Archiwum | Luty, 2012

Amerykanie sprofanowali szczątki ofiar zamachu na WTC

29 lut

Tagi: Al Kaida, Zamachy i akty przemocy, USA, USA, 11 września 2001

Rozmiar tekstu: standardowyRozmiar tekstu: średniRozmiar tekstu: dużyDrukuj

IVONA Webreader. Wciśnij Enter by rozpocząć odtwarzanie

Szczątki ofiar zamachów na USA z 11 września zostały spalone i wyrzucone na śmietnisko

dzisiaj, 10:18 GK / PAP

Amerykańskie Ministerstwo Obrony w wewnętrznym raporcie przyznało, że niezidentyfikowane szczątki ofiar ataków terrorystycznych na USA z 11 września 2001 roku zostały spalone i wyrzucone na śmietnisko. Wcześniej informowano, że popioły miały zostać złożone na cmentarzu wojskowym w Waszyngtonie.

Z opublikowanego we wtorek dokumentu wynika, że chodzi o niemożliwe do zidentyfikowania szczątki ofiar ataku na budynek Pentagonu, w który uderzył jeden z porwanych samolotów, oraz ofiar katastrofy samolotu, którego pasażerowie podjęli na pokładzie walkę z porywaczami. Większość ofiar z 11 września zginęła w ataku na wieżowce WTC w Nowym Jorku.

Zamachy z 11 września. Krwawa tajemnica więźnia nr 51427-054

Decyzję o skremowaniu tych szczątków podjął resort obrony, ale odpowiedzialny za sprawy personelu w Pentagonie David Chu miał polecić, by popioły zostały złożone na narodowym cmentarzu wojskowym Arlington w Waszyngtonie.

10. rocznica zamachu na World Trade Center – czytaj więcej!

Okazało się jednak, że kierownictwo kostnicy w bazie sił powietrznych Dover w stanie Delaware, gdzie umieszczono szczątki, przekazało je firmie, która spaliła je, a popioły rozsypała na wysypisku śmieci.

Raport nie wymienia nazwy tej firmy, ale informuje, że chodzi o to samo przedsiębiorstwo, które w podobny sposób obeszło się później z niezidentyfikowanymi szczątkami co najmniej 274 żołnierzy poległych w wojnach w Iraku i Afganistanie.

Raport opracowała komisja powołana przez ministra obrony Leona Panettę w następstwie skandalu ze szczątkami żołnierzy, ujawnionego przez media w listopadzie 2011 roku.

"Miałam sen, bardzo zły sen" – czytaj wspomnienia internautów

Satysfakcja, współczucie, strach. "To nie jest dżihad" – czytaj o reakcji świata islamskiego

Amerykanie oddają hołd ofiarom zamachów (zdjecia: 11)
  • fot. Reuters
  • fot. Reuters
  • fot. Reuters
  • fot. Reuters

Autor: GK

Źródła: PAP

UE narobiła sobie bobli w związku z ingerencją w wewnętrzne sprawy Ukrainy

29 lut

Ostra wymiana zdań na temat wypowiedzi ambasadora UE w Kijowie

49 minut temu JA / PAP

Do ostrej wymiany zdań doszło między Unią Europejską a władzami w Kijowie na temat wypowiedzi unijnego ambasadora na Ukrainie Jose Manuela Pinto Teixeiry, który krytykował w ostatnim czasie m.in. politykę prezydenta Wiktora Janukowycza.

W odpowiedzi na wcześniejsze oświadczenie ukraińskiego MSZ, w którym wyrażono niezadowolenie z powodu zachowania dyplomaty, biuro szefowej dyplomacji UE Catherine Ashton oznajmiło dziś, że Bruksela nadal darzy Teixeirę zaufaniem.

Komentarze ukraińskiego MSZ pod adresem ambasadora UE przyjęła "ze szczególnym rozczarowaniem" – napisała rzeczniczka Ashton Maja Kocijanczicz w przekazanym mediom komunikacie.

 

Wczoraj ukraińska dyplomacja zarzuciła unijnemu przedstawicielowi w Kijowie, że jego wypowiedzi wychodzą poza ramy działalności dyplomatycznej. "Osoba, która została skierowana na Ukrainę w charakterze dyplomaty (…) staje się faktycznie uczestnikiem wewnętrznych ukraińskich procesów politycznych i dyskusji politycznej" – ogłosił MSZ.

Wcześniej tego samego dnia, występując na forum gospodarczym w Kijowie Teixeira oświadczył, że prezydent Ukrainy Janukowycz nie wypełnił swych obietnic związanych z poprawą klimatu inwestycyjnego oraz walką z korupcją.

- Prezydent Janukowycz od czasu wyboru na prezydenta oświadczał, że koncentracja władzy w jego rękach potrzebna jest do walki z korupcją i wprowadzania reform koniecznych do polepszenia klimatu inwestycyjnego, ale – niestety – nie osiągnął tu wyników – powiedział ambasador UE.

Teixeira przypomniał też, że w ubiegłym roku ukraiński prezydent otrzymał od przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso listę konkretnych przypadków, z którymi inwestorzy unijni stykają się na Ukrainie, jednak żaden ze wskazanych tam problemów także nie został rozwiązany.

Stosunki między Kijowem a Brukselą uległy ochłodzeniu po skazaniu na siedem lat więzienia byłej premier Ukrainy Julii Tymoszenko. Wyrok ten zapadł, gdyż opozycyjną dziś polityk uznano za winną nadużyć przy zawieraniu w 2009 r. przez jej rząd umów gazowych z Rosją.

UE uważa, że wyrok ten jest niesprawiedliwy, gdyż Tymoszenko została skazana za decyzję o charakterze politycznym. Bruksela ogłosiła, że świadczy to o wybiórczym stosowaniu prawa na Ukrainie. Z tego powodu w grudniu nie doszło do parafowania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE.

