Córka unijnego urzędnika pomagała imigrantom – zginęła z rąk jednego z nich


 

Maria Ladenburger, facebook.com

Córka unijnego urzędnika pomagała imigrantom – zginęła z rąk jednego z nich

Dodane przez Zyga

Opublikowano: Poniedziałek, 05 grudnia 2016 o godz. 23:11:11

Maria Ladenburger miała 19 lat i pracowała jako wolontariuszka w ośrodku dla imigrantów. Została brutalnie zgwałcona i zamordowana przez imigranta z Afganistanu.

 

Ladenburger, córka wysoko postawionego urzędnika Unii Europejskiej Clemensa Ladenburgera, studiowała medycynę, a oprócz tego pracowała ochotniczo we Freiburgu. Zniknęła 16 października. Niebawe ciało dziewczyny wyłowiono z rzeki Dreisam blisko granicy Szwajcarii. Sekcja wykazała, że nieprzytomną po ataku kobietę, sprawca wrzucił do rzeki, w której utonęła. Śledztwo było trudne, gdyż policjantom nie udało się znaleźć wyraźnych śladów. Znaleziono co prawda włos nie należący do ofiary a znaleziony na jej szaliku, ale w bazie danych nie było osoby, której opowiadałoby znalizowane DNA. Śledczy musieli się więc uciec do bardziej tradycyjnych metod. Analizowali dokładnie zapis z monitoringu w ośrodku dla migrantów w którym pracowała Ladenburger. Na nagranich dostrzegli młodzieńca o specyficznej fryzurze, odpowiadające wyglądowi włosa, częściowo zafarbowanego na kolor blond. W ten sposób śledczy trafili na ślad 17-letniego Afgańczyka. Został zatrzymany 2 grudnia. Szybko przyznał się do zabicia Marii Landenburger. Nie wiadomo natomiast jak odniósł się do drugiego zarzutu, wiadomo bowiem, że dziewczyna została przed śmiercią zgwałcona. 

Afgańczyk przybył do Niemiec w zeszłym roku. Jako nieletni bez opiekunów trafił do niemieckiej rodziny zastępczej. Nie wiadomo czy wcześniej utrzymwywał kontakty z zamordowaną. Policja sprawdza obecnie, czy aresztowany nie ma związku z listopadowym gwałtem i zabójstwem 27-letniej  kobiety w okolicach Freiburga. Aresztowany był wcześniej notowany przez policję za agresywne zachowania. Niemieckie media informują o sprawie bardzo oszczędnie.

Czytaj także: Imigranci ponownie gwałcą? Francja: młodzi mężczyźni zgwałcili kobietę, nagranie zamieścili w sieci

express.co.uk/wiadomosci.radiozet.pl/kresy.pl

Zmarli lekarze wystawiają recepty na zmarłych pacjentów


 

WP.PLStrona główna serwisu

 

 

 

Monika Rozpędek

Monika Rozpędek

akt. 06.12.2016, 15:19

Absurdalna sytuacja w NFZ. Zmarli lekarze masowo wystawiają recepty

• Zmarli lekarze w 2015 r. „wystawili” ponad 75 tys. recept
• Raport NIK, podczas kontroli NFZ, znalazł wiele nieprawidłowości dotyczących weryfikacji wydawanych świadczeń
• NIK: zalecenia w tej sprawie skierowaliśmy bezpośrednio do prezesa NFZ
• Raport wykazał także ponad 11 tys. recept, które zostały wydane na zmarłych pacjentów
• Na nieprawidłowości w systemie weryfikacji NIK zwracała uwagę już w 2014 roku
• NFZ nie ustosunkował się jeszcze do wykrytych uchybień

PAP / Tomasz Gzell

NIK kontroluje służbę zdrowia systematycznie. W spisie nieprawidłowości, które zostały wyszczególnione w ostatnim raporcie, jedna z nich budzi wyjątkowe zdziwienie. Zmarli lekarze masowo wystawiają recepty. Absurdalną praktykę udało się wychwycić kontrolerom, którzy porównali PESEL-e osób zmarłych, pozyskane z ministerstwa spraw wewnętrznych i NFZ, z danymi osób, które wystawiały, bądź na które wystawiono świadczenia.
Ponad 75 tys. recept na kwotę prawie 6 tys. zł zostało wystawionych przez lekarzy, którzy już nie żyją. Ponad 11 tys. recept (na kwotę 708 tys. zł), zostało wypisanych na nazwiska zmarłych już pacjentów. Jak doszło to tak dziwnej sytuacji? – Zalecenia dotyczące rozwiązania sprawy skierowaliśmy bezpośrednio do prezesa NFZ – poinformowało Wirtualną Polskę biuro prasowe Najwyższej Izby Kontroli.
NFZ powinien sukcesywnie przeprowadzać analizy dotyczące nietypowych zjawisk w zakresie refundowanych recept. – Wiemy, że dopiero w trakcie naszej kontroli zostały wszczęte czynności wyjaśniające w oddziałach wojewódzkich Funduszu – zaznacza biuro prasowe NIK. Do końca I półrocza 2016 roku NFZ miał także wdrożyć Rejestr Usług Medycznych, który powinien zapewnić autoryzację wykonania świadczenia przez Fundusz. Mimo że wprowadzenie programu RUM zostało przewidziane w ustawie o systemie informacji o ochronie zdrowia, system nie został uruchomiony. Nieprawidłowości związane z rozliczeniami świadczeń, w skali roku, mogą osiągać kwotę nawet 650 tys. zł.

 

Na nieskuteczną weryfikację i autoryzację recept, Najwyższa Izba Kontroli zwracała uwagę już podczas kontroli w 2014 roku. Częste zmiany koncepcji informatyzacji systemu NFZskutecznie zablokowały wprowadzenie odpowiedniego schematu weryfikacji i autoryzacji recept, do których w czasie rzeczywistym miałby dostęp lekarz oraz pacjent.
Jak zauważyła NIK, Fundusz nie prowadzi także żadnej weryfikacji, czy recepta o danym numerze nie została już zrealizowana na terenie innego oddziału. W związku z tym może dochodzić do sytuacji, w których pacjent tę samą receptę zrealizuje kilka razy. Rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie systemu baz numerów recept. Wówczas każda apteka mogłaby m.in. weryfikować wykorzystanie każdej z nich. W tym momencie jednak takie rozwiązanie nie jest możliwe. Wynika to m.in. ze zmian legislacyjnych dotyczących funkcjonowania e-recepty.
– Wątpliwości budzą też m.in. przypadki realizacji przez jednego pacjenta 881 recept w ciągu roku oraz wystawienie przez jednego lekarza ok. 34 tys. recept w 2015 roku – mówi prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski.

 

Na wyjaśnienie i komentarz Narodowego Funduszu Zdrowia czekaliśmy dwa dni. W momencie opublikowania artykułu nie dostaliśmy odpowiedzi na zadane przez WP pytania.

 WP Wiadomości

Dramatyczne losy polskiej wolności na berlińskim Dworcu Wschodnim


onet.wiadomości

 

dzisiaj 21:05

„Tagesspiegel”: co drugi bezdomny w Berlinie to Polak

Deutsche Welle

Setki bezdomnych mieszkają na berlińskim Dworcu Wschodnim. W większości pochodzą z Polski – pisze dziennik „Der Tagesspiegel”.

 

W Berlinie na ulicy żyje 5 tysięcy osóbFoto: ThinkstockW Berlinie na ulicy żyje 5 tysięcy osób

Według autora reportażu, Hannesa Heinego, w stolicy Niemiec na ulicy żyje 5 tys. osób, z tego co druga osoba pochodzi z Polski. „Nie wszystkim bezdomnym udaje sie skorzystać z 700 miejsc noclegowych, które oferowane są przez Kościoły, Czerwony Krzyż czy organizację charytatywną Gebewo. Niektórym grozi zamarźnięcie” – pisze „Der Tagesspiegel”.

Pomimo to cytowana przez dziennik bezdomna Polka, Dominika, twierdzi, że „nigdzie indziej nie spędza się tak łatwo dnia jak w Berlinie”. W rozmowie z autorem reportażu Polka mówi, że nie życzy sobie okazywania jej współczucia. Opowiada, że jeszcze będąc w Polsce nadużywała alkoholu, narkotyków, co doprowadziło do rozpadu rodziny i odebrania jej dzieci. Dominika przyznaje, że jej siostra mieszka w Berlinie i w każdej chwili mogłaby skończyć z bezdomnością.

Dramatyczne losy

„Bezdomność zaczyna się zwykle od dramatu. Śmierci partnera, rozwodu, utraty pracy, wypadku, choroby, ciężkich psychicznych przeżyć” – pisze dziennik, zaznaczając, że bezdomni przybysze z Polski stanowią w Berlinie jedynie garstkę w porównaniu z liczbą mieszkających tu Polaków.

Gazeta informuje, że w Berlinie w 2015 roku zameldowanych było 107 000 obywateli polskich, a drugie tyle to obywatele Niemiec polskiego pochodzenia. – Bez nich nie funkcjonowałyby ani hotele, ani kliniki ani handel – podkreśla berliński dziennik.

opr. Bartosz Dudek

(NZ)

Ruganie PiS-u za to, że zbyt mało daje. A PO nic nie dawała i było wspaniale…


onet.dziecko

 

Onet

28 lis, 14:00

Mam syna z porażeniem mózgowym: te 4 tys. zł od rządu to „jałmużna”

Jakie są prawdziwe koszty wychowania i utrzymania dziecka z upośledzeniem? Jakie ponadstandardowe koszty musi ponieść rodzina mająca na utrzymaniu takie dziecko? Czy te 4 tys. zł to dobra pomoc? Przeczytajcie historię pani Anny, matki wychowującej upośledzonego syna.

