fesenko sam Trump na razie nie określił się w kwestii ukraińskiej. Prezydent nie ma też ludzi, którzy mogliby się zająć Ukrainą. „Ryzyko — jego kontaktów z Rosją, a nawet możliwa transakcja, która będzie dotyczyć Ukrainy: mogą coś zdecydować za nas” — cytuje gazeta słowa politologa. Ponadto źródła „Wiesti” przekonują, że Waszyngton nie ma już bezpośrednich interesów na Ukrainie. Przedstawiciel firmy wydobywającej gaz Burisma Holdings (w skład jej zarządu wchodzi syn obecnego wiceprezydenta USA Joe Bidena Hunter) zasugerował, że Waszyngtonowi nie jest już potrzebny ukraiński gaz łupkowy i przypomniał, że Trump stawia sobie za zadanie zwiększenie wewnętrznego wydobycia ropy naftowej i opracowanie złóż łupkowych. „W każdym razie nie będziemy już na pierwszych pozycjach amerykańskiej listy priorytetów — w najlepszym przypadku oddadzą nas Europie” — przewiduje ukraiński politolog Wadim Karasiew. Według gazety USA rozwiążą kwestię ukraińską nie wcześniej niż latem 2017 roku, przy czym rzekomo planuje się jednoznaczne postanowienie — ustąpić pozycji Rosji. © SPUTNIK. STRINGER Poroszenko: Europeizacja nie wpłynęła na poziom życia Ukraińców Na tym tle przeciwnicy Poroszenki próbują nawiązać kontakty w przyszłym Departamencie Stanu. Do Stanów Zjednoczonych od Julii Tymoszenko poleciał były szef SBU Walentyn Naliwajczenko. Nie wykluczone, że w Ameryce szukają sojuszników do przyszłej walki politycznej Michaił Saakaszwili i doniecki miliarder Rinat Achmetow, który w swoim czasie współpracował z Paulem Manafortem za czasów, kiedy ten ostatni był spin doktorem „Partii Regionów”. Wśród opozycji prowadzony jest casting na rolę ewentualnego ukraińskiego lidera, co według ekspertów mówi o kompletnym braku zaufania do Petra Poroszenki. Przy tym opozycjoniści próbują przyspieszyć moment zmiany władzy. „Wielu już teraz zmienia swoje buty, z prozachodnich stają się centrystami, wypowiadają się coraz bardziej pozytywnie pod adresem Rosji” — zauważył politolog Rusłan Bortnik. Drużyna Poroszenki z kolei pracuje nad planem ratowania sytuacji, istnieją dwa modele — „partner sparingowy” i „następca”, zauważa gazeta. © SPUTNIK. SERGEY GUNEEV Po co Poroszenko przyjechał do Polski? „Sparring” oznacza, że Poroszenko decyduje się na reelekcję, wyprowadzając dla siebie dogodnego przeciwnika, na przykład Ołeha Laszko. Otoczenie premiera Ukrainy Wołodymyra Hrojsmana mówi także o „następcy”: Poroszenko składa dymisję rzekomo z powodu pogorszenia stanu zdrowia i wysuwa kandydaturę prokuratora generalnego Jurija Łucenko, który zdobywa punkty w ratingu w procesach nad byłymi członkami Partii Regionów i oligarchami. Jednocześnie eksperci mają również kontrargumenty do takich przypuszczeń. „Poroszenko nie zrezygnuje z walki o drugą kadencję — najwyżej zrozumie, że nie ma żadnych szans. W 1999 roku poparcie Kuczmy było niższe niż obecnie Poroszenki, a on został prezydentem. Oto pytanie w technologiach i konsolidacji elit” — uważa Władimir Fesenko.
Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/polityka/201612084379453-usa-ukraina-rosja-ue/

NEWSWEEK niezadowolony z narodowego następcy na miejsce Dziwisza


Newsweek

„Biskup z PiS”. Marek Jędraszewski następcą kard. Stanisława Dziwisza w Krakowie

Data publikacji: 08.12.2016, 12:20Ostatnia aktualizacja: 09.12.2016, 09:24

Arcybiskup Marek Jędraszewski

fot. Tomasz Gzell  /  źródło: PAP

Maciej Gajek

MACIEJ GAJEK

Arcybiskup Marek Jędraszewski jest ulubieńcem Radia Maryja. Nowy metropolita, znany z popierania PiS i niechęci do środowisk LGBT będzie miał kłopot, by dogadać się z krakowskim „kościołem otwartym”. – To fatalna wiadomość! – nie dowierzają w Krakowie.

Nominacja dla abp. Marka Jędraszewskiego to zaskoczenie. Krakowskie środowiska katolickie były przekonane, że papież Franciszek mianuje kogoś, kto będzie kontynuatorem „liberalnej” linii krakowskiego Kościoła. „Pewnym” kandydatem był krakowski biskup pomocniczy Grzegorz Ryś.

Follow

Paweł Kowalski SJ @PawelKowalskiSJ

„A wyszedłszy z Łodzi poszedł” do Krakowa 😉 #Jędraszewski

12:03 PM – 8 Dec 2016

  • Retweets

  • 55 likes

  • Jak reagują na nominację krakowscy duchowni? Oficjalnie można usłyszeć jedynie okrągłe słowa o nowym otwarciu i nowych perspektywach duszpasterskich – nikt z krytycznych duchownych nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. Jeden z krakowskich księży, do którego zadzwoniliśmy z prośbą o komentarz, nie wiedział o nominacji. Gdy usłyszał nazwisko nowego metropolity, wykrztusił: – O rany, stało się najgorsze, co się mogło stać.

    – Możemy sobie opowiadać bajeczki o tym, że „Duch wieje kędy chce”, ale abp Jędraszewski jest znany, wiadomo, jakie ma poglądy. W Krakowie jest szok, ludzie są przerażeni – mówi inny ksiądz z Krakowa, który także nie chce podawać nazwiska.

    Abp Jędraszewski – „twardogłowy biskup z Radia Maryja”

    Bp Marek Jędraszewski bywa określany „twardogłowym” i jest znany ze skrajnych poglądów i wypowiedzi. Gdy Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar interweniował ws. drukarza, który odmówił obsłużenia klientów-gejów, arcybiskup określił go mianem „lewackiego”. Prosił także wiernych, by „modlili się za PiS”. A gdy niedawno kobiety w całej Polsce protestowały przeciw planowanemu przez Prawo i Sprawiedliwość całkowitemu zakazowi aborcji i kar dla kobiet za poronienie – Jędraszewski nazwał marsze „bezczelnością” i „czarną ewangelią”.

    O swoich przeciwnikach ideowych mówił, że są „morderczą czerwoną zarazą”. W tym samym kazaniu krytykował prezydenta Bronisława Komorowskiego „i jego środowisko” za przyjęcie konwencji antyprzemocowej. – To przeciwstawienie się wartościom uczestników Powstania Warszawskiego – stwierdził. 

    Zobacz też: Jak „dobra zmiana” mija się z prawdą

    0:24 / 1:31

    Jędraszewski reprezentuje „radiomaryjne” stronnictwo w Episkopacie. Jest przez ojca Rydzyka lubiany i sam mówi o rozgłośni, że to „głos wykluczonych”. Może mieć kłopot z dogadaniem się ze środowiskami krakowskich intelektualistów. Katolickie środowisko związane z „Tygodnikiem Powszechnym” to „liberalny katolicyzm”. Abp Marek Jędraszewski stoi po drugiej stronie barykady.

    View image on Twitter

    View image on Twitter

    Follow

    Radio Maryja

    @RadioMaryja

    Ks. abp #Jędraszewski: #RadioMaryja jest bliskie zwykłym ludziom i ich problemom #25latRM

    4:46 PM – 3 Dec 2016

  • 77 Retweets

  • 1717 likes

  • – To będzie jeden z testów, przed którym stanie nowy metropolita. „Tygodnik Powszechny” ma prawo do używania przymiotnika „katolicki”. Pytanie, czy teraz nie straci tego prawa – zastanawia się jeden z krakowskich księży. I zaraz dodaje: – Za Dziwisza w Krakowie funkcjonowali i skrajnie prawicowy ksiądz Oko, i liberalny ksiądz Sowa. Teraz ten pierwszy będzie miał o wiele łatwiej, a ten drugi – o wiele trudniej.

