" Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, kiedy się go zniewala, mówiąc jednocześnie, że się go czyni wolnym. To jest największe niebezpieczeństwo. I temu trzeba się przeciwstawić. To trzeba sobie uświadomić."

Jan Paweł II (Karol Wojtyła)

Alfabet Józefa Becka

Wtorek, 23 Październik 2012 02:42 Warto przeczytać

Email Drukuj PDF

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny

Emocje, jakie towarzyszyły wydaniu książki Piotra Zychowicza pt. „Pakt Ribbentrop-Beck…” wyraźnie opadły, dyskusja na łamach prasy wygasła, można zatem spokojnie wrócić do tematu i spojrzeć na pracę Zychowicza w nieco innym ujęciu.

W ostatnim czasie ukazały się bowiem dwie ważne książki dotyczące historii Polski: „Klątwa Generała Denikina” Jana Engelgarda i omawiany właśnie „Pakt …”. Odmienność przywołanych powyżej prac od pozostałych książek historycznych polega na ich szczególnym ujęciu. Generalnie dzieła historyczne pisane były dotychczas w Polsce 10 „Ku pokrzepieniu serc” – my bez skazy, ale zmowa złych sąsiadów nas przemogła. 20 Jako wykład i ilustracja ideologii komunistycznej, 3) Żeby poniżyć Polaków w ich własnych oczach – bez względu na fakty, manipulując i fałszując dowody. Natomiast Jan Engelgard i Piotr Zychowicz piszą z pozycji ludzi wolnych i adresują swoje prace do czytelnika wolnego – intelektualnie. Odbiorcy zdolnego oderwać się od bezwzględnie obowiązujących stereotypów. I na tym podobieństwa „Klątwy…” i „Paktu…” się kończą. Książka „Klątwa generała Denikina”, mimo zbeletryzowanej formy,  jest bowiem wiernym zapisem faktów, natomiast „Pakt Ribbentop-Beck…” jest zamierzoną intelektualną prowokacją.

Jan Engelgard, zestawiając fakt po fakcie, najzwyczajniej w świecie udowadnia, że zsynchronizowanie działań Piłsudskiego z Denikinem przeciw bolszewikom w 1919 r. doprowadziłoby do zniszczenia tych ostatnich. Piotr Zychowicz natomiast doskonale wie, że przyjęcie wiosną 1939 r. przez Becka warunków Hitlera nie oznaczałoby wcale wojny III Rzeszy z Francją i Anglią wiosną roku 40.

Skąd ta moja pewność? Bo przeczytałem książkę Zychowicza więc wiem, że na str. 198. przywołuje on tzw. „Protokół Hossbacha”, a dokumentu tego wynika, że wódz III Rzeszy planował wojnę, rzeczywiście na początek przeciw Francji i Anglii na zachodzie, tyle że najwcześniej za 4-5 lat. Czy dokumentowi sporządzonemu przez pułkownika Fridricha Hossbacha w dniu 5.12.1937 r. można wierzyć? Absolutnie tak! Każde słowo Hitlera było bowiem notowane dla potomności, a tym bardziej wypowiedziane na naradzie dowódców armii i floty, przy obecności kierownika Planu 4-letniego – Hermana Göringa, naradzie poświęconej przydziałowi stali. A na tym spotkaniu Hitler przedstawił plan podporządkowania Niemcom Europy. Z naszego punktu widzenia najistotniejsze jest, że: 1) Hitler nie planował ataku na Polskę. 2) Atak na Zachód miał zostać wykonany po zbudowaniu przez Rzeszę floty wojennej będącej w stanie zagrozić szlakom komunikacyjnym Anglii. Logiczne w świetle doświadczeń Wielkiej Wojny 1914-1918. Dlatego przyjęte przez Piotra Zychowicza założenie, że po podpisaniu paktu Ribbentrop-Beck, III Rzesza wiosną 1940. r. uderzyłaby na Francję a następnie w czerwcu 1941 r. wraz z Polską na Związek Sowiecki nazwałem intelektualną prowokacją.