Autor: JA

Źródła: PAP

Izraelski antysemityzm jest mile widziany

29 lut

Tagi: Media, Izrael, Palestyna

Izraelscy żołnierze zamknęli palestyńskie telewizje

dzisiaj, 12:16 GK / PAP

Dwie prywatne palestyńskie telewizje zostały zamknięte. Dokonała tego izraelska armia, która w nocy z wtorku na środę wtargnęła do telewizyjnych budynków w Ramallah na Zachodnim Brzegu Jordanu. – To było dla nas zaskoczenie – przyznaje dyrektor generalny Watan TV.

- Żołnierze izraelscy wkroczyli o drugiej nad ranem i zabrali około 30 komputerów i wszystkie przekaźniki. Jeden z naszych ochroniarzy próbował ich powstrzymać, ale powiedzieli mu, że mają oficjalny nakaz zamknięcia stacji – powiedział agencji AFP redaktor naczelny prywatnej telewizji Watan TV, Ali Daraghmeh.

- To było dla nas zaskoczenie. Wciąż nie wiemy, dlaczego (żołnierze) skonfiskowali sprzęt i zamknęli stację, w sytuacji gdy pracujemy pod kontrolą władz Autonomii Palestyńskiej, które dały nam pozwolenie na nadawanie – powiedział dyrektor generalny Watan TV.

 

Zamknięta została również stacja Kuds, której programy są przeznaczone głównie dla dzieci. – O godzinie trzeciej nad ranem armia izraelska weszła do siedziby stacji i zabrała cały sprzęt do nadawania – powiedział AFP dyrektor stacji Harun Abu Arra.

Okupanci usunięci (zdjecia: 15)
  • Okupanci usunięci
  • Okupanci usunięci
  • Okupanci usunięci
  • Okupanci usunięci

Autor: GK

Źródła: PAP

Będą pozwy w sprawie handelku polskim konsulatem w Niemczech

29 lut

Sikorski zapowiada pozwy przeciwko Rzeczpospolitej i Gazecie Polskiej

1 godz. 10 minut temu

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zapowiedział złożenie pozwów przeciwko "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Polskiej Codziennie" za teksty o jego rzekomym sporze z b. szefem dyplomacji Władysławem Bartoszewskim. W sądzie ma go reprezentować Roman Giertych.

Radosław Sikorski i Roman Giertych - zdjęcie z 2006 roku/fot. M.Macierzyński

Radosław Sikorski i Roman Giertych – zdjęcie z 2006 roku/fot. M.Macierzyński /REPORTER

W zeszłym tygodniu pojawiły się doniesienia, że w sprawie planów związanych ze sprzedażą placówki w Niemczech wybuchł spór między Bartoszewskim a Sikorskim. Ten pierwszy miał interweniować u szefa MSZ, by nie sprzedawać budynku, jednak Sikorski – według anonimowych dyplomatów cytowanych przez "Rz" – miał mu powiedzieć, że pierwszy raz o tym słyszy. Później – opisywała gazeta – okazało się, że sprzedaż będzie realizowana, co miało zdenerwować Bartoszewskiego.

Zarówno Bartoszewski, jak i Sikorski zaprzeczali tym informacjom. Szef MSZ zapowiedział też, że oczekuje od redakcji przeprosin.

czytaj dalej

"Nie doczekałem się przeprosin od rp.pl i GPC za sugerowanie jakobym okłamał ministra Władysława Bartoszewskiego w sprawie b. ambasady PRL. Romek pisze pozwy" – napisał na Twitterze szef dyplomacji.

Były wicepremier Roman Giertych powiedział, że jeśli minister napisał o pozwach to znaczy, że będzie prowadzony spór. Nie chciał jednak szerzej wypowiadać się na ten temat.

ródło informacji: PAP

 

Judaizacja unijnych struktur poprzez zbliżenie

29 lut

Dwa parlamenty w jednym!

Posted by Marucha w dniu 2012-02-28 (wtorek)

Nasza prasa tę nowość jakoś przemilczała, ale wcześniej czy później o tym usłyszymy: od tego miesiąca budynek Parlamentu Europejskiego (PE) w Brukseli mieści dwa parlamenty – zwykły PE i Żydowski Parlament Europejski (ŻPE)*. Uroczysta inauguracja miała miejsce półtora tygodnia temu. Wzięli w niej udział, oprócz deputowanych z 47 krajów Europy (w tym z Polski), przewodniczący największych organizacji żydowskich ze Stanów Zjednoczonych oraz m.in. szef komisji spraw zagranicznych PE Elmar Brok z Niemiec, który wyraził nadzieję na owocną współpracę ŻPE z PE.

Pomysłodawcą ŻPE był prezydent Izraela Szymon Peres, natomiast wybory przeprowadziła Żydowska Unia Europejska  (organizacja starsza niż ŻPE). Jej przewodniczący Tomer Orni, poprzednio reprezentant izraelskiej Agencji Żydowskiej, poinformował, że demokratyczne wybory do ŻPE odbyły się przez Internet. 400 tysięcy europejskich Żydów wybrało ŻPE na wzór Knesetu – studwudziestoosobowy.

Głosowanie internetowe spowodowało, że do ŻPE niespodziewanie nominowano m.in. aktora Sachę Barona Cohena, piłkarza Davida Beckhama, reżysera Romana Polańskiego i innych, którzy nawet nie wiedzieli, że kandydują. Ich nominacje okazały się zresztą nieważne – kilku innych nominowanych, szczególnie narodowych  parlamentarzystów i polityków, zrezygnowało. Program do głosowania nie miał możliwości sprawdzania obywatelstwa głosujących.

Belgijski deputowany Joel Rubinfeld wyjaśnił, że Parlament ma trzy główne cele: 1. walkę z antysemityzmem, 2. poparcie dla Izraela, 3. promocję i ochronę interesów i wartości żydowskich na szczeblu międzynarodowym.

Do ŻPE weszły zasłużone osobistości społeczności żydowskiej z wielu krajów. Polskę reprezentuje przewodnicząca Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego Monika Krawczyk. Była rozmówczynią prezydenta Obamy w czasie jego ostatniego pobytu w Warszawie, dziękując mu za wszystko, co robi dla Izraela.