    Z homoseksualizmem walczy, molestującego kleryków biskupa bronił

    CZYTAJ TAKŻE

    Karmił pielgrzymów na ŚDM. Kościół nadal mu nie zapłaciłWIĘCEJ ❯

    Przystań Pielgrzymów LGBTQ podczas ŚDM. Czy wiara i tęcza mogą iść w parze? WIĘCEJ ❯

    Kraków nie wie, gdzie zmieścić pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży? WIĘCEJ ❯

    Znanemu z homofobicznych wypowiedzi księdzu Oko będzie łatwiej, bo nowy metropolita zdaje się mieć podobne poglądy. Walczy z gender, zapłodnienie in vitro uważa za „uwłaczające godności kobiety”. Zaś podczas otwartego spotkania z wiernymi w archikatedrze w Łodzi, gdy metropolita odpowiadał na pytania wiernych, otwarcie określił homoseksualizm jako „ułomność”. – Jest wiele osób przejawiających skłonności homoseksualne, które wiedzą o swojej ułomności i walczą, a nie obnoszą się z nią – powiedział wówczas. „Środowiskom homoseksualnym” zarzucał, że mówiąc o „gejostwie” stosują techniki manipulacyjne. – Nazywa się faszystami tych, którzy mają odwagę wyrazić obiektywną prawdę. Wprowadza się myślenie akceptacyjne, przyjmuje się, że jest to normalne.

    Gdy w 1997 r. ks. Jędraszewski zostawał biskupem, święceń udzielał mu abp Juliusz Paetz. Kilka lat później media opisały oskarżenia, jakie wobec Paetza wysuwali poznańscy klerycy. Arcybiskup miał składać im niemoralne propozycje, molestować, a nawet zmuszać do seksu. Symboliczne stały się opowieści o prezentach, którą Paetz miał wręczać młodym mężczyznom. Rzekomo były to czerwone majtki z napisem „AMOR”.

    Jędraszewski był zaciekłym obrońcą swego przełożonego i jednym z inicjatorów listu w jego obronie. Sugerował poznańskim księżom, by go podpisywali. Gdy ktoś miał wątpliwości, miał mówić: „Podpisz dla dobra Kościoła”. 

    Marek Jędraszewski vs. Józef Tischner

    Co ciekawe, biskup Jędraszewski sam nie stroni od intelektualnych wyzwań. Pisał prace naukowe dotyczące francuskiego filozofa żydowskiego pochodzenia Emmanuela Levinasa. Na ich podstawie zrobił doktorat i habilitację. Tego samego Levinasa, którym zajmował się ks. Józef Tischner. To z Levinasa wziął swoje słynne powiedzenie: „Zobaczyć twarz innego to na nowo odczytać siebie”. – Obydwaj czytali tego samego filozofa, ale zrozumieli ich zupełnie inaczej. Tischner jako zachętę do otwarcia, a Jędraszewski – wręcz przeciwnie – zwraca uwagę nasz rozmówca.

    Abp Jędraszewski – wkrótce kardynał?

    Jędraszewski ma  67 lat. Księdzem jest od 1973 roku, a biskupem od 1997 r. Jest bardzo ważną postacią polskiego Kościoła – zastępcą przewodniczącego KEP, członkiem Rady Stałej Episkopatu Polski, pracuje w Komisji Wychowania Katolickiego KEP, Sekcji Nauk Filozoficznych Komisji Nauki Wiary i w Duszpasterstwie Młodzieży. Pełni też funkcję delegata KEP ds. Duszpasterstwa Akademickiego. W 2012 roku został mianowany arcybiskupem metropolitą łódzkim. Zapewne wkrótce do licznych tytułów dołączy „czerwony kapelusz” – czyli tytuł kardynała.

    Dotąd metropolitą w Krakowie był kard. Stanisław Dziwisz, były sekretarz Jana Pawła II. Od dwóch lat powinien być jednak na emeryturze. W 2014 r. skończył bowiem 75 lat. Papież Franciszek poprosił go jednak o pozostanie na stanowisku do zakończenia Światowych Dni Młodzieży, które w tym roku odbyły się w Krakowie.

    Szusy Pani Hani


    Polskie radio.pl

     

    Reprywatyzacja w Warszawie. Poseł PiS: rodzina wiceprezydenta stolicy otrzymała zwrot pięciu nieruchomości

    09.12.2016 15:44

    – Rodzina wiceprezydenta Warszawy Witolda Pahla w ramach procesów reprywatyzacji otrzymała zwrot 5 nieruchomości w centrum stolicy oraz odszkodowanie w wysokości 1,2 mln zł – powiedział w piątek poseł PiS Jacek Sasin.

    Jacek Sasin podczas konferencji

    Jacek Sasin podczas konferencjiFoto: PAP/Tomasz Gzell

    – Mamy informację, że rodzina pana wiceprezydenta Pahla w tym procesie reprywatyzacji warszawskiej bardzo aktywnie uczestniczy – powiedział Sasin na konferencji prasowej w piątek Sasin.

    warszawa1200.jpg

    Reprywatyzacja w Warszawie

    – Posiadamy informacje mówiące o tym, że w ramach reprywatyzacji (rodzina wiceprezydenta Pahla – przyp.red.) otrzymała zwrot 5 nieruchomości w Warszawie, atrakcyjnych nieruchomości w centrum stolicy, otrzymała również 1,2 mln zł odszkodowania za te nieruchomości, które nie mogą być zwrócone w naturze – dodał.

    Platforma zataiła powiązania Pahla?
    Stwierdził, że zadaje to kłam informacjom przekazywanym wcześniej przez wiceprezydenta Pahla oraz Platformę Obywatelską, która – mówił Sasin – przedstawiła Pahla jako osobę niezwiązaną z procesem reprywatyzacji w Warszawie.

    (Film – Sasin: w Warszawie jest patologia. Źródło: TVP INFO)

    Zdaniem Sasina decyzje dotyczące rodziny Pahla, które zapadły w warszawskim samorządzie, powodują „ewidentny konflikt interesów”.
    Poseł PiS wezwał PO, żeby rozwiązała problem reprywatyzacji w Warszawie. – Problem warszawskiej reprywatyzacji i nieprawidłowości w tym procesie, nie został w dalszym ciągu, mimo zapowiedzi ze strony PO, rozwiązany – powiedział.

    „Gra pozorów”
    Dodał, że w dalszym ciągu nie ma przeprowadzono zapowiedzianego przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz audytu ws. reprywatyzacji, a władze stolicy nie współpracują w odpowiedni sposób z organami ścigania. Dowodem tego – powiedział Sasin – jest nieprzekazanie w terminie na żądanie prokuratury informacji dotyczących nieprawidłowości, jakie miały miejsce w procesie reprywatyzacji.
    – Widać wyraźnie, że toczy się gra pozorów, że samorząd warszawski nie jest w żaden sposób zainteresowany, żeby ten proceder ukrócić i żeby wyjaśnić nieprawidłowości, które miały miejsce w poprzednim czasie – powiedział poseł PiS dodając, że PO ponosi odpowiedzialność za sprawę reprywatyzacji.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    PrawoiSprawiedliwość @pisorgpl

    Poseł #PiS @SasinJacek w #Sejm: Dowiadujemy się, że debata 13 grudnia w #PE odbywa się z inicjatywy #Nowoczesna i R.#Petru.

    13:41 – 9 gru 2016

  • 1313 podanych dalej

  • 1414 polubień

  • Sasin wezwał również szefa PO Grzegorza Schetynę, żeby „zamiast zajmować się personalnymi atakami na polityków PiS zajął się rzeczywiście poważnymi problemami, które dotyczą osób związanych z PO lub osób, które pełnię z ramienia PO ważne funkcje, w tym wypadku w samorządzie warszawskim”.