Zdarzenia jednak, jak to często w historii bywało, wymknęły się politykom i wojna zaczęła się 1 września 1939 r. atakiem na Polskę. Zmiana planów dokonała się wiosną 1939 r. Nas interesuje polski punkt widzenia, popatrzmy zatem na polityczne otoczenie Rzeczpospolitej, tak jak je musiał widzieć Polak zajmujący się polityką. Powstanie przez to coś na kształt „bazy danych” czy może raczej „alfabetu Becka”.

Anglia: 1) Predylekcje. Niechętne Polsce stanowisko wybitnych brytyjskich polityków, jak choćby Balfoura, Lloyd Georgea czy Hankeya było powszechnie znane. Motywacje Brytyjczyków także: Polska oddzielając Rosję od Niemiec utrudniała konflikt tych państw. Istnienie niepodległej Polski redukowało  strach Moskwy przed Berlinem i Berlina przed Moskwą. Tradycyjna od wieków polityka angielska polegała natomiast na utrzymywaniu państw europejskich w „równowadze strachu”. Jednostronne gwarancje brytyjskie z dnia 31.03.1939 r. dla zagrożonej żądaniami III Rzeszy  Rzeczypospolitej były zatem czymś zupełnie niesłychanym, całkowicie niezgodnym z dotychczasową angielską polityką. Przyjęcie tych gwarancji przez Polskę, w jakiejkolwiek formie, równało się zadeklarowaniu stanowiska wyraźnie antyniemieckiego.

2)  Możliwości.  Załóżmy jednak, że Londyn zmienił całą swoją dotychczasową praktykę i pierwszy raz w swojej historii chce wykazać się politycznym altruizmem. Z punktu widzenia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej niczego to nie mogło zmienić, bo Wielka Brytania wiosną roku 1939. nie miała liczących się wojsk lądowych, nie miała zatem żadnych możliwości dopomóc Polsce w wojnie z III Rzeszą. Potężna brytyjska flota mogła bez trudu zablokować niemiecki handel morski, ale nijak nie była w stanie zatrzymać Wermachtu w Małopolsce czy na Mazowszu. Potęga Anglików na oceanach nie mogła mieć praktycznie żadnego znaczenia dla polskich działań obronnych nad Wisłą.

Francja: 1) Predylekcje. Układ polsko-francuski z 19.02.1921 r. i zawarta dwa dni później konwencja wojskowa o ostrzu wyraźnie antyniemieckim w 1939 r. nadal obowiązywał. Tyle, że po zdradzie w Monachium swojego najwierniejszego sojusznika – Czechosłowacji, Francja była kompletnie niewiarygodna. W dodatku dla nikogo nie było tajemnicą, że wykrwawioną wojną 1914 – 1918 Republikę paraliżował  pacyfizm i działania potężnej partii komunistycznej.

2) Możliwości. Z Francuzami nigdy jednak nie wiadomo… Teoretycznie można było liczyć, że wybuch wojny wskrzesi nad Sekwaną ducha bojowego z roku 1914. Nawet wtedy jednak Francja pomóc Polsce nie miała jak. Polscy oficerowie licznie studiowali we francuskich szkołach wojskowych, więc doskonale wiedzieli, że doktryna wojenna naszego sojusznika jest na wskroś obronna. W myśl tej doktryny szkolono wojsko, planowano, konstruowano sprzęt i budowano infrastrukturę. Wiosną 1939 r. nie było najmniejszego materialnego dowodu na to, że w kilka tygodni, czy miesięcy Francuzi zmienią plany, inaczej przeszkolą wojsko, zamówią nowy sprzęt, wyjdą ze swych latami budowanych fortec i ruszą do ofensywy. Najpotężniejsza armia Europy siedząc w bunkrach Linii Maginota nie była w stanie pomóc w obronie Warszawy. A najwspanialsze nawet obietnice, bez materialnych dowodów, w polityce nigdy się nie liczyły, nie liczą i liczyły nie będą.