Od strony formalnej ŻPE ma status organizacji pozarządowej. Na Zachodzie też mówi się o nim niewiele. Komentarze w prasie żydowskiej i izraelskiej są bardzo pozytywne – „w Europie żyje ok. 3 i pół miliona Żydów  i potrzebują oni aktywnej reprezentacji”. W Europie niektóry mają wątpliwości, czy nie przyczyni się to do powstania jakichś innych parlamentów europejskich, według kryteriów narodowo-religijnych. Na ogół jednak odbiera się to jako chęć dodatkowego wzmocnienia przez Izrael wpływów w Europie, szczególnie przed szykującym się bombardowaniem Iranu.

.

Jerzy Szygiel
Za: Media i reszta – Jerzy Szygiel blog (26.02.2012) [Ta strona już nie istnieje! - admin]

http://www.bibula.com/

Na żołdzie u Goldmana Sachsa

29 lut

Po co Goldman Sachs opłaca europejskich polityków

Posted by Marucha w dniu 2012-02-29 (środa)

Na temat banku Goldman Sachs pojawiło się w gajówce sporo artykułów. Nie podajemy linków, bo wystarczy wrzucić do gajówkowej wyszukiwarki hasło Sachs. – admin.

Amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs stał się głównym graczem w Europie. Pracowali dla niego obecny szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, nowy premier Włoch Mario Monti, a współpracował nowy premier Grecji Lucas Papademos.

Jak mawiał znany warszawski ksiądz Bronisław Bozowski “nie ma przypadków, są tylko znaki”. Na ów znak zwrócił uwagę kilka miesięcy temu francuski Le Monde. Wszyscy dostali swoje stanowiska w ubiegłym roku. Największą “szychą” w tym towarzystwie był Draghi, w latach 2002-2005, wiceszef Goldman Sachs w Europie. Draghi sprzedawał produkty finansowe Grekom, które pomagały im ukryć faktyczne zadłużenie. W dużym skrócie Goldman Sachs robił podobne sztuczki z greckim długiem co rząd Donalda Tuska z polskim. Czyli zadłużał się w obcej walucie i przed końcem roku manipulował jej kursem (pomagał w tym procedurze właście GS), aby nie wykazać prawdziwego zadłużenia.

Włoski premier Monti pracował jako doradca dla Goldman Sachs od 2005 r. Z kolei Papademos był szefem greckiego banku centralnego w latach 1994-2002 i brał udział w operacji “redukowania” na papierze greckiego długu.

Po zakończeniu kariery politycznej dla Goldman Sachs rozpoczął pracę były premier Kazimierz Marcinkiewicz. Na przełomie 2008 i 2009 okazało się, że Goldman Sachs uczestniczył w ataku spekulacyjnym na złotówkę (Marcinkiewicz zaprzeczał, aby jego praca była związana z tym działaniami banku). Ten atak, a także kompromitujące show jakie zrobił wokół siebie Marcinkiewicz sprawiły, że na GS skupił się wzrok mediów. Chociaż bank tem miał wziąć udział w kilku prywatyzacjach, to jego rolę marginalizowano, przynajmniej na użytek opinii publicznej. W jednej miał pracować wspólnie i innym ulubionym bankiem naszego rządu Unicredit (o tym inny duży tekst już wkrótce).

O tym czym jest ten bank pokazuje historia jego głównego prezesa. Henry Paulsona, który w 2006 r. porzucił stanowiska szefa GS i został skeretarzem skarbu. To Paulson przeforsował w USA chory plan ratowania pieniędzmi podatników upadających banków.

Obsada kluczowych stanowisk w Europie wskazuje na to, że sektor bankowy bynajmniej tutaj też nie zamierza poddać się prawom rynku, tylko przejmuje kluczowe stanowiska polityczne. To byli pracownicy Goldman Sachs będą teraz robić ściepę dla upadającej Grecji. Zgadnijcie proszę do kogo te pieniądze trafią…

Jan Piński
http://janpinski.nowyekran.pl/

Prawdę mówiąc nie rozumiemy, w czym rzecz. Bank Goldman Sachs po prostu okazał się najlepszy w konkurencji wolnorynkowej i co niby ma teraz zrobić? Czy ma być ukarany za efektywność? Oddać pieniądze na biednych? Biedni sami są sobie winni, że biedni.
Poza tym nikt przecież nie broni Kowalskiemu i Maliniakowi założyć własny bank i konkurować z Goldman Sachsem. Jeśli Kowalski i Maliniak okażą się lepsi, to puszczą Goldman Sachsa z torbami. Do tego potrzeba tylko mniej socjalizmu.
Admin.

Źródło: Dziennik gajowego Maruchy

Polacy krytykują wszystkie kanty w pień a Ukraińcy cieszą się jak dzieci

29 lut

  • Studniówka na Ukrainie i stypa w Polsce
Jarosław Bińczyk
2012-02-29, ostatnia aktualizacja 2012-02-29 08:11

Otwarcie Stadionu Narodowego

Otwarcie Stadionu Narodowego

Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja

Obserwując przygotowania do Euro 2012, odnoszę wrażenie, że każdy robi swoją imprezę. Polacy lamentują, Ukraińcy skaczą z radości

Autostrada A4

Fot. Dawid Chalimoniuk / AG

Autostrada A4

ZOBACZ TAKŻE

Nie ma tygodnia, żeby na czołówkach polskich gazet, portali i w telewizji nie znalazły się informacje o opóźnieniach w budowie autostrad A2 i A4. Narzekania zalewają fora. Gdybym był zagranicznym kibicem, zrezygnowałbym z oglądania spotkań naszej reprezentacji w Warszawie i we Wrocławiu, bo przeniesienie się z jednego miasta do drugiego będzie niemożliwe. Choć wykonawcy zapewniają, że odcinek ze Strykowa do Konotopy będzie przejezdny, to w telewizjach i portalach już pojawiły się ostrzeżenia, że podróż może grozić katastrofą.
Mało kto zauważył, że przez ostatnie cztery lata oddano do użytku prawie półtora tysiąca kilometrów dróg, z czego połowa to autostrady bądź ekspresówki. Gdyby nie przygotowania do mistrzostw, z pewnością byłoby ich mniej. Na lotniskach w Gdańsku, we Wrocławiu i w Poznaniu z okazji mistrzostw powstały nowe terminale, odnowione są (będą) dworce kolejowe, pociągi pojadą szybciej po zmodernizowanych torach.