 

Jakie są prawdziwe koszty wychowania i utrzymania dziecka z upośledzeniem?

Foto: wavebreakmedia / ShutterstockJakie są prawdziwe koszty wychowania i utrzymania dziecka z upośledzeniem?

SPIS TREŚCI

Ustawa „Za życiem” budzi wielkie kontrowersje. Gwarantuje jednorazowe świadczenie w wysokości 4 tys. zł z tytułu urodzenia się żywego dziecka z ciężkim i nieodwracalnym upośledzeniem albo nieuleczalną chorobą zagrażającą życiu powstałą w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu. – To szybka pomoc, promil wsparcia, taki plaster na bolącą ranę, ale to nie jest to, na co czekają rodzice niepełnosprawnych dzieci – mówiła w rozmowie z Onetem ekspertka Centrum Badań nad Niepełnosprawnością Agnieszka Dudzińska.

Fala krytyki płynie też ze strony niezadowolonych Polek. W internecie mnożą się wpisy i komentarze matek i przyszłych matek, zaniepokojonych i wręcz zirytowanych pomysłem rządu Beaty Szydło. – Czy premier Szydło kiedykolwiek zadała sobie trud, by porozmawiać z rodzicami chorych dzieci i dowiedzieć się, czego oni rzeczywiście potrzebują? Że naprawdę nie potrzebują tych 4 tysięcy, które w dobie potrzeb chorych dzieci są jak dwa złote w portfelu osoby, która idzie zrobić zakupy w ekskluzywnym butiku? Czy ktokolwiek z osób rządzących w Polsce zdaje sobie sprawę, że niepełnosprawność to nie tylko Zespół Downa? – pyta na blogu matkaprezesa.pl Noemi Pawlak.

Jakie są prawdziwe koszty wychowania i utrzymania dziecka z niepełnosprawnością czy upośledzeniem? Jakie ponadstandardowe koszty musi ponieść rodzina mająca na utrzymaniu takie dziecko? Czy te 4 tys. zł to dobra pomoc?

„To chwilówka, która obraża mnie i rani moją godność”

Pani Anna mieszka w Lublinie, ma czworo dzieci: dwie dorosłe, zdrowe córki i dwóch dorosłych synów. Najmłodszy Sebastian ma 26 lat, ale wymaga stałej opieki. Ma mózgowe porażenie dziecięce (postać spastyczna czterokończynowa z atetozą, charakteryzującą się mimowolnymi ruchami). Zdiagnozowano u niego również upośledzenie umysłowe w stopniu znacznym.

– Z synem kontakt jest utrudniony, bo nie werbalizuje, a pomimo wielu starań nie udało się wypracować komunikacji alternatywnej. Ma to znaczący wpływ na właściwą diagnozę niepełnosprawności intelektualnej. Ale domownicy go rozumieją. Często zaskakuje nas swoją mądrością i wiedzą. Jest cudowny – opowiada o Sebastianie mama.

Kiedy pani Anna była w ciąży, badań USG nie robiono na życzenie pacjenta. Ciąża przebiegała prawidłowo, bez zastrzeżeń. Sebastian urodził się niedotleniony, ale otrzymał dziesięć pkt. Apgar. Został wypisany do domu w dobrym stanie i nic nie wskazywało na to, że doznał mózgowego porażenia.

– Żyliśmy w przekonaniu, że mamy kolejne zdrowe i cudowne dziecko. Od trzeciego miesiąca życia Sebastiana chodziłam do kilku pediatrów i mówiłam, że mam jakieś „dziwne dziecko”, mało ruchliwe, z problemem ssania, nie rosła mu główka, był sztywny. Śmiali się ze mnie, że urodziłam czwarte dziecko i szukam dziury w całym, że dzieci rozwijają się nierówno, jedne szybciej, drugie wolniej itp. Dopiero w szóstym miesiącu życia Sebastiana sami pojechaliśmy do ortopedy, który odesłał nas do neurologa i usłyszeliśmy diagnozę. Świat się zawalił – wspomina pani Anna i przyznaje: – Są chwile radosne i szczęśliwe, ale problem „dusi” 24 godziny na dobę.

Dla Pani Anny te 4 tys. zł od rządu to „jałmużna” niezabezpieczająca dalszego życia. – To chwilówka, która obraża mnie i rani moją godność. Matka odwiedzi kilku specjalistów, usłyszy kilka, często rozbieżnych diagnoz, wykona mniej lub bardziej potrzebne badania i po 4 tys. zł. – nie kryje wzburzenia i wylicza: – Obecnie ceny prywatnych usług medycznych w Lublinie wyglądają tak: jednorazowa wizyta u specjalisty, profesora 150–250 zł, godzina (45 min) rehabilitacji – 50/80 zł, masaż 50/100 zł, logopeda 50/70 zł, hipoterapia 40/80 zł, opiekunka 15/30 zł/godz.

– Znam matkę, której córka urodziła się z czterokończynowym porażeniem mózgowym. Kobieta wytoczyła szpitalowi proces, chcąc udowodnić, że dziecko urodziło się chore przez błąd lekarzy. Wygrała. Otrzymała 1 mln zł odszkodowania i comiesięczne świadczenie 4 tys. zł od szpitala, w którym to się zdarzyło. To pozwala na systematyczną rehabilitację dziecka – opowiada pani Anna. – Mówię o tym dlatego, żeby pokazać, że 4 tys. zł nie jednorazowo, a comiesięcznie daje szansę na rehabilitację i wsparcie dziecka z niepełnosprawnością, ale go nie wyleczy czy uzdrowi z niepełnosprawności – dodaje.

Koszty to nie tylko leczenie

Każdy rodzic inaczej podchodzi do usprawniania swojego dziecka. Proces ten nie kończy się jednak nigdy. Sebastian jest dziś dorosłym mężczyzną, z którym już z trudem rodzice radzą sobie fizycznie. Mimo to codziennie dowożą go własnym autem do Środowiskowego Domu Samopomocy, a dwa razy w tygodniu na rehabilitacje ruchową. Przez całą edukację syna sami zawozili go do szkół: 11 lat do szkoły oddalonej od domu 8 km, a później 4 lata do szkoły ponadgimnazjalnej poza miastem, bo w Lublinie nie było szkoły dostosowanej do jego niepełnosprawności. Łącznie codziennie robili przebieg 100 km. Jak to wycenić?

– Zrezygnowałam z pracy, by opiekować się synem. Mąż musiał zmienić pracę na taką, która daje mu dyspozycyjność, aby mógł być na każde „zawołanie” syna i zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa: dowóz do szkoły, na rehabilitację, do lekarzy, na turnusy rehabilitacyjne, imprezy czy do kina lub na koncert – wylicza pani Anna i przyznaje: – Mam to szczęście, że po diagnozie syna, mąż został z nami, a to wcale nie jest takie oczywiste, bo często mężczyźni zostawiają rodziny. A co mają zrobić samotne matki? My mieszkamy w mieście wojewódzkim i mamy znacznie łatwiejszy dostęp do lekarzy (często prywatnie, bo na NFZ czekamy po kilka miesięcy lub lat), a co mają zrobić matki mieszkające w małych miasteczkach czy na wsi z dala od miasta? – zauważa mama Sebastiana.

Dzięki badaniom prenatalnym można wykryć około 200 chorób, między innymi to, że dziecko ma Zespół Downa, ale wiele jednostek chorobowych, definiujących niepełnosprawność dziecka powstaje w okresie okołoporodowym lub diagnozowane jest już po porodzie, w wieku dwóch, trzech miesięcy czy lat. Tak jest przy porażeniu mózgowym, autyzmie czy niepełnosprawności intelektualnej.

– Nie chcę tu licytować, który rodzaj niepełnosprawności wymaga większego wsparcia, bo nie o to chodzi. Ale moje znajome, które mają dzieci z trisomią 21 (zespół Downa) już dawno zapomniały o rehabilitacji swoich dzieci, bo te poszły do przedszkola czy do szkoły.

Dziecko – zdrowe czy niepełnosprawne – prawnie staje się osobą dorosłą w 18 roku życia. Ale niepełnosprawny wymaga dalszej opieki. – Od kilku lat mówi się o tym, aby opiekę na osobami głęboko niepełnosprawnymi zaliczyć ich rodzicom jako pracę zawodową. Faktycznie, pracujemy 24 godziny na dobę (czasami z przerwą jak dziecko jest w szkole/ośrodku, ale wówczas załatwiamy ich sprawy w urzędach). Są takie sytuacje, że matka po urodzeniu dziecka niepełnosprawnego rezygnuje z pracy, opiekuje się nim przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, pobierając świadczenie pielęgnacyjne, wypada z rynku pracy, jej dziecko odchodzi z tego świata przed osiągnięciem wieku emerytalnego przez matkę i ona zostaje bez środków do życia. Wszyscy wiemy, jak wygląda rynek pracy w Polsce i nie ma w nim miejsca dla takiej, często zniszczonej psychicznie i fizycznie kobiety – zauważa pani Anna.

