Oddawanie suwerenności do Brukseli


Myśl Polska

Najstarszy polski tygodnik – ukazuje się od 1941 roku

 

 

Suwerenność energetyczna, czyli puste deklaracje

naimski.png
Polska deklaruje walkę o energetyczną, a szczególnie gazową suwerenność. Pierwszym głosicielem tych haseł jest Piotr Naimski, specjalny pełnomocnik rządu. Na jego ustach często kwitnie to słowo. („Naimski: Polska realizuje strategię suwerenności energetycznej”), „Naimski: Odstąpienie od energetyki opartej na węglu to droga do utraty suwerenności”, „rząd Prawa i Sprawiedliwości i premier Beaty Szydło chce prowadzić suwerenną politykę w dziedzinie zaopatrzenia w energię” (wpolityce.pl).

Podobnie twierdził poprzedni premier – Donald Tusk („Niezależność energetyczna, mówi Premier”), choć może nie aż tak często. Ten ton o dominuje w deklaracjach i działaniach polityków, media, niezależnie od nastawienia do rządów PiS, także mocno to wspierają (również red. Kublik w Gazecie Wyborczej, tak zwalczającej PiS). Tytuły w rodzaju „Klucz do gazowej niepodległości” są częste, nawet w działach biznesowych.

Jednak te deklaracje są sprzeczne z faktami. Suwerenność to samodzielność decydowania o swoich losach przez własne państwo. Cóż zaś robi Polska? Oddaje władzę Brukseli.
W czerwcu w Brukseli decydowało się, czy państwa europejskie zachowają niezależność w decyzjach na temat zawierania umów gazowych. Polska od lutego intensywnie działała, przedstawiała dokumenty, optujące za tym, by Bruksela zdobyła władzę współdecydowania o bilateralnych umowach z krajami trzecimi (IGA – intergovernmental agreement). Polska zabiegała, by Komisja Europejska mogła jeszcze przed ich zawarciem miała głos decydujący. Dotychczas była to suwerenna decyzja państwa członkowskiego.

Ta opcja wygrała, a Polska uznała to za sukces. Wiceminister energii Michał Kurtyka był zadowolony: „Traktujemy dzisiejsze porozumienie jako część naszego sukcesu” – stwierdził. Te przepisy były bowiem „szczególnie ważne dla Polski”, dlatego „Polska od początku popierała propozycję Komisji”.

Dlatego nawet przełamała koalicję państw niechętnych, by zwiększyć kompetencje Komisji Europejskiej, który to pomysł nie budził entuzjazmu wielu państw jak Niemcy, Francuzi, Włosi, Grecy, Węgrzy, Cypryjczycy i Słoweńcy. Dzięki żelaznej woli Waszyngtonu i zabiegom Polski, mniejszość blokującą udało się rozbić, a szczególnie przydusić Niemców.

Tak więc mając usta pełne szczytnych haseł o niezależności i suwerenności, w tym samym czasie oddaje się tę suwerenność Brukseli. Uniemożliwia się tym samym prowadzenie samodzielnej polityki energetycznej, o czym boleśnie przekonali się czy to Bułgarzy czy Węgrzy.

Oczywiście wszystkie te działania były wytłumaczone bardzo prosto: „Rosja, Gazprom”. Jakoś trzeba przecież „ciemnemu ludowi” wytłumaczyć oddawanie suwerenności do Brukseli, gdy temuż „ciemnemu ludowi” mówi się na co dzień coś dokładnie przeciwnego.

Andrzej Szczęśniak

Dlaczego mamy gremialnie umierać?


CZWARTEK, 8 GRUDNIA 2016, 21:17:32

 

Obserwator polityczny

 

W naszym położeniu i z naszą historią nie możemy bać się wojny

5 GRUDNIA 2016 04:10 KOMENTARZY: 14 AUTOR: KRAKAUERAAA

fot. 16p MSPO 2016W naszym położeniu geostrategicznym i z naszą tragiczną historią, nie możemy bać się wojny. Można z powodzeniem obronić hipotezę, że już same doświadczenia historyczne, upoważniają nas do stwierdzenia, że wojna na naszym terytorium zawsze była czymś najzupełniej normalnym i zwyczajnym. Nie powinniśmy się więc dziwić, że wojna w końcu znowu nastąpi. To naturalna kolej rzeczy na tym terytorium. Wojna jest wynikiem sporów jakie zachodzą pomiędzy głównymi interesariuszami naszego terytorium, które jest bardzo cenne ze względów strategicznych – na obu głównych kierunkach. Panowanie nad naszą przestrzenią daje korzyści strategiczne na głównym kierunku przemarszu wszelkich wojsk od czasów co najmniej napoleońskich.

Powinniśmy te fakty traktować jako okoliczności obiektywne i dostosować swoją strategię, z konieczności do przetrwania w tym położeniu. Do 1990 roku, byliśmy elementem potężnego bloku wschodniego, który przy wszelkich wadach mimo wszystko jednak gwarantował nam bezpieczeństwo na tym terytorium. Ówczesna strategiczna równowaga sił była dla nas korzystna, albowiem mieliśmy przewagę w ludziach i sprzęcie, jak również panowaliśmy jako blok polityczno-wojskowy nad częścią terytorium Niemiec, gdzie rozegrałaby się główna część zmagań. Wojska Układu Warszawskiego do połowy lat 80-tych dominowały na naszym kontynencie. W wyniku zmiany sojuszu, trudno jest powiedzieć nawet o równowadze sił, a co dopiero o dominacji wojsk NATO! W konsekwencji takiej zmiany, nasze terytorium nie jest należycie zabezpieczone. Sami jesteśmy zbyt słabi, żeby się obronić, a wychodzi na to, że w razie konfliktu na poważnie, mielibyśmy jeszcze bronić sojuszników. W takim położeniu jak nasze, umiejętność odpowiedniego dobierania sojuszy jest decydująca o być lub nie być całego państwa.

W przypadku poważnego konfliktu nie unikniemy użycia na naszym terytorium broni jądrowej, przy czym nie ma z naszej perspektywy większego znaczenia, która strona jej użyje pierwsza, czy też użyje jej w ogóle. My na to nie będziemy mieć wpływu i nasi politycy powinni mieć odwagę, żeby przyznać to ludziom prosto w oczy. W konsekwencji użycia takiej broni na naszym terytorium, zapłacimy straszną cenę za brak równowagi.

Wiedząc to wszystko, nie możemy bać się wojny. Jeżeli wiadomo, że nie da się jej uniknąć, należy się na nią przygotować, pod każdym względem, nie tylko wojskowym. Musimy przygotować społeczeństwo, gospodarkę i każdy inny aspekt funkcjonowania naszego kraju, tak żebyśmy byli w stanie przetrwać przyszłą zawieruchę. Dodajmy w naszych realiach nieuniknioną, ponieważ wynika ona z okoliczności dla nas neutralnych. Jeżeli nie ma się na coś wpływu, ani nie da się czegoś przezwyciężyć, to trzeba się dostosować. Alternatywą dla słabych jest zginąć – co się już nam przydarzało. To, że przetrwaliśmy II-gą Wojnę Światową jako Naród biologicznie – trzeba uznać za olbrzymi sukces. Ponieważ bardzo niewiele brakowało, a byśmy dzisiaj nie mieli przyjemności – pisać i czytać tych słów.

Wszystko to wymaga od polityków odwagi, rozwagi i sprytu, pozwalających na stworzenie właściwej strategii przetrwania przez dostosowanie się do wymagań otoczenia. Jak to w ogóle jest możliwe, że mając świadomość sytuacji, w jakiej jesteśmy, nie zrobiliśmy niczego przez 27 lat niepodległości, żeby przygotować się do prowadzenia wojny? Tak szybko zapomniano jakich mamy sąsiadów? Może zagraniczna prasa w Polsce przekonała naszą opinię publiczną, że nie są one sprzeczne, czy wręcz wrogie wobec interesów naszego kraju? Uwielbiamy pytania retoryczne? Jeżeli tak, to można je zadawać w nieskończoność i jeszcze kilka dni dłużej.

Być może pomysł na napędzanie rzeczywistości patriotyzmem, który przeprowadza obecny rząd, w szczególności na polu obronności jest jedynym na jaki możemy się jeszcze zdobyć? W mobilizację powszechną społeczeństwa, w warunkach ludzi rozdrażnionych ośmiorniczkami – nie powinniśmy wierzyć, ponieważ raczej nikt nie chce nadstawiać głowy za system, który robi prawie wszystko, żeby ludzi zgnoić. Nie jest łatwo we współczesnej Polsce, nigdy łatwo nie było, to nie pierwszy raz, kiedy Polacy nie są w stanie zarobić na siebie na swojej własnej ziemi. Niestety tym razem rządzimy się sami, nikt nas nie okupuje i nie trzyma pod lufą. Chyba świadomość właśnie tego, jest najbardziej przerażająca.

Putin wyprzedaje srebra rodowe Rosji


wp.plmoney.pl

 

  • Prywatyzacja Rosnieftu. „To triumf Putina”

    FOT. PAP/EPA

    Nabycie 19,5 proc. akcji Rosnieftu przez konsorcjum katarskiego funduszu państwowego i grupy Glencore to dowód na to, że zagraniczne firmy przestały się obawiać sankcji nałożonych na Rosję. To triumf Władimira Putina – komentują w czwartek media. Kreml zaś nie kryje dumy ze swojej transakcji.

    Zrealizowanie tej prywatyzacji, która opiewa na 10,5 mld euro, pomimo sankcji nałożonych na Rosję i na Rosnieft po aneksji Krymu, to znak, że inwestorzy uznali zakup rosyjskich aktywów za zbyt atrakcyjny, by martwić się konsekwencjami zachodnich restrykcji – pisze „Financial Times” dzień po podpisaniu po podpisaniu porozumienia w sprawie Rosnieftu.

    – Po raz kolejny zobaczyliśmy, że rosyjskie aktywa są bardzo interesujące dla inwestorów w Rosji i poza jej granicami – powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

    Jak komentuje Reuters, transakcja ta dowodzi, że po wyborze na prezydenta USA Donalda Trumpa, który zapowiada odwilż w stosunkach z Moskwą, inwestorzy inaczej oceniają ryzyko związane z robieniem interesów z Rosją pomimo nałożonych przez Zachód restrykcji.

    Deficyt pod kontrolą

     

    Suma, jaka wpłynie do rosyjskiego budżetu dzięki tej prywatyzacji – a zarazem największej transakcji w sektorze energetycznym w tym roku – pozwoli Moskwie na dłuższą metę opanować deficyt budżetowy, wywołany spadkiem dochodów ze sprzedaży ropy, która w ostatnich latach osiągała rekordowo niskie ceny – wyjaśnia AFP.

    Do Rosji napłynie tym samym taka ilość waluty, że Putin polecił opracowanie stosownych kroków wspólnie z bankiem centralnym i Ministerstwem Finansów, by transakcja nie spowodowała wahań na rynku walutowym.

    Nabycie akcji Rosnieftu stało się w ostatnich tygodniach znacznie bardziej łakomym kąskiem, ponieważ OPEC porozumiał się z innymi krajami produkującymi ropę w sprawie ograniczenia wydobycia, co podbiło ceny surowca.

