Archiwum | Grudzień, 2011

Z uwagi na ciągłą aktualność powtórzenie Toastu noworocznego sprzed dwóch lat

31 gru

Quantcast

Toast noworoczny

Miara sukcesu i solidarnego szczęścia lub dramatu

Od Moje obrazy

Ćwierć wieku już dawno minęło a solidarni są nadal pełni nienawiści i złości. Nienawidzą czerwonych ,że dali im szansę objęcia władzy,po kompromitującym strachu stanu wojennego.Źli są na siebie ,że poza nienawiścią nic innego nie potrafią zaproponować. Stan wojenny przeżywają jako wielki wstrząs przerażeni tym wszystkim co Polsce uczynili.Dla szarego obywatela stan wojenny był przerwaniem gehenny ciągłych strajków i zmęczenia politycznego, nadzieją na spokój,pracę i godne życie bez bezrobocia,biedy i emigracji.

Nawet obecni lewi solidarni potrafią tylko wspominać stan wojenny i przegrywać Polskę. Za swój wielki sukces polityczny ogłaszają ulokowanie nieudacznika Buzka w strukturach UE,który to fakt niczego materialnego i korzystnego Polsce nie przyczynił.

Dzięki politycznym warchołom ,awanturnikom i ludziom o mentalności sprzedawczyków Polska stała się ekonomicznym i politycznym, solidarnym karłem w rodzinie europejskich narodów.

Solidarni stoją nadal przed domem Jaruzelskiego jakby w oczekiwaniu ,że wyjdzie on przed posesję i spoliczkuje tych przodujących łobuzów za łajadctwa dokonane na Polsce, za którą on musiał krew przelewać ,kiedy ich antenaci dali drapaka na Zachód. Niestety ani wiek ,ani zdrowie, ani też godność osobista Generała nie pozwalają by temu tałatajstwu dać moralną satysfakcję i nobilitować je.

Poznajemy je dzisiaj po gorzkich owocach jakie sprowadzili do nas za zachodnim poduszczeniem z bananowych republik serwując nam najgorsze wzorce tamtejszych relacji.

Nawet najbardziej zaangażowane solidarne urwipołcie potrafią już dostrzec i sformułować,że to co przynieśli Polsce jest jednym wielkim bałaganem,w którym niesposób zauważyć jakiejkolwiek logiki.

Wiarę, nadzieję i miłość stracił już nie tylko naród ale również janczarzy solidarnej pierestrojki opartej na wywłaszczaniu i wynarodowianiu. Zaczynają oni powoli dostrzegać przemoc polityczną solidarnych,która zniszczyła ogromne przedsiębiorstwa państwowe Polski ale nie dała także szansy i nadziei na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw.

W oczy rzuca sie niedowład, ignorancja i zła wola polityczna, które doskonale służą dalszemu destruowaniu Polski, mimo iż rozwiązania unijne pozwalają zadbać o interes polskich stoczni i innych newralgicznych punktów polskiej gospodarki.

Polsce prezentowany jest marazm legislacyjny stwarzający wrażenie zachowań szalonych krów lub owiec porażonych tasiemcem bąblowcem.Treścią naszego życia politycznego stają się skompromitowane elity solidarne serwujące nam afery na niespotykaną skalę.

Propagandowanym przejawem solidarnych sukcesów jest zlikwidowanie w Legnicy kolejnego pomnika żołnierza polskiego i radzieckiego trzymających dziecko w ramionach oraz postawienie już niezliczonego monumentu Jana Pawla II,tym razem w Koziej Wólce.

Wykonanie budżetu na rok bieżący jest do luftu.Ceny nośników energii oraz artykułów żywnościowych wyraźnie wzrosły, co ewidentnie obniża stopę życiową naszego umordowanego społeczeństwa dzięki łasce pańskiej i kościoła katolickiego przewodzącego postępującym w Polsce zmianom.

Główni architekci tego bałaganu JPII oraz Uszatek już odeszli ale ich bogobojne i wznoszące ku niebu kadry pozostały. W każdym bądź razie na rok przyszły cudu pańskiego oczekiwać nie możemy. Dziura budżetowa ewidentnie się powiększa i zapewne przekroczy pułap tej baucowej, osiągniętej za orlich czasów Buzka sterowanego przez świątobliwego Mariana.

Wujkowi Lechowi co to wykiwał „Solidarność” i naród wystarcza zwycięstwo jakie osiągnął „Bolek” niejaki w stanie pomroczności jasnej. Trzy miliony dolarów chapnął, zamek sobie pobudował, dzieci w agencjach specjalnych ulokował i teraz śmieje się w kułak wznosząc toast:”Zdrowie wasze w gardło nasze”. Więc panowie jego zdrowie, niechaj żyje, żyje nam.

A wy ćwoki wszelakie macie wolność i solidarność zatem wędrujcie sobie do ciepłych krajów wzorem Kulczyków nie czekając na nieszczęsny gudzowaty los.

Tym sposobem życzę wszystkim solidarnym aby się wam parzyło,mnożyło i po polu latało,byście ciągle pannom pod spódnice nie musieli zaglądać i bardziej dbali o życie poczęte aniżeli życie zarodkowe.