Dzięki mistrzostwom mamy supernowoczesne stadiony, jakich ze świecą szukać w Europie. Ale nam do głowy nie przyjdzie, żeby się nimi pochwalić. Przeciwnie. Kilkanaście dni temu ukraińskie i rosyjskie media cytowały wypowiedź Adama Olkowicza, dyrektora Euro 2012 w Polsce, który ogłosił, że żaden ze stadionów nie jest gotowy, by rozgrywać na nim spotkania podczas mistrzostw. Michał Listkiewicz, były prezes PZPN, wspomina, że podczas niedawnego pobytu w Rosji wszyscy pytali go o za małe bramki i za wąskie linie na Stadionie Narodowym. – Takie rzeczy poprawia się w kilka minut, nie robi się z tego afery – mówi Listkiewicz, który jest delegatem UEFA na najważniejsze mecze. – Nas nikt z zewnątrz nie musi atakować, bo sami się niszczymy – dodaje.
Na Ukrainie optymizmu jest dużo więcej. Naprawdę trzeba się mocno natrudzić, żeby w tamtejszych mediach, nawet tych nielicznych niekontrolowanych przez władze, ale – co ważniejsze – i od zwykłych ludzi usłyszeć coś złego o rozpoczynającym się turnieju.
A niedociągnięć jest tam znacznie więcej niż w Polsce. Malkontentom narzekającym na polskie drogi zalecam podróż samochodem z Kijowa do Doniecka, Lwowa albo Charkowa. Na ukraińskich lotniskach cały czas trwają prace, dworce kolejowe też są w trakcie odnawiania czy modernizacji. Ciekawy jestem wrzawy, jaka podniosłaby się w Polsce, gdyby Gdańsk lub Poznań zaproponował, żeby kibice zamiast w hotelach zamieszkali w opróżnionych na czas Euro koszarach, jak planuje mer Doniecka.
Na Ukrainie nie mówi się o opóźnieniach i brakach, ale o korzyściach płynących z największego piłkarskiego turnieju. Lwów chce się wypromować, by stać się Florencją Wschodu, a Charków – pokazać, że jest europejskim miastem, bo w miejscu, gdzie pięć lat temu płynęły ścieki, są nowoczesne obiekty sportowe i hotele.
Kierowca taksówki wiozący mnie w Doniecku przekonywał, że jeśli Ukraińcy dobrze wypadną podczas Euro, szybciej zostaną przyjęci do "jewrosojuza", czyli Unii Europejskiej. – Bo ludzie z Zachodu zobaczą, że Ukraina to nie jest jakiś dziki kraj – mówił. Poznany zaś w pociągu Witalij z Kijowa jest przekonany, że po Euro nawet ukraińscy policjanci przestaną za wszystko brać łapówki. – Pokazaliśmy Zachodowi, a także Rosjanom, że jesteśmy w stanie zrobić coś wielkiego. A dzięki Euro ludzie mają pracę – opowiada.
Nawet opozycyjni politycy wytykający władzy, że nie panuje nad korupcją, nie kwestionują sposobu przygotowań do Euro. Oleg Zasadnyj z lwowskiego magistratu: – Wszyscy politycy wiedzą, jak bardzo Euro jest dla nas ważne. Oprócz nowych dróg, lotniska czy nowego stadionu mamy nowe wodociągi, dzięki czemu w centrum miasta woda jest przez całą dobę. Przyjeżdżający do Lwowa z innych miast zazdroszczą nam zmian. Wieczorami na ulicach jest mnóstwo ludzi, jak w europejskich miastach. No i przyjeżdża do nas coraz więcej turystów – podkreśla.
Ukraińcy, zamiast rozpamiętywać, z czym nie zdążą, już planują wystąpić o przyznanie im organizacji piłkarskich mistrzostw świata w 2026 lub 2030 r. Za naszą wschodnią granicą mają więc prawdziwą studniówkę – huczną, radosną, z nadziejami na przeżycie czegoś wielkiego. Przy nich nasze Euro, niestety, jawi się jako dopust boży.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75478,11253644,Studniowka_na_Ukrainie_i_stypa_w_Polsce.html#ixzz1nlt54Zlt

Kim był Żyd Salomon Morel?

29 lut

Dwóch panów Żarynów i Żydzi

Adam Leszczyński
2012-02-28, ostatnia aktualizacja 2012-02-28 10:25

Ekshumacja zwłok jeńców w obozie pracy w Łambinowicach

Ekshumacja zwłok jeńców w obozie pracy w Łambinowicach

Kiedy Polak zostaje komunistą, to przestaje być Polakiem. Kiedy Żyd zostaje komunistą, zawsze oprócz tego i tak będzie Żydem. Ostatnio przypomnieli to Stanisław i Jan Żarynowie w portalu wPolityce.pl.

Adam Leszczyński

fot. Piotr Bernaś/AG

Adam Leszczyński

ZOBACZ TAKŻE

" ‘Gazeta’ od lat jest głównym narzędziem, ośrodkiem i inicjatorem osłabiania polskości w kraju. I nie byłoby to aż tak przerażające, gdyby nie fakt, że ogromna część polskich elit wciąż ma niewolniczy stosunek do tej gazety. Wśród nich jest wielu znaczących ludzi, którzy mają wpływ na polską rzeczywistość" – martwi się Stanisław Żaryn, publicysta portalu Stefczyk.info na wPolityce.pl.
To serdeczne wyznanie sprowokował mój redakcyjny kolega Marcin Wojciechowski, który napisał kilka dni temu, że, owszem, można mówić o "polskich obozach" "Po wojnie były polskie obozy". Chodziło rzecz jasna nie o obozy, które na okupowanych ziemiach polskich prowadzili Niemcy, ale o obozy, często w tych samych, poniemieckich barakach, które prowadziło państwo polskie bezpośrednio po wojnie – zamykając w nich m.in. Ukraińców czy Ślązaków, ale także tych Polaków, których uważano za wrogów władzy.