    Uczestnicy konsorcjum mają w nim udział po 50 proc. – każdy z nich otrzyma 9,75 proc. akcji. Glencore i katarski fundusz będą razem trzecim co do wielkości udziałowcem Rosnieftu. Państwo zachowa pakiet kontrolny – udział państwowego Rosnieftiegazu obniży się z obecnych 69,5 proc. do 50 proc. plus trzy akcje. 19,75 proc. akcji Rosnieftu należy do koncernu BP.

    Kto to sfinansował

    Zakup udziałów Rosnieftu został w dużej mierze sfinansowany przez włoski bank Intesa Sanpaolo. Glencore wyłożył ze swych środków około 300 mln euro, reszta transakcji jest finansowana przez Katar oraz pożyczki bankowe – podaje Reuters, powołując się na źródła znające szczegóły porozumienia.

    Agencja przypomina, że zarówno włoski rząd, jak i tamtejsze firmy oraz banki utrzymują od dawna bardzo bliskie relacje z Rosją, choć więzi rozluźniły się nieco, odkąd premierem przestał być Silvio Berlusconi, który uważał się za przyjaciela Putina.

    Rosnieft wspólnie z uczestnikami konsorcjum powoła spółkę joint venture w sektorze wydobycia ropy zarówno w Rosji, jak i na świecie. Ekspert firmy konsultingowej Wood Mackenzie, Michael Moynihan, powiedział w rozmowie z „Financial Times”, że dzięki porozumieniu z Glencore i korzystaniu z jego możliwości handlowych Rosnieft „poszerzy swoją ekspansję na światowych rynkach naftowych”.

    Dzień po ogłoszeniu podpisanie umowy notowania akcji Rosnieftu skoczyły w górę, rano w czwartek zyskały ponad 5 proc.

    Wyznaczony przez rząd Rosji termin prywatyzacji 19,5 proc. akcji Rosnieftu minął 5 grudnia, jednak o transakcji poinformowano w środę, 7 grudnia.

    opracował Tomasz Sąsiada

    WP money

  • prywatyzacja, rosnieft, rosyjska ropa, glencore

  • PAP

    Seremet nie poradził sobie z aferą AMBER GOLD


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Wassermann ostro o Seremecie: Nie poradził sobie ze sprawą Amber Gold

    08.12.2016, 19:01 | Aktualizacja: 08.12.2016, 19:03

     

    Małgorzata Wassermann

    Małgorzata Wassermann / Polska Agencja Prasowa / Rafał Guz

    Prokurator generalny Andrzej Seremet nie poradził sobie ze sprawą Amber Gold – oceniła szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) po czwartkowym przesłuchaniu Seremeta. Zdaniem Krzysztofa Brejzy z PO byłoby inaczej, gdyby do Seremeta dotarło pismo KNF.

    W czwartek sejmowa komisja śledcza przez około 5 godzin przesłuchiwała byłego szefa PG. Po zakończeniu przesłuchania przewodnicząca komisji w rozmowie z dziennikarzami zwracała uwagę, że Seremet zapewniał w 2012 r. „opinię publiczną, posłów i senatorów o tym, że sprawę Amber Gold wyjaśni, że doprowadzi do ukarania winnych”.

    Czytaj więcej

    Seremet przed komisją śledczą ws. Amber Gold: Tusk był mocno poirytowany, o jego synu nie rozmawialiśmy

    Nawiązywała tu do jego wystąpienia z września 2012 r. w Sejmie, gdzie ówczesny szef prokuratury przedstawiał informacje na temat sprawy Amber Gold.

    – Niestety prokurator generalny nie poradził sobie ani z postępowaniami dyscyplinarnymi, ani z wyjaśnieniem i znalezieniem osób winnych – wskazała.

    Z kolei inny poseł PiS Jarosław Krajewski nawiązywał do wystąpienia Seremeta przed komisją śledczą. Przyznał on bowiem, że sprawa Amber Gold była jego największą porażką, jako prokuratora generalnego.

    – To wszystko jest potwierdzeniem, że prok. Seremet zdawał sobie sprawę z tego jak wiele błędów, jak wiele zaniedbań popełniła prokuratura. Nie tylko na szczeblu Gdańsk-Wrzeszcz w sprawie Amber Gold – stwierdził Krajewski.

    – W tym przypadku prokuratura nie stanęła na wysokości zadania. Możemy powiedzieć, że prokuratura zawiodła, jeśli chodzi o skuteczność, dbanie o przestrzeganie praworządności – dodał polityk PiS.

    Z kolei Krzysztof Brejza (PO) w rozmowie z PAP nawiązał do pisma z końca listopada 2011 r., które ówczesny przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak wysłał do Seremeta. Zawierało ono krytyczne uwagi na temat postępowania ws. Amber Gold. Pismo to nie trafiło jednak do Seremeta – zostało przekazane do departamentu postępowania przygotowawczego PG, który skierował je do zastępcy prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, a stamtąd trafiło do gdańskiej prokuratury okręgowej.

    Gdańska prokuratura okręgowa 5 stycznia 2012 r. przygotowała odpowiedź na uwagi szefa KNF. W piśmie tym było przyznanie, że zawieszenie postępowania w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz było niezasadne oraz że pismo w tej sprawie zostało skierowane do tej prokuratury; było też stwierdzenie, że po podjęciu postępowania zostanie ono objęte nadzorem przez prokuraturę okręgową. Jednak pismo prokuratury okręgowej w sprawie wznowienia postępowania trafiło do prokuratury rejonowej dopiero w kwietniu 2012 r., a wznowione wówczas postępowanie nie było objęte nadzorem.

    – Potwierdziła się moja teza i moje obawy, że gdyby ostrzeżenie KNF dotarło do Seremeta, to ta piramida finansowa nie rozrosłaby się do takich rozmiarów – powiedział Brejza.

    Na początku czwartkowych zeznań Seremet potwierdził, że pismo szefa KNF do niego nie dotarło. Ocenił jednak, że gdyby do niego trafiło, to wiele by to nie zmieniło. W późniejszym etapie przesłuchania Brejza pytał jednak Seremeta, czy fakt, iż pismo to nie dotarło do niego bezpośrednio „uniemożliwiło skorzystanie przez pana z możliwości przeniesienia sprawy Amber Gold z nieudolnej prokuratury rejonowej w Gdańsku do dobrej prokuratury apelacyjnej”. W odpowiedzi były szef prokuratury przyznał, że wcześniejsze zapoznanie się przez niego z pismem mogło spowodować, że sprawa przybrałaby „bardziej zdecydowany obrót niż w prokuraturze rejonowej w Gdańsku”.

    13 sierpnia 2012 r. Amber Gold – firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce i kusiła klientów wysokim oprocentowaniem inwestycji – ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.

     

    Źródło: PAP

    Pełzanie misjonarzy malowanej lewicy do prawicowej Canossy


     Gazeta wSieci

     

    „wSieci”: Misjonarze lewicy

    opublikowano: 8 grudnia 2016

     

    "wSieci": Misjonarze lewicy

    Stanisław Janecki na łamach „wSieci” o przyczynach przemiany polityków polskiej lewicy.

    Jakubowska, Miller, Kik, Legierski, Kalita dowodzą, że kop od życia pozwala się wyzwolić z dogmatów, uwolnić od pychy i buty, od politycznego zaślepienia” – Stanisław Janecki w nowym „wSieci” pisze o przemianie jaka dokonała się w politykach lewicy.

    Od pewnego czasu jesteśmy świadkami dość nietypowego zjawiska na polskiej scenie politycznej. Oto prominentni politycy lewicy zaczynają otwarcie popierać rząd Prawa i Sprawiedliwości, partii od zawsze uważanej za mocno zakorzenioną na prawicy. Stanisław Janecki w swoim artykule pt. „Misjonarze lewicy” stara się wyjaśnić co doprowadziło do takiego stanu rzeczy, a także w czym leży przyczyna tego zjawiska.

    Dla jednych to dowód na to, że PiS jest partią lewicową, dla innych – że lewicy najbliżej jest do partii Jarosława Kaczyńskiego. To łatwe i w gruncie rzeczy marksistowskie tłumaczenie wyraźnej wolty, a przynajmniej dezynwoltury ludzi przez lata, a nawet dekady uważanych za lewicowców. Nie jest to oczywiście wolta od marksizmu czy wręcz komunizmu do ich przeciwieństwa, […]. To raczej przemiana wynikająca z życiowych doświadczeń, często dramatycznych – tłumaczy dziennikarz.

    Stanisław Janecki zwraca uwagę, że (teraz już byli) politycy lewicy zmienili swoje nastawienie do polityki, gdy doświadczyli trudów życia, jakich nierzadko doświadczają przeciętni obywatele. Okazuje się, że życie poza parlamentem jest zgoła odmienne od wyobrażeń posłów, a władza zdaje się wcale nie zwracać na to uwagi, gdyż zajęta jest swoimi sprawami. Z kolei rząd PiS zachowuje się inaczej.

    Nie mogę pogodzić się z sytuacją, że w walce politycznej naraża się na szwank interes własnego państwa. Bo wszystkie te działania prowadzone ostatnio na arenie międzynarodowej są skierowane przeciwko Polsce, szkodzą jej. […] Jeżeli prawicowym poglądem jest obrona interesów państwa, jeżeli prawicowym jest sprzeciw wobec wyprzedaży majątku na takich zasadach, jak to było do tej pory dokonywane, sprzeciw wobec złodziejstwa, jakie miało miejsce przy zaniżaniu różnych wycen, to tak, moje poglądy są prawicowe – czytamy słowa Aleksandry Jakubowskiej przytoczone w artykule.

    Nawet Leszek Miller, po którym chyba nikt nie spodziewał się, że będzie w ciepłych słowach wypowiadał się o rządzie Beaty Szydło, po doświadczeniu politycznej porażki w ostatnich wyborach parlamentarnych postanowił rewidować swoje poglądy.

    To polityk po wielu przejściach, mający na koncie i trudne dzieciństwo, i walkę o byt, i karierę aparatczyka z PZPR. To polityk, który z pozycji premiera spadł do roli petenta Andrzeja Leppera, żeby ten przyjął go na swoją listę wyborczą. Miller nauczył się pokory i tego, żeby nie używać określeń mających moc bomby atomowej, gdy chodzi o komara – pisze o byłym premierze Stanisław Janecki.

    Ogrom przemiany jaka może dokonać się w człowieku w obliczu zderzenia z rzeczywistością pokazuje przypadek byłego rzecznika SLD Tomasza Kality, którego do refleksji skłoniła straszna choroba. Jego wypowiedź jest chyba najlepszym świadectwem tego jak głęboka przemiana może dokonać się w człowieku.

    Rano w szpitalu słuchałem Radia Maryja. […] Zrozumiałem fenomen tego radia i naprawdę je doceniłem. Zwłaszcza o tej porze dzięki Radiu Maryja ludzie mogą kogoś posłuchać, mogą się wspólnie pomodlić, nie są sami, opuszczeni. To wielka rola ewangelizacyjna – mówi Kalita.

    Stanisław Janecki pokazując przykłady „nawróconych” polityków próbuje obudzić w czytelnikach nadzieję, że ich świat nie jest do końca zepsuty i istnieje szansa na normalizację życia publicznego w Polsce.