Módlcie sie bracia moi solidarni, razem ze mną, byście wyrzekli się wszystkich paskudztw waszych,miłowali solidarnie,dzielili się nie tylko opłatkiem i odstąpili od grzechu złodziejstwa publicznego.Nadto bardzo proszę Cię Panie Boże o łaskę rozumu dla ukochanych moich braci solidarnych w rozdrapywaniu mojej Ojczyzny. Stąd rozdrapujcie rany wasze, posypujcie kołtuny popiołem i nakładajcie pokutnice w swej nieuniknionej wędrówce do Canossy.

autor: Zygfryd Gdeczyk. 31 Grudzień 2009  •  Bezpośredni odnośnik  •  Edytuj wpis

Biedni biednieją a bogaci ociekają tłuszczem, oto istota solidarnej niesprawiedliwości

31 gru

przejdź do strony głównej portalu GazetaPrawna.plstatystyki

Wynagrodzenia w 2011 roku: Biedni biednieją, bogatsi dostają sute podwyżki

Prawda, że kryzys najboleśniej uderza w najuboższych, a bogatym daje zarobić, znalazła potwierdzenie w statystykach. Z najnowszych danych GUS wynika, że przez ostatnich 11 miesięcy szybko rosły wynagrodzenia w branżach, w których pracownicy zarabiają nawet dwukrotność średniej krajowej. Średnie miesięczne uposażenie górników było o 555 zł wyższe niż rok wcześniej i wynosiło 5892 zł. A osoby zatrudnione w rafineriach i koksowniach zarobiły o 620 zł więcej.

Publikacja: 30 grudnia 2011, 06:00 Aktualizacja: 30 grudnia 2011, 07:21

Najmniej, zarówno procentowo, jak i nominalnie, urosły pensje tych, którzy zarabiają najgorzej, np. zatrudnieni w przemyśle odzieżowym zarabiali średnio 1912 zł – zaledwie o 82 zł więcej niż w 2010 r. Niewiele lepiej jest w handlu, tu średnie wynagrodzenie wzrosło o 102 zł – do 2556 zł miesięcznie. To oznacza wzrost o zaledwie 4,1 proc. – mniejszy od inflacji, która po 11 miesiącach wyniosła 4,2 proc. De facto kasjerzy i sprzedawcy po prostu zbiednieli. – Dystans między zamożnymi a biednymi zawodami zwiększa się, co pogłębia rozwarstwienie w społeczeństwie – komentuje prof. Henryk Domański, socjolog z PAN.

W pierwszych jedenastu miesiącach roku przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach wyniosło 3566 zł i było w odniesieniu do 2010 r., już po uwzględnieniu inflacji, o 1 proc. wyższe (w 2010 r. średnia płaca wzrosła zaledwie o 0,2 proc.). Ale biorąc pod uwagę lata 2006 – 2008, gdy realny roczny wzrost płac wynosił od 4,2 do 6,8 proc., to nie taki dobry wynik. Jest jednak grupa branż, których pracownicy nie mają na co narzekać, bo ich portfele puchną od przypływu gotówki. Do każdego tysiąca, który zarabia górnik, w tym roku doszedł kolejny stuzłotowy banknot.

– To jest branża, w której pensje zwykle nie są związane z wynikami kopalń, lecz z siłą związków zawodowych, które wymuszają podwyżki – komentuje Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Zastrzega, że w tym roku było nieco inaczej, bo argumenty górników wzmocniły wysokie zyski ich chlebodawców. Potwierdzają to dane resortu gospodarki, według których w pierwszych III kwartałach tego roku kopalnie węgla kamiennego wypracowały zysk w wysokości 1,8 mld zł – o 25 proc. wyższy niż w 2010 roku.

Rekordowe zyski roku odnotowują też rafinerie i koksownie. I tu przekłada się to na wyższe pensje. Zresztą rekordowe w całym polskim przemyśle, bo zbliżające się do 7 tys. zł. W ciągu roku urosły o 9,9 proc.

Tymczasem w przemyśle drzewnym pensje podskoczyły tylko o 3,2 proc. – do 2533 zł. – W wielu firmach podwyżki były znikome, w innych nie było ich wcale. Głównie dlatego, że firmy mają niską rentowność – mówi Sławomir Wrochna, prezydent Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego. Niska rentowność wynika z tego, że przedsiębiorstwa nie wykorzystują w pełni swoich możliwości produkcyjnych, bo brakuje im surowca. A jeżeli jest, to drogi.

Najmniej wzrosły zarobki pracowników zatrudnionych przy budowie domów – o 2,4 proc., o 1,8 pkt proc. poniżej poziomu inflacji. – Słabnie kondycja branży, bo drożeją materiały i narastają zatory płatnicze między firmami – mówi Edward Szwarc, wiceprezes Związku Pracodawców Budownictwa. I nie spodziewa się, aby w 2012 r. sytuacja się poprawiła. Podobnego zdania są ekonomiści: w nadchodzącym roku wzrost zarobków będzie jeszcze skromniejszy, bo czeka nas spowolnienie.

– Realny wzrost płac będzie mniejszy niż 1 proc. – szacuje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Dla niektórych jednak, jak np. górników, pieniądze na podwyżki trzeba będzie wykopać, choćby spod ziemi.

 

źródło:

Dziennik Gazeta Prawna

autor: Janusz K. Kowalski

Copyright 2011, INFOR BIZNES Sp. z o o

Globalizm nie jest termometrem lecz chorym organizmem

31 gru

statystyki

Petru: To był rok kryzysu przywództwa. Nie tylko w Europie, ale na całym świecie

Gdyby starać się podsumować jednym zdaniem cały miniony rok, wskazując na główną porażkę w skali globalnej, byłby nią brak przywództwa. Przez cały rok przywódcy Europy, próbując rozwiązać kryzys zadłużenia, wykazali się raczej brakiem podejścia strategicznego i wizji nowoczesnej Europy.