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę „Za życiem”

Jak czytamy w oficjalnym oświadczeniu kancelarii prezydenta, celem uchwalonych rozwiązań jest „uregulowanie w sposób kompleksowy wsparcia dla kobiet w ciąży i ich rodzin, ze szczególnym uwzględnieniem kobiet w ciąży powikłanej oraz w sytuacji niepowodzeń położniczych, a także dzieci, u których zdiagnozowano ciężkie i nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą ich życiu, powstałe w prenatalnym okresie rozwoju dziecka lub w czasie porodu”.

Rządowe 4 tys. zł to 61 gr dziennie przez 18 lat życia dziecka.

Ustawa zakłada też wsparcie, polegające między innymi na zapewnieniu dostępu rodzinom z dziećmi niepełnosprawnymi i upośledzonymi do psychologa, pomocy prawnej, rehabilitacji i świadczeń opieki zdrowotnej, w tym do diagnostyki prenatalnej.

Ustawa „Za życiem” wejdzie w życie 1 stycznia 2017 roku.

Urwało się zielonym obrotowym


 

Jestem Polakiem gorszego sortu. Jak „dobra zmiana” zwalnia ludzi z pracy

Krzysztof Katka

01.12.2016 22:55

 

Krystyna Szczytko-Rybicka

Krystyna Szczytko-Rybicka (Materiały prasowe)

Usunięto nas, jakbyśmy byli jakimiś szkodnikami, a nie urzędnikami pracującymi dla państwa polskiego.

Nominowani przez PiS szefowie przez rok zwolnili z agencji rolnych 787 pracowników i powołali w ich miejsce głównie osoby z własnej partii. Setki osób wymieniono też w KRUS-ie i ZUS-ie.
– Wszystko, co ma ludowe barwy zielone, jest czyszczone – ubolewał wicemarszałek województwa pomorskiego Krzysztof Trawicki, prezes PSL na Pomorzu, choć masowe zwolnienia objęły nie tylko ludzi związanych z partiami politycznymi.
A na tym nie koniec. Szef PiS w okręgu gdańskim, poseł Janusz Śniadek, zapowiada bowiem, że konieczne są dalsze zmiany.
Nikt nie podziękował mi za lata pracy
Krystyna Szczytko-Rybicka, była kierownikiem placówki terenowej KRUS w Lęborku:
– Skończyłam Akademię Rolniczą w Szczecinie, łącznie przepracowałam 37 lat. Dokładnie 17 lipca minęło 16 lat, odkąd pracowałam w KRUS-ie…

Tragiczne zdarzenie w Łodzi


SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

 

Łódź: tragedia w Komendzie Wojewódzkiej. 41-letni policjant nie żyje

06.12.2016 16:44

Policjant postrzelił się w jednym z wydziałów Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi przy ulicy Sienkiewicza. Mężczyzny nie udało się uratować – informuje Radio Łódź.

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjneFoto: policja.pl

Jak podaje Radio Łódź – na razie nie wiadomo czy był to wypadek, czy próba samobójcza. Do tragicznego zdarzenia doszło we wtorek około godziny 9. Policjant postrzelił się z broni służbowej. Mimo pomocy, 41-latka nie udało się uratować.

Policja, która wyjaśnia okoliczności i przyczyny tragedii, na razie nie chce komentować tej sprawy. Rodzina zmarłego funkcjonariusza została otoczona opieką przez policyjnych psychologów.

Radio Łódź/aj

Tajne spotkania ludzi Tuska


niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

 

6 grudnia 2016

 

Sensacyjne ustalenia „Gazety Polskiej”: Polski wywiad nielegalnie współpracował z FSB

 

Dodano: 06.12.2016 [15:27]

Sensacyjne ustalenia „Gazety Polskiej”: Polski wywiad nielegalnie współpracował z FSB - niezalezna.pl

foto: Stroinski sxc.hu

Funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego spotykali się z W.J., rezydentem rosyjskiego wywiadu w Polsce – ujawniła „Gazeta Polska”. Szefem wojskowego kontrwywiadu był wówczas gen. Janusz Nosek, który nielegalnie współpracował ze służbami Federacji Rosyjskiej.
– Sprawa nielegalnej współpracy gen. Janusza Noska, byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, z Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB) Federacji Rosyjskiej w ogóle mnie nie dziwi. Potwierdza to tylko moją analizę, dotyczącą tego, że Polska od wielu lat była pod protekcją gospodarczą Niemiec, na rosyjskich usługach – mówi „Codziennej” dr Jerzy Targalski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Wczoraj gazeta poinformowała, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi śledztwo przeciwko gen. Januszowi Noskowi, który podejrzany jest o przekroczenie swoich uprawnień. Prokuratura zarzuca Noskowi m.in., że w kwietniu 2010 r., tuż po katastrofie smoleńskiej, prowadził działania operacyjne wobec Marka Pasionka, który był jednym z prokuratorów badających sprawę katastrofy smoleńskiej. Powodem śledztwa przeciwko prok. Pasionkowi były jego kontakty z przedstawicielami służb amerykańskich, które prosił o pomoc w wyjaśnieniu wspomnianej tragedii. Gen. Nosek oraz FSB uznali wówczas USA oraz NATO za zagrożenie.
Ponadto, jak podaje „Gazeta Polska”, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Pytel oraz dyrektor jego gabinetu Krzysztof Dusza w czasie swojego urzędowania w SKW spotykali się z W.J. – rezydentem rosyjskiego wywiadu w Polsce. Ich kontakty miały miejsce w czasie, gdy Pytel był dyrektorem Zarządu Operacyjnego SKW, a szefem wojskowego kontrwywiadu był gen. Janusz Nosek. Jedno ze spotkań odbyło się we wsi Ułowo, tuż obok granicy z obwodem kaliningradzkim. 
Z nieoficjalnych informacji wynika, że do kontaktów pomiędzy rosyjskimi służbami specjalnymi a SKW dochodziło od marca 2008 r.

„W wyniku działań operacyjno-rozpoznawczych realizowanych w 2014 r. kontrwywiad Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego potwierdził wysoki poziom utrzymywania aktywności rosyjskich służb wywiadowczych na kierunku polskim. Obywatele FR, posiadając rozbudowane kontakty wśród przedstawicieli polskiej klasy politycznej, a także w strukturach UE, starali się wykorzystywać je do sondowania opinii w sprawach kluczowych z punktu widzenia rosyjskich interesów” – czytamy w „Raporcie z działalności Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego za 2014 r.”.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT W NAJNOWSZYM WYDANIU „GAZETY POLSKIEJ”:

Autor: kdŹródło: Gazeta Polska Codziennie, Gazeta Polska

Postawiono zarzuty byłym szefom SKW


SERWIS INFORMACYJNY POLSKIEGO RADIA

 

Prokuratura potwierdza: byli szefowie SKW usłyszeli zarzuty

06.12.2016 19:00

Zarzuty przekroczenia uprawnień, prokuratura postawiła byłym szefom Służby Kontrwywiadu Wojskowego – generałowi Januszowi N. i jego następcy, generałowi Piotrowi P. oraz oficerowi SKW Krzysztofowi D. Grozi im do 3 lat więzienia.

Siedziba SKW w Warszawie

Siedziba SKW w WarszawieFoto: skw.gov.pl/

Prokuratura potwierdziła nieoficjalne informacje mediów w tej sprawie.

  • Zarzuty wobec nich polegają na przekroczeniu uprawnień funkcjonariusza publicznego wskutek podjęcia współpracy ze służbą obcego państwa bez zgody prezesa Rady Ministrów, wymaganej przez ustawę o SKW i SWW – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Michał Dziekański.

Art. 9 ustęp 2 ustawy o służbach kontrwywiadu i wywiadu wojskowego stanowi, że podjęcie przez szefów obu służb współpracy z „właściwymi organami i służbami innych państw” może nastąpić po uzyskaniu zgody prezesa Rady Ministrów, który przed wyrażeniem zgody zasięga opinii ministra obrony narodowej.

Michał DziekańskiZarzuty wobec nich polegają na przekroczeniu uprawnień funkcjonariusza publicznego wskutek podjęcia współpracy ze służbą obcego państwa bez zgody prezesa Rady Ministrów, wymaganej przez ustawę o SKW i SWW

Śledztwo prowadzi wydział ds. wojskowych tej prokuratury. Powołując się na niejawny charakter postępowania, prok. Dziekański odmówił podania innych informacji.

Umowa z rosyjskimi służbami

Media informowały nieoficjalnie o zarzutach w tej sprawie. Według TVN i „Gazety Wyborczej”, chodzi o umowę zawartą przez SKW w 2010 r. z rosyjskimi służbami specjalnymi, związaną z koniecznością wycofania z Afganistanu polskiego kontyngentu wojskowego, dla którego droga powrotna prowadziła przez teren Rosji. „Umowa pozwalała na sprawne, bezpieczne wycofywanie naszych żołnierzy oraz sprzętu z Afganistanu” – podała TVN, powołując się na rozmówców ze służb.

Wizyty Rosjan w siedzibie SKW

„Gazeta Polska Codziennie” podała z kolei, że „pod lupą śledczych znalazły się m.in. wizyty Rosjan w siedzibie SKW oraz delegacje gen. Janusza Noska oraz Piotra Pytla w Rosji”. „Umowa pomiędzy SKW a Federalną Służbą Bezpieczeństwa została zawarta z pominięciem Donalda Tuska, który wówczas nadzorował służby specjalne. Dawała ona rosyjskim służbom specjalnym możliwość infiltracji polskiego kontrwywiadu wojskowego” – dodano.