    Widać wyraźnie, że toczy się gra pozorów, że samorząd warszawski nie jest w żaden sposób zainteresowany, żeby ten proceder ukrócić i żeby wyjaśnić nieprawidłowości, które miały miejsce w poprzednim czasie

    Jacek Sasin

    Chmielna 70
    Wokół procesów reprywatyzacyjnych zrobiło się głośno, gdy pod koniec sierpnia w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł nt. okoliczności reprywatyzacji działki obok Pałacu Kultury i Nauki, pod dawnym adresem Chmielna 70. Miasto zwróciło ją w 2012 r. w prywatne ręce – trzech osób, które nabyły roszczenia od spadkobierców – mimo że wcześniej b. współwłaścicielowi nieruchomości, obywatelowi Danii, przyznano za nią odszkodowanie na podstawie umowy międzynarodowej.
    W związku ze sprawą Chmielnej 70 i reprywatyzacji zlikwidowano Biuro Gospodarki Nieruchomościami w warszawskim ratuszu. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz dyscyplinarnie zwolniła urzędników, którzy zajmowali się reprywatyzacją działki przy Chmielnej 70. Odwołani zostali też wiceprezydent Jarosław Jóźwiak, któremu podlegało Biuro Gospodarki Nieruchomościami oraz wiceprezydent Jacek Wojciechowicz, który zajmował się inwestycjami w mieście.
    Na miejsce Jóźwiaka na swojego zastępcę Gronkiewicz-Waltz powołała we wrześniu Witolda Pahla, byłego posła PO, prawnika, sędziego Trybunału Stanu. – Jest to osoba spoza Warszawy, co dla mnie jest bardzo ważne (…) Szukałam osoby, która nie ma żadnych związków z Warszawą, nie prowadzi tu żadnej praktyki adwokackiej, a jednocześnie zna problem reprywatyzacji – uzasadniała Gronkiewicz-Waltz.

    Witold Pahl
    W połowie września Pahl był pytany przez dziennikarzy o wypowiedź stołecznego radnego Piotra Guziała, który stwierdził w radiu RDC, że rodzina Pahla ma roszczenia w Warszawie. – Już to komentowałem wielokrotnie, nasze drogi, jeżeli chodzi o powiązania rodzinne rozeszły się nie kilkadziesiąt, a sto kilkadziesiąt lat temu. A więc ani ja, ani moja najbliższa rodzina nie mamy żadnych roszczeń – powiedział wówczas Pahl.

    Już to komentowałem wielokrotnie, nasze drogi, jeżeli chodzi o powiązania rodzinne rozeszły się nie kilkadziesiąt, a sto kilkadziesiąt lat temu. A więc ani ja, ani moja najbliższa rodzina nie mamy żadnych roszczeń 

    Witold Pahl

    Na początku września na polecenie ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego powołano łącznie trzy zespoły prokuratorskie do spraw warszawskiej reprywatyzacji: w prokuraturach regionalnych – wrocławskiej i warszawskiej oraz w Prokuraturze Krajowej.
    Ponadto w resorcie sprawiedliwości przygotowano projekt ustawy na mocy, której powołana ma zostać komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji. W ubiegłym tygodniu prace nad tym projektem rozpoczął Sejm.
    Stołeczny ratusz rozpisał przetarg na przeprowadzenie audytu procesu reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Wpłynęła jedna oferta, jednak miasto ją odrzuciło. Kolejne postępowanie przetargowe ratusz ogłosił 22 listopada, w wyznaczonym terminie, który minął 5 grudnia, do ratusza wpłynęły dwie oferty na przeprowadzenie audytu proces u reprywatyzacji warszawskich nieruchomości, które będą teraz analizowane. 

    dcz

    Zobacz więcej na temat: polska jacek sasin reprywatyzacja warszawa mazowieckie

    Korwin-Piotrowska broni Lindy, który w niewybrednym stylu zjechał Wajdę


     

    Przełącz na dziennik.pl

    Przełącz na Dziennik

     

    Korwin Piotrowska broni Lindy: Każdy, kto zna jego relację z Wajdą, nie uzna tego, co powiedział za niestosowne

    08.12.2016, 17:02 | Aktualizacja: 08.12.2016, 17:04

    12

    Karolina Korwin Piotrowska, Bogusław Linda

    Karolina Korwin Piotrowska, Bogusław Linda / AKPA

    Bogusław Linda udzielając wywiadu amerykańskiemu serwisowi Deadline w ostrych słowach skrytykował scenariusz ostatniego filmu Andrzeja Wajdy „Powidoki”. Słowa aktora, który zagrał w tym obrazie główną rolę, wywołały prawdziwą burzę. Karolina Korwin Piotrowska uważa jednak, że Lindę z Wajdą łączyła szczególna więź, dlatego w wypowiedzi aktora nie było niczego niestosownego.

    Pamiętam ten scenariusz, on był naprawdę chujwy. Po prostu był niedobry – powiedział Linda. Ponieważ Andrzej nie żyje, ja muszę za niego jeździć po ku***a całym, jebm świecie i świecić ryjem we wszystkich miejscach – dodał

    Czytaj więcej

    „Scenariusz był chu**wy” – Bogusław Linda bezpradonowo o „Powidokach” Wajdy

    Te słowa aktora spotkały się z ostrą krytyką osób, które dopatrują się w nich braku szacunku dla Andrzeja Wajdy i jego ostatniego filmu.

    Karolina Korwin Piotrowska bierze aktora w obronę i uważa, że mógł pozwolić sobie na taką wypowiedź z racji relacji, jaka łączyła go z Andrzejem Wajdą:

    Powiedział prawdę, dowcipnie i z jajem. Szczerze- taka cecha, której z trudem szukać w szobiznesie, gdzie każdy kłamie w imię partykularnych interesów. Każdy, kto zna jego wazną relację z Wajdą, trwająca długo, bo od „Dantona” i „Człowieka z żelaza”, nie uzna tego, co powiedział za niestosowne. Relacja bowiem reżysera z aktorem jest zwykle, szczególnie w przypadku spotkania się tak wielkich i oryginalnych osobowości, szczególna. Tutaj zdanie o beznadziei owych czasów, o zapaleniu płuc, które trwało sześć godzin mówi więcej o tej relacji niż każdą rzucona „ku…a”.

    Czytaj więcej

    Wajda o „Powidokach” i kulturze narodowej. „Stoimy wobec próby ingerencji władzy w sztukę”

    Dziennikarka uważa, że szczerość Bogusława Lindy zasługuje na uznanie:

    Nie każdy ze scenariuszy Wajdy był genialny. Nie każdy z jego filmów był wielki. Przyznajmy to wreszcie, każdy artysta zasługuje bowiem na obiektywną ocenę swej pracy. Nie na kolejny bezkrytyczny tekścik ku czci. Także Wajda. Przez lata, w pozycji niezmiennie nakolanniczej wobec Mistrza nikt tego nie mówił, bo ku..a nie wypadało…. Do teraz. I nagle szok. Świętojebliwie oburzenie ciotek z krypty. Niedowierzanie.

    Na zakończenie Korwin Piotrowska dodała, że nie może doczekać się, kiedy zobaczy Bogusława Lindę w „Powidokach

    Galeria

    Przejdź do galerii »

    „Najbardziej gniewny film Wajdy od lat”. „Powidoki” polskim kandydatem do Oscara. ZDJĘCIA I ZWIASTUN

    „Mistrz Jedi polskiego kina Andrzej Wajda przedstawia w »Powidokach« kolejny gorzki epizod z brutalnej historii swojego kraju. Tym razem tematem czyni awangardowego malarza Władysława Strzemińskiego, męczennika filisterskiej, stalinowskiej ortodoksji, ale jest być może cień osobistej…

     

    Źródło: Facebook

    CETA może wysłać na bezrobocie miliony ludzi


     

    tvn24bis.pl

    CETA może wysłać na bezrobocie miliony ludzi

    Dodane przez Zyga

    Opublikowano: Czwartek, 08 grudnia 2016 o godz. 16:04:41

    Umowa o wolnym handlu i przepływie kapitału między Kanadą a UE nieoczekiwanie spotkała się z oporem nawet w Komisja Zatrudnienia i Spraw Socjalnych Parlamentu Europejskiego. Eurodeputowani są zaniepokojeni po przestudiowaniu umowy.

     

    Jeśli w lutowym głosowaniu deputowani Parlamentu Europejskiego opowiedzą się za przyjęciem CETA wejdzie ona w życia jeszcze przed zakończeniem procesu ratyfikacji przez wszystkie parlamenty państw członkowskich. W związku z tym umowa stała się przedmiotem analizy organów PE. Po przestudiowaniu niezwykle krytyczni wobec niej pozostają eurodeputowani z Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych Parlamentu Europejskiego. Komisja wydała rekomendację by izba odrzuciła CETA.