Publikacja: 30 grudnia 2011, 09:02 Aktualizacja: 30 grudnia 2011, 09:27

  • Ryszard Petru, partner PWC, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich
Ryszard Petru, partner PWC, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich

źródło: DGP

Kolejne szczyty ostatniej szansy nie rozwiązały problemu, co gorsza, pod koniec 2011 roku kryzys finansowy w Europie wygląda znacznie poważniej niż jeszcze rok temu. O ile na początku 2011 roku główna obawa dotyczyła ryzyka utraty płynności Hiszpanii, o tyle teraz ryzyko utraty płynności dotyczy siódmej największej gospodarki świata. Niewłaściwe zarządzanie w kryzysie doprowadziło do tego, że Włochy, które od lat były w stanie obsługiwać swój dług na poziomie 120 proc. PKB, straciły wiarygodność jako kraj, który jest w stanie obsługiwać swój dług. Gdyby dwa lata temu doprowadzić do normalnego bankructwa Grecji, z przejęciem za nią odpowiedzialności przez MFW, dziś nie mielibyśmy problemu Włoch.

Brak przywództwa widać nie tylko w Europie, lecz także na całym świecie. Ameryka dziś nie czuje się odpowiedzialna za losy świata, ma wystarczająco dużo własnych kłopotów, aby zajmować się problemami innych. Stąd też strategia gospodarcza Amerykanów na wychodzenie z kryzysu m.in. poprzez politykę QE (monetarnego luzowania), czyli drukowania wciąż najbardziej pożądanej waluty świata. To podtrzymywanie popytu prowadzi w dłuższym okresie do wzrostu nierównowagi na świecie, w krótkim okresie może jednak dać Ameryce dodatkowy wzrost. Zgodnie z teorią ekonomii dolanie pieniądza do gospodarki realnego wzrostu nie tworzy, wywołuje wyłącznie inflację (ale nie od razu). W przypadku USA jednak polityka FED wpływa nie tylko na gospodarkę amerykańską, lecz także na gospodarkę całego świata, też negatywnie. Amerykanie za bardzo tym się jednak nie przejmują.

Nie jest też dla mnie zrozumiała postawa krajów pozostających poza strefą euro w sprawie Włoch. O ile problem Grecji czy nawet Portugalii, Irlandii i Hiszpanii był problemem wciąż jednak europejskim, o tyle wyzwanie związane z płynnością Włoch jest już problemem globalnym. Utrata płynności przez siódmą gospodarkę świata nie będzie wyłącznie zmartwieniem Starego Kontynentu, ale również i kontynentów pozostałych. Kiedy widać, że Europejczycy sami nie radzą sobie z problemem, do akcji powinny wkroczyć największe potęgi gospodarcze świata, włączając w to Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, za pośrednictwem MFW. Jak na razie mamy niestety do czynienia z wręcz odwrotną tendencją: wypchnięciem Wielkiej Brytanii ze spraw europejskich i zupełnie ambiwalentną postawą USA.

No, może przesadziłem z tą ambiwalencją, wystarczy przypomnieć wizytę Timothy Gartnera we Wrocławiu nawołującego do rozwiązywania kryzysu w sposób podobny jak w Ameryce po upadku Lehman Brothers. Przypomnę tylko, że reakcje Europejczyków na tego typu wypowiedzi były, używając języka dyplomacji, niezbyt entuzjastyczne. A szkoda, bo amerykański sposób rozwiązywania kryzysu zadłużenia okazał się skuteczny. Jeszcze kilka miesięcy temu na sugestie MFW wskazujące na potrzebę dokapitalizowania banków Europejczycy reagowali alergią. Dzisiaj jest już jasne, że banki w Europie muszą zaabsorbować straty związane z niewypłacalnością krajów peryferyjnych. Obawiam się, że kwota niezbędnego dokapitalizowania będzie znacznie wyższa niż 100 mld euro oszacowane na jednym z ostatnich szczytów. Wciąż jednak decydenci europejscy są kilka kroków za wydarzeniami. A inni stoją z boku, uznając, że to wciąż problem wyłącznie wewnętrzny.

Utrata płynności Włoch, siódmej gospodarki świata, jest problememglobalnym. Jednak Europa sobie z tym nie radzi, a inni stoją z boku

W tym roku odbyło się już kilka szczytów europejskich, w tym kilka ostatniej szansy. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że ich celem było uspokojenie rynków finansowych, a nie realne rozwiązanie problemów. Dzisiejszy przywódcy najchętniej wyłączyliby ocenę rynków finansowych i pozostawili sytuację gospodarczą taką, jaka jest, no być może z wyjątkiem Grecji, którą po dwóch latach kryzysu większość już jest skłonna uznać za bankruta. Zrzucanie winy za obecny kryzys na rynki finansowe to jak obarczanie termometru winą za gorączkę. Termometr doskonały nie jest, a źle używany niedokładnie mierzy. Ale mierzy. A gorączka jest efektem wielu lat, utraty konkurencyjności i przyrostu zadłużenia. No cóż, do wielu polityków europejskich to nie dociera.

Rok 2011 to kryzys przywództwa. Nie widać dziś w Europie polityków, którzy byliby w stanie podejmować decyzje wbrew sondażom opinii publicznej, decyzje, których celem byłyby efekty długofalowe, takie które trzeba by społeczeństwu tłumaczyć, ryzykując swą popularność i polityczne poparcie. Szkoda, bo dzisiejsze wyzwania takich właśnie decyzji wymagają.

 

źródło:

Dziennik Gazeta Prawna

autor: Ryszard Petru

Od wywłaszczających i złodziejskich reform zachowaj nas, Panie

31 gru

Andrysiak: Od bezmyślnych reform zachowaj nas, Panie

  • Gdy Europa ugina się ciężarem pełzającego kryzysu, Donald Tusk zapowiada w expose cięcia, a ludzie niepokoją się o pracę i przyszłość, życzyć sobie na nowy rok oszczędności to jakby kłaść katu głowę pod topór.