Gdańsk: Wiosną roku 1939 mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańsk to w 97-90% (w zależności od badań) Niemcy, w przytłaczającej większości dobitnie artykułujący swoje żądanie włączenia do Rzeszy. Miasto-państwo Gdańsk z własnym parlamentem – Volkstagiem, rządem – Senatem, hymnem i walutą – guldenami gdańskimi nie było jednak suwerenne, bo podlegało Lidze Narodów, która działała poprzez swego Komisarza. No i Traktat Wersalski stanowił, że leży w polskim obszarze celnym. Gdyby miasto nad Motławą było suwerenne, bez problemu, jak najbardziej demokratycznie, przyłączyłoby się do macierzy. Tak jednak nie było, a na straży interesów Ligi stała Polska. I wcale nie chodziło tu tylko o sentymenty historyczne, choć zmiana wektora patriotyzmu Gdańszczan dla polskiej świadomości była nader bolesna.

Do września 1938 r., do Monachium, żywotnym interesem Rzeczpospolitej była obrona status quo, bo takie a nie inne prawne usytuowanie  Gdańska definiował Traktat Wersalski, więc Polska, beneficjent Traktatu nie mogła pozwolić na deprecjonowanie tego ładu, nie mogła się godzić na stworzenie antywersalskiego precedensu. Jednak kiedy we wrześniu 1938 r., w Monachium, Francja i Wielka Brytania zgadzając się na zmianę granic Czechosłowacji dokonały wyłomu w ładzie powersalskim, ten argument przestał działać. W interesie Rzeczpospolitej było pozbycie się gdańskiego problemu, tym bardziej, że port w Gdyni rozwiązywał sprawy gospodarcze. Bo biada politykom, którzy zadrażnień szukają blisko a przyjaciół daleko.

Granica: Po 15 marca 1939 r., po zajęciu przez Rzeszę Czech i wykreowaniu wasalnej wobec Berlina Słowacji sam kształt granicy sprawiał, że walka z Niemcami o charakterze innym niż krótkotrwałej, zbrojnej demonstracji, była z wojskowego punktu widzenia niemożliwa. W owym czasie wszyscy polscy oficerowie musieli mieć maturę, zatem musieli znać historię manewru Hannibala pod Kannami. Uczono zresztą o tym we wszystkich, bez wyjątku, szkołach wojskowych. Kształt polskich granic, po 15 marca 1939 r. z punktu widzenia prowadzenia walki z III Rzeszą, to Kanny w drugiej fazie bitwy. To właśnie w takiej sytuacji Hannibal pobił Rzymian mając dwukrotnie słabsze wojska. Polscy sztabowcy i politycy planując wojnę z Niemcami, Słowacją i Litwą, a Litwy nie można było pomijać, bo ta miała w konstytucji zapisane polskie Wilno jako swoją stolicę, otóż warszawscy decydenci mogli przeszacowywać  swoje siły. Jednak nikt nie zakładał zupełnej słabości Wermachtu. W dodatku kształt granicy przesądzał natychmiastową utratę Górnego Śląska a znaczących zapasów węgla w głębi kraju dla transportu i przemysłu zwyczajnie nie było.

Hitler: Do sierpnia 1939 r. Hitlerowi podawali rękę wszyscy liczący się politycy Europy i nikt tego nie miał sobie za ujmę. Wiedziano, że Hitler ma krew na rękach, ale ilość ofiar rozprawy z towarzyszami partyjnymi jak i Nocy Kryształowej była porównywalna z ilością zabitych w czasie rokoszu Piłsudskiego z maja 1926. W tym czasie Stalin odpowiadał za śmierć milionów a zbrodnie Japończyków w Chinach, Włochów w Abisynii czy Anglików w Indiach też nie były tajemnicą. Hitler odpowiadał za stworzenie obozów koncentracyjnych w Niemczech, ale gdy je tworzył sanacyjny obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej istniał już od lat. I zamykano w nim ludzi zupełnie jak w III Rzeszy – nie na mocy wyroku sądowego a decyzją administracyjną.