    „W kwestii tworzenia godnych miejsc pracy dowody empiryczne, których podstawą są realne modele, wskazują jednak co najwyżej na marginalny ogólny wzrost zatrudnienia w UE wynoszący nie więcej niż 0,018 proc. w okresie wdrażania przewidzianym na 6-10 lat. Ponadto w ostatnich badaniach wykorzystujących takie modele przewiduje się rzeczywistą utratę 204 tys. miejsc pracy w całej UE, w tym 45 tys. we Francji, 42 tys. we Włoszech i 19 tys. w Niemczech” – opinię europarlamentarnej komisji cytuje portal Interia. CETA ma według jej członków prowadzić do upadłości wielu małych i średnich firm, które zostaną wyparte z rynku przez wielkie międzynarodowe korporacje. Mał Małe i średnie przedsiębiorstwa „będą musiały stawić czoła silnej konkurencji ze strony dużych północnoamerykańskich korporacji transnarodowych, co zagrozi istnieniu 90 mln miejsc pracy (67 proc. całkowitego zatrudnienia) w tych przedsiębiorstwach” – twierdzą eurodeputowani. To zaś doprowadzi do zwiększenie nierówności społecznych – „Tym samym doprowadzi do większej nierówności i ostrzejszych napięć społecznych”.

    CETA to kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa między Unią Europejską a Kanadą. Jej celem jest zniesienie ceł, ujednolicenie regulacji dot. produktów sprzedawanych po obu stronach oceanu i liberalizacja handlu usługami. Najnowsze raporty, m.in. Krajowej Rady Izb Rolniczych wskazują, że CETA może doprowadzić do zaniku małych gospodarstw w Europie, zdominowania europejskich rynków przez żywność GMO (Kanada jej jest trzecim największym producentem na świecie). Umowa ma również wpłynąć na ceny skupu produktów rolnych, a także ryb. KRIR stwierdza wręcz, że „CETA spowoduje zniszczenie rolnictwa w Polsce i w Europie”. Bardzo krytyczny raport opublikowała również prestiżowa kanadyjska organizacja The Council of Canadians.

    Co więcej, umowa zawiera również kontrowersyjny mechanizm ICS – czyli system sądów ds. inwestycji, wcześniej nazywany systemem ISDS (inwestor-przeciw-państwu). Umożliwi to koncernom zaskarżanie rządów państw do niepublicznych trybunałów arbitrązowych, jeśli uznają, że jakiś prawo uchwalone przez władze państwa narodowego obniża ich przyszłe zyski. Korporacje będą mogły w tych kategoriach intepretować na przykład przepisy wzmacniające ochronę praw pracowniczych czy normy bezpieczeństwa produkcji. W praktyce koncerny będą mogły żądać miliardowych odszkodowań za przepisy, które służą obywatelom, ale uderzają w ich zyski. Ponadto, wyroki trybunałów funkcjonujących w ramach ISDS są dla państw wiążące. CETA umożliwi również dostęp do tego mechanizmu korporacjom amerykańskim. Tym samym, CETA może przynieść podobne skutki co TTIP. W dodatku Kanada może stanowić furtkę dla amerykańskiej finansjery. Wielu amerykańskich kapitalistów rejestruje bowiem swoją działalność gospodarczą w kraju północnego sąsiada.

    Czytaj także: Polacy protestują przeciwnik CETA [+FOTO]

    fakty.interia.pl/kresy.pl

    Polska bezbronna wobec rosyjskich dronów


     

     

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    PIĄTEK 09 GRUDNIA

     

    Rosyjskie drony nad Polską. Mogą prowadzić działania rozpoznawcze lub testować czujność służb

    Data publikacji: 2016-12-09 08:00

    Data aktualizacji: 2016-12-09 07:56:00

    Rosyjskie drony nad Polską. Mogą prowadzić działania rozpoznawcze lub testować czujność służb

    By Jacek Halicki (Own work) [CC BY-SA 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)%5D, via Wikimedia Commons

    Rosyjskie bezzałogowe pojazdy latające polskie służby w tym roku zaobserwowały czterokrotnie. Jednak nie wiadomo ile tego typu wycieczek nad polskie terytorium zorganizowali Rosjanie. Zdaniem ekspertów, to działania rozpoznawcze lub test czujności polskich służb.

    Przypadki naruszenia polskich granic przez rosyjskie bezzałogowce ujawniła Straż Graniczna. Drony w każdym z przypadków nadlatywały z obwodu kaliningradzkiego. „Ostatni taki przypadek odnotowano dwa tygodnie temu w okolicach miejscowości Banie Mazurskie (na zachód od Gołdapi)” – informuje „Rzeczpospolita”.

    O incydentach informowane były Siły Powietrzne. Ministerstwo Obrony Narodowej zasłaniając się niejawnością informacji nie zdradza jakie czynności zostały podjęte.

    W ocenie ekspertów tego rodzaju działalność Rosjan to nic innego jak testowanie czujności polskich służb. Drony to także dobry sposób na realizowanie zadań rozpoznawczych. – Na przykład mogą być wykorzystywane do określania koordynatów przyszłych celów – tłumaczy płk rez. Krystian Zięć, jeden z pierwszych polskich pilotów samolotów F-16, ekspert wojskowy Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.

    Źródło: rp.pl, tvp.info

    MA

    Read more: http://www.pch24.pl/rosyjskie-drony-nad-polska–moga-prowadzic-dzialania-rozpoznawcze-lub-testowac-czujnosc-sluzb,47932,i.html#ixzz4SL3GaqKa

    Polskę właścicieli definiują miliony skrzywdzonych i wyrzuconych za burtę oraz garstka zadowolonych z siebie pazernych nuworyszy


    RZEPA.pl

     

    Bogusław Chrabota

    13 grudnia 1981 roku: Interpretacja heroiczna, tragiczna, nostalgiczna

    publikacja: 08.12.2016

    aktualizacja: 08.12.2016, 23:25

    Foto: EAST NEWS, Wojtek Laski

    Richard Pipes wspominał na łamach „Rzeczpospolitej” przed laty, że stan wojenny zaskoczył Amerykanów.

    REDAKCJA POLECA

    08.12.2016

    W twoim kraju wojna!

    08.12.2016

    „Mniejsze zło”

    08.12.2016

    Strzały w Wujku: Największa tragedia grudnia ’81

    KANCELARIERP.PL

    Stwórz swoją umowę – szybko i profesjonalnie!

    Mimo iż CIA posiadała raport Kuklińskiego, ani Ronald Reagan, ani jego otoczenie nie byli dostatecznie o nim poinformowani. Dlaczego? Prawdopodobnie eksperci nie dowierzali, że Sowieci zostawią zdławienie kontrrewolucji w Polsce Jaruzelskiemu. Taka zresztą była dotychczasowa logika Moskwy. W przypadkach realnego zagrożenia interesów ZSRR czerwoni generałowie zwykli byli przejmować sprawy w swoje ręce. Dlatego na ulicach Berlina, Budapesztu i Pragi dowodzili i strzelali Sowieci. Polska była jednak inna.

    Kreml świetnie pamiętał Powstanie Warszawskie, ale również rok 1968 w Warszawie i 1970 na Wybrzeżu. Z jednej strony bano się więc „drugiego Afganistanu”, z drugiej zakładano, że polscy towarzysze „jeśli chcą, to potrafią”. Bo rzeczywiście potrafili. Stan wojenny był realnym dowodem, że ekipa w mundurach jest w stanie spacyfikować 10 milionów buntowników. Wróćmy jednak na chwilę do Białego Domu A.D. 1981. Pierwsze wieści z Polski nie budzą specjalnej trwogi. Prezydent spędza weekend w Camp David. Współpracownicy nie chcą mu przeszkadzać.

    Wiadomości są jednak coraz obfitsze i jednoznaczne. Tysiące aresztowanych. Wojsko na ulicach. Pacyfikacje strajkujących zakładów pracy. Nie wiadomo, co się stało z Wałęsą. Czy jeszcze żyje? W Białym Domu zaczyna być nerwowo. Co na to Sowieci? Milczą. Prezydent jest oburzony i wściekły. Ktoś sugeruje, by zabrał głos i próbował powstrzymać juntę. W końcu pojawia się decyzja. Reagan wygłasza ostre przemówienie.

    Jest czwartek, 17 grudnia. Amerykanie wierzą, że Jaruzelski się wycofa. Jednak na ulicach polskich miast już od kilku dni przy koksownikach grzeją się żołnierze. Służby zrywają nieprawomyślne plakaty. Internowani dostają kolejną porcję więziennej zupy. Polska jak długa i szeroka jest wstrząśnięta tragedią w kopalni Wujek. Zginęli ludzie. Ta władza nie cofnie się przed rozlewem krwi. To już wiadomo. Czy wie o tym Waszyngton? Czy wciąż łudzi się, że Jaruzelski ustąpi? Nawet jeśli takie złudzenia jeszcze się tlą, to szybko gasną. Kilka dni później jedyną bronią są już prezydenckie decyzje o wsparciu podziemnej Solidarności oraz sankcjach przeciw Polsce i ZSRR.