Publikacja: 30 grudnia 2011, 06:00 Aktualizacja: 30 grudnia 2011, 07:37

  • Andrzej Andrysiak zastępca redaktora naczelnego
Andrzej Andrysiak zastępca redaktora naczelnego

źródło: DGP

To brzydkie słowo. Zawsze oznacza brak – dobrowolny lub pod przymusem – czegoś, czym do tej pory dysponowaliśmy: pieniędzy, możliwości, przywilejów. Do tej pory nie w smak było ani rządom, ani społeczeństwom. Długi, których nikt już nie jest w stanie policzyć, deficyty rozdęte do nieprawdopodobnych rozmiarów to efekt nieposkromionego apetytu. Ale jeśli możemy wyciągnąć jakąś naukę z mijającego roku, to właśnie taką – więcej umiaru. Zapomnieliśmy, że oszczędność to wielki dochód.

Na nowy rok życzmy więc sobie rządu, który zamiast bombardować społeczeństwo kolejnymi mało realnymi planami i zapowiedziami, zrealizuje te wcześniejsze: wybuduje, co miało zostać wybudowane, i ograniczy, co miało zostać ograniczone.

Posłów tworzących mniej ustaw, bo nic tak nie psuje prawa jak pisane na kolanie niespójne i nieprecyzyjne przepisy.

Fiskusa, który przestanie łowić przedsiębiorców i podatników w sieć niejednoznacznych interpretacji, a zamiast tego wyjaśni, co powinno zostać precyzyjnie wyjaśnione.

I ministerstw edukacji, zdrowia i sprawiedliwości, które reformatorską galopadę zastąpią przemyślanymi i dopracowanymi inicjatywami.

Jeśli oszczędność jest cnotą, na nowy rok życzmy ekonomistom, by ich produkowane na pęczki prognozy aż tak nie odbiegały od rzeczywistości. Urzędnikom, by zerwali z kultem papierologii i pieczątek, a ich zwierzchnikom, by z dziesięciu wyprodukowanych przez siebie rozporządzeń i zaleceń przekazywali podwładnym tylko jedno. Agencje ratingowe niech przestaną się ścigać w wystawianiu złych ocen, bo w ten sposób i tak nie odkupią przeszłości, gdy firmowały wiarygodność bankrutów. A oburzeni niech zrozumieją, że choć podobno to tylko radykałowie są w stanie zmienić świat, zwykle nie zmieniają go na lepsze.

Gdyby choć kilka z tych życzeń spełniło się, byłby piękny rok.

 

źródło:

Dziennik Gazeta Prawna

autor: Andrzej Andrysiak

Tylko w państwie będącym produktem służb specjalnych mogą rej wodzić kanapowe partie ich zauszników

31 gru

Służby przeszukują bez wiedzy sądu i śledczych

45 minut temu RZ / PAP

Nikt nie kontroluje ile rewizji przeprowadza 10 służb w Polsce mających do tego uprawnienia. W większości odbywają się one tylko po okazaniu legitymacji. Zdaniem ekspertów powoduje to łamanie praw obywateli – informuje “Rzeczpospolita”.

Tylko policja dokonuje rocznie kilkuset tysięcy przeszukań. I jak przyznają sami funkcjonariusze, większość z nich na “blachę”, czyli za okazaniem legitymacji służbowej. – Wyjątek niestety stał się regułą. Prokuratura już po fakcie przyklepuje w większości to, co zrobi policja – mówi Piotr Pomianowski, szef Stowarzyszenia Pro Collegio przy UW.

Jak podkreśla Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, “dane dotyczące przeszukań są potrzebne, aby prowadzić sensowną politykę w tym zakresie”. – Teraz nie można zweryfikować, czy tej instytucji się nadużywa czy nie – mówi.

Dlatego eksperci apelują, by jak to jest np. w Niemczech, resort sprawiedliwości lub prokuratura prowadziły takie statystyki. Jednak te instytucje są temu przeciwne – stwierdza “Rz”.

Autor: RZ

Źródła: PAP

 

Wasze komentarze (53)

~stroskany Użytkownik anonimowy

Według Soliduraków PRL była państwem policyjnym ale to dopiero oni zrobili z obecnej Polski państwo policyjne, w którym prawa obywateli są nagminnie łamane

xxx15 Onet Zobacz profil

Czyli :prokuratura sankcjonuje łamanie prawa.Ale jest niezawisła i można jej skoczyć.

~Manek Użytkownik anonimowy

Nie pitolić. Tylko myśleć! Do czego stosuje się przeszukania? No no? Chyba po to aby coś znaleść. W większości przypadkach tylko niezwłoczne odwiedzenie zbója i przetrzepanie mu podwórka gwarantuje sukces. Dletego powinna to robić tak jak teraz Policja bez uprzedniego polecenia Prokuratora. Jeśliby … rozwiń całośćczekać na Prokuraturę czy Sąd to możemy już sobie wogóle odpuścić jakiekolwiek szukanie bo sparwca ukryje bądź sprzeda mienie które szukamy.
Teraz odezwą się klakierzy że to ogranicza wolność człowieka. A i owszem tylko coś za coś. Przypuśćmy ze zostaniecie okradzeni w piątek wieczorem przy czym doskonale będziecie wiedzieć kto wam to zrobił. I co będziecie czekać do poniedziałku rana aby prokurator wydał postanowienie o przeszukaniu! Bo nie łudcie się że taki dokument wyda w wolną sobotę. A w tym czasie skradzione fanty znajdą już nowego właścicela. zwiń