Według mediów, trzeci podejrzany to Krzysztof D., b. dyrektor szefa gabinetu SKW.

iz

Zobacz więcej na temat: polska służba kontrwywiadu wojskowego prokuratura

Wybuch bomby w Bolesławcu


WPROST.pl

Lider zespołu Sumptuastic ranny w wybuchu bomby własnej konstrukcji

Życie

WYDARZENIAŻYCIEKRAJKULTURAMUZYKA

Lider zespołu Sumptuastic ranny w wybuchu bomby własnej konstrukcji

Dodano dzisiaj 18:40 0 0 4 2863

Fragment teledysku Sumptuastic

Fragment teledysku Sumptuastic / Źródło: YouTube

36-letni muzyk w wyniku eksplozji we własnym garażu stracił trzy palce, uszkodził wzrok i słuch. Drugi wybuch w domowym laboratorium ranił też interweniującego policjanta.

Lider popowej grupy Sumptuastic, znanej z utworu „A ja będę twym aniołem”, konstruował ładunek wybuchowy we własnym garażu w Bolesławcu. Przydomowe laboratorium było świadkiem wybuchu, który urwał muzykowi trzy palce oraz poważnie poranił klatkę piersiową. W wyniku zdarzenia muzyk Andrzej J. uszkodził także wzrok oraz bębenki słuchowe. Przybyła na miejsce zdarzenia policja doświadczyła jeszcze jednego wybuchu, w którym ranny został jeden z funkcjonariuszy. Według wstępnych opinii lekarzy jego zdrowiu nic nie zagraża. Na miejscu w chwili drugiego wybuchu był obecny pirotechnik.

Bezpieczna zabawa?

Andrzej J. przekonuje, że nie budował bomby, a jedynie przygotowywał ładunek saletry, który chciał zdetonować przy swoim chrześniaku, by pokazać dawne zabawy. Prokuratura nie dała jednak wiary zapewnieniom muzyka i nadała sprawie urzędowy bieg. – Wszczęto śledztwo w sprawie wytwarzania, bez wymaganego zezwolenia, substancji wybuchowej mogącej sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia ludzkiego albo mienia w wielkich rozmiarach – oświadczyła prokurator Violetta Niziołek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wokaliście grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Wybuch także w Warszawie

Wybuch w Bolesławcu nie jest jedynym, o którym informowały we wtorek media. Inne tego typu zdarzenie miało miejsce w stolicy, gdzie w wyniku eksplozji śmierć poniósł 40-letni mężczyzna

Wybuch bomby w Warszawie. Prokuratura potwierdza doniesienia mediówW prywatnym mieszkaniu na warszawskiej Pradze doszło do eksplozji ładunku wybuchowego. Informacje RMF FM o wybuchu bomby potwierdziła prokuratura. Nie żyje 40-letni mężczyzna.WPROST.pl

.

/ Źródło: RMF 24

Wybuch ładunku w Warszawie


TVN Warszawa
22:40

  • 06.12.2016WTOREK
  • Teraz

 

15:23 NOWE USTALENIA

Wybuchł ładunek, nie gaz. Jedna osoba nie żyje

SERWISY:

  • 5

Wybuch gazu przy RadzymińskiejTVN24


Jedna osoba zginęła w wyniku eksplozji przy ul. Radzymińskiej. Początkowo służby informowały o wybuchu gazu, ale później okazało się, że był to ładunek wybuchowy.

Do eksplozji doszło na pierwszym piętrze w bloku mieszkalnym. – O godzinie 7.45 otrzymaliśmy zgłoszenie o wybuchu gazu w mieszkaniu. Na miejsce udały się trzy zastępy. Jedna osoba została poszkodowana, przekazaliśmy ją pogotowiu. Nie mamy informacji o innych rannych – poinformował starszy kapitan Nikodem Kiełbowicz ze straży pożarnej.

View image on TwitterView image on TwitterView image on Twitter

Follow

Hanna Gronkiewicz @hannagw

Odwiedziłam dziś mieszkańców kamienicy przy ul. Radzymińskiej, gdzie rano wybuchł gaz. Po oględzinach służb bezpiecznie wrócili do domów.

2:29 PM – 6 Dec 2016

  • 1010 Retweets

  • 2828 likes

  • Zginął 40-latek

    Wybuch miał miejsce w kamienicy przy ul. Radzymińskiej 61. Na miejsce przybyły trzy zastępy straży pożarnej. – Strażacy wtargnęli do mieszkania przez okna. Zajęli się przeszukiwaniem mieszkania, podczas którego znaleźli nieprzytomną osobę. Została przekazana pogotowiu – relacjonował reporter tvnwarszawa.pl Mateusz Szmelter.

    Jak dowiedział się nasz reporter, ranna osoba zmarła. Według policji, był to 40-letni mężczyzna. Prawdopodobnie był mieszkańcem bloku. – Nie było potrzeby ewakuacji. W lokalu wypadły okna, budynek nie ucierpiał. Pożar objął powierzchnię około 0,5 metra kwadratowego – dodał tymczasem Kiełbowicz.

    To nie był gaz

    Po południu okazało się, że przyczyna eksplozji była inna, niż pierwotnie podawano. – To nie był wybuch gazu. Eksplodował ładunek wybuchowy. Na razie jednak za wcześnie by oceniał jakiego rodzaju był to ładunek i jakiej konstrukcji – powiedział tvnwarszawa.pl prok. Artur Oniszczuk, szef północnopraskiej prokuratury. – Na miejscu cały czas prowadzimy czynności. Jest obecny prokurator, biegły z zakresu medycyny są policjanci, w tym pirotechnicy – dodał.

    Według naszych informacji prokuratura bierze pod uwagę trzy wersje wydarzeń: próbę zamachu, nieszczęśliwy wypadek albo próbę samobójczą. Ta pierwsza wersja jest na razie najmniej prawdopodobna.

    Wybuch gazu przy RadzymińskiejMateusz Szmelter/ tvnwarszawa.pl

    md/r/pw/r

    Wypalona miłość Merkel do jej barwnych gości


    Wyborcza.pl

    Wtorek06.12.2016

     

    Merkel wykonuje zwrot na prawo i mówi, że sytuacja z uchodźcami „nie może się już powtórzyć”

    Michał Kokot

    06 grudnia 2016 | 18:43

    Angela Merkel zapowiedziała na kongresie CDU zwrot w prawo1 ZDJĘCIE

    Angela Merkel zapowiedziała na kongresie CDU zwrot w prawo (Martin Meissner (AP Photo/Martin Meissner))

     

    Angela Merkel zapowiedziała na kongresie CDU zwrot w prawo. Chce zakazać zasłaniania twarzy, silniejszej integracji cudzoziemców i bezwzględnego odesłania uchodźców do kraju, nie spełniających kryteriów azylowych.

    Merkel, kt?ra walczyła o reelekcję na kongresie partyjnym w Essen i nie miała żadnego kontrkandydata dostała 89,5 proc. głosów. Wątpliwości budziło to, jak bardzo urosła grupa jej przeciwników, mających jej za złe przede wszystkim prowadzenie zbyt otwartej polityki wobec uchodźców i narażenie partii na spadek popularności. W porównaniu z kongresem sprzed dwóch lat, przybyło jej co prawda nieco przeciwników (wtedy poparło ją aż 96,7 proc. działaczy), ale nie na tyle, by zagrozić jej pozycji…

    “Wasze mównice nasze ulice”


    Wyborcza.pl

    Wtorek06.12.2016

     

    Zmiana ustawy o zgromadzeniach błyskiem przeszła przez senackie komisje. „Bo większość popiera tę władzę!”

    Ewa Siedlecka

    06 grudnia 2016 | 21:54

    Protest przeciwko zmianom w prawie o zgromadzeniach1 ZDJĘCIE

    Protest przeciwko zmianom w prawie o zgromadzeniach (MICHAŁ ŁEPECKI)

     

    Senackie Komisje Praw Człowieka i Samorządu Terytorialnego i Administracji zdecydowały o przyjęciu bez poprawek zmiany ustawy o zgromadzeniach.

    Nie pom?gł apel 147 organizacji pozarządowych, ani Komisarza Praw Człowieka Rady Europy Nilsa Muižnieksa i Michaela Georgea Linksa, szefa Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR). Nie pomogły opinie Rzecznika Praw Obywatelskich i Sądu Najwyższego o niekonstytucyjności ustawy. Senatorowie PiS zarekomendowali Senatowi przyjęcie ustawy bez poprawek tak, by nie musiała już wracać do Sejmu, tylko powędrowała od razu do podpisu prezydenta i weszła w życie przed 13 grudnia (ustawa nie ma vacatio legis,…

     

    Pieniądze MFW na ukraińską wojnę


    Sputnik Polska

    06 GRUDZIEŃ 2016

    Na co wydano środki MFW wydzielone Ukrainie?