    Czy Amerykanie mogli zapobiec stanowi wojennemu, gdyby raport Kuklińskiego trafił z wyprzedzeniem na biurko Ronalda Reagana? To pytanie, które nigdy nie doczeka się odpowiedzi. Ale bardzo mnie nurtuje. Mieli przecież w rękach pewne atuty. Sowieci wykrwawiali się w Afganistanie. Ich zmilitaryzowana gospodarka ledwo zipiała. Kraje Europy Wschodniej przeżywały kryzys. W Polsce brakowało żywności. Gdyby Reagan zagroził sankcjami z wyprzedzeniem, posłużył się taktyką kija i marchewki, obiecał pomoc finansową etc., może Jaruzelski by się wycofał. Jednak akcja z Waszyngtonu przyszła za późno.

    Po raz kolejny w polskiej historii zbyt późno, by zawrócić jej koła. Mleko zdążyło się wylać. Machina stanu wojennego poszła w ruch. Należę do pokolenia, które doskonale pamięta ów chłodny poranek.

    Miałem 17 lat i właśnie wchodziłem w dorosłość. Nie uczestniczyłem na tyle świadomie w buncie Solidarności, by wyciągać wnioski z logiki wydarzeń po polskim Sierpniu. Ale ów poranek, korytarze spacyfikowanych uczelni, które przemierzałem kilka godzin po ogłoszeniu stanu wojennego, były osobistą lekcją dorosłości. Wokół wisiały pozrywane plakaty. Ludzie przemykali w cieniu korytarzy, a we mnie po raz pierwszy w życiu rodził się bunt i szczeniackie z gruntu przekonanie, że się nie damy, że teraz przewagę mają oni, ale za chwilę zwyciężymy my. „Byle do wiosny”. „ A na drzewach, zamiast liści, wisieć będą komuniści”. Takie frazy brzmiały mi wtedy w głowie. Brzmią do dziś. Liceum kończyłem w mrokach stanu wojennego. W stanie wojennym przygotowywałem się i zdawałem maturę. W stanie wojennym startowałem na studia i wyjeżdżałem na pierwsze dorosłe wakacje. Ktoś mi je spieprzył. Wiedziałem, podobnie jak całe niemal moje pokolenie, kto. Stąd potem determinacja, by zgnieść tę władzę. Wyrzucić na margines i odbudować Polskę Solidarności. Pracowałem nad tym konsekwentnie przez kolejnych kilka lat.

    To, czego najbardziej dziś się boję, to relatywizacja tamtych czasów. Nigdy nie zaakceptuję tłumaczeń, że stan wojenny nie miał alternatywy, że przeprowadzono go niemal pokojowo, bez ofiar, że był historyczną koniecznością. Nie był, bo historyczne konieczności w sensie ontologicznym nie istnieją. Mogło, powinno, być lepiej, mądrzej, dojrzalej. Nikt nie ma prawa wybaczać winnym rozlanej krwi, internowania, łamania przez SB, wyrzucania z pracy. Nikt nie powinien rozgrzeszać z tych kilku straconych polskich lat. Potem przyszła wolność, ale nie była żadnym zamierzonym skutkiem stanu wojennego, tylko wysiłkiem milionów ludzi w wielu krajach świata.

    To, co chcę powiedzieć najwyraźniej, jak potrafię, brzmi następująco: jesień ludów z 1989 roku w żaden sposób nie usprawiedliwia zła stanu wojennego. Był on złem immanentnym i można tylko mieć nadzieję, że nigdy się już nie powtórzy.

    Biedni nie mogą liczyć na solidarne państwo bogatych


    SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

     

    Jak zachęcić Polaków, by mieli drugie dziecko?

    08.12.2016 17:31

    Od lat liczba dużych rodzin spada. W spisie powszechnym w 2002 roku odnotowano ok. 1 mln rodzin wielodzietnych. Dziś ich jest ok. 600 tysięcy.

     

    • Jak zachęcić Polaków, by mieli drugie dziecko? (Debata Jedynki)

    Goście debaty

    Goście debatyFoto: Wojciech Kusiński/Polskie Radio

    • Spadek jest istotny. Trend demograficzny jest taki, że najprawdopodobniej tych rodzin wielodzietnych* będzie jeszcze mniej – podkreślił gość audycji „Debata Jedynki” Paweł Woliński ze Związku Dużych Rodzin 3 plus.
      – 54 proc. rodzin w Polsce, które wychowują dzieci, ma tylko jedno dziecko. Staliśmy się krajem jedynaków. To jest powód do oczywistego niepokoju – ocenił wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Bartosz Marczuk.
  • Trendy będą raczej kontynuowane, czyli będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której rodziny będą rzadziej w ogóle decydowały się na dzieci, a jeśli się zdecydują, to poprzestaną na jedynym, najwyżej dwójce – powiedział Dominik Owczarek z Instytutu Spraw Publicznych.

  • Dlaczego rodziny nie decydują się na większą liczbę dzieci? Jak to zmienić? Wysłuchaj całej audycji.

    • Jako rodzinę wielodzietną rozumie się rodzinę, w której jest co najmniej troje dzieci.

    Eleganckie dotykanie świństw Amber Gold z pominięciem adresów, na które wyprowadzono ogromny kapitał


    SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

     

    „Państwo nie zdało egzaminu ws. Amber Gold”

    08.12.2016 19:11

    W kolejnym dniu prac komisji ds. Amber Gold na pytania jej członków odpowiadał były prokurator generalny Andrzej Seremet. – Komuś zależało na tym, żeby prokuratura działała w taki sposób, a nie była skutecznym organem państwa – mówił Jarosław Krajewski z PiS. Z kolei Jan Grabiec zauważył, że awansuje się obecnie prokuratorów, którzy nie dopełnili wówczas swoich obowiązków.

     

    • Były prokurator generalny Andrzej Seremet odpowiadał na pytania komisji ds. Amber Gold. Sprawę w radiowej Trójce komentowali Jan Grabiec z PO i Jarosław Krajewski z PiS (Puls Trójki/Trójka)

    Zdjęcie ilustracyjne

    Zdjęcie ilustracyjneFoto: PAP/Tomasz Gzell

    Jak mówił Jarosław Krajewski do tej pory sejmowej komisji ws. Amber Gold udało się wskazać szereg błędów i braku działań ze strony prokuratury. Zaczęliśmy od prokuratury, aby mieć pełen obraz wszelkich instytucji, które działały albo które popełniły zaniechania ws. Amber Gold – mówił Krajewski. – Już teraz dotarliśmy do zupełnie nowych faktów. Ustaliliśmy, że jedna z prokurator z prokuratury gdańskiej miała przyznać się, że zapomniała o przekazaniu akt Amber Gold do prokuratury rejonowej – tłumaczył polityk PiS. – Brak działań przyniósł wymierne efekty w postaci utraconych milionów złotych przez Polaków – mówił.

    Więcej ważnych informacji i komentarzy znaleźć można na stronach audycji „Salon polityczny Trójki”, „Komentatorzy”, „Puls Trójki” i „Śniadanie w Trójce”.

    Z kolei Jan Grabiec z PO uważa, że komisja, która rozpoznaje sprawę Amber Gold, zaczęła swoje prace „od końca”. – Komisja zaczęła od tych, którzy już badają przestępstwo, zamiast zapytać najpierw o tych, którzy powinni nadzorować funkcjonowanie tego typu instytucji jak parabanki albo piramidy finansowe, czyli od KNF-u – mówił Grabiec. Zaznaczał, że sprawa Amber Gold to pokłosie wyłączenia spod nadzoru finansowego pewnych instytucji. – W 2006 roku, kiedy powstawał nadzór finansowy, głosami koalicji PiS-u z „przystawkami” odrzucono możliwość rozciągnięcia nadzoru finansowego nad takimi instytucjami jak „skoki” czy Amber Gold. To się zemściło w roku 2010-20011 – mówił Grabiec, dodając, że kiedy zmienił się szef KNF-u, interwencja w tej sprawie była już spóźniona.