~alojzy Użytkownik anonimowy

w państwie totalitarnym i rządzonym zza pleców ( zza wielkiej wody) to służby rządzą Narodem. Rząd jest rządzony przez te służby podporządkowane innym służbom. My widzimy w innych państwach jak np. Białoruś pyłek w ich oku w swoim belki nie dostrzegamy ! Jak przypominam sobie w 1989 roku miało być … rozwiń całośćukrócenie działalności tych służb a jest odwrotnie, co roku powstają nowe i stare rozbudowują się ! Zawsze powtarzam zanim coś złego powiesz o innym sprawdź czy jesteś w tym lepszy ! Siły zza wielkiej wody skłócają nas z sąsiadami, prowadzą do wojny która milowymi krokami zbliża się i będzie znów na naszym terytorium zamiast raz chociaż pójść za wielką wodę !!!!!!!!!!! zwiń

34 minuty temu użytkownik ~qweq napisał:

W kraju pomatołów prawie wszystko jest łamane tylko lemingi tego nie widzą bo im wzrok zasłania ekran z napisem TVN24 !!!

przejdź do komentarza »

A skąd ty cieciu malinowy wiesz co puszczają w TVN24 jak twój guru zabronił wam tej stacji oglądać zdradziłeś swojego guru ? nie posłuchałeś rozkazu oszołomie ? no to po tobie : ) teraz już dla prezesa nie będziesz ”Prawdziwym Polakiem Katolikiem” :) ) szanowni państwo proszę zauważyć że wyborcy … rozwiń całośćPISu za swoje nieudanie życie w dzień w dzień obwiniają jakąś tam telewizję ^ ^ jak widać od tych ludzi głupota bije z daleka no ale jaki guru tacy wyborcy wracaj oszołomie teraz przepraszać Jarka za to że nie wykonałeś jego rozkazu to może ci przebaczy i tylko wylecisz z partyjki na zbity ryj hehehee zwiń

~tak to ja Użytkownik anonimowy

Polska policja ma prawo przeszukać daną osobe pod warunkiem ze moze ona być podejrzewana o coś. Dla polskiej policji każdy obywatel jest podejrzany. Trzepią bez uzasadnienia, z myśla ”a może znajde u niego grama trawki i dostane premię”. Każdy przechodzący po zmroku jest dla nich potencjalnym … rozwiń całośćprzestępcą. Z góry zakładają i pytani o powód kontroli mówią: “rutynowa kontrola”. Niby Polska nie jest już krajem policyjnym? ? ? (smiech) Nadużywają swoich praw, i to co napiszą w protokole,prokuratura nawet nie sprawdza, tylko pieczątka i po sprawie. Niech ktoś w końcu zrobi coś i ograniczy im te prawo przeszukiwania kazdego kogo napotkają. Przez prawo jakie jest w Polsce postanowiłem wyemigrować, bo brak wolności nie pozwalał mi żyć. Mam przykre wspomnienia i do tej pory obawy przed policją, na ich widok robie się nerwowy ( mimo,iż nie mam nic na sumieniu) poprostu polska policja wyrobiła u mnie taki nawyk. zwiń

patrycjusz_pl patrycjusz_pl Onet Zobacz profil

Policja i służby są zawsze potrzebne każdej władzy. Mogą inwigilować opozycję, zbierać informację na temat polityków przeciwnych opcji, stosują szantaż, zastraszanie. Wiele decyzji, często kontrowersyjnych, jest podejmowanych na wskutek działań służb. Tajność zbieranych informacji ma kilka stopni. … rozwiń całośćNajtajniejsze informacje są dostepne dla niewielkiej grupy decydentów. Dotyczą one np. orientacji seksualnych, nałogów, zadłużenia, powiązań rodzinno-towarzyskich, itp. Dlatego służby mogą wiele i mają tego swiadomość. Nikt im nie podskoczy. KTO MA INFORMACJE, TEN MA WŁADZĘ! zwiń

35 minut temu użytkownik ~olo napisał:

a to ciekawe,a postanowienie o przeszukaniu to kto podpisal ?
bo nie widze
to sie do domku nie wpuszcza

przejdź do komentarza »

A tu się mylisz olo policja oraz inne służby zgodnie ze swoimi uprawnieniami ustawodawczymi mogą dokonać przeszukania pomieszczeń należących do ciebie zapoznaj się z art 220par.3 KPK, oraz z art 308 KPK, więc jeśli nie posiadasz odpowiedniej wiedzy to nie dawaj innym głupich rad, trzeba najpierw … rozwiń całośćliznąć prawa a nie tylko W11, po prostu nie otwierając drzwi dajesz powód do przypuszczenia iż masz coś do ukrycia. A maksyma brzmi prosto Obyśmy nie musieli pukać do twych drzwi zwiń

~olo Użytkownik anonimowy

a to ciekawe,a postanowienie o przeszukaniu to kto podpisal ?
bo nie widze
to sie do domku nie wpuszcza

~spostrzegawczy Użytkownik anonimowy

Przepraszam a kto na tych ludzi ktorzy to umozliwiaja glosowal? Wiec do kogo narzekania i pretensje? Myslaly madrale ze za morde wezma tylko PISowcow i sie obudzili w gaciach o 5 rano z wywarzonymi drzwiami. Wladza ich ladnie przeczolga zeby motloch sie cieszyl ze zyje i nie podskakiwal.