    © Sputnik. Stringer POLITYKA 11:23 06.12.2016(zaktualizowano 11:39 06.12.2016) Krótki link171389470 Były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ołeksandr Onyszczenko twierdzi, że większa część środków, które Kijów uzyskał od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, została wydana na wojnę. „Większa część tych pieniędzy poszła na wojnę, której kontynuacją Poroszenko jest bardzo zainteresowany. Wszystkie kontrakty związane z tą wojną do ostatnich szczegółów są realizowane przez firmy mające związek z Poroszenką. To dla nich biznes” — powiedział w wywiadzie dla RT Onyszczenko.  © AP PHOTO/ FRANK FRANKLIN II Chiny wezwały Wielką Brytanię, aby „nie zatruwała atmosfery” w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Według niego takie ważne kwestie jak powołanie prokuratora generalnego lub zmiana szefa Rady Bezpieczeństwa Ukrainy Petro Poroszenko „rozwiązywał za pomocą pieniędzy”. Onyszczenko podkreślił, że jego decyzja w sprawie „podania do wiadomości publicznej całej tej informacji” jest związana z tym, że mógł stać się „kozłem ofiarnym w tej sytuacji”. Były deputowany powiedział, że pracował w ekipie ukraińskiego prezydenta w ciągu dwóch lat i większą część kwestii Poroszenko rozwiązywał za jego pośrednictwem. Jednak w pewnym momencie Onyszczenko podjął decyzję w sprawie „zawieszenia tej działalności” i przywódca państwa wszczął przeciwko niemu postępowanie karne.  © SPUTNIK. ALEKSEY DANICHEV Rzecznik Praw Obywatelskich atakowany przez PiS Ołeksandr Onyszczenko jest oskarżany na Ukrainie o defraudację majątku publicznego na dużą skalę w ramach tak zwanej „sprawy gazowej”. Rada udzieliła zgody na jego aresztowanie i zatrzymanie, jednak Onyszczenko zdążył opuścić kraj na dzień przed głosowaniem w parlamencie. Kijów zwrócił się do Interpolu z prośbą o wysłanie za deputowanym listów gończych. Poza tym przeciwko Onyszczence wszczęto sprawę karną za zdradę stanu, jest podejrzany o przygotowania do destabilizacji sytuacji w kraju. SBU twierdzi, że polityk otrzymał rosyjski paszport i przygotowuje „atak informacyjny na Ukrainę”. Międzynarodowy Fundusz Walutowy 16 września przekazał Ukrainie miliard dolarów w postaci trzeciej transzy kredytu. Łącznie 4-letni program pomocy finansowej MFW przewiduje przyznanie Kijowowi 17,5 mld dolarów.  
    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/polityka/201612064368181-Poroszenko-materialy-kompromitujace-Onyszczenko-MFW/

    Damsko-męskie boje


     

    wPolityce.pl

     

    Magdalena Ogórek o Lisie: „Na seksizm zawsze odpowiem i to nie tylko temu redaktorowi”

    opublikowano: 2 godziny temu

    Tomasz Lis po utracie pracy w TVP z nudów wciąż komentuje rzeczywistość na Twitterze. Co jakiś czas pozwala sobie na niewybredne uwagi m.in do atrakcyjnej Magdaleny Ogórek. Była kandydatka na prezydenta celnie się odcina. W jednym z ostatnich wywiadów zapowiada, że zawsze odpowiena seksizm. Bo kobiety powinny się bronić.

    Na seksizm dotyczący mnie i każdej innej kobiety odpowiem nie tylko temu redaktorowi, ale też każdemu innemu, który będzie się seksizmem i mizoginią posługiwał. My kobiety umiemy się świetnie bronić.

    – powiedziała Magdalena Ogórek w wideoportal.pl.

    To była odpowiedź na chamskie uwagi redaktora Lisa. Przypomnijmy, że gdy Magdalena Ogórek została jedną z prowadzących program „W tyle wizji” w TVP, Lis nie wytrzymał i na Twitterze napisał:

    Pani Ogórek ma prowadzić program – tytuł w tym kontekście brzmi dwuznacznie – „W tyle wizji”. Starała się, starała i w końcu coś skapnęło.

    – napisał Lis na Twitterze. Na ripostę nie musiał długo czekać.

    @lis_tomasz w kategorii: „co komu skapnęło za starania” poddaję się. Wygrywa Pan bezkonkurencyjnie.

    – odpowiedziała Ogórek.

    Internauci byli zachwyceni: „Nie ma to jak zgasić chamstwo inteligencją” – pisali.

    To jednak nie był koniec. Później było jeszcze gorzej – Lis „polubił” na Twitterze wulgarny wpis obrażający Magdalenę Ogórek, w którym sugerowano jej grę w filmach porno. Zachowanie dziennikarza zostało skrytykowane nawet przez Adriana Zandberga z partii Razem, który stwierdził, że Lis zdecydowanie przesadził.

    Zdjęcie wSumie.pl

    autor: wSumie.pl

    Dlaczego robotnicza Wola nie chce malowanego idola?


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Wandale na nowym skwerze imienia Bartoszewskiego. Burmistrz Woli zawiadamia policję

    06.12.2016, 11:28 | Aktualizacja: 06.12.2016, 14:04

     

    Skwer imienia Władysława Bartoszewskiego w Warszawie. Zdewastowana tabliczka

    Skwer imienia Władysława Bartoszewskiego w Warszawie. Zdewastowana tabliczka / Twitter

    Uroczystość nadania skwerowi imienia Władysława Bartoszewskiego odbyła się w weekend, ale wandale długo nie czekali. Burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski nie kryje oburzenia, publikując zdjęcia pokazujące zdewastowaną tabliczkę.

    Jakim trzeba być degeneratem, aby niszczyć wspólne mienie – napisał na Twitterze burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski i opublikował fotografię pokazującą zniszczoną tabliczkę z imieniem i nazwiskiem Władysława Bartoszewskiego.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    K.Strzałkowski @KStrzalkowski

    Dewastacja #SkwerBartoszewskiego na @MiejskaWola. Jakim trzeba być degeneratem, aby niszczyć wspólne mienie. Powiadamiamy policję.

    10:11 – 6 gru 2016

  • 5757 podanych dalej

  • 6363 polubienia

  • Służbom miejskim udało się jednak sytuację opanować i umyć tabliczki.

    Zobacz obraz na Twitterze

    Zobacz obraz na Twitterze

    Obserwuj

    K.Strzałkowski @KStrzalkowski

    Posprzatane. #SkwerBartoszewskiego @MiejskaWola już bez oznak wandalizmu. Żeby to było ostatni raz!

    13:57 – 6 gru 2016

  • 99 podanych dalej

  • 2626 polubień

  • Czytaj więcej

    Radni PiS nie chcą pomnika Bartoszewskiego w Sopocie. „Obrzucał nas inwektywami”

    Galeria

    Przejdź do galerii »

    Władysław Bartoszewski uhonorowany w Warszawie. Powstał skwer jego imienia

    Na warszawskiej Woli, na tyłach tamtejszych sądów, odsłonięto skwer imienia zmarłego w ubiegłym roku żołnierza AK, więźnia Auschwitz, dyplomaty i polityka Władysława Bartoszewskiego. W uroczystości udział wzięli m.in. parlamentarzyści, przedstawiciele władz stolicy i mieszkańcy.

    Władysław Bartoszewski uhonorowany w Warszawie. Powstał skwer jego imienia

     

    Źródło: Twitter

    Gen.Kiszczak i “Truteń”


     

    Przełącz na rozrywkę

    Przełącz na Dziennik

     

    Specsłużby PRL szykowały zamach na Adama Michnika. Szczegóły operacji „Truteń”

    03.12.2016, 19:08 | Aktualizacja: 03.12.2016, 19:18

     

     

    Czesław Kiszczak

    Czesław Kiszczak / archiwum domowe Czesława Kiszczaka

    Mariusz Nowik

    Służby specjalne PRL przygotowywały zamach na Adama Michnika. O szczegółach operacji „Truteń”, która miała zostać zrealizowana w ramach afery „Żelazo”, pisze Jerzy Diatłowicki w książce poświęconej Czesławowi Kiszczakowi. To jedna z tajemnic, jakie skrywała słynna „szafa Kiszczaka”, czyli prywatne archiwum generała.

    Czy generał Kiszczak był człowiekiem honoru? Pytanie to stawia już w tytule swojej książki Jerzy Diatłowicki, socjolog i dziennikarz telewizyjny. Adam Michnik, w czasach PRL nieprzejednany wróg Jaruzelskiego i Kiszczaka, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości znacząco skorygował swój pogląd na obu autorów stanu wojennego.
    „Przełom nastąpił podczas spotkania w Magdalence, choć wówczas obaj panowie zachowywali się jeszcze z wymuszoną grzecznością. A Michnik, było to 6 lutego 1989 roku, przed rozpoczęciem obrad Okrągłego Stołu, wręcz próbował kryć się w toalecie, żeby nie podać Kiszczakowi ręki” – pisze Diatłowicki. Michnik zasłynął potem dość kontrowersyjną opinią, przypominaną mu do dziś przez jego politycznych i publicystycznych przeciwników. W wywiadzie udzielonym Monice Olejnik i Agnieszcze Kublik na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał, że Czesław Kiszczak „jest człowiekiem honoru”.

    „Generał Kiszczak dotrzymał wszystkich zobowiązań, jakie podjął przy Okrągłym Stole. To były najważniejsze dni w jego życiu. Szef bezpieki negocjował ze swoimi więźniami. Przyjął zobowiązania i dotrzymał słowa aż do bólu. Po 1989 roku nigdy nie zawiódł zaufania” – wyjaśniał Michnik.

