Transformacja solidarnego Senatora


S t r o n a • byłych działaczy • Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża

Niespodziewana przemiana Senatora….

Posted in ■ aktualności, ■ różne by Maciejewski Kazimierz on 27 Lipiec 2012

Senator obudził się w piątkowy ranek z dziwnym bólem głowy. Ni to bólem, ni to swędzeniem, którego  przedtem nigdy nie odczuwał.

EWOLUCJA

Leżał więc tak w pościeli, patrząc na sufit i zastanawiając się: co może być przyczyną tej dziwnej przypadłości ?  Przecież wczoraj, po przegłosowaniu przez Senat nowelizacji prawa o zgromadzeniach, Senator natychmiast opuścił gmach Sejmu i to bocznym wyjściem, aby tylko nie natknąć się na jakiegoś nawiedzonego dziennikarza z opozycyjnej prasy, który niechybnie poddał by go grillowaniu: „Co pan dzisiaj czuje, jako znany opozycjonista, zasłużony w walce o prawa człowieka, w tym o prawo o zgromadzeniach, po dokonanej przez Senat nowelizacji, zaostrzającej prawo do zgromadzeń ? –  uśmiechając się z politowaniem na próby wyjaśnienia przez Senatora przyczyn zmiany prawa…

Ale nawet pytania życzliwych partii Senatora dziennikarzy, nie mogły być neutralne, z punktu widzenia chlubnej przeszłości Senatora, który uczestniczył za komuny w nielegalnych zgromadzeniach, po których milicja usiłowała dotrzeć do organizatorów, by ich prewencyjnie aresztować. Bo wprawdzie teraz, w 2012 roku Senat obniżył kary grzywny za naruszenie porządku publicznego do 5 tysięcy złotych, ale przecież zawsze było wiadomo, że władza ma swoich prowokatorów, których zadaniem jest zrobić zadymę na każdym, niewygodnym dla władzy zgromadzeniu. Zatem na pytanie: „Czym się pan kierował Senatorze, postulując zmianę wysokości grzywny?” – nie było żadnej sensownej odpowiedzi – aby Senator, uznawany za legendę „Solidarności” – nie skompromitował się do szczętu.

Senator uciekł zatem z Sejmu i podwieziony przez BOR do wynajmowanej przez Senat willi, gdzie mieszkał – zdjął w korytarzu tylko marynarkę i nalał sobie pełen kieliszek koniaku i zagłębił się w fotelu… Obudził się, gdy już było ciemno i po omacku dotarł do sypialni, gdzie – bez mycia się – przebrał tylko w piżamę i znów zasnął kamiennym snem… – Może mnie tak swędzi, że się wczoraj nie umyłem przed snem ? – pomyślał Senator, drapiąc się przez piżamę po piersiach…

Pod palcami poczuł jednak twardy zarost, niczym szczecina… Przeciągnął ręką wyżej, ku brodzie, na której wyczuł podobny zarost ! Przesuwając rękę ku górze wyczuł dziwne wybrzuszenie na nosie – jakby opuchliznę po silnym uderzeniu. Zaczął obmacywać twarz obiema rękami i z przerażeniem stwierdził, że narośl na nosie była jakby czymś naturalnym, gdyż jej dotykanie nie sprawiało mu żadnego bólu…. – Nikt mnie przecież nie pobił i nie pamiętam też, abym wczoraj upadł…. – pomyślał nagle rozbudzony i rozdygotany swoim dziwnym odkryciem. Zerwał się z łóżka i nie wciągając kapci, szybkim krokiem udał się do łazienki. Spojrzał w lustro i oniemiał….

W lustrze dostrzegł dorodnego knura, ubranego w jego piżamę, który spoglądał na Senatora tak, jakby się dobrze znali. Senator podniósł rękę ku swojej twarzy i równocześnie to samo zrobił knur w lustrze. Co dziwne, świnia w lustrze nie miała racic, lecz ręce….Senatora. Senator zaczął więc wykonywać przed lustrem ruchy rąk, przekrzywiał głowę na boki, starając się sprawdzić, czy to jest jakiś miraż, czy też…. Niestety, po kilku minutach takich ćwiczeń Senator stwierdził, że w świnia w lustrze jest nim samym. Czyli Senatorem.