Wyprzedaż dóbr narodowych “sukcesem” rządu Tuska

31 gru

Premier odwołał wiceministra skarbu

2011-12-28 | Ostatnia aktualizacja: 17:25 | Komentarze: 11

Tagi: Walenczak, odwołał, wiceminister skarbu

Rząd Donalda Tuska

Rząd Donalda Tuska Fot. Radek Pietruszka / Polska Agencja Prasowa

Premier Donald Tusk przyjął dymisję podsekretarza stanu w ministerstwie skarbu Krzysztofa Walenczaka - podało w środę Ministerstwo Skarbu Państwa.

Walenczak był wiceministrem skarbu od sierpnia 2010 r. Wcześniej - od 2008 r. – z ramienia banku Lehman Brothers doradzał MSP w sporze z Eureko dotyczącym PZU. Po zakończeniu negocjacji z Eureko, od listopada 2009 r. pełnił funkcję głównego doradcy ekonomicznego resortu.

Jako podsekretarz stanu Walenczak realizował transakcje prywatyzacyjne prowadzone przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, był odpowiedzialny, m.in. za pierwsze oferty publiczne spółek: PZU, Tauron Polska Energia, GPW, JSW. Zajmował się także ofertami wtórnymi spółek, m.in.: KGHM Polska Miedź, Lotos, Enea, PZU, Tauron Polska Energia, LW Bogdanka, Mennica Polska, PGE.

Do kompetencji Walenczaka należał nadzór nad instytucjami rynku finansowego i kapitałowego, odpowiadał również za działania promocyjne MSP oraz za relacje ze środowiskiem inwestorskim.

Jak podało ministerstwo, na zakończenie pracy Walenczak podkreślał, że procesy prywatyzacyjne, które nadzorował były kontynuacją polskiej transformacji, ale przede wszystkim służyły wzmacnianiu krajowego rynku kapitałowego. Dzięki obecności nowych spółek na Giełdzie Papierów Wartościowych, jej płynność i kapitalizacja były najwyższe w jej historii, a Warszawa ugruntowała swoją pozycję regionalnego centrum finansowego Europy Środkowej i Wschodniej - ocenił Walenczak, cytowany w komunikacie resortu.

PAP Źródło: PAP

 

Kryminalny podtekst pomarańczowej rewolucji na Majdanie i ukraińskiej Batkiwszczyny

31 gru

Tymoszenko trafiła do kolonii karnej

2011-12-30 | Ostatnia aktualizacja: 14:03 | Komentarze: 6

Tagi: Charków, TYMOSZENKO, kolonia karna

Tymoszenko trafiła do kolonii karnej

Tymoszenko trafiła do kolonii karnej Fot. SERGEY DOLZHENKO / PAP/EPA

Była premier nie siedzi już w areszcie w Kijowie. Władze wywiozły Julię Tymoszenko do kolonii karnej w Charkowie. Zdaniem jej zwolenników, polityk wywieziono z aresztu na wózku inwalidzkim.

Była premier Ukrainy Julia Tymoszenko, skazana na siedem lat więzienia za nadużycia przy zawieraniu kontraktów gazowych z Rosją w 2009 roku, w piątek została przewieziona z kijowskiego aresztu do kolonii karnej dla kobiet w Charkowie - podały służba więzienna. Gazeta internetowa ”Ukrainska Prawda” relacjonowała, że Tymoszenko opuściła stołeczny areszt na wózku inwalidzkim. Według jej zwolenników ma ona problemy z kręgosłupem.

Służby więzienne podały jednak, że była premier mogła się poruszać. “Przed wyjazdem (z aresztu) Tymoszenko została zbadana przez lekarzy, którzy orzekli, że stan jej zdrowia pozwala na przeniesienie jej (do kolonii karnej)” – podała służba więzienna. Minister sprawiedliwości Ołeksandr Ławrynowycz podkreślił, że w stosunku do Tymoszenko uprawomocnił się wyrok sądu i były ”wszelkie podstawy dla jej przetransportowania”. Dodał, że przeciwko Tymoszenko toczą się jeszcze inne postępowania.

Przeniesienie Julii Tymoszenko do kolonii karnej oraz de facto likwidacja Dnia Wolności, upamiętniającego prodemokratyczną pomarańczową rewolucję z 2004 roku, to ze strony ukraińskich władz ”akt ostatecznego, cynicznego i publicznego zniszczenia ideałów demokracji, wolności i niepodległości” – oceniła partia Tymoszenko, Batkiwszczyna. Na mocy dekretu prezydenta Wiktora Janukowycza Dzień Wolności z 22 listopada został połączony z Dniem Jedności świętowanym 22 stycznia w rocznicę zjednoczenia Ukrainy po I wojnie światowej.

Prawnicy ukraińskiej polityk mają nadzieję, że Europejski Trybunał Praw Człowieka, do którego Tymoszenko zwróciła się o rozpatrzenie jej sprawy, oczyści ją z zarzutów. Trybunał zgodził się zastosować w jej sprawie przyspieszone procedury.

Była premier została skazana w październiku na siedem lat więzienia; w ubiegłym tygodniu sąd apelacyjny w Kijowie utrzymał w mocy wyrok sądu pierwszej instancji. Prócz wyroku siedmiu lat więzienia Tymoszenko otrzymała trzyletni zakaz zajmowania stanowisk państwowych, oraz została zobowiązana do wypłacenia państwowej firmie paliwowej Naftohaz Ukrainy odszkodowania w wysokości 1,5 mld hrywien (ok. 600 mln złotych). Według sądu była to wartość strat, które poniósł Naftohaz w wyniku zawarcia przez Tymoszenko niekorzystnych umów gazowych z Rosją.