    Czesław Kiszczak i Adam Michnik witają się w czasie obrad Okrągłego Stołu, 6 lutego 1989 roku

    Czesław Kiszczak i Adam Michnik witają się w czasie obrad Okrągłego Stołu, 6 lutego 1989 roku / Polska Agencja Prasowa / Leszek Wdowiski

    Diatłowicki w rozmowach z Kiszczakiem parokrotnie próbuje uzyskać od niego odpowiedź, czy jest on człowiekiem honoru i to pytanie pozostaje zawieszone w próżni do ostatniej strony książki, kiedy generał nie może już od niego uciec. Jest to również pytanie skierowane do czytelników, którym Jerzy Diatłowicki serwuje szereg interesujących szczegółów z życia Kiszczaka – począwszy od jego dzieciństwa, przez dorastanie w domu rodzinnym, drogę żołnierza przez fronty II wojny światowej i budzący najwięcej pytań i emocji okres powojenny, kiedy angażuje się w budowę polskiego komunizmu i już na samym początku swojej partyjnej kariery daje się poznać jako gorliwy oficer wywiadu wojskowego w czasie swojej londyńskiej misji, na którą wyjeżdża w 1946 roku.

    Czytaj więcej

    Odnaleziono raporty Kiszczaka z Londynu. Infiltrował żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie

    Czesław Kiszczak

    Czesław Kiszczak / archiwum domowe Czesława Kiszczaka

    „Pracowałem tam w konsulacie generalnym z grupą polskich oficerów. Było nas czterech. Dwóch z I Dywizji, w mundurach, i dwóch oficerów kontrwywiadu” – opowiada Kiszczak.

    „Naszym zadaniem było filtrowanie żołnierzy zgłaszających chęć powrotu do kraju, do Polski. (…) Głównie chodziło o wyławianie żołnierzy byłej armii niemieckiej i niewpuszczanie esesmanów i volksdeutschów I i II grupy, a także ludzi zajmujących się przed wojną działalnością antykomunistyczną” – wyjaśnia i korzystając z faktu, że Diatłowicki słucha bardzo uważnie, ale nie poddaje jego słów wnikliwej weryfikacji, dodaje: „Sam namówiłem parę osób, żeby nie wracały do kraju, bo tam groziłoby im aresztowanie. Między innymi tych, którzy przyznali się do zabójstwa delegatów radzieckich na rozmowy z rządem polskim w 1920 roku” – podkreśla i jak dodaje, uprzedził również pewnego sędziego, który sądził komunistów, że „w Polsce raczej nie ma przyszłości”.

    Maria Teresa Kiszczak i Czesław Kiszczak

    Maria Teresa Kiszczak i Czesław Kiszczak / archiwum domowe Czesława Kiszczaka

    Kiszczak jako początkujący, ale dobrze się zapowiadający oficer kontrwywiadu wojskowego szybko piął się po szczeblach kariery. Całe jego życie czynnego żołnierza, jego awanse i kolejne zaszczyty można porównać do etapów w historii Polski pod panowaniem komunistów. Jako generał stoi już na najwyższych szczytach władzy, zarządza służbami, czyli jej porządkowym i zbrojnym ramieniem, ma dostęp do informacji, które do dziś pozostają tajne, a od jego decyzji zależą na przykład losy internowanych działaczy Solidarności. Dlatego szereg szczegółów, jakimi dzieli się ze swoim rozmówcą, uzupełnianych fotografiami i dokumentami także z jego prywatnego archiwum, to gratka dla badaczy dziejów PRL.

    Na uwagę zasługuje rozdział poświęcony aferze „Żelazo”, a zwłaszcza zawarte w nim informacje na temat operacji „Truteń”, która miała na celu „wyeliminowanie” Adama Michnika.

    Czesław Kiszczak. Fotografia z dzieciństwa

    Czesław Kiszczak. Fotografia z dzieciństwa / archiwum domowe Czesława Kiszczaka

    Diatłowicki w rozmowie na ten temat prowokuje Kiszczaka, podsuwa tropy prowadzące do zleceniodawców, pyta na przykład o Stanisława Kanię, wieloletniego sekretarza KC PZPR, którego Kiszczak w prasowych potyczkach sam wzywał do wyjaśnienia operacji „Truteń”, wskazuje na bliską zażyłość łączącą Kanię z generałem Mieczysławem Milewskim, który w latach 1969-71 obejmujących aferę „Żelazo” był dyrektorem I Departamentu MSW zajmującego się wywiadem, a następnie wiceministrem i ministrem spraw wewnętrznych. Przypomina słowa Kani, który pytany o swoją rolę w działaniach skierowanych przeciwko Michnikowi, odpowiedział Diatłowickiemu, że „kategorycznie zakazał” służbom zajmowania się tą sprawą. Kiszczak jednak zachowuje daleko posuniętą lojalność wobec swego środowiska, niektóre pytania kwitując milczeniem, na inne udzielając zdawkowych odpowiedzi. Diatłowicki podpiera się jednak dokumentami, między innymi stenogramem z rozmowy generała z Mieczysławem Janoszem w maju 1984 roku.

    Czytaj więcej

    Kto jest symbolem Solidarności? Wałęsa na czele, Kaczyński przegrywa z Michnikiem i Krzywonos. SONDAŻ

    Janosz był współpracownikiem służb specjalnych i – jak pisze Diatłowicki – pospolitym przestępcą. Trzej bracia, Mieczysław, Jan i Kazimierz, stworzyli gang złodziei okradający w Niemczech sklepy jubilerskie. Działali w porozumieniu i współpracy z wywiadem PRL, a dzięki temu przyzwoleniu bracia Janoszowie zaopatrywali polskie służby w zrabowane kosztowności. Dokładnie – w dwa wagony kosztowności, w tym co najmniej 100 kilogramów złota oraz drogocenne kamienie szlachetne. Ale to inne zlecenie zwróciło uwagę Kiszczaka.

    Ze stenogramu cytowanego w książce wynika, że Janosz uchyla się od odpowiedzi na pytanie o szczegóły akcji i zleceniodawcę, sugerując, iż boi się o własne życie. Przyznaje jednak, że choć zlecenie przyjął, to nie podjął się tego zadania.

    „Powiedziałem, żeby tego nie robić. Sprzeciwiłem się temu. Były prowadzone ze mną kilka razy rozmowy” – mówi Janosz. „O kogo chodziło” – dopytuje Kiszczak. „O pana »M.«. Jeżeli pan wie, o co chodzi, to wiemy obaj” – wije się skruszony przestępca. „O pana »M.«, to za mało jest” – dociska przesłuchujący. „Panie generale, pan dobrze wie” – stwierdza mężczyzna. „To chodziło o pana Michnika?” – konkretyzuje Kiszczak. „Tak jest. Proszę panów, skoro już doszliśmy do tego, to odpowiadam” – poddaje się Janosz.

    Adam Michnik i Jacek Kuroń, rok 1980

    Adam Michnik i Jacek Kuroń, rok 1980 / Polska Agencja Prasowa / Tomasz Michalak

    Szczegółów na temat przygotowywanego zamachu na Adama Michnika można szukać za to gdzie indziej. Diatłowicki cytuje raport generała Jana Słowikowskiego, dyrektora I Departamentu MSW w latach 1974-81, w którym to dokumencie Słowikowski wyjaśnia okoliczności, w jakich służby podjęły kontakty z Janoszem. Przestępca miał dokonać „napadu rabunkowego” i pozbawić działacza Solidarności paszportu. Warto jednak czytać raport Słowikowskiego między wierszami.

    „Daty dokładnie nie pamiętam, kiedy to otrzymałem przekazane mi ustnie przez wiceministra Milewskiego polecenie, aby uniemożliwić powrót do kraju opozycyjnego działacza Adama Michnika, który na podstawie otrzymanego stypendium »Kultury« paryskiej wyjechał do Francji. Nie widziałem możliwości, by zablokować powrót do kraju obywatela polskiego, nawet w przypadku utraty dokumentów. Zgłaszałem swe obiekcje ministrowi Milewskiemu, który poinformował, że jest to decyzja ministra Kowalczyka i należy ją zrealizować! Nawet jeśli nie uda się zablokować powrotu do kraju, to przy dobrej współpracy z wydziałami konsularnymi będziemy mogli znacznie opóźnić powrót Michnika do kraju, w sytuacji gdy utraci za granicą dokumenty”.

    Czesław Kiszczak

    Czesław Kiszczak / archiwum domowe Czesława Kiszczaka

    Czytaj więcej

    „Piliśmy sobie z dzióbków”. Jerzy Urban o kulisach Okrągłego Stołu

    Po ujawnieniu afery „Żelazo” zapłacił za nią generał Milewski, którego usunięto z kręgów władzy i z partii. Czy Czesław Kiszczak znał wcześniej szczegóły przestępczego procederu? Czy miał informacje na temat planowanego zamachu na Adama Michnika? Jeśli tak, to wiedzę na ten temat zabrał do grobu. Autor książki na to wymowne milczenie generała odpowiada dokumentami i relacjami z partyjnych kręgów. Dobrym podsumowaniem jest fragment wspomnień Mieczysława Rakowskiego na temat afery „Żelazo” wynotowany z jego „Dzienników”.