Dyskusję sprowokował film dokumentalny Pawła Siegera, z którego m.in. można się do dowiedzieć, że także w powojennych obozach były druty pod napięciem, i że warunki nie różniły od tych, które były w obozach niemieckich w czasie okupacji ("Trwa spór"). Autor filmu podaje, że zmarło w nich lub zostało zamordowanych 30-50 tys. osób (historycy są ostrożniejsi i twierdzą, że liczby trudno podać).
Obozy były i to, niestety, fakt – którego nie mogą zakwestionować nawet nasi prawicowi publicyści. Zgodnie z dobrze znanym psychologicznym mechanizmem wywołało to u nich mały atak furii i tupania nogami – a później interesujące reakcje wyparcia i odrzucenia przykrej prawdy, nad którymi warto się na chwilę zatrzymać, bo mówią coś o naszej prawicy.
Stanisław Żaryn, strzelając do Wojciechowskiego, szuka amunicji ankietach personalnych rodziny Adama Michnika. „Fakt, że cała » Gazeta Wyborcza «kontynuuje tradycje rodzinne jej redaktora naczelnego, że przyjmuje je za swoje i twórczo rozwija nie oznacza jeszcze, że można zdradzieckie i zbrodnicze praktyki włączać do historii narodu polskiego. To w historii rodziny Michnika mieści się zdrada Polski i stalinowskie zbrodnie. Jego rodzice pełnili w II RP funkcję agentury sowieckiej, działając w partii komunistycznej. (..) Osoba wywodząca się z takiego środowiska musiała uważać, że Polska i polskość to ciało obce, że ośrodek lojalności jest gdzie indziej. I zaraz po 1990 roku naczelny » Gazety Wyborczej «bakcylem nienawiści do Polski zaraził kierowaną przez siebie gazetę.”
O ile publicystyka p. Stanisława Żaryna jest bezrefleksyjnym strumieniem emocji i stereotypów z endecko-marcowej prasy – zgadnijcie państwo, o jakie "ośrodki lojalności" może Stanisławowi Żarynowi chodzić? – to tuż obok pojawia się wywiad z Janem Żarynem, historykiem z IPN (nie wiem, czy zbieżność nazwisk jest, czy nie jest przypadkowa), który sięga do głębszych zasobów dialektyki
"Bitwa o historię i polską przeszłość" . Podobnie jak publicysta Stanisław Żaryn, historyk Jan Żaryn jednak uważa, że obozów po wojnie nie prowadzili Polacy – tylko właściwie nie wiadomo, kto: "Tekst [Wojciechowskiego] jest przerzucaniem odpowiedzialności. Po wojnie w Polsce rządzonej przez komunistów i ich aparat represji władza instalowała obozy, w tym również obozy pracy, dla więźniów niemieckich, Ślązaków, Ukraińców, żołnierzy z ugrupowań podziemia niepodległościowego. Te obozy były wzorowane na sowieckich łagrach. One powstały, by zaspokajać potrzeby ekonomiczne Związku Sowieckiego. Realizowane były przez polskich komunistów. Naród polski nie był jednak w ogóle stroną w kontaktach między komunistami sowieckimi i polskimi. Polski naród nie był brany pod uwagę, przy tworzeniu relacji między Moskwą i Warszawą".
Dalej Jan Żaryn porównuje losy Polaków-komunistów i Polaków-żołnierzy AK (albo emigrantów) – i mówi: "Wybory i drogi tych ludzi można opatrzeć przymiotnikiem polski. Działań komunistów nie".
Obaj panowie Żarynowie stosują ten sam zabieg retoryczny – i widać go już jak na dłoni w całej bezbronnej naiwności. Kategorią "polskość" posługują się raz w wymiarze etnicznym, a innym razem określają nią postawy – jak im jest akurat wygodniej. Kiedy Polak-katolik zostanie komunistą, wypisuje się według Żarynów z polskości i jego winy nie obciążają już konta wspólnoty. Dlatego p. Żarynowie mogą się oburzać na wyrażenie "polskie obozy" – bo, chociaż prowadzili je w większości mówiący po polsku, ochrzczeni i wychowani w Polsce Polacy, w rozumieniu naszych prawicowych autorów Polakami nie byli. Tylko kimś innym.
Mniejsza już o to, że polskość jest w tej konstrukcji jakimś dziwacznym ciałem mistycznym, w którym uczestniczą Polacy wspólnie, i do którego klucze trzymają panowie Żarynowie – bo z niejasnych powodów sądzą, że ktoś im dał im patent na orzekanie, kto jest Polakiem, a kto nie jest.
Ciekawsze jest tu co innego – że ten mechanizm wyparcia, który rozgrzesza Polaków, nie stosuje się do Żydów. O ile Polak, zostając komunistą, wyłącza się z narodowej wspólnoty i przestaje być Polakiem przez swoje "niepolskie" wybory, Żydowi zawsze się wypomni, że jest Żydem, i nigdy nim w oczach naszej prawicowej publicystyki nie przestanie być.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75968,11247786,Dwoch_panow_Zarynow_i_Zydzi.html#ixzz1nloGxitv

                           —————————-

Salomon Morel

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Skocz do: nawigacji, szukaj

Salomon Morel

pułkownik SW pułkownik SW

Data i miejsce urodzenia
15 listopada 1919
Garbów

Data i miejsce śmierci
14 lutego 2007
Tel Awiw-Jafa

Odznaczenia

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski Złoty Krzyż Zasługi

Salomon Morel (ur. 15 listopada 1919 w Garbowie, zm. 14 lutego 2007 w Tel Awiwie) – funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa w PRL, oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości.