    Polityka może się kierować zdrowym rozsądkiem. Czasem jest tylko potrzebny bodziec, żeby ten rozsądek wziął górę. Takim bodźcem najczęściej jest poznanie prawdziwego życia. Pozostawanie w kokonie establishmentu, odcięcie się od prawdziwego życia i rzeczywistych problemów tylko pogłębia podziały i agresję. Trudności uczą pokory i realizmu – stwierdza dziennikarz.

    Więcej o tym, jak dokonuje się przemiana poglądów oraz czego trzeba politykom, aby zrozumieli obywateli w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”. W sprzedaży już od 5 grudnia, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

    Zobacz także: „wSieci”: Dziwna roszada

    Ukraina ce Europa w nacjonalistycznym zwierciadle


     

    Stepan Bandera, Józef Piłsudski. Fot. wikimedia.org

    Gazeta Ukraińców w Polsce: to Piłsudski jest terrorystą, a nie Bandera

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Czwartek, 08 grudnia 2016 o godz. 11:11:52

    Na łamach „Naszego Słowa”, pisma mniejszości ukraińskiej w Polsce wydawanego za pieniądze polskich podatników napisano, że to Józef Piłsudski, a nie Stepan Bandera, odpowiada kryteriom „międzynarodowego terrorysty”. – Dla mnie to rzecz absolutnie skandaliczna – komentuje dla Kresów.pl dr Andrzej Zapałowski.

     

    Dr Andrzej Zapałowski, historyk i ekspert ds. bezpieczeństwa, zamieścił na swojej stronie internetowej tłumaczenie z języka ukraińskiego artykułu, który w połowie listopada ukazał się na łamach „Naszego Słowa” – tygodnika wydawanego w Polsce za pieniądze Ministerstwa Kultury RP.

    Autor tekstu, Myrosław Łewyćkyj, relacjonuje w nim promocję książki – pamiętników grekokatolickiego biskupa Grzegorza Chomyszyna, męczennika i błogosławionego Kościoła powszechnego, a także ukraińskiego patrioty, znanego z mocnej krytyki ukraińskiego nacjonalizmu. Artykuł krytycznie podchodzi zarówno do osoby bł. bpa Chomyszyna, jak i jego działań.

    Łewyćkyj powołuje się również na książkę Wołodymyra Czabana „Bitwa w Pikulicach”, która dotyczy incydentów, do których doszło w maju tego roku w Przemyślu i Pikulicach.

    – Na podstawie materiału źródłowego postawiono pytanie, dlaczego w Polsce uważa się za moralne, gdy niemiecki lub czeski pogląd na te same wydarzenia nie jest zbieżny z polskim, a od Ukraińców wymaga się, by bez zastrzeżeń przyjmowali polski pogląd?! Na podstawie źródłowych materiałów postawiono pytanie o kolaborantów i bohaterów – pisze autor.

    – O ile dziś w Polsce dla wielu nazwisko Stepana Bandery działa jak czerwona płachta na byka, to W. Czaban przeprowadza paralelę między Banderą i Piłsudskim. W tym porównaniu Piłsudski przegrywa. To właśnie on, a nie Bandera odpowiada wszystkim kryteriom terrorysty międzynarodowego. To on podpisywał, dziś w Polsce przemilczany, układ o przyjaźni z Hitlerem. To jego Hitler uważał za wielkiego przyjaciela. Na podstawie układu o przyjaźni z Hitlerem uczestnicy zamachu na ministra Pierackiego, którzy uciekli do Niemiec, zostali aresztowani i deportowani do Polski – czytamy w artykule.

    – Ukraina nie wymaga od Polaków, by wyrzucili jego [Piłsudskiego] nazwisko z historii, nie wymaga zburzenia jego pomników. Jednak domaga się, by Polacy przestali wtrącać się w to, kogo Ukraińcy uważają za swoich bohaterów – podkreśla Łewyćkyj

    Łewyćkyj sugeruje również wyraźnie, że wydanie wspomnień bł. bp. Chomyszyna to element wojny hybrydowej prowadzonej przez Rosję, a celem tych działań miałoby być zdyskredytowanie osoby metropolity grekokatolickiego Andrzeja Szeptyckiego w kontekście jego procesu beatyfikacyjnego. Określa również uchwały wołyńskiej, ws. ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, mianem „haniebnych”.

    W rozmowie z Kresami.pl dr Zapałowski zwraca uwagę, że „Nasze Słowo” od lat wspiera heroizację UPA. – Tam ukazuje się wiele artykułów na ten temat. Ponadto, „Nasze Słowo” jest tak naprawdę związane z „galicyjskimi Ukraińcami”, reprezentującymi nie całą społeczność ukraińską, tylko zachodnioukraińską. To środowisko jest zasadniczo opanowane przez spadkobierców ideowych OUN i UPA – mówi dr Zapałowski.

    – Ten artykuł, który ukazał się za pieniądze polskiego rządu, wprost obraża jednego z bohaterów państwa polskiego. Nazwanie Józefa Piłsudskiego większym terrorystą niż Bandera oznacza, że Piłsudski byłby jeszcze większym patronem jakiegoś ludobójstwa, którego Polacy rzekomo, nie wiadomo na kim, mieliby dokonać. Bandera był odpowiedzialny za praktycznie całą politykę terroru w okresie międzywojennym w Polsce, a później za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, jako patron ideowy tego ruchu, z którym się identyfikował. Nigdy, do końca swoich dni nie potępił tego, co zrobili jego podopieczni. Dla mnie to rzecz absolutnie skandaliczna – podkreśla.

    Ekspert zwraca też uwagę na inne zagadnienie:

    – Ten artykuł pokazuje jeszcze jedno: na bardzo niskim poziomie recenzuje książkę bł. bp. Grzegorza Chomyszyna, który jest jednym z kilku hierarchów Kościoła Grekokatolickiego, którzy w tamtym czasie jednoznacznie opowiadali się przeciwko nacjonalizmowi.

    Zdaniem dr Zapałowskiego, kwestia bpa Chomyszyna, która niedawno stała się bardziej znana, pokazała konflikt w ukraińskiej cerkwi grekokatolickiej w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej. – W swojej diecezji bp Chomyszyn zwalczał nacjonalizm w kościele grekokatolickim. Ponadto, na terenie dzisiejszej Polski, przed wojną podzielono diecezję przemyską. Dlatego, że jej zwierzchnikiem był nacjonalista, bp Jozafat Kocyłowski. Wydzielono wówczas część Łemkowszczyzny, gdzie administratorem apostolskim został Wasyl Maściuch, mający uprawnienia biskupie, który wyrzucał z połowy dzisiejszego Podkarpacia księży-nacjonalistów.

    Kresy.pl / Marek Trojan

    Polacy ze Lwowa proszą posłów RP o pomoc


    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Ks.Tadeusz Isakowicz-Zaleski

    Rozmyślania w blogu…

     

    Polacy z Lwowa proszą posłów RP o pomoc

    You are here:

    1. Home
    2. Kresy Wschodnie
    3. Aktualności kresowe

    Ciekawe, czy posłowie RP pomogą Rodakom z Grodu „Semper Fidelis”, czy też dla dobrych relacji z Poroszenko i innymi oligarchami zamiotą pod dywan?

    Petycja ws odzyskania Domu Parafialnego kościoła św. Antoniego przyjęta przez polskich i ukraińskich parlamentarzystów

    W sobotę 3 grudnia parlamentarna grupa porozumienia polsko – ukraińskiego udała się na konferencję na Uniwersytecie Lwowskim. Przed Uniwersytetem wicemarszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej Ryszard Terlecki wraz z przedstawicielami Senatu w towarzystwie Konsula Generalnego RP we Lwowie Wiesława Mazura oraz wiceprzewodniczącą Rady Najwyższej Ukrainy Oksaną Syroid i in., został powitany przez przedstawicieli parafii św. Antoniego ze Lwowa, w tym prawnika o. Stanisława Kawę.

    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    Zgromadzeniu Parlamentarnemu Polski i Ukrainy, liczącemu po 20 przedstawicieli dwóch krajów, wręczono petycję w języku polskim i ukraińskim dotyczącą odzyskania Domu Parafialnego kościoła św. Antoniego.

    Wydaje się czymś naturalnym i oczywistym, że w demokratycznym państwie prawa, mienie zagarnięte głęboko niesprawiedliwie powinno podlegać przynajmniej restytucji, jeśli nie zwrotowi prawowitym właścicielom. Jak z powyższego widać, Rada miasta stosuje w tym przypadku niesprawiedliwy upór, który jest przejawem pewnej dyskryminacji i niechęci wobec niektórych środowisk. Polega to na tym, że nierówno są traktowani obywatele ukraińscy pochodzenia polskiego i ukraińskiego.” – czytamy w petycji.

    Parlamentarzyści przyjęli nasz apel i porozmawiali z nami. Pytali się o szczegóły sprawy, które dokładnie przedstawił o. Stanisław Kawa. Wszyscy rządzący stracili na nas swój czas i bardzo dobrze nas potraktowali. Teraz mamy nadzieję, że nasza prośba zostanie spełniona.” – powiedziała Grażyna Bereza, parafianka kościoła św. Antoniego.

    Natomiast o. Paweł Odój proboszcz parafii mówił: „Mamy nadzieję, że odzyskanie domu odbędzie się w najbliższym czasie. Wierzymy, że to już – już nastąpi.”

    Petycje do władz zostały przygotowane w dwóch językach, dla każdej ze stron Zgromadzenia Parlamentarnego. Przypominamy, że wcześniej podobne Apele były kierowane do Prezydenta RP Andrzeja Dudy, również poprzez ministrów, w tym Adama Kwiatkowskiego, do Sejmu i Senatu, w tym Janiny Sagatowskiej przewodniczącej Komisji ds współpracy z Polonią i Polakami za granicą. Także prośby i tysiące podpisów kierowano do władz Ukrainy, w tym władzy miasta Lwowa.

    W sobotę po raz pierwszy petycję wręczono międzynarodowemu zespołowi Zgromadzeniu Parlamentarnemu Polski i Ukrainy.

    Maria Pyż

    8 grudnia 2016By Tadeusz Isakowicz-ZaleskiAktualności kresoweRozmyślania w blogu

    Lwów apel antypolonizm Sejm Kościół


    Banki narodowe muszą służyć Polsce


     

    Bosak: Kreacja pieniądza to przywilej. Banki trzeba unarodowić, ponieważ zagraniczne działają na korzyśc obcej gospodarki

     

    ds

    19:14 8 grudnia 2016

    Krzysztof Bosak
    Telewizja Republika

    Krzystof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego był gościem „Wolnych Głosów” w Telewizji Republika.

    Nie wszycy mówili, że kapitał nie ma narodowości. Zawsze były osoby – i mam tu na myśli m.in. środowiska narodowościowe – które podkreślały, żę narodowość jest nieodzowzną częścią kapitału. Niestety te środowiska były spychane na margines i dopiero po kryzysie UE przyszło „otrzeźwienie” i pojawiły się głosy odnośnie „udomowienia” banków. Tak zaczęła się debata o repolonizacji. Banki trzeba było unarodowić i takie hasło było głoszone nawet przez krytyków.