Gdy tak zrezygnowany stał nadal przed lustrem – zadzwonił telefon rządowy, gdyż aparaty telefoniczne do kontaktu z rządem Senator miał zamontowane w każdym pomieszczeniu – także i w łazience, tuż obok lustra. Podniósł słuchawkę i wpatrując się w swój nowy wizerunek świni, usłyszał znajomy głos: – Dzień dobry, panie Senatorze ! Czy nie za wcześnie dzwonię ? Senator spojrzał na zegarek, na którym była już 11:25 !

– Hrr, hrr ….- odpowiedział, zaskoczony wydanym przez siebie dźwiękiem. Po drugiej stronie zaległa cisza, a po chwili znajomy mu głos powtórnie zapytał: – Czyżby pan jeszcze spał, Senatorze ???  Senator zebrał się w sobie i odpowiedział: – Hrrrr….Nie już nie śpię. Już się obudziłem…..

– A to doskonale, choć rozumiem, że wczorajszy dzień był dla pana Senatora berdzo ciężki – usłyszał w słuchawce. – Dlatego pan prezydent chciałby zaprosić dzisiaj pana Senatora na obiad… Na obiedzie będzie pan premier, marszałek sejmu i jeszcze kilka znanych panu osób ! – zakomunikował Senatorowi, znany mu głos w słuchawce…

– Hrr, Hrr.. – znów zachrypiał Senator, by niezwłocznie zapytać : – A z jakiej okazji pan prezydent wydaje ten obiad ?

– Jakże to jakiej, panie Senatorze ??? Z okazji przegłosowania przez Senat noweli do ustawy o Zgromadzeniach ! To wielki tryumf pana Senatora, za który sam pan prezydent chciałby podziękować panu Senatorowi i innymznamienitym senatorom ! – radośnie odpowiedział znany Senatorowi głos….

– Hrr, Hrr…A o której mam się stawić w Pałacu ? – zapytał Senator, spoglądając na świnię w lustrze.

– Proszę przybyć przed 17-tą, byśmy mogli wypić szampana…

– Hrr,Hrrr…. O’kej… – niezdecydowanie odpowiedział Senator, stwierdzając ostatecznie, że świnia w lustrze ze słuchawką przy uchu – to on sam. Senator….

Gdy skończył rozmowę, wyjął maszynkę do golenia włosów, potem, trzy różne aparaty do golenia, by po około godzinie zabiegów stwierdzić, że świnia w lustrze ma twarz – jeśli tak można powiedzieć – gładziutką jak nowonarodzony prosiaczek. Gdy po 16-tej wsiadał do czekającego już u wejścia willi czarnego Audi – z zaskoczeniem stwierdził, że ochraniający go zawsze borowiec powiedział: „Dzień dobry, panie Senatorze !”….

– A jednak poznali mnie! – pomyślał Senator, wsiadając do rządowej limuzyny. To samo powtórzył – ku zaskoczeniu Senatora – także kierowca, dodając: „Czy jedziemy dziś do pałacu, panie Senatorze ?” – Hrr,Hrr… Tak, tak – do pałacu, panie kierowco – odpowiedział Senator.

Na siedzeniu zauważył piątkowe wydanie gazety, z wybitym czarnymi czcionkami tytułem: SENAT ZMIENIŁ USTAWE O ZGROMADZENIACH. Na środku tekstu zobaczył swoje zdjęcie: zdjęcie legendy „Solidarności” i opozycjonisty, który nigdy nie poddał się komunie ! – Tak więc ta świnia w lustrze, to był jednak miraż, to nie był przecież on – powszechnie szanowany Senator ! – pomyślał, odkładając gazetę. Gdy obrócił twarz do okna limuzyny nagle poczuł, że zawadził nosem o szybę. Gdy podniósł rękę do nosa, był on taki sam jak ryj, który widział w lustrze łazienki….

Kapitan Nemo • niepoprawni.pl