Wyrok więzienia dla opozycyjnej polityk poważnie zachwiał stosunkami między Ukrainą a UE, która uznała, że władze ukraińskie mają wybiórczy stosunek do prawa. Tymoszenko przebywała w areszcie w Kijowie od 5 sierpnia.

PAP

Auschwitz po niemiecku

31 gru

  • Niemieckie plany rozbudowy Auschwitz
PAP, dog
2011-12-30, ostatnia aktualizacja 2011-12-30 16:55

Kilkanaście dokumentów pokazujących, w jaki sposób Niemcy zamierzali rozbudować obóz Auschwitz I, oglądać można na nowej wystawie czasowej w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Niemieckie plany rozbudowy obozu Auschwitz

www.auschwitz.org

Niemieckie plany rozbudowy obozu Auschwitz

Niemieckie plany rozbudowy obozu Auschwitz

www.auschwitz.org

Niemieckie plany rozbudowy obozu Auschwitz

- Dzięki archiwalnym planom i rysunkom architektonicznym można doskonale zilustrować kolejne etapy rozbudowy pierwszej części kompleksu obozowego Auschwitz-Birkenau, czyli obozu macierzystego Auschwitz I. To w tym miejscu rozpoczęła się historia największego niemieckiego obozu koncentracyjnego dla więźniów różnych narodowości, a także ośrodka natychmiastowej zagłady Żydów w komorach gazowych - powiedziała kierownik działu wystawienniczego Muzeum i autorka scenariusza ekspozycji, Teresa Zbrzeska.
Wystawa składa się z dwóch części. Pierwsza skupia się na pochodzących z 1943 roku planach rozbudowy obozu Auschwitz I oraz otaczającej go infrastruktury. – Niemcy planowali nie tylko powiększenie istniejącego obozu, ale też budowę reprezentacyjnego gmachu komendantury, dużego osiedla domków jednorodzinnych dla SS-manów i ich rodzin wraz z przedszkolem i szkołą, a nawet specjalnej trybuny nad pobliską rzeką Sołą dla imprez organizowanych na wodzie. Wśród zachowanych rysunków architektonicznych znaleźć można projekt specjalnej kwatery dla szefa SS Heinricha Himmlera wraz z umeblowaniem - poinformował Paweł Sawicki z biura prasowego Muzeum.

W drugiej części ekspozycji zobaczyć można, jakie były niemieckie plany dotyczące miasta Oświęcim. W 1943 roku architekt Hans Stosberg, w związku z budową fabryki IG Farben, zaprojektował całkowicie nowe zagospodarowanie przestrzenne miasta, w którym według niemieckich planów miało w przyszłości mieszkać 40 tysięcy osób. Myślano także o stworzeniu w pobliżu Oświęcimia kilku osiedli zewnętrznych. Prezentowane dokumenty pokazują, jakie były niemieckie zamierzenia i ile z nich udało się zrealizować.
Prezentowane na wystawie dokumenty pochodzą z Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau i oświęcimskiego oddziału Państwowego Archiwum w Katowicach. Wystawę oglądać można w sali wystaw czasowych w bloku 12 na terenie byłego obozu Auschwitz I. Czynna będzie do końca stycznia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

O nepotyzmie wśród braci zakonu solidarnej demokracji

31 gru

Przestań się mazać, syneczku

 

Jarosław Wałęsa w prywatnej klinice rehabilitacyjnej

Jarosław Wałęsa w prywatnej klinice rehabilitacyjne

 

...

Magdalena Grzebałkowska i Dorota Karaś 2011-12-30, ostatnia aktualizacja 2011-12-30 22:07:16.0

Wydzieraliśmy się na siebie nawzajem. Ojciec wrzeszczał: “Wynocha, jesteś zwolniony, won!”. I tak trzy razy w tygodniu - z Jarosławem Wałęsą rozmawiają Magdalena Grzebałkowska i Dorota Karaś.

Przytulał się pan do taty?
Jarosław Wałęsa: – To facet starej daty, nie potrafi okazywać emocji. Kilka lat temu wymyśliłem grę. Kiedy jesteśmy razem w domu, krzyczę: “Ojcze!”. On przychodzi: “Co jest?”, Pytam: “Kochasz mnie?”. Popatrzy tylko na mnie i ucieka, bo nie jest w stanie mi tego powiedzieć. Ale wiem, że mnie kocha, i wiem, że któregoś dnia mi to powie.
A po wypadku jak się zachowywał?
- Stał w rogu pokoju, strasznie zestresowany, żeby czegoś nie popsuć w tej sytuacji. Miał tylko oczy duże ze strachu.
Płakał?
- Ojciec roni łezkę tylko w patriotycznych sytuacjach.
(…)
Praca w gdańskim biurze Lecha Wałęsy to był pana pomysł czy ojca?
- Do dzisiaj nie wiem. Wróciłem ze Stanów, pomieszkałem tydzień czy dwa z rodzicami i zacząłem pracować dla ojca. Z automatu zostało przyjęte, że zostanę jego asystentem.
Zbliżyliście się wtedy?
- Stałem się mu bliższy niż żona. Potrafiliśmy być na walizkach i nie wracać do domu przez pół roku. Przygotowywałem mu koszule, omawialiśmy spotkania, wywiady. Dowiedziałem się wtedy, że tata bardzo lubi krewetki, ale już innych owoców morza nie tknie. Tylko ja potrafiłem mu doprawić sok pomidorowy tak ostro, że zwykły człowiek by tego nie wypił.
Praca dla ojca to było cenne doświadczenie, ale też trudne, bo braliśmy się za łby. Ojciec zwalniał mnie trzy razy w tygodniu.
(…)
Nie rozczarował się pan polityką?
- Polityka okazała się najbardziej przerażającym doświadczeniem życia. Początki na Wiejskiej były pełne frustracji, przemęczenia i zdziwienia politykami. Zanim przywykłem do tego, że są ludzie, którzy nigdy nie powinni tam trafić, minęło sześć miesięcy. W tym czasie straciłem polityczną cnotę, przestałem naiwnie myśleć, że każdy poseł chce być dobry dla innych. Funkcjonowanie polskiego Sejmu jest koszmarne - zwoływanie komisji SMS-em z dnia na dzień, przerzucanie porządków obrad, odwoływanie, to się nie mieści w głowie.
Dlatego poszedł pan do Brukseli?
- Tak, i dopiero tam zdałem sobie sprawę, jak bardzo dziwną instytucją jest polski parlament. Chciałem zostać europosłem, żeby móc w jakiś bardziej uregulowany sposób zajmować się polskimi sprawami. W polskim Sejmie trzeba być pieniaczem, żeby zaistnieć. Jest kilku merytorycznych polityków, na których można polegać, ale muszą się rozpychać łokciami. W parlamencie UE trzeba ciężko pracować, żeby okazać się wiarygodnym i sumiennym. Dlatego tak bardzo chcę tam wrócić.
(…)
Przekroczył pan tamtego dnia prędkość.
- Kto tak powiedział?