Tyle, że znowu w porównaniu z siecią leninowsko-stalinowskich  łagrów, czy angielskich „campów” z wojny burskiej, zasięg represji w Niemczech i Polsce był relatywnie niewielki. Wprowadzając ustawy antyżydowskie hitlerowcy o wiek cofnęli niemieckie prawodawstwo i w Europie było to szokiem, ale segregacja rasowa funkcjonowała wówczas w najlepsze zarówno w USA jak i koloniach angielskich. Obietnic Hitlera nie można było traktować poważnie a jego gwarancje niczego nie gwarantowały, ale czy tego samego nie można było powiedzieć o dyplomatach francuskich po Monachium?

„Korytarz”: Z problemu komunikacyjnego, a co za tym idzie i politycznego, jakie stworzyło oddzielenie Prus Wschodnich od reszty Rzeszy pasem ziemi Polskiej wszyscy zdawali sobie sprawę. Dopóki Niemcy były słabe problem ten można było lekceważyć i odkładać na później. Wzrost potęgi Rzeszy będący skutkiem remilitaryzacji Nadrenii i wprzęgnięciem w niemiecką gospodarkę przemysłu Austrii i Czech sprawił, że czas ten się skończył. Każda autostrada, jak i każda linia kolejowa dzieli kraj. Na ile jest to uciążliwe zależy od ilości przepustów, mostów, wiaduktów itp. przecinających poprzecznie dany ciąg komunikacyjny. To ta infrastruktura ma znaczenie, nie zaś kto administruje drogą. Podobnie zresztą jak w przypadku rurociągów oraz linii energetycznych. Czy zbudowanie podlegającej Niemcom autostrady i linii kolejowej odcinało Polskę od Bałtyku? To zależy jak przedsięwzięcie to zostałoby zrealizowane. Z inżynierskiego punktu widzenia odpowiedź może brzmieć zarówno „tak” jak i „nie”.

Oferta: Pomiędzy końcem października 1938 r. a końcem marca 1939 r. żądania III Rzeszy wobec II Rzeczpospolitej, artykułowane zresztą „w zgoła nie ultymatywnej formie” sprowadzały się do wyrażenia zgody przez tę ostatnią na: 1) przyłączenie Gdańska do Rzeszy, 2) zbudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez „Korytarz”, 3) przystąpienie Polski do Paktu Antykominternowskiego. W zamian Berlin oferował: 1) rezygnację z tradycyjnych roszczeń niemieckich wobec Śląska, Wielkopolski i Pomorza, 2) zbudowanie eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej do podlegającej tylko polskiej jurysdykcji części portu w Gdańsku, 3/ przedłużenie paktu o nieagresji do 25 lat.

O wszystkich wyżej, w kolejności alfabetycznej, wymienionych faktach Beck wiedział. Nie mógł nie wiedzieć będąc ministrem, mając informacje spływające od służb dyplomatycznych i wywiadu. Inną jednak rzeczą jest mieć informacje a inną zestawić je w pewną całość i wyciągnąć wnioski.  Decyzję Becka znamy: przyjęcie gwarancji angielskich, odrzucenie oferty niemieckiej, w konsekwencji wojna z Rzeszą.

Jednak wyżej wymienione fakty, gdyby na miejscu Becka był inny polityk, usprawiedliwiłyby także przeciwne rozwiązanie: odrzucenie angielskich gwarancji, przyjęcie oferty niemieckiej i pokój z Rzeszą, przynajmniej na razie, przynajmniej do rozstrzygnięcia konfliktu Berlina z Paryżem i Londynem. Z powyższego w najmniejszym nawet stopniu nie wynika, że Hitler mając od Wschodu polskie zabezpieczenie przed Związkiem Sowieckim natychmiast uderzyłby na Zachodzie.