    Cieszymy się, że kolejne banki przechodza pod kapitałową kontrolę polskich spółek i jest to korzystne z punktu widzenia wspólnoty narodowej państwa Polskiego.

    Jedno – to nabyć kontrolę a drugie – to zrobić z niej prawidłowy użytek, czyli obrócić banki tak, aby oprócz zarabiania służyły polskiej gospodarce. Muszą m.in. zarabiać na rozwój polskiego przedsiębiorstwa a kilka lat temu był to powazny problem, ponieważ spółki zagraniczne traktowały nas jako rynek ryzykowny – mimo braku kryzysu. Polityka kredytowa banku przekłada się na całą gospodarkę i politykę państwa.

    Kreacja pieniądza to przywilej

    Telewizja + Internet teraz w nc+ za 39.98 zł miesięcznie! Poznaj ofertę nc+.

    Chcę dowiedzieć się więcej.

    Nie, dziękuję (pokaż inny program)

    Wbrew idealistycznym założeniom, zagraniczne banki nie kierują się czysto rynkową i biznesową logiką, ponieważ zagraniczna grupa kapitałowa kontrolowana jest przez zagranicznych przedsiębiorców którzy prowadzą swoją politykę. Drugą sprawą jest wnikliwie badanie wniosków kredytowych, a mimo to brak zgody na kredyty. Być może to tzw. miękki wywiad gospodarczy; przedsiębiorca, który jest kontrolowany daje informacje, za które firmy oraz instytucje płacą duże pieniądze. Dzięki temu zagraniczne banki badają nasze rynki. Rynek finansowy to rynek pod dużą kontrolą. Prowadzenie banku to pewien przywilej na rzecz dzialalności użyteczności publicznej. Bank jest dysponentem przywileju, który przyjmuje oszczędności a nastepnie udziela kredytu na znacznie wyższą kwotę, co wpływa na rozwój gospodarki, bo jeżeli udziela kredytu to liczy na korzyść

    Źródło: Telewizja Republika

    Erdogan "czyści" NATO z tureckich oficerów


    Deutsche Welle

    POLITYKA

    Erdogan „czyści” NATO z tureckich oficerów. „Zdradzeni”

    Wielu tureckich oficerów pracujących w strukturach Sojuszu w Belgii i w Niemczech zostało odwołanych. Większość boi się wrócić do kraju. Ten, który się odważył, zaginął bez śladu.

    Symbolbild EU Türkei Flagge (picture-alliance/dpa)

    Posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych NATO w ub. wtorek (6.12.2016) w Brukseli nie mógł przysłuchiwać się cały szereg wysokich rangą oficerów. Nie wpuszczono ich na salę konferencyjną. Chodzi o kilkudziesięciu tureckich wojskowych pracujących w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli lub w Dowództwie Sił Sojuszniczych NATO (SHAPE) w belgijskim Mons. Zaliczają się oni do grupy ponad 125 tys. osób, które turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan nazywa po nieudanym zamachu stanu w Turcji „wojskowymi terrorystami”.

    Kilku z nich zgodziło się, pod warunkiem, że ich tożsamość nie zostanie ujawniona, porozmawiać z Deutsche Welle. Oficerowie przybyli na posiedzenie w Brukseli, aby dowiedzieć się, czy ktoś z szefów dyplomacji państw Sojuszu zapytał swego tureckiego odpowiednika Mevluta Cavusoglu o szczegóły odwołania ich przez Ankarę z NATO i o ich dalsze losy. Chcieli też usłyszeć, jak Cavusoglu wytłumaczy, że NATO musi sobie teraz radzić bez swoich najlepiej wykształconych specjalistów.

    Zaklinają, że są niewinni

    Większość z odwołanych tureckich oficerów zdobyła wykształcenie na Zachodzie. Niektórzy z nich mają tytuły doktorskie oraz dyplomy amerykańskich uczelni i instytucji. Mają też wieloletnie doświadczenie w pracy jako oficerowie Sojuszu. Wszyscy zaklinają, że nie mają nic wspólnego z próbą zamachu stanu, który był wymierzony przeciwko rządowi Erdogana. Jak podkreślają, od razu potępili zamach i potem pracowali jako lojalni przedstawiciele tureckiego rządu. Jednakże nazwiska niektórych z nich pojawiły się na listach podejrzanych, które Ankara w piątek (2.12.2016) przesłała do swoich placówek dyplomatycznych za granicą. W załączonych do nich pismach adresowanych do tureckich oficerów w NATO, zażądano od nich zwrócenia paszportów dyplomatycznych i natowskich przepustek oraz poinformowano, że przysługuje im tylko dokument podróży uprawniający do powrotu do Ankary. Niektórym nakazano powrót w ciągu trzech dni od chwili otrzymania pisma, inni musieli zrobić to natychmiast. W rozmowie z Deutsche Welle oficerowie powiedzieli, że nie sformułowano wobec nich żadnych zarzutów. Wymieniono tylko ich nazwiska, stopień oficerski i miejsce zatrudnienia oraz zaznaczono, że są zawieszeni w obowiązkach służbowych lub zwolnieni.

    Türkei Orden eines NATO Generals aus der Türkei (DW/T. Schultz)

    Odznaki tureckiego generała pracującego w strukturach NATO

    Jeden z oficerów zaginął bez śladu

    Z początku, mówi jeden z oficerów, on ich jego koledzy chcieli posłusznie wrócić. – W pierwszym odruchu postanowiliśmy wracać i bronić się przed zarzutami, ponieważ nikt z nas nie dopuścił się żadnych działań skierowanych przeciwko rządowi – podkreśla. Żegnali się ze swymi kolegami z NATO ze świadomością, że po wieloletniej karierze na wysokim szczeblu wojskowym udowodnią swoją niewinność i będą mogli wrócić na swoje stanowiska w Sojuszu. – I wtedy usłyszeliśmy, że 17 naszych kolegów, którzy pojechali do Turcji, zostało aresztowanych. Dlatego postanowiliśmy odczekać – tłumaczy w rozmowie z DW jeden z tureckich oficerów.

    Türkei Liste der entlassenen Staatsbediensteten inklusive Sicherheitskräfte

    Lista zwolnionych przez Ankarę tureckich oficerów pracujących w strukturach NATO

    Nazwisko jednego z ich kolegów pracujących w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli nie pojawiło się na żadnej liście. Kiedy jednak został on wezwany do stawienia się w Ankarze, pojechał tam, ponieważ obawiał się, że odmowa przyjazdu wzbudzi podejrzenia. Od tego czasu minęło sześć tygodni. Tyle czasu nie rozmawiała z nim także jego żona, która opowiada ze smutkiem, że bezskutecznie próbowała dowiedzieć się u tureckiego przedstawiciela przy NATO w Brukseli o męża, który nie powrócił z Turcji, a nawet nie jest osiągalny telefonicznie. Od żony innego tureckiego oficera dowiedziała się jedynie, że jej męża aresztowano. Jednak do dzisiaj nie ma żadnej oficjalnej informacji w tej sprawie. Wstrzymano natomiast wypłatę żołdu, jak tylko ślad po oficerze zaginął. Kobieta nie widzi możliwości utrzymania siebie i trójki dzieci. W końcu udało się jej teściowi uzyskać pozwolenie na wizytę u męża w więzieniu. Mąż przekazał jej wiadomość, żeby została w Belgii.

    Także za granicą nie jest bezpiecznie
    Nawet zostając za granicą nie jest ona bezpieczna. Tureccy oficerowie mówią w rozmowie z Deutsche Welle, że prezydent Erdogan groził, że ci z nich, którzy sprzeciwią się rozkazowi powrotu do Turcji, będą ścigani. Większość tureckich oficerów zatrudnionych w strukturach NATO już od sierpnia nie otrzymuje żołdu. Żyją oni z oszczędności oraz pieniędzy ze sprzedaży swoich samochodów i innych należących do nich przedmiotów. Ponieważ Ankara znała ich dotychczasowe adresy, przeprowadzili się do mniejszych mieszkań, aby zaoszczędzić na czynszu i zatrzeć za sobą ślady. Niektórzy wnieśli wnioski o azyl w Belgii, a ich koledzy stacjonujący w niemieckiej bazie NATO w Ramstein uczynili to samo w Niemczech.

    Obejrzyj wideo03:12

    Drastyczne tortury w tureckich więzieniach. Ofiary przerywają milczenie

    Jeden z oficerów napisał list pożegnalny do kolegów z NATO, o którym powiedział, że jest to „cichy krzyk tureckiego oficera“. List ten udostępnił Deutsche Welle:

    „Dla mnie, jak i dla innych tureckich kolegów, zwolnienie oznacza nie tylko utratę pracy. Oznacza też utratę moich legitymacji wojskowych, mojego ubezpieczenia zdrowotnego, moich kont bankowych, prawa do emerytury itd. A, co najgorsze, jestem zdany sam na siebie, pozbawiony przeszłości, a także przyszłości. Jednakże my, naród turecki, zostaliśmy teraz pozbawieni wartości godności ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawa. Moje osobiste straty są niczym w porównaniu z tym, jakiego uszczerbku doznał mój kraj”.

    Niedostatecznie wykwalifikowani następcy

    Konsekwencje zwolnienia przez Ankarę tureckich oficerów odczuwają także ich koledzy z innych krajów NATO. Jeden z nich powiedział w rozmowie z Deutsche Welle, że wiedza i umiejętności personelu, który przysłał turecki rząd w zamian za zwolnionych oficerów, nie odpowiada poziomowi natowskich standardów. Rozmówca DW nie chciał, aby ujawniono jego nazwisko, ponieważ cała sprawa jest delikatna. Niepokoi go to wszystko dlatego, gdyż Turcja w sposób oczywisty lekceważy swoje zobowiązania dot. przestrzegania zasad państwa prawa i praw człowieka.

    Jednakże Turcja jest najwyraźniej zbyt ważnym partnerem, ażeby NATO chciało zbyt mocno z nią zadzierać. Sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg, który wielokrotnie był o to pytany, stwierdził tylko, że „wyraził” wobec tureckiego rządu zaniepokojenie sprawą, ale nie powiedział, że odpowiedź go zadowala.

    Türkei Stoltenberg und Erdogan Sitzung der Parlamentarischen Versammlung der NATO in Istanbul (Reuters/M. Sezer)

    NATO nie chce sporu z Turcją. Jens Stoltenberg z prezydentem Erdoganem podczas posiedzenia plenarnego Zgromadzenia Parlamentarnego NATO w Stambule

    NATO nie chce sporu

    REDAKCJA POLECA

    Niemiecka prasa: „Szalejący Erdogan”

    Sobotnia (26.11.2016) prasa w Niemczech komentuje kolejne groźby tureckiego prezydenta Erdogana pod adresem UE po uchwaleniu rezolucji PE ws. negocjacji akcesyjnych Turcji. (26.11.2016)

    Szef niemieckiego PEN Clubu: stoimy po stronie prześladowanych

    Amerykański ambasador przy NATO Douglas Lute powiedział w poniedziałek (5.12.2016) w Brukseli, że „zamiast dyktować Turcji standardy”, NATO i USA powinny porozumieć się ws. „udzielenia Turcji wotum zaufania”. – Łączą nas te same wartości; są one zapisane w preambule Traktatu waszyngtońskiego – przypomniał Lute. – Oczekujemy od wszystkim 28 członków Sojuszu dochowania tych standardów, gdyż muszą oni wypełniać nie tylko zobowiązania traktatowe wobec innych. To leży także w ich własnym interesie – podkreślił amerykański ambasador przy NATO.