Spis treści

  [ukryj

Okres wojny[edytuj]

Pochodził z rodziny żydowskiej. Wraz z trzema braćmi pomagał prowadzić ojcu niewielką piekarnię, jednak ze względu na złe warunki materialne wyjechał do Łodzi, gdzie podjął pracę w firmie konfekcyjnej jako ekspedient. Po wybuchu wojny wrócił do rodziców do Garbowa. Chcąc uniknąć pobytu w getcie, rodzina Morelów musiała się ukrywać. W czasie wojny Salomon wraz z bratem ukrywał się w gospodarstwie Józefa Tkaczyka, w Garbowie (Józef Tkaczyk został w 1983 r. uhonorowany medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata). W celu zdobycia pieniędzy i żywności organizował wraz z bratem i grupą innych napady rabunkowe na mieszkańców wiosek. Grupa została schwytana przez GL, Morel całą odpowiedzialność zrzucił na swojego brata i został wcielony do pododdziału gospodarczego GL.

Praca w administracji więziennej[edytuj]

W 1944 po zajęciu Lublina przez Armię Czerwoną został strażnikiem więziennym na Zamku w Lublinie, formalnie mianowanie go strażnikiem nastąpiło dopiero 9 listopada 1944. Naczelnik więzienia Antoni Stolarz w raporcie z 30 listopada 1944, wnosił o zwolnienie Morela oraz pięciu innych strażników ponieważ "nie wykonują sumiennie nałożonych na nich obowiązków, nie starają się podporządkować do regulaminu więziennego zachowują się arogancko przyczem rozsiewają plotki co do mojej osoby, przez co utrudniają mi pracę i podrywają mój autorytet" (pisownia oryginalna), Stolarz prosił w raporcie o zwolnienie tych strażników jako "elementu szkodliwego służbie więziennej". Morel został przeniesiony do pełnienia funkcji strażnika w więzieniu w Tarnobrzegu gdzie rozpoczął pracę 15 grudnia 1944. 15 lutego 1945 Morel wraz z grupą operacyjną Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego wyjechał na Górny Śląsk.

Funkcja komendanta w Obozie Zgoda[edytuj]

Information icon.svg Osobny artykuł: Obóz Zgoda.

Od lutego 1945 był komendantem Obozu Zgoda w Świętochłowicach gdzie, w całym okresie istnienia obozu zginęło 1855 osób. Powodem była głównie epidemia czerwonki, tyfusu plamistego i tyfusu brzusznego, które powstały i rozprzestrzeniły się w wyniku głodu oraz trudnych warunków sanitarnych i higienicznych, dochodziło również do tortur oraz morderstw na terenie obozu. Do obozu kierowano osoby bez żadnych sankcji prokuratorskich, na podstawie decyzji władz bezpieczeństwa. W większości więźniami obozu byli Ślązacy oraz obywatele III Rzeszy, część więźniów stanowili również Polacy z tzw. "Centralnej Polski" oraz co najmniej 38 obcokrajowców (Austriacy, Belg, Czesi, Francuzi, Jugosłowianie, Rumuni). Występowały przypadki, że do obozu wraz z rodzicami kierowano dzieci. Władze starały się przekonać mieszkańców Śląska, że do obozu trafiają wyłącznie Niemcy oraz kolaboranci. Teodor Duda, dyrektor Departamentu Więziennictwa i Obozów, ukarał Morela 3-dniowym aresztem domowym oraz potrąceniem 50% z pensji za to, że Morel dopuścił do rozwinięcia się epidemii tyfusu oraz nie poinformował o tym na czas zwierzchników a także, za inne uchybienia w prowadzeniu obozu. Obóz został zlikwidowany 16 listopada 1945 roku, zaś Salomon Morel został przeniesiony na stanowisko komendanta do innego obozu. W 1946 r. władze PRL odznaczyły go Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski[1].

Dalsza działalność[edytuj]

W lutym 1949 r. Morelowi powierzono stanowisko komendanta Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, który po zakończeniu Akcji "Wisła" został przekształcony w Więzienie Progresywne dla Młodocianych Przestępców. W 1954 r. Salomon Morel został ponownie odznaczony – Złotym Krzyżem Zasługi. Do 1956 r. nadzorował jako komendant obozy pracy dla więźniów.

Po 1956 roku pracował w różnych zakładach karnych na terenie Śląska. W 1960 otrzymał odznakę Wzorowego Funkcjonariusza Służby Więziennej. W 1964 na Wydziale Prawa i Administracji UW obronił pracę magisterską "Praca więźniów i jej znaczenie"[2]. Był m.in. naczelnikiem Wojewódzkiego Aresztu Śledczego w Katowicach, skąd odszedł na emeryturę w 1968 r. Miał stopień pułkownika służby więziennej.

Śledztwo IPN[edytuj]

  • W lutym 1990, oddział w Katowicach Głównej Komisji Badań Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, rozpoczął badanie tematu Obozu Pracy w Świętochłowicach – Zgodzie.
  • W lutym 1991, Morel został przesłuchany w charakterze świadka przez Komisję.
  • 10 lipca 1992 komisja wszczęła oficjalne śledztwo w tej sprawie. W tym samym roku Morel wyjechał z Polski do Izraela.
  • W maju 1995 OKBZpNP przekazała akta sprawy ówczesnej Prokuraturze Wojewódzkiej w Katowicach,
  • 30 września 1996 Salomonowi Morelowi postawiono dziewięć zarzutów, w tym ludobójstwa – pobicia, znęcania się fizycznego i moralnego, sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego dla życia i zdrowia więźniów. Oskarżony m.in. o stosowanie wyszukanej metody tortur tzw. "piramidy", na polecenie Morela wg świadków strażnicy mieli rzucać więźniów jednego na drugiego, tworząc pięć, sześć warstw złożonych z ludzi. Zarzuty wobec Morela oparto przede wszystkim na zeznaniach ponad 100 świadków, spośród których pięćdziesięciu ośmiu było więźniami obozu w Świętochłowicach Zgodzie. Morel po latach swoje zachowanie uzasadniał wcześniejszymi przeżyciami z obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie miał przebywać jako więzień, co jednak nie znajduje oparcia w faktach.
  • 19 grudnia 2003 Sąd Rejonowy w Katowicach wydał w sprawie Morela postanowienie o tymczasowym aresztowaniu na okres 7 dni od daty zatrzymania. Nastąpiło to na wniosek Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. W postanowieniu mówi się o tym, że w okresie od lutego do listopada 1945 roku w Świętochłowicach, będąc funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – Departamentu Więziennictwa, jako Naczelnik Obozu Zgoda, dopuścił się zbrodni przeciwko ludzkości, stanowiącej zbrodnię komunistyczną na umieszczonych w tym obozie (ze względów narodowościowych i politycznych) więźniach.
  • W lipcu 2005 Izrael odmówił wydania Morela polskim władzom, gdyż prawo izraelskie nie przewiduje ekstradycji swoich obywateli. Ówczesny minister sprawiedliwości Andrzej Kalwas zapowiedział wtedy, że nie będzie kolejnych starań o jego wydanie. Za Salomonem Morelem wystosowano list gończy.
  • W lutym 2006 na kilka miesięcy zawieszono wypłacanie mu emerytury z Biura Emerytalnego Służby Więziennej – podstawą do tego był brak kilku dokumentów, które jednak Morel dosłał pocztą.
  • 14 lutego 2007 Salomon Morel zmarł w Tel Awiwie.