Przywoływaliśmy już dokument zwany „Protokołem Hossbacha” z którego jasno wynika, że wódz Rzeszy ekspansję w kierunku zachodnim rozkładał na lata. Siłą rzeczy, jeszcze później, dużo później mogłoby nastąpić uderzenie na Rosję. Wbrew Zychowiczowi nie byłby to zatem czerwiec roku 1941. W tym miejscu może ktoś użyć argumentu, że Hitler był nieprzewidywalny, że mając zabezpieczone tyły mógł bezzwłocznie wydać dyspozycję do ataku na Francję i Anglię, łamiąc obietnice dane generałom i admirałom. Otóż nie mógł: pakt z Polską zabezpieczał wschodnią granicę Rzeszy, ale nie dostawy  surowców. Elementem bardzo żywej i bolesnej pamięci Wielkiej Wojny 1914 – 1918 były także wspomnienia o głodzie i braku surowców – skutkach blokady. By ta sytuacja nie powtórzyła się w następnym konflikcie Niemcom potrzebna była flota zdolna: 1) zablokować Anglię, 2) choć częściowo obronić własne szlaki. A taką flotę buduje się latami – dlatego horyzont czasowy zapisany przez Hossbacha wydaje się realny. Beck o super tajnych planach Hitlera nie mógł wiedzieć. Jaki jednak cel miał wysoki urzędnik Rzeczpospolitej, by ostrze agresji kierować na własny kraj, a nie, zgodnie z kanonami dyplomacji, w kierunku przeciwnym?

Tyle, że książka będąca rozważaniami o sytuacji politycznej, w której polski minister przyjąłby ofertę Ribbentropa a Hitler prowadziłby swoje dzieło tak, jak to zapisał Hossbach w swoim protokole byłaby kompletnie nudna. Bo cóż, Gdańsk wrócił do Rzeszy, na Pomorzu budują się autostrady i koleje, z taśm montażowych schodzą obiecane niemieckim robotnikom volkswageny a stocznie wodują obiecane niemieckim admirałom U-boty i pancerniki. Nuda! Natomiast prognozy odnośnie tzw. „wielkiej polityki” w roku np. 1944. to już mogłaby być tylko czysta fantazja. Np., że Anglia i Francja przekupują Hitlera zwrotem utraconych przez Rzeszę kolonii i wojna znowu się odwleka. Albo, że przerażona kolejną nieuchronna czystką sowiecka generalicja usuwa Stalina, Związek Sowiecki staje na krawędzi rozpadu i cały układ geopolityczny ulega zmianie. Albo, że koszty niemieckiego, socjalistycznego w końcu, programu zbrojeń doprowadziłyby do załamania gospodarczego, kryzysu, strajków i  obalenia rządów NSDAP.

Cóż! Historię mamy taką jak mamy. Beck w momencie kryzysu podjął decyzję taką, jaką podjął. Musimy jednak nauczyć się dyskutować o historii jak ludzie wolni i np. nie bać się krytykować decyzji politycznych z lat 1938 i 39, tylko dlatego, że dotychczas były one chwalone. Nie można jednak zapominać, że w polityce jeden fakt, a zwłaszcza fakt doniosły, determinuje inne. Założenie, iż mógł być zawarty wiosną 1939 r. pakt polsko-niemiecki, ale daty agresji III Rzeszy na Zachodzie i Wschodzie nie uległyby zmianie, nie daje się obronić. Dlatego książkę Piotra Zychowicz nazwałem intelektualną prowokacją i pogląd ten podtrzymuję. Zresztą prowokacją udaną i cenną, bo zaowocowała ona gorącą dyskusją. Wielka szkoda, że dziennikarze środowiska „Rzeczpospolitej” i „Uważam Rze”, zbyli milczeniem „Klątwę generała Denikina” Jana Engelgarda, która to książka prowokacją nie była.

Paweł Milczarek

Za: http://sol.myslpolska.pl/2012/10/alfabet-jozefa-becka/