    Słuchając takich opinii jeden z tureckich oficerów zrezygnowany mówi, że „czuje się zdradzony“ zarówno przez swój własny rząd jak i przez Sojusz. Jego kolega dodaje, że NATO jest tak silne jak jego najsłabsze ogniwo. Rozmówcy Deutsche Welle są zgodni co do tego, że tym najsłabszym ogniwem jest teraz Turcja, z drugą co do wielkości armią w NATO.

    Teri Schulz / Barbara Cöllen

    Trzy lata ukraińska ubecja szukała mieszkania Azarowa. Kto w to uwierzy?


    INTERIA

     

     

    UKRAINA: POLICJA ODNALAZŁA „SKARB” BYŁEGO PREMIERA

    ŚWIAT

    28 minut temu

    Ukraińska policja odnalazła w Kijowie mieszkanie z dziełami sztuki, kosztownościami, antykami i dokumentami byłego premiera Mykoły Azarowa, który po obaleniu w 2014 roku prezydenta Wiktora Janukowycza wraz z nim schronił się w Rosji.

    Mykoła Azarow /AFP

    Mykoła Azarow /AFP

    Policja, która poinformowała o swym odkryciu w czwartek, ocenia, że zgromadzone tam przedmioty mogą być warte kilka milionów dolarów.

    „Dziesiątki ikon i ksiąg religijnych z XIX wieku, oryginalne (według ekspertów) obrazy Ilji Riepina, Wasilija Tropinina i Nikasa Safronowa. Srebra stołowe, jubileuszowe monety, pamiątkowa broń z pozwoleniami na nazwisko premiera uciekiniera, a nawet kozacka szabla” – wyliczał na Facebooku komendant główny policji Wadym Trojan.

    W mieszkaniu znaleziono również nagrody i listy gratulacyjne od przywódców Rosji, które Azarow otrzymywał jeszcze w czasie wydarzeń tzw. rewolucji godności na przełomie lat 2013-14.

    Trojan dołączył do swojego wpisu na Facebooku zdjęcia, na których widnieją m.in. dokumenty Azarowa, list gratulacyjny z okazji jego urodzin, nadesłany w 2013 roku przez rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa, broń, stare księgi i odznaczenia.

    „Skarb” Azarowa znajdował się w mieszkaniu w bloku w dzielnicy Darnycia, na wschodnim brzegu Dniepru, jednej z sypialni Kijowa. Ukraińskie elity mieszkają zazwyczaj po drugiej stronie rzeki.

    Pochodzący z Rosji Azarow był premierem Ukrainy od marca 2010 roku. Objął to stanowisko po wygranych w tym samym roku przez Janukowycza wyborach prezydenckich, a złożył 28 stycznia 2014 roku po zamieszkach, które wybuchły, gdy w trakcie trwających wtedy od dwóch miesięcy protestów antyrządowych na Majdanie Niepodległości w Kijowie, zabici zostali pierwsi demonstranci.

    Według mediów po odejściu z rządu Azarow wyjechał do Austrii, gdzie mieszkała wówczas jego rodzina. Następnie odnalazł się w Rosji, gdzie mieszka do dziś. Na Ukrainie przeciwko byłemu premierowi prowadzone jest śledztwo. Jest on ścigany listem gończym.

    Latem 2015 roku Azarow ogłosił w Moskwie utworzenie Komitetu Ocalenia Ukrainy (KOU), ukraińskiego rządu na wygnaniu, mającego stanowić alternatywę dla rządu w Kijowie. Wezwał wówczas mieszkańców Ukrainy do „pokojowego protestu” z żądaniem odsunięcia „zbrodniczego reżimu” rządzącego nad Dnieprem.

    Z Kijowa Jarosław Junko

    PAP

    Putin nie pozwoli by Rosja była wstrząsana organizacjami pozarządowymi finansowanymi z obcych źródeł



    INTERIA

     

    ​PUTIN: ROSJA NIE POZWOLI NA WPŁYWANIE NA NIĄ POPRZEZ NGO

    ŚWIAT

    23 minuty temu

    Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział w czwartek, że Rosja nie dopuści, by wywierano na nią wpływ za pośrednictwem organizacji pozarządowych finansowanych z zagranicy. Zapowiedział doskonalenie ustawy o organizacjach – „zagranicznych agentach”.

    Władimir Putin /AFP

    Władimir Putin /AFP

    Szef państwa mówił o tym na spotkaniu z Radą ds. rozwoju społeczeństwa obywatelskiego i praw człowieka przy prezydencie Rosji.

    REKLAMA

    Putin powiedział, że po przyjęciu w Rosji w 2012 roku ustawy o organizacjach pozarządowych – „zagranicznych agentach”, która – jak ocenił – pozwoliła zidentyfikować organizacje zajmujące się polityką, pewne obce państwa postanowiły „przeorientować kanały finansowania”, żeby obejść ograniczenia prawne.

    Według Putina w wielu krajach finansowanie organizacji pozarządowych następuje z budżetów państw, ale jest to „niekiedy kamuflowane”. „Środki są przekazywane różnymi kanałami niby to do organizacji pozarządowych, potem stamtąd płyną za granicę, nie tylko do Rosji, ale i do wielu innych krajów” – tłumaczył prezydent.

    Jak powiedział, kiedy w Rosji wprowadzono ustawę ograniczającą takie finansowanie w ramach działalności politycznej, od razu za granicą „pojawiły się organizacje, których nie obejmują te ograniczenia”. „Od razu w organach, które finansują tę działalność, podjęto decyzję, by skoncentrować finansowanie na tych, którym zezwolono, ale z odpowiednim wpływem na ich działalność praktyczną” w Rosji – powiedział Putin, cytowany przez agencję TASS.

    „Nie możemy do czegoś takiego dopuścić w Rosji i nigdy do tego nie dopuścimy” – podkreślił, dodając, że ma na myśli także kraje Wspólnoty Niepodległych Państw.

    „Wszystkie te próby kierowania nami od wewnątrz, nie powinny nas samych skłaniać do absolutnie nielogicznych działań (…), nie powinny ograniczać działalności realnych rosyjskich organizacji społecznych” – zaznaczył Putin. Przyznał, że należy „przyjrzeć się” i praktyce stosowania prawa, i samej ustawie.

    Zapowiedział na posiedzeniu rady, że władze będą rozszerzać możliwości finansowania krajowych organizacji społecznych, w tym działać na rzecz uproszczenia procedur biurokratycznych. „Będziemy też doskonalić ustawę” – dodał.

    Agencja RIA-Nowosti zwróciła uwagę na reakcję Putina na słowa jednego z uczestników spotkania, ekonomisty Jewgienija Jasina. Poruszył on kwestię uznania za „zagranicznego agenta” niezależnego ośrodka badań opinii społecznej – Centrum Lewady. Jasin powiedział, że dokumenty, na podstawie których wydano taką decyzję, budzą duże wątpliwości. Putin w reakcji przyznał, że w sprawie tej „rzeczywiście jest problem”.

    Przyjęta w Rosji w 2012 roku ustawa jako „pełniące funkcje zagranicznego agenta” określa organizacje pozarządowe korzystające z zagranicznych grantów i uczestniczące w życiu politycznym Rosji. Organizacje same mają obowiązek wystąpienia o zarejestrowanie ich w charakterze „zagranicznego agenta”. Ponadto Ministerstwo Sprawiedliwości może samodzielnie wpisywać organizacje na listę „zagranicznych agentów”, a im przysługuje prawo do odwołania się od tej decyzji. Za niepodporządkowanie się wymogom ustawy o „zagranicznych agentach” rosyjskim organizacjom i ich szefom grożą wysokie kary pieniężne, a nawet więzienie. Organizacje uznane za „zagranicznych agentów” zostają objęte restrykcyjną kontrolą ze strony państwa.

    Z Moskwy Anna Wróbel

    PAP

    Dokładali starań żeby było rzetelnie, tylko jakoś tak im nie wyszło


    WP.PLStrona główna serwisu

     

    akt. 08.12.2016, 18:04

    Seremet: sekcje zwłok ofiar ze Smoleńska zostały przeprowadzone, ale niezbyt skrupulatnie

    • – Sekcje zwłok (…) zrobiono niezbyt skrupulatnie – oświadczył b. prokurator generalny Andrzej Seremet
    • W latach 2011-12 prokuratura wojskowa zdecydowała o przeprowadzeniu sekcji zwłok dziewięciu osób
    • W sześciu przypadkach badania wykazały, że ciała zostały złożone w niewłaściwych grobach
    • Seremet: jestem przekonany, że prokuratorzy (…) dokładali (…) starań, żeby to śledztwo było rzetelne

    Andrzej SeremetAndrzej Seremet (

    PAP / Rafał Guz

    )

    Bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej na wniosek strony polskiej w Rosji zostały przeprowadzone sekcje zwłok wszystkich ofiar, tylko że zrobiono je niezbyt skrupulatnie – oświadczył b. prokurator generalny Andrzej Seremet.
    Seremet był przesłuchiwany w Sejmie przez komisję śledczą ds. Amber Gold. Dziennikarze spytali go o sekcje zwłok ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. Kilka dni wcześniej Seremet został prokuratorem generalnym. – Te sekcje zostały przeprowadzone. Były to działania na wniosek strony polskiej, wobec czego wykonywano pomoc prawną. Było to oświadczenie w imieniu państwa, oficjalne, formalne – powiedział Seremet.
    – Sekcje przeprowadzano, to nie było kłamstwo, tylko że sekcje przeprowadzano niezbyt skrupulatnie – podkreślił.

     

    Przypomniał też, że prokuratura wojskowa, która do wiosny 2016 r. prowadziło śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, zdecydowała o przeprowadzeniu w latach 2011-12 sekcji zwłok dziewięciu osób. – Dopiero wtedy, kiedy prokuratura dokonała analizy badań bardzo dokładne i rzetelne niektórych dokumentów, okazało się, że trzeba wyjąć z grobu te ciała, które ostatecznie wyjęto, czyli tych dziewięć przypadków. I dlatego prokuratorzy stali na tym stanowisku, że powtórnych sekcji nie trzeba dokonywać – wyjaśnił.
    – Jestem przekonany, że prokuratorzy naprawdę dokładali wszelkich starań, żeby to śledztwo było rzetelne – zaznaczył Seremet.
    Spośród dziewięciu ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej przeprowadzonych w latach 2011-12 w sześciu przypadkach badania wykazały, że ciała zostały złożone w niewłaściwych grobach.