    Piekielne zagrywki mniejszościowego Tuska wobec narodowej Polski



    onet.
    wiadomości

     

    Onet

    dzisiaj 07:30

    Donald Tusk w programie „Tomasz Lis.”: każdy kto tak czyni będzie przeklęty

    • Uczciwość nakazuje mi ostrzec wszystkich, że nie można igrać z ogniem, a takim ogniem są nacjonalistyczne emocje, złudzenia, że można iść na skróty, przekonanie, że władza raz wybrana może robić wszystko z obywatelami – powiedział w wydaniu specjalnym „Tomasz Lis.” Donald Tusk. – Po raz pierwszy mamy realną szansę, by zakotwiczyć Polskę i zapewnić jej bezpieczeństwo. Każdy, kto naraża to na szwank i wie, co czyni, będzie przeklęty – dodał gość Tomasza Lisa.

      Onet Wiadomości

    Źródło: Onet

    Polka Alboth organizuje z Berlina marsz do Aleppo. Zapewne na zwycięstwo Asada?


     

    WP.PLStrona główna serwisu

     

     

    akt. 08.12.2016, 09:36

    Polka organizuje marsz na rzecz Aleppo. Trasa liczy 4 tysiące kilometrów

    26 grudnia z Berlina do Aleppo wyruszy pokojowy marsz, którego celem jest zwrócenie uwagi na tragedię Aleppo. Jego pomysłodawczynią jest polska dziennikarka i blogerka Anna Alboth. Jak mówi, chodzi o wymuszenie na światowych decydentach konkretnej pomocy dla oblężonego miasta.

    PAP/EPA / Abaca

    • Żądamy ochrony cywilów czyli strefy zakazu lotów nad Syrią i korytarzy humanitarnych, aby pomoc mogła dotrzeć do potrzebujących – wyjaśnia Anna Alboth. – Chcemy iść do Aleppo, żeby pomóc ludziom takim jak my, którzy nie mieli tyle szczęścia, żeby urodzić się w Europie – dodaje blogerka.
      Na własną odpowiedzialność
      W ciągu zaledwie tygodnia od ogłoszenia akcji udział w marszu zadeklarowało ponad tysiąc osób. Liczba chętnych rośnie każdego dnia. Organizatorzy szacują, że z Berlina wyjdzie co najmniej 3 tysiące osób.

     

    Trasa ma prowadzić z Berlina przez Czechy, Austrię, Słowenię, Chorwację, Serbię, Macedonię, Grecję i Turcję – do Aleppo. To ok. 4 tys. km, co oznacza, że dotarcie do granicy turecko-syryjskiej może zająć nawet cztery miesiące. Każdy z uczestników idzie w marszu na własną odpowiedzialność, ale organizatorzy deklarują, że starają się o zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa. Przewidują obecność służb medycznych, które w nagłych sytuacjach udzielą pomocy.
    Wierzę, że takich gestów solidarności będzie coraz więcej
    Anna Alboth podkreśla, że marsz jest inicjatywą cywilów, wśród których są osoby należące do różnych organizacji. Pytana o wsparcie ze strony Kościoła, zaznacza, że organizatorzy będą korzystać z pomocy wielu osób i instytucji.

     

    • Jestem też przekonana, że w kwestii ochrony cywilów w Syrii Kościół ma takie samo stanowisko i cele, jak my. Wiem, że w ostatnią niedzielę w jednym z gdańskich kościołów zachęcano do udziału w marszu i wierzę, że takich gestów solidarności będzie coraz więcej – mówi Alboth.
      Według Alboth odbiór akcji wśród Europejczyków jest ogromny i cały czas pozytywny. – Cieszy mnie też entuzjazm Syryjczyków. Tych, którzy są na terenie Niemiec i chcą ruszyć z nami w drogę, a także tych, którzy znajdują się w tej chwili w Aleppo i mówią nam, że nie ma dla nich nic cenniejszego niż nadzieja – podkreśla blogerka.
      Wśród organizatorów są obywatele różnych krajów europejskich, w większości to osoby 30 i 40-to letnie. Stanowią grupę ok. 120 wolontariuszy.
      Szacuje się, że we wschodnim Aleppo 200 tys. cywilów, w tym wiele dzieci, pozbawionych jest żywności, wody i lekarstw. Według niezależnego Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Londynie od 15 listopada, kiedy rozpoczęła się ofensywa sił reżimu na wschodnie dzielnice Aleppo, uciekło stamtąd co najmniej 80 tys. osób.
      Informacje dotyczące marszu znajdują się na stronie internetowej civilmarch.orghttp://civilmarch.org/. Tu będą aktualizowane dane dotyczące dat, godzin i miejsc przemarszu.

     

    Zobacz też:
    oprac. Marek Grabski

    WP/PAP

     WP Wiadomości

    Rosyjskie wojsko ogłasza, że pomogło ewakuować 8 tys. cywili z Aleppo

    Rosyjskie wojsko ogłasza, że pomogło ewakuować 8 tys. cywili z Aleppo

    Zarabia 20 tysięcy miesięcznie i śmieje się z tego kim był wcześniej...

    Zarabia 20 tysięcy miesięcznie i śmieje się z tego kim był wcześniej…

    Sponsorowane

    Katastrofa rosyjskiego myśliwca podczas lądowania na lotniskowcu

    Katastrofa rosyjskiego myśliwca podczas lądowania na lotniskowcu

    W Syrii zginęło 46 osób. Krwawe żniwo bombardowań w prowincji Idlib

    W Syrii zginęło 46 osób. Krwawe żniwo bombardowań w prowincji Idlib

    Więcej z wp

    Aferalne środowiska utracjuszy szykują antydemokratyczny przewrót rządowy


    STRAJK OBYWATELSKI W PONAD 70 MIASTACH W POLSCE I NA ŚWIECIE

    POLSKA

    Wczoraj, 8 grudnia (15:53)

    W ponad 70 miastach w Polsce i na świecie 13 grudnia ma się odbyć Strajk Obywatelski – poinformował na czwartkowym briefingu w Gdańsku inicjator akcji, koordynator KOD na Pomorzu Radomir Szumełda.

    Radomir Szumełda /Adam Warżawa /PAP

    Radomir Szumełda /Adam Warżawa /PAP

    • Dziś na godz. 11 na mapie Polski mamy zarejestrowanych 57 miast a na mapie świata – 14 – powiedział. – Dobijemy pewnie do setki, jeśli chodzi o liczbę zgromadzeń i to jest piękne, że ludzie nie są obojętni – dodał.

    Manifestacje mają się odbyć m.in. w Berlinie, Brukseli, Londynie, Wiedniu, Chicago, Los Angeles i Nowym Jorku.

    Szumełda zapewnił, że protesty są przygotowywane przez bardzo wiele środowisk i organizacji, niekoniecznie związanych z KOD. – Oczywiście, bardzo wiele struktur KOD w kraju, w tym też na Pomorzu, zajmuje się przygotowaniem protestów, ale jest to akcja bardzo szeroka, bardzo uspołeczniona, otwarta dla wszystkich środowisk – mówił.

    Inicjator akcji przyznał, że data 13 grudnia jest symboliczna i budzi kontrowersje. – Ale my też będziemy starali się złożyć hołd wszystkim bohaterom stanu wojennego walczącym o wolność i demokrację – powiedział. Ocenił, że „najlepszą formą hołdu, zadbania o to, aby ich ofiara nie poszła na marne, jest walka o utrzymanie demokracji w Polsce, o utrzymanie demokratycznego państwa prawa, o zachowanie praw obywatelskich, praw człowieka”.

    „Dobro Polski i jej mieszkańców jest naszą podstawową troską”

    Jak poinformował, w minionych tygodniach opracowano listę 13 postulatów wspólnych dla całej akcji. Poprzedza je tekst: „Dobro Polski i jej mieszkańców jest naszą podstawową troską. Tymczasem już od roku działania rządzących uderzają konsekwentnie w kolejne gwarancje demokratycznego państwa prawa oraz w interes obywateli”.

    W pierwszym postulacie inicjatorzy akcji żądają dymisji rządu Beaty Szydło, w kolejnych: odstąpienia od działań mających na celu skrępowanie funkcjonowania instytucji państwa, w szczególności od działań paraliżujących funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego oraz sądów powszechnych oraz zaniechania działań uderzających w prawa kobiet.

    Żądania dotyczą też wycofania się rządu z reformy oświaty, przestrzegania konstytucyjnej zasady rozdziału państwa od Kościoła, sprzeciwiania się wszelkim przejawom faszyzmu, nacjonalizmu oraz ksenofobii, niezależności politycznej instytucji kultury oraz mediów publicznych, bezwzględnego utrzymania wolności zgromadzeń. Postulaty dotyczą też podwyższenia kwoty wolnej od podatku dla wszystkich, wycofania się władz z ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej w przypadku sprzeciwu bliskich oraz odstąpienia od formowania Wojsk Obrony Terytorialnej w obecnym kształcie, tj. z możliwością użycia ich przeciwko obywatelom RP.