   Źródło:Wikipedia

Prokurator Generalny Rosji agentem USA

29 lut

Szef rosyjskich prokuratorów agentem USA

Wacław Radziwinowicz
2012-02-29, ostatnia aktualizacja 2012-02-28 22:32

Prokurator generalny Jurij Czajka (z lewej) i prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew

Prokurator generalny Jurij Czajka (z lewej) i prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew

Fot. Dmitry Astakhov ASSOCIATED PRESS

Jurij Czajka był informatorem prywatnej agencji wywiadowczej Stratfor, zwanej "cieniem CIA". Miał jej wyjaśniać m.in. rolę Władimira Putina w sporach klanów walczących o władzę na Kremlu – wynika z dokumentów opublikowanych przez Wikileaks.

ZOBACZ TAKŻE

SERWISY

W wykradzionej przez hakerów i przekazanej Wikileaks korespondencji Stratforu Czajce, należącemu do dziewiątki najwyższych rangą i mających dostęp do największych tajemnic państwowych urzędników Rosji, nadano numer kodowy RU101. Przyznano mu też najwyższą klauzulę wiarygodności – 1.
Za kontakty z Czajką odpowiadała Lauren Goodrich, która raportowała w e-mailach informacje od prokuratora dla szefów w siedzibie Stratforu w Austin w Teksasie. 21 grudnia 2009 r. Goodrich opisywała na podstawie słów RU101, jak to uważany za liberalny klan Dmitrij Miedwiediew – Władysław Surkow, czyli prezydent i potężny do niedawna wiceszef administracji kremlowskiej, teraz zdegradowany do roli wicepremiera, zabrał się za ludzi wiernych "siłowikom", czyli klanowi Nikołaja Patruszewa (ówczesny sekretarz Rady Bezpieczeństwa, wcześniej dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa) i Igora Sieczina (bliski Putinowi wicepremier odpowiedzialny za ropę i gaz). Miedwiediewowi i jego podwładnemu udało się wtedy zdymisjonować 21 naczelników milicyjnych, pięciu generałów i szefa milicji w Moskwie.

„W odpowiedzi Sieczin – Patruszew poszczuli na mnie swojego »żołnierza « Aleksandra Bastrykina [szef zaciekle konkurującego z Prokuraturą Generalną Komitetu Śledczego], a ten zwolnił mojego kluczowego współpracownika prowadzącego śledztwa przeciw »siłowikom « Anatolija Bagmeta" – żalił się Czajka.
Prokurator dodał, że Patruszew i Sieczin chcieli się pozbyć także jego, ale Putin na to nie pozwolił, bo "ustanowił twarde prawa walki, których powinny przestrzegać klany". Zgodnie z tą regułą premier nie pozwalał dymisjonować najwyższych urzędników, za to zezwalał na "czystki na niższych szczeblach władzy".
Dzięki Czajce specjaliści ze Stratforu dowiedzieli się też, dlaczego premier Rosji rozprawił się ze swym dawnym znajomym z Sankt Petersburga, potem szefem jednej z miejscowych grup mafijnych Władimirem Barsukowem ps. "Kumarin". Bezkarny wcześniej bandyta, zdaniem prokuratora, trafił na 15 lat do więzienia, bo próbował podporządkować sobie rynek paliwowy Sankt Petersburga. A ten akurat biznes jest w Rosji, zgodnie z regułami wprowadzonymi za rządów Putina, zarezerwowany dla ludzi najbliższych najwyższym władzom.
Prokuratura zaprzecza rewelacjom Wikileaks na temat swojego szefa. Rzeczniczka Marina Gredniewa z wypiekami na twarzy nazwała je nawet "bredniami" i dowodziła, że cień na Czajkę chcą rzucić obce służby specjalne, dla których wiernie służący ojczyźnie prokurator "jest kością w gardle". Innego zdania jest były prokurator generalny Rosji Jurij Skuratow, który podkreśla, że sprawa informatora RU101 powinna zostać starannie zbadana.
Pozycja Czajki, kierującego instytucją nadzorującą m.in. rosyjskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, jest dziś słaba i bez rewelacji Wikileaks. Fatalne konsekwencje może mieć dla niego prowadzone przez Komitet Śledczy dochodzenie w sprawie krycia przez prokuratorów nielegalnych kasyn gry w obwodzie podmoskiewskim.
Prokuratura Generalna robi, co może, by je sabotować. Wkrótce jednak Polska zapewne wyda Rosjanom aresztowanego w naszym kraju głównego podejrzanego w tej sprawie Aleksandra Ignatienkę, byłego wiceszefa podstołecznej prokuratury.
Ignatienko, któremu opieszałość kolegów z prokuratury umożliwiła ucieczkę na Ukrainę (w Polsce spędzał Nowy Rok na fałszywym paszporcie), już wcześniej odgrażał się, że jeśli Komitet Śledczy zacznie go przepytywać, to "wyda wszystkich".
Jego zeznania mogą np. wyjaśnić, ile prawdy jest w uparcie powtarzanych w Moskwie plotkach o tym, że w nielegalnym, ale działającym przez lata zupełnie jawnie biznesie z jaskiniami hazardu maczał ręce Artiom Czajka, syn prokuratora generalnego.
Czym jest Stratfor
Stratfor (skrót od słów Strategic Forecasting, czyli przewidywanie strategiczne) to działająca od 16 lat amerykańska firma konsultingowa, która zarabia pieniądze na tworzeniu scenariuszy, w których przewiduje zmiany społeczne, polityczne i gospodarcze, do jakich w przyszłości dojdzie na świecie. Z racji tego, że jej praca przypomina działanie agencji wywiadowczych, o Stratfor mówi się, że jest cieniem CIA.
Lista klientów firmy Stratfor jest tajna. Wiadomo jednak, że z jej usług korzystają koncerny paliwowe, a także rząd USA.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Więcej… http://wyborcza.pl/1,75477,11253585,Szef_rosyjskich_prokuratorow_agentem_USA.html#ixzz1nllQnaEw