    Ówczesny wicepremier rządu Wojciecha Jaruzelskiego tak zareagował na informacje na temat afery „Żelazo”:

    „To, co najbardziej trwoży, to wymowa faktów przytoczonych przez Kiszczaka. Wynika z nich, że w MSW istniało (a może jeszcze istnieje) bagno. Wywiad był naszpikowany facetami podejrzanej konduity: handlarze, dziwkarze »k… i złodzieje«. Najbardziej zdumiewająca jest historia braci J[anoszów], którzy rabowali sklepy na Zachodzie i łupy przesyłali do MSW. Wprawdzie Milewski mówi, że to nie było tak, że oni po prostu przyjechali, powiedzieli, że dorobili się na Zachodzi e i swój dorobek oddają Polsce Ludowej. Bajeczki dla przedszkolaków. Cała ta afera świadczy także o kompletnym rozpasaniu i bezkarności ludzi z MSW. (…) Jeśli stać ich na takie machlojki, to stać ich także na bezczelne kłamstwa, manipulowanie informacjami, wykańczanie ludzi etc. Słowem, w »dobrych rękach« jesteśmy”.

    CZYTAJ TAKŻE: Adam Michnik pisze z więzienia list do Kiszczaka: Wiem, że zapłacę wysoką cenę >>>

    „Człowiek honoru?”, Czesław Kiszczak w rozmowie z Jerzym Diatłowickim, Prószyński i S-ka 2016 / Materiały prasowe

    „Człowiek honoru?”, Czesław Kiszczak w rozmowie z Jerzym Diatłowickim, Prószyński i S-ka 2016

     

     

    Źródło: dziennik.pl

    Czy polsko-ukraińskim elitom uda się spłodzić dziecię wzajemnej miłości?


     

    IX Zgromadzenie Parlamentarne RP i Ukrainy. Fot. sejm.gov.pl

    Bakun (Kukiz’15) dla Kresów.pl: Ukraińska deputowana twierdzi, że Polska chce powtórzyć Krym na Kresach

    Dodane przez Lipinski

    Opublikowano: Wtorek, 06 grudnia 2016 o godz. 11:11:51

    Poseł Kukiz’15 Wojciech Bakun w rozmowie z Kresami.pl, odnosząc się do przebiegu ostatniego polsko-ukraińskiego zgromadzenia parlamentarnego we Lwowie zwraca uwagę na wyraźnie niewłaściwe zachowanie części ukraińskich deputowanych.

     

    W miniony weekend we Lwowie odbyło się kolejne IX posiedzenie polsko-ukraińskiego zgromadzenia parlamentarnego. Współprzewodniczący Zgromadzenia, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki i wiceprzewodnicząca Rady Najwyższej Ukrainy Oskana Syrojid podpisali wspólne oświadczenie. Wyrażono w nim m.in. potępienie rosyjskiej aneksji Krymu i zaangażowania FR w konflikt w Donbasie i wsparcie dla wysiłków Ukrainy na rzecz odbudowy integralności terytorialnej, a także jej dążeń do integracji z UE i NATO. Podkreślono też konieczność jak najszybszego wprowadzenia w UE ruchu bezwizowego dla Ukraińców, zalecono służbom granicznym i celnym zapewnienie wspólnej pracy przejść granicznych dla obywateli i pojazdów, a także potępiono „wszelkie przejawy dyskryminacji, ksenofobii lub inne rodzaje nietolerancji i uprzedzeń wobec Ukraińców w Polsce i Polaków na Ukrainie, w tym fakty wandalizmu wobec symboli narodowych i ważnych dla naszych narodów miejsc pamięci oraz zalecają parlamentarzystom obu krajów szybko reagować na takie przypadki”. Ponadto, potwierdzono również „gotowość do sprzyjania popularyzacji wspólnych, bohaterskich stron przeszłości i teraźniejszości, a także wspólnych tragedii naszych narodów w celu dalszego wzmacniania atmosfery przyjaźni, wzajemnego zrozumienia i historycznego pojednania między naszymi narodami” , a także zachęcono „doprowadzenia wspólnych działań na wszystkich poziomach uhonorowania ofiar tragicznych wydarzeń z przeszłości, w których ucierpieli Ukraińcy i Polacy, w tym uczczenia ich pamięci na Ukrainie i w Polsce”.

    Przeczytaj: Lwowscy parafianie poprosili marszałka Sejmu o pomoc w odzyskaniu świątyni

    Poseł Kukiz’15 Wojciech Bakun w rozmowie z Kresami.pl zwraca uwagę, że strona ukraińska, która przygotowywała Zgromadzenie Parlamentarne Polski i Ukrainy, w dużej części zgłaszała postulaty do podpisanego dokumentu.  Dodał, że część postulatów była również po stronie polskiej – dotyczy to również godnego upamiętnienia miejsc pamięci. Zwraca jednak uwagę, że był jednym z polskich parlamentarzystów, którzy wyrazili nadzieję, że „nie mówi się tu o miejscach pamięci, o których wszyscy myślimy” – czyli członków OUN-UPA.

    Przeczytaj: Bakun (Kukiz’15) dla Kresów.pl: stanowisko PiS ws. Wołynia to skandal i hipokryzja

    – Na to nie będziemy się zgadzać, bo są one niezgodne z polskim prawem – powiedział poseł Bakun dodając, że jak najbardziej można rozmawiać np. o zwykłych ukraińskich cmentarzach. Podczas spotkania mowa była również o polskim cmentarzu wojskowym w Mościskach.

    Przeczytaj: Przemyśl: śledztwo ws. poprawionych tablic na grobach zbrodniarzy z UPA w Pikulicach umorzone

    Poseł Bakun oraz część polskich posłów chcieli także porozmawiać ze stroną ukraińską na temat sytuacji słynnych lwów z Cmentarza Orląt Lwowskich, m.in. z merem Lwowa Andrijem Sadowym. Pierwszego dnia wizyty polskich parlamentarzystów na Ukrainie miało odbyć się spotkanie z Sadowym, który nie przybył na nie, co tłumaczono winą „warunków atmosferycznych”. Z kolei drugiego dnia, podczas posiedzenia uczestniczył w nim bardzo krótko.

    – Był tam dosłownie kilka minut, powiedział swoje kilka słów, a po chwili gdzieś zniknął i do końca posiedzenia już się nie pojawił – relacjonuje Bakun. – To właśnie do niego była skierowana duża część pytań, m.in. o sprawy kościoła pw. Św. Marii Magdaleny, plebanię przy parafii św. Antoniego itd. Byliśmy we Lwowie i była dobra okazja ku temu, żeby zapytać o to mera miasta, w którego gestii to leży. Spodziewaliśmy się, że z jego strony będzie jakakolwiek chęć rozmowy. Ale nie – pan Sadowy szybko opuścił spotkanie – mówi poseł. Jego zdaniem szkoda także, w kontekście sprawy ochrony miejsc pamięci, że nie pojawił się minister Światosław Szeremeta, który również miał swój udział w sytuacjach z tym związanych.

    Bakun zwrócił uwagę, że ukraińscy deputowani w trakcie spotkania oczerniali Przemyśl, m.in. w związku z incydentami, do których doszło przy okazji ostatniej procesji i manifestacji Ukraińców. Przeciwko temu poseł stanowczo zaprotestował:

    – Przemyśl był odmieniany przez wszystkie przypadki przez ukraińskich, a niestety częściowo również polskich parlamentarzystów. Nie zgadzam, żeby szkalować dobre imię miasta po jednym incydencie i tworzyć jakąś aurę Przemyśla jako miasta antyukraińskiego. To jest wierutne kłamstwo. W Przemyślu Polacy i Ukraińcy żyją obok siebie od lat. Specjalnie zwracałem się do odpowiednich służb z zapytaniem, czy faktycznie miały w tym mieście takie sytuacje, jak te opisywane przez ukraińskie media, np. o rzekomym wybijaniu szyb czy niszczeniu samochodów. Nie ma takich zgłoszeń – to jedno wielkie kłamstwo. Które powiela zarówno strona ukraińska, jak i – niestety – polska.

    Poseł powiedział, że faktycznie do incydentu doszło podczas ukraińskiej procesji, przy czym został on przez media przejaskrawiony. – Natomiast to, że później władze miasta odwołały koncert zespołu „Ot Vinta” nie oznacza jakiegoś odebrania Ukraińcom z Przemyśla swobód obywatelskich, jak to przedstawiała część ukraińskich deputowanych. Niektórzy z nich twierdzili nawet, że Polska w ogóle nie dba o mniejszość ukraińską, a oni bardzo dbają o Polaków na Ukrainie – mówi Bakun. – Ukraińcom zwrócono cerkiew, Pałac Biskupi, Narodnij Dom, mają szkołę z ukraińskim językiem nauczania, organizują swoje imprezy – jaka krzywda dzieje się Ukraińcom w Polsce? –dodaje i zaznacza, że próbuje się tworzyć jakąś ostrą linię podziału, której nie ma. Powiedział też, że kolejne posiedzenie wspólnego zgromadzenia parlamentarnego odbędzie się w przyszłym roku właśnie w Przemyślu.