    W czwartek Prokuratura Krajowa poinformowała, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że w grobie jednej z ekshumowanych w ostatnim czasie osób znajduje się ciało innej ofiary katastrofy smoleńskiej. Według nieoficjalnych informacji, potwierdzonych przez Polską Agencje Prasową, chodzi o przewodniczącego PKOl Piotra Nurowskiego, ekshumowanego we wtorek. Według PK na możliwą zamianę ciał wskazują wyniki czynności procesowych, a ostateczną odpowiedź mają dać wyniki badań genetycznych.
    Po przejęciu śledztwa smoleńskiego Prokuratura Krajowa zdecydowała, że należy ekshumować 83 ciała ofiar katastrofy, czyli wszystkich tych, które do tej pory nie były ekshumowane w Polsce, ani nie zostały spopielone przed pogrzebem.
    Jednym z głównych powodów są błędy w dokumentacji medycznej – medycy sądowi stwierdzili błędy w 90 proc. dokumentów nadesłanych z Rosji. Śledczy podkreślali, że chodzi m.in. o możliwą zamianę szczątków ofiar i nieprawidłowości w opisie stwierdzonych obrażeń w dokumentacji sporządzonej przez stronę rosyjską.
    W tym roku przeprowadzono ekshumacje 10 osób, które zginęły pod Smoleńskiem. Trzy tygodnie temu wyjęto z grobu ciała pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich, następnie Stefana Melaka i Tomasza Merty. Ekshumowano też według nieoficjalnych informacji: Aleksandra Szczygłę, Piotra Nurowskiego, Edwarda Duchnowskiego, Janinę Natusiewicz-Mirer, a w czwartek – Ewę Bąkowską i mjr Dariusza Michałowskiego.
    Według nieoficjalnych informacji, poza parą prezydencką nie pochowano do tej pory ponownie żadnej z ekshumowanych osób; nadal trwają badania.

    Zleconą przez Prokuraturę Krajową sekcję zwłok i pobranie próbek do badań laboratoryjnych przeprowadza 14-osobowy międzynarodowy zespół ekspertów. Znajdą się w nim m.in. trzy osoby z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Sądowej w Lozannie-Genewie (Szwajcaria), jedna z uniwersytetu w Coimbra w Portugalii, oraz dwóch profesorów z Odense (Dania). Resztę zespołu tworzą eksperci z Krakowa, Warszawy, Lublina. Biegli przeprowadzają właśnie sekcje zwłok, tomografię, pobierają próbki do badań DNA, histopatologicznych, toksykologicznych i fizykochemicznych.
    Decyzje dot. ekshumacji spotkały się ze sprzeciwem części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Do Prokuratury Krajowej wpłynęło w tej sprawie 25 zażaleń, skarg i wniosków o uchylenie postanowienie ws. ekshumacji.
    W październiku ponad 200 osób, członków rodzin 17 ofiar, zaapelowało w liście otwartym o powstrzymanie ekshumacji ich bliskich. Przeciw ekshumacji jest też Cerkiew prawosławna; w katastrofie zginął prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego bp Miron Chodakowski.
    Sąd Okręgowy w Warszawie badał już pierwsze wnioski dot. ekshumacji na gruncie prawa cywilnego. Bliscy siedmiu ofiar katastrofy smoleńskiej uznali decyzje prokuratury o ekshumacjach za naruszenie ich dóbr osobistych, jakimi są pamięć i kult osoby zmarłej. W pierwszej kolejności wnosili o zabezpieczenie przez sąd ich powództwa przez zakazanie prokuraturze ekshumacji. Sąd oddalił ich wnioski o zabezpieczenie (nie przesądza to finału sprawy cywilnej). Sąd przyznał, że ponowne wydobycie ciała z grobu może naruszać kult zmarłych, ale wskazał zarazem, że wnioskodawcy nie uprawdopodobnili bezprawności naruszenia ich dóbr.
    (oprac. Bartosz Lewicki)

    Opozycyjne szkalowanie narodowej władzy


     

    wPolityce.pl

     

    Nowe paranoje na Czerskiej. „GW” zestawia Polskę pod rządami PiS z… Syrią. „Wprowadzą cenzurę i obowiązkowe msze dla wszystkich”

    opublikowano: wczoraj · aktualizacja: wczoraj

    Fot. Julita Szewczyk/screen wyborcza.plFot. Julita Szewczyk/screen wyborcza.pl

    Po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość różne padały określenia – od autorytaryzmu, przez totalitaryzm, na porównaniach do hitleryzmu kończąc. Porównywano w sposób kuriozalny, przerysowywano, straszono.

    A jednak, jak śpiewał rockowy zespół Pidżama Porno, każdy nowy dzień niesie nowe paranoje… A przynajmniej na Czerskiej powinni to sobie puszczać co rano. Każdego dnia.

    Na łamach słabnącego dziennika pani prof. Magdalena Środa zupełnie poważnie oznajmia i przestrzega:

    Unieważnią wybory, zabiorą paszporty, wprowadzą cenzurę i obowiązkowe msze dla wszystkich. Są na bardzo dobrej drodze, by tego dokonać i trwać latami

    — czytamy.

    W jej ocenie dzisiejszy spór polityczny skończy się dla Polski tragicznie, a historię IIIRP będziemy wspominać z nostalgią i rozrzewnieniem.

    Za jakiś czas ze wzruszeniem i niedowierzaniem niektórzy z nas będą wspominali czasy, gdy w Polsce były wolność, demokracja i dobrobyt (z ciepłą wodą w kranie). Te jedyne jasne trzydzieści lat w naszej całej historii! Było, minęło, nie wróci. (…) Podobnie było chyba za czasów stanu wojennego. Pamiętam badania, w których znacząca część ludzi cieszyła się z jego wprowadzenia, bo wreszcie był porządek i silna władza, która wiedziała, czego chce

    — oznajmia pani profesor.

    Stan wojenny? Zabiorą paszporty i wprowadzą cenzurę? To jeszcze nic. Kilka stron dalej autor „Gazety Wyborczej” – niejaki Stanisław Skarżyński (niegdyś asystent Moniki Olejnik) zestawia Polskę rządzoną przez PiS z… Syrią.

    Jakie czasy, taki zamach stanu. Dziś w Aleppo swobodnie można rozmawiać przez komórkę. Wszystkie sieci działają. Podobnie w Warszawie, w której trwa przewrót polityczny, dzień po dniu sprawdzane są bilety autobusowe

    — czytamy.

    W ocenie tego publicysty polityków PiS będzie trzeba sądzić nie według zasad opisanych w kodeksach karnych, ale na specjalnych warunkach.

    Ci ludzie dostali władzę o określonych parametrach i zasięgu, a wykorzystali ją, żeby zmienić zasady i otrzymaną władzę uczynić bezgraniczną. To nie jest nadużycie władzy, to nie jest korupcja. To zdrada. (…) Potwora, którym dziś jest PiS, stworzył Donald Tusk i jego partia. Jego i jej słabość, głupota i niezdolność odparcia pokusy hodowania sobie przeciwnika, którego łatwo pobić w kolejnych starciach wyborczych

    — denerwuje się Skarżyński.

    I dodaje:

    Prędzej czy później przyjdzie czas, gdy pojawi się możliwość osądzenia tych, którzy nam III Rzeczpospolitą wykończyli. (…) Rozliczymy autorytarną IV Rzeczpospolitą, która rodzi się na naszych oczach

    — czytamy.

    Paranoje na Czerskiej trwają w najlepsze. Być może spowodowane kolejnymi zwolnieniami w Agorze (niedawno odeszło aż 10% pracowników), być może słabnącymi wynikami pisma (po raz pierwszy przegonił ich „Super Express”). Nerwy są zrozumiałe. Ale tak kuriozalne artykuły zostaną zapamiętane.

    svl


    Książka, którą trzeba przeczytać! „George Soros. Najniebezpieczniejszy człowiek świata” – Andreas von Rétyi.

    Multimiliarder, jego globalna sieć i koniec takiego świata, jaki znamy!

    Zdjęcie Kronika kłamliwej histerii

    autor: Kronika kłamliwej histerii

    Kronika kłamliwej histerii wymierzonej w demokratycznie wybrane władze RP. Kronika kłamliwej propagandy

    Interesujący artykuł?

    Natowskie umiłowanie rosyjskich granic



    INTERIA

     

    ŁAWROW: NATO MUSI ZAPRZESTAĆ DZIAŁAŃ MILITARNYCH KOŁO GRANIC ROSJI

    ŚWIAT

    Dzisiaj, 8 grudnia (16:50)

    ​Kraje NATO powinny zaprzestać działań wojskowych i rozwijania infrastruktury w pobliżu granic Rosji – oświadczył w czwartek szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow w Hamburgu na posiedzeniu rady ministerialnej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).

    Siergiej Ławrow /PAP/EPA

    Siergiej Ławrow /PAP/EPA

    Jak powiedział Ławrow, cytowany przez agencję TASS, wspólnym celem Rosji i NATO jest budowanie niepodzielnej wspólnoty bezpieczeństwa. Oznajmił, że „niezbędne jest wstrzymanie wojowniczej retoryki, odejście od wzajemnych oskarżeń i przejście do równoprawnej, opartej na wzajemnym szacunku rozmowy”. Minister dodał, że pozwoli to „przygotować polityczną atmosferę dla przeprowadzenia obiektywnej analizy potencjałów wojskowych w Europie”. Jak oświadczył Ławrow, pierwszy krok tych działań jest oczywisty – „kraje NATO powinny zaprzestać działalności wojskowej i rozwijania infrastruktury w pobliżu granic Rosji i wrócić do sytuacji co najmniej z końca 2013 roku”.

     

     

    Wskazał, że w przeciwnym razie Sojusz buduje „nową wojenną rzeczywistość wobec Rosji i chce negocjować już na tej podstawie”.

    Jak pisze TASS, rosyjski minister przedstawił także plan działań dotyczących bezpieczeństwa informacyjnego w ramach OBWE.

    • Obecnym zadaniem jest przywrócenie zaufania dla cyberprzestrzeni. W ciągu ostatniego roku byliśmy świadkami skandali dotyczących podsłuchiwania rozmów telefonicznych i włamań do elektronicznej korespondencji wysoko postawionych osób – oznajmił. Jak mówił strona rosyjska słyszała pod swoim adresem „wiele gołosłownych oskarżeń o przeprowadzanie cyberataków”.

    W rozpoczętym w czwartek w Hamburgu dwudniowym posiedzeniu rady ministerialnej OBWE udział bierze ok. 50 ministrów spraw zagranicznych.

    PAP

    Konstruktywnie chcieliby zobaczyć Rosję na kolanach



    INTERIA

     

     

    „ROSJA POWINNA WSPÓŁPRACOWAĆ W ŁAGODZENIU NAPIĘĆ”

    ŚWIAT

    Dzisiaj, 8 grudnia (06:31)

    W Hamburgu rozpoczyna się dwudniowe spotkanie ministrów spraw zagranicznych krajów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Jednym z głównych tematów rozmów będzie konflikt rosyjsko-ukraiński. „Rosja powinna współpracować w łagodzeniu napięć, które znowu narastają w Europie” – przekonuje minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier.

    Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier /AFP

    Minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier /AFP

    Do Hamburga przyjechało blisko pięćdziesięciu ministrów spraw zagranicznych w tym szefowie dyplomacji Stanów Zjednoczonych i Rosji – John Kerry i Siergiej Ławrow. Sprawa procesu pokojowego na Ukrainie, w który angażuje się OBWE, będzie kluczowym tematem rozmów.