    Na 13 grudnia są zarejestrowane dwa zgromadzenia

    Szumełda poinformował, że w Warszawie na 13 grudnia są zarejestrowane dwa zgromadzenia. – Strajk Obywatelski spotyka się przed siedzibą PiS na ul. Nowogrodzkiej o godz. 17, natomiast działacze mazowieckiego KOD planują przemarsz od Ronda de Gaulle’a, ale kończymy razem pod siedzibą PiS – podał.

    Koordynujący akcją w Gdańsku Piotr Czapliński poinformował, że protest w najbliższy wtorek rozpocznie pikieta przez urzędem wojewódzkim o godz. 12; protestujący planują przekazać swoje postulaty wojewodzie pomorskiemu. O godz. 17 ma się odbyć druga pikieta na Targu Drzewnym przed biurem poselskim PiS. Główna manifestacja w Gdańsku rozpocznie się o godz. 18 na Targu Drzewnym koło fontanny Neptuna. Na Pomorzu manifestacje planowane są też m.in. w Gdyni, Sopocie, Słupsku, Lęborku, Wejherowie, Pucku, Władysławowie.

    Zobacz także:

    Komentarz polityczny: Dyskryminacja kobiet

    PAP

    Czy antynarodowy Tusk przetrwa bez Polski?


    Newsweek

     

    Tusk: Polska nie przetrwa bez Europy. Kto naraża Europę na szwank – będzie przeklęty

    Data publikacji: 08.12.2016, 18:32Ostatnia aktualizacja: 08.12.2016, 18:14

    0:18 / 2:26

    Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk jednoznacznie ocenił politykę zagraniczną PiS: – Czasami śmieszne zachowania niektórych polityków to sprawa trzeciorzędna. Najbardziej niepokoi dryfowanie Polski znowu w stronę geopolitycznych peryferii.

    Donald Tusk w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Lisowi mówił, że choć psucie instytucji demokratycznych w Polsce niepokoi go, nie to jest największym zagrożeniem. – Te złe, czasami śmieszne zachowania niektórych polityków z obozu przeciwnego – to jest wszystko sprawa trzeciorzędna. Ja bardzo przeżywam oczywiście, co PiS chce zrobić z instytucjami, które są fundamentem liberalnej demokracji. Ale mam wrażenie, że i to przetrwamy – tym bardziej, że to będzie relatywnie łatwo naprawić – uważa przewodniczący Rady UE. – To co najważniejsze i to co mnie najbardziej niepokoi, to dryfowanie Polski w tym układzie geopolitycznym znowu w stronę peryferii, znowu w stronę samotności.

    Zdaniem Donalda Tuska przez ostatni rok Polska zmarnowała swoją szansę na ogrywanie większej roli w Unii. – Ta antyeuropejska czy nie do końca proeuropejska polityka i retoryka to jest coś, co w tym niestabilnym dzisiejszym świecie – może nie za miesiąc, może za rok – może doprowadzić do dezintegracji – ostrzegał. I zauważył, że „Polska ponosi też współodpowiedzialność w najlepszym tego słowa znaczeniu za całość Europy”.

    Donald Tusk: W interesie Polski leży, by Unię cementować

    – I ja bym oczekiwał od liderów polskiej polityki – ktokolwiek jest dzisiaj premierem, prezydentem – oczekiwałbym zrozumienia, że dla Polski jest ważne, żeby Unię cementować – mówił Tusk. – Że bez tego znajdziemy się prędzej czy później na aucie.

    Jego zdaniem im mocniejsza Europa, tym większe bezpieczeństwo Polski. – Bez mocnej Europy i z Polską poza tą mocną Europą nie mamy większych szans na przetrwanie, taka jest brutalna prawda.

    W takim miejscu przyszło nam żyć. Po raz pierwszy mamy realną szansę na dziesięciolecia, być może na wieki zakotwiczyć bezpiecznie Polskę. Każdy kto to naraża na szwank – a uważam, że dzisiaj wielu w Polsce naraża to na szwank – nie wie co czyni. A jeśli wie co czyni, to będzie przeklęty.

    Stygmatyzowani bourgeois i siermiężne elity 2,5% Polaków


    wp.plmoney.pl

     

  • Zamożnych Polaków jest już milion. Tylko co to za bogactwo?

    FOT. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

    Zarobkami powyżej 85 tys. zł rocznie pochwalić może się już milion Polaków – wynika z szacunków KPMG. To oni zaliczani są w naszym kraju do kategorii zamożnych. Łącznie mają majątek szacowany na 171 mld zł. Nasz luksus różni się jednak od tego „zachodniego”. Bardziej przypomina poczynania Legii Warszawy w Lidze Mistrzów niż grę Realu Madryt. Bogaci niby już weszli na salony, ale nadal nie potrafią się w nich odnaleźć.

    W warszawskim Bristolu, jednym z najbardziej luksusowych hoteli w Polsce, można wynająć ponad 200-metrowy apartament. Cena to w zależności od terminu 60-70 tys. zł za dobę. Co w zamian można dostać? Możliwość zagrania na fortepianie Paderewskiego, odebranie z lotniska praktycznie dowolnie wybranym luksusowym autem czy private dining, czyli gotowanie w specjalnie przyłączonej do pokojów kuchni przez wybranych kucharzy. Nadal trochę za dużo?

    Trzeba pamiętać, że hotel za tę cenę spełni każdą zachciankę. Na przykład niedawno jeden z klientów zażyczył sobie łóżka o szerokości 8 metrów. Nie kilku złączonych łóżek, ale jednego z gigantycznym materacem. Po co? Łatwo się domyślić, że do Warszawy przyleciał nie sam, ale w towarzystwie. Dokładnie sześciu koleżanek.

     

    Mimo że Bristol nie ma większych problemów ze sprzedażą swojego produktu premium, to jednocześnie z opcji jego wynajęcia, nawet ze standardowym łóżkiem, nie korzystają Polacy.

    – Przyjmujemy najbogatszych, tych z pierwszej dziesiątki miliarderów. I nigdy dotąd nie zdarzyło się, by wynajęli apartament w pełnej opcji – mówi Piotr Madej z hotelu Bristol.

    Oszczędność zapisana w DNA

    Powód? Polacy, nawet ci najbogatsi, w swoim DNA mają zaszytą oszczędność. Jak tłumaczy Arkadiusz Wojciechowski z firmy Sotheby’s Poland sprzedającej luksusowe nieruchomości, to wynika z naszej historii. Większość polskich milionerów sama doszła bowiem do fortuny i dobrze zna trudy jej zdobycia. Tymczasem na świecie większość majątków się nie robi, a dziedziczy.

    – Są badania, które pokazują, że takie osoby mają większą skłonność do wydawania dużych kwot na przyjemności niż ci, którzy stali się bogaci dzięki własnej pracy – tłumaczy.

    Inna sprawa to kwestia definicji bogactwa. Pensja minimalna w Luksemburgu to równowartość ok. 8,3 tys. zł. Tymczasem aby wejść do grona najlepiej zarabiających w naszym kraju wystarczy… 7,2 tys. zł brutto miesięcznie (85 tys. rocznie przy podatku liniowym 19 proc.).

    – To są pieniądze godziwe jak na warunki polskie. Nasze badanie należy postrzegać w rozumieniu „luksus po polsku” – mówi Andrzej Marczak, partner w KPMG i współautor raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”.

    Jako zamożne uważa się więc osoby, które łapią się do drugiej skali podatkowej lub są płatnikami podatku liniowego. To właśnie ich w 2016 roku jest już ponad milion. Ponad jedna czwarta z nich mieszka na Mazowszu. Najmniej bogaczy jest na Opolszczyźnie (17 tys.) i w Lubuskiem (18 tys.), choć trzeba pamiętać, że są to niewielkie województwa. Średnie zarobki najbogatszych to 18 tys. zł miesięcznie dla II skali podatkowej i aż 31 tys. dla rozliczających się liniowo.

    Jesteśmy krajem biednych ludzi

    Elitę określa się mianem HNWI (z ang. high net worth individuals – wysoka wartość majątku netto). To osoby mające płynne aktywa o wartości minimum miliona dolarów. Tych w Polsce jest zaledwie 41 tys. Dla porównania w Wielkiej Brytanii to ponad 2 miliony osób, w Niemczech i Francji po 1,6 mln, a w dużo mniej licznych od nas Czechach – około 33 tys.