    Zdaniem Bakuna, zachowanie niektórych deputowanych ukraińskich było co najmniej niewłaściwa. Jako przykład podaje zachowanie ukraińskiej deputowanej Podorjak, która wyraziła obawy ws. Karty Polaka i tego, że można na jej podstawie starać się o polskie obywatelstwo. – Zaznaczyła, że na Ukrainie nie można mieć podwójnego obywatelstwa stwierdziła, a oni zauważają takie sygnały i są na nie wyczuleni,  bo podobnie Rosja robiła z Krymem. Jej zdaniem Polska zamierza teraz zrobić podobnie – mówi poseł. – Powiedziała, że polonizujemy im Kresy, które w przyszłości chyba będziemy chcieli od Ukrainy odciąć – dodał.– Zareagowałem na to mówiąc, że jest to bezzasadne porównanie, zwyczajnie obraźliwie dla strony polskiej – relacjonuje Bakun dodając, że podobnie zareagowała również Małgorzata Gosiewska z PiS.

    Ponadto, ukraińska deputowana używała również jako porównania sytuacji na Zakarpaciu mówiąc, że są tam całe regiony, gdzie nie mówi się po ukraińsku, tylko po węgiersku czy po rumuńsku twierdząc, że Polacy chcą zrobić to samo, wydając Karty Polaka. – Starałem się jej wytłumaczyć, że w ogóle nie zrozumiała intencji Karty Polaka, która przede wszystkim nie jest skierowana do osób nie czujących związków z Polską. Rozumiem, że niestety jest to często nadużywane, ale jej założeniem nie jest polonizacja Ukraińców, tylko przywracanie Polakom ich minimalnych praw. Poza tym, polskie obywatelstwo jest dla osób, które chcą się osiedlić w Polsce na stałe, a nie dla tych, którzy chcą przyjechać i wracać na Ukrainę. To zupełne niezrozumienie tematu – mówi Bakun.

    Poseł Kukiz’15 powiedział również, że strona ukraińska generalnie krytykowała film „Wołyń”. – Niestety, część naszych parlamentarzystów grzecznie temu potakiwała – zaznacza.

    Przeczytaj: „Totalnie upolityczniony”, „pozornie prawdziwy historycznie”. Kowal i Wóycicki krytykują „Wołyń”

    Odnosząc się do kwestii, że w dokumencie nie zawarto żadnych konkretnych postulatów strony polskiej, m.in. dotyczących polskich miejsc pamięci na Ukrainie czy zwrotu polskich obiektów, jak np. kościół pw. Św. Marii Magdaleny we Lwowie powiedział, że kwestia ta została poruszona w dezyderacie do polskiego MSZ, co na tamten czas uznano za wystarczające.

    – Myślę, że to dobry punkt wyjścia, ponieważ kiedy my będziemy przygotowywać kolejne posiedzenie w Przemyślu, to zostanie przygotowany podobny list intencyjny, w której strona polska powinna zaapelować m.in. o zwrot kluczowych polskich obiektów we Lwowie. A także przedstawić dużo więcej swoich racji. Można np. poruszyć temat Związku Ukraińców w Polsce, dlatego, że np. jednak z ukraińskich deputowanych mówiła wprost, że to od ZUwP i Piotra Tymy czerpała dane nt. rzekomej wielkiej agresji względem Ukraińców w Przemyślu i w Polsce. Jeśli to źródło przekazuje takie informacje, no to mamy problem – mówi Bakun. Jego zdaniem warto też w takiej sprawie, jak zwrot polskich obiektów, przygotować konkretniejsze pismo.

    Kresy.pl / Marek Trojan

    Czy chcą nas przewieźć?


     

    logo Polonia Christiana

    DZISIAJ JEST

    WTOREK 06 GRUDNIA

     

    Premier Szydło u Netanjahu, prezydent Duda u Foxmana. Obiecali Żydom zaspokojenie roszczeń?

    Data publikacji: 2016-12-06 11:18

    Data aktualizacji: 2016-12-06 10:15:00

    Premier Szydło u Netanjahu, prezydent Duda u Foxmana. Obiecali Żydom zaspokojenie roszczeń?

    fot. JERZY DUDEK / FORUM

    Stanisław Michalkiewicz w swoim felietonie pt. „Rząd pielgrzymuje do Izraela” zastanawia się dlaczego premier Beata Szydło spotkała się z żydowskim premierem Benjaminem Netanjahu. Zdaniem publicysty może być to kontynuacja nowojorskich rozmów prezydenta Andrzeja Dudy z Abrahamem Foxem z Ligii Przeciwko Zniesławieniu. Co z owych negocjacji wynika dla polskiej własności w Polsce?

    W tekście opublikowanym w tygodniku „Polska Niepodległa”, a następnie w serwisie michalkiewicz.pl, publicysta rozważa możliwe polityczne konsekwencje ewentualnych tragicznych skutków wypadku drogowego, jaki przydarzył się polskiej delegacji w Izraelu. Zdaniem Stanisława Michalkiewicza obarczenie żydowskiego gospodarza winą za brak bezpieczeństwa zostałoby odebrane jako antysemityzm i mogłoby doprowadzić nawet do upadku rządu PiS oraz obcej interwencji w obronie „zagrożonej” demokracji, która usankcjonowałaby miły eurokratom porządek.

    „I dopiero gdy się nad tym wszystkim zastanowimy i gdy sobie te konsekwencje uświadomimy, możemy lepiej zrozumieć, przed czym uchroniła nas Opatrzność sprawiając, że ten wypadek drogowy zakończył się tylko niewielkimi obrażeniami osób nie stojących na najwyższym szczeblu rządowej hierarchii (…) Wyobraźmy sobie tylko na stanowisku premiera panią Joannę Scheuring-Wielgus!” – czytamy w felietonie Stanisława Michalkiewicza.

    Czyżby więc premier Szydło udała się z do Izraela, by tamtejszy premier stanął w obronie rządzących w Polsce i zatrzymał unijny gniew spowodowany „łamaniem” demokratycznych zasad i konstytucji? – zastanawia się redaktor Michalkiewicz. Jeśli tak, to dlaczego Benjamin Netanjahu miałby w jakikolwiek sposób interweniować po stronie Warszawy?

    „Na odpowiedź na to pytanie naprowadza nas wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Nowym Jorku, gdzie spotkał się on z przedstawicielami diaspory żydowskiej, a Abraham Foxman z Ligi Antydefamacyjnej zeznał dla prasy, że w półtoragodzinnej rozmowie omówiono nie tylko walkę z antysemityzmem w Polsce i pan prezydent Duda poczynił w tej sprawie różne obietnice – ale również poruszono kwestię żydowskich roszczeń wobec Polski. Ponieważ Kancelaria Prezydenta nie chciała powiedzieć, czy i w tej sprawie pan prezydent coś obiecał, można spodziewać się wszystkiego – a tej sytuacji pielgrzymka rządu pani premier Beaty Szydło do Izraela staje się lepiej zrozumiała” – zauważa w swoim tekście Stanisław Michalkiewicz.

    Źródło: michalkiewicz.pl

    MWł

    Read more: http://www.pch24.pl/premier-szydlo-u-netanjahu–prezydent-duda-u-foxmana–obiecali-zydom-zaspokojenie-roszczen-,47867,i.html#ixzz4S3N0HQ2x

    Dlaczego ONZ zmierza do wspierania rebeliantów?


    Sputnik Polska 

    06 GRUDZIEŃ 2016
     

    Rosja i Chiny zablokowały w Radzie Bezpieczeństwa ONZ projekt rezolucji ws. Aleppo

    © REUTERS/ Omar Sanadiki POLITYKA 09:02 06.12.2016(zaktualizowano 09:24 06.12.2016) Krótki link7579780 Rosja zablokowała w Radzie Bezpieczeństwa ONZ projekt rezolucji w sprawie humanitarnej sytuacji w syryjskim Aleppo. Głosowanie odbyło się na wczorajszym posiedzeniu. Dokument poparło 11 członków Rady. Dwóch stałych członków RB — Rosja i Chiny — a także Wenezuela głosowały przeciwko, stosując prawo weta. Angola wstrzymała się od głosu.  Autorami nowego projektu rezolucji są Egipt, Hiszpania i Nowa Zelandia. Dokument wzywa do zawieszenia broni w Aleppo na conajmiej 10 dni, w tym do zaprzestania nalotów na pozycje grup terrorystycznych An-Nusra i PI (zakazane w Rosji). © SPUTNIK. SERGEY GUNEEV Moskwa ocenia Renzi bardzo wysoko Przed posiedzeniem stały przedstawiciel Rosji przy ONZ Witalij Czukin oznajmił, że głosowanie w sprawie rezolucji trzeba przeprowadzić dopiero po spotkaniu ekspertów z Moskwy i Waszyngtonu. 2 grudnia szefowie MSZ Rosji i USA Siergiej Ławrow i John Kerry poinformowali o przeprowadzeniu konsultacji ekspertów na temat planu, zgodnie z którym terroryści mieli opuścić Aleppo. Jednak po krótkich konsultacjach w Radzie Bezpieczeństwa projekt rezolucji został poddany pod głosowanie.  Wcześniej rosyjskie MSZ nazwało zaproponowany projekt rezolucji kontrproduktywnym, dodając, że podważa on wysiłki Rosji i USA. Ławrow podkreślił, że uwzględniona w dokumencie 10-dniowa przerwa jedynie pozwoli terrorystom na przegrupowanie się i regenerację.
    Czytaj więcej: https://pl.sputniknews.com/polityka/201612064365922-Rosja-Chiny-rezolucja-RB-ONZ-Aleppo/