     

    Jak pisze IAR, nie należy jednak spodziewać się przełomu. Przed zbyt dużymi oczekiwaniami ostrzegał niedawno pełnomocnik rządu Niemiec do spraw kontaktów z Rosją Gernot Erler. Jak mówił, w OBWE obowiązuje zasada jednomyślni, a trudno sobie wyobrazić, aby Rosja i Ukrainy przemówiły jednym głosem w sprawie aneksji Krymu czy wydarzeń w Donbasie.

    Obok sytuacji na Wschodzie, w Hamburgu ma być mowa także o wojnie w Syrii czy zwalczaniu terroryzmu. Polskę reprezentuje minister Witold Waszczykowski.

    „Rosja powinna współpracować”

    Tymczasem podczas spotkania z szefem rosyjskiej dyplomacji Ławrowem minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier zaapelował do Rosji o „konstruktywne współdziałanie” w OBWE.

    Steinmeier i Ławrow spotkali się w środę późnym wieczorem w Hamburgu, gdzie w czwartek rano rozpocznie się posiedzenia rady ministerialnej OBWE z udziałem ok. 50 ministrów spraw zagranicznych.

    „Rosja powinna współpracować w łagodzeniu napięć, które znowu narastają w Europie” – powiedział szef niemieckiej dyplomacji. Ministrowie rozmawiali także o konflikcie na Ukrainie i wojnie domowej w Syrii. Steinmeier podkreślił konieczność natychmiastowego zawieszenia broni w Syrii i podjęcia działań na rzecz politycznego zakończenia konfliktu.

    W Hamburgu szef rosyjskiej dyplomacji spotkał się także z sekretarzem stanu USA. Ławrow i Kerry rozmawiali głównie o Syrii, w tym o możliwościach przerwania działań wojennych w Aleppo.

    Steinmeier kandydatem koalicji rządzącej na prezydenta Niemiec © 2016 Associated Press

    IAR/PAP

    Wielki dorobek Tajnego Wywiadowcy SB jest marnotrawiony



    INTERIA

     

    WAŁĘSA: WIELKI DOROBEK JEST MARNOTRAWIONY

    POLSKA

    Dzisiaj, 8 grudnia (13:23)

    Wszyscy widzimy, co dzieje się w kraju, że wielki dorobek jest marnotrawiony; patrioci powinni zastanowić się co robić, by w polityczny sposób nawrócić tych, co dzisiaj rządzą, albo pomóc im się katapultować – mówił Lech Wałęsa po spotkaniu z politykami Partii Europejskich Demokratów.

    Lech Wałęsa /Adam Warżawa /PAP

    Lech Wałęsa /Adam Warżawa /PAP

    Przewodniczący poselskiego koła Unii Europejskich Demokratów uważa, że powinien powstać „gabinet cieni” partii opozycyjnych, a nie tylko Platformy Obywatelskiej. Według niego wszystkie partie opozycyjne powinny razem kontrolować obecną władzę i razem wypracowywać program na czas po PiS-ie.

     

    Spotkanie z politykami PED z Wałęsą odbyło się w Gdańsku. B. prezydenta odwiedzili w jego biurze przewodnicząca Partii Europejskich Demokratów Elżbieta Bińczycka oraz posłowie z sejmowego koła Unii Europejskich Demokratów Jacek Protasiewicz i Stefan Niesiołowski.

    „Wszyscy widzimy, co dzieje się w kraju, że wielki dorobek jest marnotrawiony. I patrioci powinni zastanowić się co robić, by w polityczny sposób, albo nawrócić tych, co dzisiaj rządzą, albo pomóc im się katapultować. Bo z tym zgadzać się nie wolno, za drogo nas to kosztowało, by pozwalać na takie niekorzystne działania. O tym rozmawialiśmy i temu będziemy służyć dziś i w przyszłości” – podkreślił Wałęsa po spotkaniu.

    „Wiele rzeczy do tej pory wykonaliśmy nieprecyzyjnie. Jak mogło się zdarzyć, żeby część obywateli uważała, że każdy wybór upoważnia do wszelkiego działania, do zmiany systemu, zmiany szkolnictwa, zmiany sądownictwa? Macie wprawdzie mandat demokratyczny, ale o pewne rzeczy, takie wielkie, musicie się jeszcze raz pytać narodu w referendum, czy inny sposób+” – mówił Wałęsa nawiązując do działań rządu.

    B. prezydent był też pytany o współorganizowane 13 grudnia przez Komitet Obrony Demokracji w całej Polsce demonstracje pod hasłem „Stop dewastacji Polski”.”Marsze nie wymagają większego zorganizowania, ale jednak angażują ludzi. Ja tak przyjmuję tego rodzaju manifestacje. Na wielką manifestację jest trochę za wcześnie, stąd mój udział jest wątpliwy, bo ja bym musiał podejmować decyzje, a tych decyzji dziś jeszcze nie może być” – powiedział Wałęsa.

    Protasiewicz zaproponował, aby stworzyć „opozycyjny gabinet cieni„, a nie jednopartyjny, który powołała Platforma Obywatelska. Zasugerował, by w tym gabinecie cieni lider PO Grzegorz Schetyna odpowiadał za sprawy wewnętrzne, szef Nowoczesnej Ryszard Petru za ekonomię, a Elżbieta Bińczycka za kulturę. „Wszystkie partie opozycyjne powinny razem kontrolować obecną władzę i razem wypracowywać program na czas po PiS-ie” – ocenił.

    Według Protasiewicza taki „gabinet cieni” całej opozycji mógłby powstać w maju 2017 r. po zorganizowanym na wiosnę przyszłego roku Kongresie Demokracji.

    „W pierwszej kolejności Kongres Demokracji, z którego powinien wyjść wspólny program dla opozycji. Do kongresu powinny prowadzić poszczególne konferencje np. o oświacie, wymiarze sprawiedliwości, kulturze, ekonomii wypracowujące szczątkowe propozycje, a Kongres Demokracji miałby być tego finałem. A potem rozmowa o wspólnych listach już na wybory samorządowe i parlamentarne, a po drodze, wspólny, całej opozycji gabinet cieni” – podkreślił Protasiewicz.

    Jego zdaniem, Nowoczesna jest gotowa przystąpić do procesu jednoczenia opozycji. „Platforma Obywatelska ma z tym problem, ale po to jest właśnie Lech Wałęsa, który jest jedyny, żeby opornych przekonał do współpracy” – podkreślił. Jak dodał Komitet Obrony Demokracji jest kluczowym partnerem, ruchem społecznym, „który ma umiejętność mobilizowania dziesiątek tysięcy ludzi do wychodzenia na ulice”.

    W ocenie Niesiołowskiego, obecny gabinet Beaty Szydło to „najgorsze rządy po 1989 r.”. „Niszczą i demolują Polskę, i niszczą demokrację. Jest to tak oczywiste, że w tej sprawie jesteśmy zgodni. Zastanawialiśmy się jak z tego wyjść. I najkrócej mówiąc doszliśmy do wniosku, że konieczne jest przyspieszenie działań, które doprowadzą do tego, że opozycja będzie jedną organizacją w sensie wyborczym – widzimy w tym czołową rolę pana prezydenta Wałęsy, z którym chcemy ściśle współpracować” – zapowiedział.

    Partia Europejskich Demokratów powstała w listopadzie z połączenia stowarzyszenia Europejscy Demokraci z Partią Demokratyczną demokraci.pl.

    Koło poselskie Europejscy Demokraci powstało pod koniec września. W jego skład weszło trzech posłów usuniętych z Platformy Obywatelskiej: Jacek Protasiewicz, Stanisław Huskowski i Michał Kamiński. Do koła dołączył też Stefan Niesiołowski, który wystąpił z PO. Posłowie założyli też stowarzyszenie ED. Obecnie koło ma nazwę Unia Europejskich Demokratów.

    W Gdańsku odbyła się konwencja Platformy Obywatelskiej. L. Wałęsa gościem specjalnym

    PAP

    Antyrządowe siły wzywają do nieposłuszeństwa


    NEWSWEEK.pl

    „Stop dewastacji Polski”. Organizacje pozarządowe i politycy wzywają do obywatelskiego nieposłuszeństwa

    Data publikacji: 03.12.2016, 14:23Ostatnia aktualizacja: 04.12.2016, 13:45

    uczestnicy marszu KOD

    fot. Paweł Supernak  /  źródło: PAP

     

    „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy. 13 grudnia wyjdźmy na ulice wszystkich polskich miast i miasteczek i pokażmy, że nie zgadzamy się na niszczenie Polski. Zaprotestujmy przeciwko aroganckiej wszechwładzy PiS” – apelują sygnatariusze listu, opublikowanego przez KOD.

    Dzielenie Polaków na gorszy i lepszy sort, niszczenie społeczeństwa obywatelskiego, przygotowywanie niszczycielskich ustaw, wprowadzanie chaotycznych ustaw i rujnowanie kultury przez rząd PiS. Przeciwko temu protestuje Komitet Obrony Demokracji, który opublikował list otwarty. Sygnatariusze nawołują w nim do nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec władzy.

    „Niemal dokładnie rok temu, 12 grudnia, protestowaliśmy po raz pierwszy przeciwko paraliżowaniu prac Trybunału Konstytucyjnego i łamaniu Konstytucji przez rząd i Prezydenta. Dziś wiemy, że rok rządów Prawa i Sprawiedliwości to przede wszystkim czas metodycznego niszczenia Polski, jej stosunków z sąsiadami i wizerunku na świecie. To czas podporządkowywania partyjnym interesom niemal wszystkich publicznych instytucji: sądów, prokuratury, służby cywilnej i wojska. Władza przejęła publiczne media i przekształciła je w prorządową tubę, która nie waha się kłamać i manipulować. PiS chce utrudnić nam gromadzenie się i protestowanie” – czytamy w liście.

    Organizacje pozarządowe i sygnatariusze listu sprzeciwiają się także dzieleniu Polaków. „Władza metodycznie niszczy to, co udało się wypracować przez ostatnie dekady. Niszczy też nas jako społeczeństwo – stawia jednych przeciwko drugim, próbuje nas podzielić i skłócić” – piszą działacze.

    Wytykają oni również partii rządzącej przygotowywanie ustaw bez żadnych konsultacji, co ma tylko jeden cel: „zwiększenie władzy PiS-u kosztem wolności obywateli”. Ponadto, zdaniem działaczy KO, „rząd PiS systematycznie rujnuje polską kulturę, spowalnia rozwój gospodarki, przeprowadza zamach na prawa kobiet i właśnie przystępuje do forsowania reformy, która spowoduje gigantyczny chaos w polskiej szkole”.

    „Dlatego wzywamy wszystkich – obywatelki i obywateli, nauczycieli, rodziców, pracowników służby zdrowia, górników, rolników, przedsiębiorców, twórców i dziennikarzy, sędziów, prokuratorów, policjantów i wojskowych, a także organizacje pozarządowe, partie polityczne i samorządy, organizacje związkowe, samorządy zawodowe – by się temu wspólnie przeciwstawili. Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy” – czytamy w liście.

    KOD nawołuje przy tym do wyjścia na ulice 13 grudnia, by dać wyraz niezadowoleniu z niszczenia Polski i by zaprotestować przeciwko aroganckiej wszechwładzy PiS. „Ale też pokażmy, że potrafimy być razem. I nie dajmy się, jak pamiętnego 13 grudnia ’81 roku, ustawić przeciwko sobie, nie dopuśćmy do żadnej konfrontacji” – apelują działacze.