Interpol w akcji niszczenia praw i wolności obywatelskich

29 lut

 

Wielka akcja Interpolu. Aresztowania hakerów z Anonymous

Anonymous Anonymous Anonymous

Dwudziestu pięciu domniemanych członków luźnego kolektywu hakerskiego Anonymous zostało aresztowanych w koordynowanej przez Interpol akcji "Operacja Zdemaskowanie". Hakerzy wpadli w Argentynie, Chile, Kolumbii i Hiszpanii.

Jeden z protestujących przeciwko ACTA

Fot. Marcin Biodrowski / Agencja Gazeta

Jeden z protestujących przeciwko ACTA

Demonstracja poparcia dla założyciela Wikileaks Juliana Assange'a. Ludzie w maskach Anonymous

Fot. PAUL HANNA REUTERS

Demonstracja poparcia dla założyciela Wikileaks Juliana Assange’a. Ludzie w maskach Anonymous

ZOBACZ TAKŻE

"Operacja Zdemaskowanie" zakończyła się międzynarodowym sukcesem policji. Według międzynarodowego biura policyjnego Interpol aresztowani domniemani hakerzy mają od 17 do 40 lat. Ich personalia nie zostały ujawnione.
Podczas prowadzonych w 40 różnych miejscach w 15 miastach przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli 250 urządzeń technicznych, w tym telefonów komórkowych.
- Ta akcja dowodzi, że przestępczość w świecie wirtualnym ma konsekwencje dla jej sprawców. Internet nie może być postrzegany jako bezpieczny obszar działalności kryminalnej, niezależnie od tego, przeciw komu jest ona skierowana – cytuje dyrektora Interpolu Bernda Rossbacha magazyn "Wired". Domniemani hakerzy byli tropieni za ataki na kolumbijskie i chilijskie strony internetowe, jeszcze w 2011 r.
Schwytano ważną figurę w ruchu Anonymous?
Hiszpańska policja namierzyła domniemanych hakerów po adresach IP zachowanych w rejestrach. Tak funkcjonariusze dotarli m.in. do 10 podejrzanych w Argentynie, sześciorga w Chile i pięciorga w Kolumbii – opisuje "Wired". W Kolumbii hakerzy usłyszeli zarzuty planowania cyberataków na strony ministerstwa obrony i strony prezydenta kraju. W Chile zarzuty objęły m.in. ataki na witryny firmy energetycznej Endesa i biblioteki narodowej. Wśród czterech osób aresztowanych w Hiszpanii ma być – według Huffington Post – domniemany koordynator działań Anonymous na Hiszpanię i Amerykę Łacińską, znany pod pseudonimami "Grom" i "Pacotron".
Riposta Anonymous: www.interpol.int "Tango Down"
Odpowiedź Anonymous na aresztowania była natychmiastowa – hiszpańskojęzyczne konto Anonymous na Twitterze ogłosiło atak DDoS na stronę Interpolu. Niedługo później interpol.int ogłoszono w sieci jako "Tango Down". Strona padła, ale już działa, choć jeszcze długo po ataku ładowała się bardzo wolno.
Zarzuty dla domniemanych hakerów są we wszystkich krajach są podobne: przeprowadzanie ataków DDoS (blokowanie stron internetowych poprzez kierowanie do nich ogromnego ruchu, którego nie wytrzymywały serwery tych stron), uszkadzanie wyglądu stron internetowych i publikowanie tajnych danych, w tym danych dotyczących bezpieczeństwa osób na najwyższych stanowiskach.

Nieprzypadkowa data uderzenia w Anonymous?
Aresztowania zostały dokonane w chwili, gdy Anonimowi – luźny kolektyw hakerów i aktywistów internetowych, walczących w sieci o prawa człowieka i wolności obywatelskie – są u szczytu siły – przypomina "Wired". Kraje europejskie jeszcze nie ochłonęły po atakach DDoS na m.in. polskie rządowe strony internetowe i wywołanych przy udziale Anonymous protestach przeciwko umowie ACTA, uznawanej przez internetowych aktywistów i część prawników za niekorzystną dla wolności w sieci.
Tymczasem internetowa społeczność znów uderzyła. Od kilku dni demaskatorski portal WikiLeaks publikuje wykradzione właśnie przez hakerów z Anonymous e-maile amerykańskiego ośrodka badawczo-analitycznego Stratfor. Wewnętrzna korespondencja tego think tanku, określanego niekiedy jako "cień CIA", może być kopalnią informacji o działaniach rządów poszczególnych państw i wielkich firm.
"Nie da się zniszczyć Anonymous"
"Huffington Post" podkreśla, że Anonymous nie mają stałej struktury, hierarchii i wymagań członkostwa. Pod szyld "Anonimowych" może schronić się każdy, kto zgadza się założeniami ruchu. Trudno jest więc określić, jaki wpływ na działalność hakerskiego kolektywu będą miały ostatnie aresztowania. Na jednym z kont na Twitterze, powiązanych z brazylijskim skrzydłem Anonymous, już pojawiła się wiadomość: "Interpol, nie zniszczycie Anonymous. To idea".

Źródło:Gazeta Wyborcza

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.