Wszystkie media tak piszą.
- To wykaże ekspertyza, ja mam całkowitą amnezję z tamtego dnia. Prawdopodobnie winę za wypadek ponosi tamten kierowca. Wyjechał mi na drogę, nawet chyba nie hamowałem. Nie wiem. Mózg mi zrobił prezent i pozwolił zapomnieć.
Takie spokojne dziecko, a na motocyklu jeździł.
- No to co? Jan Krzysztof Bielecki, porządny człowiek, a też jeździ. Przyszedł do mnie do szpitala i powiedział: “Nie przejmuj się, przesiądziesz się na harleya i będzie OK”.
To zamierza pan jeszcze jeździć?!
- Obiecałem bliskim, że nie. Ale będę tęsknił. Wy nawet nie wiecie, jakie to było wspaniałe. Dawało dziecięcą radość i spokój. Wielokrotnie po godzinnej jeździe wpadałem w trans i krzyczałem sobie w kasku: “Aaaaaa!”. Jak fajnie.
Chciałby pan być prezydentem?
- Gdańska?
Nie, Polski.
- Nie wiem. Urodziłem się na nowo 2 września 2011 r., w dniu wypadku. Wszyscy mnie teraz pytają, czy ten wypadek zmienił mnie wewnętrznie. Nie wiem jeszcze. Na razie żyję w hermetycznym świecie. Zadajcie mi to pytanie, jak już wrócę do normalnego życia, w którym będę w stanie umyć sobie głowę obiema rękami.
===
Niezwykle szczerze Jarosław Wałęsa opowiada też o życiu rodziny w PRL i kiedy Tata został prezydentem, o swoim drugim amerykańskim ”tacie”, o swoim wypadku, walce by powrócić do zdrowia - cały wywiad w sobotnim Magazynie Świątecznym ”Gazety Wyborczej”.
A co jeszcze w Magazynie?

Inwestor czy spekulant?

31 gru

Krauze dokupił akcje Biotonu, który zyska na nowej liście refundacyjnej

is, judy
2011-12-31, ostatnia aktualizacja 2011-12-30 18:32

Inwestor giełdowy Ryszard Krauze dokupił 119,9 mln akcji Biotonu dzień przed publikacją nowej listy refundacyjnej leków

Ryszard Krauze kupił akcje dzień przed opublikowaniem listy leków refundowanych. Jej zapisy są korzystne dla Biotonu

Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Ryszard Krauze kupił akcje dzień przed opublikowaniem listy leków…

ZOBACZ TAKŻE

O zakupie poinformował Bioton w komunikacie giełdowym 27 grudnia, czyli w pierwszy dzień po świętach. Wynika z niego, że 22 grudnia Ryszard Krauze dokupił w transakcji pakietowej dokładnie 119 924 471 akcji spółki po cenie 7 gr. W komunikacie czytamy, że nabyte akcje stanowią długoterminową inwestycję w spółkę.
Krauze kupił akcje dzień przed opublikowaniem listy leków refundowanych. Jej zapisy są korzystne dla Biotonu. Przede wszystkim nie znalazły się na niej długo działające analogi insuliny, których od kilku lat domagają się pacjenci z cukrzycą, m.in. Polskie Stowarzyszenie Diabetyków. Ich wprowadzenie do refundacji mogłoby spowodować spadek sprzedaży ludzkiej insuliny, którą produkuje Bioton. Firma otrzymuje jedną szósta całej kwoty, jaką NFZ przeznacza na refundacje insulin (500-600 mln zł).

Publikacja listy leków refundowanych ani informacja o zakupie akcji przez Krauzego nie wpłynęła na kurs akcji Biotonu.
Jacek Kurski z Solidarnej Polski wzywa Komisję Nadzoru Finansowego, by sprawdziła, czy nie doszło do wycieku informacji.
“Nie dopuszczam nawet myśli, że za owym zakupem mogłaby się kryć jakakolwiek tajemna wiedza. Nie daj Boże, przeciek. Dlatego (…) w trosce o dobre imię i nieposzlakowaną opinię Ryszarda Krauzego, nie byłoby od rzeczy, gdyby tej transakcji przyjrzała się Komisja Nadzoru Finansowego” – czytamy na jego blogu.

 

Autor: is, judy

źródło: GW

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.