    „Nie oddamy naszej wolności. Nie oddamy kultury, edukacji, praw kobiet, praw pracowniczych, samorządów, organizacji pozarządowych, mediów, gospodarki. Dość kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej! Dość tłamszenia wolności i demokracji! Dość tego szaleństwa!”

    CZYTAJ TAKŻE

    Nie ma takiej obelgi, której Kaczyński nie rzuciłby w KOD i opozycję WIĘCEJ ❯

    Demokracja w Polsce zagrożona? Prezydent Duda odpiera zarzuty opozycji: To śmieszne WIĘCEJ ❯

    W „Newsweeku”: Sfrustrowani rządami PiS. Jak działa KOD? [WIDEO] WIĘCEJ ❯

    Pod listem podpisali się:
    Sławomir Broniarz
    Władysław Frasyniuk
    Krystyna Janda
    Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania
    Jacek Karnowski, Prezydent Miasta Sopotu
    Mateusz Kijowski
    Marta Lempart, inicjatorka Ogólnopolskiego Strajku Kobiet
    Płk dypl. rez. mgr inż. Adam Mazguła, były dowódca wojskowy, harcmistrz
    Ryszard Petru, Przewodniczący Nowoczesnej
    Krzysztof Pieczyński, aktor, stowarzyszenie Polska Laicka
    Grzegorz Schetyna, Przewodniczący Platformy Obywatelskiej
    Aleksander Smolar, prezes Fundacji imienia Stefana Batorego
    Lech Wałęsa

    Zobacz też: Jak często “dobra zmiana” kłamie:

    0:38 / 1:31

    Pieczyński chce uwolnić Polaków od religii


    Newsweek

    Krzysztof Pieczyński: Polacy powinni uwolnić się od religii

    Data publikacji: 08.12.2016, 07:00Ostatnia aktualizacja: 07.12.2016, 22:03

    1:03 / 1:23

    Marta Ciastoch

    MARTA CIASTOCH

    – Polacy są uśpieni. Trudno ich ruszyć, by wypisywali się z Kościoła, a ci, którzy dokonali apostazji są ofiarą ostracyzmu. To wciąż wymaga odwagi – mówi znany aktor Krzysztof Pieczyński, działający w stowarzyszeniu Polska Laicka.

    – W sprawie Boga nie potrzebujemy fałszywych pośredników ani polityków sprzedających Polskę Watykanowi – apeluje aktor Krzysztof Pieczyński na stronie stowarzyszenia Polska Laicka, które propaguje rozdział państwa od Kościoła. Czy Zobacz cały odcinek programu „Z Kim dziś?” z udziałem Krzysztofa Pieczyńskiego i Mateusza Kijowskiego.

     

    APOSTAZJAKRZYSZTOF PIECZYŃSKIZ KIM DZIŚKOŚCIÓŁ KATOLICKIRELIGIA

    Komentarze (97)

     

    No photo

    ~Prawdziwe słowo :Prawdziwe słowo – napisane około roku 178 zaginione dzieło Celsusa, będące pierwszą znaną pisemną krytyką chrześcijaństwa.
    Najważniejsze zarzuty jakie formułuje Celsus to:
    barbarzyństwo i nierozumność tej religii. Filozof widział w chrześcijaństwie nie tylko krok wstecz, ale przede wszystkim zagroż… rozwiń całość

    dzisiaj 10:42 | ocena:96% | odpowiedzi: 2

    odpowiedzoceń: -1+1

    No photo

    ~trele morele do ~Ks. K. Piotrowski: Człowieku, te bajeczki o diabłach, aniołkach itp. to czysta fikcja, poczytaj, C.G. Junga. Projekcja lęków i marzeń, nic więcej. KK sprytnie wykorzystuje te lęki w celu manipulowania ciemnym ludem. Straszenie wiecznym potępieniem, ogniem piekielnym dobre było w średniowieczu. Są znacznie mądrzejsze … rozwiń całość

    dzisiaj 12:12 | ocena:96%

    odpowiedzoceń: -1+1

    No photo

    ~lebrostesab :Wierzący nie poddając swoich wierzeń logicznemu myśleniu zagonili
    siebie oraz wielką ilość ludzkości w banalny nonsens wirtualnej rzeczywistości   .
    Fakt, ze ludzkość kuśtyka na jednej nodze realnej i drugiej „duchowej”
    czyni zawirowania w ludzkim pojęciu świata i stawiając człowieka
    rozwiń całość

    dzisiaj 12:14 | ocena:90%

    odpowiedzoceń: -1+1

    Zobacz wszystkie komentarze »

    Seremet sypie… nazwiskami przed komisją Amber Gold! Tusk, Belka i Bondaryk w panice


     

    wPolityce.pl

     

    Seremet sypie… nazwiskami przed komisją Amber Gold! Tusk, Belka i Bondaryk w panice

    opublikowano: 4 godziny temu · aktualizacja: 2 godziny temu

    fo wPolityce.pl/nbp.gov.pl/youtubefo wPolityce.pl/nbp.gov.pl/youtube

    Dzisiejsze przesłuchania Andrzeja Seremeta przed komisją śledczą ws. Amber Gold zapewne nie będzie dawało spokoju najważniejszym ludziom w państwie rządzonym przez 8 lat przez Platformę Obywatelską. Seremet sypał dziś ważnymi nazwiskami, wśród których znaleźli się były premier Donald Tusk, ówczesny prezes NBP Marek Belka oraz Krzysztof Bondaryk, który w czasie afery Amber Gold szefowa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

    Kiedy posłanka Małgorzata Wassermann zarzuciła dziś poprzedniej władzy, że ta właściwie ubezwłasnowolniła prokuraturę i zrobiła z niej „chłopca do bicia” było pewne, że na sali padną najważniejsze nazwiska ludzi poprzedniej władzy.

    CZYTAJ TAKŻE:Wassermann o zeznaniach Seremeta: Ustawa PO stworzyła chłopca do bicia. „On był formalnym przełożonym bez żadnych uprawnień i kompetencji”

    Tak też się stało. Już w pierwszej części przesłuchania, posłowie pytali Andrzeja Seremeta o fałszywe notatki rzekomo z Amber Gold, którymi „legitymował” się Marcin P.

    Późną wiosną 2012 mówił mi o tym generał Bondaryk. Nie pamiętam okoliczności, ale sprawa była opisywana w mediach.

    – mówił Andrzej Seremet.

    Posłowie szli jednak tropem polityków, których nazwiska kojarzone są z afera Amber Gold. Małgorzata Wassermann dopytywała Seremeta o jego kontakty z wierchuszką rządową z czasów wybuchu afery.

    >Z kim jeszcze oprócz przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego rozmawiał pan o Amber Gold?

    – pytała posłanka Wassermann.

    Rozmawiałem z Donaldem Tuskiem tuż po wybuchu afery

    – odpowiedział Seremet.

    Były Prokurator Generalny opisał też szczegóły rozmowy. Przyznał, że nie miała ona charakteru przyjemnej pogawędki.

    Trzy razy rozmawiałem z Donaldem Tuskiem o sprawie Amber Gold. Premier był mocno poirytowany tym. Krytycznie mówił o działaniu służb.

    CZYTAJ RÓWNIEŻ;Tusk histerycznie o komisji śledczej: Kiedy byłem premierem, afera Amber Gold została dokładnie prześwietlona

    Seremet przyznał też, że Tusk nie szczędził także jemu ostrych słów.

    Pamiętam, że Donald Tusk krytykował szefową UOKiK-u. Mnie też oczywiście krytykował.

    –przyznał przed komisją śledczą.

    Z kolei  poseł Pięta pytał ile trwała narada dotycząca Amber Gold z Donaldem Tuskiem i kto w niej uczestniczył.

    Uczestniczyła w nich kadłubowa część Rządu, m.in. Minister Finansów, MSW, a także szef KNF, szefowa UOKiK. Trwała długo, na pewno powyżej dwóch godzin.

    – zeznał Andrzej Seremet.

    CZYTAJ TAKŻE:To było do przewidzenia… Seremet wybiela się przed komisją ds. Amber Gold: „Nie miałem narzędzi kontrolnych i byłem atakowany”

    Poseł Marek Suski przywołał też słynną rozmowę Marka Belki z afery taśmowej.

    Belka mówił wtedy o piramidzie finansowej Amber Gold i nawiązywał do zatrudnienia syna Donalda Tuska w firmie OLT Express.

    – przypomniał poseł Suski.

    Słowa o najważniejszych ludziach wyraźnie zirytowały posła Brejzę, który mocno zaatakował Seremeta, a w swoich pytaniach wyraźnie sugerował, że to Seremet, a nie inni ważni ludzie w państwie PO, odpowiada za zaniedbania w sprawie Amber Gold. Najwyraźniej poseł Brejza wziął sobie do serca polecenie szefostwa partii, by trzymać Tuska i innych polityków PO z dala od afery.

    WB

     

    Polecamy „wSklepiku.pl”:„Państwo Platformy. Bilans zamknięcia” – Andrzej Zybertowicz, Maciej Gurtowski, Radosław Sojak.

    Zdjęcie Amber Gold pod lupą Speckomisji

    autor: Amber Gold pod lupą Speckomisji

    Relacjonujemy przebieg komisji śledczej ds. Amber Gold. Informacje, relacje, przesłuchania, wywiady.

    Resortowy wnuczek powinien wziąć pod włos czerwonego dziadka


    Tok FM

     

    Kraśko bierze Dudę pod włos. ”Panie prezydencie, nie musi pan zgadzać się z PiS. To pan wygrał wybory, nie Jarosław Kaczyński”

    dżek

    08.12.2016 08:39

     

    Piotr Kraśko o majestacie urzędu prezydenta i aferze tortowej.

    W rankingu prestiżowego rankingu ”Politico” na 4. miejscu znalazł się Jarosław Kaczyński jako ten, który rządzi Polską z tylnego siedzenia. 

    • Jarosław Kaczyński nie może być najważniejszą osobą w państwie. Wg Konstytucji jest nią prezydenta Andrzej Duda – komentował Piotr Kraśko w Poranku Radia TOK FM. – Może dobrze by było, żeby Jarosław Kaczyński wystąpił w obronie urzędu prezydenta RP? – zastanawiał się dziennikarz.

    Przypomniał, że tydzień trwała dyskusja o tym, czy majestat urzędu ucierpiał, bo prezydent Dudaprzyjął kawałek tortu od Dody podczas gali jubileuszowej tabloidu. – Prezydent zachował się ok – stwierdził Kraśko – I majestat nie ucierpiał. Ale może ucierpieć, kiedy nocą zaprzysięga się sędziów Trybunału – dodał. 

    • Panie prezydencie, jest w pan komfortowej sytuacji, zawsze będzie pana popierało pół kraju. Nie potrzebuje pan wsparcia PiS, by wygrać następne wybory – zwrócił się do prezydenta Kraśko. – To pan wygrał wybory, nie wygrałby ich Jarosław Kaczyński, wielokrotnie mu się nie udawało – powiedział Kraśko.