    – W Polsce kategoria „bogaci ludzie” nie istnieje. Jesteśmy krajem biednych ludzi. Nie chcę brzmieć jak polityk, ale obecność zagranicznych korporacji na naszym rynku sprawia, że jeszcze trudniej nam się bogacić – stwierdza Paweł Gorczyca z firmy sprzedającej wódki premium J.A. Baczewski.

    Jego opinię potwierdzają inni eksperci sprzedający dobra luksusowe oraz sam raport KPMG. Uważani za majętnych Polacy twierdzą, że luksusowy zegarek męski kosztuje 6,1 tys. zł, eksperci mówią o minimum 10 tys., i to euro. Luksusowa damska torebka to według nas koszt 1,9 tys. zł, a w rzeczywistości co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Drogie auto to dla Polaka wydatek 190 tys. zł. Tymczasem Bentley, Ferrari czy Maseratti kosztują grubo powyżej miliona.

    W sumie rynek dóbr luksusowych szacuje się w naszym kraju na ok. 16,4 mld zł. Większość wydajemy właśnie na auta (8,5 mld zł). Potem są ubrania (2,2 mld zł) oraz usługi hotelarskie i spa (1,5 mld zł).

    – Najtańsze używane samoloty kupuje się w Polsce za 60-100 tys. zł. Ja nie twierdzę, że każdy będzie chciał do nich wsiąść, latać i nie będzie się tego bał. Za tyle można je jednak nabyć, być z nich jakoś tam dumnym. Z drugiej strony są u nas transakcje zakupu samolotu czy śmigłowca za 25 mln zł – tłumaczy problemy polskiego rynku Piotr Długiewicz z firmy sprzedającej samoloty Cirrus Aircraft.

    Polski pragmatyzm

    Jak dodaje, w Polsce sprzęt do latania kupuje się najczęściej nie dla luksusu, ale ze względów praktycznych – by łatwo i szybko można się było nim przemieszczać. Długiewicz podaje w kontrze do naszego kraju Chińczyka, który nabył samolot Cirrus, by postawić go na podwórku i chwalić się sąsiadom. Sam do niego nie wsiądzie i nim nie poleci, bo jest to w Chinach zakazane.

    Sprzedawcy dóbr luksusowych dzielą więc je na dwie kategorie. Te, na których nawet bogatych nie stać i pozwolić może sobie na nie jedynie elita, czyli jachty, samoloty, najdroższe apartamenty, oraz te, na które prawie każdy Polak może sobie raz w życiu lub raz na jakiś czas pozwolić: hotele spa, drogie alkohole, ubrania luksusowych marek. Te ostatnie produkty ostatnio pojawiają się nawet w dyskontach. I to te jest właśnie „luksus po polsku”.

    WP money

  • samoloty, lista najbogatszych, bogaci, najbogatsi polacy, od kiedy jest się bogatym

    Money.pl

  • Nie udała się repolonizacja REIFFEISENA


    SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

     

    Alior nie kupi Raiffeisenu. Banki kończą negocjacje w tej sprawie

    08.12.2016 09:32

    Alior Bank i Raiffeisen Bank International AG (RBI) nie porozumiały się w sprawie zbycia wydzielonej Podstawowej Działalności Raiffeisen Bank Polska na rzecz Aliora i zakończyły negocjacje w tej sprawie, podały banki.

    Jedna z placówek Alior Banku

    Jedna z placówek Alior BankuFoto: By This file was added by User JoymasterTen plik został dodany przez Wikipedystę JoymasterJoymastere-mailGG 6403904COMMONSpl.wikiJoymasters upload list – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6681366

    „Zarząd Raiffeisen Bank Polska S.A. informuje, że w dniu 7 grudnia 2016 r. otrzymał od Raiffeisen Bank International AG (RBI) – akcjonariusza posiadającego 100% akcji Banku – informację, że RBI i Alior Bank S.A. nie zawarły porozumienia w sprawie sprzedaży wydzielonej podstawowej działalności bankowej banku i zakończyły negocjacje w tej sprawie” – czytamy w komunikacie Raiffeisen Bank Polska. 

    „Zarząd Alior Bank S.A., w nawiązaniu do raportu bieżącego Alior Banku nr 79/2016 z dnia 21 września 2016 roku w sprawie rozpoczęcia wyłącznych negocjacji z Raiffeisen Bank International AG (RBI) dotyczących nabycia przez Alior Bank wydzielonej podstawowej działalności bankowej Raiffeisen Bank Polska S.A. (Podstawowa Działalność RBPL), niniejszym informuje, że w dniu 7 grudnia 2016 r. Alior Bank postanowił zakończyć powyższe negocjacje i odstąpić od zamiaru nabycia Podstawowej Działalności RBPL” – napisał Alior w odrębnym komunikacie. 

    Raiffeisen Bank Polska S.A. – działający pod nazwą Raiffeisen Polbank – został założony w 1991 roku i jest jednym z najdłużej obecnych na polskim rynku banków z udziałem kapitału zagranicznego. Z początkiem 2013 roku awansował do grona największych banków w Polsce za sprawą połączenia z Polbank EFG S.A. Aktywa banku na dzień 30 września 2016 r. wyniosły 54,1 mld zł.

    Alior Bank rozpoczął działalność w listopadzie 2008 roku. Bank zadebiutował na warszawskiej giełdzie w grudniu 2012 r. Aktywa banku miały wartość 40 mld zł na koniec 2015 r.

    ISBnews, awi

    Wciskanie świątecznej ciemnoty przez miłujące Polskę bractwo


    WPROST.pl

    Kraj

     

    WYDARZENIAKRAJLIGHTINTERNET

    Wzruszająca świąteczna reklama Allegro podbija świat

    Dodano przedwczoraj 10:30 4 3 15 14089

    Scena z reklamy Allegro

    Scena z reklamy Allegro / Źródło: YouTube / /Allegro

    Świąteczna reklama portalu Allegro stała się hitem internetu. W ciągu zaledwie kilku dni na Youtube filmik obejrzało ponad 4 miliony użytkowników. O spocie pisały również zagraniczne media m.in. „The Independent”, „USA Today” czy „The Huffington Post”.

    W trwającym prawie 3 minuty spocie reklamowym zatytułowanym „Czego szukasz w święta?/Angielski” pokazano historię starszego mężczyzny, który mieszka ze swoim psem rasy jack russel terrier. Pewnego dnia otrzymuje on przesyłkę z książką Angielski dla początkujących. W dalszej części spotu śledzimy zmagania mężczyzny z językiem angielski. W kolejnej przesyłce otrzymuje on walizkę i wyrusza w podróż do swojego syna, który mieszkają za granicą. Reklama kończy się sceną, w której mężczyzna staje przed małą dziewczynką i mówi jej, że jest jej dziadkiem.

    Czego szukasz w Święta? | English for beginners / Źródło: YouTube

    Spot stał się prawdziwym hitem internetu. W ciągu zaledwie kilku dni na portalu Youtube obejrzało go ponad 4 miliony użytkowników. Kolejne 800 tysięcy osób udostępniło filmik na swoim profilu na Facebooku. Reklama Allegro została również zauważona przez zagraniczne media. Wzimanki o spocie pojawiły się m.in. „The Independent”, „USA Today” czy „The Huffington Post”. Kampanię reklamową Allegro zauważyły również „The Telegraph” oraz portal Bored Panda. Pod tekstami opisującymi reklamę pojawiają się setki pozytywnych komentarzy. Zdaniem „The Huffington Post” reklama Allegro jest mocnym kandydatem do tytułu najlepszego świątecznego spotu tego roku.

    Rząd nie zgadza się na wolnoeuropejski tęczowy gender


    Wyborcza.pl

    Piątek09.12.2016

     

    PiS ma plan, jak wypowiedzieć konwencję antyprzemocową

    RENATA GROCHAL

    08 grudnia 2016 | 20:00

    1 ZDJĘCIE

    „Czarny protest” w Warszawie (Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

     

    Najpierw PiS przedstawi pakiet rozwiązań wymaganych przez konwencję, później wycofa się z jej ratyfikacji. – Nie możemy się zgodzić na zastosowane w konwencji pojęcie „gender” – mówi Adam Lipinski.

    Pełnomocnik rządu ds. społeczeństwa obywatelskiego i r?wnego traktowania Adam Lipiński powiedział w czwartek „Wyborczej”, że jest za tym, aby Polska wypowiedziała konwencję Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. …